Skocz do zawartości



Zdjęcie
* * * * * 1 głosy

Ciekawe artykuły (psychologiczne, filozoficzne, paranormalne oraz inne)


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
21 odpowiedzi w tym temacie

#21 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1413 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karolcia :)
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 22 czerwiec 2019 - 11:25


Psychologiczny 6

 

„Czy jesteśmy gotowi podjąć ryzyko bycia szczęśliwym?”
 
„Już nic dobrego mnie w życiu nie spotka”. Jak często myślimy w ten sposób? Zapędzamy się w kozi róg, z którego nie widzimy wyjścia. Siedzimy w swoim poczuciu beznadziejności własnego życia i świata, który jest przeciwko nam, bo nie daje nam szans na szczęście. I żadne „wszystko jest w twoich rękach” do nas nie trafia. Bo niby co ode mnie zależy? Co mogę zrobić, żeby moje życie zmienić, by stało się bardziej znośne?
 
Ewa Raczyńska: Dlaczego nie dajemy sobie prawa do szczęścia?
 
Dorota Hołówka: Po pierwsze robimy to nieświadomie, gdyż działamy według wzorców, które utrwaliły się nam w dzieciństwie. Już wtedy zaczynamy wierzyć w coś, co ktoś do nas mówi na przykład: „Na szczęście trzeba zasłużyć”, „Nic się samo nie zrobi”. Nie zawsze jest to komunikat pesymistyczny. Możemy słyszeć „jesteś najlepszy, dasz radę”, ale okazuje się, że ta motywacja była gdzieś w głębi duszy podszyta lękiem, że jednak sobie nie poradzę.
 
Cała ta energia myśli i emocji wpływa na nas w przyszłości. To ile z tego co dostaliśmy w spadku przyjmiemy jako prawdę będzie kształtować nasze życie. I to jest jedyny powód, dla którego w życiu nam się układa, albo się nie układa. Okazuje się, że jestem nieszczęśliwa dlatego, że noszę w sobie mocno zakorzenione przekonanie, że nie zasługuję na szczęście, że ludzie szczęśliwi to kombinatorzy – tak słyszałam w dzieciństwie. W związku z tym mam nieprzyjemną konotację, więc nie zamierzam dołączać do grupy szczęśliwych ludzi. Spotykam wśród swoich klientów ludzi, który twierdzą, że pozytywne nastawienie do życia to objaw naiwności.
 
Jak widać mechanizmy myślowe są bardzo różne, a to właśnie one sterują naszymi decyzjami.
 
Czyli trzeba sięgnąć do tego, z jakiego domu wyszliśmy, jakie mechanizmy zostały nam w spadku dane.
 
Tak i to niezależnie od tego, jaka była nasza rodzina. Bo możemy pochodzić z domu zamożnego, gdzie rodzice odnoszą sukces. Ale gdzieś w głębi duszy coś takiego się wydarzyło, że my nie chcemy należeć do tego środowiska, albo w jakiś sposób czujemy się gorsi. Dotyczy to zwłaszcza dzieci rodziców, którzy odnieśli spektakularny sukces. Dzieci takich rodziców czują się niewidziane, bo na świeczniku był tata lub mama. Przez resztę życia porównują się nieświadomie, i dźwigają ten ciężar.
 
Podobnie niewidziani mogliśmy czuć się wychowując się w biednej rodzinie, co skutkuje tym, że w dorosłym życiu muszę zrobić wszystko, żeby być widzianym. Taka osoba działa, odnosi sukcesy w życiu, tylko w tym przypadku motywacja nie do końca jest zdrowa.
 
Bardzo dużo zależy od tego, jak zinterpretujemy to, co się nam w życiu wydarzyło. Mamy taką tendencję do postrzegania naszego życia przez pryzmat rodziców, bo to ich wina, że taka/taki jestem, to wina środowiska, w którym się wychowałam, albo tego, że zawsze byłem biedny i nigdy nic mi się nie udawało – a wcale tak nie jest.
 
Możemy coś zrobić? Pomóc takiej osobie, uświadomić: „Hej życie masz jedno i od ciebie zależy jak je przeżyjesz”?
 
O osobach , które nie mogą ruszyć z miejsca – tkwią w swojej beznadziejności i cierpieniu mówimy, że są w zamrożeniu. One naprawdę mają problem, żeby ruszyć do przodu. Kiedy słyszą od innych: „Zrób coś, zmień coś. Odejdź od niego” (gdy mówimy o relacji), to jeszcze bardziej zapadają się w siebie, tracą siłę, bo ktoś im mówi, żeby coś zmienili, a oni nie mogą, więc czują się coraz gorzej.
 
Weźmy jako przykład kobietę, która jest nieszczęśliwa w związku i nie wie, jak się z tego wyplątać, jak coś zmienić w swoim życiu. W tej sytuacji jedynym wyjściem jest uświadomienie sobie, że ta relacja, w której jestem, czy to w czym jestem to odzwierciedlenie moich myśli o sobie, moich wyobrażeń na swój temat – na temat tego na co zasługuję, co mi się należy, jak jestem ważna. Z tym powinniśmy pracować.
 
Mogę sama sobie pomóc?
 
Być może trochę to kontrowersyjne, ale mam głębokie przekonanie, że można sobie samemu pomóc. Wystarczy zauważyć jak działam, jaką rolę w życiu sobie przypisałam. Do tej roli zawsze znajdę w życiu odpowiedni scenariusz i aktorów. I jeśli zauważę, w co gram w swoim życiu, kim jestem, jakie mam wyobrażenie na swój temat to już pierwszy krok. Kolejny to znaleźć w sobie gotowość, by zmienić swoją tożsamość na nową, napisać nowy scenariusz, który wychodzi poza nasze wyobrażenia o tym co możliwe i znaleźć w sobie zgodę na nowe- wtedy w naszym życiu dokonają się zmiany.
 
To spore wyzwanie, bo trudno porzucić to, co budowałam przez lata.
 
Tak, to trudne, bo dotychczas byłam w tym, co znane. I choć nie jest mi tu dobrze, to jednak wiem, czego się spodziewać, po tym cierpieniu.
 
Dodatkowo cały czas tę tożsamość wspieram poglądem, że nie mam wyjścia, że muszę w niej tkwić. I tu pierwszym krokiem jest wyobrażenie sobie, w jakiej innej roli bym siebie widziała. I nie chodzi tu o pełen kontrast, przeciwieństwo – że nagle jestem szczęśliwa, jestem z księciem z bajki i moje życie jest cudownie. Najpierw należy odpowiedzieć sobie na pytanie: w jakiej roli czułabym się dobrze. I tu zaczynają się schody, bo to najtrudniejsze pytanie, jakie pada w mojej pracy. Większość ludzi zaczyna opowiadać wyobrażeniami społecznymi, filmowymi. Mówią o swoich wyobrażeniach na temat związku, o tym, jaki partner powinien być, żeby czuć się lepiej. A tu nie o to chodzi. Najpierw trzeba znaleźć swój stan emocjonalny, z którego dopiero powinniśmy stworzyć obrazy. Upraszczając: jeśli czuję się źle, to należy pomyśleć, jaki stan emocjonalny sprawiłby, żebym poczuła się dobrze i dopiero wyobrazić sobie, kto by wtedy przy mnie był, co wokół mnie by się zadziało, jak by moje życie wyglądało, kogo bym spotykała, co bym robiła.
 
Trochę odwrotnie niż zazwyczaj: najpierw emocje, a później obrazy.
 
Kiedy pytam: „jakbyś chciała, żeby twoje życie wyglądało”, to słyszę wizję rozsnuwaną przed oczyma. Ale, gdy zadaje kolejne pytanie: „co czujesz w ciele, jakie emocje tobie towarzysza”, to pojawia się płacz, napięcie w gardle i brzuchu, bo okazuje się, że nie jestem gotowa przyjąć tego co widzę.
 
Dlatego tak ważne jest, by zacząć od stanu emocjonalnego. My marzymy o wielkiej miłości, a nasze ciało mówi: „miłość nie jest przyjemna, nie jest bezpieczna, pamiętasz, jak on cię zranił? Jak się zakochasz, ktoś może cię odrzucić, przypomnij sobie, jak się czułaś”. I tak można próbować w nieskończoność. Najpierw musimy zmierzyć się ze stanem emocjonalnym, oswoić go, uporać się z nim i wtedy możemy budować wyobrażenia o nowym życiu.
 
Często mówimy: „chciałabym, żeby on był dla mnie lepszy, by dzieci były grzeczniejsze”.
 
Ważna jest świadomość tego, co ja mówię. Gdy komunikuję: „Chciałabym, żeby mój mąż był dla mnie lepszy” to trzeba zastanowić się – jaką ja widzę kobietę w tym momencie. Zamienić „chciałabym, żeby on był dla mnie lepszy” na „chciałabym być w relacji, w której czułabym się dobrze, spokojnie i bezpiecznie”. I znaleźć ten swój stan emocjonalny. Chciałabym czuć się relacji, w której będę doceniona i co to dla mnie znaczy, czuć się docenioną. To jest świadome wizualizowanie celu.
 
Więc dlaczego tego nie robimy, tylko wybieramy nieszczęśliwe życie?
 
Problemem jest przywiązanie się do tożsamości cierpiętnika, czyli człowieka, który przez długi czas był w cierpieniu, w nieszczęściu. Warto się temu przyjrzeć, odpowiedzieć sobie na pytanie, jakie mamy korzyści z bycia nieszczęśliwym, bo przecież nie tkwilibyśmy w tym, co nam nie daje korzyści. Może będąc nieszczęśliwym bardziej zwracam na siebie uwagę? Wszystko zależy od tego, co sobie wmówimy, dlatego tak trudno jest nam stworzyć nowy wzorzec. Najtrwalsze zmiany to te, które przeprowadzamy małymi krokami- tylko wtedy nasz układ nerwowy zdąży przetransformować stare w nowe.
 
Zaczynamy więc od wyobrażeń, że to też jest fajne, że ta inna tożsamość, która będzie radosna, szczęśliwa i rozluźniona też będzie mi służyła. Ale to my sami musimy się do tego przekonać, bo nikt nigdy w żaden sposób nie zdoła tego zrobić za nas.
 
Często nieświadomie pozostajemy w poczuciu beznadziei, bo boimy się zacząć działać ze względu na obawę przed oceną lub porażką. Trzeba sobie jednak uświadomić, że celu nie osiągają dwa rodzaje osób. Jedna grupa to ta, która chce szybko i natychmiast coś zmienić w swoim życiu, a druga to ta, w której ludzie uważają, że oni sami są przeszkodą. Na przykład myślę o sobie, że nie jestem atrakcyjna i jeśli wyobrazimy sobie przeszkodę, jako kamień na drodze, którym to kamieniem jesteśmy, to nie ma szans, by tę przeszkodę ominąć. A to właśnie dzięki przeszkodom zmieniamy siebie, napotykamy je po to, by mieć nowe życie. Nie da się osiągnąć nowego życia bez zmiany swoich przekonań, myślenia o sobie.
 
Dlatego musimy iść malutkimi kroczkami, by przy każdej przeszkodzie poradzić sobie z naszym systemem obronnym, który mówi: „daj sobie spokój, po co ci to, i tak się nie uda, pamiętasz, już kiedyś się nie udało”. Przeszkody mają za zadanie zmienić nasz sposób myślenia, po to żeby osiągnięcie celu stało się możliwe. Jeśli chcemy iść na skróty możemy spodziewać się zmian pozornych, ale nie na poziomie emocjonalnym.
 
Każdy może to zrobić?
 
Z mojego doświadczenia zawodowego mogę powiedzieć, że nie istnieje osoba, która nie mogłaby sięgnąć po marzenia, zrealizować swoje cele, być szczęśliwa.
 
Może się okazać, że sytuacja, w której czujemy się nieszczęśliwi – na przykład małżeństwo, jest jednak dla nas dobra?
 
Oczywiście. Często, gdy pracujemy w grupie, w tak zwanym polu, widać, jak w ciągu kilku minut, gdy zaczynam inaczej rozmawiać z samym sobą, prowadzimy inny dialog wewnętrzny, zmienia się układ w całej naszej rodzinie. Nie tylko w relacji kobieta – mężczyzna, ale też w relacji z dziećmi. Pamiętam taką sesję: kobieta, mężczyzna i dwójka dzieci. Mąż czuje się słaby, nie ma siły, nie podejmuje działań, niczego nie proponuje. A kobieta zachowuje się jak ofiara, ma spuszczoną głowę, mówi tylko do dzieci. Wygląda na bardzo zmęczoną osobę. Gdy pytam, co mówi do siebie, odpowiada: „Nie mam siły”. Idąc dalej proszę, by zastanowiła się, co by chciała pozytywnego sobie powiedzieć i przychodzi jej do głowy: „Ciesz się z tego co masz” . I nagle sytuacja zmienia się diametralnie. Dotychczas było tak, że ojciec wchodził do domu, dzieci na nim się wieszały, on się denerwował, bo był zmęczony. Obiad jedli w ciszy, kobieta siedziała z boku. Po zmianie dialogu wewnętrznego – mężczyzna wchodzi do domu i zauważa żonę, podchodzi do niej. Ona czuje wzmocnienie i prosi dzieci, żeby dały tacie odpocząć. Siadają do obiadu i mąż zaczyna snuć plany, co zrobią, że pójdą na basen. Kobieta siada obok niego przy stole. To jest niesamowite.
 
Później mężczyzna zapytany, dlaczego zachował się inaczej, nie umiał odpowiedzieć, nie wiedział, że kobieta inaczej ze sobą rozmawia. I to się dzieje za każdym razem. Sam dialog wewnętrzny daje nam siłę do wyjścia z nieszczęścia. Przeprowadziłam setki takich sesji i nigdy mi się nie zdarzyło, żeby nie dochodziło do diametralnej zmiany.
 
To pokazuje, jak pod wpływem mojego sposobu myślenia, zmienia się ktoś inny. Do takiej zmiany w każdej chwili mamy dostęp. Trudnością jest takie myślenie utrzymać, ale jest to do zrobienia. Jeśli znajdziemy w sobie tyle silnej woli, żeby to ćwiczyć, to mamy podstawę do tego, żeby żyć szczęśliwie.
 

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#22 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1413 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karolcia :)
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 23 czerwiec 2019 - 12:47

Filozoficzny 6

 

W drodze do szczęścia, czyli o poszukiwaniu sensu życia i jego znaczenia dla człowieka
 
Współczesny człowiek dąży do uzyskania satysfakcji z tego kim jest i co robi. Stawia na rozwój osobisty, podnoszenie kwalifikacji zawodowych oraz uzyskanie dóbr materialnych. Krótko mówiąc człowiek dąży do uzyskania szczęścia! Określenie to pada często kiedy pytamy ludzi, co chcą w życiu osiągnąć. Chcą być szczęśliwi... Co jednak kryje się za tym stwierdzeniem? 
 
Szczęście można różnorodnie zdefiniować. Zagadnieniem tym zajmowali się już starożytni filozofowie, którzy próbowali odpowiedzieć na pytanie, co wprowadza człowieka w ten pożądany przez niego stan. Epikur twierdził, że droga do szczęścia prowadzi przez eliminowanie w życiu cierpienia. Postulował on, że człowiek nosi szczęście w sobie i wystarczy, aby eliminował w swoim życiu cierpienie. Arystoteles z kolei uważał, że szczęście to działania, które są zgodne z naturą. Podkreślał również rolę zaspokojenia potrzeb fizjologicznych, jako ważnych w drodze do jego osiągnięcia. Platon natomiast szczęście doczesne określał jako niemalże nieistotne. Uważał, że jest ono jedynie koniecznym stopniem do osiągnięcia szczęścia ostatecznego, które realizuje się poprzez mniejsze idee i doczesne dobra. Współczesny wybitny filozof Władysław Tatarkiewicz (2011) dogłębnie analizuje pojęcie szczęścia, próbując nadać mu definicje. Określa szczęście jest zadowolenie z życia, które ma charakter trwały, pełny i uzasadniony. Zależne jest od całokształtu życia człowieka, dokonuje się poprzez świadomą realizację określonych celów, które ostatecznie stają się życiowymi zadaniami. 
 
Część myślicieli uważa, że zadowolenie z całości życia, określone jako eudajmonizm może przynieść szczęście. Inni twierdzą, że prowadzi do niego hedonizm, czyli nagromadzenie przyjemnych doznań. Ja osobiście uważam, że dla każdego człowieka ma ono indywidualne znaczenie, pod którym kryją się określone dla niego wartości. Jak zatem znaleźć szczęście w życiu? Może na początek warto poszukać w nim sensu, który nada kształt rzeczywistości, gdzie owego szczęścia szukamy. 
 
Kierunek filozoficzny jakim jest egzystencjalizm zakłada, że życie samo w sobie pozbawione jest sensu. Dopiero każdy człowiek sam nadaje mu znaczenie, tworząc je zrozumiałe i uporządkowane dla samego siebie. Koncepcja egzystencjalizmu występuje zarówno w nurcie ateistycznym jak i teistycznym, jednak przewodnia idea zakłada, że człowiek jest "skazany na wolność". Może to budzić zarówno zachwyt jak i przerażenie. Wolność to przede wszystkim decydowanie o sobie. Jest to uczucie które zachwyca, może jednak budzić również lęk. Jeżeli człowiek ma możliwość dokonywania wyborów to wiąże się to również z ponoszeniem konsekwencji za swoje czyny i postanowienia. 
 
Egzystencjalizm stanowi jedną z podstaw filozoficznych dla psychologii humanistycznej. Określiła ona, że człowiek poprzez zdolność do dokonywania wyborów ma możliwość samorealizacji. Zdolność do decydowania i umiejętność wprowadzania zmian to istotne elementy niosące świadomość własnego istnienia. Daje to możliwość do nieustannego modelowania i przekształcania otaczającej rzeczywistości. Psychologia humanistyczna odrzuciła ponadto przekonanie o zewnątrzsterowności człowieka. Postuluje natomiast założenie, że posiada on wewnętrzny mechanizm sterujący jego zachowaniem. W każdym człowieku znajduje się taki potencjał, który realizuje się tylko w sytuacji, kiedy nie występują blokady zewnętrzne wymuszające określone zachowania. W nadrzędnym interesie człowieka leży jego rozwój, natomiast siłą napędową rozwoju jest potrzeba samoaktualizacji (Łukaszewski, 2006). Jest ona wewnętrznym kryterium oceny danego zachowania. Sięgając do swojego wnętrza oraz do ukrytych w nim regulatorów własnego postępowania, człowiek dysponuje swobodą wyboru zachowania, unikając ograniczeń wolności. 
 
Zatem odkrycie swoich własnych wewnętrznych sił oraz nadanie sensu życiu ma istotne znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania psychicznego człowieka. Odnajdując sens w naszych działaniach mobilizujemy się do tego, aby osiągać wyznaczone cele. Rzeczywistość stanowi dla nas zrozumiałą całość i nawet w sytuacji, kiedy pojawiają się w naszym życiu trudności, potrafimy stawić im czoła, ponieważ mamy nadzieję na to, że jesteśmy w stanie określonymi decyzjami i zachowaniami odwrócić bieg niekorzystnych dla nas zdarzeń. 
 
Co dzieje się z ludźmi, którzy nie potrafią odnaleźć bądź utracili sens życia? Z pewnością jest im trudno w zrozumieniu tego wszystkiego, co ich wokół otacza. Zdarza się, że niekiedy cierpią. Ma to miejsce zwłaszcza wtedy, kiedy z pewnych przyczyn dotychczasowe poczucie sensu zostaje zaburzone lub utracone. Takimi sytuacjami mogą być wydarzenia o charakterze silnie traumatycznym, jak śmierć kogoś bliskiego, wiadomość o nieuleczalnej chorobie czy strata dorobku życia w wyniku powodzi czy pożaru. Również utrata pracy czy odejście partnera może przyczynić się do tego, że w człowieku zachwiana zostanie równowaga i zostanie utracony dotychczasowy porządek i poczucie bezpieczeństwa. Specyficzna forma utraty sensu życia pojawia się w depresji. Dla człowieka nią dotkniętego życie jawi się w szarych bądź czarnych kolorach. Nic nie jest w stanie dać radość, wiele czynności pozbawionych jest jakiegokolwiek znaczenia. W skrajnych przypadkach dochodzi do całkowitej utraty sensu istnienia. Człowiek widzi przed sobą "czarną ścianę", nic nie ma już znaczenia, a jedynym wyjściem z sytuacji jest unicestwienie siebie, chociaż i to wydaje się za trudne do wykonania. 
 
Przedstawiłem tu dość pesymistyczną wizję, jednak chciałem przez to podkreślić jaką wagę dla człowieka odgrywa poczucie sensu życia. Zaryzykuję nawet tezę, że bez niego człowiek czuje się ułomny, niezależnie od tego jak będzie postrzegany przez innych. Pieniądze, pozycja zawodowa czy kariera są niewiele warte, jeżeli nie dają człowiekowi poczucia, że odnalazł swoje miejsce w życiu i doświadcza samorealizacji. Dowodem na to są gabinety psychoterapeutów, w których zjawiają się ludzie z różnych środowisk. Przez otoczenie w którym znajdują się na co dzień mogą być postrzegani jako ludzie zaradni, pewni siebie, spełniający się. Jednak w ich własnym poczuciu coś nie do końca gra, czegoś brakuje i to coś chciałoby się odnaleźć. Oczywiście wizyty u psychoterapeutów nie są podyktowane tylko i wyłącznie odczuwanym brakiem sensu życia, powodów jest znacznie więcej i mają one bardzo zróżnicowane podłoże. Jednak śmiem twierdzić, że dla pewnego grona osób ta kwestia jest jedną z przyczyn dla której zjawiają się w progach u specjalisty. 
 
Widzimy zatem jak ważne dla człowieka jest to, czy potrafi znaleźć swoje miejsce w życiu i wytłumaczyć sobie otaczającą go rzeczywistość. Odnalezienie sensu pozwala na uporządkowanie tego wszystkiego z czym człowiek ma do czynienia w swoim życiu. Wprowadzenie porządku, pewnego rodzaju przewidywalności daje człowiekowi poczucie bezpieczeństwa. Daje to mocne podstawy do tego, aby wierzyć, że podążamy właściwą dla siebie drogą, która prowadzi nas w dobrym kierunku. Człowiek, który ma poczucie sensu swoich działań będzie świadomie dążył do samorealizacji. Właśnie ona może pozwolić na znalezienie tak szeroko pojmowanego szczęścia, które jest wartością indywidualną dla każdego z nas.
 

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia






Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych