Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Czy to przypadek beznadziejny ?

depresja nerwica psychoterapia

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
12 odpowiedzi w tym temacie

#1 Luna879

Luna879
  • Imię:Patrycja

Napisano 30 grudzień 2020 - 23:39


Witam wszystkich, 

 

Jestem nowa na tym forum ale udało mi się już przeczytać bardzo dużo wątków. 

 

Piszę tutaj z poziomu podłogi. Dosłownie i w przenośni. Siadłam tu godzinę temu i jestem zbyt sparaliżowana żeby wstać. 

 

Jestem w bardzo złym stanie,kompletnie wyczerpana. Zaczyna się własnie moj czwarty epizod depresyjny. Mam 28 lat i nie mam nadziei. Pierwszy raz od mojej "przygody" z depresją poważnie rozważam samobójstwo. Jedyne co mnie powstrzymuj to ból jaki sprawię innym. Ale cichy głos w mojej głowie podpowiada, że oni przecież też mają wybór, mogą do mnie dołączyć. 

 

Jestem 2,5 roku w terapii, praktycznie bez przerwy. Dwa razy brałam leki. Skonczyłam je brać w październiku i teraz w trakcie świąt objawy wróciły. Nie mam nadziei na to że kiedy będe po prostu czuła się dobrze. Wiadomo że im częściej depresja wraca i im szybciej, tym większe ryzyko że zawsze będzie wracać. A zawsze wraca gorsza. Moja depresja zawsze zaczyna się od kryzysu egzystencjalnego. Myślę o śmierci, o tym, że każdy umrze i po śmierci nic nie ma. O tym, że całe życie to tylko pasmo cierpień, żałoby i traumy i w zasadzie po co to wszystko? Nie istnieją momenty na tyle radosne żeby stłumić ból i rozpacz. Natomiast jest rozpacz która stłumi każdą radość. 

Uważam że jestem bardzo słaba psychicznie. Tak łatwo mnie załamać. Wiem,że to wina mojego dziecinstwa, bycia DDA, rodziców ale to nie sprawia że czuje się lepiej. I to jest chyba ten cały problem. Ja to wszystko bardzo dobrze wiem. Terapia mnie bardzo dużo nauczyła, mam świetną terapeutką, fantastycznego psychiatrę, przeczytałam masę książek psychologicznych, artykułów, wysłuchałam chyba wszystkich podcastów i ted talków. Mam super przyjaciół, wiem że mogę liczyć na rodzinę, mam bardzo dobrą i mało stresującą pracę, dobrze zarabiam. 

I to wszystko sprawia że nienawidzę się jeszcze bardziej. Powinnam być szczęśliwa, powinnam być szczęśliwa, mam przecież tak dużo. Ale nie umiem. Myślę tylko o tym, że zaraz to stracę. Że zaraz ktoś umrze, że sobie z tym na pewno nie poradzę, że nie zniosę bólu. A potem myślę o tym że pewnie umrze kolejna osoba. Wyczekuje najgorszych serii tragedii, a potem spędzam godziny szukając informacji, czytając jak sobie z tragediami radzą inni, czy da się żyć. Potem dochodzą myśli, że w takim razie ja pewnie zaraz umrę. I dopadnie mnie nicość. 

 

Najgorsze jest to że tydzien temu wszystko było w porządku. Tydzień temu czułam się super. W ciągu ostatniego roku zaczęłam codziennie ćwiczyć, spotykać się ze znajomymi, cieszyć się życiem. Minął tydzień i wystarczyło żeby to wszystko stało się w ogóle nie istotne. Już nawet nie pamiętam że był czas kiedy czułam się lepiej. Teraz znowu nie śpię, nie mogę jeść, ciągle płaczę, mam ciągłe ataki paniki i rozpaczy tak dużej że mam ochotę krzyczeć. 

Dzisiaj widziałam się pierwszy raz z terapeutką po świętach i była przestraszona. Tym bardziej że za tydzien jej nie ma i nie będziemy się widzieć 2 tygodnie. Powiedziała mi wprost że martwi sie czy sobie poradzę i czy pisałam do lekarza. Umówiłam się więc do lekarza ale wizyta jest dopiero za tydzien. A ja nie mogę funkcjonować. 

 

Czuję tak ogromny ból psychiczny. Żeby go tłumić wbijam paznokcie w skórę bo nie wiem co innego mam zrobić. Nie jestem w stanie przebywać z ludźmi, odwołałam wszystkie spotkania z przyjaciółmi, nawet sylwestra. Natychmiast dostaję ataku paniki w czyimś towarzystwie, nie mogę skupić się na rozmowie. I jest mi tak wstyd że się tak czuje. Nie mogę pojąć jak to możliwe że inni się tak nie czują. 

 

I nie mam nadziei że będzie lepiej. Skoro tak świetny lekarz nie jest mi w stanie pomóc, skoro na prawdę dobra terapeutka niczego nie zmieniła, skoro mam tę całą wiedze. A nic się nie zmienia, jest tylko gorzej. Brak mi pomysłów i siły. Jest mi wstyd że ludzie mnie próbują wspierać, a ja nie umiem z tej pomocy korzystać...Chce żyć, na prawdę, ale to nie jest już życie tylko wegetacja. 

 

Jeśli komukolwiek będzie się chciało to przeczytać to dziękuję. Zastanawiam się czy jeśli zostawilabym taki opis w listach pożegnalnych to czy bliscy by zrozumieli. Boję się że zostawię ludzi z traumą do końca życia ale to chyba nie jest wystarczający powód żeby się tak męczyć. 

 

 



#2 anche

anche
  • Płeć:Kobieta

Napisano 31 grudzień 2020 - 00:43

Witaj na forum,.

Dzięki, że podzieliłaś się swoją historią.

 

Podchwytliwa choroba, co?

Żyjesz już normalnie, a tu bęc, jakby ktoś wyłączył kolory.

Bywają różne sytuacje, gdy może dojść do remisji depresji, mózg nie jest jeszcze w pełni zdrowy, jest podatny na zachwiania, emocjonalnie/ psychicznie brak nam narzędzi do zachowania spokoju i stabilności i siedzi się nagle twarzą w błocie. Tudzież dywanie. 

 

To taki moment, teraz tak jest, ale nie będzie zawsze.

Musisz przetrwać tę chwilę do wizyty u lekarza.

Za jakiś czas znów będzie można spróbować odstawić leki. Bądź dzielna, za daleko już doszłaś żeby teraz się poddać.

 

Gratuluję też wytrwałości i motywacji do stałej terapii, bardzo szanuję i mimo, że się nie znamy to czuję radość, że ktoś postawił na siebie i staje się wspanialszym człowiekiem.

Pozdrawiam ciepło


Linia Wsparcia (24h) 800 70 2222
 
Kryzysowy Telefon Zaufania (pon-pt, 14-22) 116 123
 
ITAKA centrum wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego (24h) 22 484 88 01 
 
ITAKA antydepresyjny telefon zaufania (pon i czw, 17-20) 22 484 88 01
 
Telefon Zaufania Uzależnienia Behawioralne 801 889 880 (codziennie, 17-22 opłata tylko za pierwszą minutę)

#3 dopołowy

dopołowy
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 31 grudzień 2020 - 06:43

Cześć. Również dziękuję za podzielenie się swoją historią. Zostań tu z nami, razem przeczekamy do kolejnej wizyty u lekarza.

Czuję ogromny podziw, do tego ile pracy już za Tobą. Mogłabyś niejednego z nas wiele nauczyć.

Ściskam.

#4 amino

amino

Napisano 31 grudzień 2020 - 09:42

Przyłaczam sie do wypowiedzi dziewczyn powyżej. Nie brzmisz jak przypadek beznadziejny. Brzmisz calkiem mądrze, umiesz nazwać to co czujesz i co sie z Tobą dzieje (a to dużo) słychać, że terapia przyniosła jednak jakieś rezulataty (nawet jesli w tej chwili tego nie czujesz) albo poprostu jesteś mądrą dziewczyną znatury  :D  Nie wiem w jakim nurcie pracujesz ze sowją terapeutką ale z tego co się orientuję większość terapii takich dla DDA między innymi to proces długotrwały. 2,5 roku to z jednej strony szmat czasu ale z drugiej niektóre terapie dopiero po 3 latach zaczynają się rozkręcać. Może skoro intersujesz się psychologią i pochłaniasz dużo na ten temat materiałów zainteresuj sie w międzyczasie (zanim obecna terapia i leki postawią cię na nogi na dobre) jakimiś metodami pomagajacymi doraźnie tu i teraz. Poczytaj np. o terapiach behawioralnych (np. DBT) które w przeciwieństwie do analitycznych czy poznawczych co do zasady mają pomagac radzic sobie z problemami tu i teraz na cito bardziej nie zagłebając się tak mocno w przeszłość i nie szukajac odpowiedzi na to co nas tak a nie inaczej ukształtowało. Może skonsultuj ze swoja terapeutką czy jakiejś takiej terapii zachowań nie mogłabyś podjać jednocześnie z tą na której jesteś żeby sobie pomóc skuteczniej czy szybciej, albo może jeszcze jakąś inną Ci terapeutka podpowie metodę, o której ja mogłam nawet nie słyszeć, a która nie zakłóci obecnej terapii. Nieśmiało zaproponuję tez mindfullness - mi pomógł swego czasu się wygrzebać, dużo czytałam i przyswajałam tak ogólnie na ten temat (selekcjonowałam tę wiedzę i wybierałam to co do mnie trafia i na mnie działa) no i trafiłam na dobrą mentorkę, która wcześniej była psychologiem i terapeutą przez wiele lat, wiec wiedziała co robi.

 

Myslę też, ze duzym obciążeniem dla Ciebie jest poczucie winy i martwienie się, że choroba nigdy sobie nie pójdzie na dobre. Dobrze  by było jakbyś znalazła sposób na pozbycie się poczucia winy i tej myśli, że już nigdy nie będzie normalnie bo nie wiesz jaki scenariusz Ci życie napisze. Może staniesz na nogi w przeciągu roku i choroba nigdy już nie wróci a może zawsze bedzie sie gdzieś czaiła za plecami ale Ty i tak nie dasz jej przejąć sterów i nauczysz się żyć z tym cieniem poprostu a moze jeszcze inaczej to będzie wygladało - tak czy inaczej zamartwianiem się sobie nie pomożesz a możesz zaszkodzić.



#5 Luna879

Luna879
  • Imię:Patrycja

Napisano 31 grudzień 2020 - 15:49

Bardzo dziękuję Wam za wszystkie odpowiedzi. Nawet nie wiecie jak mi miło że ktokolwiek odpisał i ile to dla mnie znaczy.

Moja terapeutka mówiła mi i mindfullnes ale nigdy się w to głębiej nie wkręciłam. Moim dużym problemem jest to że nie umiem się "wyłączyć". Kiedy ktoś mi mówi żebym się nie przejmowała przyszłością to zaczynam się irytować. Tak samo kiedy ktoś sugeruje żebym "czymś się zajęła". W takim stanie jak teraz mam wrażenie że to głupie oszukiwanie się. Ze nie myślenie i śmierci to tylko udawanie że wszystko jest ok i nie stracimy kiedyś wszystkiego co kochamy. Dlatego nie mogę myśleć pozytywnie. Bo myślenie pozytywne to dla mnie oszustwo na tę chwilę. Więc i terapie o których pisała jedna z Was wydają mi się oszustwem. Nie mówię absolutnie że tak jest ale kiedy czytam że chodzi o zmianę sposobu myślenia to nie mogę tego zrozumiec. Nie rozumiem co ma to zmienić dla mnie. To trochę tak jakby ktoś mi mówił teraz "myśl pozytywnie" w momencie kiedy czuje rozpacz.
Moj schemat myślenia bardziej wygląda tak że zaczynam myśleć pozytywnie a po chwili mam takie "ale to nic nie zmienia". Osoba siedzącą na przeciw mnie nadal może umrzeć w każdej chwili. I wpadam w jeszcze większą panikę i beznadzieję 😒.

Zapisałam się na powiadomienia jeśli zwolni się wcześniejszy termin do psychiatry. Chociaż wiem że sama wizyta przecież nic nie zmieni.

Moja przyjaciółka leczy się na depresję. Jeszvze dwa tygodnie temu sama podnosiłam ją na duchu że nie można słuchać statystyk, że da się wyjść z depresji. A teraz sama jej unikam żeby nie dowiedziała się że mam nawrót.

Szukałam sposobu żeby podnieść się na duchu. Jakiejś historii osoby takiej jak ja która skończyła się sukcesem. Ale wiecie że nie ma takiej? Depresja zawsze wraca albo co gorsza... Wygrywa.

Nie wiem co więcej mogę napisać. Boję się że odstrasze wszystkich moim podejściem. Boję się nawet rozmawiać o tym ze znajomymi ze pomyślą "o Boże, znowu to samo, ile można". Sama w końcu tak o sobie myślę.

#6 SmacznyKeksik

SmacznyKeksik
  • Imię:Magda
  • Płeć:Kobieta

Napisano 31 grudzień 2020 - 17:04

Cześć. Moim zdaniem wyjście z depresji jak najbardziej jest możliwe. Trzeba jednak pamiętać, że depresja ma wiele twarzy więc nawet gdybym podała Ci przykłady takich osób to nie znaczy, że w Twoim przypadku to samo zadziała. Na pewno jednak uniwersalnym czynnikiem jaki trzeba sobie uświadamiać w depresji jest to, że mamy prawo do zróżnicowanego samopoczucia. Osoby w depresji często popadają w nawrót bo gdy tylko poczują się trochę gorzej, już panikują że cała ich robota poszła na marne i staczają się z górki emocjonalnej na całego. Dlatego uważam, że akceptacja słabszych dni to fundament każdego zdrowienia.
  • amino lubi to

#7 Luna879

Luna879
  • Imię:Patrycja

Napisano 31 grudzień 2020 - 17:17

Cześć. Moim zdaniem wyjście z depresji jak najbardziej jest możliwe. Trzeba jednak pamiętać, że depresja ma wiele twarzy więc nawet gdybym podała Ci przykłady takich osób to nie znaczy, że w Twoim przypadku to samo zadziała. Na pewno jednak uniwersalnym czynnikiem jaki trzeba sobie uświadamiać w depresji jest to, że mamy prawo do zróżnicowanego samopoczucia. Osoby w depresji często popadają w nawrót bo gdy tylko poczują się trochę gorzej, już panikują że cała ich robota poszła na marne i staczają się z górki emocjonalnej na całego. Dlatego uważam, że akceptacja słabszych dni to fundament każdego zdrowienia.

Myślę że masz dużo racji. Też mam tak że jeśli czuję się długo smutna to zakładam nawrót. Te myśli wywołują panikę, panika sprawia że nie mogę spać, brak snu zmniejsza apetyt. Brak apetytu wpływa na ogólne samopoczucie i tak się to kołem toczy. 

Z pozytywów dzisiejszego dnia udało mi się mieć przebłysk znośnego nastroju i wyszłam na godzinę na spacer. 


A jak Wy trafiliście na to forum ? Jak Wasze samopoczucie?



#8 Tawak

Tawak
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 31 grudzień 2020 - 23:10

Ja już w zasadzie jem mało, apetyt mam tylko w dni w pełni robocze. Udało mi się w ciągu 9 miesięcy zrzucić około 10 kg.

Jednakże nie zgodzę się, że brak snu zmniejsza apetyt, bo gdy jadę do pracy to rzadko jestem wyspany, a apetyt mam wtedy większy niż w dni wolne od pracy, po późniejszej pobudce.



#9 Luna879

Luna879
  • Imię:Patrycja

Napisano 01 styczeń 2021 - 00:37

Ja już w zasadzie jem mało, apetyt mam tylko w dni w pełni robocze. Udało mi się w ciągu 9 miesięcy zrzucić około 10 kg.

Jednakże nie zgodzę się, że brak snu zmniejsza apetyt, bo gdy jadę do pracy to rzadko jestem wyspany, a apetyt mam wtedy większy niż w dni wolne od pracy, po późniejszej pobudce.

Hm, to chyba zależy jak dla kogo. Ja mam tak że stres siada mi na żołądku i nie jestem w stanie niczego przełknąć bo zbiera mnie na wymioty. I tak samo mam jak nie śpię, od razu jakoś mi źle na żołądku. 



#10 SmacznyKeksik

SmacznyKeksik
  • Imię:Magda
  • Płeć:Kobieta

Napisano 01 styczeń 2021 - 12:03

Różnie to jest, chyba każdy inaczej reaguje :) podobnie mam z obniżeniem nastroju, wszędzie czytam że w depresji nasila się rano, ja mam przeciwnie - gorzej czuję się wieczorem (i w dni wolne, to wtedy nawet od rana może się zdarzyć). Bo rano mam jakieś plany, perspektywy na dzień, wchodzę w wir aktywności dnia, a wieczorem kiedy już jestem dawno po pracy, kiedy wszystko w domu porobione, kiedy robi się szaro a później ciemno, kiedy już jest czas na relaks i nie ma się za bardzo sił na wymyślanie nie wiadomo jakich aktywności, to i ja się czuję coraz gorzej.



#11 amino

amino

Napisano 01 styczeń 2021 - 18:18

 

 

Moim dużym problemem jest to że nie umiem się "wyłączyć". Kiedy ktoś mi mówi żebym się nie przejmowała przyszłością to zaczynam się irytować. Tak samo kiedy ktoś sugeruje żebym "czymś się zajęła". W takim stanie jak teraz mam wrażenie że to głupie oszukiwanie się. Ze nie myślenie i śmierci to tylko udawanie że wszystko jest ok i nie stracimy kiedyś wszystkiego co kochamy. Dlatego nie mogę myśleć pozytywnie. Bo myślenie pozytywne to dla mnie oszustwo na tę chwilę. Więc i terapie o których pisała jedna z Was wydają mi się oszustwem. Nie mówię absolutnie że tak jest ale kiedy czytam że chodzi o zmianę sposobu myślenia to nie mogę tego zrozumiec. Nie rozumiem co ma to zmienić dla mnie. To trochę tak jakby ktoś mi mówił teraz "myśl pozytywnie" w momencie kiedy czuje rozpacz.

 

Może jednak poczytaj sobie troche i o mindfullness i o terapii behawioralnej. W sumie to nie trochę ale duuużo poczytaj. Najlepiej wszystko co Ci wpadnie w ręce bo podejścia są rózne i na bank nie wszystko do Ciebie trafi i Cię przekona. Mozliwe nawet, ze większość zaraz po przeczytaniu uznasz za rubish i jakies szmaństwo czy inne VooDoo, w ustach wielu osób brzmi to tez czasem aż sekciarsko (ja od takiego podejścia sie trzymam z daleka). Ja tak miałam, że jakieś 60-70% przeczytanych tekstów i obejrzanych filmików mnie nie przekonywało. Ale warto sie zapoznać z jak największa iloscią materiałów, podumac nad tym i wybrać to co jednak gdzies tam przemówi. Ja sie musiałam oswoić z całą tą koncepcją życia tu i teraz. Troche to sobie w głowie poukładać bo początkowo miałam chaos w głowie i wiele rzeczy wydawało mi sie albo neimożliwych albo niespójnych. Dopiero po kilku miesiącach czytania, oglądania, oswajania się znalazłam swój złoty środek. Pomogła mi tez bardzo ta osoba, do której chodziłam na medytacje i ćwiczenia bo babeczka naprawde była fajna, rzeczowa i bardzo naturalna w tym co robiła i jak prowadziła zajęcia, nic nie zalatywało nawet odrobiną sekciarstwa. Miała takie bardziej psychologiczne podejście do tematu zdecydowanie. Dodam tylko, że ani mindfullness ani terapia behawioralna nie maja wiele wspólnego tak naprawdę z takim właśnie jak opisałaś: "myśl pozytywnie" czy "nie myśl o przyszłości/przeszłości" chociaż na pozór tak sie może wydawać. Bo masz całkowitą rację, że samo powtarzanie sobie takich sloganów niczego nie zmienia i jest tylko oszukiwaniem się. Mindfullness uczy raczej jak i dlaczego o tej przeszłości i przyszłosci nie myśleć za duzo, jak sie bardziej skupić na teraźniejszości i jakie efekty powinno takie podejście przynieść, od tego stwierdzenia zabawa się właściwie dopiero zaczyna. Tak samo terapia behawioralna wychodzi od idei pozytywnego myślenia (chociaż może trafniejsze by było określenie: neutralnego myslenia) ale skupia sie na nauce jak to zrobić żeby to naprawdę działało i przynosiło wymierne rezulataty a nie na powtarzaniu jak mantrę "będzie dobrze, tyko myśl pozytywnie" ;P bo od samego myślenia, ze będzie lepiej nie bedzie lepiej. Ale jak sie człowiek nauczy patrzeć na świat i pewne sprawy przez odpowiedni filtr, z odpowiednim dystansem i nastawieniem to już może się wiele zmienić na lepiej. Inna sprawa, ze z niektórymi rzeczami trzeba się zwyczajnie pogodzić i ich nie rozkminiać na potęgę. Nie myslenie o smierci nie ma na celu zaklinania rzeczywistości, ze śmierc nie istnieje ma na celu skupienie sie na życiu, które ucieka między palcami dokładnie w tym momencie, w którym myślimy o tym jak bardzo boimy się smierci. A z samym faktem, ze smierc jest nieunikniona trzeba sie poprostu pogodzić bo tego zmienić sie nie da. O tym też mindfullness jest. O godzeniu się z tym co nieuniknione i nie marnowaniu czasu i energii na to czego zmienić nie możemy w danym momencie tylko skupieniu na tym co zrobić możemy. Wbrew pozorom nasze zycie nie składa sie z faktów tlyko z naszej ich percepcji i interpretacji dlatego od sposobu myslenia i podejścia do różnych spraw zalezy w naszym życiu praktycznie wszytsko to na co wogóle mamy wpływ, w pierwszej kolejnosci nasze samopoczucie a co za tym idzie poziom energii i chęci do działania. A od poziomu energii i chęci w połaczeniu z nastawieniem, podejściem i umiejętnością nakierowania ich na sprawy istotne i warte uwagi to już zależy właściwie całe nasze życie :D


Użytkownik amino edytował ten post 01 styczeń 2021 - 18:21

  • dopołowy lubi to

#12 anche

anche
  • Płeć:Kobieta

Napisano 01 styczeń 2021 - 18:56


Szukałam sposobu żeby podnieść się na duchu. Jakiejś historii osoby takiej jak ja która skończyła się sukcesem. Ale wiecie że nie ma takiej? Depresja zawsze wraca albo co gorsza... Wygrywa.
 

 

Ja wyszłam z depresji, wiele osób tu na forum także ;)
Jest gdzieś nawet na forum taki temat o osobach które z depresji wyszły.

Depresja zmienia sposób widzenia świata. W depresji widzi się go innym niż jest, dlatego tak dużo mówi się o tym co ma się w głowie i jak się myśli.


  • amino, Willow47 i SmacznyKeksik lubią to
Linia Wsparcia (24h) 800 70 2222
 
Kryzysowy Telefon Zaufania (pon-pt, 14-22) 116 123
 
ITAKA centrum wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego (24h) 22 484 88 01 
 
ITAKA antydepresyjny telefon zaufania (pon i czw, 17-20) 22 484 88 01
 
Telefon Zaufania Uzależnienia Behawioralne 801 889 880 (codziennie, 17-22 opłata tylko za pierwszą minutę)

#13 Luna879

Luna879
  • Imię:Patrycja

Napisano 02 styczeń 2021 - 18:55

Dziękuję za wszystkie rady, na pewno wezmę je pod uwagę jeśli/kiedy poczuje się lepiej.

Wczoraj koleżanka namówiła mnie żebym poprosiła psychiatre o wcześniejszą konsultacje i dzisiaj miałam wizytę przez telefon. Niestety nie usłyszałam nic co by mi choć odrobinę pomogło. Wręcz przeciwnie. Można powiedzieć że lekarz stwierdził że muszę znaleźć sposób żeby tak się nie czuc. (coś jak, zmień nastawienie) a do tego wygadał się że moja terapeutka zawiesza działalność. Zwykle jest bardzo profesjonalny i rozumiem że mogl mieć gorszy dzień ale kurde... Wybrał chyba najgorszy z możliwych.





Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Również z jednym lub większą ilością słów kluczowych: depresja, nerwica, psychoterapia

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych