Skocz do zawartości



Zdjęcie
* * * * * 2 głosy

Ciekawe artykuły (psychologiczne, filozoficzne, paranormalne oraz inne)


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
28 odpowiedzi w tym temacie

#21 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 22 czerwiec 2019 - 11:25


Psychologiczny 6

 

„Czy jesteśmy gotowi podjąć ryzyko bycia szczęśliwym?”
 
„Już nic dobrego mnie w życiu nie spotka”. Jak często myślimy w ten sposób? Zapędzamy się w kozi róg, z którego nie widzimy wyjścia. Siedzimy w swoim poczuciu beznadziejności własnego życia i świata, który jest przeciwko nam, bo nie daje nam szans na szczęście. I żadne „wszystko jest w twoich rękach” do nas nie trafia. Bo niby co ode mnie zależy? Co mogę zrobić, żeby moje życie zmienić, by stało się bardziej znośne?
 
Ewa Raczyńska: Dlaczego nie dajemy sobie prawa do szczęścia?
 
Dorota Hołówka: Po pierwsze robimy to nieświadomie, gdyż działamy według wzorców, które utrwaliły się nam w dzieciństwie. Już wtedy zaczynamy wierzyć w coś, co ktoś do nas mówi na przykład: „Na szczęście trzeba zasłużyć”, „Nic się samo nie zrobi”. Nie zawsze jest to komunikat pesymistyczny. Możemy słyszeć „jesteś najlepszy, dasz radę”, ale okazuje się, że ta motywacja była gdzieś w głębi duszy podszyta lękiem, że jednak sobie nie poradzę.
 
Cała ta energia myśli i emocji wpływa na nas w przyszłości. To ile z tego co dostaliśmy w spadku przyjmiemy jako prawdę będzie kształtować nasze życie. I to jest jedyny powód, dla którego w życiu nam się układa, albo się nie układa. Okazuje się, że jestem nieszczęśliwa dlatego, że noszę w sobie mocno zakorzenione przekonanie, że nie zasługuję na szczęście, że ludzie szczęśliwi to kombinatorzy – tak słyszałam w dzieciństwie. W związku z tym mam nieprzyjemną konotację, więc nie zamierzam dołączać do grupy szczęśliwych ludzi. Spotykam wśród swoich klientów ludzi, który twierdzą, że pozytywne nastawienie do życia to objaw naiwności.
 
Jak widać mechanizmy myślowe są bardzo różne, a to właśnie one sterują naszymi decyzjami.
 
Czyli trzeba sięgnąć do tego, z jakiego domu wyszliśmy, jakie mechanizmy zostały nam w spadku dane.
 
Tak i to niezależnie od tego, jaka była nasza rodzina. Bo możemy pochodzić z domu zamożnego, gdzie rodzice odnoszą sukces. Ale gdzieś w głębi duszy coś takiego się wydarzyło, że my nie chcemy należeć do tego środowiska, albo w jakiś sposób czujemy się gorsi. Dotyczy to zwłaszcza dzieci rodziców, którzy odnieśli spektakularny sukces. Dzieci takich rodziców czują się niewidziane, bo na świeczniku był tata lub mama. Przez resztę życia porównują się nieświadomie, i dźwigają ten ciężar.
 
Podobnie niewidziani mogliśmy czuć się wychowując się w biednej rodzinie, co skutkuje tym, że w dorosłym życiu muszę zrobić wszystko, żeby być widzianym. Taka osoba działa, odnosi sukcesy w życiu, tylko w tym przypadku motywacja nie do końca jest zdrowa.
 
Bardzo dużo zależy od tego, jak zinterpretujemy to, co się nam w życiu wydarzyło. Mamy taką tendencję do postrzegania naszego życia przez pryzmat rodziców, bo to ich wina, że taka/taki jestem, to wina środowiska, w którym się wychowałam, albo tego, że zawsze byłem biedny i nigdy nic mi się nie udawało – a wcale tak nie jest.
 
Możemy coś zrobić? Pomóc takiej osobie, uświadomić: „Hej życie masz jedno i od ciebie zależy jak je przeżyjesz”?
 
O osobach , które nie mogą ruszyć z miejsca – tkwią w swojej beznadziejności i cierpieniu mówimy, że są w zamrożeniu. One naprawdę mają problem, żeby ruszyć do przodu. Kiedy słyszą od innych: „Zrób coś, zmień coś. Odejdź od niego” (gdy mówimy o relacji), to jeszcze bardziej zapadają się w siebie, tracą siłę, bo ktoś im mówi, żeby coś zmienili, a oni nie mogą, więc czują się coraz gorzej.
 
Weźmy jako przykład kobietę, która jest nieszczęśliwa w związku i nie wie, jak się z tego wyplątać, jak coś zmienić w swoim życiu. W tej sytuacji jedynym wyjściem jest uświadomienie sobie, że ta relacja, w której jestem, czy to w czym jestem to odzwierciedlenie moich myśli o sobie, moich wyobrażeń na swój temat – na temat tego na co zasługuję, co mi się należy, jak jestem ważna. Z tym powinniśmy pracować.
 
Mogę sama sobie pomóc?
 
Być może trochę to kontrowersyjne, ale mam głębokie przekonanie, że można sobie samemu pomóc. Wystarczy zauważyć jak działam, jaką rolę w życiu sobie przypisałam. Do tej roli zawsze znajdę w życiu odpowiedni scenariusz i aktorów. I jeśli zauważę, w co gram w swoim życiu, kim jestem, jakie mam wyobrażenie na swój temat to już pierwszy krok. Kolejny to znaleźć w sobie gotowość, by zmienić swoją tożsamość na nową, napisać nowy scenariusz, który wychodzi poza nasze wyobrażenia o tym co możliwe i znaleźć w sobie zgodę na nowe- wtedy w naszym życiu dokonają się zmiany.
 
To spore wyzwanie, bo trudno porzucić to, co budowałam przez lata.
 
Tak, to trudne, bo dotychczas byłam w tym, co znane. I choć nie jest mi tu dobrze, to jednak wiem, czego się spodziewać, po tym cierpieniu.
 
Dodatkowo cały czas tę tożsamość wspieram poglądem, że nie mam wyjścia, że muszę w niej tkwić. I tu pierwszym krokiem jest wyobrażenie sobie, w jakiej innej roli bym siebie widziała. I nie chodzi tu o pełen kontrast, przeciwieństwo – że nagle jestem szczęśliwa, jestem z księciem z bajki i moje życie jest cudownie. Najpierw należy odpowiedzieć sobie na pytanie: w jakiej roli czułabym się dobrze. I tu zaczynają się schody, bo to najtrudniejsze pytanie, jakie pada w mojej pracy. Większość ludzi zaczyna opowiadać wyobrażeniami społecznymi, filmowymi. Mówią o swoich wyobrażeniach na temat związku, o tym, jaki partner powinien być, żeby czuć się lepiej. A tu nie o to chodzi. Najpierw trzeba znaleźć swój stan emocjonalny, z którego dopiero powinniśmy stworzyć obrazy. Upraszczając: jeśli czuję się źle, to należy pomyśleć, jaki stan emocjonalny sprawiłby, żebym poczuła się dobrze i dopiero wyobrazić sobie, kto by wtedy przy mnie był, co wokół mnie by się zadziało, jak by moje życie wyglądało, kogo bym spotykała, co bym robiła.
 
Trochę odwrotnie niż zazwyczaj: najpierw emocje, a później obrazy.
 
Kiedy pytam: „jakbyś chciała, żeby twoje życie wyglądało”, to słyszę wizję rozsnuwaną przed oczyma. Ale, gdy zadaje kolejne pytanie: „co czujesz w ciele, jakie emocje tobie towarzysza”, to pojawia się płacz, napięcie w gardle i brzuchu, bo okazuje się, że nie jestem gotowa przyjąć tego co widzę.
 
Dlatego tak ważne jest, by zacząć od stanu emocjonalnego. My marzymy o wielkiej miłości, a nasze ciało mówi: „miłość nie jest przyjemna, nie jest bezpieczna, pamiętasz, jak on cię zranił? Jak się zakochasz, ktoś może cię odrzucić, przypomnij sobie, jak się czułaś”. I tak można próbować w nieskończoność. Najpierw musimy zmierzyć się ze stanem emocjonalnym, oswoić go, uporać się z nim i wtedy możemy budować wyobrażenia o nowym życiu.
 
Często mówimy: „chciałabym, żeby on był dla mnie lepszy, by dzieci były grzeczniejsze”.
 
Ważna jest świadomość tego, co ja mówię. Gdy komunikuję: „Chciałabym, żeby mój mąż był dla mnie lepszy” to trzeba zastanowić się – jaką ja widzę kobietę w tym momencie. Zamienić „chciałabym, żeby on był dla mnie lepszy” na „chciałabym być w relacji, w której czułabym się dobrze, spokojnie i bezpiecznie”. I znaleźć ten swój stan emocjonalny. Chciałabym czuć się relacji, w której będę doceniona i co to dla mnie znaczy, czuć się docenioną. To jest świadome wizualizowanie celu.
 
Więc dlaczego tego nie robimy, tylko wybieramy nieszczęśliwe życie?
 
Problemem jest przywiązanie się do tożsamości cierpiętnika, czyli człowieka, który przez długi czas był w cierpieniu, w nieszczęściu. Warto się temu przyjrzeć, odpowiedzieć sobie na pytanie, jakie mamy korzyści z bycia nieszczęśliwym, bo przecież nie tkwilibyśmy w tym, co nam nie daje korzyści. Może będąc nieszczęśliwym bardziej zwracam na siebie uwagę? Wszystko zależy od tego, co sobie wmówimy, dlatego tak trudno jest nam stworzyć nowy wzorzec. Najtrwalsze zmiany to te, które przeprowadzamy małymi krokami- tylko wtedy nasz układ nerwowy zdąży przetransformować stare w nowe.
 
Zaczynamy więc od wyobrażeń, że to też jest fajne, że ta inna tożsamość, która będzie radosna, szczęśliwa i rozluźniona też będzie mi służyła. Ale to my sami musimy się do tego przekonać, bo nikt nigdy w żaden sposób nie zdoła tego zrobić za nas.
 
Często nieświadomie pozostajemy w poczuciu beznadziei, bo boimy się zacząć działać ze względu na obawę przed oceną lub porażką. Trzeba sobie jednak uświadomić, że celu nie osiągają dwa rodzaje osób. Jedna grupa to ta, która chce szybko i natychmiast coś zmienić w swoim życiu, a druga to ta, w której ludzie uważają, że oni sami są przeszkodą. Na przykład myślę o sobie, że nie jestem atrakcyjna i jeśli wyobrazimy sobie przeszkodę, jako kamień na drodze, którym to kamieniem jesteśmy, to nie ma szans, by tę przeszkodę ominąć. A to właśnie dzięki przeszkodom zmieniamy siebie, napotykamy je po to, by mieć nowe życie. Nie da się osiągnąć nowego życia bez zmiany swoich przekonań, myślenia o sobie.
 
Dlatego musimy iść malutkimi kroczkami, by przy każdej przeszkodzie poradzić sobie z naszym systemem obronnym, który mówi: „daj sobie spokój, po co ci to, i tak się nie uda, pamiętasz, już kiedyś się nie udało”. Przeszkody mają za zadanie zmienić nasz sposób myślenia, po to żeby osiągnięcie celu stało się możliwe. Jeśli chcemy iść na skróty możemy spodziewać się zmian pozornych, ale nie na poziomie emocjonalnym.
 
Każdy może to zrobić?
 
Z mojego doświadczenia zawodowego mogę powiedzieć, że nie istnieje osoba, która nie mogłaby sięgnąć po marzenia, zrealizować swoje cele, być szczęśliwa.
 
Może się okazać, że sytuacja, w której czujemy się nieszczęśliwi – na przykład małżeństwo, jest jednak dla nas dobra?
 
Oczywiście. Często, gdy pracujemy w grupie, w tak zwanym polu, widać, jak w ciągu kilku minut, gdy zaczynam inaczej rozmawiać z samym sobą, prowadzimy inny dialog wewnętrzny, zmienia się układ w całej naszej rodzinie. Nie tylko w relacji kobieta – mężczyzna, ale też w relacji z dziećmi. Pamiętam taką sesję: kobieta, mężczyzna i dwójka dzieci. Mąż czuje się słaby, nie ma siły, nie podejmuje działań, niczego nie proponuje. A kobieta zachowuje się jak ofiara, ma spuszczoną głowę, mówi tylko do dzieci. Wygląda na bardzo zmęczoną osobę. Gdy pytam, co mówi do siebie, odpowiada: „Nie mam siły”. Idąc dalej proszę, by zastanowiła się, co by chciała pozytywnego sobie powiedzieć i przychodzi jej do głowy: „Ciesz się z tego co masz” . I nagle sytuacja zmienia się diametralnie. Dotychczas było tak, że ojciec wchodził do domu, dzieci na nim się wieszały, on się denerwował, bo był zmęczony. Obiad jedli w ciszy, kobieta siedziała z boku. Po zmianie dialogu wewnętrznego – mężczyzna wchodzi do domu i zauważa żonę, podchodzi do niej. Ona czuje wzmocnienie i prosi dzieci, żeby dały tacie odpocząć. Siadają do obiadu i mąż zaczyna snuć plany, co zrobią, że pójdą na basen. Kobieta siada obok niego przy stole. To jest niesamowite.
 
Później mężczyzna zapytany, dlaczego zachował się inaczej, nie umiał odpowiedzieć, nie wiedział, że kobieta inaczej ze sobą rozmawia. I to się dzieje za każdym razem. Sam dialog wewnętrzny daje nam siłę do wyjścia z nieszczęścia. Przeprowadziłam setki takich sesji i nigdy mi się nie zdarzyło, żeby nie dochodziło do diametralnej zmiany.
 
To pokazuje, jak pod wpływem mojego sposobu myślenia, zmienia się ktoś inny. Do takiej zmiany w każdej chwili mamy dostęp. Trudnością jest takie myślenie utrzymać, ale jest to do zrobienia. Jeśli znajdziemy w sobie tyle silnej woli, żeby to ćwiczyć, to mamy podstawę do tego, żeby żyć szczęśliwie.
 

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#22 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 23 czerwiec 2019 - 12:47

Filozoficzny 6

 

W drodze do szczęścia, czyli o poszukiwaniu sensu życia i jego znaczenia dla człowieka
 
Współczesny człowiek dąży do uzyskania satysfakcji z tego kim jest i co robi. Stawia na rozwój osobisty, podnoszenie kwalifikacji zawodowych oraz uzyskanie dóbr materialnych. Krótko mówiąc człowiek dąży do uzyskania szczęścia! Określenie to pada często kiedy pytamy ludzi, co chcą w życiu osiągnąć. Chcą być szczęśliwi... Co jednak kryje się za tym stwierdzeniem? 
 
Szczęście można różnorodnie zdefiniować. Zagadnieniem tym zajmowali się już starożytni filozofowie, którzy próbowali odpowiedzieć na pytanie, co wprowadza człowieka w ten pożądany przez niego stan. Epikur twierdził, że droga do szczęścia prowadzi przez eliminowanie w życiu cierpienia. Postulował on, że człowiek nosi szczęście w sobie i wystarczy, aby eliminował w swoim życiu cierpienie. Arystoteles z kolei uważał, że szczęście to działania, które są zgodne z naturą. Podkreślał również rolę zaspokojenia potrzeb fizjologicznych, jako ważnych w drodze do jego osiągnięcia. Platon natomiast szczęście doczesne określał jako niemalże nieistotne. Uważał, że jest ono jedynie koniecznym stopniem do osiągnięcia szczęścia ostatecznego, które realizuje się poprzez mniejsze idee i doczesne dobra. Współczesny wybitny filozof Władysław Tatarkiewicz (2011) dogłębnie analizuje pojęcie szczęścia, próbując nadać mu definicje. Określa szczęście jest zadowolenie z życia, które ma charakter trwały, pełny i uzasadniony. Zależne jest od całokształtu życia człowieka, dokonuje się poprzez świadomą realizację określonych celów, które ostatecznie stają się życiowymi zadaniami. 
 
Część myślicieli uważa, że zadowolenie z całości życia, określone jako eudajmonizm może przynieść szczęście. Inni twierdzą, że prowadzi do niego hedonizm, czyli nagromadzenie przyjemnych doznań. Ja osobiście uważam, że dla każdego człowieka ma ono indywidualne znaczenie, pod którym kryją się określone dla niego wartości. Jak zatem znaleźć szczęście w życiu? Może na początek warto poszukać w nim sensu, który nada kształt rzeczywistości, gdzie owego szczęścia szukamy. 
 
Kierunek filozoficzny jakim jest egzystencjalizm zakłada, że życie samo w sobie pozbawione jest sensu. Dopiero każdy człowiek sam nadaje mu znaczenie, tworząc je zrozumiałe i uporządkowane dla samego siebie. Koncepcja egzystencjalizmu występuje zarówno w nurcie ateistycznym jak i teistycznym, jednak przewodnia idea zakłada, że człowiek jest "skazany na wolność". Może to budzić zarówno zachwyt jak i przerażenie. Wolność to przede wszystkim decydowanie o sobie. Jest to uczucie które zachwyca, może jednak budzić również lęk. Jeżeli człowiek ma możliwość dokonywania wyborów to wiąże się to również z ponoszeniem konsekwencji za swoje czyny i postanowienia. 
 
Egzystencjalizm stanowi jedną z podstaw filozoficznych dla psychologii humanistycznej. Określiła ona, że człowiek poprzez zdolność do dokonywania wyborów ma możliwość samorealizacji. Zdolność do decydowania i umiejętność wprowadzania zmian to istotne elementy niosące świadomość własnego istnienia. Daje to możliwość do nieustannego modelowania i przekształcania otaczającej rzeczywistości. Psychologia humanistyczna odrzuciła ponadto przekonanie o zewnątrzsterowności człowieka. Postuluje natomiast założenie, że posiada on wewnętrzny mechanizm sterujący jego zachowaniem. W każdym człowieku znajduje się taki potencjał, który realizuje się tylko w sytuacji, kiedy nie występują blokady zewnętrzne wymuszające określone zachowania. W nadrzędnym interesie człowieka leży jego rozwój, natomiast siłą napędową rozwoju jest potrzeba samoaktualizacji (Łukaszewski, 2006). Jest ona wewnętrznym kryterium oceny danego zachowania. Sięgając do swojego wnętrza oraz do ukrytych w nim regulatorów własnego postępowania, człowiek dysponuje swobodą wyboru zachowania, unikając ograniczeń wolności. 
 
Zatem odkrycie swoich własnych wewnętrznych sił oraz nadanie sensu życiu ma istotne znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania psychicznego człowieka. Odnajdując sens w naszych działaniach mobilizujemy się do tego, aby osiągać wyznaczone cele. Rzeczywistość stanowi dla nas zrozumiałą całość i nawet w sytuacji, kiedy pojawiają się w naszym życiu trudności, potrafimy stawić im czoła, ponieważ mamy nadzieję na to, że jesteśmy w stanie określonymi decyzjami i zachowaniami odwrócić bieg niekorzystnych dla nas zdarzeń. 
 
Co dzieje się z ludźmi, którzy nie potrafią odnaleźć bądź utracili sens życia? Z pewnością jest im trudno w zrozumieniu tego wszystkiego, co ich wokół otacza. Zdarza się, że niekiedy cierpią. Ma to miejsce zwłaszcza wtedy, kiedy z pewnych przyczyn dotychczasowe poczucie sensu zostaje zaburzone lub utracone. Takimi sytuacjami mogą być wydarzenia o charakterze silnie traumatycznym, jak śmierć kogoś bliskiego, wiadomość o nieuleczalnej chorobie czy strata dorobku życia w wyniku powodzi czy pożaru. Również utrata pracy czy odejście partnera może przyczynić się do tego, że w człowieku zachwiana zostanie równowaga i zostanie utracony dotychczasowy porządek i poczucie bezpieczeństwa. Specyficzna forma utraty sensu życia pojawia się w depresji. Dla człowieka nią dotkniętego życie jawi się w szarych bądź czarnych kolorach. Nic nie jest w stanie dać radość, wiele czynności pozbawionych jest jakiegokolwiek znaczenia. W skrajnych przypadkach dochodzi do całkowitej utraty sensu istnienia. Człowiek widzi przed sobą "czarną ścianę", nic nie ma już znaczenia, a jedynym wyjściem z sytuacji jest unicestwienie siebie, chociaż i to wydaje się za trudne do wykonania. 
 
Przedstawiłem tu dość pesymistyczną wizję, jednak chciałem przez to podkreślić jaką wagę dla człowieka odgrywa poczucie sensu życia. Zaryzykuję nawet tezę, że bez niego człowiek czuje się ułomny, niezależnie od tego jak będzie postrzegany przez innych. Pieniądze, pozycja zawodowa czy kariera są niewiele warte, jeżeli nie dają człowiekowi poczucia, że odnalazł swoje miejsce w życiu i doświadcza samorealizacji. Dowodem na to są gabinety psychoterapeutów, w których zjawiają się ludzie z różnych środowisk. Przez otoczenie w którym znajdują się na co dzień mogą być postrzegani jako ludzie zaradni, pewni siebie, spełniający się. Jednak w ich własnym poczuciu coś nie do końca gra, czegoś brakuje i to coś chciałoby się odnaleźć. Oczywiście wizyty u psychoterapeutów nie są podyktowane tylko i wyłącznie odczuwanym brakiem sensu życia, powodów jest znacznie więcej i mają one bardzo zróżnicowane podłoże. Jednak śmiem twierdzić, że dla pewnego grona osób ta kwestia jest jedną z przyczyn dla której zjawiają się w progach u specjalisty. 
 
Widzimy zatem jak ważne dla człowieka jest to, czy potrafi znaleźć swoje miejsce w życiu i wytłumaczyć sobie otaczającą go rzeczywistość. Odnalezienie sensu pozwala na uporządkowanie tego wszystkiego z czym człowiek ma do czynienia w swoim życiu. Wprowadzenie porządku, pewnego rodzaju przewidywalności daje człowiekowi poczucie bezpieczeństwa. Daje to mocne podstawy do tego, aby wierzyć, że podążamy właściwą dla siebie drogą, która prowadzi nas w dobrym kierunku. Człowiek, który ma poczucie sensu swoich działań będzie świadomie dążył do samorealizacji. Właśnie ona może pozwolić na znalezienie tak szeroko pojmowanego szczęścia, które jest wartością indywidualną dla każdego z nas.
 

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#23 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 28 czerwiec 2019 - 12:11

Paranormalny 6

Brama do Gwiazd

Hayu Marca oddalone jest o 35 kilometrów od miasta Puno, leżącego nad jeziorem Titicaca. Hayu Marca od dawna czczone było przez Indian jako Miasto Bogów. Co prawda nigdy nie odnaleziono tu żadnych ruin, ale wiele skał przypomina kształtem budynki i sztuczne formacje.

Brama ze snu

Puerta de Hayu Marca (czyli wrota bogów/duchów) to ogromna brama, wycięta dawno temu w naturalnej, siedmiometrowej skale. Brama ma 7 metrów wysokości i tyleż szerokości. Pośrodku mieści się mniejsza „alkowa", o wysokości prawie dwóch metrów, około pół metra głębokości i 1 metra szerokości. Po raz pierwszy opisał gwiezdne wrota dziennikarz Pauł Damon w raporcie dla angielskiego pisma „Truth Seekers International Review" (Międzynarodowy Przegląd Poszukiwaczy Prawdy, 1996).
Dziwną bramę odkrył przewodnik Jose Luis, Delgado Mamani, poszukujący ciekawych terenów wspinaczkowych dla turystów. Omal nie zemdlał z wrażenia. Od lat bowiem śnił o odkryciu podobnych wrót. Jednak w jego snach droga do nich wyłożona była różowym marmurem, a po obu stronach drogi stały marmurowe posągi. W śnie widział też, że mniejsze drzwi są otwarte i z migotliwego tunelu bije jaskrawoniebieskie światło. Wielokrotnie opisywał ten sen swej rodzinie.
Mamani powiadomił o odkryciu archeologów z Puno, La Paz i Limy. Wkrótce w okolicach Puerto de Hayu Marca zaroiło się od archeologów i specjalistów od historii InKów.

Legendy sprzed wieków

Miejscowi Indianie przechowali opowieści o „drodze do kraju bogów". Dawno, dawno temu, wielcy bohaterowie postanowili dołączyć do swych bóstw i przeszli przez bramę, by rozpocząć wspaniałe, nowe życie jako nieśmiertelni. Od czasu do czasu ludzie ci powracali na krótko przez wrota, wraz z bogami, aby skontrolować wszystkie ziemie królestwa...
Inna legenda opowiada o czasach, gdy Peru najechali Hiszpanie, rabujący złoto i drogie kamienie, należące do plemion inkaskich. Wtedy to kapłan Aramu Mam ze świątyni „siedmiu promieni" opuścił ją, zabierając złoty dysk, zwany kluczem bogów siedmiu promieni. Jakiś czas ukrywał się w górach Hayu Marca, w końcu dotarł do skalnej bramy, której pilnowali szamani. Pokazał im klucz bogów, razem odprawili tajemne ceremonie, na zakończenie których wrota otworzyły się. Z błękitnego tunelu buchnęło światło...
Aramu Mam wręczył wtedy dysk szamanom i wszedł do środka. Nigdy go więcej nie widziano!

Tajemnicze właściwości

Bajka? Archeolodzy odkryli niewielkie kuliste wgłębienie (mniej więcej wielkości dłoni), po prawej stronie mniejszych wrót. Być może tutaj należało umieścić złoty dysk...
Niektóre osoby, dotykające dłońmi mniejszych „drzwi" czuły wyraźny dopływ energii, miały wizje gwiazd, słupów ognia i słyszały niezwykłą, rytmiczną muzykę. Inne „widziały" tunel w skale, choć do tej pory nie odkryto w skale najmniejszej szczeliny, sugerującej istnienie wejścia. Przeciwnie, badacze ustalili, że duża brama i „alkowa" wykute zostały z tego samego bloku.
Ciekawe, że Puerta de Hayu Marca połączone jest tzw. ley lines (liniami energii ziemskiej) ze starożytnym miastem Tiwanaku oraz pięcioma innymi miejscami wykopalisk. Przecinają się one w okolicach jeziora Titicaca. I właśnie w tych obszarach przez ostatnie dwadzieścia lat często obserwowano pojawianie się... UFO!
Zwykle były to jaśniejące błękitne kule i białe "spodki". Indiańskie legendy zawierają przepowiednie, że pewnego dnia otworzą się wrota bogów („o wiele większe niż dzisiaj") i bogowie powrócą w swych słonecznych statkach.

Marta Dmitruk Super Express 24 - 25 VII 2004

 

https://www.paranorm...,5,artykul.html


Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#24 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 02 lipiec 2019 - 12:33

Pozostaly 6 (o zwierzakach)

 

Kolejna fala upałów nad Polską? Na termometrze prawie 40 stopni Celsjusza w słońcu. Ludziom ciężko wytrzymać w takich warunkach atmosferycznych w pracy, domu, na ulicy, a jak ma poradzić sobie nasz czworonożny przyjaciel z takim skwarem, zwłaszcza, że nie ma gruczołów potowych na całym ciele? Jak więc utrzymać odpowiednią temperaturę ciała? Zdolność chłodzenia psiaków jest przecież minimalna. Oddawane przez nich ciepło odbywa się poprzez wydychanie i charakterystyczne "zianie z pyska". Nadciśnienie, przegrzanie, choroby serca czy nawet udar cieplny – to nie tylko choroby, na które narażeni są ludzie. U zwierząt często takie sytuacje kończą się śmiercią. Dlatego nasze pupile mają NAS – to my, osoby myślące i odpowiedzialne musimy zagwarantować im godne przetrwanie w tym okresie. Jak więc przetrwać? Pamiętajmy, by nasz pieszczoch miał w zasięgu swego wzroku zimną, świeżą wodę, najlepiej w metalowej misce (często zmienianą, by nie namnożyły się bakterie). Możemy również zagwarantować mu od czasu do czasu zimne okłady. Dietę również utrzymujmy, mniej tłustych, a więcej suchych pokarmów. Spacerów – nie ograniczajmy, aczkolwiek wybierajmy czas większego chłodu i mniejszego słońca. Odpadają przechadzki miedzy godziną 11 a 15. Zatem: wędrówki – najlepiej w lesie, parku, ze spryskiwaczem pełnym wody, aby w miarę możliwości schłodzić pupila. Pod żadnym pozorem nie zostawiajmy go w zamkniętym samochodzie, ani w nasłonecznionych miejscach. Musimy zapewnić zwierzakowi odpowiednio cztery kąty, najlepiej w cieniu, by nie narażać go na trudy i znoje gorączki. W mieszkaniu dobrze, by odpoczywał w łazience, leżąc na chłodnych kafelkach ; na dworze buda niech stoi pod wiatą, gdzie czuć chłód. Zwierzęta bardzo młode lub bardzo stare, te otyłe, osłabione i chore mają największe trudności podczas upałów. Statystycznie przegrzaniu ulegają najczęściej buldogi, mopsy, shih-tzu. Pamiętajmy jednak, że, mimo iż staramy się dbać o nasze psiaki, może dojść do udaru cieplnego. Nie czekajmy wówczas, wezwijmy lekarza weterynarii. Do czasu przyjazdu lekarza, zapewnijmy pupilowi chłodne miejsce z dostępem do świeżego powietrza i wody. Gdy żar leje się z nieba nasz ulubieniec musi dużo pić ,tak jak i my. Zaopatrzmy się w butelki wody niegazowanej i korzystajmy z dobrodziejstwa jej minerałów. Nie zapominajmy o zwierzętach w czasie upałów!

 

https://twojezwierza...zwierzeta-latem


Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#25 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 03 lipiec 2019 - 17:23

Psychologiczny 7

 

Jak się nie potknąć o własny cel

Podstawą popularnej „psychologii sukcesu” jest przekonanie, że stawianie sobie celów i ciągłe utrzymywanie ich w zasięgu uwagi powoduje zwiększenie motywacji. W momencie spadku motywacji zaleca się koncentracje na tym „po co to robię” i jaki ma być wynik końcowy. Trafiłam ostatnio na ciekawe badania pokazujące, jak zasada ta nie dość, że jest dużym uproszczeniem, to może wręcz zaszkodzić realizacji naszych planów.

Wydawałoby się, że świadomość tego „po co to robię” powinna być paliwem dla naszego zapału i energii wkładanej w jakiegoś rodzaju zadania, prawda? W momencie, kiedy się nie chce, przypomnij sobie jaki jest Twój cel i jakie korzyści odniesiesz z tego, że np. ruszysz się z kanapy, by pójść i pobiegać. Pomyśl o tym jakie to zdrowe, że Twój organizm będzie lepiej funkcjonował, że rozwiną się nie tylko mięśnie, ale i mózg, wyobraź sobie jaką piękną sylwetkę osiągniesz i jędrności nadasz swojemu ciału. Wydaje się to dość zdroworozsądkowym podejściem, którego skuteczności sama nie poddawałam pod wątpliwość. Okazuje się jednak, że dynamika naszej motywacji jest trochę bardziej złożona.

Ayelet Fishbach i Jinhee Choi z Uniwersytetu w Chicago zaprosili do badania studentów chodzących na uniwersytecką siłownię. Z ponad stu osób, połowę poprosili o to, by opowiedzieli im o swoich celach. Usłyszeli między innymi, że ktoś ćwiczy, by schudnąć, a ktoś inny by mieć lepszą kondycję. Drugą połowę pytali o to, czego doświadczają na sali do ćwiczeń, jak wygląda ich działanie samo w sobie – „Najpierw się rozciągam, a potem biegam na bieżni”. Następnie pierwsza grupa została poproszona o koncentrację na swoim celu w trakcie ćwiczeń, a druga o skupianie się na swoim bieżącym doświadczeniu na siłowni.

Skutki tych dwóch podejść różniły się od siebie istotnie. Osoby, które opisywały swoje cele miały silniejszy zamiar ćwiczenia i planowały np. biegać dłużej, niż osoby opisujące doświadczenie. Ale to druga grupa w efekcie ćwiczyła dłużej – prawie o 10 minut. Badacze wyciągają z tego takie wnioski: koncentrowanie się na celach odciąga nas od doświadczania przyjemności z samego działania. Owszem, pomaga to zebrać się w sobie i zabrać się z werwą do działania, ale na dłuższą metę tracimy to, co lubimy najbardziej – przyjemność. Mamy zadanie do wykonania, za które czeka nagroda w postaci zrealizowanego celu. A to wcale nie sprzyja motywacji. Człowiek najchętniej działa, gdy ma poczucie, że robi to z własnej woli, czuje chęć i czerpie z tego radość – psychologowie nazywają to motywacją wewnętrzną. Motywacja zewnętrzna, czyli działanie tylko po to, by uzyskać jakiegoś rodzaju nagrodę, potrafi zabić chęć i przyjemność płynącą z działania. Studenci, z którymi rozmawiano po eksperymencie, potwierdzali to. Ci, którzy koncentrowali się na celach odbierali swoje ćwiczenia bardziej jako ciężki wysiłek niż ci, którzy skupiali się na swoim doświadczeniu.

Jaki z tego wniosek? Warto postawić sobie cele, znaleźć odpowiedź na pytanie „po co” i odkryć korzyści z podejmowanych działań. Ale, gdy już skorzystamy z otrzymanego dzięki temu impulsu do działania, lepiej odłożyć swoje wizje przyszłości na bok i skupić się na tym, co najbardziej aktualne – na doświadczeniu i przeżywaniu tego, co się robi. Okazuje się bowiem, że nie potrzeba wcale nagród z zewnątrz, by zniszczyć naszą wewnętrzną motywację – nadmierna koncentracja na celu działa bardzo podobnie, tworząc „zewnętrzną motywację” w obrębie naszej własnej psychiki.

Fishbach i Choi przeprowadzili jeszcze kilka badań, by sprawdzić działanie tego mechanizmu. Dotyczyły one robienia origami i czyszczenia zębów nitką dentystyczną. Opowiedzenie ludziom o korzyściach płynących z robienia origami (np. poprawienie koordynacji wzrokowo-ruchowej) powodowało, że mieli oni większą chęć, by spróbować to robić. Ale dalsze koncentrowanie się na długoterminowych celach, powodowało, że gdy już brali udział w lekcjach origami, cieszyło ich to mniej, mieli mniejszą ochotę robić to w przyszłości i rzadziej kupowali zestaw do własnoręcznej zabawy w origami. W przeciwieństwie do tych, którzy skupiali się na aktualnym doświadczeniu. Podobnie było z czyszczeniem zębów. Co prawda uświadomienie sobie korzyści zdrowotnych prowadziło do planowania częstszego nitkowania, ale dopiero gdy ktoś uświadamiał sobie nawet najprostsze wrażenia związane z tą czynnością, takie jak poczucie czystości i świeżości w jamie ustnej, w efekcie robił to częściej.

Badania te są w pewnym sensie odpowiedzią na problem wielu ludzi, którzy poświęcają wiele energii w budowanie wizji przyszłości, ale dopada ich tzw. słomiany zapał. Napompowanie się planami, wizjami i celami niestety nie wystarcza, by faktycznie z wytrwałością działać. Jest potrzebne na początku, by z energią za coś się zabrać. Za to wytrwałość osiągamy dzięki doświadczeniu i odnajdywaniu przyjemności w działaniu samym w sobie. Właściwie to nic skomplikowanego. Zacznij od wizji i planu, a potem koncentruj się na samym procesie i każdym kolejnym kroku. Może okaże się, że po prostu fajnie jest to robić.

 

http://pozaschematy....c-o-wlasny-cel/


Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#26 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 04 lipiec 2019 - 14:41

Filozoficzny 7

 

Czy istnieje przyczynowość umysłowa?

Przekonanie, że umysł ma zdolność przyczynowego oddziaływania na stany naszego ciała, stanowi główne założenie psychologii potocznej. Powstaje pytanie, czy założenie to jest prawdziwe. A jeśli tak, to na gruncie jakich teorii umysłu?

Perspektywa psychologii potocznej
Na grun­cie poz­na­nia potocznego spon­tan­icznie przyp­isu­je­my stanom umysłowym moce przy­czynowe. Myśl o tym, by pójść do teatru, inicju­je real­iza­cję naszego zami­aru. Dzię­ki świadomej kon­troli zachowa­nia mamy poczu­cie, że jesteśmy spraw­ca­mi tego, co mówimy i czyn­imy. Nasze decyz­je i dzi­ała­nia są wyz­nac­zone przez nasze przeko­na­nia. Przeży­wane emoc­je spraw­ia­ją, że rumien­imy się, uciekamy lub się śmieje­my. Twierdze­nie, że stany umysłowe wywołu­ją skut­ki cielesne i powodu­ją określone zachowanie, jest skład­nikiem zdroworozsąd­kowej psy­chologii i metafizy­ki umysłu.

Psy­cholo­gia potocz­na nie daje odpowiedzi na wiele pod­sta­wowych pytań. Czym są stany umysłowe? Jakie mech­a­nizmy spraw­ia­ją, że wywołu­ją one zmi­any w naszym ciele i w zachowa­niu? Dlaczego, gdy jesteśmy spar­al­iżowani lub w stanie par­al­iżu przy­sen­nego, nasze myśli i prag­nienia tracą moce spraw­cze – nie może­my poruszyć ręką, cho­ci­aż inten­sy­wnie o tym myślimy i chcielibyśmy ten ruch wykon­ać? Pyta­nia o naturę stanów umysłowych należą do filo­zofii. Pyta­nia o mech­a­nizmy, za pomocą których stany umysłowe wpły­wa­ją na nasze ciało i na nasze zachowanie, należą do nau­ki. O ile filo­zofia prob­lematyzu­je zdroworozsąd­kowe kon­stat­ac­je, nau­ka poszuku­je wyjaś­ni­a­ją­cych je mech­a­nizmów.

Perspektywa dualistyczna
Klasy­czny prob­lem filo­zofii doty­czy możli­woś­ci odd­zi­ały­wa­nia stanów umysłowych na stany ciała. Jego źródłem jest przeko­nanie, że umysł w odróżnie­niu od ciała jest niefizy­czny. Jeśli to praw­da, sta­je się wysoce nie­jasne, w jaki sposób – i czy w ogóle – coś niefizy­cznego może odd­zi­ały­wać na stany fizy­czne (tj. powodować realne zmi­any). Przed tym prob­le­mem sta­ją zwolen­ni­cy dual­iz­mu psy­chofizy­cznego – stanowiska, zgod­nie z którym umysł jest niefizy­czną sub­stancją (zdol­ną do samodziel­nego ist­nienia poza ciałem) lub też ukła­dem niefizy­cznych włas­noś­ci i stanów (niez­dol­nych do samodziel­nego ist­nienia poza ciałem). Dla dual­isty prob­lem przy­czynowoś­ci umysłowej pole­ga na wyjaśnie­niu, czy niefizy­czny umysł może odd­zi­ały­wać na fizy­czny mózg, ciało i zachowanie człowieka, a jeżeli tak, to w jaki sposób.

His­to­ria filo­zofii zna wiele odpowiedzi na powyższe pyta­nia. Dual­izm inter­ak­cyjny (kartez­jańs­ki) zakła­da, że takie odd­zi­ały­wanie jest możli­we, ponieważ w naszych móz­gach ist­nieją struk­tu­ry zmieni­a­jące swo­je stany pod wpły­wem niefizy­cznego umysłu. Gdy­by to była praw­da, ist­ni­ały­by skut­ki fizy­czne mające niefizy­czne przy­czyny –
świat fizy­czny nie był­by przy­czynowo domknię­ty. Pod­sta­wowy prob­lem tego stanowiska pole­ga na tym, że nikt nie odkrył w mózgu pos­tu­lowanej przez dual­istów struk­tu­ry ani nie opisał mech­a­niz­mu tego odd­zi­ały­wa­nia. Pogląd Kartezjusza, że tą struk­turą jest szyszyn­ka, nie został (jak dotąd) potwierd­zony.

Z kolei para­lelizm psy­chofizy­czny zakła­da, że kat­e­go­ria przy­czynowoś­ci ma zas­tosowanie tylko do świa­ta fizy­cznego i nie moż­na za jej pomocą opisy­wać relacji między niefizy­cznym umysłem a mózgiem i ciałem. Pro­cesy fizy­czne i umysłowe zachodzą równole­gle w sposób wza­jem­nie zsyn­chro­ni­zowany. Każdej zmi­an­ie stanu umysłowego towarzyszy zmi­ana fizy­cznego stanu mózgu i ciała, ale nie ma między nimi zależnoś­ci przy­czynowo-skutkowej. Ulegamy iluzji, że nasze myśli powodu­ją ruchy naszego ciała. W rzeczy­wis­toś­ci mamy tu do czynienia wyłącznie z korelacją. Stanowisko to zachowu­je zasadę przy­czynowego domknię­cia świa­ta fizy­cznego, ale odrzu­ca zdroworozsąd­kowe przeko­nanie, iż stany umysłowe mogą powodować skut­ki fizy­czne. Jego pod­sta­wowy prob­lem pole­ga na tym, że nikt nie odkrył takiego mech­a­niz­mu korelacji. W związku z tym niek­tórzy ­pos­tu­lowali, by za czyn­nik spraw­czy czy też kore­lu­ją­cy zmi­any umysłowe ze zmi­ana­mi fizy­czny­mi uznać samego Boga (teo­ria har­monii prze­dustawnej Got­tfrie­da Wil­hel­ma Leib­niza, okazjon­al­izm Nico­lasa Malebranche’a).

Teo­log­iczne rozwiązanie prob­le­mu przy­czynowoś­ci umysłowej nie znalazło jed­nak wielu zwolen­ników.

Inne rozwiązanie prob­le­mu przy­czynowoś­ci umysłowej przyj­mu­ją zwolen­ni­cy epifenom­e­nal­iz­mu. Ich zdaniem stany umysłowe są epifenom­e­na­mi, tj. niefizy­czny­mi skutka­mi akty­wnoś­ci mózgu, niez­dol­ny­mi do wywoły­wa­nia jakichkol­wiek skutków fizy­cznych. Rozwiązanie to zachowu­je zasadę przy­czynowego domknię­cia świa­ta fizy­cznego, ale odmaw­ia stanom umysłowym mocy spraw­czych. Jego pod­sta­wowy prob­lem pole­ga na tym, że jeśli coś nie powodu­je żad­nych skutków, nie ma sposobu, by wykryć jego ist­nie­nie. Nie wiado­mo również, czy poję­cie epifenomenu (skutku, który nie może być przy­czyną) jest wewnętrznie spójne.

Cza­sa­mi dual­iś­ci obok fizykalnej kat­e­gorii przy­czynowoś­ci wprowadza­ją inne kat­e­gorie, takie jak pro­gramowanie lub deter­mi­nac­ja. W takim uję­ciu stany umysłowe pro­gra­mu­ją (deter­min­u­ją) fizy­czne stany naszego mózgu i ciała, lecz nie jest to żadne ze znanych nam odd­zi­ały­wań fizy­cznych. Prob­lem jed­nak pozosta­je: mamy zmi­anę fizy­czną spowodowaną przez coś, co nie należy do świa­ta fizy­cznego. Jeśli coś niefizy­cznego deter­min­u­je (pro­gra­mu­je) pro­cesy fizy­czne, real­nie je zmieni­a­jąc, to ist­nieją zmi­any fizy­czne, których nie da się wyjaśnić za pomocą przy­czyn fizy­cznych. Wszys­tkie prob­le­my dual­iz­mu inter­ak­cyjnego powraca­ją. Zmi­ana ter­mi­nologii nie rozwiązu­je prob­le­mu.

Perspektywa fizykalistyczna
Na grun­cie fizykaliz­mu albo odrzu­ca się ist­nie­nie stanów umysłowych (elim­i­nacjonizm), albo utożsamia je z określony­mi stana­mi mózgu-ciała (teo­ria iden­ty­cznoś­ci psy­chofizy­cznej). Ceną elim­i­nacjoniz­mu jest uznanie myśli, pamię­ci, świado­moś­ci i emocji za obiek­ty fik­cyjne, nieist­niejące. Tym samym elim­i­nacji ule­ga przy­czynowość umysłowa.

Zwolen­ni­cy teorii iden­ty­cznoś­ci psy­chofizy­cznej odrzu­ca­ją ist­nie­nie niefizy­cznych stanów umysłowych. Myśli, świado­mość, przeko­na­nia, emoc­je utożsami­a­ją zaś ze wzor­ca­mi akty­wnoś­ci sieci neu­ronowej mózgu, pozosta­ją­cy­mi w obus­tron­nych zależnoś­ci­ach przy­czynowo-skutkowych z inny­mi stana­mi fizy­czny­mi. Nie muszą to być klasy­czne odd­zi­ały­wa­nia fizy­czne (graw­ita­cyjne, jądrowe, elek­tro­mag­ne­ty­czne), lecz zależnoś­ci przy­czynowo-skutkowe wyższego rzę­du. Na przykład pos­tu­lowane relac­je deter­mi­nacji (pro­gramowa­nia) lub przy­czynowoś­ci sys­te­mowej moż­na inter­pre­tować jako szczególne odmi­any przy­czynowoś­ci fizy­cznej.

Fizykaliś­ci zwraca­ją uwagę, że jeśli coś ma zdol­ność do zmieni­a­nia fizy­cznych stanów mózgu i ciała, to powin­no zostać uznane za obiekt fizy­czny. W kon­sek­wencji należy rozsz­erzyć zakres poję­cia świa­ta fizy­cznego tak, by obe­j­mowało ono również stany i pro­cesy umysłowe. Ceną przyję­cia tego stanowiska jest uznanie umysłu za obiekt fizy­czny. Jego zaletą jest możli­wość bada­nia przy­czynowoś­ci umysłowej meto­da­mi naukowy­mi za pomocą obserwacji, ekspery­men­tów i mod­eli odkry­wa­ją­cych mech­a­nizmy przy­czynowoś­ci umysłowej.

Zgod­nie z tą wer­sją fizykaliz­mu umysł jest fizy­czny. Co więcej, na pewnym poziomie orga­ni­za­cji część świa­ta fizy­cznego jest umysłowa. Fizy­czne w wąskim sen­sie jest to, co bada fizy­ka. Fizy­czne w sen­sie sze­rokim są pro­cesy chemiczne, bio­log­iczne, psy­cho­log­iczne i społeczno-kul­tur­owe. Cho­ci­aż umysłu być może nie da się opisać ani wyjaśnić w jed­no­li­tym języku fizy­ki, nie oznacza to, że jest on niefizy­czny w sen­sie sze­rokim (fizykalizm niere­duk­cyjny). W ramach per­spek­ty­wy fizykalisty­cznej stany umysłowe są inte­gral­nym skład­nikiem świa­ta fizy­cznego.

Filo­zo­fowie opisu­ją przy­czynowość umysłową za pomocą bard­zo abstrak­cyjnych kat­e­gorii, przez co cza­sa­mi wikła­ją się w paradoksy. Naukow­cy poszuku­ją szczegółowych mod­eli opisu­ją­cych mech­a­nizmy, za pomocą których stany umysłowe wywołu­ją skut­ki fizy­czne. Obec­nie psy­cho­so­maty­ka i psy­choneu­roim­munolo­gia dostar­cza­ją szczegółowych mod­eli mech­a­nizmów wyjaś­ni­a­ją­cych psy­chofizy­czne związ­ki przy­czynowo-skutkowe. Stany umysłowe są węzła­mi w złożonych sieci­ach przy­czynowo-skutkowych obe­j­mu­ją­cych nasze móz­gi, ciała i ele­men­ty otoczenia.

 

https://filozofuj.eu...owosc-umyslowa/


Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#27 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 05 lipiec 2019 - 12:08

Paranormalny 7

 

Jak prosić anioły? Pamiętaj, żeby poprosić o pomoc

Dlaczego anioły nam pomagają? Anioły takie już są. Jedną z ich funkcji jest pomaganie ludziom w ich codziennych i niecodziennych sytuacjach. Twój anioł stróż będzie zawsze starał się pomagać ci w osiąganiu celów. Jest jednak jeden warunek. A właściwie dwa warunki.

Po pierwsze – aby anioły ci pomogły, trzeba je o pomoc poprosić.

Jest to związane z tym, że człowiek ma wolna wolę, a anioły jej nie mają. Nie wolno im działać wbrew twojej wolnej woli. Musisz o pomoc poprosić.
Wolna wola w skrócie polega na tym, że człowiekowi wolno podejmować decyzje i dokonywać wyborów, które są niezgodne z wolą Stwórcy, wbrew boskim zasadom, wbrew dobru ogólnemu czy przeznaczeniu danej osoby. Anioły nie mają wolnej woli. Muszą słuchać się woli Stwórcy. Anioły mogą dawać ci znaki, kierować twoją uwagę na rzeczy ważne dla ciebie, które zaniedbałeś, mogą prowokować różne sytuacje i zbiegi okoliczności, ale nie mogą otwarcie interweniować, podejmować decyzji za ciebie, ani pomagać ci w bezpośredni sposób. Nie mogą łamać zasady wolnej woli. Ale wystarczy, że poprosisz o pomoc – konkretną lub mniej konkretną – wtedy anioły mogą już działać.

Po drugie: To, o co prosisz musi być dobre dla wszystkich osób zaangażowanych.

Na przykład - nie możesz prosić, aby komuś się coś stało lub żeby coś stracił. Nie możesz prosić o coś kosztem innej osoby. Dotyczy to też takiej sytuacji, gdy nie zdajesz sobie sprawy, że spełnienie twojej prośby może spowodować czyjąś stratę lub postawić kogoś w trudnej sytuacji.
W innych sytuacjach w zasadzie nie ma problemów ze spełnianiem próśb. Możesz prosić o cokolwiek. Najgorszą rzeczą może być to, że prośba nie zostanie spełniona. Co oczywiście dość często się zdarza, z różnych powodów.

Jak anioły spełniają prośby?

Na ogół nie jest tak, że np. prosisz o pomoc w napisaniu i wydaniu książki i w następnej chwili tekst książki w cudowny sposób materializuje się w twoim komputerze. Aczkolwiek teoretycznie mogłoby tak być. W zasadzie nic nie stoi temu na przeszkodzie. Po prostu na ogół anielska pomoc wygląda inaczej. Proces pisania książki da autorowi wiele nauki, lekcji cierpliwości i pokory i nauczy wysokiej samooceny. Dlaczego więc anioły miałyby zmarnować taką możliwość, aby autor nauczył się tak dużo. To byłoby wbrew jego najwyższemu dobru. Anioły w ten sposób działałyby przeciw tej osobie.
Gdy pojawia się taka prośba anioły pomagą prawdopodobnie inaczej. Pomagałyby mu spotkać osoby lub sytuacje, które wspierałyby autora, zachęcały do pisania, ułatwiały ta pracę. W momentach trudności, szeptałyby do ucha słowa wsparcia i zachęty. W odpowiednim momencie w zupełnie „przypadkowy” sposób spotkałbyś wydawcę czy edytora, który właśnie wpadł na pomysł żeby wydać książkę na ten temat.

Potem tak interweniowałyby w różnych sytuacjach, aby książka odniosła sukces. Oczywiście dobrze jest o to poprosić, bo samo napisanie książki nie przesądzi o jej sukcesie.
I tak w skrócie można opisać anielską pomoc.
Oczywiście może być zupełnie inaczej. Na przykład prosisz o pomoc w znalezieniu idealnej partnerki i w następnej chwili wpadasz w drzwiach na piękną nieznajomą, która została przysłana przez anioły.
Albo nie możesz znaleźć jakiegoś dokumentu. Prosisz o pomoc anioły. I po chwili idziesz do innego pokoju, zmęczony siadasz w fotelu, a spod tego fotela wystaje dokument którego szukałeś przez dwie godziny zupełnie gdzie indziej.
To są przykłady z życia wzięte. Przykład z szukaniem dokumentu zdarzał mi się wielokrotnie. Zaraz po prośbie dostawałem jakiś znak, myśl lub zrobiłem mimowolnie coś, co powodowało znalezienie zgubionej rzeczy.

Nie bój się prosić. Twoja sprawa nie jest zbyt błaha.
Anioły mogą pomagać wielu osobom równocześnie.

Tak więc proś anioły o pomoc. Nie martw się tym, że twoja sprawa może być mało ważna. Anioły mogą być w wielu miejscach jednocześnie. Mogą pomagać wielu osobom w tym samym czasie. Tak więc w ogóle nie myśl o tym , że twoja sprawa może być mało istotna albo o tym, że anioły nie będą miały dla ciebie czasu. Zresztą jeśli prosisz o pomoc swojego anioła stróża – wiedz, że ty i twój rozwój jesteście dla niego bardzo ważni. Im bardziej rozwijasz się ty, tym bardziej rozwija się twój anioł stróż. Im bardziej ci pomaga, tym bardziej idzie naprzód na swojej anielskiej ścieżce.

Jak prosić anioły?

Jak prosić? Każdy znajdzie jakiś swój własny sposób, odpowiadający jego osobowości, a także wadze prośby. Poniżej podaję kilka najczęstszych:

1. Po prostu proś. Rozluźnij się. Skup uwagę na swoim oddechu. I z serca, prawdziwie
poproś anioły o pomoc. Wyjaśnij sytuację, wyjaśnij czego pragniesz. Możesz to zrobić na
głos – najlepiej w samotności, w swoim pokoju, lub po cichu - w duchu.

2. Inwokacje. Wzywanie aniołów i archaniołów w sposób uroczysty, w uroczystych,
poważnych słowach, trochę jak modlitwa.

3. Prośba w nagłej sytuacji. Jakby rozpaczliwe wołanie o pomoc. Anioły mogą to
usłyszeć.

4. Rysowanie i malowanie naszych marzeń i celów i następnie dawanie aniołom
rysunków aby spełniły te marzenia. Możesz rysunek zawiesić na ścianie, położyć na
swoim ołtarzyku lub w wewnętrznej stronie drzwi w szafie lub w biurku.

5. Wizualizowanie, najlepiej połączone z prośbą o pomoc wystosowaną do aniołów.

Dlaczego twoja prośba nie została spełniona, pomimo że prosiłeś anioły o pomoc?

Nie każda prośba jest przez anioły spełniona. Jakie mogą być tego przyczyny? Może ich być wiele. Poniżej kilka najważniejszych:

1. Nieprawidłowo sformułowana prośba - jest skierowana przeciwko komuś.

2. Ktoś może ucierpieć gdyby została spełniona. Ty nawet możesz nie zdawać sobie z tego
sprawy. Są sytuacje, które powodują efekty uboczne, my możemy w ogóle o tym nie
myśleć.

3. Dana rzecz nie będzie służyć najwyższemu dobru kogoś innego, kto byłby zaangażowany
w daną sytuację

4. Nie masz kontaktu z aniołami. Jesteś w nerwach, agresywny, w złości czy w dużym
strachu. Albo byłeś pod wpływem alkoholu gdy prosiłeś.

5. Spełnienie tej prośby jest możliwe, ale anioły stwierdziły, że lepiej gdybyś popracował
sam nad daną sprawą. Ponieważ możesz się wiele przy tym nauczyć.

6. Spełnienie tej prośby jest w jakimś stanie sprzeczne z twoim przeznaczeniem, z twoją
misją życiową, na którą zgodziłeś się przed urodzeniem.

7. Prośba wynika z żądzy, z chciwości, a nie z prawdziwej potrzeby. Na przykład gdy ktoś
prosi o „dużo pieniędzy” – dlaczego miałby je dostać, jeśli tak naprawdę to chciwość, nie
ma żadnych celów ani marzeń.

8. Nie prosiłeś aniołów, tylko żądałeś. Anioły nie są złośliwe, ani nie obrażają się. One po
prostu nie zrozumieją o co ci chodzi. Żądania nie pochodzą z serca. Żądania są
wytworem umysłu i ego. To świat materialny, anioły nie wiedzą, że ty o coś prosisz.
To tak jakbyś mówił w jakimś obcym języku.

 

https://mk-zjawiskap...y-poprosic.html


Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#28 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 10 lipiec 2019 - 11:13

Pozostaly 7 (historyczny)

Co naprawdę przed wojną jadali zwykli Polacy?

Schabowy, tatar i golonka? Zapomnij. Dziczyzna? Chyba tylko dla panicza. A bigos myśliwski? Zwyczajny Polak nie wiedziałby nawet co to takiego. Sprawdź co naprawdę jadano przed stuleciem.

Powiedzieć, że przed wojną wieś bywała głodna, to jak nic nie powiedzieć. Siedemdziesiąt procent ludności mieszkało właśnie poza miastem i to w zdecydowanej większości nie w uroczych dworkach ziemiańskich, a w prostych chatach. W wielu rodzinach włościańskich bieda aż piszczała, w szczególności w Polsce „B”.

Dziś w każdym większym mieście znaleźć możemy restaurację prezentującą się jako przybytek serwujący prawdziwe „chłopskie jadło”. Reklamują się one jako sięgające do tradycyjnej kuchni, najlepiej o korzeniach przedwojennych.

W menu takiej knajpy znajdziemy naturalnie schabowego na honorowym miejscu, gdzieś mignie tatar i goloneczka, ewentualnie jakaś dziczyzna czy bigos. A! I pierogi. Nie może zabraknąć wypełnionych nadzieniem do granic możliwości, skąpanych w tłuszczyku i obsypanych skwarkami pierogów. Cały problem w tym, że nijak ma się to wszystkie do tego, jak żywili się przed wojną zwyczajni Polacy.

Schabowy? To w gruncie rzeczy nowość…

W XIX wieku pojawia się w książce kucharskiej przepis na schabowego, ale klasyk z rozklepanym niemal na papier kotletem, opanierowanym kilka razy i smażonym na oleju z dodatkiem ziemniaków z wody i zasmażanej kapusty stał się gwiazdą dopiero peerelowskich stołów. Goloneczka z zabitego na własne potrzeby wieprza musiała wystarczyć na tydzień gotowania różnych specjałów, a przepisu na tatara próżno szukać w popularnych przed wojną książkach kucharskich.

Także bigos, choć piszą o nim znane ówcześnie kucharki, był raczej specjałem z repertuaru dworskiej kuchni, podawanym jaśniepanom z kotła, wraz z kieliszkiem starki, w trakcie polowania. A co do dziczyzny, chłopi nie odważyliby się na nią zapolować, a mieszkańcy miast nie mieliby jej gdzie legalnie kupić. Krótko mówiąc, menu takiego lokalu wraz z jego przekazem marketingowym można wsadzić między bajki. Zgadzają się tylko pierogi, choć w znacznie skromniejszej oprawie.

W rzeczywistości ludność z biednych terenów rolniczych pożywiała się drobiem (zresztą z rzadka – bardziej opłacało się kurę spieniężyć niż ugotować) i wieprzowiną, a małe i wychudzone wiejskie krowy nijak nie nadawały się na porządny stek. Podstawą diety niezamożnych mieszkańców wsi były ziemniaki, kasze, własna mąka, kapusta, bób i wszystko to, co dało się samemu zasiać i wyhodować.

Oprócz tego pełnymi garściami czerpano z otoczenia – spożywano znacznie więcej grzybów niż dzisiaj, leśnych owoców oraz łowiono ryby i raki. Informacja o tych ostatnich może na pierwszy rzut oka zaskakiwać, jednak dzięki czystemu środowisku poza obrębem miast wody obfitowały we wspomniane skorupiaki. W niektórych akwenach wystarczyło tylko zanurzyć rękę w nieodpowiednim miejscu i można było zostać uszczypniętym przez raka w palec.

Mięso się zdarzało

Oprócz tego jadało się „drobne” części zabijanego na własne potrzeby świniaka, do których zaliczały się między innymi żeberka czy nóżki. Używając ich jako bazy, przygotowywano proste, acz sycące dania.

Po zabiciu świni i zrobieniu wędlin i innych przetworów oraz zakonserwowaniu części przesmażonego mięsa w smalcu, resztę zasalano, na wierzchu układając to, co miało być zjedzone w pierwszej kolejności. Popularny pogląd, że w przedwojennej Polsce mieszkańcy wsi mięso jadali tylko od wielkiego dzwonu, nie wytrzymuje zderzenia z faktami.

W XIX wieku dzięki postępowi w rolnictwie udało się zwiększyć wydajność plonów o kilkadziesiąt procent. Dzięki temu można było nadwyżki sprzedawać lub poświęcać na hodowlę, co przekładało się bezpośrednio na wzrost pogłowia trzody chlewnej. Gospodarze mogli przeznaczać część tuczonych świń na potrzeby własnej rodziny. Familie były wówczas różnej wielkości.

Zdarzało się, że pod jednym dachem żyli rodzice, dziadkowie, cała gromada dzieci i czasem jeszcze jakiś dalszy krewny lub parobek. Przy tak licznych domownikach zapasy kończyły się wcześniej i z tygodnia na tydzień posiłki miały coraz skromniejszy udział wieprzowiny, jednak nadal się ona pojawiała.

 

https://ciekawostkih...wykli-polacy/#2


Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#29 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 14 wrzesień 2019 - 12:07

Psychologiczny 8

 

8

Jak skutecznie pozbyć się natrętnych myśli oraz niechcianych emocji?

Cierpienie, którego doświadczamy na skutek myśli, które nas prześladują sprawia, że tracimy dostęp do prawdziwej radości. Stajemy się rozdrażnieni, apatyczni, kompulsywnie szukamy działania, które ma dać nam chwilowo ulgę lub unikamy życia. W celu uniknięcia cierpienia wchodzimy w relacje, które nas nie satysfakcjonują lub decydujemy się na życie w samotności. Paradoksalnie to właśnie lęk przed doświadczeniem bólu nosi w sobie ogromny potencjał, to właśnie on motywuje nas do zmiany, do szukanie nowych ścieżek rozwoju i wewnętrznego wzrostu, które w ostateczności ma dać nam wyzwolenie właśnie od cierpienia.

Przez wiele lat szukałam odpowiedzi na pytanie jak pomóc sobie i innym z emocjonalnym cierpieniem, jak żyć nie unikając kwintesencji życia i jego przejawów. Kilka lat temu podczas moich pierwszych warsztatów dotyczących lęku eksperymentalnie, wybierając osobę, która była przedstawicielem cierpienia i lęku obserwowałam co dzieje się w trudnych sytuacjach życiowych właśnie z energią cierpienia lub lęku. Od tamtej pory minęło kilka lat oraz kilkaset godzin przepracowanych w tym wąskim obszarze.

Dzisiaj z pewnością mogę stwierdzić, że to czego nie chcemy w życiu transformuje się poprzez obserwację. Nieważne czy to są myśli, emocje, obrazy. To co zatrzymało przepływ wolności w nas należy do przeszłości, ale jest ciągle obecne. W postaci spięcia w ciele, skojarzeń, myślokształtów i obrazów, które tworzą rodzaj tamy w energetyce naszego ciała. W pracy psychoterapeutycznej zazwyczaj wracamy do przeszłości, żeby przypomnieć sobie wydarzenie i ,,uwolnić nurt wody,, oczyścić z tego co nam nie służy.

Uważam, że nie jest to konieczne, uzdrowienie dokonuje się dużo prościej- ponieważ przeszłość jest w nas tu i teraz. Kiedy jesteśmy uważni na to co czujemy właśnie w tym momencie przeszłość zaczyna transformować się. Bowiem cierpienie, którego doświadczamy powstało na skutek braku uważności – ktoś kto sprawił nam ból nie był dostatecznie uważny na nas lub trudne wydarzenie, którego doświadczyliśmy sprawiło, że nie daliśmy uwagi emocji, która w tamtym czasie wydawała się nie do zniesienia. To co potrzebne jest do przywróceni porządku to właśnie uważność – ten wniosek jest wynikiem mojej długoletniej pracy w tym obszarze.

Jak to przekłada się na codzienną praktykę?

Jeśli czuję złość lub pojawia się jakaś trudna myśl obserwuje ją i nie jest to jakiś rodzaj medytacji tylko po prostu zaczynam natarczywie, patrzeć na tę myśl lub stan pochodzący z ciała. Na początek można położyć przed sobą jakiś przedmiot, który będzie nam kojarzył się z tym tematem i po prostu patrzę -ale z uważnościa na to jak oddycham, w którym miejscu mam spiete ciało, obserwuję wszystkie reakcje i patrzę.

Jeśli boję się choroby, słowo rak działa na mnie paraliżująco patrzę na nie jak najczęściej, ale cały czas ze świadomością tego co dzieje się w ciele- dobrze jest opisać na głos co czuję? Jak oddycham? Jak czuję stopy i dłonie? Co dzieje się w brzuchu? Cały czas patrzę mając świadomość odczuć z ciała.

Jednak niczego nie zmieniam ponieważ jakiekolwiek próby zmiany są znowu aktem odrzucenia tego co należy do mnie, chcąc pozbyć się tego uczucia przestajesz akceptować siebie jako odczuwającego, nie przyznajesz się do tej części siebie. Tak więc wszelkie działanie, będące rezultatem reakcji typu lubię – nie lubię, musi zostać zastąpione obserwacją. Nie unikaj żadnej emocji, ale też nie szukaj ich. Pozwól im płynąć przez twoje ciało. Jeżeli im na to pozwolisz doświadczysz poczucia wolności.

Podczas tego ćwiczenia największą trudność sprawia pojęcie obserwacji, ponieważ przywykliśmy do oceniania: ładne-brzydkie, dobre-złe -dlatego umiejętność oczystej obserwacji wspiera nazywanie tego co dzieje się w ciele, żeby coś nazwać trzeba to zauważyć tak więc uważnośc dokonuje się mimowolnie.

Kiedy myślę o chorobie to co czuję w ciele? Daj sobie czas, obdarz się cierpliwością i troską, nie oceniaj siebie kiedy twoje myśli podążą nawykowo gdzie indziej. Wróć do obserwacji – to twoja droga do uzdrowienia.

Większość z nas jest uwarunkowana na ucieczkę od tego co trudne i ten rodzaj działania właśnie przykuwa nas do trudnych sytuacji, słów, skojarzeń.

Dlaczego na nowo odtwarzamy stare schematy?

Ponieważ dla ciała przeszłość jest właśnie teraz, ciało doświadczając nas daje nam kolejną szansę na uzdrowienie. Jeśli jej nie przyjmiemy ono szuka innego sposobu stwarzając nowe okoliczności, które my nazwiemy pechem.Kiedy jakieś przykre doświadczenie powtarza się często zaczynamy myśleć o sobie przez jego pryzmat, etykietujemy siebie, co nas bardzo ogranicza. Wszystko co dodajemy po słowie jestem- jest tylko efektem doświadczenia, ale nie jest nami. Innymi słowy, jeśli ktoś trzeci raz odrzucił mnie to nie znaczy, że jestem np.brzydka tzn, że jakieś uczucie nie zostało zauważone kolejny raz.

Moje doświadczenie w pracy z lękiem pokazuje jednoznacznie: lęk chce być zauważony – to energia o niewyobrażalnym potencjale, która została wyparta, ponieważ jest uosobieniem wewnętrznej mocy, znacznie przerastającej nasze ludzkie wyobrażenie. Tak więc cierpienie, którego doświadczamy jest jednocześnie drogowskazem do naszego wyzwolenia.

 

http://www.nowapsych...cianych-emocji/


Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia






Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych