Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Witam


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
15 odpowiedzi w tym temacie

#1 Zagubiona7

Zagubiona7
  • Imię:Anna

Napisano 23 lipiec 2020 - 01:25


Witam jestem, młodą, samotną matką, mój syn ma 4,5 roku. Jestem załamana, nie mam pojęcia co robić i gdzie zgłosić się po pomoc. Mieszkam z siostrą oraz mamą, ale nie mam siły by dalej z nimi mieszkać. Czuję się gnębiona psychicznie, nie daję rady. Często myślę o tym aby się zabić, ale co rano witam nowy dzień dla dziecka, które jest moim światełkiem, ale nie mam pojęcia jak długo jeszcze wytrzymam z nimi pod jednym dachem. Niby jest spoko, niby nie dzieje nam się tutaj aż taka krzywda, ale siostra często wytyka mi, że źle zajmuję się dzieckiem, że jestem do niczego, że nie nadaję się na rodzica i nie zasługuję na to aby mieć dziecko. Nie mam już siły, ostatnio nawet się okaleczyłam, bo po prostu nie mogę już tego znieść. Staram się dla synka jak mogę, ze wszystkich sił próbuję zastąpić mu ojca, który nas olał gdy mały miał roczek. Porzucił nas i nawet nie interesuje się tym czy dziecko jest zdrowe. Przepraszam, że tak z grubej rury, może to nie temat na powitanie, ale błagam pomóżcie mi. Ja na prawdę nie wiem jak długo wytrzymam w takim stanie psychicznym.

#2 ohnowow

ohnowow
  • Imię:W
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Pomorskie

Napisano 23 lipiec 2020 - 09:13

Nie czuję się kompetentna, by udzielić Ci jakiejś rady, jedyne co mi przychodzi do głowy to dom samotnej matki.

Nie mniej jednak mam nadzieję, że wszystko w końcu się u Ciebie ułoży i trzymam kciuki.

Może ktoś inny na forum będzie bardziej pomocny, cierpliwości, są tutaj dobrzy ludzie



#3 SyriuS

SyriuS
  • Gadu-Gadu:6129054
  • Imię:Marcin
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Lublin

Napisano 23 lipiec 2020 - 09:20

Dom samotnej matki jak najbardziej. Z samego założenia wiem, że brzmi to fatalnie ale znam osoby, które w ten sposób wyrwały się z toksycznego środowiska. To nie wyrok i nigdzie nie będziesz miała napisane, że byłaś nie wiem bezdomna czy coś takiego. Lepiej jest jest iść w takie miejsce i odpocząć psychicznie od kontaktów z rodziną, które w tym przypadku nie przynoszą zbyt wiele dobrego jeśli dobrze rozumiem po za dachu nad głową i czegoś do zjedzenia.

Przed jednak podjęciem takich kroków spróbowałbym poważnie przedyskutować z domownikami co i jak. Nakreślić, że to nie pomaga wcale jak odnoszą się do Ciebie i może nawet psuć relację z Twoim synem. Jak sama powiedziałaś zdarzył się u Ciebie epizod autoagresji, a to zwiastuje raczej pogorszenie nastroju i może się okazać, że sił będzie brakować dosłownie.


  • molenka i SadFrog lubią to

#4 Zagubiona7

Zagubiona7
  • Imię:Anna

Napisano 23 lipiec 2020 - 09:48

Dom samotnej matki jak najbardziej. Z samego założenia wiem, że brzmi to fatalnie ale znam osoby, które w ten sposób wyrwały się z toksycznego środowiska. To nie wyrok i nigdzie nie będziesz miała napisane, że byłaś nie wiem bezdomna czy coś takiego. Lepiej jest jest iść w takie miejsce i odpocząć psychicznie od kontaktów z rodziną, które w tym przypadku nie przynoszą zbyt wiele dobrego jeśli dobrze rozumiem po za dachu nad głową i czegoś do zjedzenia.
Przed jednak podjęciem takich kroków spróbowałbym poważnie przedyskutować z domownikami co i jak. Nakreślić, że to nie pomaga wcale jak odnoszą się do Ciebie i może nawet psuć relację z Twoim synem. Jak sama powiedziałaś zdarzył się u Ciebie epizod autoagresji, a to zwiastuje raczej pogorszenie nastroju i może się okazać, że sił będzie brakować dosłownie.


Dom samotnej matki nie brzmi fatalnie, ba! Nawet sama o tym myślałam, problem w tym, że trzeba zwrócić się do opieki społecznej, a ja do nich nie pójdę. Nie, nie ma mowy, nie zwrócę się do nich już raz przez nich prawie straciłam dziecko, a do tego nabawiłam się nerwicy serca, podziękuje za taką pomoc. Gdyby nie Sędzia, który na prawdę kierował się dobrem dziecka i moim, zaufał mi oraz moim świadkom, że kocham dziecko i staram się dla niego to bym teraz pewnie nawet nie pisała tutaj, po prostu by mnie nie było. Tak, teraz możecie sobie pomyśleć, że to ja kłamię i w sumie wcale się nie dziwię, bo oni są od tego aby pomagać i gdyby mi ktoś cos takiego powiedział również miałabym wątpliwości co do prawdomówności tej osoby, ale teraz po tym co przez półtorej roku przeżyłam wiem do czego są zdolne te kobiety w MOPSie. Chociaż już rok, a może nawet grubo więcej mam już spokój to do dzisiaj boję się kiedy rano usłyszę pukanie do drzwi, boję się, że znowu przyjdą, znowu nakłamią, a drugi raz już mogę nie mieć tyle szczęścia, do dzisiaj mam koszmary przez nich. Jak pracownik socjalny na pierwszej wizycie może powiedzieć "Pani dziecko i tak wyląduje w pogotowiu opiekuńczym"? Jak asystent rodziny może przychodzić i straszyć podopieczną, którą ma obowiązek "wychować" aby dała radę zająć się dzieckiem, że je straci? Tak, przychodziła co tydzień do mnie, siedziała i przez pół godziny wmawiała mi, że stracę dziecko. Powiedzcie mi jak? Osoby, które mają obowiązek mi pomóc, nawet jeśli byłabym tą alkoholiczką, nawet jeśli byłby bałagan w domu, one były od tego aby mi pomóc, już pomijając fakt, że to co do sądu napisały to brednie. Miały mi pomóc, a nie kopać, a one mnie tłamsiły. Dlatego nie ufam tym kobietom, tym pracownikom. Policji też nie ufam, kiedyś także mi pomogli tak, że żałowałam, że do nich poszłam. A teraz rodzina...Czasem czuję się jakby wszyscy się na mnie uwzięli, a ja pragnę tylko żyć normalnie i wychowywać syna. Czy na prawdę tak wiele wymagam od życia? Czy los nie jest w stanie mi dać tylko to? Już nie mówię o wspaniałym księciu z bajki na białym koniu, o pałacu, bogactwie. Nie, to mnie nie kręci. Chcę żyć w spokoju, mieć stałą pracę która pozwoli mi i dziecku przeżyć kolejny miesiąc. Wydaje mi się, że nie jest to zbytnio skomplikowane.

Co do domowników, nie ma sensu z nimi gadać, nie raz z nimi rozmawiałam, prosiłam, tłumaczyłam, ale zazwyczaj jak poruszam ten temat to jestem egoistyczną gówniarą, która myśli tylko o sobie i każą zająć mi się dzieckiem, po czym twierdzą, że nie nadaję się na matkę, że nie umiem się nim zająć. Ba! Nawet jak ubiorę dziecko robią mi aferę, że źle go ubrałam, że spodenki nie pasują do bluzki, że nie tą czapeczkę mu założyłam. Ciągłe wytykania, że coś źle robię, a to zupa za mało wystudzona, albo za bardzo wystudzona. To herbatka za mało słodka, albo za bardzo słodka. Dosłownie wszystko robię źle i nie trwa to miesiąc czy dwa. To trwa conajmniej dwa lata, a może nawet trzy, przyznam szczerze, że sama już się w tym wszystkim pogubiłam, a siostra przy dziecku potrafi powiedzieć, że jestem nieodpowiedzialna, że jestem do niczego i nawet mnie wyzywa, a on słucha i będzie traktował mnie tak samo.

#5 GoodEnough

GoodEnough
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Południe

Napisano 23 lipiec 2020 - 20:41

siostra często wytyka mi, że źle zajmuję się dzieckiem, że jestem do niczego, że nie nadaję się na rodzica i nie zasługuję na to aby mieć dziecko.

Ja w analogicznych sytuacjach, gdy ktoś zwraca mi uwagę tylko po to, by wylać negatywne emocje, dziękuję za radę z uśmiechem na ustach i bez cienia ironii. Zwykle przerywa to dalsze ataki ;)

 

Myślę też, że porozmawianie o problemach z psychoterapeutą albo chociaż z kimś bliskim, zaufanym na pewno doda Ci sił do dalszych trudów. Nie zapominaj też o sobie. Dziecko jest bardzo ważne, ale jeśli Ty się rozsypiesz, to nie będziesz w stanie go wychowywać. Czy masz w ciągu dnia chwilę dla siebie, by wypić na spokojnie kawę czy na wieczorną relaksującą kąpiel? Jesteś bardzo dzielna i silniejsza niż myślisz, dlatego zasługujesz na odrobinę przyjemności. To "drobiazgi", o których łatwo zapomnieć, a przecież Ty również jesteś WAŻNA.
 


Codziennie publikowana jest nowa, poprawiona wersja GoodEnough, twórca prosi o wyrozumiałość wobec błędów w działaniu ;)

You never know if you don't go...


#6 anche

anche
  • Płeć:Kobieta

Napisano 23 lipiec 2020 - 20:53

https://cpk.org.pl/p...c-telefoniczna/
 

Może się przyda.


„Osoba depresyjna raz po raz dochodzi do granicy swoich możliwości DOPASOWYWANIA się do innych i swojej gotowości do REZYGNACJI.

Początkiem uzdrowienia może być dla niej zrozumienie, że nie może uciec przed ISTNIENIEM JAKO PODMIOT, jeśli nie chce zostać zniszczona ciągłymi NADMIERNYMI wymaganiami, jakie stawiają przed nią jej własne „cnoty” i jeśli nie chce ciągle z zazdrością patrzeć na tych, którzy BEZ poczucia winy i lęku biorą od życia pełnymi garściami TO, CO POTRAFIĄ.”

„Oblicza lęku” Fritz Riemann


#7 Moon73

Moon73
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Zachodniopomorskie

Napisano 24 lipiec 2020 - 00:41

Czasem czuję się jakby wszyscy się na mnie uwzięli, a ja pragnę tylko żyć normalnie i wychowywać syna.

Czy możesz napisać, jakie są argumenty opieki społecznej, asystenta rodziny, pracownika socjalnego i policji? Bo nic o tym nie piszesz... Dziecka się nie zabiera bezpodstawnie.  Z Twojego postu wynika jedynie, że chcą Ci zabrać dziecko, ale nie piszesz, dlaczego. Bardzo chciałbym poznać powody.


  • SyriuS lubi to

#8 Zagubiona7

Zagubiona7
  • Imię:Anna

Napisano 24 lipiec 2020 - 18:46

Mam czas dla siebie, który przesypiam, a nawet więcej niż powinnam, śpię całymi dniami i nocami. Kawa? Nie, kiedy piję kawę to raczej spędzam czas z dzieckiem. Kiedyś jak tak dużo nie spałam, a młody spał w dzień to grałam trochę w gry, ale ostatnio nawet to nie sprawia mi przyjemności. W sumie to nic nie sprawia mi przyjemności, rzeczy które uwielbiałam robić stały się dla mnie obowiązkiem, który nie jest ważny dlatego już tego nie robię czyli nie gram w gry, nie piszę opowiadań ani nie czytam książek. Kąpiel? Nie nam ochoty nawet na szybki prysznic, przyznam, że czasem nawet się nie umyję.


Co do opieki społecznej i zabrania dziecka? Cóż przed sądem zrobili ze mnie alkoholiczkę, wyrodną matkę i bałaganiarę. Po prostu. Nie to nie prawda, to były kłamstwa i oszczerstwa. Wiem, możecie mi nie wierzyć, bo gdybym nie miała z nimi do czynienia sama bym pewnie nie uwierzyła, bo to osoby, które mają obowiązek pomagać, a nie krzywdzić, ale niestety. Nie wiem czy wspominałam, że po ich wizycie wylądowałam w szpitalu z nerwicą serca. Nie ufam im i nie zamierzam iść do nich po pomoc. Wolę się już zabić.

#9 anche

anche
  • Płeć:Kobieta

Napisano 24 lipiec 2020 - 19:36

Mam czas dla siebie, który przesypiam, a nawet więcej niż powinnam, śpię całymi dniami i nocami. Kawa? Nie, kiedy piję kawę to raczej spędzam czas z dzieckiem. Kiedyś jak tak dużo nie spałam, a młody spał w dzień to grałam trochę w gry, ale ostatnio nawet to nie sprawia mi przyjemności. W sumie to nic nie sprawia mi przyjemności, rzeczy które uwielbiałam robić stały się dla mnie obowiązkiem, który nie jest ważny dlatego już tego nie robię czyli nie gram w gry, nie piszę opowiadań ani nie czytam książek. Kąpiel? Nie nam ochoty nawet na szybki prysznic, przyznam, że czasem nawet się nie umyję.


Co do opieki społecznej i zabrania dziecka? Cóż przed sądem zrobili ze mnie alkoholiczkę, wyrodną matkę i bałaganiarę. Po prostu. Nie to nie prawda, to były kłamstwa i oszczerstwa. Wiem, możecie mi nie wierzyć, bo gdybym nie miała z nimi do czynienia sama bym pewnie nie uwierzyła, bo to osoby, które mają obowiązek pomagać, a nie krzywdzić, ale niestety. Nie wiem czy wspominałam, że po ich wizycie wylądowałam w szpitalu z nerwicą serca. Nie ufam im i nie zamierzam iść do nich po pomoc. Wolę się już zabić.

Hej,

super, że jesteś tu i szukasz pomocy, to duży krok żeby zdecydować się, że nie chcesz być w czymś sama i poszukać wsparcia czy pomocy gdzie indziej, chociażby tu :)

Te rzeczy które piszesz, o braku motywacji, przyjemności, rezygnacja...wiesz że to mogą być objawy depresji? Myślę, że wiesz skoro pojawiłaś się właśnie na tym forum.
Domyślam się, że ten stan generalnie jest przykry, a myślę, że w Twojej sytuacji bycia w domu i poczucia braku wsparcia od najbliższych może być tym bardziej trudny.

Myślę, ze najważniejsze teraz to żebyś zadbała o siebie i swoje maleństwo, a żeby zadbać o maleństwo to musisz zadbać przede wszystkim o siebie. Może spróbowałabyś porozmawiać o tym jak się czujesz i fizycznie i emocjonalnie z kimś kto mógłby Ci realnie pomóc? Z lekarzem czy psychologiem? Depresja to bardzo podchwytliwa choroba, postępująca i nie warto jej bagatelizować. Masz dla kogo żyć.

 


„Osoba depresyjna raz po raz dochodzi do granicy swoich możliwości DOPASOWYWANIA się do innych i swojej gotowości do REZYGNACJI.

Początkiem uzdrowienia może być dla niej zrozumienie, że nie może uciec przed ISTNIENIEM JAKO PODMIOT, jeśli nie chce zostać zniszczona ciągłymi NADMIERNYMI wymaganiami, jakie stawiają przed nią jej własne „cnoty” i jeśli nie chce ciągle z zazdrością patrzeć na tych, którzy BEZ poczucia winy i lęku biorą od życia pełnymi garściami TO, CO POTRAFIĄ.”

„Oblicza lęku” Fritz Riemann


#10 Zagubiona7

Zagubiona7
  • Imię:Anna

Napisano 24 lipiec 2020 - 20:47

Hej,

super, że jesteś tu i szukasz pomocy, to duży krok żeby zdecydować się, że nie chcesz być w czymś sama i poszukać wsparcia czy pomocy gdzie indziej, chociażby tu :)

Te rzeczy które piszesz, o braku motywacji, przyjemności, rezygnacja...wiesz że to mogą być objawy depresji? Myślę, że wiesz skoro pojawiłaś się właśnie na tym forum.
Domyślam się, że ten stan generalnie jest przykry, a myślę, że w Twojej sytuacji bycia w domu i poczucia braku wsparcia od najbliższych może być tym bardziej trudny.

Myślę, ze najważniejsze teraz to żebyś zadbała o siebie i swoje maleństwo, a żeby zadbać o maleństwo to musisz zadbać przede wszystkim o siebie. Może spróbowałabyś porozmawiać o tym jak się czujesz i fizycznie i emocjonalnie z kimś kto mógłby Ci realnie pomóc? Z lekarzem czy psychologiem? Depresja to bardzo podchwytliwa choroba, postępująca i nie warto jej bagatelizować. Masz dla kogo żyć.

 


Słuchaj, ja wiem, że mam depresje i to nie od dzisiaj. Wiem też, że jedynym rozwiązaniem aby zacząć walczyć z depresją jest po prostu usunięcie się ze środowiska, które mnie niszczy. A rozmowa z psychologiem nic nie pomoże póki z nimi mieszkam. Czy wyleczysz ćpuna samym chodzeniem do psychologa kiedy nadal będzie ćpał? Nie. Tak samo nie wyleczysz osoby z depresją, kiedy przebywa w środowisku, które ją sprawiło.

#11 Moon73

Moon73
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Zachodniopomorskie

Napisano 24 lipiec 2020 - 22:36

Co do opieki społecznej i zabrania dziecka? Cóż przed sądem zrobili ze mnie alkoholiczkę, wyrodną matkę i bałaganiarę. Po prostu.

Czyli są ludzie i instytucje, które bez żadnego powodu i "po prostu" chcą Ci odebrać dziecko? Uwzięli się i chcą matce zabrać dziecko? Sorry, ale ja Twojej historii nie kupuję. 



#12 Zagubiona7

Zagubiona7
  • Imię:Anna

Napisano 24 lipiec 2020 - 22:55

Czyli są ludzie i instytucje, które bez żadnego powodu i "po prostu" chcą Ci odebrać dziecko? Uwzięli się i chcą matce zabrać dziecko? Sorry, ale ja Twojej historii nie kupuję. 



Nie musisz i szczerze? Rozumiem Cię, bo sama bym nie uwierzyła gdyby to nie mnie się tyczyło.

#13 anche

anche
  • Płeć:Kobieta

Napisano 24 lipiec 2020 - 23:58

Słuchaj, ja wiem, że mam depresje i to nie od dzisiaj. Wiem też, że jedynym rozwiązaniem aby zacząć walczyć z depresją jest po prostu usunięcie się ze środowiska, które mnie niszczy. A rozmowa z psychologiem nic nie pomoże póki z nimi mieszkam. Czy wyleczysz ćpuna samym chodzeniem do psychologa kiedy nadal będzie ćpał? Nie. Tak samo nie wyleczysz osoby z depresją, kiedy przebywa w środowisku, które ją sprawiło.


Zgadam się z Tobą, że na pewnym etapie, aby pójść do przodu i wyzdrowieć w pełni będzie pewnie potrzeba usamodzielnienia się, póki co wspominasz jednak o braku chęci do wzięcia prysznica czy robieniu nawet przyjemnych rzeczy. Depresja to coś więcej niż tylko dół spowodowany sama sytuacją, więc im wcześniej zadbasz o siebie tym łatwiej będzie Ci po wyjściu do innego środowiska. Psycholog może wspierać Cię w zmianie i poszukiwaniu nowych możliwości, a leki może nie wyleczą, ale mogą pomóc znaleźć motywację chociażby do tego, aby wziąć prysznic czy szukać efektywniej innych możliwości.

„Osoba depresyjna raz po raz dochodzi do granicy swoich możliwości DOPASOWYWANIA się do innych i swojej gotowości do REZYGNACJI.

Początkiem uzdrowienia może być dla niej zrozumienie, że nie może uciec przed ISTNIENIEM JAKO PODMIOT, jeśli nie chce zostać zniszczona ciągłymi NADMIERNYMI wymaganiami, jakie stawiają przed nią jej własne „cnoty” i jeśli nie chce ciągle z zazdrością patrzeć na tych, którzy BEZ poczucia winy i lęku biorą od życia pełnymi garściami TO, CO POTRAFIĄ.”

„Oblicza lęku” Fritz Riemann


#14 Zagubiona7

Zagubiona7
  • Imię:Anna

Napisano 25 lipiec 2020 - 09:08

Zgadam się z Tobą, że na pewnym etapie, aby pójść do przodu i wyzdrowieć w pełni będzie pewnie potrzeba usamodzielnienia się, póki co wspominasz jednak o braku chęci do wzięcia prysznica czy robieniu nawet przyjemnych rzeczy. Depresja to coś więcej niż tylko dół spowodowany sama sytuacją, więc im wcześniej zadbasz o siebie tym łatwiej będzie Ci po wyjściu do innego środowiska. Psycholog może wspierać Cię w zmianie i poszukiwaniu nowych możliwości, a leki może nie wyleczą, ale mogą pomóc znaleźć motywację chociażby do tego, aby wziąć prysznic czy szukać efektywniej innych możliwości.



Ja dokładnie wiem co to jest depresja i nie musisz mi o tym mówić, depresje mam od ponad 10 lat, chwilami bywało lepiej jak poznałam swojego (byłego już) męża, potem jak pojawiło się dziecko myślałam, że wygrałam z tym. Kolejny silny dół złapał mnie po odejściu męża, ale przez wakacje popłakałam, a potem poszłam do pracy i znowu myślałam, że ustabilizowałam sobie życie, ale tak na prawdę wtedy zaczęły się najgorsze problemy. Ciągłe czepianie się, że za mało zarabiam, wszystkie pieniądze zabierała mi mama, nawet bałam się kupić sobie nowe spodnie, a jak już to zrobiłam musiałam mamie wytłumaczyć, że to do pracy, bo muszę wyglądać jak człowiek, ale wtedy mi się oberwało, że za drogie, bo 40zł, a przecież można kupić taniej. A dwa tygodnie temu stałam w biedronce 10 minut i zastanawiałam się czy na pewno kupić sobie skarpetki, bo już kilka par poszło do kosza przez dziury. Nawet nie wiesz ile mnie kosztowała ta decyzja aby sobie kupić głupie skarpetki za 2,99. Potem już było tylko gorzej, czepianie się o durnoty. A jak posprzątałam ostatnio calutki dom to na drugi dzień siostra stwierdziła, że nic w domu nie robię, bo nie sprzątnęłam po jedzeniu.

Leki odpadają, nie zamierzam się leczyć, bo wtedy będę musiała przed mopsem się przyznać, że mam problemy psychiczne, a wtedy odbiorą mi dziecko.

Wiem, że odetchnę z ulgą jak od nich się wyprowadzę, ale problem w tym, że ja sama sobie nie poradzę z dzieckiem, nie jestem w stanie pracować i zajmować się młodym, dlatego tylko jeszcze siedzę z nimi. Chociaż i tak jak któregoś razu mamie wspomniałam o wyprowadzce to powiedziała "Spoko, ale dziecka i tak Ci nie oddam" dlatego potrzebuję pomocy.

#15 amino

amino

Napisano 25 lipiec 2020 - 09:28

Jeśli rzeczywiście jest tak jak piszesz i MOPS i policja nie maja racji tylko rzeczywiscie pomylili się w ocenie sytuacji i niesłusznie Cię zaszufladkowali czy próbują zaszufladkować jako niezdolną do wychowywania dziecka to właściwie chyba tylko własnie psycholog mógły tu pomóc. Bo psycholog może stanąc po twojej stronie, wystawić Ci jakieś dobre świadectwo jeśli będzie widział w Tobie coś innego niż powyższe instytucje i defacto może pomóc Ci wyjść z tej patowej sytuacji.



#16 Zagubiona7

Zagubiona7
  • Imię:Anna

Napisano 25 lipiec 2020 - 10:17

Jeśli rzeczywiście jest tak jak piszesz i MOPS i policja nie maja racji tylko rzeczywiscie pomylili się w ocenie sytuacji i niesłusznie Cię zaszufladkowali czy próbują zaszufladkować jako niezdolną do wychowywania dziecka to właściwie chyba tylko własnie psycholog mógły tu pomóc. Bo psycholog może stanąc po twojej stronie, wystawić Ci jakieś dobre świadectwo jeśli będzie widział w Tobie coś innego niż powyższe instytucje i defacto może pomóc Ci wyjść z tej patowej sytuacji.



Ja już prawie dwa lata, półtorej albo więcej mam spokój od asystenta także na luzie, jednak codziennie się boję, że znowu przyjdą, a wtedy nie będzie mi tak łatwo się ich pozbyć. Tak na prawdę po tym jak wylądowałam w szpitalu z nerwicą serca się odczepili, nagle z dnia na dzień asystent zakończył współpracę. A wiesz dlaczego? Bo ja się domyślam, dokładnie wiedzieli, że nic się nie dzieje, straszyły mnie i przez nich wylądowałam w szpitalu. Gdybym ponagrywała to wszystko i wzięła dowód ze szpitala, że mam nerwicę serca, a wcześniej było wszystko w porządku mogłyby mieć przechlapane. Nie dość, że wyleciały by z pracy to jeszcze należałoby mi się odszkodowanie za uszczerbek na zdrowiu, być może dostałyby wyrok za nękanie, ale jak to się mówi "Polak mądry po szkodzie" teraz żałuję, że tego nie nagrywałam, bo na pewno bym ich podała do sądu, ale wtedy byłam zbyt roztrzęsiona i błagałam codziennie Boga o to aby wreszcie dali mi spokój. Teraz zachowałabym się zupełnie inaczej, ale mimo wszystko koszmary mam do dzisiaj. Nawet tej nocy śniło mi się tornado, nawet kilka na raz, strasznie się bałam aż się obudziłam, potem całą noc nie spałam, zasnęłam nad ranem, a po godzinie musiałam wstać żeby chociaż trochę w domu posprzątać. Mimo, że nic mi się nie chce to musi być w domu czyściutko, w każdej chwili może przyjść opieka społeczna albo policja, nie mogę sobie pozwolić na chociaż lekki bałagan w domu. Najchętniej to bym zasnęła i już nigdy się nie obudziła.





Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 2

0 użytkowników, 2 gości, 0 anonimowych