Skocz do zawartości


Zdjęcie
- - - - -

Psychoterapia- czyli gdzie znajduje się granica swojego "ego"


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
3 odpowiedzi w tym temacie

#1 Dziewczynkazzapalkami

Dziewczynkazzapalkami

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 86 postów
  • Imię:Emi

Napisano 06 lipiec 2022 - 08:32


Zastanawiałam się, gdzie umieścić to pytanie, więc gdyby moderacja miała jakieś wątpliwości, proszę wątek przenieść do "lepszego" miejsca ;)

 

Od pewnego czasu chodzę do terapeuty, staram się stosować do omówionych przez nas sytuacji i było wszystko w porządku. Do czasu. Dopóki moje działania ograniczyły się do najbliższych, czułam ulgę w tym, że np. postawiłam się komuś w danej sytuacji, albo zamiast uciekać od problemu, z trudem, ale jednak stanęłam okoniem i skonfrontowałam się z nim. Lecz przyszył wakacje, zaczęły się wyjazdy gdzieś poza "strefę bezpieczeństwa" do innych ludzi, innych obowiązków- np. na wsi. Wiadomo, praca przy zbiorach itp.... i tu zaczyna się mój problem. Pojawiło się poczucie winy, że "za bardzo patrzę na siebie", albo odmawiać czegoś, bo nie mam na to ochoty. Obwiniam siebie o lenistwo i egoizm, bo patrzę bardziej na swoje potrzeby, niż innych. I z jednej strony czuję się źle, bo nie umiem się zsocjalizować z innymi, a z drugiej, niekoniecznie podoba mi się potrzeba dostosowania do potrzeb "większej grupy" (powiedzmy dla uproszczenia, że chodzi o dalszą rodzinę). 

Podczas psychoterapii, terapeutka zwracała uwagę na granice własnego "ja", by nie bać się ich stawiać, ale może warto "odrzucić" swoje potrzeby tymczasowo, dla innych? Może warto niekiedy ulec? 

Oczywiście, w najbliższym otoczeniu, również nie patrzę tylko na swoje potrzeby, ale staram się iść na kompromisy, po to by łatwiej żyło się w małżeństwie. Mój mąż też ma swoje problemy i chcę go wspierać, a nie jedynie oczekiwać od niego, że on zostanie gąbką to zbierania moich emocji. Z własnego doświadczenia wiem, że tak długo nie da się wytrzymać. Ale w moim rozważaniu, rzecz dotyka innych, dalszych znajomych/rodziny, od których mogę liczyć na pomoc, ale jedynie w umiarkowanym stopniu. Mnie, osobie aspołecznej, jest jeszcze trudniej wyznaczać te granice i nimi manipulować, bo nigdy nie potrafiłam się odnaleźć wśród ludzi. Jeżeli ktoś prosi o pomoc, nie odmawiam. Ale nieraz grupa wymaga pewnego zaangażowania, wyjścia z inicjatywą, bądź olania swojego stanu i dostosowania się do pewnych zasad. I zastanawiam się, czy warto. Może tak lepiej będzie się żyło? Może uda mi się przez to łatwiej dogadać z innymi ludźmi?

Jestem ciekawa waszej opinii na ten temat ;)

Mam nadzieję, że wyraziłam się jasno, jeżeli coś jest niejasne, proszę pisać ;)



#2 shadowsun

shadowsun

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 144 postów
  • Imię:Agata

Napisano 06 lipiec 2022 - 12:32

Zastanawiałam się, gdzie umieścić to pytanie, więc gdyby moderacja miała jakieś wątpliwości, proszę wątek przenieść do "lepszego" miejsca ;)

 

Od pewnego czasu chodzę do terapeuty, staram się stosować do omówionych przez nas sytuacji i było wszystko w porządku. Do czasu. Dopóki moje działania ograniczyły się do najbliższych, czułam ulgę w tym, że np. postawiłam się komuś w danej sytuacji, albo zamiast uciekać od problemu, z trudem, ale jednak stanęłam okoniem i skonfrontowałam się z nim. Lecz przyszył wakacje, zaczęły się wyjazdy gdzieś poza "strefę bezpieczeństwa" do innych ludzi, innych obowiązków- np. na wsi. Wiadomo, praca przy zbiorach itp.... i tu zaczyna się mój problem. Pojawiło się poczucie winy, że "za bardzo patrzę na siebie", albo odmawiać czegoś, bo nie mam na to ochoty. Obwiniam siebie o lenistwo i egoizm, bo patrzę bardziej na swoje potrzeby, niż innych. I z jednej strony czuję się źle, bo nie umiem się zsocjalizować z innymi, a z drugiej, niekoniecznie podoba mi się potrzeba dostosowania do potrzeb "większej grupy" (powiedzmy dla uproszczenia, że chodzi o dalszą rodzinę). 

Podczas psychoterapii, terapeutka zwracała uwagę na granice własnego "ja", by nie bać się ich stawiać, ale może warto "odrzucić" swoje potrzeby tymczasowo, dla innych? Może warto niekiedy ulec? 

Oczywiście, w najbliższym otoczeniu, również nie patrzę tylko na swoje potrzeby, ale staram się iść na kompromisy, po to by łatwiej żyło się w małżeństwie. Mój mąż też ma swoje problemy i chcę go wspierać, a nie jedynie oczekiwać od niego, że on zostanie gąbką to zbierania moich emocji. Z własnego doświadczenia wiem, że tak długo nie da się wytrzymać. Ale w moim rozważaniu, rzecz dotyka innych, dalszych znajomych/rodziny, od których mogę liczyć na pomoc, ale jedynie w umiarkowanym stopniu. Mnie, osobie aspołecznej, jest jeszcze trudniej wyznaczać te granice i nimi manipulować, bo nigdy nie potrafiłam się odnaleźć wśród ludzi. Jeżeli ktoś prosi o pomoc, nie odmawiam. Ale nieraz grupa wymaga pewnego zaangażowania, wyjścia z inicjatywą, bądź olania swojego stanu i dostosowania się do pewnych zasad. I zastanawiam się, czy warto. Może tak lepiej będzie się żyło? Może uda mi się przez to łatwiej dogadać z innymi ludźmi?

Jestem ciekawa waszej opinii na ten temat ;)

Mam nadzieję, że wyraziłam się jasno, jeżeli coś jest niejasne, proszę pisać ;)

Zależy od sytuacji. Odnośnie stawiania granic w przypadku dalszej rodziny to też wiele zależy. Jeśli jestem u kogoś w gościach na kilka dni to z grzeczności wypada chociaż trochę pomóc im w jakiś sposób, a nie siedzieć tylko bezczynnie. Jeśli chodzi o jakieś imprezy to mam zasadę, że jeśli nie chcę w czymś brać udziału to po prostu nie biorę, ewentualnie idę na godzinkę i sprawdzam. Jak czuję się ok, to zostaję, jak mi nie pasuje to grzecznie i kulturalnie się ewakuuję. Pytanie na ile Twoja niechęć do czegoś wynika rzeczywiście z nielubienia jakiejś rzeczy, a na ile z lęku. Jak z lęku, czy specyfiki Twojego zaburzenia to mimo wszystko bym próbowała, bo unikając danej sytuacji nigdy nie przełamiemy danych lęków etc.


  • Dziewczynkazzapalkami lubi to

#3 RenyaL

RenyaL

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 35 postów

Napisano 06 lipiec 2022 - 14:32

Czytałam gdzieś, gdzie osoba, która chodziła 10 lat, czuła się jeszcze gorzej niż przed terapią.



#4 anche

anche

    anche

  • Moderator
  • 6198 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 06 lipiec 2022 - 19:23

Terapia rozwija, w znajomości samego siebie, w relacjach, w pracy, w marzeniach.

 

Czy to egoistyczne?

Dla niektórych tak, gdy człowiek żyje dbając o swoje potrzeby w pierwszej kolejności to dla wielu osób wg nich jest to egoistyczne, bo tracą sługę do swoich potrzeb.

 

Nie myliłabym jednak uważności na siebie i odpowiedzialności za siebie z egoizmem. Tak naprawdę powiedziałabym, że poprzez świadomość siebie życie z nami staje się właśnie łatwiejsze. Gdy szanujemy siebie, gdy znamy siebie, gdy sami jesteśmy odpowiedzialni za swoje emocje- przestajemy obarczać innych oczekiwaniem troski o nasz stan emocjonalny.

 

A czy odrzucać potrzeby swoje dla innych? 

A dlaczego? W imię czego? Żeby ktoś widział nas jako dobrą osobę? 

 

Brzmi dla mnie trochę jak wchodzenie w rolę "ratownika" i odnoszę się tu do trójkąta dramatycznego i schematu wchodzenia w role ofiara- sprawca- ratownik.

Żadna z tych ról nie przynosi nic poza cierpieniem.

 

W bliskich relacjach, relacjach intymnych, partnerskich. przyjacielskich liczy się natomiast pewien bilans ogólny. Raz ktoś podupada, raz ktoś podnosi, raz "ja" daje, raz "ty" dajesz ALE ogólny bilans musi być w pewnej równowadze.

Zdarza się, że ten bilans jest zachwiany i trwa to długo, wówczas należy szukać rozwiązań, tak, aby potrzeby obu stron były ważne. 


  • Dziewczynkazzapalkami lubi to
Linia Wsparcia (24h) 800 70 2222
 
Kryzysowy Telefon Zaufania (pon-pt, 14-22) 116 123
 
ITAKA centrum wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego (24h) 22 484 88 01 
 
ITAKA antydepresyjny telefon zaufania (pon i czw, 17-20) 22 484 88 01
 
Telefon Zaufania Uzależnienia Behawioralne 801 889 880 (codziennie, 17-22 opłata tylko za pierwszą minutę)





Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych