Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Nienawidzę siebie, chciałbym pójść spać, i nigdy nie wstać.


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
34 odpowiedzi w tym temacie

#1 IWTD

IWTD

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 9 postów

Napisano 14 sierpień 2019 - 20:55


Cześć, tworzę ten temat, ponieważ odczuwam silną, bardzo silną potrzebe porozmawiania z kimkolwiek. Zacznę od początku, jestem uzależniony od gier komputerowych, grałem przez jakieś 14 lat, rujnując sobie tym najmłodsze lata. Moi rodzice kłócą się, odkąd sięgnę pamiecią, kłótnie i szarpaniny były po prostu "rutyną". W moim domu, nie ma nic oprócz pieniędzy, za które mój ojciec poświecił wszystko. W domu jest nas trzech, wszyscy zachowują się tak, jakbyśmy się nie znali. Ja, od 5 roku życia grałem na komputerze ponad 10h dziennie, nie robiłem nic, prócz tego, dorastałem w grach, bo bałem się otaczającego świata, szkoły, i ludzi. Byłem gnojony psychicznie w klasie, przez całą podstawówkę. W gimnazjum, wszystko zaczynało zmierzać w dobrym kierunku, ale uzależnienie pozostało, i stawało się coraz silniejsze. Zawsze zdawałem na samych 2, nie chodziłem do szkoły bo grałem. Nie wiem kiedy to się zaczeło, ale po pewnych czasie, zacząłem zamykać się w pokoju, na okna dawałem poduszki, odgradzałem się od wszystkich i grałem, grałem coraz dłużej. Fizycznie czułem się jak wrak, psychicznie jeszcze gorzej. Zacząłem odsuwać się od znajomych, na rzecz gier. I tak już zostało. Będąc przed maturami, przestałem grać nałogowo, jakoś tak samo z siebie odechciało mi się, chociaż mam nawroty do tej pory. Będąc w technikum, zaliczyłem monar, wykryto u mnie stany depresyjne, oraz uzależenienie od gier (ciężko mi się o tym piszę, o niektórych rzeczach wstyd wspominać, ale pamiętam, że potrafiłem siedzieć w zimnym, byłem głodny, i nie chciało mi się nawet iść do toalety, byłem jak przykuty łańcuchem do komputera) dużo płakałem, bo miałem już dość, wyglądałem okropnie, czułem się okropnie, byłem zamulony, i kilka razy miałem halucynacje. Bo powrocie z monaru, nie zajeło mi długo wrócenie do grania (było to chyba w 2 klasie technikum) po maturach, gdy jako tako "wyszedłem" z uzależenienia, zacząłem dostrzegać świat, chciałem mieć kolegów, znalezć w końcu dziewczyne, wyjść z domu. Niestety, nie udało się. Po około dwóch latach ciągłego proszenia się o wyjścia, po prostu się poddałem. Siedziałem w domu, czasami grałem, czasami oglądałem jak ktoś gra. I wtedy moje stany depresyjne zaczeły powracać. Zacząłem mieć myśli samobójcze, choć wiedziałem że tego i tak nie zrobię, i mam to do dziś. Czuje się nikim, czuje się jak odrzutek, nie potrzebne koło w mechanizmie napędzającym świat. Nienawidzę siebie, czuje do siebie obrzydzenie. Marzę o tym, że pójść spać, i się nigdy nie obudzić. Bardzo często myślę o moim pogrzebie, ale gdy widzę moją rodzine, po prostu wymiękam, i płaczę. Czuje coraz większą nienawiść do siebie, i wszystkich w okół. Boje się normalnego życia. Moja Mama skutecznie zrobiła ze mnie po prostu idiotę (bałem się chodzić sam do lekarza, bo bałem się kontaktu z ludzmi, dlatego ona chodzila tam ze mną do 18 roku życia) Praktycznie codziennie myślę o śmierci. Nie mam oparcia w nikim z rodziny. Mój Tata, pracuje za granicą, jak już wróci do Polski, jest zajęty remontem, lub kłotnią z Mamą. A moja Mama, co tutaj dużo mówić. Jest po terapii DDA, z roku na rok robi się coraz gorsza. Czuje się olewany. Dzisiaj poprosiłem Mame, aby załatwiła jakiś kontakt do dobrego psychoterapeuty, bo ja nie daje już rady, i w końcu coś sobie zrobię. Na co ona odpowiedziała "no mhm, słuchaj, a pytałeś o tą prace?" - zamknąłem się w pokoju. Tak, rzuciłem studia, bo nie dałem rady, miałem za duże braki. Chciałem iść do pracy na kilka miesięcy, żeby coś zarobić, nauczyć się tego co potrzebuje, i iść na wymarzony zawód w innym mieście, i marzyłem po prostu o wyprowadzce, marzyłem o tym, żeby nie musiec się odzywać do rodziców. Wcześniej chodziłem do.. 4 terapeutów? Żaden mi nie pomógł, a niektórzy mam wrażenie że drwili ze mnie. Codziennie rano, gdy wstaje, jestem zły że w ogóle się obudziłem, że jest kolejny dzień bycia nikim. Jest ze mną coraz gorzej. Od kilku lat mam cały czas myśli samobójcze (coraz intensywniejsze) coraz gorzej się czuje, wszyscy mówią mi, że chodzę smutny i przybity, ale ja po prostu nie potrafię inaczej. Nie czuje szczęścia, nie czuje żadnych dobrych emocji. Czuje tylko nienawiść do siebie, i chęć skończenia żywotu. Od długiego już czasu nie mam nikogo, nawet kolegów. Próbowałem ruszyć stare przyjaznie, ale niestety, stało się jak zwykle, każdy miał to gdzieś. Myślałem że jak się wyprowadzę, to zaczne nowe, normalne życie, niestety, ale to "normalne" życie, jest coraz dalej, zamiast iść do przodu, mam wrażenie że się cofam. Tylko to mi pozostało, pisać anonimowe żale na forum, bo nawet najbliżsi mają mnie po prostu gdzieś.



#2 Feliks

Feliks

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 64 postów
  • Imię:Nikt

Napisano 14 sierpień 2019 - 22:29

W pewnym stopniu rozumiem Cię. Ja też uciekałem do świata wirtualnego przed moim życiem, przed ludźmi... 



#3 Isamar

Isamar

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 112 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 15 sierpień 2019 - 13:07

A dlaczego wymagasz, żeby mama załatwiła Ci kontakt do psychoterapeuty? Przecież możesz zrobić to sam. :) I skoro od tak długiego czasu towarzyszą Ci myśli samobójcze to może lepiej byłoby wybrać się najpierw do psychiatry i spróbować farmakoterapii, a psychoterapię zacząć gdy nastrój trochę się ustabilizuje. 


Użytkownik Isamar edytował ten post 15 sierpień 2019 - 13:08


#4 Arianne

Arianne

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 4 postów

Napisano 15 sierpień 2019 - 13:37

Cześć IWTD. Pod wieloma względami przeżyłam podobną historię. Nie miałam stwierdzonego uzależnienia od komputera ale od dziecka to była moja odskocznia, grałam i wciąż gram, choć staram się utrzymać w ryzach panowania nad tym. Wcześniej uprawiałam zawodowo sport, więc nie byłam typowym nerdem ale od paru lat zrezygnowałam. Przez wiele lat studiowałam intensywnie swoją własną głowę, też w wieku 17 lat byłam w szpitalu psychiatrycznym z myślami s. Depresja, nerwica, lęki. Moja siostra walczyła z narkomanią. Moja matka jest wyrafinowanym tyranem i prześladowcą,kontroluje każdy mój ruch. Dosłownie. Doprowadziło mnie to do stanu, że spłycałam odruchowo oddech przechodząc obok niej, jak ofiara, która chowa się przed drapieżnikiem. Nie pasowało jej, że za głośno mieszam herbatę. Że śmiem przy niej być smutna (nie żartuję). We własnym domu chodziłam na palcach, chowając każdą emocję. Lęk to coś, z czym szłam przez życie od dziecka.

Mój ojciec jest skrajnie uzależniony od telewizji. Kiedyś siostra zabrała mu pilota, to wpadł w szał. Człowiek widmo. Nie ma go. Czuję, że nie znam tego człowieka.

Za to obydwoje mieli wobec mnie mnóstwo oczekiwań, matka prezesem firmy, ojciec był sławny w latach 80-90 i wciąż czerpie z tego priorytety. Jesteśmy relatywnie bogaci. Przez kilkanaście lat edukacji słyszałam, że wszyscy mi zazdroszczą rodziny i nie mają pojęcia jak mogę źle się czuć.

Mój brat cioteczny pisze horrory. I pracuje w korpo. Wujkowie są alkoholikami. Siostrzeńcy wszyscy chorzy na cudaczne przypadłości, nie sądzę żeby długo pociągnęli. Pewne rzeczy zostają w rodzinie.

Tak samo idę przez życie sama. Rzuciłam studia w połowie pracy dyplomowej bo uznałam, że to dno. Szukałam pomocy w wielu miejscach, przez wiele lat i jedyne czego się nauczyłam, to że ludzie nie mają pojęcia o co chodzi. Nikt nie ma. Jak to mawiają, life is a mystery.

Wiedziałam, że jeśli sama nie znajdę rozwiązania, to będzie mój koniec, nie wytrzymam tak. Zebrałam do kupy całą wiedzę psychologiczną jaką posiadam i przystąpiłam do rozbioru własnej głowy. Obecnie przebywam na odosobnieniu medytacyjnym, już 2,5 roku. Nie rozmawiam z nikim, nie przyjmuję gości. Wciąż trochę gram dla zrelaksowania ale pod kontrolą, większość czasu spędzam na medytacji oraz....współczuciu. I myślę, że znalazłam w tym wyjście.

 

Uwierz, że jest coś większego niż ten cały egoistyczny syf, którym napędza się nasz świat. Ja jestem tego pewna. Jeśli mogę coś doradzić, to płacz. Ja dużo płaczę i dzięki temu wiem kim jestem, to już mój rytuał. Pokochałam swoje łzy. One z reguły świadczą o istnieniu w nas czegoś pięknego, jakiejś sfery, która nas określa, a która boli.

 

Jak czytam posty takie jak twój to ściska mnie bezsilność i żal. Z reguły jestem oazą wysublimowanego języka i nie przeklinam ale [email protected]#$%a, chciałabym tak zwyczajnie cię tak przytulić i powiedzieć, żebyś wiedział, że nie jesteś sam. Że zasługujesz na dużo więcej. Że tu gdzieś na drugim końcu internetu jest ktoś, komu jest realnie smutno i przykro za to, z czym się mierzysz. Serio, płaczę. Życie nie jest fer.

 

Powalczmy o lepsze jutro. Dla siebie i innych.


  • Willow47 lubi to

#5 IWTD

IWTD

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 9 postów

Napisano 15 sierpień 2019 - 14:25

A dlaczego wymagasz, żeby mama załatwiła Ci kontakt do psychoterapeuty? Przecież możesz zrobić to sam.  :) I skoro od tak długiego czasu towarzyszą Ci myśli samobójcze to może lepiej byłoby wybrać się najpierw do psychiatry i spróbować farmakoterapii, a psychoterapię zacząć gdy nastrój trochę się ustabilizuje. 

 

Nie wymagam. Poprosiłem, żeby poruszyła swoje kontakty, żeby w końcu znalezć kogoś, kto mi zechce pomóc. Oczywiście, że mogę to zrobić sam, ale nie wiem do kogo trafie, ale prawdopodobnie spróbuje działać na własną ręke. Przez to co czyniła moja Mama, w wieku 19 lat, panicznie bałem się kupić hamburgera w mcdonaldzie, ja przecież nie robiłem takich rzeczy. Od kilku lat swoje sprawy załatwiam w większości sam, choć nie wszystkie. Pamiętam, że aż mnie skręcało od środka, gdy musiałem iść do urzędu miasta, z wnioskiem o wydanie nowego dowodu osobistego, ale jakoś to poszło.

Cześć IWTD. Pod wieloma względami przeżyłam podobną historię. Nie miałam stwierdzonego uzależnienia od komputera ale od dziecka to była moja odskocznia, grałam i wciąż gram, choć staram się utrzymać w ryzach panowania nad tym. Wcześniej uprawiałam zawodowo sport, więc nie byłam typowym nerdem ale od paru lat zrezygnowałam. Przez wiele lat studiowałam intensywnie swoją własną głowę, też w wieku 17 lat byłam w szpitalu psychiatrycznym z myślami s. Depresja, nerwica, lęki. Moja siostra walczyła z narkomanią. Moja matka jest wyrafinowanym tyranem i prześladowcą,kontroluje każdy mój ruch. Dosłownie. Doprowadziło mnie to do stanu, że spłycałam odruchowo oddech przechodząc obok niej, jak ofiara, która chowa się przed drapieżnikiem. Nie pasowało jej, że za głośno mieszam herbatę. Że śmiem przy niej być smutna (nie żartuję). We własnym domu chodziłam na palcach, chowając każdą emocję. Lęk to coś, z czym szłam przez życie od dziecka.

Mój ojciec jest skrajnie uzależniony od telewizji. Kiedyś siostra zabrała mu pilota, to wpadł w szał. Człowiek widmo. Nie ma go. Czuję, że nie znam tego człowieka.

Za to obydwoje mieli wobec mnie mnóstwo oczekiwań, matka prezesem firmy, ojciec był sławny w latach 80-90 i wciąż czerpie z tego priorytety. Jesteśmy relatywnie bogaci. Przez kilkanaście lat edukacji słyszałam, że wszyscy mi zazdroszczą rodziny i nie mają pojęcia jak mogę źle się czuć.

Mój brat cioteczny pisze horrory. I pracuje w korpo. Wujkowie są alkoholikami. Siostrzeńcy wszyscy chorzy na cudaczne przypadłości, nie sądzę żeby długo pociągnęli. Pewne rzeczy zostają w rodzinie.

Tak samo idę przez życie sama. Rzuciłam studia w połowie pracy dyplomowej bo uznałam, że to dno. Szukałam pomocy w wielu miejscach, przez wiele lat i jedyne czego się nauczyłam, to że ludzie nie mają pojęcia o co chodzi. Nikt nie ma. Jak to mawiają, life is a mystery.

Wiedziałam, że jeśli sama nie znajdę rozwiązania, to będzie mój koniec, nie wytrzymam tak. Zebrałam do kupy całą wiedzę psychologiczną jaką posiadam i przystąpiłam do rozbioru własnej głowy. Obecnie przebywam na odosobnieniu medytacyjnym, już 2,5 roku. Nie rozmawiam z nikim, nie przyjmuję gości. Wciąż trochę gram dla zrelaksowania ale pod kontrolą, większość czasu spędzam na medytacji oraz....współczuciu. I myślę, że znalazłam w tym wyjście.

 

Uwierz, że jest coś większego niż ten cały egoistyczny syf, którym napędza się nasz świat. Ja jestem tego pewna. Jeśli mogę coś doradzić, to płacz. Ja dużo płaczę i dzięki temu wiem kim jestem, to już mój rytuał. Pokochałam swoje łzy. One z reguły świadczą o istnieniu w nas czegoś pięknego, jakiejś sfery, która nas określa, a która boli.

 

Jak czytam posty takie jak twój to ściska mnie bezsilność i żal. Z reguły jestem oazą wysublimowanego języka i nie przeklinam ale [email protected]#$%a, chciałabym tak zwyczajnie cię tak przytulić i powiedzieć, żebyś wiedział, że nie jesteś sam. Że zasługujesz na dużo więcej. Że tu gdzieś na drugim końcu internetu jest ktoś, komu jest realnie smutno i przykro za to, z czym się mierzysz. Serio, płaczę. Życie nie jest fer.

 

Powalczmy o lepsze jutro. Dla siebie i innych.

Szczerze dziękuje za odpowiedz. Sam myślałem nad medytacją, wieczorem coś o tym poczytam. Ja niestety, wstydze się tego, ale dużo przeklinam, powoli odzwyczajam się tego, jest lepiej niż kiedyś, ale nadal mi wstyd. Dzisiaj, miałem rozmowę z rodzicami, no i w sumie nic się nie zmieniło. Ojciec próbuje mi wmówić że nic nie robię, a Matka na siłę głaszcze mnie po główce, jaki to ja nie jestem mądry i wspaniały. Stanęło na tym, że :

 

Ojciec nawrzucał mi, że nie ukończyłem studiów na co ja grzecznie odpowiedziałem, że jestem za głupi, niestety, ale niektórych braków nie przeskoczę w dwa wieczory przy książce. Na co w odpowiedzi dostałem, że przecież nic z tym nie robiłem. Fakt, nie ja wstawałem na pociąg codziennie o 5 rano, jechałem 2h w jedną stronę, siedząc w pociągu, zazwyczaj drogę do szkoły w większości spędzałem przy robieniu zadań z analizy/algebry. Nie ja wracając o 7-8 wieczorem po szkole siadałem chociaż na godzinę do książek, i automatycznie zasypiałem. To przecież był ktoś inny. Pózniej, stanęło na tym, że załatanie luk z brakami w edukacji trwa kilka lat (no i tutaj sam sobie zaprzecza, bo ja w kilka miesięcy nie byłem w stanie załatać tych braków, które według niego, łata się kilka lat, no ale cóż)  Matka oczywiście, jaki ty nie jesteś mądry i inteligentny. Powiedziałem, że terapia nic mi nie da, dopóki się nie wyniosę z domu, na co obydwoje zareagowali śmiechem, bo przecież nie dam sobie rady sam, muszę siedzieć w domku, i za kilka lat samo z siebie przyjdzie, te dawanie rady. Czułem się cholernie zle, bo cały czas płakałem, mimo że nie chciałem. Zawsze gdy płaczę, mam wrażenie jakbym był nikim, że dałem siebie przełamać, no ale poniekąd mój ojciec próbuje mi to wmówić. Ogólnie cała ta rozmowa, z założenia miała być szczera, a była jak każda inna, śmianie się z tego co mówię, wmawianie mi że nic nie robię, i że jestem najlepszy. Cyrk na kółkach. Oczywiście jako fizyczny też sobie nie dam rady, ja z niczym sobie nie dam rady. Jak ja nienawidzę swojego życia. Chciałbym uciec, i zerwać wszystkie kontakty. Zacząć od nowa, z czystą kartką, i umysłem. Być tym, kim chce. Niestety, ale dopóki nie nauczę się porządnie robić tego, co chce, jestem uziemiony, pewnie jakoś do nowego roku. Kiedy mam w głowie chociaż przebłysk tego, że będzie dobrze, marzę o tym żeby mi się udało. Ale mi po prostu nic nie wchodzi do głowy, jestem zamulony od siedzenia w domu, nie rozumiem co mówią do mnie ludzie, jestem pusty w środku. Przykro mi czytać szczególnie tą część o Twojej mamie. Przypomina mi to poniekąd dziadka, alkoholika, przed którym przed laty uciekaliśmy na strych, i tam spaliśmy, bo baliśmy się że przyjdzie pijany i zrobi nam krzywdę. Wiem, robię z siebie ofiarę w tym momencie, ale cały mój dotychczasowy żywot, to ciągły strach, przed kłótniami, bujkami, alkoholem.


Użytkownik IWTD edytował ten post 15 sierpień 2019 - 14:26


#6 Arianne

Arianne

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 4 postów

Napisano 15 sierpień 2019 - 15:12

Co do medytacji to z doświadczenia mogę powiedzieć, że nikt na naszym kontynencie nie ma pojęcia z czym to się je. Prowadziłam konwersacje zagraniczne z różnymi instytucjami, pseudo-guru, w Polsce z wysoko postawionymi lamami. Jestem tu anonimowa więc mogę śmiało przedstawić moje subiektywne, bezpośrednie doświadczenie - buddyści w Europie to ignoranci tego samego stopnia, co każdej innej religii.

 

Trzeba samemu znaleźć to, co działa. Ja kopałam tam, gdzie boli. Rozdrapywałam stare rany. Działa.

 

To o czym piszesz, to tylko dowód, że niektórzy ludzie żyją we własnym świecie i nie mają kontaktu z rzeczywistością. Nie ważne co będziesz robił - zanim skończysz, oni już będą mieli na ten temat swoje zdanie. Pozostaje współczuć. Ktoś, kto nie potrafi spojrzeć na drugiego człowieka, nigdy nie utrzyma zdrowej relacji. To życie pełne pustki i iluzji, żeby ją zapchać. Tacy nawet jeśli jakimś cudem dotrą do późnych lat, gwałtownie sypią się psychicznie na starość - tak wynika z moich obserwacji. Dlatego potem tak wielu podrzutków do domów spokojnej starości albo szpitali psychiatrycznych.

 

Co do tego zamulania i nie rozumienia co mówią ludzie, miałam tak od dziecka. Ja się zwyczajnie wyłączam w trakcie small-talków. Albo jeśli - o zgrozo - zostanę namówiona do grania z discordem. 90% tego co ludzie mówią, mój mózg zwyczajnie pomija i wyłapuje to, co faktycznie dotyczy gry. Przez długi czas źle o sobie przez to myślałam. Dziś widzę, że to przeczucie było dobre - da się być inaczej. Rozmawiać inaczej. Nie kryję się z tym już i nie próbuję uczestniczyć w konwersacji na siłę. Niesamowite jest to, że czasem nawet pojawiają się ludzie, którzy to doceniają.

 

I nie robisz z siebie ofiary. Piszesz swój punkt widzenia, rzeczywisty punkt. Jaki normalny, czujący człowiek nie miałby problemu z tym, co przechodzisz?

Zaufaj sobie bardziej :)



#7 IWTD

IWTD

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 9 postów

Napisano 15 sierpień 2019 - 17:41

Według mojej ostatniej terapeutki, mówiąc/pisząc na taki temat robię z siebie ofiarę, ciekawe dlaczego już tam nie chodzę.. Spróbuje jakoś się w końcu zmotywować, przetrwać ten głupi okres i się wynieść. Na forum chyba zostanę, ciekawe doświadczenie. Do tej pory pisałem tylko na anglojęzycznych, ale tam, można było walnąć jeszcze dłuższy esej, a kończyło się na "hi, welcome to the forum". Dziękuje za wsparcie.


  • Arianne lubi to

#8 Tawak

Tawak

    Bywalec

  • Bywalec
  • 744 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 16 sierpień 2019 - 12:42

Możesz być z siebie niezadowolony, z braku osiągnięć. Ale nienawiść do samego siebie jest zbędna. Na pewno są albo moga pojawić się osoby, które będą Cię nienawidzić. Nienawiść do Ciebie zostaw innym.

Użytkownik Tawak edytował ten post 16 sierpień 2019 - 12:44


#9 Niezniszczalny

Niezniszczalny

    Średniozaawansowany

  • Bywalec
  • 424 postów
  • Gadu-Gadu:45760731
  • Imię:Szymon
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:lubuskie

Napisano 16 sierpień 2019 - 13:33

Zbudowałeś tezę że gry video uzalezniają, to bzdura. To tak jak bym miał być uzależniony od oglądania filmów czy sluchania muzyki, toż to absurd. Jak siedzisz całymi dniami przed komputerem to nie znaczy że jesteś uzależniony tylko że nie masz nic do roboty w swym życiu. Nic innego niż komp. To miałkie no ale często tak właśnie jest.

#10 Willow47

Willow47

    Zadomowiony

  • Moderator
  • 8218 postów
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano 16 sierpień 2019 - 16:51

@IWTD Witaj. Mam nadzieję, że tu na forum znajdziesz wsparcie i swoje miejsce. Uzależnienia bywają różne. Ja uciekam w książki. Ktoś powie super! Czytanie książek rozwija. Fakt. Nie jestem najgłupsza. Ale uciekam od życia w ten sposób. Pewnie gdybym w dzieciństwie miała komputer, byłabym nie wzorowym czytelnikiem wszystkich bibliotek w okolicy tylko uzależnionym od gier dzieciakiem. Dlatego z każdym uzależnieniem należy walczyć. Jeśli masz siłę zacznij psychoterapię. Jeśli to za trudne spróbuj u psychiatry z farmakoterapią. Zaręczam, że psychiatra nie gryzie.

Powoli, kawałek po kawałku wyprostujesz swoje życie i zaczniesz się nim cieszyć.

 

 

 @Niezniszczalny Szym no to żeś pocisnął.....Ty na serio tak???? Uzależnić się można od wszystkiego a gry komputerowe wciągają dzieciaki od najmłodszych lat.


  • molenka lubi to
Dołączona grafika
 
Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

#11 WhiteBlankPage

WhiteBlankPage

    Zadomowiony

  • Bywalec
  • 2317 postów
  • Imię:Natalia
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 16 sierpień 2019 - 18:39

Oczywiście, że gry komputerowe uzależniają.

Dobrze, że autor jest świadomy.

Za głośno? Co jest za głośne? Tylko cisza. Cisza, w której się człowiek rozpada jak w próżni.

#12 IWTD

IWTD

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 9 postów

Napisano 17 sierpień 2019 - 21:05

Zbudowałeś tezę że gry video uzalezniają, to bzdura. To tak jak bym miał być uzależniony od oglądania filmów czy sluchania muzyki, toż to absurd. Jak siedzisz całymi dniami przed komputerem to nie znaczy że jesteś uzależniony tylko że nie masz nic do roboty w swym życiu. Nic innego niż komp. To miałkie no ale często tak właśnie jest.

Wybacz, ale... Conajmniej się z tym nie zgodzę. Jeżeli ktoś jeszcze tutaj zagląda, to u mnie jest póki co lepiej. Zająłem się pomaganiem przy remoncie, zazwyczaj spędzam przy tym ponad 10h, więc nie mam czasu nawet mieć głupich myśli. Odpoczywam od nauki, bo od jakiegoś miesiąca, moje próby nauczenia się czegokolwiek, no cóż, zazwyczaj nic nie dawały, może wroćę świeższy, i w końcu zaczne spełniać swoje marzenia. Oby.


  • Isamar lubi to

#13 WhiteBlankPage

WhiteBlankPage

    Zadomowiony

  • Bywalec
  • 2317 postów
  • Imię:Natalia
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 17 sierpień 2019 - 21:19

@IWTD świetny pomysł na odciągnięcie myśli.

Trzymam za Ciebie kciuki.
  • IWTD lubi to

Za głośno? Co jest za głośne? Tylko cisza. Cisza, w której się człowiek rozpada jak w próżni.

#14 IWTD

IWTD

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 9 postów

Napisano 19 sierpień 2019 - 15:17

Wystarczył jeden dzień luzu, aby wszystko trafił szlag, głupie myśli wróciły, i zadomowiły się spowrotem. Myślę, że w tym tygodniu jeszcze sobie odpuszczę (w tym jestem najlepszy) ale od nowego tygodnia, wdroże w życie jakiś plan, i zacznę szukać pracy, bo jest mi wstyd, że jeszcze jej nie mam. Zacznę odkładać spowrotem na swoją pasje, która niestety, ale poszła w odstawke. Zacznę spowrotem naukę. Chciałbym kupić książkę, nie wiem jak to wytłumaczyć, ale chciałbym znalezć tytuł, który w jakiś sposób mi pomoże przejść przez to, zobrazować jak powinna wyglądać ta cała "walka"? Sam nie wiem. Wiem, powinienem to zacząć od dziś.. Wpadłem również na pomysł, żeby stworzyć swego rodzaju dzennik, może to mnie jakoś zmotywuje. Nie wiem tylko czy jest do tego jakiś specjalny dział, czy mogę to wszystko wylewać tutaj. Strasznie chaotyczny ten wpis, przepraszam. 



#15 WhiteBlankPage

WhiteBlankPage

    Zadomowiony

  • Bywalec
  • 2317 postów
  • Imię:Natalia
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 19 sierpień 2019 - 15:46

@IWTD nie masz za co przepraszać.

Ile masz lat, że tak naciskasz na pracę, że Ci wstyd, że jej nie masz?

Za głośno? Co jest za głośne? Tylko cisza. Cisza, w której się człowiek rozpada jak w próżni.

#16 IWTD

IWTD

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 9 postów

Napisano 19 sierpień 2019 - 15:53

22, ale praktycznie wszyscy moi równieśnicy pracują/pracowali. Moi rodzice strasznie mnie cisną o prace, i jest mi z tym zle, że jeszcze żadnej nie mam, chociaż czasami mam wrażenie że moja Mama robi wszystko, żebym tej pracy nie znalazł. Namawia mnie na różne ogłoszenia, a potem zniechęca mnie do owej oferty na każdy możliwy sposób. Dużo też robi opinia ludzi w okół, która niestety bardzo się przejmuje, przejmuje się tym, co myślą o mnie ludzie, muszę to zmienić. Kolejną złą rzeczą którą u siebie zauważyłem, jest wyobrażanie sobie, co to ja nie będę robił jak już zdobędę tą wymarzoną prace, gdzie nie będę mieszkał itp. 



#17 Anna74

Anna74

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 12 postów
  • Imię:Anna

Napisano 19 sierpień 2019 - 17:16

Po pierwesze rodziny się nie wybiera- sa, jacy są i ich nie zmienisz, nie będą dla Ciebie czulsi ani uważni- musieliby przejść  terapię rodziną i chcieć tego. Jeśli mama nie potrafi Cię usłyszeć, to dlatego, że ma z tym problem i nie potrafi tego zrobić.Ktoś jej tego nie nauczył. Jednak nie zwalnia jej to z tego, że powinna się postarać, a ty masz prawo pozwolić sobie na złość na nią, bo mam wrażenie, że skierowałeś ją tylko przeciw sobie. Gry to ucieczka i chyba Twoi rodzice przegapili coś, jakiś wazny moment. Czasem, a może zazwyczaj jest tak, że bliscy nigdy nas nie usłyszą- nie tylko ty tak masz. Kiedyś powiedziałam swojej lekarce, że osobom z depresją , lękami trzba wpisać w karcie-"brak miłości". W życiu są jednak inne wyjścia- to ludzie z zewnątrz. Nie jest łatwo znaleźć kogoś, kto stanie Ci się bliski-spotkasz różnych ludzi i to jest przecież normalne. Jednak trzeba ich poszukać, dać sygnał.Zaczęłabym od dobrego, życzliwego psychiatry, są sieci przychodni w Warszawie (nie wiem skąd jesteś), trzeba sprawdzać opinie innych o lekarzu, wejść do internetu.Moja lekarz pracuje w dużej sieci i uwielbiam ją.Uważam, że nie boi się "żonglować" lekami i robi to świetnie, jeśli chodzi o ustawienie leków Gdy przeżywałam traumę, zadzwoniła do mnie ze Stanów o pierwszej w nocy. Jeśli jest źle, mogę jej wysłać sms i ona oddzwoni-i mam już dobrego człowieka wokół siebie. Nie zdobędziesz się na wyjście, jesli masz tak duże lęki- tu trzeba leków, a dziś mamy XXI wiek i pewną świadomość, że takie osoby się leczą, mają problemy. Potem można pomyśleć o fajnym terapeucie i mu zaufać. Nie każdy pasuje każdemu, ale czasem terzba wytrwać, choć nam się wydaje, że terapeuta nam szkodzi.To normalne w terapii.I wreszcie wyjść w świat, do pracy, tam są ludzie, może jakaś dziewczyna, fajna miłość- trzeba o siebie zawalczyć, inaczej ominie Cię coś wspaniałego wbrew pozorom- to zycie, gdzie zdobywasz doświadczenia różne. Nie ma osoby, która nie miałaby lęków. One są wpisane w nasze życie. Każdy boi się nowej pracy, odrzucenia, czy dam radę, czy ktoś mnie pokocha.... to norma. Gdy przychodzą trudne chwile, można sobie powtarzać: kazda emocja mija; to, co czuję jest normalne; przeżyję to- tego nauczyła mnie jedna z terapeutek, która mi powiedziała, że nasz mózg takie sygnały uspokajaja.Ja jestem wierząca i to też mi pomaga. Kiedy mam trudne chwilę zwraca się do swojego Anioła Stróża, to też daje mi poczucie, że nie jestem nigdy sama no i załatwia mi on różne sprawy:)


Po pierwesze rodziny się nie wybiera- sa, jacy są i ich nie zmienisz, nie będą dla Ciebie czulsi ani uważni- musieliby przejść  terapię rodziną i chcieć tego. Jeśli mama nie potrafi Cię usłyszeć, to dlatego, że ma z tym problem i nie potrafi tego zrobić.Ktoś jej tego nie nauczył. Jednak nie zwalnia jej to z tego, że powinna się postarać, a ty masz prawo pozwolić sobie na złość na nią, bo mam wrażenie, że skierowałeś ją tylko przeciw sobie. Gry to ucieczka i chyba Twoi rodzice przegapili coś, jakiś wazny moment. Czasem, a może zazwyczaj jest tak, że bliscy nigdy nas nie usłyszą- nie tylko ty tak masz. Kiedyś powiedziałam swojej lekarce, że osobom z depresją , lękami trzba wpisać w karcie-"brak miłości". W życiu są jednak inne wyjścia- to ludzie z zewnątrz. Nie jest łatwo znaleźć kogoś, kto stanie Ci się bliski-spotkasz różnych ludzi i to jest przecież normalne. Jednak trzeba ich poszukać, dać sygnał.Zaczęłabym od dobrego, życzliwego psychiatry, są sieci przychodni w Warszawie (nie wiem skąd jesteś), trzeba sprawdzać opinie innych o lekarzu, wejść do internetu.Moja lekarz pracuje w dużej sieci i uwielbiam ją.Uważam, że nie boi się "żonglować" lekami i robi to świetnie, jeśli chodzi o ustawienie leków Gdy przeżywałam traumę, zadzwoniła do mnie ze Stanów o pierwszej w nocy. Jeśli jest źle, mogę jej wysłać sms i ona oddzwoni-i mam już dobrego człowieka wokół siebie. Nie zdobędziesz się na wyjście, jesli masz tak duże lęki- tu trzeba leków, a dziś mamy XXI wiek i pewną świadomość, że takie osoby się leczą, mają problemy. Potem można pomyśleć o fajnym terapeucie i mu zaufać. Nie każdy pasuje każdemu, ale czasem terzba wytrwać, choć nam się wydaje, że terapeuta nam szkodzi.To normalne w terapii.I wreszcie wyjść w świat, do pracy, tam są ludzie, może jakaś dziewczyna, fajna miłość- trzeba o siebie zawalczyć, inaczej ominie Cię coś wspaniałego wbrew pozorom- to zycie, gdzie zdobywasz doświadczenia różne. Nie ma osoby, która nie miałaby lęków. One są wpisane w nasze życie. Każdy boi się nowej pracy, odrzucenia, czy dam radę, czy ktoś mnie pokocha.... to norma. Gdy przychodzą trudne chwile, można sobie powtarzać: kazda emocja mija; to, co czuję jest normalne; przeżyję to- tego nauczyła mnie jedna z terapeutek, która mi powiedziała, że nasz mózg takie sygnały uspokajaja.Ja jestem wierząca i to też mi pomaga. Kiedy mam trudne chwilę zwraca się do swojego Anioła Stróża, to też daje mi poczucie, że nie jestem nigdy sama no i załatwia mi on różne sprawy:)Obejrzyj  sobie w internecie fil "Sybill" z 76 roku. Tam zobaczysz z jak trudnej sytuacji wybrnęła bohaterka- film jest na faktach. 


Po pierwesze rodziny się nie wybiera- sa, jacy są i ich nie zmienisz, nie będą dla Ciebie czulsi ani uważni- musieliby przejść  terapię rodziną i chcieć tego. Jeśli mama nie potrafi Cię usłyszeć, to dlatego, że ma z tym problem i nie potrafi tego zrobić.Ktoś jej tego nie nauczył. Jednak nie zwalnia jej to z tego, że powinna się postarać, a ty masz prawo pozwolić sobie na złość na nią, bo mam wrażenie, że skierowałeś ją tylko przeciw sobie. Gry to ucieczka i chyba Twoi rodzice przegapili coś, jakiś wazny moment. Czasem, a może zazwyczaj jest tak, że bliscy nigdy nas nie usłyszą- nie tylko ty tak masz. Kiedyś powiedziałam swojej lekarce, że osobom z depresją , lękami trzba wpisać w karcie-"brak miłości". W życiu są jednak inne wyjścia- to ludzie z zewnątrz. Nie jest łatwo znaleźć kogoś, kto stanie Ci się bliski-spotkasz różnych ludzi i to jest przecież normalne. Jednak trzeba ich poszukać, dać sygnał.Zaczęłabym od dobrego, życzliwego psychiatry, są sieci przychodni w Warszawie (nie wiem skąd jesteś), trzeba sprawdzać opinie innych o lekarzu, wejść do internetu.Moja lekarz pracuje w dużej sieci i uwielbiam ją.Uważam, że nie boi się "żonglować" lekami i robi to świetnie, jeśli chodzi o ustawienie leków Gdy przeżywałam traumę, zadzwoniła do mnie ze Stanów o pierwszej w nocy. Jeśli jest źle, mogę jej wysłać sms i ona oddzwoni-i mam już dobrego człowieka wokół siebie. Nie zdobędziesz się na wyjście, jesli masz tak duże lęki- tu trzeba leków, a dziś mamy XXI wiek i pewną świadomość, że takie osoby się leczą, mają problemy. Potem można pomyśleć o fajnym terapeucie i mu zaufać. Nie każdy pasuje każdemu, ale czasem terzba wytrwać, choć nam się wydaje, że terapeuta nam szkodzi.To normalne w terapii.I wreszcie wyjść w świat, do pracy, tam są ludzie, może jakaś dziewczyna, fajna miłość- trzeba o siebie zawalczyć, inaczej ominie Cię coś wspaniałego wbrew pozorom- to zycie, gdzie zdobywasz doświadczenia różne. Nie ma osoby, która nie miałaby lęków. One są wpisane w nasze życie. Każdy boi się nowej pracy, odrzucenia, czy dam radę, czy ktoś mnie pokocha.... to norma. Gdy przychodzą trudne chwile, można sobie powtarzać: kazda emocja mija; to, co czuję jest normalne; przeżyję to- tego nauczyła mnie jedna z terapeutek, która mi powiedziała, że nasz mózg takie sygnały uspokajaja.Ja jestem wierząca i to też mi pomaga. Kiedy mam trudne chwilę zwraca się do swojego Anioła Stróża, to też daje mi poczucie, że nie jestem nigdy sama no i załatwia mi on różne sprawy:) I pamiętaj, nie zawsze liczy się cel-wazna jest droga.Mówię to wszystko, opierając się o własne doświadczenia. pozdr.



#18 IWTD

IWTD

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 9 postów

Napisano 19 sierpień 2019 - 20:43

Myślę, że mimo wszystko może i jestem w stanie zacząć stawać na nogi bez lekarstw, od praktycznie zawsze, wydawało mi się, że mój problem przy problemach innych jest tyci tyci. Troche się boje tych leków, to też druga strona medalu, kiedyś już zażywałem, i czułem się jeszcze gorzej - jak chodzący trup, ale to było lata do tyłu. Może momentami to wszystko wyolbrzymiam, sam nie wiem. Część moich postów, jest pisana pod wpływem emocji, choć wydaje mi się że szczerych. Spróbuje póki co bez, może jakoś to pójdzie, nie mam nic do stracenia. A co do moich Rodziców, no cóż, z dnia na dzień wydaje mi się że jest gorzej. Po prostu muszę jakoś przeboleć te kilka misięcy, i może w końcu mi się uda wyrwać z domu, bo szczerze go nienawidzę. A co do filmu, dziękuje za propozycje, jutro obejrze.



#19 WhiteBlankPage

WhiteBlankPage

    Zadomowiony

  • Bywalec
  • 2317 postów
  • Imię:Natalia
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 20 sierpień 2019 - 12:01

@IWTD nie sugeruj się zdaniem mamy, postaraj się przynajmniej, bo to nie ona będzie pracowała w tym miejscu i to nie będą jej pieniądze, a Twoje.

Co do leków - nie wiem ile brałeś, ale antydepresanty działają z dużym opóźnieniem. Na początku niestety człowiek czuje się zdecydowanie gorzej.

Za głośno? Co jest za głośne? Tylko cisza. Cisza, w której się człowiek rozpada jak w próżni.

#20 Anna74

Anna74

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 12 postów
  • Imię:Anna

Napisano 20 sierpień 2019 - 12:32

Myślę, że mimo wszystko może i jestem w stanie zacząć stawać na nogi bez lekarstw, od praktycznie zawsze, wydawało mi się, że mój problem przy problemach innych jest tyci tyci. Troche się boje tych leków, to też druga strona medalu, kiedyś już zażywałem, i czułem się jeszcze gorzej - jak chodzący trup, ale to było lata do tyłu. Może momentami to wszystko wyolbrzymiam, sam nie wiem. Część moich postów, jest pisana pod wpływem emocji, choć wydaje mi się że szczerych. Spróbuje póki co bez, może jakoś to pójdzie, nie mam nic do stracenia. A co do moich Rodziców, no cóż, z dnia na dzień wydaje mi się że jest gorzej. Po prostu muszę jakoś przeboleć te kilka misięcy, i może w końcu mi się uda wyrwać z domu, bo szczerze go nienawidzę. A co do filmu, dziękuje za propozycje, jutro obejrze.


Spokojnie, leków nie musisz brać na stałe-mogą być poczatkowym podparciem, na start. Nie ma co się bać leków, jeśli są dobrze dobrane można o wiele lepiej funkcjonować, poczuć się pewniej, mieć lepszy nastrój, niwelują lęki, porawiają koncentrację. Natalia ma rację- na rozkręcenie się  niektórych leków czeka się 3 tygodnie, dłużej, a wysycać się w ogranizmie mogą nawet do trzech miesięcy. Trzeba je brać regularnie, pod kontrolą lekarza i samemu nie odstawiać, nawet jeśli czujesz się dobrze. Nie warto się tak męczyć, zwłaszcza, że miewasz myśli samobójcze.

Jeśli masz problem z relacjami z ludźmi może warto zacząć od zdjęcia tych poduszek z okna,ogarnąć pokój, może uda Ci się pójść i zrobić  z kartką od mamy zakupy na obiad-uśmiechnąć się sprzedawcy, pojechać gdzieś rowerem, pójść samemu do kina- to niełatwe dla lękowca, ale każde najmniejsze działanie inne niż dotąd traktuj jako mały sukces.







Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych