Skocz do zawartości


Zdjęcie
- - - - -

Cześć

o mnie

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
19 odpowiedzi w tym temacie

#1 jan_zbedny

jan_zbedny

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 15 postów
  • Imię:P.

Napisano 16 czerwiec 2022 - 23:13


Cześć Wam,

 

Postanowiłem tutaj się zarejestrować ponieważ nie najlepiej się czuje od dłuższego czasu... Choć nie wiem co miałoby mi pomóc mówienie samo o moich problemach... Moje złe samopoczucie związane jest ze świadomością mojego osamotnienia i faktem, że ja sam to osamotnienie tworzę... widzę, kiedy się tak spokojnie zastanowię nad tym, wiele mechanizmów we mnie, które sprawiają, że nie ma wokół mnie ludzi... Powoduje to strach, że kiedyś będę potrzebował czyjejś pomocy i nie będę miał do kogo się o nią zwrócić... A i sam nie udzielam pomocy, którą mógłbym udzielić... nie z powodu niechęci, ale z powodu moich blokad wewnętrznych... No i nie wiem, co mógłbym dalej tutaj napisać, tak więc zakończę tą moją pisaninę.

 

 



#2 Tawak

Tawak

    blackpill

  • Bywalec
  • 1867 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 16 czerwiec 2022 - 23:40

Witaj na forum, Kłapouchu!
Samotność jest niestety uzasadniona.

#3 Jan Nowak

Jan Nowak

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 21 postów
  • Gadu-Gadu:nie ma
  • Imię:Jan
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 17 czerwiec 2022 - 13:15

jan_zbedny
jan nowak,
brakuje jeszcze Jana Serce :)



#4 anche

anche

    anche

  • Moderator
  • 6074 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 17 czerwiec 2022 - 16:05

Cześć

Różne mamy blokady wewnętrzne. Każdego z nas coś ogranicza lub ograniczało, jakiś aspekt naszej psychiki, strach. Wszystko da się także zmienić, poprzez uszanowanie, wypracowanie nowych schematów, odwagę. Często już jesteśmy w tym czego się najbardziej obawiamy, sami robimy sobie to czego boimy się otrzymać od innych. Tak nawet u Ciebie czytając to co napisałeś, że najbardziej boisz się osamotnienia, a wybierasz osamotnienie. Może być tak naprawdę wówczas tylko lepiej cokolwiek nie spróbujesz.
W uczeniu się na nowo budowania relacji pomocne mogą być terapie- indywidualna z psychoterapeutą, gdzie możecie przyglądać się schematom myślenia, wprowadzać nowe rozwiązania, ale też i uczyć się zaufania do drugiej osoby; lub grupowa w której to doświadczać można innych, ich doświadczeń, zobaczyć jak normalne są nasze obawy i zmagania i tam wypracowywać nowe sposoby działania i stopniowe luzowanie blokad wewnętrznego strachu i krytyki.
Linia Wsparcia (24h) 800 70 2222
 
Kryzysowy Telefon Zaufania (pon-pt, 14-22) 116 123
 
ITAKA centrum wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego (24h) 22 484 88 01 
 
ITAKA antydepresyjny telefon zaufania (pon i czw, 17-20) 22 484 88 01
 
Telefon Zaufania Uzależnienia Behawioralne 801 889 880 (codziennie, 17-22 opłata tylko za pierwszą minutę)

#5 jan_zbedny

jan_zbedny

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 15 postów
  • Imię:P.

Napisano 17 czerwiec 2022 - 20:55

Dzięki wszystkim za odpowiedzi... Etap "szukania pomocy u specjalistów"... mam już za sobą... to nie dla mnie... sam muszę jakoś to opanować, iść do przodu... albo zginąć marnie... kto wie... jak to będzie


  • Paolcia87 lubi to

#6 PiotrWill

PiotrWill

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 67 postów
  • Imię:Piotr

Napisano 17 czerwiec 2022 - 21:23

Zastanów się nad jedną rzeczą, bo niektórzy ludzie mają ten problem. Czy tak na prawdę w ogóle potrzebujesz towarzystwa ludzi? Skoro swoim zachowaniem sprawiasz żeby było ich jak najmniej, może tak na prawdę chęć niebycia samotnym wynika z presji społecznej? Ludzie poza towarzystwem pragną także akceptacji. Często to drugie powoduje fałszywe wrażenie samotności u osób dla których inni ludzie właściwie mogliby nie istnieć. Zastanów się czy tak nie jest w twoim przypadku, a jeśli jest to zamiast szukać innych ludzi spróbuj uświadomić sobie że nie żyjesz dla innych tylko dla siebie i nie jesteś nikomu nic winny, także ekstrawersji. A jeśli rzeczywiście czujesz się samotny to zostaje nauczyć się budować relacje.



#7 Paolcia87

Paolcia87

    Średniozaawansowany

  • Bywalec
  • 211 postów
  • Imię:Paulina
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 18 czerwiec 2022 - 18:55

Człowiek mimo wszystko należy do stadnych istot, więc w większości przypadków potrzebujemy towarzystwa innych. Oczywiście są wyjątki od reguły, ale nie częste i te osoby w większości wiedzą, że do szczęścia nie potrzebują drugiej osoby. Poczucie osamotnienia jest im obce.
Kiedy czujemy brak,oznacza to, że jednak kogoś potrzebujemy, co jest zupełnie naturalne.

A mechanizmów zawsze można się oduczyć i zastąpić je innym, korzystniejszymi dla nas samych. Osamotnienie da się pokonać.

#8 jan_zbedny

jan_zbedny

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 15 postów
  • Imię:P.

Napisano 18 czerwiec 2022 - 22:49

Czy tak na prawdę w ogóle potrzebujesz towarzystwa ludzi? Skoro swoim zachowaniem sprawiasz żeby było ich jak najmniej, może tak na prawdę chęć niebycia samotnym wynika z presji społecznej?

 

To nie jest kwestia presji spolecznej... chcialbym miec jedna, moze kilka osob, z ktorymi moglbym sie spotkac i pogadac... brakuje mi tego...


A mechanizmów zawsze można się oduczyć i zastąpić je innym, korzystniejszymi dla nas samych. Osamotnienie da się pokonać.

 

Tez tak mysle, tylko czy taka tresura na sobie samym doprowadzi do mnie... czy moze bede juz wtedy kims innym... i czy w ogole ona da trwaly efekt... jestem sceptyczny.... zwlaszcza, ze nie mam 18 lat... nawet 25 nie mam... wiecej mam...



#9 Mart

Mart

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 12 postów
  • Imię:Marta
  • Płeć:Kobieta

Napisano 19 czerwiec 2022 - 20:43

Mam wrażenie, że oczekuje się od ludzi, żeby zawsze byli zadowoleni, zdrowi, piękni i młodzi. Dlatego tak trudno znaleźć kogoś z kim można normalnie pogadać. Z jednej strony chciałabym mieć znajomych i być aktywna społecznie, ale relacje, w których muszę się namęczyć, aby ukryć swoje problemy i udawać są bardzo męczące.

#10 jan_zbedny

jan_zbedny

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 15 postów
  • Imię:P.

Napisano 20 czerwiec 2022 - 00:48

Mam wrażenie, że oczekuje się od ludzi, żeby zawsze byli zadowoleni, zdrowi, piękni i młodzi. Dlatego tak trudno znaleźć kogoś z kim można normalnie pogadać. Z jednej strony chciałabym mieć znajomych i być aktywna społecznie, ale relacje, w których muszę się namęczyć, aby ukryć swoje problemy i udawać są bardzo męczące.

 

A gdbys nie musiala udawac? Mi sie marzy wlasnie taka relacja... bez udawania...



#11 anche

anche

    anche

  • Moderator
  • 6074 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 20 czerwiec 2022 - 11:03

Jak relacja może być prawdziwa skoro od początku się udaje kogoś innego, to się nie może udać jeśli projektujemy kogoś wg tego co uważamy za oczekiwania społeczne, a po jakimś czasie chcemy pokazać, że w sumie to jesteśmy zupełnie inni
Linia Wsparcia (24h) 800 70 2222
 
Kryzysowy Telefon Zaufania (pon-pt, 14-22) 116 123
 
ITAKA centrum wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego (24h) 22 484 88 01 
 
ITAKA antydepresyjny telefon zaufania (pon i czw, 17-20) 22 484 88 01
 
Telefon Zaufania Uzależnienia Behawioralne 801 889 880 (codziennie, 17-22 opłata tylko za pierwszą minutę)

#12 magnifique

magnifique

    Średniozaawansowany

  • Bywalec
  • 360 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Kraków

Napisano 20 czerwiec 2022 - 13:04

Mam chyba podobnie. Moim największym marzeniem jest znalezienie drugiej połówki, a kiedy ktoś mnie zaprasza na randkę to nie idę bo wole spędzić wieczór sama w domu i wymyślam wymówki. Ze znajomymi mam tak samo, najlepiej gdybym była wszędzie zapraszana a nigdzie nie musiała iść  :D Dlatego mam jedną koleżankę z którą tylko piszemy bo ona też nie lubi wychodzić i nam ten układ pasuje. 


  • Willow47 i AdAm. lubią to
I found myself in wonderland

#13 amino

amino

    Bywalec

  • Bywalec
  • 536 postów

Napisano 20 czerwiec 2022 - 15:52

 

 

Tez tak mysle, tylko czy taka tresura na sobie samym doprowadzi do mnie... czy moze bede juz wtedy kims innym... i czy w ogole ona da trwaly efekt... jestem sceptyczny.... zwlaszcza, ze nie mam 18 lat... nawet 25 nie mam... wiecej mam...

 to zależy co dla Ciebie oznacza bycie sobą. Moim zdaniem człowiek zawsze jest sobą bez względu na to czy udaje, kłamie, ubiera jedną czy drugą maskę czy jest szczery, naturalny i wyluzowany. Czy ma doła czy jest na górce. Czy słyszy głosy i ma paranoję czy nie. Bo na to jak sie w danym momencie zachowujemy i na jakie choroby czy inne zaburzenia cierpimy jest częścią naszej tożsamości. Jesli kłamiemy, udajemy czy ubieramy jakieś nawet niewygodne dla nas maski to nadal jestesmy sobą bo to my zdecydowaliśmy z sobie tylko znanych powodów, że tak chcemy w danym momencie postąpić.  Cała magia "bycia sobą czy raczej poczucia bycia sobą" leży w samoświadomości moim zdaniem.W rozumieniu samego siebie, mechanizmów jakie nami żądzą, zalet, wad, ogarniczen  i potencjału. Chyba nie da sie być bliżej "bycia sobą" niż wtedy kiedy uważnie kierujemy swoją uwagę na swoje własne potrzeby i staramy się postępować tak zeby mimo naszych kompleksów, wad, niedostatków, niemożności ect. radzić sobie tak żeby czuć się w swoim własnym ciele najlepiej jak sie da. I w tym kontekście naprawa zepsutych, błędnych, meczących nas samych mechanizmów i zastępowanie ich lepszymi dla naszego własnego samopoczucia nazwałabym raczej szukaniem drogi do samego siebie niż oddalaniem się od siebie i stawaniem sie kimś innym. Kurczowe trzymanie się tej "wersji siebie", która nam nie służy i strach, że zmiana sprawi, że nie będziemy już sobą przerabiałam i osobiście bardzo sie cieszę, że jednak to myślenie jest juz za mną. Nic lepszego dla samej siebie nie mogłam zrobić niż zmienić ten własnie schemat myślenia. Od tego wszystkie zmiany w moim życiu sie zaczęły. Chociaż był to długotrwały proces a właściwie wciaz jest bo wciąż dowiaduję sie o sobie czegoś nowego, a i zmiana mechanizmów nie jest ani łatwa ani trwała czasem. Tak sobie myślę, czy z ta trwałością efektów nie jest tak, że musi kliknąć coś w nas, zgadzać sie z naszym JA jednak, ze nie każda zmiana obiektywnie na lepsze będzie do każdego z nas pasowała, albo moze kolejność jest istotna ? że nie da się wprowadzić pewnych zmian w dowolnej sekwencji tylko musi byc zachowana pewna istotna kolejność żeby zmiany były trwałe ? W każdym razie niektóre rzeczy wchodzą jakby łatwiej i się jakoś tam utrwalają, niektóre nie chcą sie utrwalić wogóle, a jeszcze inne ostatecznie przybieraja zupełnie inną postać niż miało być w początkowych założeniach.


Użytkownik amino edytował ten post 20 czerwiec 2022 - 15:55

  • po_prostu_jestem i jan_zbedny lubią to

#14 jan_zbedny

jan_zbedny

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 15 postów
  • Imię:P.

Napisano 20 czerwiec 2022 - 20:23

Mam chyba podobnie. Moim największym marzeniem jest znalezienie drugiej połówki, a kiedy ktoś mnie zaprasza na randkę to nie idę bo wole spędzić wieczór sama w domu i wymyślam wymówki. Ze znajomymi mam tak samo, najlepiej gdybym była wszędzie zapraszana a nigdzie nie musiała iść  :D Dlatego mam jedną koleżankę z którą tylko piszemy bo ona też nie lubi wychodzić i nam ten układ pasuje. 

 

Ja tam mam druga polowke... nawet zone (w jednej osobie oczywiscie... tzn zona = druga polowka)

 

A z tymi randkami... nazywanie czegos randka jest wg mnie glupie, bo sprawia, ze takie spotkanie dwoch osob... ma w sobie z samej nazwy jakis cel... lepiej moim zdaniem tak bez celu z kims sie spotkac, pogadac... a moze cos tam sie uda...

 

Poza zona, dzieckiem, kotem, psem i nieliczna rodzina nie mam nikogo... to tak napisalem, zeby nieco usprawiedliwic moje biadolenie z wiadacego postu w tym watku...


Jak relacja może być prawdziwa skoro od początku się udaje kogoś innego, to się nie może udać jeśli projektujemy kogoś wg tego co uważamy za oczekiwania społeczne, a po jakimś czasie chcemy pokazać, że w sumie to jesteśmy zupełnie inni

 

Nie rozumiem o czym piszesz... byc moze i to, ze odczuwam osamotnienie... ze z nikim poza czesc, czesc... albo sprawami sluzbowymi nie zamieniam zbyt wielu zdan... jest zwiazane z tym, ze gdzies tam wewnatrz mnie jest jakis taki model co powinien robic taki usredniony ktos... i ze np. powinien z kims sie spotykac... omawiac cos... itp.. itd... hmmm... mysle, ze to by mzna podciagnac pod te Twoje oczekiwania spoleczne... czy dobrze Cie rozumiem...

 

Jesli dobrze, to ja czegos takiego nie mam... mialem kiedys dobrego kolege... i zauwazalem roznice w moim nastroju kiedy porozmawialismy i kiedy przez dlugi czas nie rozmawialismy... to taka chyba raczej potrzeba naturalna zeby z kims pogadac... itd... niz jakies tam wyobrazenia o oczekiwaniach spolecznych... ale moze to jakos gleboko wdrukowane we mnie, ze nie jestem w stanie tego dostrzec... moze...


Moim zdaniem człowiek zawsze jest sobą bez względu na to czy udaje, kłamie, ubiera jedną czy drugą maskę czy jest szczery, naturalny i wyluzowany.

 

 

Czy ma doła czy jest na górce. Czy słyszy głosy i ma paranoję czy nie. Bo na to jak sie w danym momencie zachowujemy i na jakie choroby czy inne zaburzenia cierpimy jest częścią naszej tożsamości. Jesli kłamiemy, udajemy czy ubieramy jakieś nawet niewygodne dla nas maski to nadal jestesmy sobą bo to my zdecydowaliśmy z sobie tylko znanych powodów, że tak chcemy w danym momencie postąpić.  Cała magia "bycia sobą czy raczej poczucia bycia sobą" leży w samoświadomości moim zdaniem.W rozumieniu samego siebie, mechanizmów jakie nami żądzą, zalet, wad, ogarniczen  i potencjału. Chyba nie da sie być bliżej "bycia sobą" niż wtedy kiedy uważnie kierujemy swoją uwagę na swoje własne potrzeby i staramy się postępować tak zeby mimo naszych kompleksów, wad, niedostatków, niemożności ect. radzić sobie tak żeby czuć się w swoim własnym ciele najlepiej jak sie da. I w tym kontekście naprawa zepsutych, błędnych, meczących nas samych mechanizmów i zastępowanie ich lepszymi dla naszego własnego samopoczucia nazwałabym raczej szukaniem drogi do samego siebie niż oddalaniem się od siebie i stawaniem sie kimś innym. Kurczowe trzymanie się tej "wersji siebie", która nam nie służy i strach, że zmiana sprawi, że nie będziemy już sobą przerabiałam i osobiście bardzo sie cieszę, że jednak to myślenie jest juz za mną. Nic lepszego dla samej siebie nie mogłam zrobić niż zmienić ten własnie schemat myślenia. Od tego wszystkie zmiany w moim życiu sie zaczęły. Chociaż był to długotrwały proces a właściwie wciaz jest bo wciąż dowiaduję sie o sobie czegoś nowego, a i zmiana mechanizmów nie jest ani łatwa ani trwała czasem. Tak sobie myślę, czy z ta trwałością efektów nie jest tak, że musi kliknąć coś w nas, zgadzać sie z naszym JA jednak, ze nie każda zmiana obiektywnie na lepsze będzie do każdego z nas pasowała, albo moze kolejność jest istotna ? że nie da się wprowadzić pewnych zmian w dowolnej sekwencji tylko musi byc zachowana pewna istotna kolejność żeby zmiany były trwałe ? W każdym razie niektóre rzeczy wchodzą jakby łatwiej i się jakoś tam utrwalają, niektóre nie chcą sie utrwalić wogóle, a jeszcze inne ostatecznie przybieraja zupełnie inną postać niż miało być w początkowych założeniach.

 

hmmm... ladnie napisaane... dzieki za te slowa... Wydaje mi sie, ze masz troszke racji w tym o czym piszesz... ale nie do konca... nie wchodzac w szczegoly... kiedy tak wczesniej wierzylem w "prace nad soba"... to staralem sie... za rada psychoterapeuty "przelamywac swoje leki" i malymi krokami robic to czego sie bardzo obawialem... kosztowalo mnie to wiele... i z czasem zdalem sobie sprawe z tego, ze to nie jestem ja... ze to nie sa moje naturalne zachowania... i ze takie "przelamywanie swoich lekow" prowadzi do innego mnie, ktory kloci sie z tym prawdziwym mna... a to co to znaczy "prawdziwy ja", to raczej bardziej pytanie filozoficzne... niz takie, ktore ma jednoznaczna i scisla odpowiedz... wydaje mi sie, ze "prawdziwy ja" mozna zdefiniowac jako suma genow, wlasnych doswiadczen, ktore tak wyrzezbily mnie... i jeszcze zahartowaly.... ze wszelkie proby zmiany tej zastanej sytuacji musza skonczyc sie tylko malo istotnymi, kosmetycznymi zmianami... i problem w tym, zeby sie z tym pogodzic... oczywiscie trzebaby jeszcze okreslic chwile w czasie kiedy to rzezbienie sie konczy... ja tak szacuje, ze granica 40 lat jest takim dobrym punktem... ale pewnie zalezy to od osoby...



#15 amino

amino

    Bywalec

  • Bywalec
  • 536 postów

Napisano 21 czerwiec 2022 - 16:41

 

 

ze wszelkie proby zmiany tej zastanej sytuacji musza skonczyc sie tylko malo istotnymi, kosmetycznymi zmianami... i problem w tym, zeby sie z tym pogodzic... oczywiscie trzebaby jeszcze okreslic chwile w czasie kiedy to rzezbienie sie konczy... ja tak szacuje, ze granica 40 lat jest takim dobrym punktem... ale pewnie zalezy to od osoby...

 

Pogadamy jak będziesz miał te 40 lat :P Ja mając 35 dopiero zaczęłam wogóle coś świadomie ze sobą robić, wczesniej płynęłam z prądem wogóle nieświadoma nawet swojej hmmm... umysłowej przypadłości. A zanam osoby, które dopiero w wieku 40 lat się ocknęły z życiowego letargu i dopiero wtedy wzięły swoje życie we własne rece i zaczęły na sobą pracować.

 

Co do przełamywania lęków, o którym napisałeś to potrafie sobie wyobrazić zarówno taki scenariusz, w których człowiekowi to pomoże bo mimo początkowego dużego wysiłku potem bedzie mu szło coraz lżej i lżej az w końcu lęki zostana oswojone albo znikną, ale potrafie sobie tez wyobrazić scenariusz, w którym z czasem nie robi sie lżej i kazde takie przełamanie bedzie wymagało dużego nakładu sił co niekoniecznie się długofalowo opłaci, no ale póki sie nie spróbuje to sie nie bedzie wiedziało czy jest sie typem A czy B i czy warto czy nie. trzeba metoda prób i błędów wypróbować na swoim własnym organiźmi co nam służy a co nie i np. lepiej i łatwiej zaakceptować jakieś swoje ograniczenie niż je na siłę przeskakiwać.



#16 anche

anche

    anche

  • Moderator
  • 6074 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 21 czerwiec 2022 - 22:21

 

Ja tam mam druga polowke... nawet zone (w jednej osobie oczywiscie... tzn zona = druga polowka)

 

A z tymi randkami... nazywanie czegos randka jest wg mnie glupie, bo sprawia, ze takie spotkanie dwoch osob... ma w sobie z samej nazwy jakis cel... lepiej moim zdaniem tak bez celu z kims sie spotkac, pogadac... a moze cos tam sie uda...

 

Poza zona, dzieckiem, kotem, psem i nieliczna rodzina nie mam nikogo... to tak napisalem, zeby nieco usprawiedliwic moje biadolenie z wiadacego postu w tym watku...


 

Nie rozumiem o czym piszesz... byc moze i to, ze odczuwam osamotnienie... ze z nikim poza czesc, czesc... albo sprawami sluzbowymi nie zamieniam zbyt wielu zdan... jest zwiazane z tym, ze gdzies tam wewnatrz mnie jest jakis taki model co powinien robic taki usredniony ktos... i ze np. powinien z kims sie spotykac... omawiac cos... itp.. itd... hmmm... mysle, ze to by mzna podciagnac pod te Twoje oczekiwania spoleczne... czy dobrze Cie rozumiem...

 

Jesli dobrze, to ja czegos takiego nie mam... mialem kiedys dobrego kolege... i zauwazalem roznice w moim nastroju kiedy porozmawialismy i kiedy przez dlugi czas nie rozmawialismy... to taka chyba raczej potrzeba naturalna zeby z kims pogadac... itd... niz jakies tam wyobrazenia o oczekiwaniach spolecznych... ale moze to jakos gleboko wdrukowane we mnie, ze nie jestem w stanie tego dostrzec... moze...


 

hmmm... ladnie napisaane... dzieki za te slowa... Wydaje mi sie, ze masz troszke racji w tym o czym piszesz... ale nie do konca... nie wchodzac w szczegoly... kiedy tak wczesniej wierzylem w "prace nad soba"... to staralem sie... za rada psychoterapeuty "przelamywac swoje leki" i malymi krokami robic to czego sie bardzo obawialem... kosztowalo mnie to wiele... i z czasem zdalem sobie sprawe z tego, ze to nie jestem ja... ze to nie sa moje naturalne zachowania... i ze takie "przelamywanie swoich lekow" prowadzi do innego mnie, ktory kloci sie z tym prawdziwym mna... a to co to znaczy "prawdziwy ja", to raczej bardziej pytanie filozoficzne... niz takie, ktore ma jednoznaczna i scisla odpowiedz... wydaje mi sie, ze "prawdziwy ja" mozna zdefiniowac jako suma genow, wlasnych doswiadczen, ktore tak wyrzezbily mnie... i jeszcze zahartowaly.... ze wszelkie proby zmiany tej zastanej sytuacji musza skonczyc sie tylko malo istotnymi, kosmetycznymi zmianami... i problem w tym, zeby sie z tym pogodzic... oczywiscie trzebaby jeszcze okreslic chwile w czasie kiedy to rzezbienie sie konczy... ja tak szacuje, ze granica 40 lat jest takim dobrym punktem... ale pewnie zalezy to od osoby...

 

Ja odnosiłam się do wpisu Mart raczej, omyłkowo jej nie oznaczyłam, ale fajnie, że mogłeś w tym znaleźć i coś dla siebie.

 

Ja natomiast nie rozumiem tego "kosztowalo mnie to wiele... i z czasem zdalem sobie sprawe z tego, ze to nie jestem ja... ze to nie sa moje naturalne zachowania... i ze takie "przelamywanie swoich lekow" prowadzi do innego mnie, ktory kloci sie z tym prawdziwym mna."
Bo skoro ""prawdziwy ja" mozna zdefiniowac jako suma genow, wlasnych doswiadczen, ktore tak wyrzezbily mnie... i jeszcze zahartowaly" to odcinanie się od doświadczeń i trzymanie tego co było brzmi jak izolowanie i ograniczanie "prawdziwego ja". To takie jakbyś teraz nie mógł już zjeść nic czego nie jadłeś, bo mogłoby to zmienić Twój gust i coś innego mogłoby być Twoją ulubioną potrawą.

 

Dla mnie bycie prawdziwym to bycie szczerym, bycie w kontakcie ze swoimi uczuciami, myślami i intuicją. 

Nie uważam, że trzeba dążyć do jakiegoś "wychodzenia ze strefy komfortu" czy stawać się "lepszą wersją siebie", ale żeby słuchać tych naszych wewnętrznych potrzeb i pragnień, wołań serca, bo to one mówią nam o tym co nasz uszczęśliwia.
 

Też mi tak przychodzi, że nie ma nic złego w kłótni "starego" i "nowego" ja, kłótnie to wymiana zdań, intensywna, z podwyższonym ładunkiem emocjonalnym dzięki której dwie strony o różnych poglądach mogą wyłożyć swoje racje. I dalej pomiędzy tym starym i tym nowym jest ktoś kto jeszcze słucha tej kłótni i to ten ktoś podejmie decyzję jak zrobi kolejnym razem i co wybierze.


Linia Wsparcia (24h) 800 70 2222
 
Kryzysowy Telefon Zaufania (pon-pt, 14-22) 116 123
 
ITAKA centrum wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego (24h) 22 484 88 01 
 
ITAKA antydepresyjny telefon zaufania (pon i czw, 17-20) 22 484 88 01
 
Telefon Zaufania Uzależnienia Behawioralne 801 889 880 (codziennie, 17-22 opłata tylko za pierwszą minutę)

#17 jan_zbedny

jan_zbedny

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 15 postów
  • Imię:P.

Napisano 22 czerwiec 2022 - 07:32

 

Pogadamy jak będziesz miał te 40 lat :P Ja mając 35 dopiero zaczęłam wogóle coś świadomie ze sobą robić, wczesniej płynęłam z prądem wogóle nieświadoma nawet swojej hmmm... umysłowej przypadłości. A zanam osoby, które dopiero w wieku 40 lat się ocknęły z życiowego letargu i dopiero wtedy wzięły swoje życie we własne rece i zaczęły na sobą pracować.

 

Co do przełamywania lęków, o którym napisałeś to potrafie sobie wyobrazić zarówno taki scenariusz, w których człowiekowi to pomoże bo mimo początkowego dużego wysiłku potem bedzie mu szło coraz lżej i lżej az w końcu lęki zostana oswojone albo znikną, ale potrafie sobie tez wyobrazić scenariusz, w którym z czasem nie robi sie lżej i kazde takie przełamanie bedzie wymagało dużego nakładu sił co niekoniecznie się długofalowo opłaci, no ale póki sie nie spróbuje to sie nie bedzie wiedziało czy jest sie typem A czy B i czy warto czy nie. trzeba metoda prób i błędów wypróbować na swoim własnym organiźmi co nam służy a co nie i np. lepiej i łatwiej zaakceptować jakieś swoje ograniczenie niż je na siłę przeskakiwać.

 

ale ja juz przekroczylem 40-ke... pare lat temu... :)



#18 jan_zbedny

jan_zbedny

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 15 postów
  • Imię:P.

Napisano 23 czerwiec 2022 - 18:18

Wczoraj bylem na takiej kolacji pozegnalnej jednego starszego pracownika... w zasadzie naszego szefa, ktorego bardzo szanowalem i bardzo lubilem... na tym spotkaniu bardzo sie zdolowalem... ludzie na tym spotkaniu byli starsi ode mnie... i byc moze maja jakies tam wspolne historie... ale szybko stworzyla sie taka sytuacja... ze ja siedze sam... wokol mnie nie ma nikogo... i ja tylko obmyslam jak sie stand niepostrzezenie wymknac... widzialem, ze inni wychodzacy ze spotkania zegnaja sie z bylym szefem i dopiero wychodza... w koncu jakos udalo mi sie zdobyc na odwage... zawsze myslalem sobie, ze problem jest z otoczeniem... mojego wyobcowania... ze nie pasuje tu czy tam... wczorajsze spotkanie uswiadomilo mi to, ze problem jednak jest ze mna... obserwowalem takiego Pana... jak prowadzil rozmowe... raz z tym... raz z tamtym... i pomyslalem sobie... ze gdziekolwiek bym sie nie znalazl to zawsze bedzie tak samo... bede czul taki przerazliwy lek przed kontaktami z ludzmi i odslanianiem siebie... nie wiem... moze mozna to jakos wypracowac... ale po wczorajszym dniu mam siebie dosc... :(



#19 anche

anche

    anche

  • Moderator
  • 6074 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 25 czerwiec 2022 - 01:07

Zdobyłeś się na odwagę i zrobiłeś co chciałeś, brawo :)
Linia Wsparcia (24h) 800 70 2222
 
Kryzysowy Telefon Zaufania (pon-pt, 14-22) 116 123
 
ITAKA centrum wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego (24h) 22 484 88 01 
 
ITAKA antydepresyjny telefon zaufania (pon i czw, 17-20) 22 484 88 01
 
Telefon Zaufania Uzależnienia Behawioralne 801 889 880 (codziennie, 17-22 opłata tylko za pierwszą minutę)

#20 ostatniaszansa

ostatniaszansa

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 35 postów
  • Imię:mefisto

Napisano 26 czerwiec 2022 - 20:17

@jan_zbedny uwielbiam taki styl pisania?





Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych