Witajcie,
Chcę się podzielić moją aktualną sytuacją, może ktoś znajduje się w podobnej. Na depresję leczę się farmakologicznie od około 9 lat, z tego od około 6 lat zażywam Duloksetynę. Zażywam ją już teraz praktycznie na stałe, tyle, że w małej dawce. Trzykrotnie próbowałem odstawić, ale zawsze kończyło się to porażką. Obecnie nie myślę nawet o odstawianiu, jestem zdecydowany na farmakologię nawet do końca życia, o ile będę się czuł w miarę nieźle. Od 2 do 4 razy w roku zdarza mi się pogorszenie samopoczucia (zwykle te same pory roku albo okoliczności) i wtedy czasowo zwiększam dawkę Duloksetyny i jestem w stanie ten gorsze okresy przetrwać.
Jestem przekonany, że moja depresja rozpoczęła się co najmniej w okresie studiów, tylko wtedy nie było jak tego stwierdzić ani uzyskać pomocy. Złe samopoczucie tłumaczyłem sobie różnymi, bardziej praktycznymi sprawami. Do psychiatry trafiłem po raz pierwszy gdzieś koło 40 roku życia +/-. Byłem też rok na psychoterapii. Nie mam na codzień praktycznie żadnego wsparcia w mojej sytuacji, z wyjątkiem mojego dobrego przyjaciela, z którym czasem rozmawiam.
Kilka dni temu zdałem sobie sprawę, że w sumie od około 9 lat w zasadzie wszystkie moje wysiłki są skupione na tym, żeby po prostu trwać w zadowalająco dobrym sampoczuciu - tak na trójkę z plusem - i w zasadzie to już przyzwyczaiłem się uważać za duży sukces. W ciągu tych lat zdarzały się okresy lepsze, ale nie trwały dłużej niż 2-3 miesiące i wcześniej czy później były przeplatane pogorszeniem. Nie mam rozwiniętych umiejętności wglądu i nazwania swoich emocji, jestem pod tym kątem analfabetą. Po prostu cały cel to trwać we w miarę dobrym samopoczuciu i wypełniać obowiązki rodzinne, zawodowe, itd.
Nie do końca wiem czego oczekuję od Was, którzy to przeczytacie. Najbardziej chyba oczekuję zrozumienia. Nie chcę rad typu - spróbuj jeszcze psychoterapii itp.





