Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Właściwie, dlaczego tu jestem?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
12 odpowiedzi w tym temacie

#1 shalafi

shalafi

Napisano 02 sierpień 2020 - 12:12


Kolejne internetowe forum dla "wykolejeńców" (nie obrażając nikogo), kolejny mój niby to desperacki krok, kolejny przejaw słomianego zapału by wziąć się za siebie i coś zrobić ze swoim życiem. Napisanie posta. Co on właściwie zmieni, skoro brakuje mi zupełnie podstawowej umiejętności systematycznej pracy, a dobre rady wyjątkowo rzadko udaje mi się przekuć w praktykę, co jest kluczowe dla jakiegokolwiek rozwoju?

 

Cześć, tak w ogóle.

 

Parę dni temu skończyłem 34 lata. Od dwóch pracuję w swojej obecnej korporacji na dosyć szeregowym stanowisku, od jutra wracam do pracy po dwutygodniowym urlopie. Od czterech lat jestem żonaty. Mieszkam tylko z żoną, nie licząc dwóch kotów. Pomimo małżeństwa, nie mamy regularnej relacji seksualnej i jestem onanistą (how pathetic is that?). Żonie chyba nie za bardzo zależy (chyba że w celach prokreacyjnych bo lubi dzieci, ale ten temat chronicznie odkładamy na później), a ja jestem przesiąknięty internetową erotyką, co w połączeniu z fizyczną niepełnosprawnością żony tylko pogłębia problem. Towarzyszy mi smutny wniosek że małżeństwo zawarłem nie ze szczerego uczucia a z rozsądku (by nie ożenić się zbyt późno, by wykorzystać "okazję" {brzydko mówiąc} która się nadarzyła, by po prostu nie zostać samemu w życiu i w wyniku naiwnej nadziei że w małżeństwie "jakoś się wszystko ułoży").

 

Analogicznie do stereotypowych spotkań anonimowych alkoholików, w których uczestnik powinien otwarcie przyznać się do swojego problemu - ja aby osiągnąć mglisty cel "pracy nad sobą" i "poprawy swojej sytuacji", zapewne powinienem mówić/pisać o sobie otwarcie. Otóż - nie potrafię pozytywnie wypowiadać się na swój temat, choć obiektywnie mam jakieś zalety i atuty (głównie przypominane mi przez innych i do których nie potrafię się przyznać). Nie pozwala mi na to wiedza o moich wadach i ograniczeniach, które 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu odciskają na mnie swoje piętno. Podobnie jak pokłosie wychowania, jakichś uwarunkowań genetycznych, no i doświadczeń życiowych. Pochodzę z tak zwanego dobrego domu. Zawsze byłem doskonale zaopiekowany jeśli chodzi o zaspokojenie podstawowych potrzeb fizjologicznych (ostatni urlop spędzony w większości w gronie najbliższych krewnych dobitnie mi o tym przypomniał, powrót do miejsca stałego zamieszkania dobitnie zaś przypomniał o tym jakim jestem kaleką jeśli chodzi o samodzielne i odpowiedzialne życie) i jednocześnie w procesie własnego wychowania nie znalazłem przestrzeni do tego by nauczyć się systematycznie zaspokajać potrzeby wyższego rzędu, mówiąc potocznie: odnaleźć SIEBIE, swój sposób na życie. Teraz nie jestem już najmłodszy, a im jestem starszy tym mniejsza wiara w to że kiedykolwiek się uda i tym większe dołowanie się i użalanie nad sobą.

 

W pracy jestem bardzo podatny (nadwrażliwy) na jakikolwiek stres. Naprawdę, jakąkolwiek trudność, cokolwiek co układa się nie po mojej myśli. Okropne jest to że każde jedno czyjeś zwrócenie się do mnie w ramach procesu i służbowych obowiązków - w głębi duszy jest dla mnie ciosem po którym muszę się pozbierać. W głębi duszy - nienawidzę tych wszystkich "życiowych" spraw, trosk, trudności, odpowiedzialności (a jednocześnie obwiniam siebie za brak naturalnego zainteresowania celami społecznymi). Chciałbym żyć w świecie w którym obowiązują inne reguły, jakieś łatwiejsze, bardziej przyjazne. Tyczy się to zarówno pracy jak i życia po pracy, przede wszystkim małżeńskiego.

 

Przyszedłem tu, bo mam jakieś psychiczne zaburzenie lub chorobę. Może depresję, może borderline, może zaburzenia lękowe, może fobię społeczną, może wszystko naraz. W życiu byłem u co najmniej trzech lekarzy i żaden z nich nie zainteresował się na tyle by precyzyjnie zdiagnozować problem i wdrożyć skuteczne leczenie. Zawsze było to na zasadzie: przez pół godziny posłucham pana ględzenia, wypiszę na coś receptę, pan to kupi i łyknie, ja zarobię, a jak pan dotrze na następną wizytę to powtórzymy schemat. I tak w kółko. Dlatego już nie wierzę w skuteczność leczenia, ale może ktoś z Was przekona mnie że jestem w błędzie.

 

Co tydzień mam tylko godzinne spotkania z psychologiem (z racji obecnych ograniczeń, od kilku miesięcy przez Skype). Ale znowu, na dłuższą metę obawiam się że jest to forma wygadania się, wyżalenia, taki przyjaciel za pieniądze. Bez realnego przełożenia na codzienne życie.

 

Nie wiem co mam zrobić żeby było lepiej, żebym lepiej oceniał samego siebie, wierzył w swoje siły, miał jakieś fajniejsze życie, bez tych wszystkich psychicznych udręk. Czuję się osaczony obowiązkami, troskami, oczekiwaniami (żony, współpracowników, krewnych, całego świata). W tym wszystkim nie ma miejsca na mnie, na moje jakiekolwiek kreatywne podejście do siebie, określenie sobie celu i dążenie do jego osiągnięcia. No dobrze - obiektywnie pewnie to miejsce jest, ale jestem takim psychicznym i społecznym kaleką, i życiowym nieogarem że nie potrafię go zająć. I to że jestem dość inteligentny albo mam jakieś talenty, nie pomaga. Najwyraźniej jestem zbyt głupi albo zbyt leniwy, a na pewno niezdolny do kreatywności, inicjatywy i systematycznej pracy. I do znalezienia zdrowego balansu pomiędzy własnymi potrzebami i życiem społecznym.

 

Fajnie, jeśli ktoś z Was doczytał post do końca. Obawiam się że nic w moim życiu nie zmieni. Ale jest drobna iskierka nadziei że tym razem będzie inaczej.


  • SyriuS i Marek65 lubią to

#2 Atropos

Atropos
  • Płeć:Kobieta

Napisano 02 sierpień 2020 - 12:28

Spóźnione sto lat ;) 

Fajnie, że tutaj jesteś, może to będzie dla Ciebie miła odskocznia, a kontakt z osobami z podobnymi problemami będzie pomocny. 

 

Piszesz o odnalezieniu siebie - masz jakąś pasję, zainteresowania?


  • hawwa i Marek65 lubią to

#3 WhiteBlankPage

WhiteBlankPage
  • Płeć:Kobieta

Napisano 02 sierpień 2020 - 12:40

@shalafi witaj na forum, fajnie, że zajrzałeś.

 

 

 

Teraz nie jestem już najmłodszy

 

Oj bez przesady! ;)

 

A tak poważnie: co w ogóle na to wszystko Twój psycholog? Podczas sesji mówisz tylko Ty i tyle? Powinien mieć jakieś wnioski. Od kiedy masz kontakt z psychologiem? Jakie leki dostawałeś wcześniej i jak długo je stosowałeś, by je odstawić? 


  • Marek65 lubi to

Za głośno? Co jest za głośne? Tylko cisza. Cisza, w której się człowiek rozpada jak w próżni.

#4 shalafi

shalafi

Napisano 02 sierpień 2020 - 12:53

Moje pasje? Dobre kino, dobra muzyka. Trochę gram na gitarze (akustycznej). Poza tym podróże. Nie jeżdżę często, ale w tym roku przed pandemią udało mi się pojechać ze znajomymi do Izraela. Więc zdarzają mi się dobre wydarzenia, problem jest w regularności. No i brakuje mi jakiegoś praktycznego hobby, obojętnie czy byłoby to szersze wykorzystanie gitary czy coś zupełnie nowego.
O psychoterapii i lekach napiszę nieco później.
  • Marek65 lubi to

#5 hawwa

hawwa
  • Płeć:Kobieta

Napisano 02 sierpień 2020 - 13:11

Hej. Też nie jestem lub może już jestem odporna na stres. Przez stres w pracy i rasizm wobec mnie (mieszkam za granicą) mam nawrót depresji i lęki przez światem ludźmi.
Od roku jestem na lekach w tym też na poprawę snu. Zakonczyłam terapię, która zwolniła mnie od ciągłego leżenia w łóżku i zaniedbania najbliższych. Lęki nadal Ale wyjdę przed dom i z mężem pojadą na zakupy i to tyle.

Grunt to znaleźć dobrego terapeute. Pierwszy raz powiem że trafiłam i na dobrą lekarkę i na fantastyczną terapeutkę.

Rozgość się na forum.

Aaa nie jesteś stary ja jestem starsza ;)
  • WhiteBlankPage i Marek65 lubią to
"Świat należy do ludzi, którzy mają odwagę marzyć i ryzykować, aby spełniać swoje marzenia. I starają się robić to jak najlepiej." Paulo Coelho

#6 shalafi

shalafi

Napisano 02 sierpień 2020 - 18:22

Widzę że kwestia mojego wieku wywołała małe poruszenie :) Nie chcę kreować się na jakiegoś sędziwego staruszka, absolutnie. Tym bardziej że są tutaj starsi ode mnie. Ale mimo to jest to kwestia dla mnie dość istotna i chciałbym zostać dobrze zrozumiany. Wiem, że mówi się na przykład: "nigdy nie jest za późno na realizację marzeń". Ale mówi się też że w dzisiejszych czasach granica pomiędzy nastoletniością a dorosłością przesunęła się do wieku 30+. I jakoś nie pociesza mnie fakt że taki jest ogólnoświatowy trend. Bo widzę co osiągnęli młodsi ode mnie krewni i znajomi, którzy mają już swoje dzieci, jakieś aktywne pasje, umiejętności społeczne, potrafią oszczędzać. Lubią to swoje życie po prostu i odnajdują się w nim. Oczywiście że mają swoje problemy, ale mam wrażenie że mają do nich inne podejście - jeśli nie dojrzalsze, to przynajmniej bardziej "luzackie" i z większą pewnością siebie.

 

Ja potrafię cieszyć się życiem chyba tylko w momentach beztroski - dobrych rozmów (wbrew pozorom pomimo swojej introwertyczności potrafię być towarzyski) z nierzadko szumiącym w żyłach alkoholem, żartów, fajnego towarzystwa. Albo podczas jakichś szczególnych eventów, miłych, niecodziennych, ekscytujących. Codzienne przepełnione troskami i trudnościami sytuacje powodują mój wewnętrzny (i zazwyczaj głęboko skrywany) bunt i sprzeciw.

 

 

 

A tak poważnie: co w ogóle na to wszystko Twój psycholog? Podczas sesji mówisz tylko Ty i tyle? Powinien mieć jakieś wnioski. Od kiedy masz kontakt z psychologiem? Jakie leki dostawałeś wcześniej i jak długo je stosowałeś, by je odstawić? 

 

Właściwie psycholożka. Kontakt mam od ponad półtora roku. Przez większość sesji mówię ja. Czasem ona faktycznie rozwija moje myśli, interpretuje, wysnuwa wnioski. Nawet nie czasem tylko dość regularnie, i np. zadaje pytania kierunkowe, rozszerzające wątek. Problem jest chyba głównie w tym że nie potrafię wykorzystywać nabytej w ten sposób wiedzy w życiu poza sesjami. W trudnych, stresowych, emocjonalnych życiowych sytuacjach - do tej pory, mimo wielu spotkań terapeutycznych w wielu miejscach, nie wypracowałem sobie "narzędzia" które byłbym w stanie użyć po to by daną sytuację naprawić, lub by "poszperać" w moim mózgu tak bym miał do niej inne, lepsze podejście. I szczerze to nie mam pojęcia jak takie skuteczne narzędzie stworzyć i czy w moim przypadku jest to możliwe.

 

Jeśli chodzi o leki to w ciągu ostatnich kilku lat, z przerwami, u dwóch psychiatrów przyjmowałem sertralinę (średnio 100 mg). Przyznaję - mam ogromny problem z dbałością i regularnością, który objawia się na przykład tym że niedawno wyczerpał mi się zapas leków i nie zadbałem o kolejną wizytę u lekarza. W międzyczasie, jeden zaufany znajomy podczas rozmowy obiecał mi pomoc w poszukaniu naprawdę dobrego psychiatry, w związku z czym przestałem widzieć sens umawiania się z poprzednim. A w przeszłości bywało tak że po "wyjściu na prostą" (polepszeniu samopoczucia na lekach), samowolnie je odstawiałem i urywałem kontakt z lekarzem, pokrętnie tłumacząc sie sam przed sobą ograniczaniem kosztów bądź stwierdzając że "teraz już sam sobie poradzę". Na pewno nie było to mądre, nie będę się kłócić. Ale z drugiej strony, wobec przebijającej się zewsząd narracji: "będzie pan brać te leki i na kolejnej wizycie zobaczymy co będzie", jednocześnie przy braku wyraźnej diagnozy, celu i choćby estymowanej długości trwania leczenia - nabyłem bardzo ograniczone zaufanie do tak zwanych specjalistów od zdrowia psychicznego.


  • Marek65 lubi to

#7 Moon73

Moon73
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Zachodniopomorskie

Napisano 02 sierpień 2020 - 18:53

@shalafi Przyłączam się do głosów wyżej. Tobie potrzebny jest dobry psychoterapeuta. Jeśli obecny psycholog nic nie wnosi do Twojego stanu, to go zmień. Dobra terapia będzie miała przełożenie na Twoje życie.
Co do nadwrażliwości... Niestety zaburzenia psychiczne dopadają często tych, którzy są nadwrażliwi. Z nadwrażliwością trzeba się uczyć żyć. I to jest proces, tego nie da się zmienić pstryknięciem palcami. Ja asertywności w pracy uczyłem się lata. Da się.
A leki trzeba przyjmować regularnie i nie dać się zwieść uczuciu, że jak się trochę lepiej poczułem, to odstawiam. Naprawdę przy lekach psychotropowych niezmiernie ważna jest regularność. Inaczej one nie zadziałają tak, jak trzeba. Musisz się do tego przyzwyczaić.
I jeszcze jedno - nie jesteś stary, nie wierz w to. Chciałbym być w Twoim wieku :) 
Witaj na forum :)


Użytkownik Moon73 edytował ten post 02 sierpień 2020 - 18:59

  • Marek65 lubi to

#8 SadFrog

SadFrog
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Kraków

Napisano 03 sierpień 2020 - 20:08

Witaj, shalafi. Mam nadzieję, że jakoś tu się odnajdziesz. 

Powiem Ci, niedawno mi się śniło, że ożeniłem się "z rozsądku"... a w zasadzie to zostałem wyswatany przez matkę i kolegów z pracy. Że stojąc przed ołtarzem, z jakąś praktycznie obcą mi dziewczyną, składaliśmy przysięgę "... że cię nie opuszczę aż do śmierci". Mając w głowie pełną świadomość bezsensu tych słów. A później każde z nas pojechało w swoją stronę, ona do swojej rodziny, ja do roboty.
Obudziłem się zlany zimnym, mokrym potem. W sumie mam 31 lat, rodzina już coś tam zaczyna jojczyć "a bo ty dalej sam, a X to już ojcem został" itd. 



#9 shalafi

shalafi

Napisano 03 sierpień 2020 - 21:35

U mnie żaden z rodziców tak otwarcie, bezpośrednio nie "jojczy" że chce wnuki. Ale ostatnio widziałem z jaką czułością mój tato zajmował się niemowlakiem, synkiem o 4 lata młodszej ode mnie kuzynki. Co samo w sobie nie jest niczym złym, ale na mnie (i żonę) wyraźnie nakłada rodzaj presji. Bo nie postarałem się o swoje, więc szuka się namiastki wnucząt u tych którzy się postarali (zabrali się za współżycie, rodzenie i wychowywanie od razu po ślubie). To że żona jest fizycznie niepełnosprawna, nie może być wieczną wymówką. Jest ta presja że powinniśmy się określić, przebadać pod kątem dziedzicznych wad genetycznych (coś powoli żona robi pod tym względem), albo twardo powiedzieć że nie ryzykujemy staraniem się o własne i szukamy np. adopcji... Ja wiem że sporo osób być może toleruje fakt że wstrzymujemy się z tematem dzieci i podchodzi wyrozumiale - ale mimo wszystko jest u mnie duża presja, widząc po prostu jak funkcjonuje świat i co osiągnęli już moi rówieśnicy i nawet młodsi ode mnie - nawet jeżeli spora część tego to tylko moje "wkręcanie sobie".

 

Dziękuję za wszystkie powyższe głosy wsparcia :) chciałbym żeby to forum to nie była to kolejna aktywność w wirtualnym świecie z której nic nie wynika, tylko abym mógł za jakiś czas pisywać: osiągnąłem dzisiaj to i to, tutaj i tutaj posunąłem się do przodu, mogę komuś pomóc w tym i w tym, i tak dalej. Niestety, wiem że nie osiągnę tego jeśli nie polubię zmian, nieschematycznego działania i codziennej pracy nad sobą. Trochę to dziwne, że perspektywa wysiłku umysłowego i fizycznego - to największe przeszkody które stoją mi na drodze. Bo mając codziennie w czasie wolnym do wyboru - zrobić coś pożytecznego dla siebie lub zrobić to co lubię i mnie relaksuje - nie muszę wspominać która opcja urealnia się częściej.


  • PepeTheFrog lubi to

#10 WhiteBlankPage

WhiteBlankPage
  • Płeć:Kobieta

Napisano 03 sierpień 2020 - 21:59

 

 

Właściwie psycholożka. Kontakt mam od ponad półtora roku. Przez większość sesji mówię ja. Czasem ona faktycznie rozwija moje myśli, interpretuje, wysnuwa wnioski. Nawet nie czasem tylko dość regularnie, i np. zadaje pytania kierunkowe, rozszerzające wątek. Problem jest chyba głównie w tym że nie potrafię wykorzystywać nabytej w ten sposób wiedzy w życiu poza sesjami. W trudnych, stresowych, emocjonalnych życiowych sytuacjach - do tej pory, mimo wielu spotkań terapeutycznych w wielu miejscach, nie wypracowałem sobie "narzędzia" które byłbym w stanie użyć po to by daną sytuację naprawić, lub by "poszperać" w moim mózgu tak bym miał do niej inne, lepsze podejście. I szczerze to nie mam pojęcia jak takie skuteczne narzędzie stworzyć i czy w moim przypadku jest to możliwe.

 

 

Psycholog o tym wie, że właśnie z tym masz trudności? Może to też jest temat do przepracowania? 

 

 

Widzę że kwestia mojego wieku wywołała małe poruszenie :) Nie chcę kreować się na jakiegoś sędziwego staruszka, absolutnie. Tym bardziej że są tutaj starsi ode mnie. Ale mimo to jest to kwestia dla mnie dość istotna i chciałbym zostać dobrze zrozumiany. Wiem, że mówi się na przykład: "nigdy nie jest za późno na realizację marzeń". Ale mówi się też że w dzisiejszych czasach granica pomiędzy nastoletniością a dorosłością przesunęła się do wieku 30+. I jakoś nie pociesza mnie fakt że taki jest ogólnoświatowy trend. Bo widzę co osiągnęli młodsi ode mnie krewni i znajomi, którzy mają już swoje dzieci, jakieś aktywne pasje, umiejętności społeczne, potrafią oszczędzać. Lubią to swoje życie po prostu i odnajdują się w nim. Oczywiście że mają swoje problemy, ale mam wrażenie że mają do nich inne podejście - jeśli nie dojrzalsze, to przynajmniej bardziej "luzackie" i z większą pewnością siebie.

 

 

 

Ja tam staram się w ogóle nie porównywać do innych, dlatego, że moja sytuacja ZAWSZE będzie INNA niż kogokolwiek innego. Tak jak każdego tutaj. :) 



Za głośno? Co jest za głośne? Tylko cisza. Cisza, w której się człowiek rozpada jak w próżni.

#11 shalafi

shalafi

Napisano 06 sierpień 2020 - 15:27

 

 

Psycholog o tym wie, że właśnie z tym masz trudności? Może to też jest temat do przepracowania? 

 

Wie, mówię o tym wielokrotnie. Poradziła mi że czas terapii mogę traktować jako "testowanie" rozmów, wypowiadania się, mówienia o emocjach, uczuciach itp. - tak jak chciałbym to robić w codziennym życiu. I w tym sensie pewnie w jakimś stopniu jest przełożenie z terapii na życie. Ale życie to nie tylko umiejętność mówienia o sobie, ale też np. stresowe sytuacje wymagające fachowej wiedzy, spostrzegawczości, szybkiego podejmowania decyzji itp. - i myślę że głównie w tym jest problem.

 

 

 

Ja tam staram się w ogóle nie porównywać do innych, dlatego, że moja sytuacja ZAWSZE będzie INNA niż kogokolwiek innego. Tak jak każdego tutaj.

 

Tak ogólnie to się zgadzam i chciałbym żeby to było takie proste  ;) ale to porównywanie niejako samo się nasuwa, ciężko z tym walczyć, ciężko to wyeliminować. Wydaje mi się że takie całościowe wychodzenie z zaniżonej samooceny to długotrwały proces.



#12 WhiteBlankPage

WhiteBlankPage
  • Płeć:Kobieta

Napisano 06 sierpień 2020 - 16:15

Oczywiście, że to długotrwały proces, jak najbardziej. Tylko jeśli terapia nie przynosi efektów, to znaczy takich, których byś oczekiwał i które są Ci potrzebne, to może warto zmienić terapeutę po prostu.
  • PepeTheFrog lubi to

Za głośno? Co jest za głośne? Tylko cisza. Cisza, w której się człowiek rozpada jak w próżni.

#13 Moon73

Moon73
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Zachodniopomorskie

Napisano 06 sierpień 2020 - 21:47

Ja tam staram się w ogóle nie porównywać do innych, dlatego, że moja sytuacja ZAWSZE będzie INNA niż kogokolwiek innego. Tak jak każdego tutaj. :)

@WhiteBlankPage W punkt. Weź sobie tę radę drogi @shalafi do serca. Przestań się porównywać do krewnych, znajomych, osiągnięć kuzynki i zapatrywań Twojego ojca.
Już w Dezyderacie masz piękny fragment: "Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie".
Uwolnij się więc od tego. Zyskasz na samoocenie, naprawdę. Nie ma sensu trawić energii na rozpatrywanie, jacy są inni, co osiągnęli. Tracisz tylko czas, który mógłbyś spożytkować dla samego siebie.


  • ohnowow, SadFrog i Atropos lubią to





Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych