Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

WITAM


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
1 odpowiedź w tym temacie

#1 Miszkaaa

Miszkaaa
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 13 wrzesień 2021 - 20:50


Witam.Jestem nowy w tych sprawach,pierwszy raz pisze o tym co czuje,ale chyba już doszedłem do kresu,
gdzie tłumienie tego prowadzi mnie do samozagłady.
"Przeżyłem" całe szczęscie..już to raz jako nastolatek,może nie taki całkiem młody.
Miałem problemy z alkocholem,samookaleczenia i w końcu próby samobójcze.
Nie zawsze wychodziły,może byłem za słaby ,zeby to porządnie zrobić,
ale po którymś razie,było blisko.Nie miało być rodziców w domu,najadłem sie jakiś psychotropów czy czegoś tam,
kolega mi załatwił ale nie wiedział po co mi one,duża dawka alku i nie pamiętam co było potem.
Obudziłem sie po paru dniach w szpitalu,okazało sie,że rodzice wrócili,bo im nie wypalił wyjazd ze znajomymi.
Oczywiście po tym,jakoś mnie ogarneli,przez znajomych znajomych znalezli mi psychoterapeute,może nie do końca,
bo  tamtym latach to tylko psychiatrzy przyjmowali w przychodniach(no młodości pierwszej nie jestem)
 a na pewno w moim mieście.
Kobitka była na prawde super,dużo rozmów i poświecała mi kupe czasu,nie brałem żadnych leków,same rozmowy z nią
dały mi tyle,że postawiła mnie nogi.
Pytanie dlaczego do tego doszło,otóż od narodzin choruje na pewna chorobe,która nie jest uciążliwa fizycznie,
ale wyczerpująca psychike.
Od młodego byłem inny,rodzice jakoś przeszli nad tym do porzadku dziennego,nigdy mnie nie spytali jak sie czuje,
czy cos sie dzieje,bylem zamkniety a zarazem otwarty,bardzo potrzebowałem kontaktu z innymi.
Po wyjściu"na prostą"zakochałem się od pierwszego wejrzenia i to istnieje na prawdę,to była koleżanka koleżanki.
po jakimś czasie ona wyszła za mąż,to nie był jakis duży cios,
ponieważ nie dopuszczałem do siebie na dłużej żadnej dziewczyny.
Nie mogłem sobie na to pozwolic.
Kolegowaliśmy się i to mi starczało.
Po paru latach powiedziała mi,że mnie kocha,to był strzał,mnóstwo mysli,ze masakra.
Troche streszcze.Byliśmy,ze sobą 10 lat od 8 miesięcy juz nie.
No i wróciły demony z lat,mimo swiadości.że są teraz możliwości poradzenia sobie z tym,nie potrafie,
poszedłem po bandzie wszystko co możliwe,2 miesiace temu wylądowalem w szpitalu,
powinienem odpuścić?pewnie tak,ale dałem rade przez 3 tygodnie i znowu ogień.
Nie mam nikogo tak na prawde nikogo z kim mogę porozmawiać,żeby się tak otworzyć.
Praca i tylko praca,ona jeszcze mi daje "normalność'pracuje codziennie po 10-12 godzin a jak mam pracować 8,
to jest kara dla mnie,powrót do domu do czterech ścian i alkochol i cos tam jeszcze i myślenie o rozstaniu,samotności o,
tym co bedzie dalej,wali mnie po łbie.


#2 Willow47

Willow47
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano 15 wrzesień 2021 - 13:14

Witaj. Trudne doświadczenia za tobą, wiele smutku i cierpień. Rozumiem, że rozstanie z partnerką to była ta kropla dopełniająca miary.....popłynąłeś.....Ale sam widzisz jak jest, picie czy inne zagłuszacze nie pomagają. Praca niestety też nie. W Japonii mają na to nawet określenie, śmierć z przepracowania - karoshi.

 

Na forum sporo osób walczy z depresją po rozstaniu, utracie ukochanej osoby. Znajdziesz tu i wsparcie i dobre rady i motywację a czasami potrząśnięcie, żeby się zebrać do kupy. Jest też wątek dla osób uzależnionych i tam naprawdę znajdziesz cenne rady od tych, którzy walczą z tym samym demonem.

 

Zapraszam cię do dzielenia się swoimi przemyśleniami. Głowa do góry, nie jesteś sam!


Dołączona grafika
 
Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 





Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych