W moim życiu od dawna nic się nie zmienia.
Ciężko mi odnaleźć sens w czymkolwiek.
Siedzę w rozwoju duchowym i chyba nici z tego. A może po prostu nie chcę zmian i dlatego ich nie ma.
Także żyję bez wielkich radości. Wśród ludzi po prostu staram się przetrwać, bo nie czerpię z obcowania z ludźmi energii tylko ją tracę i się stresuję.
Mam w sobie chyba ciągłe napięcie.
No i jestem coraz brzydsza, bo to już ten wiek że zmiany w wyglądzie idą w niefajnym kierunku.
Nie umiem utrzymywać relacji z ludźmi, nie umiem być w nich szczera tak by uznać że szczerze mi dobrze z czyjąś obecnością.
No razie tyle, fajnie jak ktoś się przywita


.gif)


