Serwus wszystkim, którzy zechcą przeczytać. Mam prawie 40 lat. Mam ChAD, rozpoznany kilka miesięcy temu. Objawy zauważane przez minione 20 lat, były przeze mnie spychane na bok, zamiatane pod dywan. Wiecie jak można się cudownie oszukiwać. Niestety można to robić tylko do czasu kiedy pierwszy raz odbijemy się od ściany. Od ponad 5ciu lat samodzielnie wychowuję dwójkę dzieci po rozwodzie. Od zawsze, jak i w tej chwili przeszkadza w życiu pustka i brak możliwości aby ją wypełnić. Czasami nie ma chwili aby świadomie myśleć o problemie kiedy cała doba wypełniona jest pracą, obowiązkami, dziećmi, domem. Ale tak właściwie to wiem, że dokładam sobie więcej zajęć po to właśnie aby nie było czasu na myślenie. Ciało się buntuje coraz częściej. Po diagnozie rozpocząłem terapię. Nie potrafiłem słuchać tego co sam dobrze wiedziałem. Zarzuciłem terapię. Farmakologia przez cały czas jest stosowana. Hipomania schodzi bezboleśnie i wypłaszcza się do bezpiecznego stanu. Czasami przerwa jest wygodna i długa. A czasem, tak jak wczoraj w środku bezsennej nocy dopada obsesyjna myśl. "Nic nie znaczysz. Jesteś niczym. Pomagasz innym, ale tobie nie da się pomóc. Nie zasługujesz. Skończ to teraz! Wszystkim będzie lżej. Nie czekaj na dotyk ani słowa!" i wiele innych. Spróbowałem rozpocząć drugą terapię. Dzisiaj, właśnie się skończyła. Zadanie dostałem aby opisać to pole po bitwie. Nie zrozumiałem nic z zaleceń terapii. Przy całym gównie jakie o sobie zrzuciłem usłyszałem, że za wszelką cenę powinienem odnaleźć wsparcie i miłość. Jeśli zrozumiem siebie, to ktoś zrozumie mnie. Bzdura! Może następnym razem psych zrozumie to co mam do powiedzenia.
Mam problemy z akceptacją samego siebie. Żyję w kompleksach fizycznych, poznawczych, intelektualnych. Trudno mi jest spotykać się z ludźmi, bo większość znajomych jest w związkach. A taki widok nie był przyjemny. Trzy miesiące temu zmusiłem się do zaakceptowania tego, że tak będzie i nie muszę już przejmować się szukaniem radości. Całkiem sprawnie ułożyłem w głowie założenia samotności, policzyłem ból i ustaliłem jak długo to wytrzymam zanim padnę na ryj. Wiem, że życie jakie się toczy wokół mnie wymaga tego żebym aktywnie uczestniczył. Toleruję ChAD, z którym żyję, jak pogodę. Żałuję jedynie, że nie umiem być sam z siebie taki fantastyczny jak kiedyś. Dużo bełkotu jak na powitanie. Doceniam chęci i czas. Spokoju!







