Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Nawet nadzieja umarła


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
14 odpowiedzi w tym temacie

#1 Hopeless89

Hopeless89
  • Imię:Anna
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Wrocław

Napisano 30 październik 2021 - 22:27


W sumie to nawet nie wiem od czego zacząć. Może wprost: mam 32 lata i od 18 lat cierpię na depresję.

Zajrzałam tutaj, bo zostałam na świecie zupełnie sama, bez rodziny i przyjaciół, może chciałam poczuć choćby odrobinę ludzkiej bliskości, nawet przez ekran komputera.

Jak się to wszystko u mnie zaczęło? Miałam dość burzliwe życie, które opiszę w maksymalnym skrócie. Czasem śmieję się przez łzy, że wszystko, co mogło mnie zniszczyć już mi się przytrafiło, więc gorzej już nie może być. A potem znowu życie mnie zaskakuje. Ale po kolei, może jak wyrzucę to z siebie to poczuję się lepiej. Albo nie. Zobaczymy.

Jako dziecko na porządku dziennym była w moim domu przemoc ze strony kogoś, kogo nie nazywam już dawno ojcem. Klepaliśmy biedę, ale mimo wszystko mama starała się jak mogła pracując po kilkanaście godzin na dobę. W wieku dwóch lat doznałam poważnego poparzenia- 25% ciała, dawano mi marne szanse na przeżycie. Ale przeżyłam, blizny pozostały do teraz choć z każdym rokiem coraz mniej widoczne. Po tym wypadku przestałam się odzywać na cztery lata. Mama ciągała mnie na terapie, gdzie błędnie zdiagnozowano autyzm. Teraz sama już wiem, że był to silny stres pourazowy. Na szczęście zaczęłam mówić przed pójściem do szkoły. Byłam wybitnie uzdolniona, więc zaczęto mnie wysyłać na spotkania z psychologami, gdzie okazało się, że mam bardzo wysoki iloraz inteligencji. To mi pomogło w pierwszych latach życia, byłam niesamowicie lubiana, przewodnicząca klasy... milion kółek zainteresowań. Byłam nawet szczęśliwym dzieckiem, bo mój "ojciec" rzadko pojawiał się w domu, a mama była cudowną osobą. Gdy miałam 7 lat mój brat miał "wypadek" spowodowany przez biologicznego ojca, niewiele brakowało, a straciłby wzrok. Wtedy mama postanowiła wziąć rozwód. Nie do końca rozumiałam to jako dziecko. Myślałam, że wszystko się ułoży...

Gdy miałam 8 lat mama wyszła ponownie za mąż za lekarza, który miał całkiem sporo kasy. Wyprowadziliśmy się i pierwsze lata to była sielanka. Ale okazało się, że ojczym cierpi na głęboką depresję, temat śmierci zaczął pojawiać się praktycznie przy każdej rozmowie. Powoli doprowadziło to do depresji moją mamę, która zajadała i zapijała smutki. Moje życie zaczęło się zmieniać.

W wieku czternastu lat zostałam zgwałcona przez dwa lata starszego chłopaka, któremu ufałam. Wtedy zaczęły się pierwsze oznaki mojej depresji, bardzo dużo schudłam, przestałam być towarzyska, a zaczęłam mieć wręcz problem z wysławianiem się przy ludziach. W szkole zaczęłam być "szarą myszką". Nie powiedziałam o niczym rodzinie, bo mieli własne problemy. Zaczęły się też bezsenne noce...

Jakoś tak funkcjonowałam, poznałam fajnego chłopaka, który poznał moją historię i zakochałam się w nim. W tym samym czasie przez lekkomyślność moich rodziców zaczęliśmy mieć problemy finansowe. Więc wyprowadziliśmy się kilkaset kilometrów dalej. Oczywiście kontakt z moją pierwszą miłością się urwał. Głupio mówić o tym wprost, ale byłam wtedy "niezłą laską", więc mając 17 lat przebierałam w chłopakach. Byłam w stanie zrobić wszystko dla każdego, kto tylko wykazał jakieś zainteresowanie moją osobą. Przypuszczam, że po gwałcie było to jakieś odhamowanie seksualne, nie wiem. Ale poznałam kogoś, chodziliśmy w liceum do jednej klasy. Chłopaka, który bardzo mnie szanował i układało nam się świetnie... do czasu.

Po liceum zamieszkaliśmy razem, zaczęliśmy studia, pracę, po prostu wspólne życie. Rozmawialiśmy o ślubie i wspólnej przyszłości. Niestety któregoś dnia zwyczajnie powiedział, że przestał mnie kochać. Wpadłam w dołek, rzuciłam pracę, studia i wróciłam do rodzinnego domu. Przesiedziałam tam z ciężką depresją pół roku. Ale nie chciałam się poddawać. Zaczęłam kolejne studia. Wyprowadziłam się Wrocławia i całkiem nieźle mi szło, ale nadal miałam problem z choćby małymi wystąpieniami publicznymi. Wykładowcy mówili, że jestem bardzo zdolna, ale nie widzą szans na obronę pracy, gdy przy wypowiadaniu choćby kilku słów publicznie byłam na granicy omdlenia. Zaczęłam wpadać w nieciekawe towarzystwo, narkotyki, alkohol, totalnie się wtedy pogubiłam. Postanowiłam więc wziąć urlop dziekański i znalazłam pracę. Udało mi się wyjść z nałogów, choć było mi bardzo ciężko.

Ale pracując przez półtora roku na ponad etat za marne grosze zaczęłam widzieć powoli swój bezsens istnienia. Popadłam, może nawet nie w depresję, ale jakąś katatonię. Rzuciłam pracę i przestałam wychodzić z domu, barykadowałam się nawet w pokoju. Przyjechała po mnie cała rodzina i zabrała mnie z powrotem do siebie. Wysłali mnie do psychiatry, który przepisywał mi leki. Oczywiście nic nie dawały, więc by uniknąć efektów ubocznych przestałam je brać. Odleciałam wtedy w pisanie, zaczęłam pisać książki. I to naprawdę pomogło. Stanęłam na nogi.

Ponownie wyprowadziłam się z domu rodzinnego i rozpoczęłam studia, tym razem zdeterminowana jak nigdy. Szło mi świetnie, ale zaszłam w ciążę w wieku 24 lat. Ojciec dziecka zostawił mnie i wyparł się wszystkiego, wpadłam w jeszcze gorszą depresję niż kiedyś.To doprowadziło do tego, że poroniłam w 9 tygodniu ciąży. To złamało mnie bardziej, niż wszystko inne w moim życiu. Znowu zawaliłam studia i nie widziałam sensu życia pogrążona w żałobie. Zaczęłam szukać wsparcia w internecie i chyba po raz pierwszy w życiu naprawdę się zakochałam. Chyba pierwszy raz byłam szczęśliwa, nie przedłużając, zostawił mnie. Wtedy też dowiedziałam się, że moja mama ma raka i potrzebuje opieki. Działałam jak autopilot, miałam wrażenie, że umieram od środka. Ale mamie zaczęło się poprawiać, więc mogłam znowu spróbować ułożyć sobie życie.

Egzystowałam jak roślina mieszkając u rodziców. Uratował mnie mój przyjaciel, który zaproponował wspólną przeprowadzkę do Wrocławia. Znalazłam pracę, mieszkaliśmy wspólnie, tylko jako przyjaciele. Nie byłam szczęśliwa. Po prostu byłam. Z czasem zmieniłam pracę, zamieszkałam sama w wynajmowanym ponurym garażu...

I oto jestem. Nienawidzę swojej pracy, brakuje mi pieniędzy na życie, jestem cholernie samotna. Ponad rok temu zmarła moja mama. Zostałam z ojczymem, którego nie potrafię znieść i niestabilnym emocjonalnie bratem, który wczoraj postanowił zakończyć kontakt z rodziną i kazał mi się od niego (żeby nie mówić nieładnie) odczepić. W sierpniu zeszłego roku miałam próbę samobójczą, prawie udaną. Ale moje życie jest zbyt powalone, żeby się udała. Najwidoczniej.

Walczę cały czas. Chodzę do pracy jak robot, wracam do pustego mieszkania (garażu) i co wieczór płaczę w poduszkę. Próbowałam nawet ułożyć sobie z kimś życie, ale zawsze kończy się na "jesteś zbyt smutna", "najpierw się ogarnij", "nikt nie chce być z kimś, kto jest zawsze nieszczęśliwy" itd itp.

I to doprowadziło mnie do dzisiejszego wieczoru, Popijam drinka, słucham Vivaldiego, próbuję się nie zabić i piszę tego posta, bo może ktoś choć odrobinę zrozumie moją sytuację.

Myślę, że wszystkiemu jestem winna ja i tylko ja.

Więc jestem Ania, mam 32 lata i przegrałam swoje życie. Miło Was poznać.

 

 

 


  • Sebastian89, Teraźniejszy i RolexSubmariner lubią to

#2 Tapicer

Tapicer
  • Imię:Paweł

Napisano 31 październik 2021 - 08:24

Witamy na forum, dobrze że piszesz.
Próby samobójcze są właśnie próbą zwrócenia na siebie uwagi, że potrzebuje się pomocy.
To NIE jest tak, że to ty jesteś winna, wręcz przeciwnie jesteś nie winna. To przez te wszystkie traumy które Cię spotkały, wpłynęły na ciebie tak jak sama słusznie zauważyłaś, na temat stresu pourazowego.
Osoby które są wrażliwe często przywiązują wagę do różnych błahych sytuacji, tak wiem że to co cię spotkało to są traumatyczne przeżycia, ale chcę tu zaznaczyć, że introwertycy mają właśnie skłonności do nawrotów epizodów depresji i osoby ze skłonnościami do perfekcjonizmu.
Napisałaś, że Najwidoczniej walczysz cały czas i bardzo dobrze, więc nie przegrałaś.

#3 Hopeless89

Hopeless89
  • Imię:Anna
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Wrocław

Napisano 31 październik 2021 - 17:25

Moja próba samobójcza nie była próbą zwrócenia na siebie uwagi. Bo w sumie czyjej uwagi? Ja naprawdę chciałam przestać istnieć. Gdyby nie mój były chłopak, którego zaniepokoiło moje zachowanie, gdyby nie wezwał policji, która potem wezwała pogotowie... Pewnie już nie pisałabym tej wiadomości. Leżąc w szpitalu śmiałam się przez łzy, że nawet zabić się nie umiem. Nawet to mi nie wyszło. Teraz przed samobójstwem powstrzymuje mnie jedynie myśl, że może się znowu nie udać, a w szpitalu naprawdę nieciekawie traktuje się osoby po próbach samobójczych. Wolałabym tego znowu nie przeżywać.



#4 Tapicer

Tapicer
  • Imię:Paweł

Napisano 31 październik 2021 - 19:21

Zwrucieni uwagi kogokolwiek, lekarzy, rodziny, chłopaka, przyjaciół.

https://www.poradnik...-Cz2x-HBpm.html

Jeśli nie chcesz znów tego przeżywać i w garażu też zapewne nie chcesz mieszkać, to czy może nie należało by zastanowić się nad rozpoczęciem konstruktywnego leczenia, im wcześniej się zacznie tym wcześniej, można wyzdrowieć.
Ja gdybym wiedział wcześniej, że załamanie nerwowe zamienię się w ciężką depresję, odrazy poleciał bym po pomoc, moja mama ma schizofrenię i chad, a psychotata depresję i alkoholizm, więc ja genetycznie mam p.........e tylko że ja sobie obiecałem, że będę walczył aż do skutku.
Choćbym miał iść na elektrowstrząsy, zawsze będzie ciekawe przeżycie i zrobią badania.

Użytkownik Tapicer edytował ten post 31 październik 2021 - 19:19


#5 Hopeless89

Hopeless89
  • Imię:Anna
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Wrocław

Napisano 31 październik 2021 - 19:25

Jeżeli znajdujesz siłę do walki to zazdroszczę. Też ją miałam. Ale poległam. Od piątku nie mam siły zrobić sobie kanapki, więc co tu wspominać o jakiejś walce. Nie mam na nią już siły.



#6 Tapicer

Tapicer
  • Imię:Paweł

Napisano 01 listopad 2021 - 07:22

Walką jest właśnie wstanie z łóżka, jeśli nie jesz to nie będziesz miała siły.
Możesz nawet brać witaminy i minerały na wzmocnienie, ja gdy ich nie biorę to mam na każdym kroku automatyczne myśli i w ogóle nie potrafię żyć.

#7 Teraźniejszy

Teraźniejszy
  • Imię:Anastazy

Napisano 01 listopad 2021 - 18:37

@Hopeless89 ,, miło mi,  cię poznać .



#8 Willow47

Willow47
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano 01 listopad 2021 - 20:22

Witaj. Dobrze, że jesteś. Może zamiast drinka wypij witaminy? Zacznij terapię, leczenie, zrób coś dla siebie? Umów się z kimś na spacer, wyjdź do galerii i pogap się na ludzi....nie wiem, cokolwiek, co wyciągnie cię z marazmu. Najważniejsze to zacząć. `Nawet najmniejszy kroczek to sukces w walce z bezsilnością wobec siebie. 


Dołączona grafika
 
Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

#9 piter1337

piter1337
  • Imię:Piotr
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Wrocław

Napisano 09 listopad 2021 - 17:36

Hej, też jestem z Wrocka, możesz do mnie napisać jeśli chcesz, nie jestem ciekawy ale może trochę będzie Ci lepiej. Pozdrawiam, trzymaj się



#10 Dora123

Dora123
  • Imię:Dorota
  • Płeć:Kobieta

Napisano 23 listopad 2021 - 21:25

Masz 32 lata, nie przegrałaś życia, ono dopiero się zaczyna. Ja też od dzieciństwa mam depresję. Przez większość życia byłam sama, bez znajomych, przyjaciół, związków. Mam 40 lat. W sierpniu wzięłam ślub. Kochamy się. Mój mąż też jest po przejściach. Mówi, że jego życie zaczęło się po 40-ce. Obecnie oboje pracujemy i uczymy się. Mamy 2 kochane psiaki, kilkoro fajnych znajomych. Czasem bywa ciężko, jesteśmy zmęczeni, depresja daje o sobie znać, ale staramy się wspierać. 4 lata temu byłam w takim stanie jak Ty. Nie miałam siły walczyć, przerastały mnie takie rzeczy jak kąpiel, przygotowanie jedzenia, spacer z psem. Chciałam zniknąć. To, że przeżyłaś próbę samobójczą to znak, że masz żyć. Na początek na pewno potrzebujesz leczenia, mogą być potrzebne leki, ale dobrze dobrane. Czasem dopiero któryś z kolei dobrze zadziała. Działanie mózgu to chemia i czasem brakuje jakiegoś składnika, czasem trzeba dodać go sztucznie, żeby "oszukać" mózg, by dał nam siłę na walkę z naszymi demonami. A Ty masz ich sporo. Wiele przeszłaś, tyle razy podnosiła się po dramatach, walczyłaś. Jesteś silna, tylko potrzebujesz wsparcia. Wyrzucenie z siebie myśli i emocji też pomaga. Zastanawiałaś się nad szpitalem? Tam nie jest tak jak w starych filmach. Poznałam tam ludzi z podobnymi problemami, z niektórymi mam kontakt do dziś. Wspieramy się. Walcz o siebie!

#11 Nann

Nann
  • Płeć:Kobieta

Napisano 23 listopad 2021 - 22:21

Czesc. Mamy duzo wspolnego, ale przede wszystkim - odloz tego cholernego drinka. Pozdrawiam.


  • Teraźniejszy lubi to

#12 Hopeless89

Hopeless89
  • Imię:Anna
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Wrocław

Napisano 27 listopad 2021 - 21:11

Witaj. Dobrze, że jesteś. Może zamiast drinka wypij witaminy? Zacznij terapię, leczenie, zrób coś dla siebie? Umów się z kimś na spacer, wyjdź do galerii i pogap się na ludzi....nie wiem, cokolwiek, co wyciągnie cię z marazmu. Najważniejsze to zacząć. `Nawet najmniejszy kroczek to sukces w walce z bezsilnością wobec siebie. 

Aktualnie nie piję alkoholu przez leki. Wyszłam na spacer, pogapiłam się na ludzi... Nienawidzę ich, wszystkich. ZACZĘŁAM, bo rozmawiam z Wami. Zaczęłam, bo staram się wychodzić. Nie pomaga, a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że jest gorzej.



#13 Nann

Nann
  • Płeć:Kobieta

Napisano 27 listopad 2021 - 22:51

@Hopeless89  tak z ciekawosci: studiujesz cos`?



#14 sebastian86

sebastian86
  • Imię:Sebek

Napisano 28 listopad 2021 - 11:32

u mnie nadzieja gasnie coraz bardziej im starszy jestem



#15 Sebastian89

Sebastian89
  • Gadu-Gadu:13091222
  • Imię:Nikt
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 28 listopad 2021 - 13:30

Przykra historia...







Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych