Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Czy to już koniec?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
10 odpowiedzi w tym temacie

#1 Jakub300

Jakub300
  • Imię:Jakub

Napisano 02 maj 2021 - 23:23


Ile to wszystko jeszcze ma trwać? Wchodzę tutaj codziennie czytając przeróżne posty, stare, nowe i dociera do mnie, że to nigdy się nie skończy. Widzę tutaj ludzi po x lat i dalej w tym tkwią. Zastanawiam się ile ja jeszcze wytrzymam i czy wg ma sens tyle w tym trwać. Jestem na skraju wytrzymałości i naprawdę już nie mam siły. Samotnośc mi już po prostu przybija gwoździe do trumny i aby uświadomić kogoś czym jest samotnośc to napiszę, że gdybym się zamknął na tydzień to by nic się nie zmieniło. Telefon by nie zadzwonił, a w drzwi by nikt nie zapukał. Musiałem podrkeślić to zdanie, ponieważ w poprzednich wpisach piszać, że nie mam nikogo (rodziny, przyjaciół) to padały w odpowiedziach hasła, aby się do kogoś odezwać lub może mnie ktoś bliski wesprze, więc naprawdę jeśli ktoś chce się udzielać(nie nalegam) niech czyta ze zrozumieniem i nie wyrywa zdań z kontekstu. Nie proszę o poradę jak kogoś znaleźć, bo mało kto wie jak to jest być totalnie sam. Prześledziłem wiele wspisów i praktycznie większość tutaj ma rodziny, mąż, druga połowa, dzieci itd. bardziej chciałbym się dowiedzieć po co żyć w tym stanie tyle lat? JA już sam do siebie gadam co jest ze mną nie tak, że jestem tak niewidzialny lub gdy kogoś się poznaje to i tak po jakimś czasie znika. To nie jest chęć uzależnienia szczęścia od innych, lecz świadomość, zę ktoś w tym życiu jednak jest. Nikt nie jest stworzony do bycia samemu. Psychologia o tym mówi, jestesmy istotami stadnymi. Wiem, że wychodzę tutaj na desperata, ale już sam nie wiem co robić i myśleć. Ciągłe porażki, ciągłe złe osoby, raniące. Nawet tutaj miałem wymianę kontaktów z jedną osobą, po czym powtórka z rozrywki, weź się pokaż, bo bardziej interesuje mnie jak wyglądasz niż jaki jesteś. I znów miałem doła przez nią i kontakt się urwał, bo oczywiście nie wyglądam jak z okładki. Ludzie tak łatwo ranią, mimo iż sami chorują na to co my. Hipokryzja, ale może rzeczywiście nie warto mieć takiego w znajomych. Przecież nic nie mam do zaoferowania, więc po co? Ostatnio miałem ala proroczy sen, że poszedłem na tamten świat. Obudziłem się nagle, ale bez przerażenia, bez kołatania serca, wymiotów jak to często bywało, ale spokojny. Może to jest wyjście? Po co żyć dlatego, że musisz? I tak kiedyś człowiek umrze, a żyć nie ma dla kogo. Wiem, że pierdziele, ale z każdego dnia jest gorzej, a świadomość, że tak mają wyglądać najbliższe dnia, miesiące, a nawet lata, bo to prawdobodobne, dobija jeszcze mocniej. Może warto spróbować jednak. Nikt nie uroni więcej łez niż ja pisząc ten marny post. Jeśli wg ktoś by uronił. Nie mogę uwierzyć, że jeszcze 10 lat temu pomimo biedy i czasem nie było co jeść. Siedzielismy w 5 osób w małej kawalerce, ale każdy szczęśliwy, byla druga połówka, znajomi, kazdy pomog na ile mogl, a teraz? Nikogo nie ma i zostało puste wspomnienie. Jak życie może się diametralnie zmienić. Chciałbym zasnąć i snić, i śnić. Uwielbiam ten moment, również przed zaśnięciem ,gdy marzę kim bym mógł być itd. a potem smutek, gdy otwierasz oczy i wszystko wraca, a dobry sen zamienia się w koszmar. Zadaje sobie pytanie po co to wg piszę? Czego ja tutaj szukam? Skoro na jednej osobie się już przejechałem. Mało mi? Bardziej pokazać jak mało znaczysz? No wg nie potrafię,a może i jest ktoś w identycznej sytuacji? Rozmysla i rozmyśla o tamtym świecie 



#2 amino

amino

Napisano 03 maj 2021 - 09:32

Bardzo chciałabym umiec Ci odpisać coś co do Ciebie trafi i Cię przekona, że Twoje życie jeszcze sie może odmienić ale wiem, że tego nie potrafię, mimo to pozwolę sobie jeszcze tej jeden ostatni raz spróbować.

Nie znam Twojej historii leczenia ale czytajac Cię odnoszę wrażenie, że choroba juz tak mocno sie w ciebie wżarła, że tu tylko DOBRA terapia może pomóc na początek. Nikt z nas nie bedzie Cię przeciez teraz w stanie przekonać, że można wyjść i z samotności i z depresji bo Ty nie wierzysz nawet w to, że ktokolwiek z nas (pisze o tych, którzy już w tym stanie nie tkwią, nie o wszystkich na forum) kiedyś przez to co Ty teraz przechodził. Wydaje Ci się, że jeśli teraz mamy znajomych, przyjaciół, rodzinę i potrafimy śmiac się i żartować to nigdy nie byliśmy samotni, nic nie wiemy o depresji i wogóle nie powinno nas tu być (coś w tym stylu napisałeś w innym wątku). Zamiast Cię drażnić, że my to wszystko mamy czego Ty nie masz fajnie by było gdybyś zobaczył w tym swoje światełko w tunelu, że Ty też możesz. Napisałeś:

 

 

Samotnośc mi już po prostu przybija gwoździe do trumny i aby uświadomić kogoś czym jest samotnośc to napiszę, że gdybym się zamknął na tydzień to by nic się nie zmieniło. Telefon by nie zadzwonił, a w drzwi by nikt nie zapukał.

 

Dla mnie nic niezwykłego. Większość mojego życia tak wyglądała. A teraz czasem modlę się w duchu żeby choć 1 taki tydzień mieć dla siebie. Zresztą rózne sa oblicza samotności i wierz mi (lub nie) żadna z nich nie jest lepsza ani mniej bolesna od innych. Mówię tylko na podstawie własnego doświadczenia bo samotność "w tłumie" tez przerabiałam i akurat mi chyba ta "w tłumie" bardziej doskwierała, ale jak to mówią: kwestia gustu. Reasumując skoro ja i jeszcze pewnie z tuzin osób tutaj wyszło z takiego lub podobnego stanu, ba... skoro nawet Ty nie od zawsze tak miałeś bo kiedyś jak sam wspominasz było inaczej to znaczy, że to światełko w tunelu jeszcze dla Ciebie nie zgasło.

 

 

No wg nie potrafię,a może i jest ktoś w identycznej sytuacji? Rozmysla i rozmyśla o tamtym świecie 

Nie wiem czy to widzisz ale: lgniesz jak ćma do światła do ludzi, którzy sa w tak samo złym stanie psychicznym jak Ty teraz i jednoczesnie odpychasz tych, którzy już z niego wyszli. Domyślam się, że wydaje Ci sie, że tylko Ci co maja tak jak Ty teraz Cię moga zrozumieć a inni tylko Cie drażnią i nie czujesz żeby cokolwiek rozumieli ale to bez sensu. Jeśli naprawde chcesz walczyc o siebie to chyba lepiej by było spróbowac skorzystać z doświadczeń tych którym sie to udało albo z pomocy terapeutów, którzy maja na swoim koncie już jakieś sukcesy w wyciaganiu ludzi z takich stanów niż taplać się dalej w tym bagnie z tymi, którzy jeszcze wciąż w nim tkwią ? Tzn. zeby mnie nikt źle nie zrozumiał - nie ma nic złego w przebywaniu z ludźmi chorymi tak jak my, złe jest jedynie (dla naszego własnego zdrowia psychicznego) otaczanie sie wyłącznie takimi ludźmi i unikanie innych na zasadzie "bo ty nie rozumiesz". Tak jak jeden schizofrenik nie pomoże drugiemu odróżnić co jest rzeczywistością a co ułudą, moga conajwyżej jeszcze bardziej sobie nawzajem namieszać, tak jak 2 CHaDowców w manii w jednym pomieszczeniu to o 3 za dużo, tak samo gromadka ludzi w cieżkiej depresji rozmyslająca o marności świata to nie jest przepis na lepsze jutro.

 

P.S. Miałam nic nie pisać ale pomyślałam sobie, że nawet jeśli Cie tylko wkurzę tym co napiszę to zawsze to jakieś emocje, które chociaż na chwilę odciągną Cie od czarnych myśli wymierzonych w samego siebie, jak sie zajmiesz nienawidzeniem mnie bedziesz miał mniej czasu na nienawidzenie swojego życia. Zawsze to coś.



#3 niektory

niektory
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 03 maj 2021 - 10:39

Ile to wszystko jeszcze ma trwać? Wchodzę tutaj codziennie czytając przeróżne posty, stare, nowe i dociera do mnie, że to nigdy się nie skończy. Widzę tutaj ludzi po x lat i dalej w tym tkwią.

Jakub, prawda jest taka, moze warto to w końcu powiedzieć publicznie, ze leczenie jest często nieskutecznie a ludzie po latach ciagle tu wracają, często pod nowymi nickami te same osoby. Tak jest dokładnie! Po latach tu nadziei nie widać. Niektórzy mieli po kilka nicków. Te osoby są po jakimś czasie w innej sytuacji życiowej może wstydzą się starego siebie , może chcą się wirtualnie odciąć ale przychodzą znowu są po latach terapii a nadal cierpią.
Jesli masz 20 lat pierwszy raz w życiu tu przychodzisz, czujesz się staro (b.doswiadczony) i przegrany to osoby z forum np 30 letnie mówią ze jeszcze życie przed Tobą, ze Ci się uda itp, potem masz 30 lat i mimo wszelkich starań, leków, terapii, minionych 10 pracy nad sobą robienia wszystkiego żeby było inaczej, nagle się okazuje masz te 30 lat mnóstwo w sobie zmieniłeś ale w porównaniu do zwykłych zdrowych ludzi nadal siedzisz na dnie a nawet jesli nie, to te „zdrowe” osoby są tez 10 lat do przodu. Wtedy osoby z forum w wieku np 40lat pocieszają Cię i mówią Ci ze jeszcze młody jesteś i życie przed Tobą i możesz być szczęśliwy .... Tak to wyglada - powiedzmy to szczerze bo chyba brakuje odwagi. Kto miał tylko jednego nicka i nie siedzi tu latami niech pierwszy rzuci kamieniem.


Mi się tez kiedyś śniło ze popełniam samobójstwo, ja skakałem do wody a potem czułem ze rozpuszczam się w tej wodzie stając się taki sam jak jej masy (symbol na: inni ludzie) to był bardzo przyjemny sen.

Co do poznawania osób przez forum to trudno się dopasować, trudniej niż w realu ze „zdrowymi” ludźmi ale forum to bardzo dobra droga, i uważam ze korzystna , mówię z doswiadczenia. W hipotetycznym związku z osoba „zdrową” i tak byłbyś samotny (samotny w związku).

Użytkownik niektory edytował ten post 03 maj 2021 - 10:51


#4 Jakub300

Jakub300
  • Imię:Jakub

Napisano 03 maj 2021 - 11:08

Jakub, prawda jest taka, moze warto to w końcu powiedzieć publicznie, ze leczenie jest często nieskutecznie a ludzie po latach ciagle tu wracają, często pod nowymi nickami te same osoby. Tak jest dokładnie! Po latach tu nadziei nie widać. Niektórzy mieli po kilka nicków. Te osoby są po jakimś czasie w innej sytuacji życiowej może wstydzą się starego siebie , może chcą się wirtualnie odciąć ale przychodzą znowu są po latach terapii a nadal cierpią.
Jesli masz 20 lat pierwszy raz w życiu tu przychodzisz, czujesz się staro (b.doswiadczony) i przegrany to osoby z forum np 30 letnie mówią ze jeszcze życie przed Tobą, ze Ci się uda itp, potem masz 30 lat i mimo wszelkich starań, leków, terapii, minionych 10 pracy nad sobą robienia wszystkiego żeby było inaczej, nagle się okazuje masz te 30 lat mnóstwo w sobie zmieniłeś ale w porównaniu do zwykłych zdrowych ludzi nadal siedzisz na dnie a nawet jesli nie, to te „zdrowe” osoby są tez 10 lat do przodu. Wtedy osoby z forum w wieku np 40lat pocieszają Cię i mówią Ci ze jeszcze młody jesteś i życie przed Tobą i możesz być szczęśliwy .... Tak to wyglada - powiedzmy to szczerze bo chyba brakuje odwagi. Kto miał tylko jednego nicka i nie siedzi tu latami niech pierwszy rzuci kamieniem.


Mi się tez kiedyś śniło ze popełniam samobójstwo, ja skakałem do wody a potem czułem ze rozpuszczam się w tej wodzie stając się taki sam jak jej masy (symbol na: inni ludzie) to był bardzo przyjemny sen.

Co do poznawania osób przez forum to trudno się dopasować, trudniej niż w realu ze „zdrowymi” ludźmi ale forum to bardzo dobra droga, i uważam ze korzystna , mówię z doswiadczenia. W hipotetycznym związku z osoba „zdrową” i tak byłbyś samotny (samotny w związku).

Pierwsza osoba, która nie owija w bawełne i pisze jaka jest prawda. Co do poznawania ludzi to zgadzam się, że z osobami, które doświadczają tego co my jest łatwiej nawiązać nić porozumienia, ale też nie odtrącam ludzi "zdrowych" jak to autorka powyżej zasugerowała. Na związek nie liczę, bo sam już przestałem wierzyć w miłość, ale takie wartości jak przyjaźń uważam, że są piekne, ale jeszcze trudniej do znalezienia. 



#5 amino

amino

Napisano 03 maj 2021 - 12:30

 

 

 ale też nie odtrącam ludzi "zdrowych" jak to autorka powyżej zasugerowała. 

chodziło mi tylko o Twoje zachowanie tu na forum, nie mam pojęcia jak i czy wogóle selekcjonujesz ludzi poza forum, więc niczego nie sugeruję.

 

Odnośnie ludzi, którzy tu siedza latami to patrzycie bardzo wybiórczo obaj na jakiś wycinek tutejszej rzeczywistości a resztę pomijacie jakby jej nie było. Tak są tutaj ludzie, którzy siedza tu od lat, zmieniaja nicki albo i nie, ale tylko część z tych ludzi nadal nie ruszyła z miejsca ze swoim życiem. A Wy wogóle ignorujecie tych, którzy tu zaglądają sporadycznie bo już sporadycznie potrzebują forum albo poprostu robią to z semntymentu albo sami chcą teraz wspomóc innych skoro im się już układa. A co z tymi, którzy nie wracają? Pobyli tu chwilę lub dwie i nie wrócili ? Dlaczego ich nie liczycie jako tych, którzy wyzdrowieli skoro tych co zostali tak skrzętnie zaliczacie do tych, którym się nie udało ? Zreszta nikt tu chyba nie twierdzi, ze depresja to taka choroba jak zapalenie płuc, ze jak sie ją raz wyleczy to juz spokój i jest sie zdrowym, żeby życ normalnie trzeba cały czas nad sobą pracować i nikt tu chyba Wam nie wmiawiał, że jest inaczej ? Więc jakaś prawda w tym co napisał niektory jest zawarta: :

 

 

Jesli masz 20 lat pierwszy raz w życiu tu przychodzisz, czujesz się staro (b.doswiadczony) i przegrany to osoby z forum np 30 letnie mówią ze jeszcze życie przed Tobą, ze Ci się uda itp, potem masz 30 lat i mimo wszelkich starań, leków, terapii, minionych 10 pracy nad sobą robienia wszystkiego żeby było inaczej, nagle się okazuje masz te 30 lat mnóstwo w sobie zmieniłeś ale w porównaniu do zwykłych zdrowych ludzi nadal siedzisz na dnie a nawet jesli nie, to te „zdrowe” osoby są tez 10 lat do przodu. Wtedy osoby z forum w wieku np 40lat pocieszają Cię i mówią Ci ze jeszcze młody jesteś i życie przed Tobą i możesz być szczęśliwy ....

 

tylko też widziana przez jakieś wywrócone na czarną stronę lustro. Skoro ja po 10 latach pracy nad sobą czułabym się lepiej niż 10 lat wcześniej to po jaka cholerę zamiast sie z tego cieszyć miałabym sie porównywać z kimś innym kto być może patrząc z boku czuje sie jeszcze lepiej niż ja ? A być może tylko mi się tak wydaje bo go nie znam i mu w głowie nie siedzę. Jak to mówią nie ma ludzi zdrowych są tylko niezdiagnozowani, więc co ja moge wiedzieć o tym jak sie czuje sąsiad na podstawie tego, ze widze jego ładnie przystrzyżony trawnik, którego ja nie umiem albno nie mam siły tak pielęgnowac ? (to była metafora jakby co...) Ja sie czuję obecnie o niebo lepiej niż kilka lat temu kiedy tu trafiłam, a i tak jak tu trafiłam czułam sie lepiej niż jeszcze kolejne kilka przedtem. Teraz wpadam tu sobie sporadycznie z sentymentu głównie bo nie potrzebuję wsparcia ani nic z tych rzeczy, całkiem dobrze mi sie żyje, bywam szczęśliwa, cała masa rzeczy potrafi mi sprawić radość a jednocześnie żadnych górek nie miewam już ot tak dawna, ze czasem nawet za nimi tęsknię. Mimo to zdrowa sie nie czuję bo wciąż wydaje mi się wi, że masa ludzi wokół mnie radzis obie z życiem lepiej ode mnie. Ale czy to jest powód do rozpaczy i kwestionowania sensu swojego życia? Dla mnie nie. Nauczyłam się cieszyć z tego co udało mi sie osiągnąć, co dostaję od losu w prezencie itd. i całkeim sporo tego jest. Jak sie człowiek nastawi na patrzenie na negatywy to zobaczy ich cała masę, jak sie nastawi na patrzenie na pozytywy to tez znajdzie ich cała masę. Inna kwestia żeby to jeszcze dotarło emocjonalnie. Bo przykre rzeczy zawsze z łatwością znadują sobie dorge do naszego serca, duszy i umysłu zeby je zatruć, z tymi pozytywnymi niestety nie działa to tak automatycznie, wymaga przestawienia się a często też wysiłku i systematycznej pracy żeby umieć cieszyć sie z tego co jest a nie wciąż tylko tęsknić za tym czego się nie ma. Ale ja uważam, że warto, mimo, że i mi sie tak często nie chce i mam ochotę odpuścić. Ale jak tylko zaczyna wyłazić ze mnie ta stara zrzędliwa baba to mnie to otrzeźwia i biorę się za siebie trochę.

 

P.S. dobra dużo bym mogła pisać ale sie powstrzymam i tym optymistycznym akcentem zakończę swój udział w tym wątku jesli pozwolicie :) : z depresją warto walczyć bo można wygrać. A to, że nie każdemu się udaje nie oznacza, że nie warto próbować bo przeciez jak sie nie spróbuje to nie można wiedzieć czy sie uda czy nie.  


Użytkownik amino edytował ten post 03 maj 2021 - 12:33


#6 SmacznyKeksik

SmacznyKeksik
  • Imię:Magda
  • Płeć:Kobieta

Napisano 03 maj 2021 - 17:53

 

Odnośnie ludzi, którzy tu siedza latami to patrzycie bardzo wybiórczo obaj na jakiś wycinek tutejszej rzeczywistości a resztę pomijacie jakby jej nie było. Tak są tutaj ludzie, którzy siedza tu od lat, zmieniaja nicki albo i nie, ale tylko część z tych ludzi nadal nie ruszyła z miejsca ze swoim życiem. A Wy wogóle ignorujecie tych, którzy tu zaglądają sporadycznie bo już sporadycznie potrzebują forum albo poprostu robią to z semntymentu albo sami chcą teraz wspomóc innych skoro im się już układa. A co z tymi, którzy nie wracają? Pobyli tu chwilę lub dwie i nie wrócili ? Dlaczego ich nie liczycie jako tych, którzy wyzdrowieli skoro tych co zostali tak skrzętnie zaliczacie do tych, którym się nie udało ? Zreszta nikt tu chyba nie twierdzi, ze depresja to taka choroba jak zapalenie płuc, ze jak sie ją raz wyleczy to juz spokój i jest sie zdrowym, żeby życ normalnie trzeba cały czas nad sobą pracować i nikt tu chyba Wam nie wmiawiał, że jest inaczej ?

Dokładnie. Mnóstwo ludzi się przewinęło przez forum a tylko drobna część jest stałymi bywalcami lub "bumerangami". A i ci, którzy tu zaglądają niekoniecznie mają (nasiloną) depresję. Część jest w remisji, część może nawet wyzdrowiała. Dla mnie np. forum spełnia funkcję społeczną, bo mam niewiele kontaktów towarzyskich w "realu" a tu dobrze mi się pisze z ludźmi, którzy dobrze rozumieją doświadczenia, z którymi się zmaga(ła)m.

 

A to, że depresja jest chorobą trudną do wyleczenia i skłonną do nawrotów, jest raczej oczywistością.


  • anche, amino i TruskawkoweCiastko lubią to

#7 Ten_Obcy

Ten_Obcy

Napisano 03 maj 2021 - 21:38

Może pomoże, może nie, ale zawsze warto spróbować.

 

 

JA już sam do siebie gadam co jest ze mną nie tak, że jestem tak niewidzialny lub gdy kogoś się poznaje to i tak po jakimś czasie znika.

 

Można liczyć, że ktoś się pojawi i magicznie rozwiąże nasze problemy. Ja też liczyłem i się przeliczyłem i to bardzo. Nie wiem w jakim jesteś stanie, co czujesz i jak długo to trwa, ale myślę, że warto wspomnieć to, co być może już wielokrotnie słyszałeś. Emocje nie są bezpośrednim wytworem wydarzeń, czy otoczenia, ale myśli które na te wydarzenia czy otoczenie sobie kreujemy. Mam dość podobnie. Ciągłe rozgrywanie w głowie tego co było, albo tego co będzie i brak znajomych (niestety na własne życzenie). Jest to bardzo uciążliwe, bo przeszkadza w codziennym funkcjonowaniu (problemy z koncentracją) i często niepotrzebny i nieuzasadniony lęk, który złe myśli kreują. Pomagam sobie terapią i sam sporo czytam na ten temat. Ostatnio "Mindfulnes znaczy Sati". Oprócz tego jakaś książka o TPB. Postęp jest baaaardzo powolny i nie wiem czy cokolwiek to da, ale bez ogarnięcia tego problemu, trudno mi sobie wyobrazić udany związek. Te problemy zawsze gdzieś tam przeciekają i co gorsza, czasem zdarza się, że przyciągają osoby, które zamiast pomocnej dłoni, jeszcze bardziej wpychają w problemy. Przepraszam za, być może, oczywistości i może zbyt trywialne sugestie w stosunku do Twojego samopoczucia.


  • anche i TruskawkoweCiastko lubią to

#8 Aurinko

Aurinko
  • Imię:Aurinko

Napisano 03 maj 2021 - 22:42

Widzę tu takie samo błędne koło jakie było u mnie. Ci co nie myślą o samobójstwie to w ogóle mnie nie rozumieją. A Ci co są teraz szczęśliwi albo po prostu funkcjonują to nie pamiętają. Bzdura. Ale masz do niej prawo. Moja terapeutka nauczyła mnie że takie gówno też jest potrzebne tylko pod jednym warunkiem po to by w tym wszystkim obserwować i znaleźć źródło. Pewnie masz ostre superego które chce Cię chronić przed kolejnym niezrozumieniem, krzywdą i nieakceptacją. Tylko to właśnie jest to co nie pozwala mieć znajomości. Każda relacja jest teraz dla Ciebie zagrożeniem bo masz takie a nie inne doświadczenia i traumy z tym związane. Jest takie ćwiczenie. Masz gadulca który teraz robi z wszystkich dookoła wrogów, mówi że nie ma czegoś takiego jak miłość, że kiedyś to było... zwizualizuj tę osobę to w ogóle jesteś Ty? A może jakiś stwór? A może ojciec czy matka? I dopuść tą osobę do głosu niech pogada co będzie jak znowu z kimś pogadasz. Wymyśl najgorszy scenariusz daj się rozwinąć. Czujesz te emocje? Tak może być najgorzej znów trauma ból ale czy to coś nowego? Czy coś co już znasz i ta osoba chce Cię uchronić. A teraz gdy już rozpalą się te emocje gdy je poczujesz to czy już wiesz że tak może być i to... akceptujesz? Superego jest zadowolone i mówi zobacz sam doprowadziłeś do tego piekła bo... znów zaufałeś? A teraz gdy już triumfalnie wisi nad Tobą ta osoba i się z Ciebie śmieje zwiniętego w kłębek. Odważ się zwizualizować najlepszy scenariusz. Gdy odzywasz się do kogoś i spotyka Cię zrozumienie, akceptacja ba radość że się odzywasz może nawet ulga. Nie wiem jakieś konfetti szczyt marzeń jakby to mogłoby być poczuj to wzruszenie, że jest ktoś kto się interesuje Tobą. I teraz zdecyduj czy nie warto znów zaryzykować skoro najgorszy scenariusz już znasz i nic nowego Cię nie spotka ryzykując tylko to szczęście, którego tak Ci brakuje? Spróbuj. Może nawet raz nie pomoże ale dopiero za nastym razem w ogóle uda Ci się pozytywnie pomyśleć o odezwaniu się do kogokolwiek ale w końcu da Ci to siłę by coś zmienić, zadbać o siebie i przestać taplac się w tym humorze kata nad własnym życiem. I jeszcze jeden tip. Wczuj się w swoje ciało, jak reaguje na te wizje. Czy nie jest Ci błogo gdy wyobrażasz sobie intymną rozmowę z kimś wartościowym, czy to uczucie nie zasługuje na rację bytu by było celem w samym sobie? Spróbuj i tak jest tak słabo,że nic niby nie pomaga. Dopiero gdy wykorzystasz wszystkie możliwości to możesz w pełni świadomie powiedzieć że się nie da i basta. Mam wrażenie że jeszcze dużo opcji przed Tobą. Trzymaj się.
  • anche, amino i TruskawkoweCiastko lubią to

#9 Jakub300

Jakub300
  • Imię:Jakub

Napisano 04 maj 2021 - 08:59

 Pewnie masz ostre superego które chce Cię chronić przed kolejnym niezrozumieniem, krzywdą i nieakceptacją. Tylko to właśnie jest to co nie pozwala mieć znajomości. Każda relacja jest teraz dla Ciebie zagrożeniem bo masz takie a nie inne doświadczenia i traumy z tym związane. 

 

Nie czuję tego, aby każda znajomość budziła zagrożenie, czy flashback. Jak również, aby "zdrowi" mnie nie mogli zrozumieć. Po prostu jest u mnie ból samotności spowodowany tym, że ludzie często odchodzą, są fałszywi lub wychodzi po czasie prawdziwa twarz i to nie spowodowana tym, że ktoś się dowiaduje, że mam depresje, a z faktu, że chyba szybko się nudzą, bo innego wyjaśnienia nie mam. Wiadomo, też mam wady itd. również ludzie z reguły sami chcą znajomości na zasadzie "układu". Lubię pomagać, więc czasem ludzie się pojawiają, gdy jest problem, a gdy znika to znika moja osoba. Nauczyłem się już tak nie wykorzystywać i stąd jest przesiew ludzi. Nie uzależniam swojego szczęścia od innych, lecz miło by było, gdyby ktoś prawdziwy został przy boku. Tylko tyle. Reasumując nikogo nie odtrącam, nie wybiegam w przyszłość jak dana relacja się potoczy i zachowuje się przy ludziach jak "zdrowy", naturalnie bez przymusu. Czasem jest gorszy dzień, ale nie na tyle, aby pozwolić chorobie się odezwać przy innych. 



#10 amino

amino

Napisano 04 maj 2021 - 12:49

@Jakub300 Pytanie tylko czy Ty jesteś w stanie obiektywnie spojrzeć na samego siebie i czy w związku z tym Twoje wnioski ad. tego dlaczego ludzie w twoim życiu pojawiają się i znikają są trafne ?
Nie wiemy również co masz na myśli mówiąc, ze ludzie przychodzą i odchodzą i jak naprawdę wyglądają Twoje relacje z nimi. Znamy Twoją wersję, ale ciężko stwierdzić czy Twój obraz tych relacji nie jest jakoś zakrzywiony (a raczej jest bo koleżanka depresja tak właśnie działa, że wykoślawia obraz rzeczywistości) ani czy Twoje oczekiwania ad. tego jak to Twoim zdaniem powinno wyglądać są realne, bo w życiu normalnym jest, ze ludzie przychodzą i odchodzą. Relacje się rozluźniają, zanikają, zmieniają. Tylko nieliczne trwają latami i zwykle te co trwają latami albo są dość luźne albo miewają dość długie okresy totalnego rozluźnienia. Bardzo bliskie, intensywne relacje rzadko kiedy trwają latami w niezmienionej postaci, zwykle ewoluują albo się wypalają albo rozjeżdżają z różnych innych przyczyn. W depresji zwykle wszystko widzi się trochę innym, gorszym niż naprawdę jest a jednocześnie idealizuje się to czego się nie ma. Dlatego terapia to jedyne rozwiązanie jeśli chce się dojść ze sobą i swoim życiem do ładu kiedy tego ładu nie ma a odpowiedzi na pytania "dlaczego?" żadnej nie umie się znaleźć. Można próbować autoterapii jak ktoś umie, można skorzystać z pomocy terapeutów, ale cos robić trzeba w tym kierunku. Odpowiedzi i rozwiązania same nie przyjdą. Forum tez Cię nie wyleczy.

 
 
Z druhgiej strony: Depresja wychodzi z człowieka wszystkimi porami czy tego chce czy nie. Ludzie z boku mogą nie widzieć związku między zachowaniem osoby w depresji a chorobą, mogą nie umieć tego nazwać, a nawet być w szoku kiedy się dowiadują, że ktoś kogo znają jest chory bo objawy nie zawsze są oczywiste (szczególeni dla osoby zdrowej, która o depresji i jej objawach nie ma zbyt wielkiego pojęcia), ale ZAWSZE JAKIEŚ SĄ i jak najbardziej może tak być, ze ludzie czując instynktownie, ze ktoś jest inny, dziwny odsuwają  się jak od trędowatego. I to jest kolejny powód żeby się leczyć.


Użytkownik amino edytował ten post 04 maj 2021 - 12:59

  • anche, Willow47 i TruskawkoweCiastko lubią to

#11 Jakub300

Jakub300
  • Imię:Jakub

Napisano 04 maj 2021 - 13:26

@Jakub300 Pytanie tylko czy Ty jesteś w stanie obiektywnie spojrzeć na samego siebie i czy w związku z tym Twoje wnioski ad. tego dlaczego ludzie w twoim życiu pojawiają się i znikają są trafne ?
Nie wiemy również co masz na myśli mówiąc, ze ludzie przychodzą i odchodzą i jak naprawdę wyglądają Twoje relacje z nimi. Znamy Twoją wersję, ale ciężko stwierdzić czy Twój obraz tych relacji nie jest jakoś zakrzywiony (a raczej jest bo koleżanka depresja tak właśnie działa, że wykoślawia obraz rzeczywistości) ani czy Twoje oczekiwania ad. tego jak to Twoim zdaniem powinno wyglądać są realne, bo w życiu normalnym jest, ze ludzie przychodzą i odchodzą. Relacje się rozluźniają, zanikają, zmieniają. Tylko nieliczne trwają latami i zwykle te co trwają latami albo są dość luźne albo miewają dość długie okresy totalnego rozluźnienia. Bardzo bliskie, intensywne relacje rzadko kiedy trwają latami w niezmienionej postaci, zwykle ewoluują albo się wypalają albo rozjeżdżają z różnych innych przyczyn. W depresji zwykle wszystko widzi się trochę innym, gorszym niż naprawdę jest a jednocześnie idealizuje się to czego się nie ma. Dlatego terapia to jedyne rozwiązanie jeśli chce się dojść ze sobą i swoim życiem do ładu kiedy tego ładu nie ma a odpowiedzi na pytania "dlaczego?" żadnej nie umie się znaleźć. Można próbować autoterapii jak ktoś umie, można skorzystać z pomocy terapeutów, ale cos robić trzeba w tym kierunku. Odpowiedzi i rozwiązania same nie przyjdą. Forum tez Cię nie wyleczy.

 
 
Z druhgiej strony: Depresja wychodzi z człowieka wszystkimi porami czy tego chce czy nie. Ludzie z boku mogą nie widzieć związku między zachowaniem osoby w depresji a chorobą, mogą nie umieć tego nazwać, a nawet być w szoku kiedy się dowiadują, że ktoś kogo znają jest chory bo objawy nie zawsze są oczywiste (szczególeni dla osoby zdrowej, która o depresji i jej objawach nie ma zbyt wielkiego pojęcia), ale ZAWSZE JAKIEŚ SĄ i jak najbardziej może tak być, ze ludzie czując instynktownie, ze ktoś jest inny, dziwny odsuwają  się jak od trędowatego. I to jest kolejny powód żeby się leczyć.

Nie szukam tutaj leczenia, nie da się wyleczyć kogoś kto sam jest chory. Nie szukam tutaj nic prócz osób o  podobnych poglądach, a czasem się po prostu pośmiać i oderwać głowę. Obiektywnie patrzę na swoją osobe, jak i na innych. Napisałaś wszystko co wiem, ale i tak dziękuje 







Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych