Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

CZY TO DEPRESJA CZY ''TYLKO'' BÓL PO STRACIE


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
19 odpowiedzi w tym temacie

#1 Halna

Halna

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 1 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 02 marzec 2012 - 15:48


''Nie wiem czy to depresja czy "tylko" ból po stracie mojego syna. Nie wiem czy to zmęczenie życiem, czy fizyczne zmęczenie. Nie mam siły. Chciałabym porozmawiać z kimś kto przeżywa to samo i jakoś sobie radzi. Zabrzmi to pewnie egoistycznie, ale chciałabym porozmawiać z kimś kto stracił dorosłe już dziecko. Mój syn miał 27 lat. Zmarł nagle. Rok temu. Wciąż tęsknię. Czuję fizyczny ból. Jestem mądrą osobą. Wiem że nic się nie cofnie, że już tak będzie. Ale to nic nie zmienia. Chcę żeby wrócił, chcę z nim rozmawiać, chcę go przytulić.'' - tak spróbowałam pisać swój blog. Pierwszy raz w życiu. Coś mi ni wychodzi. Nikt się nie odezwał.
  • Poinsecja lubi to

#2 Zaklęta w marmur

Zaklęta w marmur

    Flądercia ;)

  • Moderator
  • 3697 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 02 marzec 2012 - 17:53

To chyba najgorsze z przeżyć,strata dziecka.To nic,że dorosłego-jednak dziecka.Bardzo mi przykro,tak po ludzku.Chciałaś porozmawiać z kimś,kto przeżył podobną tragedię,to nie egoizm.Wydaje Ci sie bowiem,że jedynie druga matka najlepiej Cię zrozumie,poradzi,podpowie,jak ona przez to przeszła.I choć nie spełniam tych "warunków",to jednak chciałam Ci napisać.To jest tak(już kiedyś komuś tu o tym pisałam),że ten rok żałoby nie wziął się ot tak,podobno nasza psychika naprawdę tego właśnie czasu potrzebuje , by przejść żałobę etap po etapie,pogodzić się ze stratą a tym samym dać odejść zmarłej osobie i..zacząć żyć dalej.I podobno jeśli nie zamkniemy żałoby w tym roku,to późniejsze dalsze mocowanie się z nią,staje się dla nas niebezpieczne.Piszę o tym,bo może zwróciłabyś się do specjalisty,by pomógł to sobie poukładać?Po roku tęsknota czy poczucie pustki,to są wszystko uczucia normalne.Niestety,z czasem będą narastać,przede wszystkim ta pustka.Ale-jakkolwiek teoretycznie to brzmi-musisz zmierzać do tego,by z tą stratą się pogodzić,dać synowi po prostu odejść,mając w sercu.
Jeśli jakąś ulgę sprawia Ci rozmowa o swoim bólu,wspominanie syna nawet,to jak najbardziej rób to-opowiadaj,nawet tutaj.To jest metoda na oswajanie się z tą rzeczywistością "po nim" również.
A to,że nikt nie zareagował na Twój wpis na blogu..Wiesz,ciężko jest czasem znaleźć też słowa.Ciężko wtargnąć w życie obcej osoby,która ma w sobie tego rodzaju ból.Może dlatego?
Życzę Ci dużo siły.
No a życie... jakie życie?
Poprzerywana linia na dłoniach.

#3 Poinsecja

Poinsecja

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 2 postów

Napisano 25 październik 2012 - 18:33

''Nie wiem czy to depresja czy "tylko" ból po stracie mojego syna. Nie wiem czy to zmęczenie życiem, czy fizyczne zmęczenie. Nie mam siły. Chciałabym porozmawiać z kimś kto przeżywa to samo i jakoś sobie radzi. Zabrzmi to pewnie egoistycznie, ale chciałabym porozmawiać z kimś kto stracił dorosłe już dziecko. Mój syn miał 27 lat. Zmarł nagle. Rok temu. Wciąż tęsknię. Czuję fizyczny ból. Jestem mądrą osobą. Wiem że nic się nie cofnie, że już tak będzie. Ale to nic nie zmienia. Chcę żeby wrócił, chcę z nim rozmawiać, chcę go przytulić.'' - tak spróbowałam pisać swój blog. Pierwszy raz w życiu. Coś mi ni wychodzi. Nikt się nie odezwał.

Ja też straciłam dorosłą córkę.Miała 25 lat. Zmarła nagle. Rok temu......Nie mogę dalej pisać.....

#4 leśna_wróżka

leśna_wróżka

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 31 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 29 październik 2012 - 23:24

''Nie wiem czy to depresja czy "tylko" ból po stracie mojego syna. Nie wiem czy to zmęczenie życiem, czy fizyczne zmęczenie. Nie mam siły. Chciałabym porozmawiać z kimś kto przeżywa to samo i jakoś sobie radzi. Zabrzmi to pewnie egoistycznie, ale chciałabym porozmawiać z kimś kto stracił dorosłe już dziecko. Mój syn miał 27 lat. Zmarł nagle. Rok temu. Wciąż tęsknię. Czuję fizyczny ból. Jestem mądrą osobą. Wiem że nic się nie cofnie, że już tak będzie. Ale to nic nie zmienia. Chcę żeby wrócił, chcę z nim rozmawiać, chcę go przytulić.'' - tak spróbowałam pisać swój blog. Pierwszy raz w życiu. Coś mi ni wychodzi. Nikt się nie odezwał.

Hej. Moja mama straciła syna, powiesił się, miał niecałe 22 lata. Co prawda to było już osiem lat temu, ale wiem od mamy, jak to jest. Pamiętam, jak mówiła, że człowieka nie może spotkać nic gorszego. Że nie istnieje większy ból niż strata dziecka (a straciła też męża więc wie, co mówi). Mama na początku, gdy się dowiedziała o śmierci syna, nie mogła się nawet poruszyć, nie chciała żyć. A potem zachowywała się, jakby wciąż go szukała. Potem leczyła się na depresję. Teraz jakoś "oswoiliśmy" się z tą tragedią, ale cały czas zdaję sobie sprawę, jak wielki ból sprawia coś takiego. Nigdy w życiu nie chciałabym stracić własnego dziecka.

Bardzo ci współczuję. Czeka cię wiele ciężarów i przeszkód, przez które będziesz musiała sama przejść. Najgorsze w życiu po takiej stracie jest to, że nikt tego nie rozumie. Pamiętam, jak po śmierci mojego brata znajomi potrafili mówić mamie "nie płacz, nie smuć się, przecież każdy ma jakieś problemy" i tu chodziło im o problemy finansowe czy zdrowotne. Mama nie spotykała się ze zrozumieniem. Może chciała tylko, by ktoś ją przytulił czy był z nią. Ale niestety jej znajomi nie dopuszczali do siebie informacji o jej cierpieniu. Mam wrażenie jakby świat kazał ludziom ukrywać takie cierpienia. Mama nie ma się tym z kim podzielić. W środku ma otwartą ranę (i nawet, jeśli tu na forum tyle razy na mamę narzekałam, to wszystko jest niczym w stosunku do tego, przez co ona przeszła).

Gdybym mogła ci jakoś pomóc... Ale ja niewiele wiem (co innego stracić syna, co innego brata - a dla mnie był to brat), a moja mama w internecie nie siedzi... Mam nadzieję, że znajdziesz kogoś innego do porozmawiania. Rozmowa jest bardzo ważna, ale najlepiej taka w cztery oczy, na żywo. Może uda ci się znaleźć kogoś poza internetem. Szkoda, że jedyne grupy wsparcia dla matek po stracie dziecka to takie, które dotyczą zmarłych małych dzieci, a nie dorosłych dzieci... Rozumiem cię pod tym względem, że sama chętnie poznałabym kogoś, kto z kolei przeżył to, co ja.

Trzymaj się.

#5 leśna_wróżka

leśna_wróżka

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 31 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 29 październik 2012 - 23:32

Aha, co do pytania w tytule. Czy to depresja czy ból po stracie.
Zależy, kiedy do tej straty doszło i czy prawidłowo przeszłaś przez okres żałoby. Chodzi mi o to, że żałobę trzeba prawidłowo przerobić i nie zostawiać jej w sobie jako coś otwartego i niedokończonego, bo wtedy rzeczywiście z czasem przerodzi to się w depresję (mówię to na własnym przykładzie). Jeśli tragedia nastąpiła niedawno, to normalne, że musisz ją w sobie przerobić i zajmie ci to czas więc nie możesz określić, czy jest to depresja; jest to czas na to, żeby pozwolić sobie na łzy, na słabość. Bez względu na wszystko zalecam wizytę u psychiatry, który zaleci choćby leki na uspokojenie. Może ci się wydawać, że sama z tego wyjdziesz i może a nuż wyjdziesz, ale może nie? Ja osiem lat temu miałam stwierdzoną depresję, myślałam, że sama z niej wyjdę, a teraz w końcu zaczęłam korzystać z pomocy specjalistów, bo zaczynało być coraz gorzej. Więc zalecam wizytę u psychiatry. Chociaż może ból po stracie wcale nie przerodzi się w depresję i poradzisz sobie z tym wszystkim. Choć wiadomo, że żal i smutek nigdy nie znikną...

#6 Poinsecja

Poinsecja

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 2 postów

Napisano 31 październik 2012 - 07:31

To wszystko wiem Lesna Wrózko. Jestem pod opieką psychiatry i przyjmuję antydepresanty, ale cały ten ból siedzi w środku i rozsadza. Nie ma dnia, żebym o Niej nie myślała i tak pewnie będzie już do końca życia.
Staram sie przezyć jedną godzinę, potem kolejną, ale jest mi cięko, bardzo ciężko. Mimo to, ze mam z kim rozmawiać o śmierci mojej córki, i mam też wsparcie ze strony męża , który też przezywa tę stratę, ból nie mija. I to nieprawda, że minie z czasem. Zostaje na zawsze.
Dziękuję za ciepłe słowa i wsparcie.

#7 maryjka

maryjka

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 7 postów

Napisano 09 listopad 2012 - 10:47

Witam.Jestem tu pierwszy raz,długo się zastanawiałam napisac czy też nie,ale sprobuje,bo przynajmniej nie będę samotna w tym co czuję...a rozumiem doskonale osoby piszące tutaj,ponieważ sama straciłam syna.Miał dopiero 25 lat.Wiem co czuje się w takiej chwili...Ja jestem 2 miesiące po tragedii...nie mogę się pozbierac.Jest mi potwornie żle.Miał żonę ,4-letniego synka i drugie upragnione dziecko w drodze.Zginął w pożarze naszego domu.Jestem na krawędzi psychicznej wytrzymałości.Rozumiem moją synową co czuje ,jak nikt inny ...bardzo ją rozumiem...Jednak w tym wszystkim wszyscy zapomnieli jakby o mnie samej.Wszędzie wokół słyszę,że mam ją wspierac..staram się to robic,ale nie mam już siły..Byłam matką ...leczę się u psychologa...chodze do psychiatry,ale wychodzę stamtad jeszcze bardziej zdominowana przez ból.Prosze dziewczyny,pomóżcie mi...odezwijcie się do mnie...chcę poczuc,że mogę byc tu z wami i kazdego ranka otworzyc komputer wiedząc,że JESTEŚCIE...będzie to jakaś forma terapii dla mnie..

#8 molenka

molenka

    Molly

  • Moderator
  • 13856 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 09 listopad 2012 - 11:43

Maryjko, witaj na forum! bardzo współczuję.....
dobrze, że jesteś pod opieką psychiatry i psychologa, z pewnością dzięki nim będzie Ci nieco łatwiej przejść ten trudny czas żałoby
potrzeba czasu Maryjko... nie wiem ile, nikt tego nie wie...

giphy.gif


#9 maryjka

maryjka

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 7 postów

Napisano 09 listopad 2012 - 17:37

Molenko...dzięki wielkie ..parę słów,ale dla mnie wiele znaczą.Ktoś mnie zauważył,nie zlekceważył i to jest ważne..chwytam się każdego sposobu by nie popaśc w paranoje.Jestem pod opieką lekarzy,ale tak jak powiedziałam niewiele mi to pomaga.Stąd moja wizyta tutaj.Wiem,że czas bardzo pomaga w takich sytuacjach,ale ciężko będzie to wszystko przeżyc.Dziękuję ,że się odezwałaś..

#10 Katasza

Katasza

    Tkliwa nihilistka opanowująca pozycję z dystansu

  • Bywalec
  • 2154 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Las

Napisano 09 listopad 2012 - 18:41

Cześć Maryjko, chociaż jestem jeszcze młoda to domyślam się co przeżywasz, ponieważ pamiętam jak czuli się rodzice po tragicznej śmierci mojej 19 letniej wówczas siostry. Minęło już 11 lat. Tak jak napisała Molenka, potrzeba Ci tyle czasu, żeby czas żałoby przebiegał w odpowiednim dla Ciebie tempie. Pisz kiedy zechcesz, ktoś na pewno się odezwie.
"I think I've reached that point, where giving up and going on,
are both the same dead end to me, are both the same old song"

#11 maryjka

maryjka

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 7 postów

Napisano 10 listopad 2012 - 09:18

Witaj Kataszo! Wczoraj poczytałam sobie trochę tematów na tym forum i co człowiek to jakaś tragedia.Ja zawsze myślałam że stoję jakby obok tych wszystkich nieszczęśc. Byłam szczęśliwa bo wszystko układało się jak trzeba .Oczywiście były problemy,mniejsze lub większe,ale to wszystko dało się przeżyc.Wspólnymi siłami niszczyliśmy kłopoty już w zarodku...a teraz ..?!...jestem bezsilna,bezradna i nie mogę nic zrobic.To nie była "ta" kolejnośc.To nie ja powinnam klęczec nad JEGO grobem.On miał jeszcze tyle w życiu do zrobienia....wiele planów,marzeń ..to był tak ogromnie pozytywny ,młody człowiek...dlaczego..??...dlaczego..?? Czy to kara..?..dla mnie..?..a dlaczego to małe dziecko zostało już tak skrzywdzone.. nie pojmuję tego.

#12 Katasza

Katasza

    Tkliwa nihilistka opanowująca pozycję z dystansu

  • Bywalec
  • 2154 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Las

Napisano 10 listopad 2012 - 14:00

Na pewno nie jest to kara, ale to chyba normalne, że zadałaś sobie to pytanie ponieważ ten okres po stracie bliskiej osoby zasypuje nas wielką ilością zarówno racjonalnych i nieracjonalnych pytań. Mimo wszystko trzeba stopniowo iść do przodu, w takim tempie, z którym będziesz czuła się odpowiednie.
Trzymaj się ciepło i pisz u nas.

Użytkownik Katasza edytował ten post 10 listopad 2012 - 14:01

"I think I've reached that point, where giving up and going on,
are both the same dead end to me, are both the same old song"

#13 molenka

molenka

    Molly

  • Moderator
  • 13856 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 12 listopad 2012 - 13:28

jestem bezsilna,bezradna i nie mogę nic zrobic.To nie była "ta" kolejnośc.To nie ja powinnam klęczec nad JEGO grobem.On miał jeszcze tyle w życiu do zrobienia....wiele planów,marzeń ..to był tak ogromnie pozytywny ,młody człowiek...dlaczego..??...dlaczego..?? Czy to kara..?..dla mnie..?..a dlaczego to małe dziecko zostało już tak skrzywdzone.. nie pojmuję tego.


są pytania, na które nie można uzyskać odpowiedzi i nie da się pojąć, ogarnąć w żaden sposób takiej tragedii....
ale z pewnością to nie jest kara!

giphy.gif


#14 maryjka

maryjka

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 7 postów

Napisano 14 listopad 2012 - 11:06

Tak sobie siedzę i myślę...nigdy nie byłam osobą zbyt religijną,co prawda chodziłam do kościoła,ale tylko wtedy kiedy odczuwałam taką potrzebę,nigdy tak naprawdę wtedy kiedy należało iśc.Teraz zadaję sobie pytanie czy nie jestem zbyt obłudna.Poprzez to co wydarzyło się w ostatnim czasie zaczęłam składac ręce do Boga,bo tak łatwiej jest mi życ.Chodzę na mszę,codziennie jestem na cmentarzu,od dwóch miesięcy zaczytuję się w artykułach o wierze,duszach,szukam wsparcia,kontaktu ...czegokolwiek..sama nawet nie wiem czego..zbliżyłam się do Boga ,modlę się codziennie do Niego by pokochał mojego syna bardziej odemnie..dlatego pomyślałam sobie że to za karę Pan Bóg dał mi dziecko a potem mi je zabrał,za moją słabą niewiarę , za moje błędy ,za wszystko co złego zrobiłam.Tak jak już wspomniałam wyżej,łatwiej życ z Bogiem,wierzyc,że istnieje...tylko dlaczego zrozumiałam to dopiero teraz..?!Mówią,że Pan Bóg daje nam tyle ile możemy udżwignąc...ciężki jest mój krzyż i nie wiem czy dam radę...Spłonął mój dom a wraz z nim dobytek mój i mojego syna,ale to tylko rzecz materialna..w tym wszystkim najważniejszy był ON-moje dziecko...Dziękuję WAM po stokroc dziewczyny ,że tutaj jesteście..chociaż za te parę słow pokrzepienia.Jesteśmy sobie obcy,ale jak niewiele potrzeba aby zatrzymac się na chwilę przy drugim człowieku...

#15 elusia

elusia

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 6 postów

Napisano 15 listopad 2012 - 00:50

jeszcze raz witam zagubionych i cierpiących po stracie chcę powiedzieć,ze nie powinno się oskarżać o tragedię , która nas spotyka gdyż takie jest życie przychodzimy na świat i odchodzimy - to boli, jednak musimy pamiętać że my nadal żyjemy , nie możemy również sądzić ,że Bóg nas karze ,jeżeli czujemy ,iż jesteśmy bliżej Boga tzn.że On tego chce i wtedy jest nam lżej na sercu choć odrobinkę.Maryjko jeżeli modlitwa daje Ci ukojenie to nie dlatego ,że dopiero to zrozumiałaś Ty wiedziałaś o tym zawsze tylko tępo życia ,problemy, kłopoty ten cały wir dni codziennych przyćmił to w co w głębi duszy wierzyłaś dlatego teraz nie zastanawiaj się tylko żyj dalej .pozdrawiam i jestem z Tobą.

#16 maryjka

maryjka

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 7 postów

Napisano 15 listopad 2012 - 10:13

Witam...dzięki Elusia..żyję dalej ,ale narazie jak w jakimś letargu,wszystko jeszcze zbyt świeże i bardzo boli.A najdziwniejsze jest to ,ze są obok mnie ludzie a ja czuję się samotna...możesz to zrozumiec..? Czy ja nie jestem jakimś dziwolągiem..? Katasza z Molenką mają rację,człowiek w całym tym swoim cierpieniu zadaje sobie mnóstwo pytań a na niektóre z nich nie znajduje się odpowiedzi..Mój mąż znalazł sposób na swój ból,od rana do póżnego wieczora odbudowuje nasz dom...dla nas...dla naszego syna..ON bardzo kochał ten dom...tylko tak się zastanawiam na jak długo starczy mojemu mężowi siły,bo przecież tak naprawdę on nawet nie ma kiedy przeżyc swojej żałoby.Przed tą tragedią osiadł jakby trochę na laurach..nic mu się nie chciało bo twierdził,ze już się dośc w życiu narobił i w zasadzie to robił tylko to co chciałam żeby zrobił..nic tak od siebie.Teraz wygląda to tak jakby wybudził się z mocnego snu.Tylko budowa i budowa...On twierdzi,że to pozwala mu nie myślec o tym co się stało....ale nie chciałabym,żeby w póżniejszym czasie odbiło się to na jego zdrowiu.Mi też różni ludzie proponują powrót do pracy,że może to właśnie byłaby dla mnie jakaś terapia,ale szczeże mówiąc nie czuję się jeszcze na siłach,byłabym mało wydajna w pracy .Narazie jestem jednym wielkim bólem...do samego nieba...Pozdrawiam i odzywajcie się proszę.

#17 elusia

elusia

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 6 postów

Napisano 15 listopad 2012 - 17:44

Kłaniam się Maryjko to jest normalny stan po stracie kogoś bardzo bliskiego to jeszcze potrwa dlatego bo czujemy , kochamy i pamiętamy ale uwierz mi wszystko przemija ból i cierpienie z biegiem czasu minie zostanie pustka w sercu ,która z czasem też przestanie tak doskwierać najważniejsze jest to aby się pogodzić z tym co Was spotkało, nie oddalajcie się z mężem od siebie razem można przenosić góry !dlatego czujesz się samotna nie pozwól na to walcz mimo wszystko bo warto!mąż znalazł ucieczkę w budowie przed tym bólem dołącz się do niego róbcie wszystko razem - postarajcie się wiem że się uda ! nie jesteś dziwolągiem masz siłę ale po woli nie spiesz się z niczym .Maryjko będziesz wiedziała sama kiedy masz wrócić, do pracy -przyjdzie na to odpowiedni czas .Teraz wy jesteście najważniejsi.Pozdrawiam i jestem z Wami.

#18 maryjka

maryjka

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 7 postów

Napisano 16 listopad 2012 - 10:56

Witajcie! Masz rację Elusia.Chyba pojadę dzisiaj wykopac trochę warzyw z ogródka ,będę bliżej męża.Na budowie raczej potrzebne są męskie dłonie,więc moja pomoc byłaby tam zbędna.Ale pokręcę się tam trochę,chociaż wciąż przeżywam traumę bywając w tym domu.Każdy zakamarek,kazdy krzaczek..wszystko przypomina mi mojego syna.Jego wszędzie było "pełno"..ciężko to ogarnąc...bardzo ciężko.Powiedz mi Elusia,czy TY jesteś po podobnych przejściach..?

#19 elusia

elusia

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 6 postów

Napisano 17 listopad 2012 - 13:14

Droga Maryjko czy udało Ci się wykopać trochę warzywek?oto chodzi abyście z mężem byli blisko siebie :) pytasz czy jestem po podobnych przejściach?mam dwoje dzieci ,byłam szczęśliwą mężatką przez 19 naście lat ale już nie jestem rozstaliśmy się nie miałam pojęcia że tak to strasznie przejdę tak ciężko że całe moje życie legnie w gruzach!to uczucie prześladuje mnie do dzisiejszego dnia straciłam kogoś dla mnie bardzo ważnego,kochanego,nie wiedziałam jak mam żyć dalej... Maryjko 20 lat temu odszedł mój brat pamiętam jak to wszyscy przechodziliśmy jak mama rozpaczała ,zostawił żonę i dwie małe córeczki, nie mogłam się pogodzić z tym, że Go już nigdy nie zobaczę -to mija proszę uwierz mi On jest nadal w naszych sercach :)starajcie się być jak najczęściej razem.pozdrawiam :)

#20 maryjka

maryjka

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 7 postów

Napisano 18 listopad 2012 - 16:18

Witam ! Elusia ! Tragedie często mają to do siebie,że albo ludzi łączą albo też rozdzielają.Nas chyba to bardziej połączyło.Żałobę każdy musi umiec przejśc na swój "własny"sposób..dla niego praca w odbudowie domu jest czymś co mu pomaga przejśc te trudne chwile a z drugiej strony - koniecznośc,bo przecież gdzieś musimy mieszkac..narazie wynajmujemy domek,ale rzeczywistośc jest taka,że te pieniądze które płacimy za wynajem moglibyśmy wkładac w nasz dom.Martwię się tylko żeby z tą pracą nie "przedobrzył" .Droga Elusiu...hihi..warzywka wciąż nie wykopane,tego dnia dzień był dla mnie za krótki..mam nadzieję że uda mi się dojechac do domu przed przymrozkami,bo szkoda by było..oj szkoda!...a teraz z innej beczki..strasznie mi przykro,że życie i Tobie dało niezle w "kośc",zwłaszcza,że skutki tego co się wydarzyło czujesz do dzisiaj.Czy Twoje dzieci wspierały Cię duchowo? Mam tylko nadzieję,że udało Ci się chociaż częściowo wyjśc z tego "gruzowiska" czego bym Ci z całego serca życzyła.No i pisz..dziel się się swoimi radościami i smutkami...mnie to pomaga.Pozdrawiam również.





Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych