Skocz do zawartości


Zdjęcie
- - - - -

jak u was z pracą?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
89 odpowiedzi w tym temacie

#61 Oreganok

Oreganok

    Średniozaawansowany

  • Bywalec
  • 345 postów
  • Gadu-Gadu:Przecież GG już nie działa
  • Imię:Karim
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 01 listopad 2021 - 12:03


Pan Sebastian ma pełne prawo zmieniać się na lepsze w swoim tempie i ganienie Go,

że nie bierze odpowiedzialności za szybką poprawę swojego stanu psychicznego i zawodowego

wynikało tylko i wyłącznie z mojego braku rozumienia Jego drogi życiowej. Mam nadzieję, że mi to kiedyś wybaczy. :D


Użytkownik Oreganok edytował ten post 01 listopad 2021 - 12:04

----------------------------

Meet me on the dark side.


#62 Tapicer

Tapicer

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 130 postów
  • Imię:Paweł

Napisano 01 listopad 2021 - 16:10

Ja mam teraz chorobowe i zaraz jadę do szpitala.

#63 Zołza

Zołza

    Bywalec

  • Bywalec
  • 533 postów
  • Imię:D
  • Płeć:Kobieta

Napisano 03 listopad 2021 - 11:37

W mojej robocie coraz gorzej się dzieje. Coraz bardziej czuję się jak zero, bo tak nas wszystkich tam traktują. plują nam w twarz. A lubię moją pracę. Moich kolegów i koleżanki, moje maszyny... Ale świadomość, że najwyższe kierownictwo ma nas wszystkich za robaków, dobija mnie.



#64 Dasbotu96

Dasbotu96

    Średniozaawansowany

  • Bywalec
  • 304 postów
  • Imię:Joanna

Napisano 03 listopad 2021 - 12:03

Ja się chyba uodporniłam na atmosferę w pracy,a mam podobnie.Myślę że im lepiej się czuję "na duszy" tym łatwiej radzę sobie z przykrą nieraz codziennością.A czasami i tak jest trudno.

#65 nihilea

nihilea

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 19 postów
  • Imię:Nihilea
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Gdynia

Napisano 03 listopad 2021 - 12:44

Dołożę parę słów od siebie. 

Pracuję w korporacji. Od niemal dwóch lat. Wraz z pandemią zaczął się mobbing, jawny, często skrajny. Atmosfera zrobiła się toksyczna, a ja dosłownie na początku 2020 zaczęłam tam pracować. Próbowałam działać, coś z tym zrobić, HR'y, wyżsi managerowie. Zero reakcji, nie licząc zmuszania do pracy na L4, bo chyba zdali sobie sprawę, że z tego ciężko się wybronić.

Toksyczna atmosfera pozostała. Ja w międzyczasie kończyłam terapię uzależnień, dźwigając przewlekły stres związany z pracą, telefony od pijanej matki i problemy zdrowotne. W końcu pękłam, tym bardziej, że moi przełożeni dowiedzieli się od "wspólnych znajomych" mgliście o moich problemach psychicznych. Niestety korpo jest dość 0-1. Ma być wynik; więc zaczęły się jakieś dziwne naciski na mnie, komentarze od strony bezpośredniej przełożonej (wiedziała nawet, że jestem z rodziny alkoholowej, więc rzucała teksty typu "alkoholizm, to choroba na życzenie"), pomimo tego, że robiłam bezpłatne nadgodziny, czasami przeginałam, przepracowywałam się.  

Co zrobiłam?

Szczerze porozmawiałam z wyższym szczeblem o moich problemach, że idę się leczyć na dłuższe L4. Spotkałam się z nawet normalną reakcją, szczerość chyba ich zaskoczyła.
To była świetna decyzja, bo mam dobierane nowe leki, mam na to przestrzeń. Dochodzę do siebie. Mam sklasyfikowaną ciężką depresję i PTSD. Nie stać mnie na psychoterapeutę, ledwie styka mi na psychiatrę i leki, więc jak już przyzwyczaję się do nich zacznę szukać miejsca na oddziale dziennym. Trzy miesiące intensywnej terapii grupowej, mam nadzieję, mi pomoże. 

Jestem zdania, że nie ma co się zajeżdżać w robocie, bo inaczej robota dojedzie nas. U mnie doprowadziło to do powrotu silnego lęku uogólnionego, częstszych myśli s, a od samook* ledwie się powstrzymałam. Nie wspominając o atakach paniki i problemach ze zdrowiem fizycznym. 

 

Dbajcie o siebie! 


"Nobody exists on purpose. Nobody belongs anywhere. We're all going to die. Come watch TV."


#66 Willow47

Willow47

    Zadomowiony

  • Junior Admin
  • 9848 postów
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano 03 listopad 2021 - 13:43

@nihilea Dziękuję za ten post. Gratuluję siły i odwagi zawalczenia o siebie. Z całego serca wspieram!


  • SadFrog lubi to
Dołączona grafika
 
Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

#67 sebastian86

sebastian86

    Bywalec

  • Bywalec
  • 600 postów
  • Imię:Sebek

Napisano 17 listopad 2021 - 13:40

czy ktos z was znalazl prace juz?



#68 Gość_Nann_*

Gość_Nann_*
  • Gość

Napisano 22 listopad 2021 - 12:07

Nie, ale moge zostac w tym temacie? Wypadlam z rytmu, najpierw macierzynskie, potem jak zaczelam prace to zas korona. Obecnie studiuje z niemowlakiem w domu, za pare miesiecy na pewno bede rozgladac sie za praktykami, a to bedzie w sumie sie rownalo szukaniu pracy, bo bede planowac sprawdzic miejsce pod tym katem.. Chcialabym juz gdzies je zagrzac i sie postarac, zeby mnie po tych studiach tam chcieli. Tak sie tu zreszta zwykle robi. Ponadto nie wiem czy pod koniec studiow, jesli mlody bedzie miec opieke typu przedszkole to nie bede chciala pracowac na chociaz maly wymiar godzin, zeby te studia sobie samej placic, czy czesc chociaz. Zawsze cos.


  • Willow47 i sebastian86 lubią to

#69 JaNieWiem

JaNieWiem

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 13 postów
  • Imię:Przemysław

Napisano 23 listopad 2021 - 09:46

Ja w życiu bardzo krótko pracowałam na umowę o pracę... Jedynie 3 lata na umowie o pracę mam przepracowane i to na niepełny etat... a mam już 29 lat...

 

witaj w klubie   :lol:

Ja mam 30 i powiedzmy jakby zliczyć wszystko do kupy to będzie ze 2,5 roku. Ciężko wytrzymać w robocie z tymi wszystkimi ludźmi. Ale teraz się ogarnąłem trochę bo teraz pracuję na 1,5 etatu. Stwierdziłem że trzeba nadrobić stracony czas. Choć nie mówię że depresja ode mnie odeszła. Dostałem w robocie multisporta, chodzę na siłkę, ćwiczę też w domu, pompki itd. Ale nic to nie daje. Nawet to słynne idź pobiegać. Nic absolutnie. Dół jaki był taki był.

Ostatecznie i tak uważam że nie można się poddawać. Mój współlokator miał niedawno próbę samobójczą. Zauważyłem jak ludzie, w tym ja sam, reagują na to i dało mi to trochę do myślenia. Chłopak sie prawie zabił a ludzie się z tego zwyczajnie śmieją i traktują jak obciążenie dla społeczeństwa. 
Taki mój wywód trochę bez ładu i składu, ale chciałem się wygadać


Użytkownik JaNieWiem edytował ten post 23 listopad 2021 - 09:47


#70 sebastian86

sebastian86

    Bywalec

  • Bywalec
  • 600 postów
  • Imię:Sebek

Napisano 23 listopad 2021 - 10:48

ja mam 35 lat i tez jak by zsumowac wszystkie prace w jakich bylem to wyjdzie moze 2.5 roku lub 3 lata...



#71 Willow47

Willow47

    Zadomowiony

  • Junior Admin
  • 9848 postów
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano 23 listopad 2021 - 11:43

@JaNieWiem To okropne, że traktujemy w ten sposób człowieka, który jest chory. W moim środowisku też zdarza się głośno wyśmiewać depresję. Generalnie większość przemądrzałków twierdzi, że depresja to nie choroba tylko lenistwo. I trudno takiemu komuś wytłumaczyć, że to nie tak. Zwłaszcza bez wchodzenia w osobiste szczegóły. Ale trzeba o tym głośno mówić. Bo depresja to śmiertelna choroba!

 

Od wielu lat prowadzę własną firmę, wcześniej pracowałam w korpo i byłam tam szczęśliwa. Dobrze trafiłam, byłam doceniana i szanowana, ale to było naprawdę dawno dawno temu. Teraz pracuję dużo więcej, bo mimo, że na swoim, czasy są takie a nie inne. Zauważyłam, że praca zmusza mnie do pewnej aktywności. trzeba się odpowiednio ubrać, nałożyć makijaż, przykleić uśmiech do twarzy. I nawet jak wracam zmęczona do domu to cieszę się, że wstałam, że nie przeleżałam, że coś zrobiłam. Nieraz to są naprawdę małe rzeczy ale nauczyłam się nimi cieszyć. Łatwiej mi się tak żyje.


  • molenka, SadFrog i AdAm. lubią to
Dołączona grafika
 
Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

#72 Rychliczka

Rychliczka

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 6 postów
  • Imię:Justa

Napisano 03 styczeń 2022 - 16:25

 

Cześć, 
Nie wiem czy był już ten topic... nie mam czasu, i energii szukać.. ale jak sobie radzicie z waszymi '...esjami w pracy, z pracą?
Jak godzicie to że trzeba żyć i włożyć coś do gara..za przeproszeniem bo nie można wiecznie być na garnuszku rodziców. Czy podzieliliście się waszymi problemai z kolegami z pracy z szefem lub szefową?
Ciekawi mnie ten temat - bo co tu ukrywać, ani w polskim społeczeństwie ani w środowisku zawodowym - temat jakichkolwiek zaburzeń psychicznych nie jest spotykany z dobrym odbiorem. 
Osobiście mam wrażenie że sporo złego robią wystawiane "na pałę" zwolnienia przez psychiatrów. Jak nie chce ci się robić to idziesz do psychiatry, wylewasz wiadro łez i masz zwolnienie na miesiąc. albo dłużej. I wku.. mnie to.
Osobiście mam bardzo różne doświadczenia. spotkałam się z tym jak ktoś wyśmiewał w moim towarzystwie to że wiedział że osoba była na zwolnieniu od psychiatry, czy coś powiedziałam, w kilku przypadkach w przeszłości nie, ale ostatnio się postawiłam
i powiedziałam "nie wiesz, nie oceniaj" - ale to był ch..m ostatniej wody. 
Miałam też problem z promocją. Dostałam awans i w pierwszej mojej odpowiedzi było "nie" - ale nie powiedziałam dlaczego, nie powiedziałam, że czyje że to nie jest dla mnie dobry czas. 
W końcu przyjęłam w sumie dla świętego spkoju... nie zaznałam go. ale to moja wina bo dalej uczę się stawiać granice i walczyć o swoje zdrowie.
No i skutek jest taki że znowu tu jestem. Skończyło się czarną d.. ą i głębokim kryzysem bo stress przekroczył wszelkie granice. 
Inne doświadczenia to takie - że cholera ale jest tego, nas więcej. Jakimś dziwnym sposobem, do tej pory nie wiem jakim w bardzo małym stopniu byłam w stanie się otworzyć przed niewielką ilością osób i szok... oni też mają problemy, biorą leki (lub nie) chodzą na terapię (lub nie). I jak mamy piątkową głupawę to możemy wprost sobie powiedzieć "na dziś już starczy leków" :P
Wracając do mojej czarnej d... zjeb... naprawdę coś totalnie zj... i miałam tego świadomość kiedy to się działo - ale wyparłam to z głowy. odłączyłam się. Oczywiście kopnęło mnie to w zadek, teraz.
i na rozmowie z kimś pękłam. wywaliłam wszystko. o moje chorobie o tym jak się czułam, jak to działało, jak moja głowa spowodowała że byłam tylko na survival mode nie myśląc o niczym innym. 
wyżygałam coś co się słyszy u psychiatry albo psychoterapeuty. nie wiem co będzie dalej ze mną. w tej pracy. czy to nie pójdzie dalej. czy nie będę pierwsza na liście do zwolnienia.
mam stracha, stres, nie wiem. z jednaj strony to było katharsis, z drugiej... okaże się czy nie dostanę wypowiedzenia w odpowiednim czasie. 
wiem że są dobrzy ludzie na tym świecie, ale wiem że są pracodawcy i nie wiem czy są wśród nich ci dobrzy.
 
Jak było/jest u was. Co mamy robić. Ci którym 3 miesiące zwolnienia są potrzebne czasami?
 

 

Jakbym czytała o sobie. Moja historia jest następująca: zostałam przymuszona do objęcia stanowiska, do którego nie mam predyspozycji, kompetencji i którego po prostu się bałam- spedytor zakładowej floty 22 aut. Mam stany lękowe związane z rozmowami telefonicznymi (dzwoniący telefon wywołuje u mnie nawet uczucie mdłości, nieważne kto dzwoni), a to stanowisko wymaga ciągłego kontaktowania się telefonicznego z mnóstwem osób - oczywiście nie powiedziałam nikomu tego tak wprost, ale próbowałam przekonać wszystkich, że obsadzanie mnie na tym stanowisku to duży błąd. Powiedziano mi, że jeśli nie wezmę tego stanowiska, szef mnie wywali z pracy, po czym okazało się, że szef w ogóle nie ma pojęcia o moim istnieniu. To był zwykły, chamski szantaż zastosowany przez ludzi, którym bardzo ufałam i to zastosowany w momencie, kiedy szalała pandemia, więc bardzo bałam się zmieniać pracę, zwłaszcza, że mam kredyt na karku. Ten miks tak mnie dobił, że potrafiłam płakać siedząc przy biurku w pracy, a to, że reakcja wszystkich wokół ograniczała się do mówienia "tak nie może być" i "coś wymyślimy, ale na razie musisz dać radę" jeszcze tylko pogarszała sytuację. Jednocześnie kierowcy wyżywali się na mnie próbując wymusić przydzielanie lepszych tras, kilka razy w tygodniu wysłuchiwałam krzyków, obelg, ostrej krytyki, a jeden z kierowców nawet groził mi, że rozpędzoną ciężarówką wjedzie w drzewo. Wracałam do domu, kładłam się na trzygodzinną "drzemkę" i pogrążałam się w dole. Kłóciłam się z partnerem, opuszczałam spotkania z terapeutą. Średnio 3x w tygodniu rozważałam samobójstwo. Po jakimś czasie partner dostrzegł jak wielki jest problem i szczerze mówiąc tylko dzięki niemu żyję - przeżył ogromną tragedię i w najgorszych momentach wyłam, bo wiedziałam, że nie mogę się zabić, bo to by było najgorsze skurwysyństwo jakie mogłabym mu zrobić. Więc marzyłam o śmierci, ale się jej opierałam ostatkiem sił. Najgorsze jest to, że nie ma mnie kto zastąpić w tej pracy- jak miałam mieć 2-tygodniowy urlop to jakoś udało się to zorganizować, ale paradoksalnie i tak łatwiej jest ogarnąć dłuższe wolne niż pojedyncze dni. W przypadku pojedynczych dni zawsze znajdzie się ktoś, kto nie wie i wówczas odbieram mnóstwo telefonów, więc to żadne wolne. Rok temu w lutym jak mnie dopadł COVID, to i tak musiałam pracować, mimo, że przejście z parteru na piętro byłam zasapana jak po treningu. Nie miałam ani sił ani nadziei.

Po pół roku pękłam i powiedziałam kierownikowi, że siadamy i dyskutujemy na jeden z dwóch tematów - albo ustalamy mój nowy zakres obowiązków albo termin wypowiedzenia mojej umowy o pracę. Postawiłam wszystko na jedną kartę, bo nie miałam znalezionego innego zajęcia, ale mój facet wspierał mnie mówiąc, że najwyżej kilka mc pożyjemy skromniej, ale za to spokojniej. Kierownik się wystraszył i doprowadził do tego, że z 22 kierowców pod moją "batutą" zostało tylko 4. Trwało to co prawda chyba kolejnych 5 miesięcy, ale widmo tej zmiany pozwoliło mi przetrwać, a po zmianie zaczęłam dochodzić do siebie.

Minęło już 14 miesięcy od momentu, w którym przejęłam to stanowisko. Za pół roku z macierzyńskiego wraca koleżanka, którą zastępuję. Jestem w o wiele lepszym stanie, ale i tak są dni, kiedy mam ochotę uciec. Teraz jestem w stanie szukać innej pracy, ale był okres, kiedy przeglądanie ogłoszeń kończyło się płaczem - tak bardzo niekompetentna się czułam. Regularnie chodzę na spotkania z psychoterapeutą, robię ogromne postępy. Jestem dumna z siebie, że "ustawiłam" kierowców dość mocno do pionu i nie muszę już słuchać ich obelg (przełożeni nie pomogli). Nie wiem czy zostanę w tej firmie - mam nadzieję, że nie. Nie ufam przełożonym i już teraz boję się co ze mną zrobią za te pół roku. Boję się tym bardziej, że od dwóch przełożonych usłyszałam dwie skrajnie różne wersje - zgodne z tym, co im się wydaje, że chciałabym usłyszeć.



#73 Willow47

Willow47

    Zadomowiony

  • Junior Admin
  • 9848 postów
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano 03 styczeń 2022 - 22:59

@Rychliczka może ratunkiem będzie zmiana numeru telefonu i nie podawanie go w pracy? Wtedy na wolnym nikt nie zadzwoni. Druga sprawa to renegocjacje warunków pracy. Skoro ustawiłaś kierowców do pionu oraz wymusić zmianę warunków pracy to i teraz dasz radę. Istnieje coś takiego jak przekierowanie rozmów. Wszystkie połączenia służbowe w dniu wolnym od pracy przekierowujesz na numer osoby, która cię zastępuje ( bo tak jak napisałaś, zawsze znajdzie się ktoś, kto nie wie, że masz wolne).


Dołączona grafika
 
Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

#74 SmacznyKeksik

SmacznyKeksik

    Weteran forum

  • Bywalec
  • 1097 postów
  • Imię:Magda
  • Płeć:Kobieta

Napisano 05 styczeń 2022 - 17:55

A moje marzenia o pracy brutalnie zostały rozwiane :( mąż mnie pociesza, że jak był nowy rok a jutro 3 Króli to może pobrali sobie przedłużone urlopy i jeszcze się odezwą, ale ja wiem, że nie. A drugiej takiej pracy już nie znajdę, żeby mi dali w ogóle szansę, inni to nawet do mnie nie zadzwonią tylko od razu moje CV do kosza.



#75 TakiJaki

TakiJaki

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 7 postów
  • Imię:Łukasz
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 05 styczeń 2022 - 19:49

Co do pracy to napiszę tak :

Najdłużej wytrzymałem na produkcji w dużej korporacji. Pracowałem 4 lata i powiedziałem nigdy więcej pracy na 3 zmiany. Do tego praca z masą osób gdzie parę było w porządku, a zdecydowana większość to przysłowiowe patusy wyśmiewające się z nowych pracowników, bo panisko robi 20 lat na zakładzie i myśli że jest królem czy królową bo opanował technikę pchania "kulki z gówna"(jak żuk) do perfekcji. Normy, normy i tak wiecznie mało. Typowa harówka.

Rok na bezrobociu czyt. neetowanie

Aktualnie od miesiąca pracuję w nowej firmie, która buduje maszyny przemysłowe dla odbiorców indywidualnych i dużych firm.

Mały zgrany zespół, który przyjął mnie jak swojego :D.

Mając 30 lat nowością jest dla mnie używanie np. szlifierki -> możecie się nabijać ale tak jest to dla mnie nowość, bo nigdy w swoim życiu jej nie używałem, bo nie miałem takiej potrzeby. 

Trochę wstyd ale chyba daję sobie radę i zawsze mogę liczyć na pomoc kolegów z pracy. Nie byłem w jakikolwiek sposób szykanowany, wyśmiewany z tego powodu.

Zarobki może nie powalają, ale pracuję i uczę się nowych rzeczy. 

Chociaż mam w głowie zakorzenione że to wstyd że osoba w moim wieku zarabia niecałe 3k na rękę.

Głównie dlatego że lata temu z powodów osobistych zawaliłem studia na 3 roku i później ich nie kontynuowałem. Może gdybym je skończył to życie wyglądałoby inaczej? + rozstanie z dziewczyną z którą byłem przez 3 lata -> rozstanie przez sms-a bez wyjaśnienia co zostawiło u mnie zadrę do związków i pewnie dlatego jestem sam.

Jest jak jest i trzeba iść do przodu -> nawet małymi kroczkami.


  • SadFrog lubi to

#76 Willow47

Willow47

    Zadomowiony

  • Junior Admin
  • 9848 postów
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano 07 styczeń 2022 - 12:00

@TakiJaki jestem dużo starsza od ciebie i nawet jeden raz w życiu nie miałam w rękach szlifierki....bywa....najfajniejsze jest, że się uczysz, że masz fajny zespół, nikt nikogo nie wyśmiewa itd. na studia zawsze możesz wrócić, rozpocząć nowe na zupełnie innym kierunku.....to samo ze związkami i relacjami z innymi, powoli poukładasz sobie życie :)

 

Najważniejsze, że masz zdrowe podejście. Pozdrawiam.


  • molenka i TakiJaki lubią to
Dołączona grafika
 
Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

#77 SmacznyKeksik

SmacznyKeksik

    Weteran forum

  • Bywalec
  • 1097 postów
  • Imię:Magda
  • Płeć:Kobieta

Napisano 07 styczeń 2022 - 23:15

Dziś wrzucili to samo ogłoszenie. Tzn. stare wygasło i wrzucili nowe o tej samej treści. Tak że fajnie. Szukają rąk do pracy, byle nie moich.



#78 TakiJaki

TakiJaki

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 7 postów
  • Imię:Łukasz
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 10 styczeń 2022 - 13:34

Dziś wrzucili to samo ogłoszenie. Tzn. stare wygasło i wrzucili nowe o tej samej treści. Tak że fajnie. Szukają rąk do pracy, byle nie moich.

No trochę chujnia  :( . Nie ma się co zrażać i trzeba wysyłać CV dalej. Sam miałem złożonych parę aplikacji(głownie na pracuj.pl) i jako statut : aplikacja rozpatrywana -> a te same ogłoszenia pokazują się co jakiś czas  :lol: .

Często jest tak że firmy wrzucają ogłoszenia, a nie potrzebują pracowników i powiększają tym samym swoją bazę w razie gdyby kogoś zabrakło to będą mieli już osoby do których zadzwonią.

Także nie zdziw się jak za pół roku zadzwonią z tej firmy  :D



#79 Rychliczka

Rychliczka

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 6 postów
  • Imię:Justa

Napisano 10 styczeń 2022 - 19:01

@Rychliczka może ratunkiem będzie zmiana numeru telefonu i nie podawanie go w pracy? Wtedy na wolnym nikt nie zadzwoni. Druga sprawa to renegocjacje warunków pracy. Skoro ustawiłaś kierowców do pionu oraz wymusić zmianę warunków pracy to i teraz dasz radę. Istnieje coś takiego jak przekierowanie rozmów. Wszystkie połączenia służbowe w dniu wolnym od pracy przekierowujesz na numer osoby, która cię zastępuje ( bo tak jak napisałaś, zawsze znajdzie się ktoś, kto nie wie, że masz wolne).

Nie wchodzi to w grę. Szef po prostu nie zgadza się na dokupienie kolejnego służbowego telefonu. Problemem jest też to, że nawet zmiana pracy niekoniecznie pomoże. W każdej pracy trzeba podać jakiś kontakt do siebie kierownikowi. W większości miejsc (nie tylko pracy, ale też np nauki) jest tak, że jak jedna osoba ma do Ciebie numer, to za chwilę się on rozprzestrzenia, bo ktoś "pilnie" po coś potrzebuje i po prywatności zostaje mgliste wspomnienie. Tak było na początku mojej pracy w tym miejscu - stanowisko takie, że spora część osób potrzebowała czasem się ze mną skontaktować, a że większość nie pracuje z mailem i nie chciało im się chodzić na drugi koniec zakładu, to najłatwiej było wziąć od mojego kierownika numer do mnie. Na tym stanowisku, które miałam pomiędzy pierwszym a aktualnym nikt nie miał potrzeby kontaktowania się ze mną, a jeśli już, to przez komunikator i był spokój zarówno w trakcie urlopu jak i w trakcie pracy :D Było super :) Ale bardzo dziękuję za rady i próbę pomocy - to miłe, że są ludzie, którzy bezinteresownie chcą coś podpowiedzieć.


Dziś wrzucili to samo ogłoszenie. Tzn. stare wygasło i wrzucili nowe o tej samej treści. Tak że fajnie. Szukają rąk do pracy, byle nie moich.

Ja miałam rozmowę rekrutacyjną online na początku grudnia i zapewniali mnie, że przed Świętami będzie decyzja podjęta. Kiedy do Wigilii nie dostałam informacji zwrotnej, byłam pewna, że mnie nie wybrali i mieli gdzieś, żeby dać znać. Okazało się, że rekrutacja się przeciągnęła i zadzwonili w zeszłym tygodniu. Pracy ostatecznie nie dostałam, ale przyznali, że byłam jedną z kandydatek z czołówki i bardzo chętnie będą dzwonić jak pojawi się wakat na podobnym stanowisku. Piszę to po to, żeby Ci pokazać, że może faktycznie i u Ciebie mają poślizg? Nie łam się :28_hugging@2x: A jeśli uważasz, że skoro ponowili ogłoszenie, to Ty ponów CV :) Jak mawia moja mama "W twarz Ci nikt nie walnie". Trzymam kciuki



#80 SmacznyKeksik

SmacznyKeksik

    Weteran forum

  • Bywalec
  • 1097 postów
  • Imię:Magda
  • Płeć:Kobieta

Napisano 10 styczeń 2022 - 20:24

Dziękuję za miłe słowa, choć już się pogodziłam z tym. Ja myślę, że tam jakiś chaosik rekrutacyjny się wkradł, bo w pewnym momencie mi rekruterka powiedziała, że "a bo pani na nieco inne ogłoszenie aplikowała" i przez to jej jedno niewinne wtrącenie ja momentalnie straciłam całą pewność siebie, nie wiedziałam jak się zachować, ciągle w głowie miałam te jej słowa, a tu zaraz był test z obsługi programu i rozmowa z szefem działu. Ja się spięłam czy jakichś głupot nie palnę i w ogóle co to się dzieje i to dlatego zawaliłam mocno tę ostatnią część rozmowy - mózg przetwarzał mnóstwo wątków typu: jak wyjść z twarzą z pytania "a co pani wie o pracy w naszym dziale" skoro nawet nie miałam pewności, czy ja jestem na rozmowie do tego ogłoszenia co aplikowałam, czy mnie rekruterki wcisnęły nie wiadomo tak naprawdę gdzie... i czy to co mi mówiły na poprzednich etapach tyczy tego działu, z którego kierownikiem rozmawiałam czy tego, na który aplikowałam, czy to był ten sam dział, czy jednak inny... no i wtopka :(


No trochę chujnia  :( . Nie ma się co zrażać i trzeba wysyłać CV dalej. Sam miałem złożonych parę aplikacji(głownie na pracuj.pl) i jako statut : aplikacja rozpatrywana -> a te same ogłoszenia pokazują się co jakiś czas  :lol: .

Często jest tak że firmy wrzucają ogłoszenia, a nie potrzebują pracowników i powiększają tym samym swoją bazę w razie gdyby kogoś zabrakło to będą mieli już osoby do których zadzwonią.

Także nie zdziw się jak za pół roku zadzwonią z tej firmy  :D

Tak, tylko że ja byłam na wszystkich etapach tej rekrutacji - rozmowa telefoniczna z rekruterką, spotkanie z rekruterką, aż do ostatniego levelu - spotkania z kierownikiem działu, po którym już się nie odezwali. Więc skoro tyle etapów było to znaczy że na końcu zawaliłam.


Użytkownik SmacznyKeksik edytował ten post 10 styczeń 2022 - 20:20






Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych