Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

asymetryczne miłości


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
22 odpowiedzi w tym temacie

#1 rougette

rougette
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 29 maj 2012 - 16:22


Cześć.

Chciałam Was zapytać, jak radzicie sobie z nieodwzajemnionymi, bardzo silnymi stanami zauroczenia?
Właśnie wczoraj "dostałam kosza" - zapytałam chłopaka, który strasznie mi się podobał, czy nie poszedłby ze mną na kawę - powiedział, że niestety nie, przeprosił, i przyznał, że jest w związku. Ponad pół roku wyobrażałam sobie, że jestem stworzona dla niego, a on - dla mnie. Jednak nie. Ciężko mi. Jak mam sobie poradzić? Jak Wy sobie radzicie?

I jeszcze chciałam zapytać... to może dziwne, ale przyciągają mnie ludzie, którzy są dla mnie z różnych powodów niedostępni. Natomiast odpychają mnie osoby (w sensie, podobania się, chęci stworzenia związku) które w jakiś sposób okazują mi zainteresowanie. To chore. Tak jakbym sama sobie stawiała kłody pod nogi. Nie rozumiem tego. ...czy ktoś ma podobnie?

Użytkownik rougette edytował ten post 29 maj 2012 - 16:27


#2 Gość_Dytsw_*

Gość_Dytsw_*
  • Gość

Napisano 29 maj 2012 - 21:16

Ja mam tak, że od dwóch lat gapię się na cudowną dziewczynę (tysiące widziałem, ale takiej nigdy). Tworzę sobie w wyobraźni mit jej wielkości i być może dlatego nigdy nie odważyłem się zbliżyć.

A jeśli chodzi o te kłody pod nogi, to mi się swego czasu jedna dziewczyna "narzucała", ale to nie było to i odsunąłem się.

Użytkownik Dytsw edytował ten post 29 maj 2012 - 21:20


#3 rougette

rougette
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 29 maj 2012 - 21:27

Ja właśnie tak tworzyłam sobie w wyobraźni jego mit... a raczej mit tego, że jest mi pisany, dla mnie stworzony, i oh, czego ja o nim nie myślałam.... I mit runął. ...zastanawiam się, czy lepiej by było, gdybym nigdy się nie odważała do niego odezwać, i śniła dalej?

#4 Gość_Dytsw_*

Gość_Dytsw_*
  • Gość

Napisano 29 maj 2012 - 22:07

Chyba jednak dobrze było się odezwać. Zapewniam Cię, że ja z moim rozmarzonym milczeniem czuję się tragicznie - wolałbym już obalić mit...

#5 molenka

molenka
  • Płeć:Kobieta

Napisano 30 maj 2012 - 07:45

hej, myślę, że dość często żyjemy wyobrażeniami, które dotyczą nie tylko sfery uczuciowej, ale i wielu innych
zderzenie z rzeczywistością jest chyba zawsze bolesne, szczególnie jeśli dotyczy serca
zmierzanie ku dojrzałości polega między innymi na tym, że staramy się myśleć bardziej realistycznie - z moich doświadczeń wiem, jakie to trudne, ale trening czyni mistrza ;) więc trenuję ... ;)
pomaga mi racjonalizowanie, ale staram się nie przeginać, żeby nie zabić marzeń, romantyzmu, które mam w sobie i z którymi jest mi dobrze
Dołączona grafika

#6 Gość_nigdy_*

Gość_nigdy_*
  • Gość

Napisano 30 maj 2012 - 09:34

Cześć.

Chciałam Was zapytać, jak radzicie sobie z nieodwzajemnionymi, bardzo silnymi stanami zauroczenia?

Nie zdarza mi się to.

Właśnie wczoraj "dostałam kosza" - zapytałam chłopaka, który strasznie mi się podobał, czy nie poszedłby ze mną na kawę - powiedział, że niestety nie, przeprosił, i przyznał, że jest w związku. Ponad pół roku wyobrażałam sobie, że jestem stworzona dla niego, a on - dla mnie. Jednak nie. Ciężko mi. Jak mam sobie poradzić? Jak Wy sobie radzicie?



To również mi sie nie zdarza, ale sądzę, że jesteś bardzo-bardzo odważna. Powinnaś być przede wszystkim dumna z siebie : nigdy nie będziesz sobie mogła zarzucić, że nie spróbowałaś! Zrobiłaś, co można było. "Wina" nie tkwi po Twojej stronie ["winę" stanowiłoby tylko zaniedbanie].

I jeszcze chciałam zapytać... to może dziwne, ale przyciągają mnie ludzie, którzy są dla mnie z różnych powodów niedostępni. Natomiast odpychają mnie osoby (w sensie, podobania się, chęci stworzenia związku) które w jakiś sposób okazują mi zainteresowanie. To chore. Tak jakbym sama sobie stawiała kłody pod nogi. Nie rozumiem tego. ...czy ktoś ma podobnie?


Nie można mniej skutecznie o mnie zabiegać, niż nadekspansywnie,nachalnie, zaborczo, od razu pokazując swój "miękki brzuch". Wtedy najgorsze cechy wyłażą. Mogę zakochać się w człowieku, na temat którego mam wyobrażenie, że jest "poprzeczkę wyżej". To jakaś odmiana tego, o czym piszesz.

Użytkownik nigdy edytował ten post 30 maj 2012 - 09:35


#7 rougette

rougette
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 30 maj 2012 - 18:49

...a jak sobie poradzić z rozczarowaniem? Z zawodem? Jak pogodzić się z tym, że rzeczywistość nie jest odbiciem tego, co rysujemy sobie w myślach? Czy ktoś to wogóle wie?
Ja mam za dużo romantyzmu w sobie. Dławie się swoim romantyzmem. Bardzo bym chciałabym być bardziej racjonalna; nie jestem. Kiedy staram się być, czuję się, jakbym coś udawała, coś grała. A prawda i tak, nawet odepchnięta, pozostaje i puchnie gdzieś w środku. I wybucha. Nie da się ciągle udawać. ...może tylko ja tak nie potrafię.

Oj, nie, uwierz mi. Nie jestem odważna, przeciwnie. Jestem tylko bardzo w nim zakochana. Tak bardzo zakochana, że byłam dla niego w stanie przeskoczyć samą siebie. Oh. Ja naprawdę chcę zrobić dla niego wszystko, co byłabym w stanie zrobić; dać mu wszystko, co byłabym w stanie mu dać... To strasznie egoistyczne, wiem, ale zastanawiam się, czy jego obecna dziewczyna docenia tak bardzo jak ja, to jakim on jest cudownym człowiekiem? Czy ona zrobiłaby dla niego tyle, ile ja mogłabym zrobić? Dlaczego ją wybrał? Co ona ma w sobie, czego ja nie byłabym w stanie mu dać? Dlaczego, dlaczego, dlaczego? ...i co ja mam ze sobą teraz zrobić? Cały mój wewnętrzny świat runął wraz z marzeniem o nim.Oh. Jestem żałosna.

#8 Gość_Dytsw_*

Gość_Dytsw_*
  • Gość

Napisano 30 maj 2012 - 21:03

Jak pogodzić się z tym, że rzeczywistość nie jest odbiciem tego, co rysujemy sobie w myślach? Czy ktoś to wogóle wie?
Ja mam za dużo romantyzmu w sobie. Dławie się swoim romantyzmem.

Eh, cierpię na to samo. Siedząc w domu godzinami rysuję sobie w wyobraźni przeróżne sytuacje, a później wychodzę... i wszystko jest inaczej. Żadne z marzeń się nie spełnia. Może za mało działam, bo ciągłe marzenie mnie już rozleniwiło? A może faktycznie tak się nie da... Pewnie, że się nie da. Jak sobie z tym poradzić? Może po prostu potrzeba czasu, więcej doświadczenia życiowego...

#9 Gość_nigdy_*

Gość_nigdy_*
  • Gość

Napisano 30 maj 2012 - 21:21

Kiedy staram się być, czuję się, jakbym coś udawała, coś grała. A prawda i tak, nawet odepchnięta, pozostaje i puchnie gdzieś w środku. I wybucha. Nie da się ciągle udawać. ...może tylko ja tak nie potrafię.

Da się ciągle grać, da się.
A potrafisz tak chodzić ciągle odsłonięta? Mi się to właśnie wydaje nie do zrobienia.

Oj, nie, uwierz mi. Nie jestem odważna, przeciwnie. Jestem tylko bardzo w nim zakochana. Tak bardzo zakochana, że byłam dla niego w stanie przeskoczyć samą siebie. Oh. Ja naprawdę chcę zrobić dla niego wszystko, co byłabym w stanie zrobić; dać mu wszystko, co byłabym w stanie mu dać...



Jeżeli jest tak właśnie, jak napisałaś - nie bądź zła, ale lepiej dla Ciebie się stało, że nic z tego. Takie obsesyjne, poddańcze uczucie nigdy nie jest partnerskie, z tej przyczyny więc szkodzi tej stronie, która daje z siebie zdecydowanie za dużo. Tutaj to byłabyś Ty. Takiej osoby się nigdy nie traktuje całkiem dobrze, sprawiedliwie, podle zasług. Ocknęłabyś się po pewnym czasie wyciśnięta do cna, a związek mógłby nie wyglądać tak, jak teraz tę historię widzisz.

To strasznie egoistyczne, wiem,


To klasyk akurat.

ale zastanawiam się, czy jego obecna dziewczyna docenia tak bardzo jak ja, to jakim on jest cudownym człowiekiem? Czy ona zrobiłaby dla niego tyle, ile ja mogłabym zrobić? Dlaczego ją wybrał? Co ona ma w sobie, czego ja nie byłabym w stanie mu dać?

Z moich obserwacji [które, rzecz jasna, nie muszą być jedynymi słusznymi] wynika, że nie tędy droga. Możliwe, że dziewczyna należy do tych więcej asertywnych.Jest z niej partner. On ją zdobywał po samczemu,mógł się wykazać; ona mu nie okazywała swego niewątpliwego zainteresowania [walor tajemnicy].
Albo proza życia - po prostu ona była pierwsza, nie ma tam Twojej winy, wyłącznie przypadek.

Dlaczego, dlaczego, dlaczego? ...i co ja mam ze sobą teraz zrobić? Cały mój wewnętrzny świat runął wraz z marzeniem o nim.Oh. Jestem żałosna.

Nie jesteś żałosna. Dalej podtrzymuję, co napisałam wcześniej -jesteś odważna!

Może napiszę coś paskudnego, ale kto powiedział, że ich związek jest scementowany na całe życie? Czy nie mogą się rozstać.....?

#10 adesia

adesia
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:KOŁO ZIELONEJ GÓRY

Napisano 31 maj 2012 - 08:33

Niestety nie ma na to sprawdzonego sposobu, myślę,że to musi samo przejść, czas jest jedynym sprzymierzeńcem. Niestety wiem co czujesz, też dość mocno przeżywam rozczarowania. Ale mam nadzieje,że z czasem moja skóra zrubieje i będę bardziej odporna i nie będę tak wszystkiego do siebie brała. Mam dużo miłości w sobie. tak samo przyciągam do siebie osoby zajęte, nie osiagalne dla mnie tak jak ja bym tego chciała. :D

#11 molenka

molenka
  • Płeć:Kobieta

Napisano 31 maj 2012 - 09:49

ja też bywałam tak beznadziejnie, rozpaczliwie i dogłębnie zakochana
bez wzajemności
albo miłością zakazaną, bo do osoby zajętej skierowaną

boli jak jasna cholera i ta niemoc...

ale z czasem mija, zresztą zauważyłam, że z wiekiem (oraz różnymi doświadczeniami) stałam się mniej romantyczna
może to źle, ale z drugiej strony nie pakuję się w gówniane emocje
Dołączona grafika

#12 titanic

titanic
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 31 maj 2012 - 13:36

Ja sobie z miłością dałem spokój.
Co to wogóle jest ta cała miłość?
Dla mnie to psychofizyczny stan organizmu. Owszem uzależniający i nieco narkotyczny. Tylko ile można żyć na haju?
Trzymam się od tego z daleka, bo z bilansu mi wychodzi, że cały czas muszę do tego interesu psychicznie, fizycznie i materialnie dokładać.
Nareszcie zająłem się innymi rzeczami, co prawda równie bezsensownymi, ale coś trzeba w końcu w życiu robić.
Miłość jest przereklamowana.
Ale kto nie spróbuje, ten zawsze będzie się łudził że tak nie jest.
Może ktoś uważa , że miłość będzie końcem jego problemów- według mnie jest zupełnie odwrotnie.
Ale to tylko moje zdanie.

Użytkownik titanic edytował ten post 31 maj 2012 - 13:45

CHAD- ...i wszystko jasne...?                                                                                                                  

Jeżeli uważasz, że określają kogoś 3 lub 4 litery to znaczy, że ?
//////////////////////////////
Pożyję ile się da, a jak się nie da to też to  jakoś przeżyję.


#13 Gość_Wodniczka_*

Gość_Wodniczka_*
  • Gość

Napisano 31 maj 2012 - 13:55

Poznalam niedawno ciekawego osobnika plci meskiej, na gg rozmawialo nam sie cacunia lalunia. Jakies wspolne marzenia, plany... Wydawalo sie, ze to bedzie TEN, ze koniec samotnosci. Spotkalismy sie dwa razy, za pierwszym razem bylam traktowana jak jego dziewczyna z czuloscia i takimi tam, spotkalismy sie 3 dni pozniej i juz nie bylo rozowo. Zwodzil mnie tydzien, nic nie mowil co dalej i czy w ogole bedzie cos dalej. Nie powiem, doslownie odchorowalam tamto zauroczenie... bardzo odchorowalam, tylko najblizsze mi osoby wiedza co przezywalam w zwiazku z tym. W koncu przycisnelam owego kolege do muru i zapytala co i jak, jak to dalej bedzie, a on do mnie, ze ok, jestem fajna, atrakcyjna i w ogole super, ale on czuje, ze nic z tego nie bedzie. Zabolalo ale i poczulam ulge, bo przestalam sie meczyc. Dzieki pomocy moich Przyjaciol jakos wyszlam obronna reka z opresji i doszlam do siebie powolutku. Jeszcze czasem wieczorem mnie bierze na placz i na wspomnienia ale staram sie nad tym panowac. Wykasowalam wszelkie archiwum rozmow z nim, nr telefonu, gg... Jednak zdjecia zostawilam, choc jakos nie mam ani checi ani czasu, zeby na nie patrzec.

W kazdym badz razie to nie nalezalo do najfajniejszych spraw i odczuc, nie zycze tego nikomu.

#14 adesia

adesia
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:KOŁO ZIELONEJ GÓRY

Napisano 31 maj 2012 - 14:45

Oj Wodniczko, boli, boli bardzo! Mnie jeden tak zwodził przez ponad siedem miesięcy, a na końcu, jak sie juz zakochałam to mi powiedział,że jestem cudowna w łóżku, ale niestety ma dziewczynę i sie wszystko między nimi poukładało, więc muszę go zrozumiesz, chyba wiesz jak się poczułam... Pozdrawiam i mocno ściskam :)

#15 Gość_Wodniczka_*

Gość_Wodniczka_*
  • Gość

Napisano 31 maj 2012 - 16:05

Taaaa az nazbytdobrze wiem jakito bol, dlatego pokico dam sobie spokoj z tym... Mam teraz wazniejsze sprawy jak: zebrac wpisy w indeks, skonczyc pisanie pracy i jej obrona oraz szykowanie sie do egzaminow wstepnych na nastepny kierunek...

#16 Bella

Bella
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Katowice

Napisano 31 maj 2012 - 16:17

cóż...moje szczęście polega na tym, że jeden facet "uciekł do Pana Boga", a drugi, przez kilka miesięcy obiecywał, że będziemy razem a teraz...teraz nie może, bo córki mu mówią, że jak zostawi mamusię tak naprawdę to sie przestaną do niego odzywać i go kochac przestaną. Cóż posiada dorosłe dzieci po 20-tce, mieszka od ponad 2 lat w osobnym pokoju, ale "zostawić" mamy nie wolno mu. A jak pytam co będzie to słyszę...nie wiem :( A to on mnie poderwał, to on obiecywał- ba nawet z żoną rozmawiał o rozstaniu, ona to zaakceptowała, dopuki córeczki się nie wtrąciły.
...nie można osądzać ludzi jak sie nigdy nie było w ich sytuacji...

"CZAS NIE LECZY RAN, CZAS NAS TYLKO PRZYZWYCZAJA DO BÓLU..."

#17 rougette

rougette
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 31 maj 2012 - 19:40

Może za mało działam, bo ciągłe marzenie mnie już rozleniwiło?


Marz, póki potrafisz. Marzenie jest piękne, póki jest przyjemne. ...a kiedy już przestaniesz chcieć marzyć i zdecydujesz się "coś z tym zrobić" - powiem Ci, ponieważ właśnie tego doświadczyłam - pierwsze zderzenie ze światem - bez pancerza marzeń - bardzo boli. Może potem będzie lepiej. Oby.

Da się ciągle grać, da się.
A potrafisz tak chodzić ciągle odsłonięta? Mi się to właśnie wydaje nie do zrobienia.


...ja właśnie tak chodzę po świecie. Odsłonięta. Czasem, w kontaktach z ludźmi, czuję się goła. Wszystko prześwituje. ...a próbowałam inaczej. Udawać. Nie szło.

Takie obsesyjne, poddańcze uczucie nigdy nie jest partnerskie


Umiem "produkować" tylko takie uczucia. Albo oddaję się komuś bez reszty, i niech ze mną robi, co mu się podoba - albo nie pozwalam wogóle się zbliżyć, odtrącam całkowicie. Jak ja będę z tym żyć?

zauważyłam, że z wiekiem (oraz różnymi doświadczeniami) stałam się mniej romantyczna


...może to jest nadzieja. Też dla mnie?

ale kto powiedział, że ich związek jest scementowany na całe życie? Czy nie mogą się rozstać.....?


...mam ochotę odezwać się do niego na Święta, złożyć mu życzenia. I ponowić zaproszenie. ...najwyżej, jeśli odmówi, będę czekać do kolejnych Świąt... i do kolejnych... i całe życie... jak sęp na pustyni, właśnie tak...



Kompletnie mi rozum odebrało. Nie wiem, jak teraz będzie wyglądało moje życie. Nie wiem. Inni faceci dla mnie nie istnieją... Zaistnieją, tak mi mówią. A ja wątpię.

Ja sobie z miłością dałem spokój.


...potrafiłeś, poważnie? Jak? Przecież to jest jak rak z przerzutami. Odetniesz tu, pojawi się tam...

Użytkownik rougette edytował ten post 31 maj 2012 - 19:41


#18 Łucja_

Łucja_
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 02 czerwiec 2012 - 08:48

naprawdę nikt tutaj nie wierzy w:
a) miłość,
b ) szczęśliwą miłość?

Użytkownik Łucja_ edytował ten post 02 czerwiec 2012 - 08:48


#19 Bella

Bella
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Katowice

Napisano 02 czerwiec 2012 - 22:08

nie , nie tak Łucjo, ja wierzę- ale jak sie dostaje "obuchem w łeb" to na jakić czas ta wiara zostaje uśpina. To tak jak z oparzeniem, dotkniesz gorącego- boli i na jakiś czas jesteś ostrożna.
...nie można osądzać ludzi jak sie nigdy nie było w ich sytuacji...

"CZAS NIE LECZY RAN, CZAS NAS TYLKO PRZYZWYCZAJA DO BÓLU..."

#20 Łucja_

Łucja_
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 03 czerwiec 2012 - 19:16

przez tą ostrożność można coś przegapić.





Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych