Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Zakochałam się w psychoterapeucie


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
198 odpowiedzi w tym temacie

#181 Kalina

Kalina
  • Płeć:Kobieta

Napisano 08 listopad 2012 - 22:13


Kalina już dawno napisałam, że go nie kocham i nigdy sobie bym nawet nie pomyślała, że ułożę z nim życie sobie... Więc nie wiem, po co te chamskie wypowiedzi... Ja go nie kocham, on mnie nie kocha. Nie ma terapii. Nie ma problemu.


Wiesz co...Ty idź dziecko do psychiatry, bo mataczysz w swoich własnych wypowiedziach
"I jeśli posiadacie ten rodzaj niezniszczalnego rdzenia, nie tylko pozostanie on z wami na zawsze, ale w waszych najczarniejszych momentach także inni go w was dostrzegą i pomogą wam wyjść cało z opresji[...]"

"Wszystko sprowadza się do tego, żeby stanąć prosto, spojrzeć ludziom prosto w oczy, błysnąć zabójczym uśmiechem i powiedzieć: "Spierdalajcie. Jestem boska."

"Smutek to stan umysłu gotowy przyjąć nieograniczoną porcję radości." :)

#182 Gość_toy__*

Gość_toy__*
  • Gość

Napisano 08 listopad 2012 - 22:26

proponuję rozmawiac o czym innym niz o tym terapeucie co juz nam bokiem wychodzi

#183 Gość_nigdy_*

Gość_nigdy_*
  • Gość

Napisano 09 listopad 2012 - 15:14

Sekretna, wiem, że powiedzieć łatwo, ale spróbuj podejść do tej sprawy nieco bardziej logicznie. Wyobrażam sobie, że odejście z terapii [i to prowadzonej przez kogoś, kto w Tobie wzbudził takie emocje] przeraziło Ciebie. Pewnie masz mega-mętlik w głowie teraz, i przytulam mocno, bo to niełatwe.

Ale uwierz, lepiej przerwać terapię prowadzoną nieprofesjonalnie, niż siedzieć w miejscu, robiąc sobie w życiu jeszcze większy bajzel! Ten Twój terapeuta naprawdę - wnioskując z tego, co opisałaś - nie trzymał się granic, przewidzianych w zawodzie.

Chodziłam kiedyś do faceta, co zajmował się psychoanalizą wg. Freuda.
Nieustannie wmawiał mi, że troszczy się o mnie jak ojciec, że ja w nim widzę figurę ojcowską, dzwonił, gdy się kilka minut spóźniałam; wypytywał przy tym często o doświadczenia seksualne [dyplomatycznie!], ożywiał się tylko wtedy. Nie wiedziałam, że nie do końca powinien się tak zachowywać, bo to był pierwszy spec, z usług którego skorzystałam.

Zrezygnowałam z tej terapii z kilku powodów, następnie bardzo starannie 'odrobiłam lekcje' - przeczytałam kodeks zawodowy, obowiązujący psychoterapeutów, multum publikacji, przerobiłam wszelkie niuanse. Wiem teraz dobrze, jak to wszystko działa i na co zwracać uwagę. Zrób to i Ty też, chroń siebie, ok? Bo nie jest Ci potrzebne jeszcze jedno kuku od obcego faceta, co się nie nadaje do zawodu. DDA wystarczy [ja jestem DDD, więc znam temat].

Będzie dobrze!
  • molenka i Sekretna lubią to

#184 titanic

titanic
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 10 listopad 2012 - 06:00

Miałem okazję poznać kliku psychiatrów, terapeutów i terapeutek , nawet bliżej jedną (byłem jej klientem) i muszę stwierdzić, że o ile większość z nich zabiera się za psychologię w nadziei , że sami sobie pomogą, o tyle w praktyce w większości tego nie potrafią. Na pewnym etapie psychologia, która ma ludzi rozwijać już ich samych zaczyna ograniczać. Zatem jak mają pomagać innym??? Myślę , że po prostu niekiedy mają wiedzę jak to zrobić, ale również jak tej wiedzy użyć w zamierzonych przez nich, nie zawsze szczytnych celach. A jeżeli "ONI" tą wiedzę posiedli, to czy inni nie są w stanie tej wiedy zdobyć ??? Zejdźcie na ziemię , to może szybciej staniecie na własnych nogach. Psychologia to nie kwestia wiary tylko wiedzy. Choć jak stwierdził pewien egzorcysta z "drugiego bieguna" w swojej książce " Psychologia New Age" można na to różnie patrzeć.


Kiedyś zupełnym przypadkiem wykonałem proste doświadczenie, opowiedziałem psychologowi o innym, co robi ze mną i że jestem bardzo niezadowolony z tego powodu bez podawania nazwiska- efekt - krytyka tamtego specjalisty przez aktualnego.

Innemu powiedziałem to samo z personaliami terapeuty- efekt- poparcie metody i utwierdzenie mnie w przekonaniu, że korzystałem z usług dobrego fachowca - byli z jednego miasta i znali się , jak się później dowiedziałem.

Mnie można zrobić w ch.ja, ale tylko raz.


Sekretna: IMO nie ma czegoś takiego jak metoda. Owszem są pewne algorytmy leczenia farmakologicznego i techniki prac terapeutycznych, ale sama powiedz czy jeśli Twój terapeuta zaproponowałby malowanie kwiatów na ścianach jego gabinetu , a Ty trwale poczułabyś się po tym lepiej to moglibyśmy nazwać to skuteczną metodą?;)

Użytkownik titanic edytował ten post 10 listopad 2012 - 07:14

  • Sekretna lubi to

CHAD- ...i wszystko jasne...?                                                                                                                  

Jeżeli uważasz, że określają kogoś 3 lub 4 litery to znaczy, że ?
//////////////////////////////
Pożyję ile się da, a jak się nie da to też to  jakoś przeżyję.


#185 Kalina

Kalina
  • Płeć:Kobieta

Napisano 10 listopad 2012 - 11:21

A mam jeszcze takie jedno pytanie. Czy terapeuci często proszą o to, by wczuć się w rolę?
Np. On mówi: załóżmy, że jestem Pani chłopakiem...
No i mówi do mnie jakby był moim chłopakiem, a ja mam mówić tak, jakbym była jego dziewczyną. to poprawna metoda?
Nie pojedzcie mnie za to, chcę tylko odpowiedzi na zadane pytanie.


Hmmm...odpowiem Ci moim doświadczeniem.

Na terapii grupowej DDA były przede wszystkim przepracowywane sprawy rodzinne, zawiłości rodzinne w jasny sposób przenosimy na życie własne i na własne tworzone związki, więc na terapii przede wszystkim pracuje się nad rodziną, z której się wyrosło. I tam na grupowych warsztatach była praca w grupie bardzo zamkniętej i jak coś to terapeutka była jakby obok, była prowadzącą. Osobę bliską się wybierało i się z nią pracowało a ona to obserwowała i pomagała. Zawsze pilnowała by nie przekroczyć granic, by nikomu nie stała się krzywda.

Na terapii indywidualnej gdy miałam potrzebę poczuć się jak z matką to terapeutka prosiła bym sobie znalazła przedmiot (nawet chusteczkę), która by "obrazowała" moją mamę i ona stojąc za mną była mi pomocna, ale gadałam w przestrzeń, ona sama nie przyjmowała roli.

Dla mnie to co opisałaś przekracza granice terapeuta-pacjent.
  • Sekretna lubi to
"I jeśli posiadacie ten rodzaj niezniszczalnego rdzenia, nie tylko pozostanie on z wami na zawsze, ale w waszych najczarniejszych momentach także inni go w was dostrzegą i pomogą wam wyjść cało z opresji[...]"

"Wszystko sprowadza się do tego, żeby stanąć prosto, spojrzeć ludziom prosto w oczy, błysnąć zabójczym uśmiechem i powiedzieć: "Spierdalajcie. Jestem boska."

"Smutek to stan umysłu gotowy przyjąć nieograniczoną porcję radości." :)

#186 Gość_toy__*

Gość_toy__*
  • Gość

Napisano 10 listopad 2012 - 12:56

jeśli Twój terapeuta zaproponowałby malowanie kwiatów na ścianach jego gabinetu , a Ty trwale poczułabyś się po tym lepiej to moglibyśmy nazwać to skuteczną metodą?


mi się to od razu spodobało, nie chce ktos kwiatow na scianach? ;)

Użytkownik toy_ edytował ten post 10 listopad 2012 - 12:57


#187 Gość_nigdy_*

Gość_nigdy_*
  • Gość

Napisano 10 listopad 2012 - 19:56

A mam jeszcze takie jedno pytanie. Czy terapeuci często proszą o to, by wczuć się w rolę?
Np. On mówi: załóżmy, że jestem Pani chłopakiem...
No i mówi do mnie jakby był moim chłopakiem, a ja mam mówić tak, jakbym była jego dziewczyną. to poprawna metoda?
Nie pojedzcie mnie za to, chcę tylko odpowiedzi na zadane pytanie.


Kalina doskonale uchwyciła sedno sprawy w swoim poście.

Kiedy Doktorek pracował ze mną nad 'uspokajaniem wewnętrznego dziecka', opowiedział coś w rodzaju historii - scenariusza. Nie umiem zacytować dosłownie, ale coś w rodzaju 'ma pani małą córeczkę, której to i tamto się nie powiodło'. Potem następował opis sytuacji, która wzięta była z mojego życia, i pytania badawcze na temat mojego podejścia do sytuacji, więzi z wyimaginowanym dzieckiem, sposbu postępowania mojego wobec tego dziecka - co zrobiłabym, gdybym miała je z powodzeniem utulić i uspokoić?

Na końcu dostałam polecenie, żeby rzeczywiście powiedzieć na głos to, co powiedziałabym temu smutnemu dziecku.
Doktorek nie odgrywał roli sam, ale był narratorem i 'prowadził'. Za każdym razem, kiedy są na sesji wykorzystywane metody w rodzaju wizualizacji, on jest narratorem, prowadzi, ale nie obsadza w tych historiach siebie. Praca należy do klienta, a terapeuta pilnuje przebiegu tej pracy, dba, żeby nie było szkody. Nie jest całkiem 'na zewnątrz', ale właśnie nie przekracza pewnych granic.

Obsadzanie siebie samego w roli Twojego chłopaka sprawi przecież, że mimowolnie o czymś podobnym pomyślisz [spróbuj powiedzieć 'biały niedźwiedź', a potem nie myśleć wcale o białym niedźwiedziu]! To jak sugestia, ze wszystko możliwe, bo 'przecież on sam to wymyślił..'. Jakieś dziwne zacieranie granic.

A masz z nim jakiś kontakt fizyczny czasami? Zachowuje przestrzeń między Tobą a sobą?

#188 anek1987

anek1987
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 10 listopad 2012 - 20:21

Kalina doskonale uchwyciła sedno sprawy w swoim poście.

Kiedy Doktorek pracował ze mną nad 'uspokajaniem wewnętrznego dziecka', opowiedział coś w rodzaju historii - scenariusza. Nie umiem zacytować dosłownie, ale coś w rodzaju 'ma pani małą córeczkę, której to i tamto się nie powiodło'. Potem następował opis sytuacji, która wzięta była z mojego życia, i pytania badawcze na temat mojego podejścia do sytuacji, więzi z wyimaginowanym dzieckiem, sposbu postępowania mojego wobec tego dziecka - co zrobiłabym, gdybym miała je z powodzeniem utulić i uspokoić?

Na końcu dostałam polecenie, żeby rzeczywiście powiedzieć na głos to, co powiedziałabym temu smutnemu dziecku.
Doktorek nie odgrywał roli sam, ale był narratorem i 'prowadził'. Za każdym razem, kiedy są na sesji wykorzystywane metody w rodzaju wizualizacji, on jest narratorem, prowadzi, ale nie obsadza w tych historiach siebie. Praca należy do klienta, a terapeuta pilnuje przebiegu tej pracy, dba, żeby nie było szkody. Nie jest całkiem 'na zewnątrz', ale właśnie nie przekracza pewnych granic.

Obsadzanie siebie samego w roli Twojego chłopaka sprawi przecież, że mimowolnie o czymś podobnym pomyślisz [spróbuj powiedzieć 'biały niedźwiedź', a potem nie myśleć wcale o białym niedźwiedziu]! To jak sugestia, ze wszystko możliwe, bo 'przecież on sam to wymyślił..'. Jakieś dziwne zacieranie granic.

A masz z nim jakiś kontakt fizyczny czasami? Zachowuje przestrzeń między Tobą a sobą?


Nigdy, a czy kontakt fizyczny z terapeutą jest dozwolony? W sensie jakiś dotyk, przytulenie itp. I raczej chodzi mi tu o kobiete-kobiete.
"jesteś w moim tętnie...we mnie powstajesz
najgłębiej i każdy oddech, który na mrozie krzepnie
przypomina ze jesteś, ze znow odszedłeś ode mnie"

#189 Kalina

Kalina
  • Płeć:Kobieta

Napisano 10 listopad 2012 - 20:55

Nigdy, a czy kontakt fizyczny z terapeutą jest dozwolony? W sensie jakiś dotyk, przytulenie itp. I raczej chodzi mi tu o kobiete-kobiete.


Terapeuta zawsze się pyta czy potrzebujesz przytulenia. Pamiętam sytuacje bardzo trudną z mojego dzieciństwa, jej przepracowanie. Wiedziałam,że to będzie trudne i ciężkie. Miałam wtedy terapię w takim gabinecie z oddzielną poczekalnią-korytarzem, było to zamykane od reszty poradni. Poprosiłam by wszyscy stamtąd wyszli do głównej poczekalni. Prze godzinę wyłam z bólu, z emocji...ze wszystkiego, Boże jak ja płakałam...wówczas chyba jedyny raz moja terapeutka zapytała czy potrzebuję by mnie ktoś przytulił. Nie chciałam, uszanowała to. Ale wiem, że zawsze pada pytanie...czy mogę Cię przytulić, czy tego potrzebujesz? Na innej terapii grupowej potrzebowałam przytulenia i dostałam to ale też było poprzedzone pytaniem, moją prośbą i nie było tam wyczuwalnych żadnych podtekstów, żadnych.
"I jeśli posiadacie ten rodzaj niezniszczalnego rdzenia, nie tylko pozostanie on z wami na zawsze, ale w waszych najczarniejszych momentach także inni go w was dostrzegą i pomogą wam wyjść cało z opresji[...]"

"Wszystko sprowadza się do tego, żeby stanąć prosto, spojrzeć ludziom prosto w oczy, błysnąć zabójczym uśmiechem i powiedzieć: "Spierdalajcie. Jestem boska."

"Smutek to stan umysłu gotowy przyjąć nieograniczoną porcję radości." :)

#190 Gość_nigdy_*

Gość_nigdy_*
  • Gość

Napisano 11 listopad 2012 - 14:49

Nigdy, a czy kontakt fizyczny z terapeutą jest dozwolony? W sensie jakiś dotyk, przytulenie itp. I raczej chodzi mi tu o kobiete-kobiete.


Terapeuta zawsze się pyta czy potrzebujesz przytulenia. Pamiętam sytuacje bardzo trudną z mojego dzieciństwa, jej przepracowanie. Wiedziałam,że to będzie trudne i ciężkie. Miałam wtedy terapię w takim gabinecie z oddzielną poczekalnią-korytarzem, było to zamykane od reszty poradni. Poprosiłam by wszyscy stamtąd wyszli do głównej poczekalni. Prze godzinę wyłam z bólu, z emocji...ze wszystkiego, Boże jak ja płakałam...wówczas chyba jedyny raz moja terapeutka zapytała czy potrzebuję by mnie ktoś przytulił. Nie chciałam, uszanowała to. Ale wiem, że zawsze pada pytanie...czy mogę Cię przytulić, czy tego potrzebujesz? Na innej terapii grupowej potrzebowałam przytulenia i dostałam to ale też było poprzedzone pytaniem, moją prośbą i nie było tam wyczuwalnych żadnych podtekstów, żadnych.


Z moich wiadomości / doświadczenia wynika, że zależy to od nurtu, w którym dany terapeuta pracuje. Wiem, że w nurcie Gestalt się pracuje 'dotykiem' [oczywiście z zachowaniem bardzo konkretnych reguł, ale np. terapeuta może przytulić klienta].

Natomiast w terapii prowadzonej według innych 'szkół' [psychoanaliza wg.Freuda, podejście humanistyczne] z nawiązywaniem kontaktu fizycznego nie spotkałam się NIGDY. Przeciwnie, spec zawsze utrzymywał konkretny dystans. Obecny mój Doktorek wręcz pyta, czy może dotknąć rzeczy do mnie należących [np. pokazuję mu zdjęcie w telefonie - pyta, czy może ten telefon wziąć do ręki; moja torba leży na stole i trzeba ją przesunąć - pyta, czy może to zrobić].
Nie zostałam nigdy zapytana, czy potrzebuję się przytulić w sensie propozycji ze strony terapeuty. Doktorek pytał o to, ale proponował zawsze 'materiał zastępczy' - koc albo pluszaka.

Zawsze byłam pewna, że kontakt fizyczny jest raczej niedopuszczalny. Trochę zaskoczyła mnie Twoja wypowiedź, Kalina .

#191 anek1987

anek1987
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 11 listopad 2012 - 16:03

Terapeuta zawsze się pyta czy potrzebujesz przytulenia. Pamiętam sytuacje bardzo trudną z mojego dzieciństwa, jej przepracowanie. Wiedziałam,że to będzie trudne i ciężkie. Miałam wtedy terapię w takim gabinecie z oddzielną poczekalnią-korytarzem, było to zamykane od reszty poradni. Poprosiłam by wszyscy stamtąd wyszli do głównej poczekalni. Prze godzinę wyłam z bólu, z emocji...ze wszystkiego, Boże jak ja płakałam...wówczas chyba jedyny raz moja terapeutka zapytała czy potrzebuję by mnie ktoś przytulił. Nie chciałam, uszanowała to. Ale wiem, że zawsze pada pytanie...czy mogę Cię przytulić, czy tego potrzebujesz? Na innej terapii grupowej potrzebowałam przytulenia i dostałam to ale też było poprzedzone pytaniem, moją prośbą i nie było tam wyczuwalnych żadnych podtekstów, żadnych.

Kalina, a w jakim nurcie Ty jestes?
"jesteś w moim tętnie...we mnie powstajesz
najgłębiej i każdy oddech, który na mrozie krzepnie
przypomina ze jesteś, ze znow odszedłeś ode mnie"

#192 Kalina

Kalina
  • Płeć:Kobieta

Napisano 11 listopad 2012 - 16:24

Kalina, a w jakim nurcie Ty jestes?


Nie wiem, nawet się nad tym nie zastanawiałam. Przechodziłam terapię z NFZ, miałam indywidualną i grupową jednocześnie. Terapeutę indywidualnego innego niż grupowego. Natomiast gdy potrzebowałam jeszcze po skończonej terapii kilka powiedzmy...ułożeń spraw, skorzystałam z fundacji i tam kilku warsztatów, porad.
"I jeśli posiadacie ten rodzaj niezniszczalnego rdzenia, nie tylko pozostanie on z wami na zawsze, ale w waszych najczarniejszych momentach także inni go w was dostrzegą i pomogą wam wyjść cało z opresji[...]"

"Wszystko sprowadza się do tego, żeby stanąć prosto, spojrzeć ludziom prosto w oczy, błysnąć zabójczym uśmiechem i powiedzieć: "Spierdalajcie. Jestem boska."

"Smutek to stan umysłu gotowy przyjąć nieograniczoną porcję radości." :)

#193 Kalina

Kalina
  • Płeć:Kobieta

Napisano 11 listopad 2012 - 16:30

Z moich wiadomości / doświadczenia wynika, że zależy to od nurtu, w którym dany terapeuta pracuje. Wiem, że w nurcie Gestalt się pracuje 'dotykiem' [oczywiście z zachowaniem bardzo konkretnych reguł, ale np. terapeuta może przytulić klienta].

Natomiast w terapii prowadzonej według innych 'szkół' [psychoanaliza wg.Freuda, podejście humanistyczne] z nawiązywaniem kontaktu fizycznego nie spotkałam się NIGDY. Przeciwnie, spec zawsze utrzymywał konkretny dystans. Obecny mój Doktorek wręcz pyta, czy może dotknąć rzeczy do mnie należących [np. pokazuję mu zdjęcie w telefonie - pyta, czy może ten telefon wziąć do ręki; moja torba leży na stole i trzeba ją przesunąć - pyta, czy może to zrobić].
Nie zostałam nigdy zapytana, czy potrzebuję się przytulić w sensie propozycji ze strony terapeuty. Doktorek pytał o to, ale proponował zawsze 'materiał zastępczy' - koc albo pluszaka.

Zawsze byłam pewna, że kontakt fizyczny jest raczej niedopuszczalny. Trochę zaskoczyła mnie Twoja wypowiedź, Kalina .


Zawsze nam zadawano pytania. Poza tym jako dziecko i nastolatka byłam molestowana, na terapii o tym mówiłam i nigdy, nigdy nie poczułam przekroczenia granicy. Nawet jak na grupowej się wyło jak bóbr to ktoś pytał czy może potrzebuję przytulenia, sami terapeuci też pytali, co więcej jak ktoś potrzebował przytulenia sam mówił-potrzebuję byś Ty czy Ty mnie przytulił.
Osobiście bym nie kombinowała z systemami terapii...taki czy taki, po prostu czasami to się wszystko łączy, a czasami aż widać,że inaczej jak bez pogłaskania po włosach się nie da dalej pracować.

Jestem już dawno po terapii i bardzo sobie chwalę, bardzo dobrze wspominam. Wiem, że jeśli będę potrzebowała wsparcia bo gdzieś się pogubię, zatracę...zawsze wiem gdzie i nikt mnie nie wywali za drzwi. Wiem jakby co, gdzie szukać bezpiecznego wsparcia.
"I jeśli posiadacie ten rodzaj niezniszczalnego rdzenia, nie tylko pozostanie on z wami na zawsze, ale w waszych najczarniejszych momentach także inni go w was dostrzegą i pomogą wam wyjść cało z opresji[...]"

"Wszystko sprowadza się do tego, żeby stanąć prosto, spojrzeć ludziom prosto w oczy, błysnąć zabójczym uśmiechem i powiedzieć: "Spierdalajcie. Jestem boska."

"Smutek to stan umysłu gotowy przyjąć nieograniczoną porcję radości." :)

#194 Gość_nigdy_*

Gość_nigdy_*
  • Gość

Napisano 11 listopad 2012 - 21:39

nigdy po co pokazujesz "Doktorkowi" zdjęcia w telefonie? :o


Nie 'zdjęcia', a zdjęcie.

Ponieważ czasem łatwiej mi się komunikować za pomocą cudzej sztuki, zdarza mi się mówić na terapii o tym czy tamtym obrazie, rzeźbie, instalacji, kawałku prozy etc.

Wtedy często chodzi o atmosferę wybranego dzieła - kolorystykę, postać wewnątrz oddaną, inne naprawdę drobne niuanse - i łatwiej jest pokazać zdjęcie, niż próbować opowiadać. Zresztą z werbalizowaniem myśli mam spory problem, szczególnie, jeśli się łączą z emocjami. Mój organizm 'spuszcza żaluzje' i nie mogę mówić; wtedy pokazuję.

Raz też przyniosłam aparat i zademonstrowałam rzeźbę, którą zrobiłam, żeby wywentylować pewne kwestie. To było bardzo a propos tematu terapii, ale nie potrafiłabym tak otwarcie opowiadać, jak obraz przemówił.



Zawsze nam zadawano pytania. Poza tym jako dziecko i nastolatka byłam molestowana, na terapii o tym mówiłam i nigdy, nigdy nie poczułam przekroczenia granicy. Nawet jak na grupowej się wyło jak bóbr to ktoś pytał czy może potrzebuję przytulenia, sami terapeuci też pytali, co więcej jak ktoś potrzebował przytulenia sam mówił-potrzebuję byś Ty czy Ty mnie przytulił.

Rzeczywiście Doktorek też pytał, czy nie potrzebowałabym się w [danej sytuacji] do kogoś przytulić. Ale pytanie było ujęte tak właśnie, raczej jako obiektywna informacja. Gość nie proponował, że sam to zrobi. Możliwe, że nie proponował, ponieważ kilkakrotnie powiedziałam, ze mam z kontaktem fizycznym problem. Po ciężkiej sesji pytałam na początku, czy mogę zostawić pieniądze na stole, zamiast 'z ręki do ręki', bo nie mogę więcej bliskości znieść.

Ale faktem też jest, że na żadnej innej terapii nikt mi nie proponował przytulania. A w innych gabinetach nie zaszłam nigdy tak daleko, żeby się zwierzać z dotykowych preferencji. Więc, na logikę, kontaktu fizycznego nie było w programie.

Osobiście bym nie kombinowała z systemami terapii...taki czy taki, po prostu czasami to się wszystko łączy, a czasami aż widać,że inaczej jak bez pogłaskania po włosach się nie da dalej pracować.

To nie jest 'kombinowanie' - wiem na pewno, że podejście do kontaktu fizycznego w trakcie terapii zależy od szkoły. Jestem z tych upierdliwych klientów, co robią 'risercze', czytają, googlują i... pytają speców.

Jestem już dawno po terapii i bardzo sobie chwalę, bardzo dobrze wspominam. Wiem, że jeśli będę potrzebowała wsparcia bo gdzieś się pogubię, zatracę...zawsze wiem gdzie i nikt mnie nie wywali za drzwi. Wiem jakby co, gdzie szukać bezpiecznego wsparcia.

Tak, to prawda, terapia daje bezpieczne wsparcie.

Szczerze mówiąc sądzę, że jest ono bezpieczniejsze bez przytulania... spanikowałabym, gdyby terapeuta chciał mi dawać przytulaski, od razu zaczęłabym się bać, czy mu o coś seksualnego nie chodzi. Wolę, jak proponuje koc albo pluszaka, mimo wszystko.

Użytkownik nigdy edytował ten post 11 listopad 2012 - 21:40


#195 Kalina

Kalina
  • Płeć:Kobieta

Napisano 11 listopad 2012 - 21:55

Nie 'zdjęcia', a zdjęcie.

Ponieważ czasem łatwiej mi się komunikować za pomocą cudzej sztuki, zdarza mi się mówić na terapii o tym czy tamtym obrazie, rzeźbie, instalacji, kawałku prozy etc.

Wtedy często chodzi o atmosferę wybranego dzieła - kolorystykę, postać wewnątrz oddaną, inne naprawdę drobne niuanse - i łatwiej jest pokazać zdjęcie, niż próbować opowiadać. Zresztą z werbalizowaniem myśli mam spory problem, szczególnie, jeśli się łączą z emocjami. Mój organizm 'spuszcza żaluzje' i nie mogę mówić; wtedy pokazuję.

Raz też przyniosłam aparat i zademonstrowałam rzeźbę, którą zrobiłam, żeby wywentylować pewne kwestie. To było bardzo a propos tematu terapii, ale nie potrafiłabym tak otwarcie opowiadać, jak obraz przemówił.



Rzeczywiście Doktorek też pytał, czy nie potrzebowałabym się w [danej sytuacji] do kogoś przytulić. Ale pytanie było ujęte tak właśnie, raczej jako obiektywna informacja. Gość nie proponował, że sam to zrobi. Możliwe, że nie proponował, ponieważ kilkakrotnie powiedziałam, ze mam z kontaktem fizycznym problem. Po ciężkiej sesji pytałam na początku, czy mogę zostawić pieniądze na stole, zamiast 'z ręki do ręki', bo nie mogę więcej bliskości znieść.

Ale faktem też jest, że na żadnej innej terapii nikt mi nie proponował przytulania. A w innych gabinetach nie zaszłam nigdy tak daleko, żeby się zwierzać z dotykowych preferencji. Więc, na logikę, kontaktu fizycznego nie było w programie.

To nie jest 'kombinowanie' - wiem na pewno, że podejście do kontaktu fizycznego w trakcie terapii zależy od szkoły. Jestem z tych upierdliwych klientów, co robią 'risercze', czytają, googlują i... pytają speców.


Tak, to prawda, terapia daje bezpieczne wsparcie.

Szczerze mówiąc sądzę, że jest ono bezpieczniejsze bez przytulania... spanikowałabym, gdyby terapeuta chciał mi dawać przytulaski, od razu zaczęłabym się bać, czy mu o coś seksualnego nie chodzi. Wolę, jak proponuje koc albo pluszaka, mimo wszystko.


Koce, poduszki i inne takie zawsze były. Na terapie w zamkniętych grupach to można było samemu różne przytulaki przynieść.

Właśnie to kombinowanie, to szukanie co i jak powoduje,że zamiast skupiać się na terapii analizujemy co i jak zostało zrobione, co zastosowane. Ja miałam to gdzieś, mnie to nie obchodziło. Moje postanowienie było mocne-nie grzeb, nie czytaj...walcz o siebie, zajmij się sobą i wyciśnij z terapii wszystko by iść do przodu. :)
"I jeśli posiadacie ten rodzaj niezniszczalnego rdzenia, nie tylko pozostanie on z wami na zawsze, ale w waszych najczarniejszych momentach także inni go w was dostrzegą i pomogą wam wyjść cało z opresji[...]"

"Wszystko sprowadza się do tego, żeby stanąć prosto, spojrzeć ludziom prosto w oczy, błysnąć zabójczym uśmiechem i powiedzieć: "Spierdalajcie. Jestem boska."

"Smutek to stan umysłu gotowy przyjąć nieograniczoną porcję radości." :)

#196 Gość_nigdy_*

Gość_nigdy_*
  • Gość

Napisano 12 listopad 2012 - 00:38

Koce, poduszki i inne takie zawsze były. Na terapie w zamkniętych grupach to można było samemu różne przytulaki przynieść.

Właśnie to kombinowanie, to szukanie co i jak powoduje,że zamiast skupiać się na terapii analizujemy co i jak zostało zrobione, co zastosowane. Ja miałam to gdzieś, mnie to nie obchodziło. Moje postanowienie było mocne-nie grzeb, nie czytaj...walcz o siebie, zajmij się sobą i wyciśnij z terapii wszystko by iść do przodu. :)


To dobre podejście, ale zależy od... nie wiem, charakteru? Problemu, z którym przychodzisz?

Nie staram się na siłę analizować niczego, wygłupiać się na przemądrą.. . Działam w ten sposób wszędzie. Ta skrajna nieufność to jedna z rzeczy do roboty w gabinecie. Tylko i wyłącznie dzięki temu, że Doktorek z szacunkiem odnosi się do tych zachowań, tłumaczy mi, jestem w stanie naprawdę tam pracować. Bo zasuwam ciężko, uczę się mnóstwo w gabinecie, płacę za to wiecznie ostrymi reakcjami nerwowymi i walczę twardo. Każdy jest inny, każda terapia przebiega inaczej.

#197 Jas25

Jas25

Napisano 21 listopad 2012 - 12:26

Ja się też kiedyś (2 lata temu) zakochałem w mojej psycholog... Ci ludzie są bardzo zdystansowani do zawodu, praca to praca, robią wrażenie zainteresowanych, bo tak się nauczyli, ale w gruncie rzeczy nie przejmują się pacjentem/klientem. Po pracy zapominają o wszystkim. Ta psycholog odmówiła mi dalszej psychoterapii. Nie chciała mieć kłopotów.

#198 Domi78903

Domi78903
  • Imię:Dominika

Napisano 10 wrzesień 2021 - 21:04

@Kalina bardzo chciałabym zapytac gdzie odbywałas terapię

mam ten sam problem co autorka postu no może mniejszy bo bardziej wiem że to fascynacja bo nie miałam ojca i go idealizuję

mimo to sytuacja jest nie do zniesienia mimo że nie trwa to długi czas

to mój trzeci psychoterapeuta a ja czuję ogromny wstyd z powodu tej sytuacji 

twoje wypowiedzi są naprawdę bardzo sensowne i chciałabym  żeby ktos pomógł mi zmienic stosunek do siebie na własnie taki



#199 anche

anche
  • Płeć:Kobieta

Napisano 11 wrzesień 2021 - 23:01

Zakochanie w terapeucie jest dość powszechnym zjawiskiem. Jak się zastanowić nad tym konkretniej to tak naprawdę nic się o terapeucie nie wie. Jest się zakochanym w zainteresowaniu sobą, wsparciu, obecności.
Kazdorazowo warto to wnieść na sesję i jest to temat z którym powinno się sobie poradzić wspólnie. Nie oznacza to końca terapii, choć może się zdarzyć i tak.
  • Ten_Obcy lubi to
Linia Wsparcia (24h) 800 70 2222
 
Kryzysowy Telefon Zaufania (pon-pt, 14-22) 116 123
 
ITAKA centrum wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego (24h) 22 484 88 01 
 
ITAKA antydepresyjny telefon zaufania (pon i czw, 17-20) 22 484 88 01
 
Telefon Zaufania Uzależnienia Behawioralne 801 889 880 (codziennie, 17-22 opłata tylko za pierwszą minutę)





Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych