Dobry wieczór. Potrzebuję porady osoby z zewnątrz jak zapatrujecie się na taką sytuację. Dziękuję
Moja mama rozstała się z ojcem kilkanaście lat temu.
Ojciec toksyk. Niepijący alkoholik nieradzący sobie z emocjami, wybuchowy, stresujący. Raczej panowała przemoc psychiczna ale już pod koniec małżeństwa potrafił też opluć mamę. Poza tym ojciec był raczej facetem "na poziomie" elegancki, zawsze chodzili na bale, do teatru, na wakacje, ferie.
Mama kobieta troszkę nieporadna życiowo i stłamszona po tylu latach małżeństwa z toksykiem - ciężko było jej go zostawić, ale wręcz wybłagałyśmy(z siostrą) to na niej. Poszedł chyba argument że sobie coś zrobimy jak go nie zostawi już nie pamiętam dokładnie.
Żeby ojciec ją nie nachodził po rozprawie wyjechała za granicę gdzie mamy część rodziny.
Za granicą poznała polaka z którym mieszka już tam kilkanaście lat. Facet jest tragiczny. Oczywiście alkoholik. Podpija piwka od rana do wieczora. Głupio śmieszkuje i coś bredzi bez sensu całe dnie. Jego najlepsi kumple to żule spod bloku. Nie da się przeprowadzić z nim żadnej rozmowy na poziomie.
Mama jest nim zachwycona bo facet jej w końcu nie stresuje. Gdy zwracam uwagę na jego zachowanie to albo zmienia temat albo go broni.
Jego stan upojenia mama odbiera jako "że jest wesoły i towarzyski"
Np moja wiadomość do mamy wczoraj "pilnuj go bo ci robi na złość w mieszkaniu i kiepuje na nowe panele i się przy tym śmieje, trzaska nowa lodówka masakra" odpowiedź mamy "No latam za nim z popielniczka ale wiesz jaki jest co mu zrobie" i zmiana tematu.
I teraz tak. Chciałyśmy mame ściągnąć do Polski bo widzimy jak się starzeje, chcemy spędzać z nią więcej czasu a jednoczenie odciągnąć od tego faceta. Ten facet mowil ze nigdy nie zjedzie do polski i zeby se sama jechała. A teraz jak widzi że temat nabiera rozpędu i już mama jedną nogą wróciła do nas. Ma przewiezione rzeczy itd to on też coś mówi o zjeżdżaniu razem z nią. Po prostu istny koszmar.
Już raz jej kazałam zostawić ojca więc w tej sytuacji nie chciałam się wcinać szczególnie że daleko mieszkali i mi jakoś wybitnie nie przeszkadzał ten osobnik bo go nie widywałam.
I teraz każdy psycholog mi powie że nie jesteśmy odpowiedzialni za wybory życiowe rodziców czy innych osób. No dobrze, ale będzie to miało na mnie ogromny wpływ! To się będzie łączyło z tym że nie będę mogła odwiedzać własnej matki a przecież o to mi chodziło!. Że nie spędzimy fajnych świąt czy urodzin bo ten człowiek wszystko psuje i nie mam zamiaru spędzać czasu w jego towarzystwie. Nie chce stawiać jej kolejnego ultimatum albo my albo on. Rozmawiać z nią do skutku czy jak?







