Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Opowiadania


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
5 odpowiedzi w tym temacie

#1 n'importe qui

n'importe qui

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 58 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 12 czerwiec 2011 - 22:26


Czasem coś skrobnę, gdy mam czas i wenę.

To opowiadanie jest wyrzuceniem wszystkiego, co we mnie siedziało przez trzy lata, od utraty bliskiej mi osoby. Nigdy nikomu o tym nie mówiłam, więc musiałam o tym napisać. Łatwo się domyślić, że główny bohater, mimo, że rodzaju męskiego, jest mną, a sytuacja przedstawiona to pogrzeb... Jest w tekście wiele błędów stylistycznych, językowych, których nie zmieniałam, bo stwierdziłam, że są takie prosto od serca, że nie powinnam ich poprawiać. Wiele metafor, porównań, odrobina ironii, czarnego humoru...

Było mroźnie, a wiatr lekko poruszał nagie gałęzie drzew. Tego dnia śnieg nie prószył, jednak wcześniejsze opady utworzyły małe zaspy. Stałem na środku ulicy, co wydawać by się mogło czystą nierozwagą, ale ze względu, że była to ulica przebiegająca przez niewielkie miasteczko, to i ruch był znikomy, albo wcale go nie było. Gdybym starał się wyobrazić sobie przestrzeń z lotu ptaka, widziałbym swoją postać, jako czarną plamę wśród bieli. Chociaż spoglądając nieco dalej, zauważyłbym więcej plam, podobnych do tej pierwszej. Z tą różnicą, że stałem zupełnie sam i byłem jedynym punktem na tym obszarze. Nie miałem zamiaru dołączyć do reszty, nie czułem się na siłach, by to zrobić, ale serce krzyczało coś innego. Prowadziłem długą wewnętrzną wojnę, w której nie było miejsca na rannych, wojownicy ginęli bądź wygrywali. Umysł zagłuszył wrzaskiem pisk pokonanego, konającego Serca. Nie porównałbym tego do przełomu, ale wydarzenie to utwierdziło mnie w sensowności poprzedniej rewolucji. Gdybym powiedział, że było łatwo, skłamałbym. --- Było łatwo. ---
Stałbym tak wieczność, jeśli by mi na to pozwolono. Życie jednak okazało się bardziej okrutne niż moje myśli, a uzależnienie od innych ludzi, dobrowolne, czy też narzucone i tak miało nade mną przewagę. Nie pamiętam jak to się stało, kiedy dołączyłem do większej czarnej plamy i tak zostałem przez jakiś czas. Wiem, że starałem się nie patrzeć w ich twarze, swoją chowałem w miękkości szala. Próbowałem odwrócić się do nich tyłem i oglądać wielkie sople wiszące z dachu niskiego budynku, jednak mała, zniecierpliwiona postać bardzo psuła nastrój tego miejsca, więc nie zastanawiając się długo, wziąłem ją na ręce i wspólnie podziwialiśmy lodowe kryształy. Kiedy uciszyłem serce, zacząłem patrzeć na świat myślami, emocje odrzuciłem, za bardzo bolały. Każde uczucie, jak sztylet nasączony trucizną i zakończony haczykiem, wbijało się w ciało, zadając przy tym tak wielki ból, że od razu wyrywałem go, odrywając przy okazji kawałki skóry. Krew zalała biały puch. Trucizna na ostrzu zdążyła wsiąknąć, a ja ukryłem ją w rozdartym sercu jak najgłębiej potrafiłem. Sporo czasu potrzebowałaby, aby wykiełkować i ukazać się światu jako roślina cierniowa. --- Nastąpił ten moment? ---
Ciepły wstyd zalewał mi policzki. Znalazł tajemną drogę do zamarzniętej duszy, ogrzał ją i obudził. Nie powiem, że nie czułem się przerażony, bo byłem jak nigdy. Sam tworzyłem zakręty, ślepe zaułki i labirynty, które prowadziły do wnętrza, tworzyłem je z wielką starannością i przemyśleniem. Jeden błąd mógłby doprowadzić do sytuacji, która teraz miała miejsce. A więc popełniłem błąd? Roztrząsałem każdy moment budowy, szedłem wiedziony nicią Ariadny, która okazała się przerwana w połowie. Okazało się, że to czarna plama stanęła przede mną z nożyczkami i miną pytającą „Pójdziesz?”. Zapytałem się, czy naprawdę muszę, nie miałem ochoty tam iść. Co ja plotę! „Nie miałem ochoty” brzmi, jakbym nie mógł iść do sklepu po ulubione cukierki, a leżałbym wygodnie w łóżku i nie chciał się z niego ruszać. Wtedy jednak nie pragnąłem niczego bardziej od ucieczki z tego przeklętego miejsca, które dobijało mnie do dna, na którym już i tak byłem. Nie wszedłem jako jedyny. Egoistyczne z mojej strony posunięcie, które uratowało mnie od większego cierpienia – tak myślałem. Teraz mogę stwierdzić, że straciłem swoją ostatnią szansę i chyba nigdy jej sobie nie wybaczę. Na zmianę czuję ogromną ulgę i wielki wyrzut. Ale odrzuciłem serce, dlatego nie dopuszczam wyrzutów sumienia do głosu. Wyłączam im mikrofon, zanim zaczną mówić, odgryzam kabel zębami i rzucam się do ucieczki, wiedząc, że mnie nie gonią. --- Zmęczyłem się. ---
Obudzona dusza próbowała powracającymi siłami uwolnić skryte emocje. Muszę przyznać, że walczyła dzielnie. Na przekór mi uwalniała więcej wstydu, którego nie nadążałem ocierać z twarzy. Odszedłem na bok, pomimo sugestywnych spojrzeń. Ich oczy patrzyły na mnie błagalnie, ale ja nie chciałem im pomóc. Sam szukałem ratunku, rany zadane podczas wewnętrznej walki osłabiły mnie i doprowadziły prawie do wykrwawienia. Chwiejnym krokiem ruszyłem za innymi. Szedłem na końcu nadal walcząc z sobą samym i z całą tą sytuacją. Czekałem na nieuchronny moment zwycięstwa duszy. Ostatni cios, który powaliłby mnie na kolana, które złamałaby mi drewnianym kijem, abym nigdy nie mógł powstać. Rzuciłbym się wtedy na śnieg i zamarzał, tworząc najpiękniejszą lodową rzeźbę, zniszczoną jednym uderzeniem miejscowego chuligana. Lodowa głowa poturlałaby się i spadła z dębowego podestu, jak ścięta przez gilotynę. A wtedy największy z prześmiewców wrzuciłby ją w stos mrożonek, czekających w hipermarketach na kupno. Rozmrożona rozpłynęłaby się na stole kiepskiej kucharki i zrobiła jej nieśmiesznego psikusa. ---Smacznego.---
Już nadszedł czas. Wielki finał. W tle słychać znaną melodię i tekst piosenki tak bardzo nieodpowiedniej w tym miejscu. „SHOW MUST GO ON!” - Nie, nie teraz, proszę. Daj mi trochę czasu, muszę to sobie wszystko poukładać w głowie, alfabetycznie najlepiej. Może zdążę przed końcem? Jestem zdeterminowany, tak łatwo się nie poddam. To nie jest przemiana, zawsze tak postępowałem, nigdy nie próbowałem tego zmienić. Możesz mi uwierzyć bądź nie, ale prawda jedna, jedyna i oczywista nie istnieje. Została już dawno zakopana pod stosem kłamstw, które żyją nadal. Trwają przez każdą sekundę, każdy tydzień, każde tysiąc lat i wieczność. Chciałbyś je wszystkie ściąć jednym ruchem miecza, a one odrosną jak kolejne głowy Hydry. Nie zliczysz ich, choćbyś starał się całe życie i jeden dzień dłużej. Show must go on. Upadła czarna skrzynia, rozsypując twardą ziemię.



Aktualnie jestem w trakcie pisania bardziej dopracowanego opowiadania, gdzie nie pozwalam sobie na emocje podczas jego tworzenia, więc ograniczam wszystkie błędy do minimum, jak tylko potrafię. Jak uda mi się je zakończyć, to również tutaj zamieszczę.

#2 Gość_Campi-Dream_*

Gość_Campi-Dream_*
  • Gość

Napisano 13 lipiec 2011 - 14:38

I jak idzie praca nad opowiadaniem ?

#3 n'importe qui

n'importe qui

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 58 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 22 lipiec 2011 - 19:43

Ciężko... jestem całkiem wyprana z weny i chęci jakiejkolwiek. Chyba nigdy go nie skończę, a zapowiadało się dobrze. :(

#4 Gość_Campi-Dream_*

Gość_Campi-Dream_*
  • Gość

Napisano 22 lipiec 2011 - 21:58

Nie podawaj się, ale też nie rób nic na silę.
Wena przyjdzie sama ;)

#5 Gość_Lukier_*

Gość_Lukier_*
  • Gość

Napisano 14 lipiec 2016 - 09:55



#6 Gość_atamina_*

Gość_atamina_*
  • Gość

Napisano 04 sierpień 2016 - 08:14






Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych