Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Kiedy ktoś odchodzi, a ktoś cię odrzuca.


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
5 odpowiedzi w tym temacie

#1 Niara

Niara

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 68 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 04 wrzesień 2019 - 23:35


Dawno mnie nie było... Piszę, bo znalazłam się w momencie, który mnie dobija... 

 

Miesiąc temu zawoziliśmy z mężem, moich rodziców nad morze. Było bardzo fajnie, dostałam od ojca srebrny pierścionek. Od mojego ojca, alkoholika, który zniszczył mi życie, kiedy byłam młoda, który gnębił mnie i całą nasza rodzinę psychicznie. Od wielu lat z nim nie mieszkam, ale moja mam nadal jest we władzy tego tyrana, nie ma już znaczenia, czy pije czy nie, jest okropnym człowiekiem. Jednak w odwiedzinach, czy na krótkich wakacjach staję się hmm... trochę milszy, do zniesienia i przez to w ostatnich latach naprawdę dużo dla niego zrobiłam. A na wakacjach zrobiłam coś co nawet mnie samą zaskoczyło. Ojciec ma chore stopy, bolały go, były spuchnięte i popękane, nie miał żadnego kremu, jest mu ciężko się pochylić, ma nadwagę i jest chory, więc pomyślałam - prałeś moje pieluchy, karmiłeś mnie z butelki, kąpałeś - wzięłam mój krem i zajęłam się jego stopami, chociaż nie prosił. Nigdy w życiu nie posądziłabym siebie, że zrobię coś takiego, ale zrobiłam... 

Ale co dalej...

Mój brat pracuje w firmie komputerowej i mieszka z nim, ale nie idzie się z nim dogadać, ojciec ze wszystkimi sprawami komputerowymi dzwoni do mnie, albo do mojego męża, robimy mu zakupy, kupujemy rzeczy, których nie może dostać na wsi i przywozimy mu 30 km, sprzątamy z mężem ich basen, żeby mama mogła z niego korzystać, bo ojciec jest zbyt leniwy (tak jest chory, ale mógłby robić to stopniowo) by to zrobić, choć potem sam korzysta. Mój mąż obcina żywopłot, transportowaliśmy im naszym samochodem panele przy remoncie, mogłabym tak wyliczać i wyliczać... A teraz mogłabym zacząć rzucać mięsem... 10 lat milczałam, 10 zakichanych lat... Mam ich 29 i odkąd wyniosłam się z domu nie powiedziałam ojcu nic złego, ale miesiąc temu miarka się przebrała... Przywieźliśmy ich znad morza, mój mąż jechał 5h w jedną 5h w drugą, całą drogę było miło, ale kiedy wjechaliśmy na podwórze czar prysł. Ojciec zaczął rzucać mięsem na dziewczynę mojego brata (która jest tysiąc raz fajniejsza niż mój własny brat), ale szybko odpuścił, niestety 30 minut później przyszedł do altany, gdzie siedziałam ja, mój mąż i moja mama i zaczął obrażać moją mamę. Przekleństwa, bluzgi, dlaczego to zrobił? Bo dziewczyna mojego brata postawiła swoje wegańskie jedzenie na jego półce w lodówce, ale oberwała moja mama bezpośrednio, mój brat pośrednio i jego biedna dziewczyna. Nie wytrzymałam, ale nie krzyknęłam, powiedziałam: Przestań. Przestań. I szanuj swoją żonę, bo tylko ją masz, gdyby nie ona byłbyś sam jak palec, nikt by z tobą nie został. Mam trzydzieści lat i mam z tobą koszmary, jesteś alkoholikiem i psychicznym tyranem - i kilka innych rzeczy, których nie potrafię teraz przytoczyć. 

 

Ojciec wstał i poszedł do domu. Następnego dnia rano okazało się, że zapomniałam zabrać od rodziców ładowarki od laptopa, więc znów 30 km po ładowarkę i wtedy się dowiedziałam... Że nie mam wstępu do jego domu, że mam zabrać swój szajs i wypierdalać, że nie mam prawa przestąpić progu jego pokoju, on nie chce mnie widzieć i kilka innych przekleństw... Nie weszłam na jego terytorium, siedziałam na podwórzu, było ciepło, a z łazienki korzystałam w części domu, który należy do babci... 

 

Minął ponad miesiąc i stało się coś strasznego. Jestem kociarą, ja i mój mąż, przygarniamy najczęściej bezdomniaki, albo koty po przejściach i prawdę mówiąc, kocham je bardziej niż ludzi. Po długiej chorobie musieliśmy uśpić naszą 13stoletnią kotkę, bardzo ją kochałam, byłam załamana.. Jestem załamana. Niestety musiałam pojechać do rodziców odebrać kilka listów w ten sam dzień. Nie weszłam na górę, tylko na półpiętro do kuchni mojej babci, tam siedziałam z mamą i babcią. Ojciec nie zszedł na dół. Nie chciał mnie widzieć. A moja mama... To co powiedziała dobiło mnie jeszcze bardziej. Broniłam jej, broniłam jej, bo ją obrażał, a ona powiedziałam mi, że to ja mam go przeprosić, cytuję: "Powiedz, Tata przepraszam, zdenerwowałam się"... Odpowiedziałam jej, że tego nie zrobię, że mam trzydzieści lat, swoje życie, swoją rodzinę i nie przeproszę go choćbym miała nie przyjechać do nich na święta. Mama zamilkła.

A ja czuję się źle... Fatalnie. Nie mam ochoty do niej dzwonić, nie mam ochoty z nią rozmawiać, a jeszcze nie dawno była moją przyjaciółką i gadałyśmy raz w tygodniu czasem godzinę. Dzwoniłyśmy do siebie z pierdołami, a teraz cisza, z obu stron i jest mi przykro... Przykro, że mój ojciec nie widzi kim jest, że matka obwinia mnie o tą sytuację. Tak jest, powiedziała mi, że przez to co zrobiłam to ona będzie miała przerąbane. 

Czuję się jak gówno zmieszane z błotem, w dodatku odeszła moja przyjaciółka, moja kota, kto miał kiedykolwiek psa, czy kota ten wie jakim bólem jest decyzja o odejściu. Jestem w strasznym stanie, psychiatra zapisała mi tranxenę, bo nie mogę funkcjonować... 

Ja po prostu... Chciałam się wygadać... Im dłużej to trwa tym bardziej czuję się winna tego wszystkiego w środku i mam ochotę się rozpłakać, ale z drugiej strony nie ugnę się, nie tym razem, nie przeproszę go. Nie. Nie powiedziałam nic co byłoby kłamstwem. Jest tyranem, gnębi ludzi wokół. Tyle dla niego zrobiłam... Chciał kupić akordeon - jasne, nie ma sprawy, pomogę. Luneta? Jasne tata. Wydzwaniał do mnie, żebym mu wyjaśniła dlaczego ta gwiazda jest taka, a nie taka. Potrzebujesz tkaniny do wyściełania futerału? Dobra, nie ma problemu - przywiozę. Nie ma u was na ciebie spodni? Dobra zobaczę, czy u nas mają. Lek dla waszej suczki? Dobra, skoczę wam do weta w mieście i załatwię. A teraz co? Powiedziałam mu prawdę w twarz i to ja jestem gównem. Jestem... zmęczona. Bo wolałam jak było dawniej, jeździłam często, wylegiwałam się na hamaku, gadałam z mamą i babcią, tarmosiłam ich psa, owszem była też robota, jak to na wsi, ale... czułam, że jeszcze mam dom, choć mój pokój dawno przestał istnieć, to jednak myślałam, że mam gdzie pojechać. A teraz już nie mam, nie mogę tarmosić psa, ani wydychać powietrza na ogrodzie, zrywać i suszyć mięty... Nie chcę tam jechać, bo nie chcę ich widzieć, ale chcę móc tam pojechać zobaczyć babcię, wykopać kilka marchewek, zabrać nagietki... Chcę i nie chcę i jest mi z tym cholernie źle. 



#2 Hexa_Ross

Hexa_Ross

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 71 postów
  • Gadu-Gadu:65812328
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Śląsk

Napisano 05 wrzesień 2019 - 08:58

Przeczytałam całość i naprawde wiem jak sie czujesz, ale nie wiem jak w tej sytuacji doradzić. U mnie pomogło oderwanie sie od tego, zachowanie dystansu a jakoś w miare się potoczyło. Grunt, że mieszkasz dalej, może jak brat sie wyprowadzi to wszystko stanie sie troszke lepsze. Bałam się tego wszystkiego, takich zachowań jak tu opisałaś, ale wyprowadzka moja i mojego rodzeństwa pomogła ustabilizować sytuacje. Nie było do czego się przyczepić.
Masz męża, rodzine, wsparcie- to duży plus. Takie osoby przeważnie nie chcą się leczyć, nic nie dociera. A przeprosiny o które prosiła twoja mama to możliwe że po to by nie było wojny i było choć troche spokojniej. Jest to złe, ale póki twoja mama nie będzie chciała nic z tym naprawde zrobić to nie można nic.
Mam nadzieje, że sobie poradzisz  ;) Powodzenia



#3 Willow47

Willow47

    Zadomowiony

  • Moderator
  • 8218 postów
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano 05 wrzesień 2019 - 12:06

@Niara Nie umiem pocieszyć, bo i jak w takiej sytuacji?

Ale przeczytawszy co napisałaś, powiem, że zachowałaś się odpowiednio do sytuacji. Zdrowo i kulturalnie. Niestety wyskoczyłaś ze znanego rodzicom schematu i to boli. Sytuacja jest trudna dla wszystkich. Dla Ciebie i dla nich. Zapewne to co powiedziała mama o ojcu, że teraz będzie ją karał za Twoje słowa to prawda. Ale po pierwsze powiedziałaś prawdę a po drugie mama w tej relacji pozostaje osobą dorosłą i to jej sprawa jak to załatwi z mężem. Nie powinna w żaden sposób obciążać tym Ciebie.

 

Głowa do góry. Zachowałaś się zdrowo i normalnie. Nie pozwól sobie na zmianę myślenia.

 

A jako rasowa kociara bardzo ale to bardzo współczuję i mocno przytulam.....wiem jak boli odejście Przyjaciela......


  • Milkyway i Daniela2018 lubią to
Dołączona grafika
 
Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

#4 Daniela2018

Daniela2018

    Zadomowiony

  • Bywalec
  • 2133 postów
  • Imię:Daniela
  • Płeć:Kobieta

Napisano 05 wrzesień 2019 - 12:52

@Niara, nic złego nie zrobiłaś i nie obwiniaj się. Czasami trzeba rodzicom otworzyć oczy - właśnie prawdą. Są pewne granice, których przekraczać nie wolno, nawet w relacji rodzic-dziecko.

Postawiłaś sprawę jasno, mówiąc co Cię boli. Czas pokaże, jak dalej się potoczy życie rodzinne. Toksyczność w rodzinie nie jest prosta do zwalczenia, ale sukcesywnie poradzisz sobie z tym.



#5 titanic

titanic

    Zadomowiony

  • Bywalec
  • 4807 postów
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 05 wrzesień 2019 - 23:00

Myślę, że miałaś pełne prawo powiedzieć ojcu to co mu powiedziałaś. Iskra wystarczyła. Pewnie  to tylko niewielka część z tego co tak naprawdę chciałabyś mu powiedzieć.

Haczyk jest właśnie w poczuciu winy. Parszywe i wyniszczające uczucie, ale bardziej  parszywe jest zachowanie tych co to uczucie mniej lub bardziej świadomie wzbudzają u innych.


Użytkownik titanic edytował ten post 05 wrzesień 2019 - 23:03

CHAD- ...i wszystko jasne...?
Jeżeli uważasz, że określają kogoś 3 lub 4 litery to znaczy, że ?
//////////////////////////////
Pożyję ile się da, a jak się nie da to też to  jakoś przeżyję.

#6 anche

anche

    anche

  • Moderator
  • 5235 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 11 wrzesień 2019 - 14:22

Prawda boli, łatwiej powiedzieć, że wymyśliłaś i być na Ciebie złym niż przyznać, że to prawda i być złym na siebie...zastanawiam się czy nie masz w głowie fantazji, że odmienisz jakoś swojego ojca. Że Twoje zachowanie da jemu bodziec do zmiany.

 

Bo prawda jest taka, że możesz mieć wpływ tylko na to co Twoje i od Ciebie. I tu widzę rzeczy które powodują, że uśmiech ciśnie mi się na usta.

Masz za sobą, no nie pieśćmy się- masę gówna, ciężkich doświadczeń, a tu co widać- wybaczenie, miłość, empatię w tym jak pomagasz rodzicom mimo wszystko, w tym pięknym geście pielęgnacji ciała, w odbieraniu telefonów i wspieraniu i widzę coś jeszcze. Widzę dorosłą, bardzo dojrzałą i mądrą kobietę, która nie jest już tą dziewczynką patrzącą na przemoc i agresję. To dorosła kobieta która mówi DOŚĆ, NIE ZGADZAM SIĘ, odejdź jeśli masz nas ranić!

Niara, domyślam się, że możesz czuć się dziwnie, to może być nowe, być może masz nawet jakieś poczucie winy, ale osobiście chciałabym Ci pogratulować.
Gratuluję Ci bycia sobą, asertywności i odwagi. Jesteś teraz sobą, masz swoje życie i żadne fochy, żadne awantury nie są w stanie tego popsuć.
 


szczęście nie jest dziełem przypadku ani darem bogów.
szczęście to coś, co każdy z nas musi wypracować dla samego siebie.
~ e. fromm





Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych