Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Nie rozumiem siebie od dawna

depresja maskowana toksyczny związek

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
2 odpowiedzi w tym temacie

#1 MagiMi

MagiMi
  • Imię:Madzia

Napisano 22 kwiecień 2020 - 20:36


Cześć wam,

 

przybyłam tutaj bo chyba potrzebuje znaleźć kogoś kto powie mi co jest tak naprawdę ze mną nie tak. Albo chociaż co powinnam zrobić?

 

Zacznę od tego, że mam 23 lata. Zawsze byłam osobą otwartą, towarzyską. Bardzo grzeczną i raczej niewychylającą się bardziej niż trzeba. Daleko mi do introwertyka.

 

Wszystko zaczęło się, gdy miałam 15 lat. Poznałam wtedy swojego pierwszego chłopaka. Na początku, jak to nastoletnia miłość - motyle w brzuchu, wręcz narkotyczne poczucie szczęścia. Jesteśmy łobuzami, próbujemy wielu rzeczy. Właściwie to pan D. mi je pokazuje. Tak było przez pierwsze dwa lata. Nagle okazało się, że pan D. nie ma łatwego życia. Ojciec pije, bije. Mama się nie interesuje. D. popada w depresje, której ja oczywiście jeszcze wtedy nie widzę. Zaczynają się długotrwałe stany smutku, próby odebrania sobie życia. Ja, strasznie zakochana ciągle próbuje coś zdziałać, bez skutku. W pewnym momencie pan D. zaczyna notorycznie kłamać. Oszukuje mnie. Po dwóch latach całkowicie przepadłam. Zaczęłam chorować na żołądek. Pojawiła się trwająca kilka lat bulimia. Po kilku latach wymiotowanie zaczynam traktować jak hobby. Nieodłączna część mojego codziennego życia. W domu nie jest ciekawie, wyprowadzam się z rodzicami, zaczyna się bieda, brak pieniędzy, pusta lodówka. Zaczynam otaczać się ludźmi, którzy źle na mnie wpływają. Ciągłe próby samobójcze bliskich mi osób, próby wywoływania duchów, alkohol i inne bajery. Koleżanka dzwoni o 3 i wrzeszczy, że jeśli zaraz czegoś nie zrobię to odbierze sobie życie. Dla drugiej staje się jedynym powodem do życia. Okazuje się, że ode mnie zależy już to czy będzie żyło kilka osób. Niby nie będzie w tym żadnej mojej winy, ale jak ja... miałabym odmówić pomocy. 

 

Nagle stało się coś czego nie rozumiem. Zmieniłam się. Zaczęłam się o wszystko obwiniać. Notorycznie płakałam, biłam się. Nienawidziłam siebie. Z drugiej strony w szkole ciągle się śmieje. Cały czas żartuje, nikt nie wie nic. Ciągle słyszałam, że pan D. coś źle robi i to jego wina wszystko co się dzieje. Nawet nie wiem kiedy ze mną to się stało. Wszystko co robiłam powodowało u niego smutek: wyjście z koleżankami, o 10 minut późniejszy powrót do domu niż zwykle. W pewnym momencie nie wytrzymałam, uderzyłam go w pięścią w twarz. Przerażona skoczyłam pod koła samochodu. Choć oczywiście nieskutecznie skoro teraz to piszę. Zaczęło się źle dziać, przestałam mieć kontrole. Potrafiłam zacząć wrzeszczeć na środku ulicy, płakać, błagać o pomoc a potem krzyczeć jak go nienawidzę. Śmiałam się i płakałam jednocześnie. Wyzywałam go i błagałam by mi to wybaczył w tym samym czasie. Pan D. nie jeden raz jeszcze próbuje się zabić. I wszystko tłumaczy miłością do mnie. Od tamtej pory mijają kolejne 4 lata. Pan D. znajduje prace, wyprowadza się daleko, ja zaczynam studia. Uważam na każde słowo, przesiaduje godzinami na podłodze bez sensu. Płacze i śmieje się jednocześnie. Z jednej strony prowadzę normalne życie. Ale nic już nie było normalne. Przestałam dostrzegać co jest dobre a co złe. Ciągle przyłapuje D. na kłamaniu. Ciągle zrywam i wracam. Ciągle słyszę jak kiepskie ma życie i ciągle nie mogę mu pomoc. Ciągle tylko "kocham Cię! nie zostawiaj mnie" i "jestem największym gównem, nie dziwie się, że chciałabyś mnie zostawić" 6 lat dwubiegunowego związku. Wszystko było skrajne. Potrafiłam zacząć płakać wypakowując zakupy w lidlu na kasę. 

 

Mając prawie 22 lata w końcu się uwolniłam. Od wszystkich. Właściwie pojawił się na horyzoncie pan K. Pan K. Pokazał mi zupełnie inne życie. Dzięki niemu w końcu zrywam. Zaczynam nowy związek. Problem jest taki, że zaczyna się on krótko po zerwaniu. Byłam zbyt słaba, zbyt rozchwiana żeby zrobić sobie przerwę, której pewnie potrzebowałam. Ale ogólnie - Jest cudownie. Pół roku szczęścia, którego nigdy nie zaznałam. Wreszcie czuje spokój. Pan K. pozwala mi na wszystko w granicach rozsądku. W końcu czuje wolność. Ale w pewnym momencie coś się zepsuło. Znowu zaczęłam wariować. Znów dopada mnie długotrwały smutek. Bezsens życia. Pan K. stara się jak może, ale ja po prostu nie potrafię tego docenić. Znowu siedzę na podłodze i płacze godzinami. Nic złego się nie dzieje, on jest najlepszym co mnie przytrafiło. Ale mam wrażenie, że nie umiem już nazywać tego co czuje. Znowu śmieje się i płacze jednocześnie. Zaczęłam mieć problemy z sercem. Problemy gastryczne nadal są moimi przyjaciółmi. 7 lat wymiotowania trochę może wyniszczyć człowieka. Wykryto u mnie nieuleczalną chorobę. Ciągle chudnę i tyje. Nie radze sobie z emocjami. Nie potrafię kontrolować tego co mowie. Nie potrafię być długo szczęśliwa. Czuje się jak wariatka. 

 

Wybaczcie ten styl pisania, inaczej pisałabym chyba w nieskończoność. Dzięki, jeśli chcieliście to przeczytać. W sumie już chyba nawet tyle mi wystarczy. 

 

 



#2 K24

K24
  • Imię:Krystian
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Centralna Polska

Napisano 23 kwiecień 2020 - 00:10

 

 

. Dzięki, jeśli chcieliście to przeczytać. W sumie już chyba nawet tyle mi wystarczy. 

 

Tak przeczytałem. Nie zabieram głosu, przynajmniej na razie, poczekajmy az ktoś z większym stażem i doświadczeniem forumowym się wypowie.

Pozdrawiam :)



#3 anche

anche
  • Płeć:Kobieta

Napisano 23 kwiecień 2020 - 01:24

Cześć Magdo,

 

Przede wszystkim gratulacje! Myślę sobie, że trzeba być bardzo mocnym, aby podnieść się po tak trudnych doświadczeniach, znaleźć chęć do życia, ale też zaufać komuś nowemu.

 

Z tego co wnioskuję po Twoim poście przeszłaś w młodym wieku przez długą, toksyczną i traumatyzującą relację. Obserwowałaś i doświadczałaś masy niezdrowych i nienormalnych sytuacji, relacji, balansów emocji, manipulacji.
Przepraszam, za taką dosadność Magdo, ale kurczę...to są bardzo poważne i mocne rzeczy w Twoim życiu które miały miejsce, myślę, że zdecydowanie wskazane jest abyś spotkała się z psychoterapeutą, spróbowała poprzekształcać co trzeba, poodcinać, opłakać...warto mieć takie miejsce u kogoś kto też pomoże nam znaleźć sposoby które będą też i dla nas zdrowe w relacjach, w życiu, w stosunku do siebie.

Daj znać czego od nas potrzebujesz i jak możemy Ci pomóc :)


.... ?






Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych