Miałam okropne dzieciństwo i nie wstydze się tego.
Po prostu nie potrafię przebaczyć własnej Matce.
Z trudem zmuszam się do rozmowy bo wiem że i tak nie zadzwoni do mnie sama.
Jednego jestem pewna
Nie spotkałam w życiu podlejszej osoby.
Z reguły nie daję sobie takiej przestrzeni na płacz, ale to jest trudny temat.
Nie potrafie spojrzeć jej w oczy, nic do niej nie czuje.
Po prostu jakby była obcą dla mnie osobą.
Wiem że to starsza osoba, powiecie ale to nic nie zmienia.
Gdyby wiedziałą jak bardzo mnie zawiodłą.
Pewnych rzeczy się nie przebacza.
Tak jest.
Gdy ktoś mnie pyta o rodzinę to tak kłamię, jakbym stała na scenie i z taką pasją udawała tylko po to aby nikt się nie zorientował że jest problem, bo przecież najmniejszy szczegół zaważy na mojej przyszłości.
Nie wiem ale może nie mam serca, bo historia zatacza koło z każdym przyjazdem do domu.
Zaczyna się od tego że trzęsą mi się ręcę, potem nie mogę spać, nie mogę jeść, a każdy dzień tam spędzony jest jak chodzenie po rozgrzanym szkle.
Wracają wspomnienia jak żywe.
Jakby to było wczoraj.
Te same ulice.
Ci sami ludzie.
Wiem dokładnie kto za co siedział i kto sie z kim rozwiódł.
Ale gdy ktoś mnie zapyta, to odpowiadam zwyczajnym tonem niewiem!
Ja nic nie wiem!
Byle by tylko mieć spokój. I ucieczka, nigdzie nie pojadę, z nikim nie będę rozmawiała.
Bo wiem jak to się skończy!
Wiele jest takich ludzi po prostu dla których już nie mam ciepła w sercu, ani grama życzliwości lub choćby dobroci.
I szczerze mówiąc to chciałabym ich expresowo wysłać na księżyc.
Ale niestety moje życie nie jest tak kolorowe jakbym chciała.
Niemniej jednak mam dla kogo żyć.
Unikam kontaktu z sektą o imieniu DOM.
I dobrze mi z tym.
Gehenna trwa już ponad 20 lat, a ja myślami nadal tam jestem.
W tym ludzkim dramacie i w tej górze konfliktu.
Dobra mina do złej gry, to moje motto.
Tak zaczynam dzień, jakbym była na wojnie i walczyła sama ze sobą.
Rodziny się nie wybiera, pomimo tego nie jestem w stanie już więcej znieść.
W rzeczywistości jestem słabsza niż się wydaję, ale nie mogę tego pokazać, bo wróg wygra, a własnie toksycznym ludziom o to chodzi aby zrzucić odpowiedzialność na ofiarę i oczyścić własne sumienie.
Tylko że w swoim obecnym domu nie mam co ukrywać, jestem sobą.
Przecież nie mogę przegrać, stawka jest zbyt wysoka a progi wymagań prawie nie do osiągnięcia.
Skutkiem własnego ego, zatracam się w tym zapomnieniu.
Obym któregoś dnia zapomniała za zawsze.
Mam nadzięję że przyjdzie taki dzień że te wspomnienia znikną z mojej głowy.
Bardzo często myślę o tym co przede mną i jest mi ciężko z tym że muszę stawić temu czoła.
Nie chcę wracać do tego skąd pochodzę i tego kim jestem, przebaczyłam Ojcu.
Niech spoczywa w spokoju.
Nigdy nie mówiłam o tym nikomu.
Przebija przeze mnie empatia do niej, ale nie potrafię tego tak po prostu unieść.
To zbyt ciężki kamień jak dla mnie, i szczerze mówiąc to chciałąbym zakopać ten temat raz na zawsze.
Odpuścić go sobie, nadal udawać że jest okej.
Iść do przodu, bez względu na niesprzyjające okoliczności.
Wszystko jest w porządku.
Użytkownik AmyLou99 edytował ten post 27 stycznia 2025 - 01:11


.gif)





