Jak wyglądały wasze początki walki z depresją? Czy trudno jest zacząć psychoterapię? Macie jakieś rady jak przełamać się i iść po pomoc?
Zmagam się z depresją od jakichś ok. 7/8 lat ale dopiero teraz nabieram coraz większej pewności że coś muszę z tym zrobić bo utrudnia mi to życie (szczególnie brak chęci do życia) a w czasie pandemii miałam dzień w dzień myśli samobójcze (nawet kilka naście dziennie ale na szczęście miałam tyle siły w sobie aby nie ulec im) przez około rok.
Czuję się bardzo samotna bo nie mam przyjaciół z którymi mogę porozmawiać o tym co mnie trapi a rodziny nie chce mieszać w moje sprawy bo nie wiem czy mogę im ufać w takiej sprawie.
Obawiam się leczenia bo będzie mi trudno przejść przez to co przeżyłam w moim życiu (przemoc fizyczna i słowna, trauma, lęk przed ludźmi).
Pierwsza wizyta trudna, stresuje się człowiek, nie wie czego spodziewać, potem już leci. Jak się przełamać? Zadać sobie pytanie czy tak chcesz przeżyć kolejne 20 lat jak jest.
Później w toku terapii jak się rusza te trudne tematy to się okazuje, że tak człowiek się bał, że coś się złego stanie jak ruszy te historie, że jakoś go to zmiażdży, a okazuje się, że wszystko najgorsze to już się stało dawno temu.
Podaję tu często taką mało wdzięczną metaforę, ale uważam trafną. Że te różne historie z życia to jak wdepnąć kiedyś w gówno. Czasem to jedna kupa, czasem kilkanaście, a czasem człowiek wpadł cały do szamba. No i jak zaschło to wszystko, bo już dawno było to no niby zaschło, ale cały czas śmierdzi. Jak się takie stare smrody poleje ciepłą wodą z mydłem (terapia) to no chwilę może ten smród być mocniejszy, ale okazuje się, że nie było tak strasznie, a na końcu człowiek wychodzi czysty i pachnący, więc i tak warto.