Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Twórczość w stanach depresyjnych


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
18 odpowiedzi w tym temacie

#1 Nic

Nic
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 30 listopad 2011 - 14:06


Przejrzałem forum i nie znalazłem wiele w tym temacie a rzecz interesuje mnie osobiście. Chciałbym wiedzieć czy ktoś z was ma takie doświadczenia.

Ale do rzeczy.

Gdzieś natknąłem się na budującą acz nieco naiwną w moim odczuciu myśl, że depresja potrafi być inspiracją dla artystów. Depresja jako taka może i tak, ale z moich osobistych doświadczeń wynika, że będąc w stanach głęboko depresyjnych w ogóle nie da się tworzyć. Dla mnie to niewyobrażalne, to tak jakby oczekiwać kwietnych dywanów na pogorzelisku jądrowym.

W stanie nasilonej depresji jestem w stanie co najwyżej gapić się w ścianę, ew. niszczyć coś co wcześniej zrobiłem ale nigdy tworzyć. Twórczość wymaga spontaniczności i energii, ożywionego czymś ducha a tu co... pusta beczka po oleju? Próbowałem wielokrotnie potraktować rysunek (bo to moja dziedzina) jak odskocznię, deskę której się można uchwycić... ze skutkiem takim, że deska za każdym razem okazywała się być brzytwą. Zamiast mi pomóc strącało mnie to w jeszcze większa otchłań pozbawiona nadziei. Dla mnie to bardzo ważne bo rysunek jest właściwie jedynym moim powodem do życia...

Czy jest ktoś kto ma podobne doświadczenia? A może komuś udało się to zrobić? Jak?

Użytkownik Nic edytował ten post 08 marzec 2012 - 13:34

"Bądźcie posłuszni wieprzom, które istnieją, ja pozostanę wierny moim nieistniejącym bogom. Pozostajemy ludźmi niepojednania"
R. Char

#2 Gość_toy__*

Gość_toy__*
  • Gość

Napisano 30 listopad 2011 - 14:17

to tak jakby oczekiwać kwietnych dywanów na pogorzelisku jądrowym.


próbka literacka? :)

#3 Nic

Nic
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 30 listopad 2011 - 14:19

próbka literacka? :)

było by miło... niestety to tylko próba nazwania uczuć nieszczególnie przyjemnych. Własna.

Może rzeczywiście kiczowate to trochę ale też nie mam ambicji literackich i koniec końców chodzi o meritum.

Użytkownik Nic edytował ten post 30 listopad 2011 - 15:01

"Bądźcie posłuszni wieprzom, które istnieją, ja pozostanę wierny moim nieistniejącym bogom. Pozostajemy ludźmi niepojednania"
R. Char

#4 Gość_Kleopatra_*

Gość_Kleopatra_*
  • Gość

Napisano 30 listopad 2011 - 15:07

Podczas depresji tworzę najładniejsze rysunki i wiersze. Depresja jeszcze bardziej niż normalnie czyni mnie wrażliwą. Przy bardzo głębokiej melancholii jest już gorzej - wtedy nie jestem w stanie nic zrobić, także rysować.

Najgorzej jednak z tworzeniem było podczas brania neuroleptyków. Tragedia. Patrzę na swoje rysunki z tamtego okresu i się wstydzę.

Dywany wcale nie muszą być kwietne. Mogą być usłane mrokiem i smutkiem, i wszystkim, co dotyka boleśnie i najgłębiej wnętrza.

#5 Nic

Nic
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 30 listopad 2011 - 15:28

Dywany wcale nie muszą być kwietne. Mogą być usłane mrokiem i smutkiem, i wszystkim, co dotyka boleśnie i najgłębiej wnętrza.


Kleopatro, mnie o tym nie trzeba przekonywać bo z natury mam skłonność do rzeczy mrocznych i wcześniej rysując takie rzeczy doskonale umiałem się tym bawić. To mi dawało radość po prostu.
Rzecz w tym, że w depresji która mnie nęka od jakiegoś czasu w ogóle nie jestem w stanie niczego zrobić juz nie mówiąc o cieszeniu się tym. Bywa że siedzę godzinami i z jednej strony mam bolesne poczucie traconego czasu z drugiej paniczny lęk przed rozpoczęciem czegokolwiek nowego bo obawiam się, że w razie niepowodzenia strąci mnie to w jeszcze większą otchłań. Mam zawsze tyle nadziei, że tym razem poczuję ten ciąg (zwykle rysuję jak w transie,)że kiedy po paru chwilach okazuje się, że nic z tego, to miewam mocno autodestrukcyjne myśli. Tylko brnę mozolnie i bez satysfakcji przez kreski i plamy i jest to jedynie mechaniczna, bezduszna czynność, motoryka pozbawiona jakiejkolwiek wartości poznawczej czy estetycznej czy jakiejkolwiek innej.
Rysuję, żle, nie rysuję jeszcze gorzej. Piekło.
"Bądźcie posłuszni wieprzom, które istnieją, ja pozostanę wierny moim nieistniejącym bogom. Pozostajemy ludźmi niepojednania"
R. Char

#6 Gość_Kleopatra_*

Gość_Kleopatra_*
  • Gość

Napisano 30 listopad 2011 - 15:50

Nie zawsze trzeba się bawić rysowaniem, mieć energię i być spontanicznym. Serio. Dla mnie to nie są wymogi rysowania.

Gdy jest bardzo źle, rysuję najgorsze demony z pamięci. Tym się nie da bawić. To samo przychodzi, bez radości, ale z wielkim bólem. Rysowanie w depresji boli. Zwłaszcza kiedy tylko Ty rozumiesz o co chodzi. Po narysowaniu przeraźliwych obrazów jest odrobinę lżej. A za jakiś czas można na nie popatrzeć z boku.

Myślę, że masz wygórowane ambicje, może stworzone w Tobie przez innych. Nie zwracaj uwagi na "uda - nie uda się". To nie jest ważne. Może rysujesz nie to, co chcesz? Może mroczne rysunki bez zabawy są Ci potrzebne, tak po prostu. Ja nie umiem rysować czegoś, co mnie nie zajmuje aż do bólu, gdy jest źle.

#7 Nic

Nic
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 30 listopad 2011 - 16:09

Myślę, że masz wygórowane ambicje, może stworzone w Tobie przez innych. Nie zwracaj uwagi na "uda - nie uda się". To nie jest ważne. Może rysujesz nie to, co chcesz? Może mroczne rysunki bez zabawy są Ci potrzebne, tak po prostu. Ja nie umiem rysować czegoś, co mnie nie zajmuje aż do bólu, gdy jest źle.

To ciekawe co piszesz. Nigdy nie spojrzałem na to z tej strony. Co do ambicji to chyba specjalnie wygórowanych nie mam, nie mam tez zresztą specjalnych podstaw by mi woda sodowa do głowy uderzała. Chciałbym tylko poczuć się lepiej, zadźwięczeć harmonicznie (znów mi powiedzą, że wprawki literackie?;) ) bo kiedyś tak potrafiłem i gołym okiem widzę różnicę między rysunkiem "uciułanym" i "wymęczonym", a takim, który powstaje w spontanicznie i w poczuciu zgody z samym sobą. Sęk w tym, że depresja zabija we mnie to coś co sprawia, że wiem co chcę rysować... bo ja właśnie tego nie wiem. Bo jestem płaski i banalny i nietwórczy i prawdę mówiąc wszystko co mam do przekazania (sobie czy innym) to "Nic". I nawet próbowałem rysować owo nic. Było istotnie nijakie, nic nie znaczące, nawet nie mdłe.
Masz zupełną rację, ja także nie potrafię rysować czegoś co jest mi emocjonalnie obojętne. Tylko pośrodku czarnej dziury obojętne jest wszystko i trudno jakkolwiek samego siebie w tym stanie polubić. Nie mówiąc o innych.

Dziękuję, że zechciałaś poświęcić mi swój czas.
"Bądźcie posłuszni wieprzom, które istnieją, ja pozostanę wierny moim nieistniejącym bogom. Pozostajemy ludźmi niepojednania"
R. Char

#8 Gość_toy__*

Gość_toy__*
  • Gość

Napisano 30 listopad 2011 - 16:31

Może rzeczywiście kiczowate to trochę ale też nie mam ambicji literackich i koniec końców chodzi o meritum.


GDZIE napisałam ze kiczowate? :angry:

#9 Gość_Lukier_*

Gość_Lukier_*
  • Gość

Napisano 30 listopad 2011 - 17:26

No ja param sie rysunkiem a dokładniej komiksem.I w stanach depresyjnych nie jestem w stanie nic stworzyć.Kompletna niemoc.Frustracja.Wyrywam sobie włosy z głowy.Myslałem ostatnio nad malowaniem impulsywnym, tzn, sprawdzić jak dane kolory przeze mnie nałożone wpłyna na mój stan psychiki.Niestety nie dało sie.ech... ale nie poddaje sie

Użytkownik Lukier edytował ten post 30 listopad 2011 - 17:26


#10 Gość_Kleopatra_*

Gość_Kleopatra_*
  • Gość

Napisano 30 listopad 2011 - 21:11

A bierzesz jakieś leki? Byłeś u lekarza / psychologa? To truizm, ale ważny. I to ma związek z rysowaniem, ale poczekam na odpowiedź.

Gdy źle się czuję (bardziej niż zawsze), nie mam sił wymyślać obrazu. Wtedy rysuję mandale. Można kupić gotowe wzory, więc pomysł jest niby czyjś... ale ja go przerabiam na swój gust i oczywiście koloruję. Mogą wyjść piękne rzeczy dające zadowolenie choćby z tej formy rysowania. Przykład masz w obrazku pod moim nickiem.

Użytkownik Kleopatra edytował ten post 30 listopad 2011 - 21:12


#11 Nic

Nic
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 01 grudzień 2011 - 09:47

GDZIE napisałam ze kiczowate? :angry:

toy, ja napisałem kiczowate :) bo chyba rzeczywiście mam skłonność do przerysowanej(heh :D)metaforyki. Szczęśliwie jednak nie mam planów wydawniczych w tym zakresie.

Lukier: No właśnie. To niezwykle frustrujące. Dla mnie grafika zawsze była czymś w rodzaju katharsis, chwilą oderwania się od siermiężnej rzeczywistości, a przez to wszystko zaczynam jej nienawidzić bo wytworzyłem sobie jakieś chore sprzężenie zwrotne, które powoduje, że mnie to jeszcze pogrąża. Chciałbym to jakoś przerwać w końcu. Doszedłem już do takiego etapu, że nawet jak się czuję w miarę znośnie to myśl zabraniu się do rysowania przyprawia mnie o dygot.

Kleopatra:

Twoja mandala jest bardzo piękna, powiedziałbym, że wręcz emanuje spokojem i równowagą, podziwiam wyczucie koloru.

Może i truizm ale nie byłem ani u lekarza ani u psychologa, wiem że to głupie. Pewnie w końcu będę musiał to zrobić, przeraża mnie jednak myśl o konieczności opowiadania obcemu człowiekowi o najbardziej osobistych sprawach (bez tego chyba się nie da), tym bardziej, że zawodowo mam sporo styczności z psychologami, znam ich dość dobrze jako ludzi i prawdę mówiąc nie mogę się przemóc by komuś takiemu powierzać swoje intymności. W ogóle moje kłopoty mają sporo wspólnego z brakiem zaufania do ludzi. Co do leków... nic poważnego nie biorę. Jakieś duperele bez recepty i tylko z rzadka, kiedy już nie daje się inaczej funkcjonować.
"Bądźcie posłuszni wieprzom, które istnieją, ja pozostanę wierny moim nieistniejącym bogom. Pozostajemy ludźmi niepojednania"
R. Char

#12 Gość_toy__*

Gość_toy__*
  • Gość

Napisano 01 grudzień 2011 - 09:49

<bo mi sie spodobało>

#13 Nic

Nic
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 01 grudzień 2011 - 10:00

<bo mi sie spodobało>


To miłe, dziękuję :)))

... ale też nie poczułem się dotknięty w żaden sposób, jeśli tak to zabrzmiało wcześniej.
"Bądźcie posłuszni wieprzom, które istnieją, ja pozostanę wierny moim nieistniejącym bogom. Pozostajemy ludźmi niepojednania"
R. Char

#14 Gość_Lukier_*

Gość_Lukier_*
  • Gość

Napisano 01 grudzień 2011 - 10:17

Kleopatro, nie byłem jeszcze, ostatnio nie było dla mnie miejsca.Leków nie biorę bo mam za sobą nieprzyjemne doświadczenia z efektami ubocznymi.A zanim trafie na swój lek to chyba bede wyglądał jak weteran wojenny.Mam w szafce troche tego ale nie wezme.Ten rok zrobiłem sobie taka przygode z tabsami.Następny free.Może sie zakocham ze wzajemnością he he, kto wie.Ale to chyba nie znika tylko zostaje przykryte, dobra wlazłem na inny temat.A co do wzorów to niezła myśl.Ciekawe wzorki robisz.Ja zrobiłem sobie stół podświetlany, taką samoróbkę, i czasem coś sobie przerysuje ale na dłuższą mete nie zdaje to egzaminu.Dzwoni we mnie ambicja i chęć na narysowanie czegoś dłuższego, autorskiego.Ale jak mam siedzieć dłużej niż 3h to mnie trafia, chyba nie umiem ze sobą przebywać.

Nic, masz racje ja mam to samo, czasem na myśl o rysowaniu skręca mnie, a przeciez to lubie.Od dziecka rysuje i nie miałem z tym problemów.Tylko teraz jakiś guzeł powstał w mojej bani a i też troszeczke umiejętności brakuje.Ale to swoją drogą.Bo problemu z wymyśleniem postaci nie mam ale wprawienie jej w ruch, nadanie osobowości to już mnie przerasta,Fuck!

#15 kulka

kulka
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Insula Albionum

Napisano 01 grudzień 2011 - 16:28

Swoich najglebszych stanow depresyjnych nie pamietam...Jakies urywki tylko, momenty, kiedy strasznie sie boje i nie moge poruszyc...Wtedy nie robie nic, minuty, godziny, dni mijaja...
Nie wiem, czy dobrze rozpoznaje wszystkie fazy...
Najczesciej kiedy czuje sie lepiej, to znaczy kiedy zaczynam czuc cos wiecej niz lek i smutek zaczynam pisac, rysowac, rzezbic...To pomaga, moj maly wszechswiat rozszerza sie, skupiam sie na tu i teraz, na tym co powstaje i w trakcie tego procesu zyje, bawie sie, ucze, pojawia sie wiecej emocji, nadzieja...
To nic, ze wiekszosc moich planow i pomyslow pozostaje niezrealizowanych, przynajmniej sa...
Najwiecej pomyslow mam, kiedy chodze. Dlugie spacery w samotnosci, zwlaszzca w nocy, zwlaszcza kiedy pada...
Nie jestem utalentowana, nie mam jednej dziedziny w ktorej czulabym sie kompetentna. Nie jestem artsta czy kimkolwiek wlasciwie. Po prost probuje. Cokolwiek, by tylko sie nie dac, zeby nadzieja nie umarla...
Jest jedna rzecz, ktora pokazuje mi, ze zbliza sie okres 'dolu'. Ktos mi to powiedzial i teraz mam wieksza swiadomosc, kiedy powinnam walczyc silnie, zeby sie nie poddac. Robie papierowe kwiaty. Z jakiegokolwiek papieru, nawet toaletowego. Biale roze.
instinct, patience & hope
'and I still hold your hand
in mine when I'm asleep'
'I can't decide if I'll let you save my life or if I'll drown'

#16 Nic

Nic
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 02 grudzień 2011 - 08:32

Swoich najglebszych stanow depresyjnych nie pamietam...Jakies urywki tylko, momenty, kiedy strasznie sie boje i nie moge poruszyc...Wtedy nie robie nic, minuty, godziny, dni mijaja...
Nie wiem, czy dobrze rozpoznaje wszystkie fazy...
Najczesciej kiedy czuje sie lepiej, to znaczy kiedy zaczynam czuc cos wiecej niz lek i smutek zaczynam pisac, rysowac, rzezbic...To pomaga, moj maly wszechswiat rozszerza sie, skupiam sie na tu i teraz, na tym co powstaje i w trakcie tego procesu zyje, bawie sie, ucze, pojawia sie wiecej emocji, nadzieja...
To nic, ze wiekszosc moich planow i pomyslow pozostaje niezrealizowanych, przynajmniej sa...
Najwiecej pomyslow mam, kiedy chodze. Dlugie spacery w samotnosci, zwlaszzca w nocy, zwlaszcza kiedy pada...
Nie jestem utalentowana, nie mam jednej dziedziny w ktorej czulabym sie kompetentna. Nie jestem artsta czy kimkolwiek wlasciwie. Po prost probuje. Cokolwiek, by tylko sie nie dac, zeby nadzieja nie umarla...
Jest jedna rzecz, ktora pokazuje mi, ze zbliza sie okres 'dolu'. Ktos mi to powiedzial i teraz mam wieksza swiadomosc, kiedy powinnam walczyc silnie, zeby sie nie poddac. Robie papierowe kwiaty. Z jakiegokolwiek papieru, nawet toaletowego. Biale roze.


Kiedy przeczytałem co piszesz, poczułem się naprawdę zdrowy i pełen energii i pomyślałem sobie, że pewnie przesadzam, histeryzuję i popadam w egocentryczny bełkot. Może to dlatego, że od wczoraj czuję się trochę lepiej... z niewiadomego powodu. Spacery - tak to zdecydowanie pomaga. Mnie paradoksalnie uspokaja też silny wiatr, choć innych zwykle niepokoi. "Artysta" to tylko głupie słowo bez znaczenia. Etykietka. Jest masa ludzi, którzy się za artystów nie uważają a są nimi bez wątpienia. Bardzo często zdarza się również dokładnie odwrotnie. Jak się robi takie róże? Jestem bardzo ciekaw tych róż.
"Bądźcie posłuszni wieprzom, które istnieją, ja pozostanę wierny moim nieistniejącym bogom. Pozostajemy ludźmi niepojednania"
R. Char

#17 Gość_Kleopatra_*

Gość_Kleopatra_*
  • Gość

Napisano 03 grudzień 2011 - 11:33

A właśnie, róże... Ta mandala to róża Lutra, tylko pokolorowana na mój gust :)

#18 kulka

kulka
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Insula Albionum

Napisano 03 grudzień 2011 - 17:23

Biore na przyklad serwetke, odrywam dwa rogi po przekatnej, roluje brzegi, ze srodkowej czesci zwijam kwiat, oderwane rogi to listki i lodyzka. Nic wielkiego, ale jakos uspokaja...
Jak zrobie znowu to w rzuce zdjecie.
instinct, patience & hope
'and I still hold your hand
in mine when I'm asleep'
'I can't decide if I'll let you save my life or if I'll drown'

#19 Nic

Nic
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 03 grudzień 2011 - 18:07

Biore na przyklad serwetke, odrywam dwa rogi po przekatnej, roluje brzegi, ze srodkowej czesci zwijam kwiat, oderwane rogi to listki i lodyzka. Nic wielkiego, ale jakos uspokaja...
Jak zrobie znowu to w rzuce zdjecie.


Zrób to koniecznie :) Róża z papieru... brzmi tak sennie, nierealnie... zachwycające.
"Bądźcie posłuszni wieprzom, które istnieją, ja pozostanę wierny moim nieistniejącym bogom. Pozostajemy ludźmi niepojednania"
R. Char





Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych