Cześć...
Warto by było zacząć od tego, że gdy przekroczy się magiczną barierę czasów szkolnych bardzo trudno o nowe znajomości. To w latach nauki spotykamy dziesiątki ludzi z wachlarzem charakterów, poglądów, osobowości... Jeżeli mamy szczęście z takich lat możemy wynieść przyjaźnie na całe życie, jeśli mamy pecha wyniesiemy traumy. Ja raczej wyniosłem to drugie. Lata mijają, stoję u progu wieku Chrystusowego i tak właściwie błąkam się po różnych forach i miejscach w Internecie próbując znaleźć kogoś do pogadania... Tylko, że nigdzie mi szczególnie nie wychodzi...
To nie tak, że nie umiem rozmawiać. Nawet powiedziałbym, że przez pracę czy obowiązki nauczyłem się być wygadaną osobą.
Po prostu brakuje mi kogoś z kim rozmowa nie byłaby obowiązkiem, a stała się miłym wypełniaczem czasu.
Może moim problemem jest to, że nie mam typowych poglądów na życie jakie wypadało by mieć w moim wieku? Chyba najtrudniejsze w poznawaniu jest to, że nie lubię dzieci. Nie mam instynktu macierzyńskiego, a obecność szkrabów na spotkaniach jest dla mnie problematyczna. Natomiast większość osób w moim wieku to już ludzie którzy mają przeważnie małe, bądź trochę bardziej wyrośnięte dzieci. Nie lubię też rozmów o dzieciach, opiece, trudach wychowania... Tego mam aż nadto w pracy...
Nie należę też do ludzi wulgarnych, a przeklinam tylko ''teatralnie".
Z kolei rzeczy które lubię jest już dużo więcej: Historia zwłaszcza wielkie wojny, biologia, popkultura szczególnie lat 80 i 90, okultyzm, filozofia, teologia... Długo by wymieniać. Sporo czytam (raczej podręczników) i sam też piszę (przeważnie fantastykę).
Jestem osobą trochę wypaloną, źle radzę sobie zwłaszcza z upływem czasu i przemijaniem. Uważam, że zmarnowałem nastoletnie lata i mam z tego powodu straszny kompleks. Próbuję to nadrabiać dlatego zabierałem się za masę rzeczy: Fotografuje, pojawiam się czasem na koncertach rockowych i metalowych, kupiłem motocykl...ale gdzieś z tyłu głowy ciągle mam tykające - ''Za późno, już nie nadrobisz"
Czemu w ogóle tu piszę? Nie dlatego, że mam nadzieję... Po kolejnym i kolejnym forum, grupie, stowarzyszeniu nie mam już nawet nadziei na to, że spotkam kogoś kogo nazwę przyjacielem/ przyjaciółką... Tylko, że tą "nadzieję" tak bardzo chciałbym mieć...
Pozdrawiam ![]()







