Cześć!
Jestem Ola i piszę do was, bo potrzebuję opinii osób, które nie znają ani mnie ani mojego partnera i być może będzie im łatwiej ocenić sytuacje niż mnie czy mojej rodzinie. Jestem już dwa lata w związku z Adamem. Nasz związek nie jest idealny, kłócimy się często o głupoty, ale zazwyczaj też się szybko godzimy. Nasza znajomość właściwie zaczęła się w internecie, szybko się spotkaliśmy na żywo, on się szybko zaangażował i zakochał, ja natomiast potrzebowałam więcej czasu, bo byłam świeżo po trudnych doświadczeniach i byłam nieufna. Ale w końcu wyznałam mu po kilku miesiącach miłość. Wówczas kończyłam studia, a po nich miałam zamiar wyjechać za granicę. Adam powtarzał, że pojedzie wszędzie za mną. Od początku wiedział zresztą, że planuje wyjazd za granicę. Jednak gdy już wyjechałam zaczął się wahać i widziałam, że nie jest przekonany do zmiany miejsca, pracy, nauki obcego języka, co potrafię zrozumieć, bo nie jest to łatwe. W międzyczasie się często kłóciliśmy i szybko doszliśmy do wniosku, że to ta odległość działa na naszą niekorzyść. Choć niechętnie to po 4 miesiącach wróciłam do Polski. Szukałam pracy w różnych miastach, myślałam na przykład o Szczecinie, ale Adam nie chciał nawet o tym słyszeć, bo to było za daleko od niego. Mieszkał i mieszka wciąż na Śląsku. Doszłam do wniosku, że ma racje i ostatecznie zaczęłam szukać pracy na Śląsku. W międzyczasie doszło do problematycznej sytuacji, w wyniku której przyznał się, że nie ma 36 lat tak jak twierdził (ja mam 26), lecz 46 lat, ponadto jest rozwiedziony i ma nastoletnie dziecko. Byłam oczywiście w szoku, bo okłamywał mnie przez rok, ale postanowiłam mu to wybaczyć. Choć nie było łatwo.
Nie byłam też przekonana do Śląska, ale chciałam być bliżej Adama. Po miesiącu udało mi się tam znaleźć pracę. Warto zaznaczyć, że nie zamieszkaliśmy razem, ale odległość była niewielka, 40 minut autem i był u mnie, więc mogliśmy się widywać co weekend. I ponownie były lepsze i gorsze momenty, z czasem zaczęliśmy się coraz częściej kłócić i to czasami o kompletne bzdury.
Mieszkałam w tym mieście przez rok, myślałam, że może przeniesie się do mnie, ale musiałby wówczas zmienić pracę, a nie chciał tego. Poza tym wyznał mi, że jednak nie chce się przeprowadzać, chce zostać w tym mieście gdzie jest, w tej pracy, którą ma. Wówczas już się zdenerwowałam, bo poczułam, że jest to bardzo niesprawiedliwe. Poczułam, że ja tak wiele dla niego zmieniłam i dopasowałam, a on wciąż myśli tylko o swojej wygodzie. Bardzo mocno się pokłóciliśmy, prawie rozstaliśmy, ale ostatecznie w płaczu powiedzieliśmy sobie, ze się kochamy i spróbujemy. Co zrobiliśmy? Próbowałam znaleźć jakiś kompromis. Dlatego przenieśliśmy się do miasta, które było pomiędzy "jego", a "moim", w którym spędziłam ostatni rok. Ja pracuję głównie zdalnie, a on dojeżdża do swojej pracy autem. Do tej samej pracy, bo jej nie zmienił, tak jak i ja nie zmieniłam mojej. I tak mieszkamy sobie od miesiąca. Pierwsze dwa tygodnie były bardzo trudne. Czułam frustrację, brak stabilności przez ciągłe przeprowadzki, a do tego musiałam się znowu przyzwyczaić do nowego miejsca. Przez to byłam niemiła i generowało to nieporozumienia. Potem usiedliśmy, porozmawialiśmy szczerze i się uspokoiło. Ja się uspokoiłam. Przez tydzień było baaardzo dobrze. ALE niestety są problemy z właścicielką mieszkania, nie wywiązuje się z kwestii, które były ustalone przy podpisywaniu umowy i już wiemy i mamy ustalone, że za miesiąc będziemy zmuszeni wypowiedzieć umowę i mieć 2 miesiące wypowiedzenia. To sprawiło, że ja ponownie zaczęłam się denerwować, czuć ogromny stres. Zaczęłam zajadać emocje słodyczami. Zaniedbałam ruch i przez cały tydzień miałam dzień w dzień bóle głowy. Pojechałam w jeden dzień do biura popracować i wróciłam z tak okropną migreną, jakiej chyba jeszcze nigdy nie miałam. Powiedziałam o tym Adamowi i oznajmiłam, że musze pojechać na kilka dni do rodziców, bo nie wytrzymam. Potrzebowałam tego, zmiany środowiska, porozmawiania i przytulenia rodziców, spędzenia czasu z moimi zwierzętami (mamy dwa koty u rodziców). Udało mi się wziąć urlop na kilka dni. I co się stało? Adam był na mnie zły, ale nie powiedział dlaczego. Było mi bardzo przykro, że mnie nie wspiera, że nie rozumie jak źle się czuje. Nie chciał rozmawiać. W końcu powiedział, że ma pretensje, że zostawiam go na kilka dni, co mi się wydało trochę dziecinne. Przecież mam prawo jechać do rodziców, a on jest dorosły, nie zostawiam go też na miesiąc samego w mieszkaniu, tylko kilka dni. Nie odprowadził mnie na pociąg, pojechałam do rodziców. Ale męczyły mnie te półsłówka. Napisałam wiadomość z zapytaniem, czy możemy z tym skończyć i zacząć normalnie rozmawiać jak kochający się ludzie. W odpowiedzi otrzymałam "Nie mam ochoty rozmawiać. Jak jesteś u rodziców to bądź i odpoczywaj". Nie pisaliśmy ani nie rozmawialiśmy przez telefon przez cały następny dzień, co między nami chyba nigdy się nie zdarzało. Wczoraj w nocy napisałam, czy nie uważa swojego zachowania za dziecinne i że tego kompletnie nie rozumiem. Wysłał mi bardzo długą odpowiedź, wyjaśniając, że nie jest zły o to, że pojechałam do rodziców, a o to, że tego z nim nie ustaliłam, tylko tak po prostu sama zdecydowałam, że jade do rodziców. I że uraziły go moje słowa o tym, ze mam jego zachowanie za dziecinne. Że poczuł się urażony.
I ja w tym momencie nie wiem co myśleć. Czy powinnam naprawdę uzgadniać z moim partnerem wyjazdy do rodziców? Może gdyby to była inna sytuacja to bym go zapytała o zdanie, ale ja naprawdę bardzo źle się czułam. Byłam zdesperowana, czułam, że potrzebuje chwilowej ucieczki do domu rodzinnego. Poza tym co jeśli bym go zapytała o zdanie, a on by powiedział, ze mogę pojechać tylko na weekend? Co jeśli wekend mi nie wystarczył, tylko potrzebowałam 4-5 dni pobytu u rodziców. Czy ma w ogóle prawo ode mnie czegoś takiego żądać? Czy może ja popełniłam błąd? Takich sytuacji i tym podobnych jest sporo od roku, czuję się coraz bardziej zmęczona tym i zastanawiam się, czy nie powinnam wrócić do kawalerki i sama jednak mieszkać, tak jak przez ten ostatni rok...jednocześnie boję się jego reakcji, jeśli mu powiem, ze po okresie wypowiedzenia wracam do tamtego miasta i poszukam tam jakiejś kawalerki, więc będziemy się widywać co weekend tak jak wcześniej. Może jest tutaj ktoś kto chciałby ze mną o tym porozmawiać na prywatnym czacie. Bardzo chętnie przeczytam wasze zdanie na temat tej sytuacji. Jeśli macie pytanie lub chcielibyście, abym coś doprecyzowała to zapytajcie. Starałam się skrócić jak najbardziej te historię, żeby was nie zanudzić, a jednocześnie wziąć pod uwagę najistotniejsze elementy.







