Tydzień temu przyleciałam na pogrzeb ciotki, typowy katolicki obrzęd. Różaniec w kaplicy przy otwartej trumnie i msza w kościele. W kaplicy tak stałam i patrzyłam na sztywne, poskręcane, umęczone ciało chorobą i myślałam gdzie teraz jej materia jest... W kościele sluchałam kazania, które się kupy nie trzymało... O czyściu, piekle i niebie. O zbawieniu duszy, że koniec ziemskiej przygody. Ale też ksiądz wspominał, że ciotka spocznie na cmentarzu w grobie ze swoim mężem... Przecież podobno ciało to tylko odzienie duszy. Powinien o duszy wspomnieć nie o ciele...
Kiedyś nie wierzyłam w duchy ale mam mętlik co sądzić. 2 dni przed jej śmiercią zaczęła się ruszać rączka z drzwiczek szafki w kuchni, okna zamknięte zero przeciągu ja pół metra od, później lampa w salonie mi migotała, telewizor sam się włączył... To samo było 2 miesiące wcześniej gdy mój wujek zmarł...
W 2023 roku też 2 dni przed śmiercią "mojego" weterana w nocy gdzie wszyscy spali samo od siebie włączyło się radio jakby ktoś szukał stacji radiowej i "śnieżyło" na cały regulator. Po śmierci będąc w toalecie słyszałam kroki jakby ktoś chodził po korytarzu a byłam sama w domu, miałam wrażenie, że ktoś jest za moim ramienie i dmucha chłodem w szyję tak przez 2 tygodnie później przestało gdy podjęłam decyzję, która mnie nurtowała...
Gdy mój pierwszy mąż się powiesił a jeszcze o tym nie wiedziałam ogarnał mnie jakiś niepokój wewnętrzny, który nie potrafię tego wytłumaczyć ciągnął mnie do mieszkania... Moje wtedy 3/4letnie dzieci przez 2 noce budziły się w nocy ze strasznym płaczem. Gdy go znalazłam minął mój niepokój oraz płacz moich dzieci w środku nocy...