34 lata, w grudniu 35, z czego 34 lata jestem samotny. Osobowość typ introwertyk, 1 rodzic. Rodzice po rozwodzie, ojciec alkoholik, potem matka się nade mną znęcała i to właśnie jej zawdzięczam masę swoich problemów zdrowotnych, co najgorsze, to nadal z nią mieszkam i nie potrafię się w żaden sposób pozbierać. W szkole też mnie prześladowali. Zawsze byłem gdzieś zostawiany, żłobek, przedszkole, świetlica. Obecnie chce mi się płakać i dlatego się tu zarejestrowałem, nie mam dosłownie nikogo, pozostało mi wypisywanie jakichś głupot online i liczyć na łaskę obcych ludzi, żeby zauważyli moją obecność.
Jutro mam rozmowę o pracę, pewnie minimalna, o ile się uda i dlatego czuję się tak źle, wyjątkowo, a może to przez kulminację i ogólne nawarstwienie się tego wszystko, może po prostu to gorszy okres, a z racji tego, iż nie mam żadnej tabletki, to niestety nie mam jak się z tym uporać. Paskudna jesień i chyba najgorszy miesiąc [wkrótce] w roku, moje urodziny, święta.
Ogólnie odczuwam żal, pustkę. Trudno też mi nawiązać jakikolwiek kontakt poza internetem, czasem sam zastanawiam się czego chcę, czego mi potrzeba. Najgorsze chyba jest to, jak wiele czasu trzeba poświęcić, aby kogoś poznać, a potem i tak wbija nóż w plecy i cały ten czas zdaje się zmarnowany.
Jako osobnik ze sporym bagażem doświadczeń, nie potrafię nawet nie tyle nawiązać, co nawet i utrzymać znajomości z równolatkami, a zaczepianie młodszych, też nie jest zbyt komfortowe. Ostatnio mnie małolata zaczepiła online, ale po 7 miesiącach nie udało mi się tego rozwinąć, a jest nawet gorzej, chyba na tym się skończy. To już chyba desperacja i niektórzy to widzą, nawet i ta dziewczyna zwróciła uwagę na moje zachowanie i wprost zapytała, czy aż tak samotny jestem, czy dlaczego tak. Nie potrafię już nawet udawać. Mój ostatni bliższy kontakt miał miejsce jakoś około 2016 rok i jako tako się po tym pozbierałem, ale nadal jednak odczuwam ból po tej znajomości. Niby człowiek chciałby kogoś mieć, ale nie chcę znowu przez to przechodzić, każda znajomość tak wiele mnie kosztuje, zbyt wiele, żebym był w stanie ciągle z optymizmem wyciągać ręce do ludzi. Za każdym razem jest tako samo, kogoś się poznaje, euforia... no i lipa, a ja głupi, tak jak i w tym przypadku czekam, sam nie wiem na, po co. Tonący brzytwy się chwyta i ja wydaje się chwytam losowych ludzi, jak jakiś rzep.
Dużo by pisać, ogólnie, ale oszczędzę już wam tego, bo jak bym miał opisać te całe 34 lata, to by to trochę zajęło.
Trochę edytowane, tak zostawię.
Najbardziej w życiu przeraża mnie właśnie to, samotność, bycie osamotnionym i nawet jak bym chciał to zmienić, to nie wiem jak. Człowiek próbuje, nie wychodzi, poddaje się, potem znowu i tak całe życie, nie jestem piękny, majętny, nigdy nie miałem adoratorek, to też jest przybijające, jak nigdy nikt nie powiedział Ci "kocham Cię", ani nie okazał żadnego zainteresowania, samotność i ta świadomość bycia człowiekiem śmieciem, albo nawet jak niewidzialna istota.
Użytkownik Cokolwiek edytował ten post 03 listopada 2022 - 00:19








