Skocz do zawartości



Zdjęcie
* * * * * 2 głosy

Ciekawe artykuły (psychologiczne, filozoficzne, paranormalne oraz inne)


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
28 odpowiedzi w tym temacie

#1 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 27 maj 2019 - 16:56


Bede tu wklejala artykuly, ktore mi sie spodobaly :)

 

Psychologiczny 1

 

Jak zmienić przekonania o świecie i samych sobie na takie, które nas chronią i wspierają? Poznaj terapię „The Work”
 
Byron Katie, matka i energiczna bizneswoman mieszkająca w Kalifornii, w trzydziestym roku życia zachorowała na depresję. Zmagała się z chorobą przez dziesięć lat, a w najgorszym jej stadium przez ponad dwa lata nie wychodziła z łóżka. Pogrążona w rozpaczy zastanawiała się, jak z sobą skończyć. Pewnego ranka pomyślała jednak o czymś, co odmieniło jej życie.
 
Zauważyła, że gdy wierzy, że coś powinno być inaczej, niż jest („mąż powinien mnie bardziej kochać”, „dzieci powinny mnie bardziej doceniać”), cierpi. Gdy przestawała myśleć w ten sposób, czuła ulgę i spokój. Zrozumiała, że to nie świat zewnętrzny spowodował jej depresję, ale jej własne przekonania na temat świata.
 
Byron Katie wyciągnęła wniosek, że jej metoda poszukiwania szczęścia frustrowała ją i prowadziła w zupełnie przeciwnym kierunku. Postanowiła zawrócić i zamiast zmieniać świat tak, aby dostosował się do jej przekonania o tym, jaki powinien być, zaczęła po prostu obserwować otaczającą ją rzeczywistość, doświadczać tego, co dzieje się tu i teraz.
 
To odkrycie było podstawą stworzenia metody zwanej „Praca” (The Work), która pomogła Byron przejść pozytywną transformację i wrócić do zdrowia. Według Katie zmiana destrukcyjnych przekonań na temat świata następuje dzięki skonfrontowaniu ich z czterema pytaniami i sprawdzeniu, jak wygląda rzeczywistość, gdy owe przekonania odnoszą się do nas samych. Jak to działa? Zapraszam do sprawdzenia.
Od 1986 roku Byron Katie nauczyła techniki „Praca” setki tysięcy ludzi w ponad trzydziestu krajach. Jej metoda zmiany przekonań odznacza się niezwykłą prostotą i siłą oddziaływania. Pomaga uwolnić się od ograniczających lęków, frustracji, narzekania, pretensji i depresji. Korzysta z niej wielu terapeutów, coachów i trenerów na całym świecie.
 
1. Mapa terenu
 
Rzeczywistość nie jest taka, jak myślisz, że jest.
 
To, jak postrzegamy świat, jest niezwykle subiektywne. Mimo że widzimy te same rzeczy czy zdarzenia, możemy interpretować je w zupełnie różny sposób. Widząc ten sam przedmiot, jedni zareagują smutkiem, inni się ucieszą, jeszcze inni poczują tęsknotę. „Każdy z nas widzi, słyszy i czuje odmiennie” – wyjaśniają Harry Alder i Beryl Heather, specjaliści w dziedzinie NLP i autorzy książki „NLP w 21 dni”. „Bodźce sensoryczne przechodzą przez niezliczone filtry umysłowe, powstałe na podstawie wspomnień, uczuć i spostrzeżeń. Dzięki owym filtrom interpretujemy świat w ograniczony, typowy dla siebie sposób, który nazywamy własną rzeczywistością”. 
 
Nasza wewnętrzna rzeczywistość jest reprezentacją rzeczywistości zewnętrznej. Alder i Heather mówią o subiektywnej mapie świata zewnętrznego, jaką nosi w sobie każdy człowiek. „Znajduje się w niej wszystko, co dzieje się wokół nas, znaczenia, jakie mają dla nas poszczególne sprawy, nasze przekonania i uczucia – percepcja rzeczywistości bądź też to, co uważamy za doświadczenie lub rzeczywistość” – tłumaczą.
 
„Mapa powstaje w umyśle wtedy, gdy staramy się zrozumieć świat. Każde najmniejsze doświadczenie ma w tak poukładanym umyśle swoje miejsce – przegródkę, klasyfikującą szufladkę”. Z biologicznego punktu widzenia wewnętrzne mapy składają się z połączeń nerwowych w mózgu, które powstały w wyniku procesów elektrochemicznych zachodzących w ciągu życia jednostki.
 
Każdy z nas tworzy niepowtarzalną sieć reprezentującą rzeczywistość; na kształt tej sieci wpłynęło środowisko, w jakim się wychowaliśmy, znaczące osoby i przypadkowi ludzie, zaobserwowane sytuacje, wiedza czy doświadczenia. Umysłowe mapy są jedynie fragmentami rzeczywistości, ograniczonymi indywidualną umiejętnością tworzenia wewnętrznych reprezentacji świata oraz naszymi możliwościami biologicznymi i psychicznymi (między innymi wrażliwością percepcji, wybiórczą uwagą, temperamentem czy osobowością).
 
Doświadczamy subiektywnie. Mimo to większość ludzi uznaje swój wewnętrzny świat za wierne odbicie rzeczywistości, a poglądy i przekonania za jedynie prawdziwe, podzielane przez wszystkich rozsądnych ludzi. 
 
2. Fundamenty schematów
 
„Przeżyłem wiele okropnych rzeczy – na szczęście większość z nich nigdy się nie zdarzyła” (Mark Twain)
 
Twoje emocje i zachowanie zależą od sposobu, w jaki interpretujesz zdarzenia. Przetwarzanie tego, co dociera z zewnątrz do ludzkich zmysłów, odbywa się w mózgu – najważniejszym narządzie gwarantującym przetrwanie i samokontrolę. Mózg nie rejestruje czystych faktów, ale natychmiast je przetwarza i ocenia w kontekście tego, jaki mają wpływ na nasze przetrwanie.
 
Co więcej, mózg wywołuje reakcję emocjonalną nawet na zdarzenie, które tylko sobie wyobrażamy lub przypominamy. To nie fakty nas złoszczą, przerażają, bawią, uszczęśliwiają czy budzą nadzieję, ale nasze myśli i przekonania na ich temat. Według Aarona T. Becka, psychiatry i twórcy terapii poznawczo-behawioralnej, osoby cierpiące, nieszczęśliwe czy doświadczające silnego stresu często przejawiają konsekwentną i negatywną stronniczość w postrzeganiu świata. Mówiąc dokładniej, posługują się automatycznymi schematami interpretowania sytuacji, które działają wadliwie. 
 
Owe schematy terapeuci poznawczo-behawioralni nazywają po prostu błędami w myśleniu. Są one przyczyną powstawania destrukcyjnych przekonań, które z kolei utrudniają nam rozwój i sprawne funkcjonowanie. Mechanizm błędnego myślenia jest czasem tak mocno zakorzeniony w naszym sposobie patrzenia na świat, że niekorzystne myśli o wydarzeniach pojawiają się automatycznie i najczęściej nie zdajemy sobie z nich sprawy – łatwiej nam nazwać uczucia, które się po nich pojawiają. Uświadomienie sobie zniekształceń we własnym myśleniu zwiększa dystans do przekonań, a co za tym idzie – ułatwia konstruktywną reakcję na życiowe zdarzenia.
 
3. Kreacja kontrolowana
 
„Czy myślisz, że potrafisz, czy też myślisz, że nie potrafisz – W obu przypadkach masz rację”. (Henry Ford)
 
Myśli, w które wierzymy, są podstawowym składnikiem przekonań, jakie tworzymy o świecie i o sobie samych. Anthony Robbins w książce „Obudź w sobie olbrzyma” nazywa przekonania po prostu poczuciem pewności na jakiś temat.
Nie wszystkie myśli pojawiające się w naszych głowach staną się przekonaniami. Dopiero jeśli znajdziemy argumenty potwierdzające jakąś myśl i uwierzymy w nią – stworzymy przekonanie na jakiś temat. „Możemy wytwarzać w sobie przekonania na temat dosłownie wszystkiego, jeśli tylko znajdziemy wystarczająco dużo doświadczeń, które by te przekonania poparły” – twierdzi Robbins.
 
To zaś oznacza, że tworząc przekonania, mamy ogromny wpływ na rzeczywistość i własne życie. Nasz umysł jest na służbie przekonań i zawsze znajdzie argumenty, jeśli będziemy chcieli zaprzeczyć jakiejś teorii, ale również znajdzie odpowiednie dowody, gdy będziemy chcieli tę teorię potwierdzić.
„Czy myślisz, że potrafisz, czy też myślisz, że nie potrafisz, w obu przypadkach masz rację” – mawiał Henry Ford. W zależności od tego, jakie myśli i przekonania rzutujemy w przyszłość i otaczającą nas rzeczywistość, takie doświadczenia do nas wrócą. Jeśli więc myślisz o sobie, że jesteś nieudacznikiem – niewiele ci się uda. Jeśli widzisz w sobie potencjał – będziesz też widział w świecie zewnętrznym więcej możliwości osiągnięcia sukcesu. 
 
Możesz przejąć kontrolę nad kreowaniem swojego życia, rozpoznając przekonania, które cię hamują, ograniczają oraz czynią nieszczęśliwym, i zmieniając je na bardziej dla ciebie korzystne. Jak? Nie musisz nagle stać się niepoprawnym optymistą, wystarczy, że spojrzysz na rzeczywistość bardziej racjonalnie, a negatywne myślenie zamienisz na zdrowe.
 
Teoria zdrowych przekonań została wprowadzona do psychologii i medycyny przez amerykańskiego psychiatrę Maxie C. Maultsby’go, twórcę racjonalnej terapii zachowań. Twierdził on, że przekonanie można nazwać zdrowym, jeśli spełnia przynajmniej trzy z pięciu warunków: jest oparte na faktach, pomaga chronić nasze życie i zdrowie, osiągać cele, rozwiązywać konflikty i czuć się tak, jak chcemy się czuć. Maultsby uzupełnił swoją teorię, podkreślając, że to, co jest zdrowe dla jednej osoby, nie musi być zdrowe dla innej, a to, co jest dla nas zdrowe teraz, nie musi być zdrowe kiedy indziej. 
 
4. Konstrukcja pytań
 
„Jeśli zadajesz przerażające pytania, otrzymujesz przerażające odpowiedzi” (Anthony Robbins)
 
Anthony Robbins twierdzi, że różnica między ludźmi polega na pytaniach, jakie sobie zadają. „Jeśli zadajesz przerażające cię pytania, otrzymujesz przerażające odpowiedzi” – przekonuje. „Komputer twojego mózgu zawsze jest gotów na twoje usługi i bez względu na rodzaj zadanego mu pytania niezawodnie dostarczy ci odpowiedzi”.
 
Pytania kierują naszą uwagą i naświetlają sytuację, pokazując ją jako beznadziejną lub stwarzającą szansę. Dzięki odpowiednim pytaniom możemy w jednej chwili zmienić swoje odczucia, zmieniając przedmiot koncentracji. Tę potęgę pytań wykorzystują terapeuci poznawczo-behawioralni, proponując do pracy z destrukcyjnymi przekonaniami „dialog sokratejski”. Ta metoda zachęca do dyskutowania ze swoimi przekonaniami i spojrzenia na nie z różnych stron po to, żeby stały się bardziej racjonalne.
 

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#2 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 28 maj 2019 - 15:53

Filozoficzny 1

 

O tym, co było, co jest, co będzie
 
Metafizycy różnią się w swoich poglądach na to, czy przeszłość i przyszłość istnieją realnie. Przykładowo, jeżeli kiedyś oblałeś się gorącą kawą, to będziesz bardzo uważny, gdy ktoś poda ci kubek kawy na podstawce i powie: „Oto twoja kawa”. Zauważ, że twoje obecne doświadczenie tego kubka jest znacznie bardziej wyraźne aniżeli twoja pamięć o kubku, który podano ci w zeszłym tygodniu.
 
Trzy teorie
Z kolei jeżeli myślisz o kubku kawy, który zamierzasz wypić w przyszłym tygodniu, to ten przyszły kubek jest jeszcze mniej wyraźny. To jest główny powód, dla którego metafizycy, którzy nazywani są prezentystami, twierdzą, że teraźniejszość jest realna, podczas gdy przeszłość i przyszłość nie.
 
Wielu innych filozofów nie zgadza się z tym, że jeżeli cokolwiek jest fizycznie realne, to istnieje teraz. Obrońcy teorii „rosnącej przeszłości” twierdzą, że chociaż doświadczenie przeszłego kubka kawy jest mniej wyraźne, to jednak kubek ten jest całkowicie realny. Po prostu nie jest on teraz obecny (aktualny). Przeszłość „rośnie” – jak twierdzą – poprzez gromadzenie większej ilości obiektów i zdarzeń. Przeszłe kubki kawy są realne, ponieważ kiedyś były aktualne; przyszłe kubki nie są realne, ponieważ nigdy nie były aktualne.
 
Istnieje także trzecia teoria metafizyczna i stoi ona w opozycji zarówno do prezentyzmu, jak i teorii „rosnącej przeszłości”. Zakłada ona, że wszystkie przyszłe kubki są tak samo realne jak te przeszłe i aktualne.
 
Argumenty
Rozważmy pewne argumenty za i przeciw powyższym trzem teoriom metafizycznym. Niektóre z nich będą silne, inne będą słabe. Być może Czytelnik będzie w stanie uchwycić różnicę. Dyskusja dotyczy czasu fizycznego – czasu mierzonego za pomocą zegarów. Nie jest to dyskusja o czasie w sensie psychologicznym, czyli o świadomości czasu fizycznego.
 
Otóż, jeżeli eternalista powiedziałby, że wyobraża sobie przyszłość po śmierci, to byłby to słaby argument za eternalizmem. Przeciwnicy prezentyzmu twierdzą, że nie może on wyjaśnić pojęcia przyczynowości, ponieważ kwietniowe deszcze są przyczyną majowego rozkwitu. Czy może istnieć więc przyczynowość z przyczyną i skutkiem, które nie są realne? Rozważ Gwiazdę Północną (Polarną), która jest oddalona od nas o 323 lata świetlne. Kiedy oglądasz ją przez teleskop, widzisz ją taką, jaka była 323 lata temu, a przecież nie widzisz czegoś, co nie jest realne, prawda? Jeżeli chodzi o eternalizm i jego akceptację realności przyszłości, to filozof William James sformułował słynne twierdzenie, że przyszłość jest tak nierealna, że nawet Bóg nie może jej przewidzieć. Eternalista jednakże odpowiada, że niemożliwość bycia przewidzianym nie jest oznaką braku realności.
 
Koronny argument eternalistów to teza, że rozróżnienie na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość nie znajduje odzwierciedlenia w prawach fizyki i dlatego może być ono jedynie subiektywne, zależne od tego, czyj punkt widzenia zakładamy. Narodziny Lecha Wałęsy są przeszłością dla nas, ale nie dla Mieszka I. Kubek kawy, który ci podano, nie jest mniej realny od kubka kawy na Antarktydzie. Odległość w przestrzeni nie jest oznaką braku realności. W podobny sposób, eternalista powie, że kubek kawy odległy w czasie nie jest mniej realny od tego, który masz teraz. Odległość w czasie nie jest oznaką braku realności. Pojęcia bycia tutaj, bycia tam, bycia aktualnym, przeszłym oraz przyszłym są wszystkie subiektywne, ponieważ zależą od odniesienia się do sytuacji podmiotu, który je używa. Pojęcia te nie oznaczają żadnej różnicy, która jest obiektywnie realna.
 
Prezentyzm to stanowisko metafizyczne, które jest najbliższe zdrowemu rozsądkowi. Stanowisko to przyjęło większość filozofów przed XX wiekiem. Jednakże obecnie to właśnie eternalizm jest najbardziej popularnym stanowiskiem spośród tutaj prezentowanych. Dlaczego? Zwrot w kierunku eternalizmu rozpoczął się od następującej wpływowej obserwacji, którą poczynił w 1908 roku matematyk Hermann Minkowski, kiedy wyjaśniał szczególną teorię względności stworzoną przez Einsteina trzy lata wcześniej:
 
Poglądy na temat przestrzeni i czasu, które chciałbym wyłożyć przed wami, wywodzą się z fizyki eksperymentalnej i w tym leży ich siła. Są one radykalne. Od tej pory przestrzeń sama w sobie oraz czas sam w sobie przechodzą w niepamięć, a jedynie pewien rodzaj ich połączenia zachowuje niezależną realność.
 
Cztery wymiary
 
To połączenie nazywane jest czasoprzestrzenią i Minkowski myślał o nim jako o ciągłym czterowymiarowym bloku przeszłych, teraźniejszych i przyszłych zdarzeń, w którym czas jest czwartym wymiarem czasoprzestrzeni. Ten blok jest realny, powiedziałby Minkowski, nawet jeśli nikt nie wie, które możliwe zdarzenia znajdują się w jego przyszłym regionie. Zawiera on twoją śmierć w jakimś przyszłym momencie. Twoja przyszła śmierć jest częścią większego kawałka tego bloku zwanego historią życia na Ziemi. Ta historia zawiera część, którą stanowi zdobycie Rzymu przez Cezara itd. Jeżeli czas ma nieskończoną przyszłość lub nieskończoną przeszłość albo jeżeli przestrzeń jest nieskończenie rozległa, to ten blok jest nieskończenie wielki wzdłuż tych dwóch wymiarów. Zauważmy, że akcent jest położony na zdarzenia, a nie na obiekty. Eternaliści uważają, że teoria blokowego wszechświata oraz czterowymiarowość poprawnie przedstawiają rzeczywistość, a ontologicznymi cegiełkami rzeczywistości są zdarzenia, a nie obiekty. Zdarzenia są czterowymiarowe. Interesującą konsekwencją tego jest to, że ty jako dziecko, jako nastolatek, jako dorosły oraz (miejmy nadzieję) jako starszy człowiek, to nie okresy tej samej trójwymiarowej osoby, ale raczej różne części tej samej czterowymiarowej osoby – ciebie realnego. W codziennej dyskusji jest zwykle łatwiej myśleć o osobach i kubkach jako trójwymiarowych, jednakże rzeczywiście są one czymś innym. Są to czasowo rozciągnięte zdarzenia.
 
Dlaczego eternalizm
Tym, co skłania filozofów i naukowców do przyjęcia eternalizmu, jest przekonanie, że wynika on z najlepszego rozumienia fizyki. Powiedzieliby oni, że jeżeli ufamy fizyce, to powinniśmy ufać jej metafizycznym implikacjom. Rzeczywistość nie jest tym, czym się nam wydaje. Taki pogląd przyjmuje Einstein, gdy twierdzi:
 
Wydaje się zatem bardziej naturalnym myśleć o fizycznej rzeczywistości jako o czterowymiarowym bycie zamiast, jak dotychczas, jako o ewolucji trójwymiarowego bytu.
 
W swojej krytyce zarówno prezentyzmu, jak i teorii rosnącej przeszłości eternalista pyta: „Czyją teraźniejszością jest realna teraźniejszość?”. Jeżeli twoja i moja teraźniejszość są różne, to czy mogłaby jedna z nich być realna, a druga nie? Z pewnością nie. Eternalista podkreśla, że teoria względności implikuje, że to, który zbiór zdarzeń jest aktualny, jest zrelatywizowane do układu odniesienia obserwatora. Pomyślmy o układzie odniesienia jako o układzie współrzędnych. W układzie odniesienia określonym w stosunku do ciebie możesz poprawnie obliczyć, że erupcja na Jowiszu miała miejsce w południe. Jeżeli papież rezydowałby wciąż w Watykanie, to erupcja miałaby miejsce także w jego południe. Jednakże w układzie odniesienia określonym w stosunku do mojego statku kosmicznego w stronę Jowisza dokładne obliczenia mogą wskazać, że erupcja miała miejsce pięć minut po mojej godzinie południowej, nawet jeśli poprawnie obliczyłem, że miała ona miejsce w twoje południe.
 
Te ostatnie uwagi są radykalnie przeciwne zdrowemu rozsądkowi. „Tym gorzej dla zdrowego rozsądku” – powiedziałby Einstein; zdrowy rozsądek jest zbyt często rezultatem ograniczonego doświadczenia. Jeżeli prezentysta upiera się przy twierdzeniu, że zdarzenie jest realne, tylko jeżeli istnieje w teraźniejszości, to erupcja na Jowiszu nie może być realna dla obojga z nas. Czy to nie pokazuje, że istnieje problem z prezentyzmem i teorią rosnącej przeszłości?
 
Dlaczego nie eternalizm
To były główne argumenty za eternalizmem. Prezentyści oraz obrońcy teorii rosnącej przeszłości wysłuchali ich i wcale nie kulą się ze strachu ani nie wdają się w metafizyczną niejasność. Odpowiadają, że eternaliści wyolbrzymiają znaczenie nauki, przypisując jej stanowisko metafizyczne, które wcale z niej nie wynika.
 
Jeden z kontrargumentów wobec eternalizmu pochodzi od Hendrika A. Lorentza, który twierdził, że ponieważ z teorii względności wynika jedynie, że każdy układ odniesienia jest do przyjęcia i nikt nie ma lepszej teraźniejszości, to teoria ta może być błędna. Ciągle bowiem może istnieć uprzywilejowany układ odniesienia. Teorie naukowe mają swoje ograniczenia. Filozof Arthur N. Prior dodał, że teoria Einsteina pokazuje, iż nie możemy wiedzieć, czy jakieś odległe zdarzenie jest równoczesne z jednym z naszych teraźniejszych zdarzeń, nawet jeśli w rzeczywistości nim jest.
 
Innym kontrargumentem wobec eternalizmu jest to, że jeżeli rzeczywistość byłaby trafnie reprezentowana przez blok Minkowskiego, to przyszłość byłaby już ustalona, niezależnie od nas. Jeżeli tak, to nie jesteśmy wolni w działaniach innych niż te, które zostały już przewidziane w bloku. Eternalizm ze swoją ideą bloku implikuje, że nie istnieje wolna wola, ale ponieważ wolna wola istnieje, eternalizm jest błędnym stanowiskiem. Jak już pewnie zgadliście, eternaliści są przekonani, że powyższy argument jest niepoprawny.
 
Pewien obrońca eternalizmu stwierdził kiedyś, że naszym zamiarem jest utrzymanie środowiska dla przyszłych pokoleń, stąd też muszą istnieć przyszłe generacje, które zamierzamy zachować. Przeciwnik eternalizmu odpowiada żartem: „Jeżeli zamierzamy znaleźć Świętego Mikołaja, to czy istnieje Święty Mikołaj, którego zamierzamy znaleźć?”.
 
Wielu zwolenników teorii rosnącej przeszłości przyjmuje ideę rosnącego bloku, ale wskazuje, że przyszła część bloku nie jest realna. Przyszłość jest jedynie użytecznym narzędziem dla uprawiania fizyki. Podobnie koncepcja masy punktu jest użyteczna, ale nie może być rozumiana dosłownie. Zgodnie z teorią rosnącej przeszłości właściwym sposobem rozumienia bloku jest uznanie, że teraźniejszość jest wycinkiem bloku, który rozdziela przeszłość od nicości przyszłości. Niektórzy eternaliści odpowiadają na to w następujący sposób: Czyż nie obawiamy się nadchodzącej zagłady? Jednak wedle prezentyzmu i teorii rosnącej przeszłości obawa ta jest irracjonalna, ponieważ wiemy, że zagłada nie jest realna.
 
Co na to eternalista?
Oddajmy końcowy głos eternaliście. Jego przeciwnicy narzekają, że blok Minkowskiego jest zbyt statyczny. On po prostu tylko tam „siedzi”. A przecież zmiana jest czymś realnym. Jest istotą czasu. Zatem idea bloku nie jest kompletna i dlatego też nie powinna być przewodnikiem po ważnych metafizycznych zagadnieniach. W odpowiedzi eternalista mówi tak: „Co? Czy chcesz, aby blok drgał?”.
 

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#3 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 29 maj 2019 - 13:40

Paranormalny 1

 

Gdy tworzy się miłosna więź na poziomie duchowym pomiędzy dwojgiem ludzi, połączenie to jest niezwykle silne. Ta więź wykracza poza ślubny welon i przetrwa granice narzucone przez śmierć ludzkiego ciała. Z tysięcy historii, ta, którą za chwilę przeczytasz, wyjątkowo utkwiła w moim umyśle.
 
Pewnej piątkowej nocy prowadziłem warsztat w North Hollywood w Kalifornii. Przed jego rozpoczęciem wszedłem do sąsiedniego pokoju, by się przygotować. Rzadko kiedy duchy niepokoją mnie przed rozpoczęciem seansu, lecz czasami ma to miejsce. Tak było i teraz. Nagle usłyszałem kobietę mówiącą: „Proszę, pomóż mojemu Frankiemu. Zgubił swą drogę”. Wysłałem myśl do tego żeńskiego ducha, by podał mi swoje imię. „Karen” – padła odpowiedź. Karen uświadomiła mi, że jest żoną Frankiego. Często trzymam podkładkę do pisania, by móc zanotować szczegóły, jakie otrzymam wraz z wypowiedzią ducha. Tego wieczoru nie było inaczej. Zapisałem imiona Frankiego i Karen na mojej podkładce. Powiedziałem Karen, że będę kontynuował rozmowę z nią podczas warsztatu. Wydawało się to być dla niej zadowalającą odpowiedzią, ponieważ pozwoliła mi w spokoju dokończyć przygotowania do seansu.
 
Godzinę później, gdy zacząłem otrzymywać wiadomości od duchów, usłyszałem, jak Karen powiedziała: „Jestem tutaj. Proszę pomóc mojemu Frankiemu!”. Zapytałem tłum. „Czy jest tu Frankie? Ktoś, kto stracił żonę imieniem Karen?”. Natychmiast człowiek w ostatnim rzędzie ostrożnie podniósł rękę. „Frank to ja. I rzeczywiście straciłem żonę o tym imieniu przed kilku laty”. Wstał wraz z kobietą siedzącą obok. „Jestem siostrą Karen, mam na imię Ann”, powiedziała jego towarzyszka. Zobaczyłem, jak Karen pojawiła się obok Franka. Miała długie brązowe włosy, a jej skóra wyglądała na niezwykle miękką. Karen nosiła długą, biało-różową suknię. Co ciekawe, odrywała jeden po drugim płatki białej róży, którą trzymała. Płatki spadały na jej męża. Jej myśli były bardzo intensywne. „Frank, Twoja żona chce byś wiedział, że ona widzi Cię przez cały czas i jest zawsze z Tobą.
 
Ona wspomina miejsce o nazwie Moonshine. Znasz je?”. „Tak”, odpowiedział. Wyglądał na zaskoczonego, że znam tę nazwę „Spotkaliśmy się tam po raz pierwszy”. „Ona mówi mi, że zwykłeś chadzać tam na tańce z przyjaciółmi”. „W trakcie studiów”, odparł. „To tam się poznaliśmy. Jej, to jest niesamowite!”. Frank był oszołomiony zaistniałą sytuacją. Wydawała mu się ona być mocno surrealistycznym doświadczeniem. „Ona mówi, że jesteś i zawsze byłeś dżentelmenem. Wspomina też imię Crunch lub Cruncher. Czy to Ci coś mówi?”. Ann podniosła dłoń do ust w reakcji na słowa, które właśnie wypowiedziałem. Frank kontynuował: „Tak, w noc, gdy się poznaliśmy był tam też lokalny chłopak imieniem Cruncher. Był nieźle wstawiony i mocno dawał się Karen we znaki. Przesadzał i postanowiłem z tym skończyć”. Dodałem szybko: „Karen mówi, że tak właśnie zrobiłeś”. „Taaak. Rozbiłem butelkę od piwa na jego głowie, a później zjawiła się policja i go zabrała”. Tłum się zaśmiał. „Karen pokazuje teraz, jak stoi za Tobą, podczas gdy Ty siedzisz na metalowym krzesełku na zapleczu”. „Zgadza się. Często tam przesiadywałem. Jej, to jest niewiarygodne”. „Kiwa palcem i powtarza: Sam wiesz lepiej”. „Rozumiem. Co rano i co wieczór chodziłem tam, by zapalić papierosa”. Publiczność westchnęła, poznawszy ten drobny sekret. „Ona mówi, że jest w stanie usłyszeć każdą Twą myśl i osuszyć wszystkie łzy”. Na te słowa Frank rozpłakał się. „Ona była całym moim życiem. Była dla mnie wszystkim”. „Tak, zupełnie jak Ty dla niej”, odparłem.”Ona stara się pomóc Ci w powrocie do życia, ale nie jest jej łatwo nakłonić Cię do spojrzenia w przyszłość. Utkwiłeś we wspomnieniach i nie chcesz się ruszyć choćby o krok. W Twoim sercu nie ma miejsca dla nikogo ani niczego nowego. Ona chce, byś wiedział, że dałeś jej życie”. „Nieprawda. Ja je zabrałem. Powinienem był tam dla niej być. W domu powinny być lekarstwa w momencie, gdy ich potrzebowała”. W tym momencie Frank zaczął się rozklejać, a Ann próbowała go pocieszyć, obejmując go. „Ona mówi, że nadejdzie dzień, gdy pokochasz kolejną kobietę”.
 
„Nigdy nie kochałem i nie pokocham nikogo poza Karen. Moje serce zostało złamane. Umarło wraz z Karen”. Zgromadzona publiczność wyraźnie współczuła temu mężczyźnie. Frank wywołał reakcję, którą miałem okazję oglądać już setki razy wcześniej. Gdy opuszczona osoba słyszy, że mogłaby na nowo kochać, pierwszym odruchem jest często zaprzeczenie. „Nie, nigdy nie pokocham kogokolwiek innego”. Moim zadaniem jest jednak przekazywanie wiadomości, a nie zmuszanie kogoś do uwierzenia w nią. „To nie wszystko. Miłość ma nieograniczone zasoby”, odparłem. „Ona mówi, że się obawiasz. Przeżywasz swe życie w strachu”. Frank wpatrywał się we mnie. „Nie chcę skrzywdzić nikogo więcej”. W tym momencie wtrąciła się siostra Karen. „On już nawet nie wychodzi z domu. Od ponad dwóch lat nie wyszedł na zewnątrz. To szaleństwo!”. Wtedy Karen przekazała mi kolejną myśl. „Wiesz, kim jest Marcie?”. Frank spuścił wzrok. „Nie. Nie mam pojęcia, o kim mówisz”. „Czy Karen była dla niej niemiła? Mówi, że zdarzyło się to wiele lat temu. Nie powinna była zachować się tak źle. Chce to jej przekazać. Czuje, że musi to zrobić”. „Nie znam żadnej Marcie”. Siostra Karen szepnęła do Franka. „Czy to przypadkiem nie ktoś z czasów uczelni?”, zapytała. Coś do siebie powiedzieli, po czym ponownie zwrócili się w moim kierunku. „Karen życzy sobie, byś udał się do Moonshine i zatańczył dla niej. Obiecuje Ci, że miło spędzisz czas”. „Już nie wychodzę na miasto”, odparł Frank. „Karen błaga, byś poszedł przez wzgląd na nią. Obiecuje, że to wyjście odmieni Twoje życie. Jest bardzo stanowcza. Mówi, że masz świadomość, że jeśli już czegoś zapragnęła, to to otrzymywała”. „Żebyś wiedział!”, wykrzyknął z uśmiechem. „Niech Ci będzie”, zgodził się. „Zrobię to przez wzgląd na Karen”. Zaraz po tym utraciłem kontakt z duchem.
 
Kilka miesięcy później mój asystent przyniósł mi pocztę. Pośród listów było coś, co wyglądało na zaproszenie. Otworzyłem je i moim oczom ukazał się list:”Drogi Jamesie, chciałbym Ci podziękować za zwrócenie mi mojego życia. Nigdy nie sądziłbym, że jest to możliwe i nie osiągnąłbym tego, gdyby nie doświadczenie z tamtego pamiętnego wieczoru. Kilka tygodni zabrało mi przemyślenie tego, co wtedy mi powiedziałeś, ale w końcu wybrałem się do Klubu Moonshine. Spotkałem tam Marcie, koleżankę ze studiów. Jak ją zobaczyłem, coś drgnęło w moim sercu. Zupełnie o niej nie pamiętałem, aż do tego momentu. Wiem, że to ta Marcie, o której mówiła Karen. Dołączam zaproszenie na ślub i mam nadzieję, że zgodzisz się zaszczycić nas swoją obecnością. Najlepsze życzenia, Frank”. Spojrzałem na zaproszenie wycięte w kształcie serca. Gdy je otworzyłem, przeczytałem: „Moje serce znów jest całe dołącz do Marcie i Franka podczas celebrowania niewyczerpanych zasobów miłości”.
 
Strach doświadcza ludzi na różne sposoby. Może nas unieruchomić, tak jak zrobił z Frankiem. Spycha nas do miejsca, w którym życie wydaje się niezwykle trudnym wyzwaniem. Wszystko, co robimy jest przesłonięte przez ograniczenia i zniechęcenie powodowane strachem. Za ścianą tego uczucia nie jesteśmy w stanie odnaleźć tego, czego powinniśmy tak naprawdę szukać. Tak jak w przypadku Franka, który nie był wstanie wykonać choćby jednego kroku do przodu dopóty, dopóki Karen nie otoczyła go miłością. Z miłością jego żony, w duchu, był zdolny do odnalezienia większej ilości miłości i szczęścia na Ziemi.
 
Fragment pochodzi z książki „Niedokończone sprawy. Czego śmierć może nas nauczyć o życiu” Jamesa Van Praagha
Wydawnictwo: Studio Astropsychologii
 

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#4 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 30 maj 2019 - 13:05

Pozostały 1 (o związkach)
 
Podobna inteligencja emocjonalna ważnym elementem wyboru partnera
 
Pomaga rozwiązywać konflikty czy umiejętnie wspierać innych w trudnych chwilach. Podobna inteligencja emocjonalna to jeden z najistotniejszych czynników, którym kierujemy się przy wyborze życiowego partnera – wynika z badania naukowców UJ i UW.
 
– „Wiele prowadzonych dotąd badań pokazywało, że ludzie w związkach są do siebie podobni pod wieloma względami. Takie podobieństwo wiąże się z większą trwałością bliskiej relacji i zadowoleniem z niej” – tłumaczy dr Magdalena Śmieja z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, która badania przeprowadziła wraz z dr hab. Maciejem Stolarskim z Uniwersytetu Warszawskiego. 
 
Dobór, polegający na wybieraniu partnerów o podobnych cechach, nazywany jest kojarzeniem selektywnym. W języku nauki termin ten oznacza, że ludzie i inne zwierzęta dobierają sobie partnera o podobnym fenotypie, czyli o podobnym zestawie najróżniejszych cech. 
 
Jak informuje Instytut Psychologii UJ, do tej pory dobór partnera pod kątem takich samych cech analizowano uwzględniając rozmaite cechy osobowości, inteligencję ogólną czy czynniki społeczne. Z tego typu badań wynika np., że do najsilniejszych cech decydujących o kojarzeniu selektywnym należą wiek i światopogląd, a nieco mniej istotne są np. inteligencja czy wykształcenie. Jednak – jak wyjaśnia dr Śmieja – niewiele badań dotyczyło tak istotnego czynnika w doborze partnera, jak inteligencja emocjonalna. 
 
Inteligencja emocjonalna wydaje się być jedną z bardziej pożądanych cech u partnera życiowego. To przecież nic innego, jak umiejętność dostrzegania, rozumienia i radzenia sobie z emocjami. To z kolei może stanowić fundament dla utrzymywania bliskiej relacji z drugim człowiekiem. Np. osoby o wysokiej inteligencji emocjonalnej częściej szukają konstruktywnych sposobów na rozwiązanie problemów, również tych codziennych. Potrafią też zapobiec pogłębianiu się np. smutku czy braku satysfakcji partnera ze związku. 
 
Naukowcy m.in. z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego sprawdzili, czy dla kojarzenia selektywnego ma znaczenie również właśnie inteligencja emocjonalna i jak duży jest jej wpływ. Badanie przeprowadzone na ponad 380 heteroseksualnych parach w wieku od 17 do 78 lat pokazało, że inteligencja emocjonalna jest znaczącym czynnikiem wpływającym na proces doboru płciowego. 
 
– „Zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn, najsilniejszym predyktorem poziomu inteligencji emocjonalnej partnera była własna zdolność percepcji emocji. Oznacza to, że osoby, które trafnie rozpoznają i interpretują emocje, częściej dobierają sobie partnerów o podobnym poziomie inteligencji emocjonalnej” – wyjaśnia dr Śmieja. 
 
Duże zróżnicowanie stażu w związku par biorących udział w badaniu pozwoliło naukowcom odpowiedzieć na pytanie, czy badani wybrali sobie partnera podobnego do siebie, czy może upodobnili się do siebie z czasem. Ponieważ korelacja między poziomami IE partnerów nie zmieniała się wraz ze stażem związku, uznano, że w tym przypadku mamy do czynienia raczej z doborem podobnego partnera niż upodabnianiem się do niego.
 

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#5 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 31 maj 2019 - 13:24

Psychologiczny 2

 

Znajdź swoją pustelnię i odwiedzaj ją codziennie. Sprawy odległe mniej bolą.
 
Słowo pustelnia może kojarzyć się ze słowem samotność. Ta z kolei - ze smutkiem, spadkiem energii, depresją. Po cóż więc komu pustelnia?
 
Jest też inne rozumienie tego słowa. Pustelnia może być miejscem i doświadczeniem życiodajnym. Na samotność człowiek się skazuje (lub bywa skazany), pustelnię się wybiera. Może ona przynieść ożywczy kontakt z samym sobą i źródłami mocy osobistej. Jest więc czymś cennym, z czego jednak rzadko korzystamy. A może warto częściej?
 
Wiemy, jak bardzo potrzebni są nam inni ludzie, wiemy jednak też, jak potrzebne jest pozostawienie od czasu do czasu ich, by pełniej spotkać się z sobą samym i inaczej spojrzeć na rzeczywistość. Potrzeba ta pojawia się szczególnie w chwilach, gdy doświadczamy bólu, frustracji, obcujemy intensywnie z cudzym cierpieniem, brakiem nadziei i rozpaczą.
 
Czy zwróciliście kiedyś uwagę na fakt, że ludzie w miastach zamykają się w ubikacjach i łazienkach na tak długo, aż ktoś inny nie dobija się do drzwi? Wszak do pokoju można wejść i nie wypada zamykać się w nim przed rodziną na klucz, prawda? W łazience to uchodzi.
 
Podobno w Japonii, w każdym, najbiedniejszym nawet domu jest miejsce, w którym można zaznać samotności lub oddać się medytacji. Nawet jeśli jest to tylko wnęka zasłonięta kotarą, można znaleźć w niej schronienie przed obecnością domowników. Zasłonięta kotara sprawia, że nikt nie zakłóci spokoju osoby, która zaciągnęła ją za sobą. Bardzo podoba mi się ten zwyczaj.
 
Pustelnia jest miejscem, w którym możemy oddychać całym swoim bytem. Wdech, wydech, wdech, wydech.
Wydech oznacza relaks, wyładowanie i nabranie dystansu.
Wdech to kontakt z mocą.
 
Nagromadzone w kontakcie z pacjentem emocje lokują się w mięśniach i często powodują gonitwę myśli. Dlatego potrzebny jest relaks. Odprężenie ciała i umysłu. Relaks jest też jednym z filarów medytacji.
 
Wyładowanie oznacza możliwość odreagowania. Zezwolenie na to, by popłynęły łzy smutku i bezradności, na wściekły krzyk nagromadzonej złości czy uderzenie pięścią, a także wszystkie pytania "dlaczego?" i "po co?".
 
Wyładowanie i relaks wspomagają ten stan umysłu, który nazywamy dystansem. Dystans to "zobaczenie czegoś z większej odległości". Czasem usłyszenie czegoś inaczej, poskładanie elementów układanki w nowy, twórczy sposób. Sprawy odległe mniej bolą, może nawet nie dotykają osobiście. Odległość ustawia ekran pomiędzy nami a sprawami innych ludzi.
 
Wdech jest zaczerpnięciem sił, które podtrzymują życie, prostuje sylwetkę, powiększa. Wszyscy potrzebujemy kontaktu ze źródłami mocy. Podobnie jak tkanki naszego ciała potrzebują ożywczej energii życia biologicznego, by goić się i przeciwstawiać czynnikom uszkadzającym, tak i nasza psychika potrzebuje sił, by leczyć rany psychiczne. Potrzebujemy dostępu do źródeł mocy.
 
Źródłami mocy osobistej są nasze wiary, wartości, to, co nazywamy nadzieją oraz pogodą ducha, a także przekonania i poglądy, które pomimo wszystko pozwalają zachować optymizm. Źródłem mocy jest też kontakt z Bogiem (jakkolwiek Go pojmujemy) oraz możliwość zaufania przyjaznym siłom bytującym w wielkim wszechświecie. Ufność ta pozwala ludziom oddać część odpowiedzialności za wynik zdarzeń, choćby najbardziej dramatycznych temu, co od człowieka większe. Spotkania ze źródłami naszej mocy odbywają się w pustelni.
 
Pustelnię można znaleźć w bezimiennym tłumie wielkiego miasta, na spacerze w lesie i podczas puszczaniu kaczek po wodzie. W kościele katedralnym i patrzeniu przez okno. U siebie w pokoju, w wybranym miejscu, które służy do tego najlepiej. Wcześnie rano w kuchni, gdy domownicy jeszcze śpią. W pracy - zdaje mi się - najtrudniej.
 
Zapewne w wielu jeszcze miejscach, o których nie wiem, a które znacie Wy wszyscy, którzy odwiedzacie swoje pustelnie.
 

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#6 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 01 czerwiec 2019 - 11:33

Filozoficzny 2

 

Gdzie kończy się umysł, a zaczyna reszta świata? W poszukiwaniu umysłu rozszerzonego
 
Smartfon, laptop, notatnik lub zwykła kartka. Czy te (i inne) z pozoru zwyczajne i tak dobrze nam znane przedmioty codziennego użytku mogą stanowić naturalne rozszerzenie naszych procesów poznawczych? Na czym właściwie miałoby polegać takie rozszerzenie? Jak zmienia się pod wpływem takiego ujęcia nasze rozumienie tego, czym jest umysł?
 
Andy Clark i David Chalmers przedstawiają w artykule The Extended Mind (1998) niezwykle śmiałą wizję „uwolnienia” umysłu z zamkniętej przestrzeni naszej głowy (obecną już w notatkach Ludwiga Wittgensteina wydanych pt. Zettel w 1967 roku), a nawet ciała. Narzędzia takie jak laptop, smartfon, tablet czy nawet zwykły notatnik stają się w sposób dosłowny częścią naszych procesów poznawczych – i tym samym naszego umysłu. Jak twierdzą autorzy, rozszerzają go.
 
Ta przełomowa w swym charakterze praca rozpaliła żarliwą, trwającą do dziś debatę na temat natury tego, czym jest umysł i poznanie, i jak należy je badać.
 
Podejmiemy tutaj próbę odpowiedzi na pytanie, czym tak właściwie jest tzw. rozszerzony umysł. Przyjrzymy się w tym celu kluczowemu argumentowi, który przedstawiony został w artykule z 1998 roku. Przytoczymy także podstawowe problemy, z którymi musiało jak dotąd zmierzyć się omawiane przez nas stanowisko.
 
Otto i Inga
 
Jednym z najsłynniejszych twierdzeń Clarka i Chalmersa jest to, że „procesy poznawcze nie są (wszystkie) w głowie”. Umysł przekracza granice naszej czaszki i naszego ciała. Co więcej, autorzy ci uważają, że:
 
[…] czaszka i skóra nie są żadną świętością. Informacje są traktowane jako przekonania na mocy odgrywanych przez nie ról. Nie ma powodu, żeby taką istotną rolę mogły odgrywać tylko czynniki zlokalizowane wewnątrz ciała.
 
Najbardziej znany argument za przyjęciem tezy o rozszerzonym umyśle zilustrowany jest za pomocą przypadku dwóch osób, Otta i Ingi. Zarówno Otto, jak i Inga mają zamiar odwiedzić Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku. Inga przypomina sobie, że muzeum zlokalizowane jest na Pięćdziesiątej Trzeciej ulicy. Udaje się więc tam i je zwiedza. Jest przekonana, że muzeum jest na Pięćdziesiątej Trzeciej ulicy, ma co do tego pewność. Co więcej, była o tym przekonana, zanim sobie o tym przypomniała; przekonanie to było w jej pamięci. Otto natomiast cierpi na chorobę Alzheimera i zawsze ma przy sobie notatnik. Zapisuje w nim wszystkie istotne dla siebie informacje. Innymi słowy, notatnik jest dla Otta tym, czym pamięć biologiczna dla zdrowej osoby. Gdy Otto chce udać się do Muzeum Sztuki Nowoczesnej, sięga po swój notatnik i dowiaduje się dzięki niemu, że muzeum zlokalizowane jest na Pięćdziesiątej Trzeciej ulicy. Tak jak Inga żywi on przekonanie, że muzeum znajduje się właśnie na Pięćdziesiątej Trzeciej ulicy i miał to przekonanie, nawet zanim odczytał informację o lokalizacji muzeum z notatnika. Przypadek Otta jest analogiczny do przypadku Ingi. Informacje w notatniku funkcjonują w ten sam sposób, co informacje zawarte w pamięci, w tzw. przekonaniach nieaktualnych. Jedyna różnica jest taka, że znajdują się one poza granicami naszej czaszki i skóry. Nie stanowią one zatem granicy, poza którą nasze przekonania nie mogą istnieć. Wszelkie informacje są przekonaniami ze względu na funkcje, które pełnią. To, gdzie realizowane są te funkcje, nie ma żadnego znaczenia.
 
Reasumując:
1. To, czy jakąś informację możemy uznać za przekonanie, zależy od funkcji, jaką pełni.
2. Jeśli informacja w notatniku Otta funkcjonuje jako stan mózgu (tj. odgrywa tę samą rolę, co przekonanie zlokalizowane w pamięci biologicznej zdrowego człowieka), to tworzy ona przekonanie.
3. Przekonania Otta są więc stanem jego umysłu.
4. Notatnik należy do najbliższego otoczenia Otta, a więc do świata zewnętrznego względem jego czaszki i skóry.
5. Wniosek: Umysł rozszerza się na świat zewnętrzny.
 
Umysł rozszerzony będziemy więc rozumieć jako ścisłe sprzężenie ze sobą naszych naturalnych (biologicznych) zdolności poznawczych z niektórymi elementami świata zewnętrznego. Innymi słowy, jako dynamiczny i złożony system poznawczy.
 
Co ciekawe, częścią tak skonstruowanego systemu mogą stać się nie tylko przedmioty, ale i inni ludzie. Na przykład wtedy, kiedy próbujemy grupowo rozwiązać jakiś problem. Takie postawienie sprawy rodzi oczywiście konkretne trudności.
 
Podstawowe problemy
 
Nie mamy tu sposobności, aby omówić całe spektrum zarzutów i problemów, które zostały postawione wobec omawianego stanowiska. Skupimy się tutaj na dwóch podstawowych problemach.
 
1. Problem nieokreśloności granic systemu poznawczego – wielu badaczy zwraca uwagę na to, że trudno jest określić granice rozszerzonego systemu poznawczego. W szczególności, jeśli rozważymy tutaj wspomnianą powyżej możliwość, kiedy to inni ludzie stają się częścią naszego systemu poznawczego. Gdzie kończy się jeden podmiot poznający, a zaczyna drugi? Jak rozróżnić w takim wypadku jeden system poznawczy od drugiego? Czy mamy tu do czynienia z jednym, grupowym systemem?
2. Nieustalone składniki systemu – system poznawczy w rozumieniu Clarka i Chalmersa nie ma ustalonych składników. Innymi słowy, bardzo trudno jest określić zbiór wszystkich istotnych dla funkcjonowania systemu poznawczego elementów (oraz relacji, jakie między nimi zachodzą). Problem ma swoje źródło w założeniu, że choć rozszerzony system poznawczy ma strukturę dynamiczną i otwartą, to nie znaczy to, że obejmuje dowolne elementy. Jak wybrać te, dzięki którym system poznawczy będzie mógł sprawnie wykonywać swoje zadanie?
 
Zarówno jeden, jak i drugi zarzut wynikają z obawy niektórych filozofów (np. R. Menary’ego i M. Wilsona), że tak otwarty, dynamiczny, ale i złożony system poznawczy może być niestabilny, tj. zbyt łatwo może dojść do rozprzężenia jego elementów. Dlaczego? Wskazywany jest tu m.in. brak wyróżnienia przez Clarka i Chalmersa naszego biologicznego układu poznawczego – a więc mózgu – jako centralnej jednostki zarządzającej całym rozszerzonym system poznawczym. Bez takiego wyróżnienia, twierdzą niektórzy, zacierają się granice między elementami systemu i nie sposób ich odróżnić od elementów nienależących do systemu. Nie wystarczy tutaj, jak pisze Menary w książce Cognitive Integration. Mind and Cognition Unbounded, samo przyczynowe oddziaływanie elementów na siebie, musi być jeszcze coś, co je integruje.
 
Czy na pewno jednak Clark i Chalmers deprecjonują w tak radykalny sposób nasze biologiczne zdolności poznawcze, zrównując je z funkcjami niektórych elementów świata zewnętrznego?
 
Umysł nie może zostać ograniczony do mózgu – to dla Clarka i Chalmersa jest jasne. Jednak to właśnie nasz mózg posiada zdolność do odnajdywania odpowiednich elementów środowiska i wykorzystywania ich przy sprawnej realizacji zadań poznawczych. To mózg decyduje o ich istotności. Takie, a nie inne zdolności mózgu mogą mieć swe źródło w takiej, a nie innej jego ewolucji.
 
Na pytanie jednego ze studentów o to, gdzie leży granica pomiędzy jednym podmiotem poznającym a drugim w przypadku, kiedy to inni ludzie stają się częścią naszego systemu poznawczego (i odwrotnie), Andy Clark odpowiedział: There’s always the CPU – zawsze mamy do dyspozycji procesor, centralną jednostkę sterującą całym układem, czyli mózg. To on określi poszukiwaną przez nas granicę.
 
Krótkie podsumowanie
 
Gdzie kończy się umysł, a zaczyna reszta świata? Pytanie nieprzypadkowe, bo to właśnie nim Andy Clark i David Chalmers rozpoczynają w artykule z 1998 roku swoje rozważania na temat rozszerzonego umysłu.
 
Umysł jest sprzęgnięty z elementami świata zewnętrznego w dynamiczny, ewoluujący i otwarty system poznawczy. Świat stanowi dla niego naturalne rozszerzenie. Przedmioty codziennego użytku, dostępne nam na co dzień laptopy, smartfony, tablety itp., przez swoje funkcje potrafią przejąć, odciążyć nasze naturalne funkcje poznawcze w celu sprawnej realizacji stojących przed nami zróżnicowanych zadań poznawczych.
 
Umysł korzysta z elementów świata zewnętrznego i sam stanowi jego integralną część. W szczególności kiedy staje się on częścią systemu poznawczego innego podmiotu poznawczego, drugiego człowieka, z którym staramy się np. rozwiązać jakiś problem.
 
Granica pomiędzy umysłem a światem nie jest więc ściśle określona. Co nie oznacza, że nie istnieje. Ten dynamiczny system poznawczy ma wszak w swym centrum mózg, umiejętnie zarządzający elementami świata zewnętrznego, dobierający je pod względem funkcji w taki sposób, by zadanie, które przed nami stoi, zostało zrealizowane jak najbardziej sprawnie.
 
Dyskusja nad zasadnością teorii rozszerzonego umysłu wciąż trwa. Zadaniem niniejszego tekstu nie było przechylenie szali z jednej strony na drugą. Niezaprzeczalnym faktem jest, że przedstawione tu stanowisko wywołało niemałe poruszenie w świecie zarówno nauki, jak i filozofii. Teoria Clarka i Chalmersa postawiła do góry nogami całą naszą teorię na temat natury umysłu i poznania. Historia nie tylko nauki, ale też świata uczy nas, że rewolucje nieustannie i nieodwracalnie zmieniają znany nam obraz świata. Niezwykle śmiała wizja umysłu, z którą mamy tu do czynienia, jest właśnie taką rewolucją. Jej koła wciąż się toczą, a jej wynik zna tylko czas.
 

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#7 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 02 czerwiec 2019 - 13:48

Paranormalny 2
 
Duchy zwierząt
 
Często ludzie zadają mi pytanie "Czy zwierzęta wracają czasami jako duchy, tak jak robią to niektórzy ludzie?" Mam dowody, aby odpowiedzieć: tak! Wielu ludzi miało doświadczenia z powracającymi zwierzętami, na przykład tak prostymi jak piłka tocząca się samoczynnie po podłodze, uczucie czegoś ocierającego się o nogę w chwili gdy przy nodze nic nie ma, a także czasami wizualne pojawienie się ukochanego zwierzaka.
 
Wydaje się, że najwięcej jest doniesień o spotkaniach kolejno z duchami psów, kotów i koni. Jedna kwestia wydaje się jednak być zastanawiająca. Czy WSZYSTKIE zwierzęta mogą się ukazywać lub powracać jako duchy? Czy może istnieją ograniczenia określające, które ze zwierząt mogą powracać? Dlaczego nie ma więcej doniesień i relacji o obserwacjach duchów zwierząt?
 
O ile wiem, nie istnieją żadne opisy spotkań z duchami komarów, much i innych owadów, czy więc tylko inteligentne zwierzęta posiadają dusze? Te i inne pytania wciąż pozostają bez odpowiedzi. Człowiek jest jedynym gatunkiem, który pewnego dnia uświadamia sobie, że wkrótce dokona żywota i opuści ten świat. Wszystkie inne gatunki zwierząt po prostu istnieją od dnia do dnia i umierają, nie mogąc poinformować nas o swojej śmierci.
 
Badam wiele sprawozdań dotyczących duchów zwierząt i chciałbym tutaj przedstawić pewne interesujące scenariusze takich przypadków. Pamiętaj, że tak jak w przypadku ludzi, nie wszystkie zwierzęta będą widywane jako duchy tylko z powodu sposobu, w jaki umarło dane zwierzę. Scenariusz w przypadku "ludzkich" duchów wynika zwykle z gwałtownej lub tragicznej śmierci i "nie uświadomieniem sobie", że się umarło. Wielka miłość do zwierzęcia lub nieustępujący smutek po stracie ukochanego pupilka może mieć jednak podobny skutek, jak nagła, gwałtowna lub tragiczna śmierć; to znaczy, że Twoje zwierzę może przez jakiś czas powracać.
 
W podmiejskich dzielnicach Chicago (USA) przy granicy dzielącej zabudowania od terenów leśnych rezerwatu Cook County Forest znajduje się dość niebezpieczne skrzyżowanie. W pobliżu znajdują się stajnie dla koni, a przez bujną zieleń wiedzie trasa przeznaczona do jazdy konno. Jedna z tras krzyżuje się z niebezpiecznym skrzyżowaniem i ciągnie się dalej po drugiej stronie jezdni.
 
Nie było tam żadnego urządzenia kontrolującego ruch, które pozwoliłoby koniom bezpiecznie przechodzić przez drogę, przez co kilku ludzi odniosło obrażenia, a kilku zginęło w wypadkach, w których śmierć ponosiły czasem także konie. Są dwa powody, które czynią to skrzyżowanie niebezpiecznym. Po pierwsze, istnieje tutaj ograniczenie prędkości do 45 mil na godzinę, jednak wielu kierowców jeździ z prędkością 50 mil lub nawet szybciej, chąc jak najszybciej wydostać się z lasu i dotrzeć do miasta, po drugie zaś, wysoka roślinność uniemożliwia kierowcom dostrzeżenie w porę pieszych chcących przejść przez jezdnię. Przy tej szybkości, gdy kierowca spostrzeże osobę na drodze, bywa już za późno.
 
Często, szczególnie w nocy lub nad ranem, kierowcy skarżyli się, że widzą coś, co wydaje się być koniem z siedzącym na nim dżokejem, usiłującym przejść na drugą stronę jezdni. Kiedy jednak kierowcy zwalniali, aby przyjrzeć się okolicy, nie znajdywali w tym miejscu niczego. Te postaci nie znikają po jednej lub drugiej stronie ulicy, ale często dopiero na samym środku drogi!
 
Postaci są najczęściej opisywane jako szare sylwetki nie posiadające jakichś rozpoznawalnych cech, często są jednak widoczne już z daleka.
 
Na cmentarzu Hollywood Cementery w Richmond (stan Virginia, USA) stoi duży nagrobek pisarki Ellen Glasgow, która była dobrze znana w Richmond i mieszkała tam przez większą część życia. Gdy umierała, poprosiła, aby jej dwa ulubione psy, które umarły wcześniej, zostały ekshumowane z jej przydomowego podwórka i pochowane wraz z nią w Hollywood. Istnieje wiele relacji od ludzi, którzy słyszeli te psy, będąc w pobliżu późno w nocy.
 
Na Zwierzęcym Cmentarzu w Hinsdale w południowo-zachodnim przedmieściu Chicago żyje inna tajemnica. Przechodnie często widują czarne postaci psów i innych zwierząt przelatujących przed światłami samochodów, co skłania niektórych kierowców do wciśnięcia hamulca, po chwili jednak okazuje się, że nic tam nie ma.
 
Dale Kaczmarek, ghostresearch.org
Tłumaczenie: Ivellios
paranormalium.pl

Użytkownik Nelyssa edytował ten post 02 czerwiec 2019 - 13:49

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#8 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 03 czerwiec 2019 - 11:36

Pozostaly 2 (o kolorach w mieszkaniu)

 

Jakie kolory zastosować w mieszkaniu
 
Biały – czystość, niewinność i duchowość. We wnętrzu tworzy iluzję przestronności. Jest czysty, świeży, prosty. Większość ludzi czuje się najlepiej w domu, w którym bazą są białe ściany. Biały sufit wizualnie podwyższa pomieszczenie.
 
Ta barwa we wnętrzu przynosi spokój i odprężenie, łagodzi emocje. W rozbielonym mieszkaniu łatwo zebrać myśli i dać odpocząć oczom – dopiero otoczeni bielą przekonamy, iloma kolorami jesteśmy codziennie bombardowani przez otoczenie. Białe wnętrza nie są jednorodne, ponieważ są różne odcienie bieli. I nawet biały kontakt na białej ścianie będzie się odróżniał.
 
Biały doskonale odbija światło, powiększając tym samym przestrzeń. Jest też neutralnym tłem dla innych kolorów. Wycisza, koi zmysły, nie zgasi więc zapału osób dynamicznych i zdecydowanych. Może jednak w nadmiarze działać zbyt tłumiąco na osoby samotne i pozbawione energii.
 
Czarny – magia i tajemnica ale również żałoba. Absorbuje światło, nie odbijając żadnych promieni. W przyrodzie czysta czerń nie istnieje, dlatego jest neutralną „niewidoczną" bazą dla wszelkich barw. Bardzo zmniejsza pomieszczenie, „przybliża się" do patrzącego. Nadmiar czerni stwarza ponury nastrój, czerń jako dodatek dodaje wyrazu i elegancji. Kropla czerni wygasza nieco żywe kolory, jak czerwień czy niebieski i sprawia, że nie są już one tak kontrastowe we wnętrzu.
 
Czerń jest dobra wszędzie, gdzie chcemy przełamać monochromatyczny wystrój. W niewielkiej ilości podkreśli urodę każdego wnętrza. Jest niewskazana dla osób przygnębionych, załamanych, niepewnych siebie. Dobrze będą się czuły z czernią osoby zdecydowane. Czerń sprzyja alienacji.
 
Szary – najbardziej neutralny, doskonały jako tło do innych kolorów. Nie pobudza ani nie uspokaja, nie jest ani zimny ani ciepły. W nadmiarze, szczególnie ciemne odcienie szarości, mogą działać przygnębiająco.
 
Niebieski – wiatr, niebo, morze. Schładza wnętrze. Jasnoniebieskie kolory mają właściwość oddalania się od patrzącej osoby, dlatego optycznie powiększają pomieszczenie. Dodają lekkości, powietrza, relaksu. Są rześkie, nawet lodowate. Niebieskie wnętrza sprzyjają odpoczynkowi, koją nerwy. Dlatego są szczególnie polecane do sypialni ale również salonu, który ma służyć głównie do odpoczynku. Z tego powodu niebieski raczej nie będzie się nadawał do głównego pokoju w bardzo rodzinnym i gwarnym domu.
 
Spokojne, niebieskie wnętrze, sprzyja samodzielności i ułatwia podejmowanie decyzji – jego łagodne odcienie są szczególnie przyjazne dla pokoi dziecięcych. Trzeba pamiętać, że niebieski na dużych płaszczyznach może przygnębiać, dlatego warto go przełamać, „ożywić" innym kolorem.
Niebieski łagodzi objawy stresu ale w nadmiarze jest niewskazany dla osób przygnębionych i zdenerwowanych, szczególnie gdy barwa ta jest mocno nasycona, zbliżona do granatu.
 
Zielony – harmonia, spokój. Jako barwa kojarząca się z naturą daje też relaksujący klimat. Budzi zaufanie. Wywołuje wrażenie bezpieczeństwa. Daje też wrażenie świeżości, szczególnie jego jasny odcień w kolorze mięty lub w połączeniu z bielą. Dlatego ta barwa jest często spotykana w szpitalach, gdzie ważne jest obniżenie stresu. Z tego powodu zielony będzie doskonały także do pokoju dzieci nadpobudliwych. W mieszkaniu najlepiej stosować ciepłe odcienie: limonki, groszku czy wiosennej trawy, by zielony w pokoju nie dał przygnębiającego efektu.
 
Kolor zielony pasuje do pomieszczeń, które mają służyć odpoczynkowi. Nadmiernie aktywne, roztrzepane osoby, mające problem z podejmowaniem decyzji, w zielonym otoczeniu wyciszą się i zbiorą myśli. Zieleń działa bowiem jak spacer po parku. Nadmiar spokoju zielonego koloru może jednak sprzyjać nudzie, powolności i bierności. Zieleń także optycznie powiększa pomieszczenie.
 
Czerwony – ogień, miłość. To barwa bardzo dominująca, mocno pobudza, nadaje wyrazisty charakter pomieszczeniom. Kolor bardzo widoczny, żywy. Bardzo przyciąga uwagę i wywołuje duży efekt. Dlatego czerwony to kolor „stop" w ruchu drogowym, ponieważ najszybciej działa na zmysły.
 
To barwa pobudzająca apetyt, dlatego jest chętnie stosowana w jadalniach oraz kuchniach. To także dobry kolor do pomieszczeń, w których wykonuje się czynności wymagające aktywności np. pokój zabaw lub czuwania. Nie będzie męczył także w tych pomieszczeniach, których używamy rzadziej lub tylko przez nie przechodzimy, np. w przedpokoju.
 
W niewielkich dawkach czerwony pomaga w depresji i zmęczeniu, ponieważ przyspiesza krążenie krwi i pracę umysłu. W nadmiarze jednak czerwień budzi agresję.
 
Żółty – jest pogodny, rozwesela wnętrze. W nadmiarze żółty kolor może męczyć. Sprzyja koncentracji. To barwa, która zaraz po kolorze białym, najlepiej odbija światło. Optycznie powiększa więc i rozjaśnia pomieszczenia.
 
Kolor słońca, budzi radość, dodaje pozytywnej energii i pobudza do działania. Wzmacnia kreatywność i pomaga w podejmowaniu decyzji, dlatego jest szczególnie polecany do pomieszczeń przeznaczonych do nauki. Żółty rozładowuje napięcia, jednak za dużo tego koloru może irytować. Ta pogodna i dynamiczna barwa ze względu na swe właściwości pobudzające do działania, nie nadaje się do sypialni. Żółty będzie za to doskonałym kolorem do chłodnych, niedoświetlonych wnętrz, pozbawionych dostępu do słońca.
 
Fioletowy – mistycyzm, zagadka. Bardzo łagodny kolor. Jego głębokie odcienie dodają pomieszczeniom elegancji. 
 
Fiolet rozwija intuicję i kreatywność. Polubią go osoby lubiące zgodę, ciszę i spokój. Działa korzystnie na układ nerwowy, jednak ludzi o niskim poczuciu własnej wartości fiolet może przygnębić.
 
Fiolet w mieszkaniu najlepiej sprawdzi się na dodatkach: zasłonach, doniczkach czy ramkach obrazów. Można nim także ozdobić pojedynczą ścianę. W zależności od stopnia nasycenia, nadaje się albo do pomieszczeń często używanych, jak salon czy kuchnia albo – w przypadku mocnych fioletów – do wnętrz, w których spędzamy najmniej czasu: korytarza czy sypialni, którą oglądamy praktycznie tylko przez część wieczoru.
 
Brązowy – drzewo, siła, harmonia. Kolor bezpieczny i ciepły. Kojarzy się ze szczapami drewna płonącymi w kominku, pniami w lesie, ziemią. To barwa najbliższa naturze. Wskazany dla osób potrzebujących życiowej stabilizacji. Sprzyja skrywaniu emocji a w nadmiarze i w zbyt mocnym stężeniu będzie obniżał nastrój.
 
W mieszkaniu odcienie brązu tworzą atmosferę wygody i przytulności. Stosujemy je, gdy chcemy wywołać ciepły nastrój. Wnętrza w brązach są doskonałym, bo neutralnym, tłem dla innych kolorów. Szczególnie harmonijnie brąz będzie się łączyć z innymi barwami natury, jak zielenie, piaski czy błękity.
 
Atmosferze relaksu sprzyja różowy, kolor osób pewnych siebie, lubiących ryzyko, ale też spragnionych miłości.
 
Pomarańczowy to kolor optymizmu, motywacji i kreatywności, ale może też wywoływać samotność i zagubienie.
 
 

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#9 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 04 czerwiec 2019 - 12:10

Psychologiczny 3

 

Prawo przyciągania
 
Myśli
 
Myśli są magnetyczne, mają własną częstotliwość. Cokolwiek pomyślisz wysyłasz to we Wszechświat, przyciągasz podobne, które do Ciebie wraca. Emocja to energia wprowadzona w ruch. E – moc – ja. Rozwijając dalej znaczenie słowa emocja otrzymujemy: energia – moc – ja. Teraz ustawiając te trzy elementy we właściwej kolejności otrzymujemy: ja – energia – moc, ostatecznie otrzymujemy: ja – jestem – energią – mocy, ja jestem mocą. Ja jestem mocą tworzenia, ja jestem mocą sprawczą istnienia. Emocje, to energia w ruchu. Jeśli wprawisz w ruch dostateczną ilość energii stworzysz materie.
 
Myśl jest czystą energią, raz pomyślana pozostaje twórczą, nigdy nie zanika. Myśli lgną do siebie, zbiegają się za sobą. Energie lgną do energii pokrewnej tworzą się skupiska, a z nich materia. Osoby będące jednej myśli przyczyniają się do zaistnienia rzeczywistości. Społeczeństwa żyjące w strachu często powołują to czego lękają się najbardziej. Emocje mają moc przyciągania, zdarza się, że to czego boisz się najbardziej może stać się doświadczeniem. Koncentrując się nad tym czego chcemy, trwając przy tym powołujemy najpotężniejsze siły Wszechświata.
 
Prawo Przyciągania nie rejestruje słowa NIE ani żadnych negacji. Skupiając się nad tym czego nie chcemy,tak naprawdę tworzymy to,gdyż poświęcamy temu swą energie.Ruchy antywojenne doprowadzają do nasilenia wojen,ruchy antynarkotykowe do zwiększenia ich produkcji,dlatego iż skupiamy się na tym czego nie chcemy.Zamiast poświęcać czas i uwagę na problemach świata lepiej skupić się i obdarować swą energią pokój, obfitość i radość nie ignorując oczywiście problemu.
 
Podczas snu nie zachodzą procesy myślowe,możesz więc sprawić, by ostatnie były pozytywnymi ziarnami, od nich zależą żniwa. Jeśli narzekasz prawo przyniesie Ci więcej sytuacji do narzekania,podobnie gdy słuchasz jak ktoś tak robi,współczujesz mu skupiając się na tym. Prawo Przyciągania jest wszędzie, przyciągamy ludzi, pracę, okoliczności, zdrowie.
 
Sposób w jaki myślimy, czujemy się jest tym co przyciąga doświadczenie. Jeśli czegoś nie lubimy przyciągamy tego więcej. Dzieje się tak dlatego gdyż jesteśmy wewnętrznie przekonani, że te narzędzia pozwolą nam być bardziej sobą.
 
Niepewna osoba przyciąga inna niepewną osobę ukrytą pod inna maską. Najpierw należy zadbać o swe wnętrze, a wtedy przyciągać co dobre. Sposób w jaki się czujemy jest tym co inspiruje nasze działanie. Dlatego ważne jest co myślimy, gdyż to emituje nasze uczucia. Jeśli myślimy częściej o braku dobrej relacji doświadczamy braku. Jeśli chodzi o dobre związki powinniśmy skupiać się na dobrej relacji i na pozytywnych aspektach wtedy będzie ich więcej. Jest to klucz do udanego związku, gdyż myśląc o nim dobrze nadajemy mu mocy. Gdy myślimy o wadach przyciągamy ich więcej, sytuacja zmieni się dopiero jak przestaniemy narzekać i zaczniemy szukać powodów do lepszego samopoczucia. Dobrym kluczem jest skupienie się na własnej jaźni i praca nad sobą. Ważną radą nie jest kontrolować kogoś i zmieniać na siłę, a zająć się własnym wnętrzem.
 
Jak przestać przyciągać nieszczęśliwych ludzi?
 
Powodem dlaczego ich przyciągamy jest to, iż skupiamy się na tym. Co prawda wymaga to wysiłku, by zobaczyć ich w innym świetle, ale dzięki temu iż będziemy inaczej oczekiwać ich zachowania zrozumiemy jaki mamy wpływ. Skupiając się na pozytywnych aspektach trenujemy wibracje na ich temat. Wtedy mogą wydarzyć się dwie możliwości zgodne z prawem przyciągania osoba ta zacznie zachowywać się inaczej przy nas albo nie zbliży się do nas.
 
Proces Twórczy
 
Jak wygląda proces twórczy przy wykorzystaniu prawa przyciągania. Proces ten składa się z trzech kroków:
 
Pierwszy krok: Zastanów czego naprawdę chcesz.W chwili gdy ustalamy w swym umyśle jasno czego pragniemy to jest to równoznaczne z prośbą.
 
Drugi krok: Uwierz.
 
Aby wprawić w ruch cały ten proces, po zastanowieniu się co byś chciał i jaki byś był gdybyś już to otrzymał przejdź od razu do „bycia takim”. W ten właśnie sposób zamiast iść pod prąd współdziałamy z twórczą potęgą Wszechświata. Technika ta to tzw symulacja rzeczywistości. Jeśli istnieje miejsce gdzie marzenie mogłoby się urzeczywistnić dobrze byłoby tam się znaleźć. Jeśli nie ma takiej możliwości trzeba stworzyć jak najbardziej realistyczne środowisko, by móc odgrywać to co widzisz w swej wyobraźni.
 
Nie angażuj racjonalnego umysłu, zawierz swemu Wyższemu Ja i zrozum, że okoliczności nie maja znaczenia. Jeśli będziesz się zastanawiał wtedy okazja możne zostać przyciągnięta w obrębie twego systemu przekonań. Im bardziej będzie to prawdziwe dla świadomości ciała tym więcej energii wygenerowanej na przetransformowanie rzeczywistości.
 
Nie ograniczaj wyobraźni, baw się nią im będziesz bardziej wyrazisty w symulacji marzenia tym więcej energii będzie emanować, dzięki której przyciągnięte zostaną okoliczności, sytuacje, okazje, które mogą wydawać się nienormalne jak dotąd, ale dzięki którym marzenie się spełni w najkrótszym z możliwych sposobów.
 
Co najważniejsze we wszystkim co robisz miej szczere intencje. Umysłu nie da się zwieść więc jeśli egoistyczny czynnik osobistej korzyści istnieje trzeba go usunąć, gdyż życzenie na pewno się nie zrealizuje. Gdyby byłaby to chęć manipulacji, by pozyskać coś dla siebie przekazujesz sygnał o braku i będziesz nadal doświadczał braku cokolwiek uczynisz, gdyż Wszechświat to kopiarka myśli. Dlatego co dla siebie wybierasz, daj drugiemu. Jeśli postanawiasz być szczęśliwy daj to szczęście drugiemu. Wtedy zostaje uruchomiona najpotężniejsza machina twórcza we Wszechświecie mianowicie twoja jaźń. Działa to na takiej zasadzie iż umysł dochodzi do wniosku, iż żebyś mógł to dać musisz to mieć.
 
Trzeci krok: Oczekiwanie i Otrzymywanie.
 
Oczekuj w radości i wdzięczności. Jesteś silną wieżą transmisyjną która wytwarza energie z określoną częstotliwością, określona w każdej chwili tym co myślisz i tym co czujesz. To potężny proces, dzięki któremu przekształcasz swą energie i otrzymujesz w życiu więcej niż pragniesz. Będąc wdzięcznym za to co masz, przyciągasz jeszcze więcej. Emituj pozytywne emocje, gdyż negatywne nie przyniosą tego co pragniesz. Wdzięczność doładowuje proces twórczy. Czasem jest tak iż walczymy by osiągnąć, wtedy blokujemy siebie. Wszechświat reaguje na strach zakodowany w energii walki. Ukryta obawa, że to się nie spełni odzwierciedla się w postaci ograniczeń, opóźnień i realizacji, która może nie usatysfakcjonować. Poddanie się przynosi natychmiastowe efekty.
 
„Potwierdza to mechanika kwantowa. Potwierdza to kosmologia. To, że Wszechświat wyłania się zasadniczo z myśli i że cała otaczająca nas materia jest po prostu skondensowaną myślą. W ostatecznym rozrachunku to my jesteśmy źródłem Wszechświata i jeśli zrozumiemy tę moc na drodze doświadczenia będziemy mogli urzeczywistnić swoja władzę i zacząć osiągać coraz więcej. Twórz cokolwiek. Poznawaj wszystko z głębi pola świadomości, która jest ostatecznie uniwersalną świadomości.
A więc w zależności od tego, jak wykorzystamy tę moc, pozytywnie czy negatywnie, tworzymy swoje ciało w aspekcie jego zdrowia, a także środowisko w jakim żyjemy. Jesteśmy zatem twórcami, nie tylko swego przeznaczenia, ale i przeznaczenia Wszechświata. Dr. John Hagelin”.
 

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#10 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 05 czerwiec 2019 - 10:22

Filozoficzny 3

 

Sens życia
 
Rozpocznijmy więc nasze rozważania nad tą treścią słów „sens życia” wychodząc od najprostrzych określeń , czy tez skojarzeń , jakie nasuwaja nam się jako pierwsze zaraz po usłyszeniu lub uświadomieniu sobie tych słów. Są to : celowość istnienia, koncepcja naszej egzystencji, pomysł na życie, plan, który realizujemy dążąc do określonego celu, wspólny mianownik całego życia człowieka.
 
Obuchowski przytacza słowa Williama James’a, który powiedział: „ Marzę o znalezieniu powodu , dla którego można chcieć żyć o godzinę dłużej” ( Obuchowski, 1989, s.74). Stąd kolejne określenie kojarzące się z sensem życia , czyli powód, przyczyna , dla których czujemy , że chcemy trwać.
 
Wchodząc głębiej w zagadnienie sensu życia prezentowane przez Obuchowskiego stwierdzamy, że ów sens jest nierozerwalnie połączony z jednostką ludzką i odnalezienie go poza nią jest niemożliwe, a poszukiwanie poza jednostką – bezskuteczne. Na potwierdzenie tej tezy Obuchowski podpiera się słowami Sorena Kierkegaarda, które brzmią następująco: „ Moje własne życie, moje własne działanie powinno zawierać odpowiedź na to, czy i dlaczego warto żyć. Przecież życie poza człowiekiem i jego działaniem nie ma sensu. Więcej, działanie jest z człowiekiem tożsame w tym znaczeniu, że konstytuuje go.” ( Obuchowski, 1989, s. 74 ) . W słowach tych tkwi głęboka myśl filozoficzna, według której chodzi o to, że jednostka ludzka nie mogłaby istnieć bez ustalonego sensu życia, a sam sens nie istniałby bez jednostki. Słowem: sensu życia nie można ustalić nie biorąc pod uwagę człowieka.
 
Fakt, że sens życia wiąże się nierozłącznie z jednostką ludzką potwierdzają jeszcze inne słowa Obuchowskiego według których ów sens jest pewną prawdą o człowieku, pewną „kategorią poznawczą, konstruktem naszego umysłu, wartością przypisywaną przez nas rzeczywistości, w której żyjemy, wartością, która uzasadnia takie , a nie inne formy naszej egzystencji. Sens życia jest w tym ujęciu wynikiem rozpoznania sytuacji, w jakiej osoba działa, i na tej podstawie stworzenia koncepcji tego, jaki rodzaj życia byłby najbardziej właściwy, godny człowieka, celowy, uzasadniony” ( Obuchowski, 1989, s .75). Prezentowany pogląd jest z gruntu subiektywny , gdyż zakłada, że sens życia rodzi się w umyśle danej jednostki, jest przez nią nadawany i oceniany. Poza tym definicja ta zawiera kolejne określenie , które tłumaczy znaczenie terminu „sens życia”. Chodzi tu o utożsamianie sensu z uzasadnieniem dlaczego dany człowiek żyje tak, a nie inaczej. Kontekst sytuacyjny ma więc znaczenie.
 
W książce zatytułowanej „ Przez galaktykę potrzeb” Obuchowski określił swój stosunek do zagadnienia sensu życia i wyraził to następującymi słowami: „ Sens życia jest to potrzeba dorosłego człowieka, polegająca na tym, że bez utworzenia własnej, abstrakcyjnej koncepcji życia, w której może on się pozytywnie spełnić do końca istnienia, nie jest możliwy rozwój jego osobowości.” ( Obuchowski, 1995, s. 254) Definicja powyższa wskazuje na to , że niezbędnym i koniecznym warunkiem egzystowania człowieka w świecie, a przede wszystkim niezachwianego rozwoju osobowości jest ustalenie własnego scenariusza postępowania , prowadzącego do satysfakcji i totalnego spełnienia. Brak takiego scenariusza może doprowadzić do różnego rodzaju nerwic egzystencjalnych, do załamania i rozpadu osobowości, co może mieć tragiczne i niebezpieczne następstwa. Jednym słowem , jasno określony sens życia człowieka daje mu poczucie stabilizacji.
 
Nieco odmienne stanowisko niż omawiany wyżej Obuchowski , jeśli chodzi o rozumienie znaczenia terminu „ sens życia”, prezentuje Tadeusz Czeżowski. Sens życia przekłada on na cele do jakich dąży jednostka. Wszelkie działania podejmowane w kierunku realizacji tych celów tworzą zwartą dorzeczną całości i ta całość właśnie to sens życia. Cele określone są przez różnorakie potrzeby człowieka. „ Cele te nie są między sobą niezależne, lecz układają się tak , iż cele bliższe są środkami do osiągnięcia celów dalszych. Celami, które nie służą jako środki dla osiągnięcia dalszych celów, nazywamy celami dla siebie lub celami ostatecznymi.” ( Czeżowski, 1989, s.171). Ważne jest, jak podkreśla autor aby jedne cele nie zakłócały drugich, aby wszystkie one były harmonijnie zgrane oraz aby wzajemnie się wspierały.
 
Swój pogląd na życie i jego sens Czeżowski bardzo obrazowo oraz symbolicznie ujmuje w słowach , które zostały wykorzystane niniejszej pracy jako motto następującej treści: „ życie to jakby zadanie , które człowiek otrzymuje do rozwiązania – sens życia zaś to rozwiązanie, które trzeba znaleźć.” ( Czeżowski, 1989, s. 175 ) Życie , które ma prowadzić do rozwiązania tego niezwykle skomplikowanego zadania powinno być wolne od nieprzemyślanych impulsów, kierowanych niskimi popędami, nieokiełznanymi siłą naszej woli. „ Życiem bez sensu jest życie kapryśne, z dnia na dzień, od zachcianki do zachcianki, bez jasno wytyczonego celu.” ( Czeżowski, 1989, s. 176)
 
Subiektywiści stworzyli rodzinę czterech koncepcji minimalistycznych.( Tatarkiewicz, 1992) Pierwszą z nich jest subiektywizm aksjologiczny stricto sensu, wg którego rzeczy nie posiadają wartości tylko my im je nadajemy. Kolejna- relatywizm aksjologiczny- głosi, że rzeczy posiadają wartość nie same przez się , lecz w stosunku do innych rzeczy, są wartościowe dla czegoś lub kogoś, nie są absolutne. Werbalizm aksjologiczny natomiast zakłada , że wartość jest względna, zmienna w czasie i różnych warunkach historycznych ,np. „ Pieniądze nie mają wartości na bezludnej wyspie, piękne barwy nie mają jej dla niewidomego.” (Tatarkiewicz, 1992, s. 77) . Ostatnia teoria subiektywistów to sceptyzm aksjologiczny, zakładająca, że o wartościach , które są jedynie wyrazem ludzkich odczuć i upodobań nic pewnego powiedzieć nie można.
 

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#11 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 06 czerwiec 2019 - 11:33

Paranormalny 3

 

Sygnały ze świata duchów
 
Gdy umiera ktoś bliski bardzo często zdarza się, że odczuwamy jego obecność lub wydaje nam się, że daje nam on jakieś znaki. Osoby w żałobie rzadko wątpią w istnienie duchów. Czy to na pewno nie psikus ludzkiej podświadomości? 
 
Zajmijmy się historią, o której jeden z naszych kolegów dowiedział się podczas pobytu na spotkaniu rodzinnym. Rzecz dotyczyła wujka jego żony, który umierał na wyjątkowo złośliwy , a nowotwór, a ostatnie tygodnie życia spędził konając w hospicjum. Był on bardzo emocjonalnie związany ze swoją córką, która do końca była przy nim. Jak to często bywa w przypadku chorób nowotworowych – zachował do ostatnich chwil przytomność umysłu. Jego córka opowiadała, że w ostatnim tygodniu życia jej ojca doszło do niezwykłej z nim rozmowy. Dotyczyła ona śmierci, a raczej tego, czy jest "życie po śmierci”. Jej ojciec był zawsze ateistą, ale w obliczu majestatu śmierci zaczęła w nim dostrzegać lęk i nadzieję, że to wszystko „nie może się tak po prostu skończyć”. Podczas jednej z takich rozmów ojciec powiedział:
- Wiem, że umieram, córeczko… Każda moja godzina może być tą ostatnią. Pamiętasz, jak zawsze śmiałem się z tych ludzi, którzy wierzą w aniołki i chmurki? Dziś bardzo bym chciał, aby mieli rację. Wiesz, jak umrę, to dam ci znak… jakiś znak, że tam po drugiej stronie coś jest!
 
Trzy dni później zapadł w śpiączkę, z której już się nie wybudził. Dwa dni potem zmarł. Doszło jednak do niezwykłego wydarzenia, które tak opisuje jego córka:
- W hospicjum spędzałam tyle czasu, ile tylko byłam w stanie ze względu na pracę. Tamto miejsce, tamta atmosfera po prostu mnie przygnębiła tak bardzo, że prawie byłam jak w letargu. Niestety nie mogłam zrezygnować z pracy, a sam ojciec ciągle powtarzał, że ma opiekę i że powinnam iść do domu spać. Tego dnia wróciłam z hospicjum do domu około 23.00 i natychmiast położyłam się spać. Mój mąż przygotował mi kolacje, ale nawet nie miałam ochoty jej zjeść. Zasnęłam. Nagle w nocy samo włączyło się radio! O przypadku nie może być mowy, choć oczywiście radio miało timer, ale proszę mi wierzyć, że nikt go nie ustawiał. Zdziwiona tym faktem weszłam do kuchni i zobaczyłam, że gra radio kochenne, a jest godzina 4.14. Od razu miałam złe przeczucia i postanowiłam pojechać do hospicjum do ojca. Tam dowiedziałam się, że zmarł w nocy, a więc już nie żył, kiedy zaczęło grać radio w kuchni. Świadkiem tego jest mój mąż i córka. Co jeszcze jest niezwykłe, że radio włączyło się, a stacja emitowała piosenkę zespołu lubianego przez mojego ojca, który słuchał bardzo dużo muzyki. Ludzie mogą mówić co chcą, a ja wiem, że on w ten sposób dał ten znak, o którym mówił przed śmiercią.
 
Na zakończenie tego tekstu jeszcze jeden e-mail przysłany do Fundacji Nautilus. Historia w nim opisana jest trochę inna, ale jak najbardziej także pokazuje zjawisko, które możemy nazwać znakiem od osoby zmarłej, że po drugiej stronie jest życie.
 
"Chciałabym przekazać Wam moje doświadczenie ze światem zmarłych sprzed wielu lat. Było ono tak silne, że do dziś pamiętam, jakby to było wczoraj, a minęło już 20 lat. Jako 24 letnia dziewczyna byłam już mężatką i miałam dziecko. Co rzadko się zdarza, najbliższą mi osobą była mi moja teściowa. która zresztą była bardzo młoda, bo 19 lat starsza ode mnie. Mając 36 lat zachorowała na raka. Straszna choroba miała wyjątkowo bolesny przebieg. Pomimo przerzutów i złego stanu zdrowia organizm mojej teściowej bronił się bardzo długo. Po 6 latach od pierwszej operacji pojawiły się przerzuty do płuc, narządów wewnętrznych i do mózgu.
Sytuacja stała się beznadziejna i zaprzestano leczenia. Teściowa leżała w domu, zaś ja podawałam jej morfinę. Moja kochana teściowa była 100% ateistka, ale mając 44 lata nie chciała umierać i czepiała się każdej chwili życia. W momentach lepszego samopoczucia trzymałam ją za rękę i pocieszałam, a ona ze mną rozmawiała o swoich obawach i "strachach" przed czekającą ją śmiercią. Mówiła, jak bardzo się boi samej śmierci i tego, co ją czeka. Coraz częściej też wyrażała obawy, czy coś jest dalej. W końcowej fazie choroby powiedziała mi: Jeśli coś jest po tamtej stronie, to ci się przyśnie i powiem. Pół żartem, pół serio odpowiedziałam, że nie chcę, bo sama się boję nieboszczyków i umrę z przerazenia. Na co ona mi odpowiedziała, że nawet nie będę wiedziała, że ona nie żyje. W krytycznym dniu straciła przytomność i żeby ją ratować wezwałam pogotowie.
 
W szpitalu poinformowano mnie, ze stan jest krytyczny i musi pozostać na oddziale ratunkowym, gdyż potrzebna jest aparatura, której nie mam możliwości zabrać do domu. Zmartwiło mnie to ogromnie, ponieważ obiecywałam jej, ze nigdy nie oddam jej do szpitala. Siedziałam tam przy niej i rujnowało mnie poczucie winy. Lekarz prowadzący przyszedł i powiedział, że stan jest terminalny i żebym poszła się przespać, bo i tak mama jest nieprzytomna i nic nie pomagam tylko wykańczam siebie i dziecko. Pojechałam więc do domu. Ok. 4 rano obudziłam się z kryształową jasnością umysłu, że coś się stało. Śniła mi sie mama leżąca na białym łóżku z podłączoną kroplówką, ale zupełnie przytomna, a nawet bardzo zdenerwowana. Krzyczała do mnie: Widzisz, przez to umarłam!. Potrząsając butelką od kroplówki miała pretensje, mówiąc ciągle za mało mi tego dali! Za mało, za wolno się ruszają!
 
Zadzwoniłam do szpitala i dowiedziałam sie, że o 3.56 teściowa zmarła na skutek gwałtownego skoku temperatury. Po prostu nastąpił rzut nowotworu uszkadzający ośrodek termoregulacji i temperatura skoczyła do 42 st. Teściowa umarła pomiędzy jednym a drugim zastrzykiem piramidonu. Zapytałam lekarza, czy gdyby zdążył podać jej drugi zastrzyk, to by ją uratowało. Odpowiedział, że z pewnością na chwilę tak, ale nie na długo.
 

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#12 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 07 czerwiec 2019 - 10:24

Pozostaly 3 (naukowy)

 

Mózg człowieka jest z natury leniwy
 
Mózg człowieka jest tak skonstruowany, że każe organizmowi unikać fizycznej aktywności, żeby oszczędzać zasoby energii. Lenistwo jest więc naturalną postawą - do takich wniosków doszli autorzy właśnie opublikowanego artykułu w piśmie "Neuropsychologia".
 
Matthieu Boisgontier z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej (UBC) i jego zespół postanowili sprawdzić, dlaczego choć od lat społeczeństwa są zachęcane do aktywności fizycznej, to pomimo najlepszych intencji - trudno się zdobyć na korzystny dla zdrowia wysiłek fizyczny.
 
Jak powiedział Boisgontier - cytowany w komunikacie na stronie internetowej UBC główny autor badania, "niepowodzenie polityki społecznej w przeciwdziałaniu pandemii braku fizycznej aktywności może wynikać z procesów w mózgu, które się wykształciły i wzmocniły w drodze ewolucji".
 
Do takich konkluzji autorzy artykułu doszli dzięki badaniu z użyciem gry komputerowej: przed ekranami posadzono zdrowych młodych ludzi, a na ekranie pojawiał się ich awatar, nad którego ruchami mieli kontrolę. Następnie wyświetlano ikony wyobrażające różne formy aktywności fizycznej oraz wypoczynku.
 
Zadaniem biorących udział w badaniu było jak najszybsze odsunięcie awatara od pojawiających się sześciu ikon obrazujących aktywność fizyczną i jak najszybsze przysunięcie do sześciu ikon pokazujących postaci leżące lub siedzące, a w kolejnej serii - jak najszybsze przysunięcie awatara do obrazów aktywności fizycznej i odsunięcie od obrazów lenistwa. Aktywność fizyczną wyobrażały postaci na rowerze, pływaka, wędrującego pod górę turysty, postaci wchodzącej po schodach, grającej w piłkę, biegającej, zaś brak aktywności fizycznej: postać siedząca przed telewizorem, grająca w gry z użyciem konsoli, siedząca przy komputerze, leżąca na hamaku, czytająca książkę i leżąca na kanapie.
 
Jednocześnie elektroencefalogram rejestrował aktywność mózgu w każdej z czterech grup reakcji. Co prawda uczestnicy badania szybciej przysuwali swój awatar do ikon aktywności fizycznej i szybciej odsuwali awatar od obrazów lenistwa, ale zapis EEG wykazał, że odsunięcie awatara od ikon z leniwymi postaciami wymagał aktywniejszej pracy mózgu. 
 
"Nowość odkrycia w naszej pracy polega na tym, że wykazano, iż unikanie braku aktywności fizycznej wiąże się z kosztami, czyli ze zwiększonym wykorzystaniem zasobów mózgu. Nasz mózg lubi zachowania nieaktywne" - powiedział Boisgontier.
 
Podkreślił, że takie reakcje są automatyczne, ale ich świadomość może być pierwszym krokiem do zmiany.
 
We wcześniejszej wersji artykułu dostępnej na stronie Biorxiv.org, autorzy przytaczali badania z ostatnich 10 lat, w których stawiano pytania, dlaczego nie udają się próby regularnej aktywności fizycznej pomimo dobrze znanych negatywnych skutków lenistwa. Badania te wskazywały m.in. na różnice w procesach automatycznych (odruchowych) i kontrolowanych (świadomych) oraz na konflikt między nimi.
 
"Jednak te badania koncentrowały się głównie na procesach automatycznych wyzwalanych przez aktywność fizyczną, podczas gdy nieliczne analizowały reakcje automatyczne wywoływane przez zachowania związane z siedzącym trybem życia lub zachowania minimalizujące koszt wydatku energetycznego" - podkreślili autorzy.
 
Stąd pomysł na badanie, w którym można było śledzić zachowania jego uczestników i jednocześnie zapis EEG, dzięki czemu można analizować m.in. automatyczne reakcje.
 
"Zapis EEG sugeruje, że siedzący tryb życia jest atrakcyjny, a osoby, które chcą być aktywne fizycznie, muszą zaangażować dodatkowe zasoby kory mózgowej, żeby przeciwdziałać tej atrakcyjności" - napisano w konkluzji artykułu.
 
W komunikacie UBC Boisgontier przypomniał, że zachowanie zasobów energii zawsze było istotne dla przeżycia gatunku ludzkiego, ponieważ pozwalało na "skuteczniejsze poszukiwanie pożywienia i schronienia, partnera seksualnego i unikanie drapieżników".
 

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#13 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 08 czerwiec 2019 - 12:36

Psychologiczny 4

 

Projekcja, czyli dlaczego denerwują nas inni ludzie i ich konkretne cechy
 
"Jeśli się złościsz, to ty się złościsz. Jeśli jesteś nieszczęśliwy, to ty jesteś nieszczęśliwy. Nikt cię do tego nie zmusza. Nikt nie może cię rozzłościć, dopóki sam nie zdecydujesz, że będziesz się złościł. Wtedy każdy może się przydać jako ekran, na który możesz przenosić swoje myśli. Nikt nie może uczynić cię nieszczęśliwym, chyba że ty sam tak zadecydujesz. Wtedy cały świat pomaga ci tkwić w nieszczęściu. To nie druga osoba, lecz twoja jaźń jest piekłem."​
(Osho)
 
Projekcja jest jednym z mechanizmów obronnych, czyli różnego rodzaju trików mających na celu ochronienie naszej świadomości (naszego ego) przed zagrażającymi informacjami. Pojęcie projekcji (i innych mechanizmów obronnych) stworzył Zygmunt Freud i jest to jedno z niewielu pojęć, co do których istnienia i prawdziwości nie ma wątpliwości chyba większość psychologów, niezależnie od nurtu.
 
Co jest istotą projekcji? 
 
Jest to przypisywanie innym ludziom swoich własnych negatywnych cech, uczuć lub motywów postępowania, które zostały wyparte ze świadomości i funkcjonują w przestrzeni podświadomości. Inaczej mówiąc, przedmiotem projekcji są te „kawałki” naszego Ja, z którymi z jakichś powodów się nie utożsamiamy. Jaki jest tego efekt? Złość i poirytowanie w kontakcie z drugą osobą, a nawet na samą myśl o niej.
 
Nieświadoma część, czyli Cień w każdym z nas
 
Projekcja jest silnie powiązana z koncepcją Cienia. Cieniem nazywamy tę część naszej nieświadomości, w której gromadzimy te wszystkie elementy (cechy, wzorce zachowań), których nie akceptuje nasza świadoma część. To te wszystkie rzeczy, o których możemy powiedzieć „ja taki nie jestem”, a które w jakiś sposób z nami „grają” w codziennej rzeczywistości. W jaki sposób grają? Wzbudzają w nas nieadekwatne oburzenie. Złoszczą. Irytują. Wkurzają. Przede wszystkim w innych osobach.
 
Najprościej mówiąc Cień to taka część naszej psychiki, która stała się schowkiem na wszystkie te cechy, postawy czy wzorce zachowań, które są przez nas niechciane. Umiejscowione są tam na przykład zachowania agresywne, mało kto się utożsamia ze swoją agresją, jest to raczej coś czego się wypiera, mówi, że przydarzyło mu się to, itd. Ważne jest jednak to, że w strefie Cienia znajdują się często rzeczy, które warto wyciągnąć na światło dzienne, bo można je wykorzystać. Warto również poznać swoją ciemną stronę i nauczyć się ją w bezpieczny sposób na powrót połączyć z naszym „jasnym” Ja.
 
W jaki sposób kształtuje się Cień?
 
Cień (pojęcie wprowadzone do współczesnej psychologii przez C.G.Junga) kształtuje się od najmłodszych lat, kiedy uczymy się jacy możemy/powinniśmy być, a jakimi być nie wolno, nie wypada, nie można. Wszystko, co tłumimy i usuwamy do nieświadomości w obawie przed odrzuceniem przez innych ludzi formuje nasz Cień. Oczywiście, ocena co może spowodować odrzucenie, a co nie, nie zawsze jest racjonalna, ale na dany moment coś nam daje. Poza tym, to, co kiedyś było zagrażające i niepotrzebne, dziś może się okazać bardzo przydatne i pożyteczne. Dlatego warto zrobić porządek w tym zakurzonym i zabitym deskami schowku na strychu…
 
Jean Monbourquette, autor fantastycznej książki „Oswoić swój cień” pisze tak:
 
Cień – jako strona osobowości – jest tajemniczą rzeczywistością, która intryguje nas, a czasami przeraża. Jest przyjacielem czy wrogiem? Zależy to od tego, jak ją postrzegamy i w jaki sposób z nią współdziałamy. (…) Daleka od sterylności i bierności, owa dzika i nierozwinięta cząstka nas samych wciąż oczekuje, że ją przyjmiemy i wykorzystamy. Biada tym, którzy ją wciąż ignorują! Pewnego dnia niczym rwący potok siłą znajdzie drogę do świadomości i wtargnie do niej. Z drugiej strony, jeśli przyjmiemy cień życzliwie, będziemy w stanie się z nim zaprzyjaźnić. On z kolei odkryje bogate źródła, które może nam zaoferować.
 
Na czym polega wspomniane zaprzyjaźnianie się? 
 
Na akceptacji tego, co w Cieniu się znajduje i przyjęciu do swej świadomości. W końcu, to, co w Cieniu to także my, nasze zapomniane aspekty, które należy zintegrować, aby być coraz pełniej sobą. Z kolei kontynuowanie zaprzeczania części samego siebie, może się obrócić przeciwko nam. Im bardziej coś spychamy, tym większą energię to coś otrzymuje. A to trochę jak ze zwiększającym się ciśnieniem pod zaworem. Kiedyś w końcu eksploduje z hukiem. Normalne jest, że Cień może nas przerażać, ale wyciągnięcie jego zawartości na światło dzienne pozwala na dokładniejsze przyjrzenie się i integrację. 
 
A co możemy spotkać w Cieniu?
Agresję, seksualność, siłę, myślenie o sobie (pod etykietą egoizmu), asertywność (pod etykietą nieposłuszeństwa), prawo do własnego zdania, dążenie do własnych celów (np. pod etykietą bycia upartym), twórczość, wpadanie w złość…i pewnie wiele więcej. Wszystko zależy od tego jak dana osoba była wychowywana i było akceptowane, a co nie.
 
Z brakiem integracji Cienia wiąże się jeszcze jedno zjawisko – projekcja Cienia na innych ludzi. 
Nasz Cień ma tendencję do ujawniania się w tym, jak postrzegamy innych ludzi. Nasza percepcja zostaje zakłócona, bo widzimy w innych to, co sami mamy w Cieniu…z początku ciężko to zaakceptować, ale prawda jest taka, że często to, czego nie chcemy zaakceptować u siebie projektujemy, jak film, na innych. No i oczywiście często strasznie nas oni wszyscy wkurzają i irytują…Jest to jedna z głównych przyczyn konfliktów międzyludzkich.
 
Należy pamiętać, że kontakt ze swoim Cieniem powoduje lęk, a w konsekwencji projekcja ten lęk redukuje. A to jest bardzo silny motyw ludzkiego postępowania, jeśli nie jeden z najsilniejszych. Więc nie ma co się dziwić, że ludzie nie widzą swoich projekcji, a jak im ktoś zwróci uwagę, to z reguły nie chcą tego przyjąć do wiadomości, albo jest im bardzo trudno to zrobić.
 
Jak rozpoznać swój cień? 
 
Jak zawsze metod jest mnóstwo. Jedna z nich wynika z akapitu powyżej – świadoma obserwacja tego, co nas w innych irytuje. Może złości cię czyjaś arogancja, bo sama nie potrafisz stanowczo postawić na swoim, a przecież jest też w tobie taki mający-wszystkich-gdzieś kawałek? Może denerwuje cię, że ktoś bałagani, bo sam, jako totalny perfekcjonista nie pozwalasz sobie na odrobinę nieporządku, a jest w tobie też bałaganiarz? A może wkurza cię, że ktoś jest leniwy, bo sam nie potrafisz dać sobie trochę luzu, a jakaś część ciebie bardzo chciałaby się polenić? Mnie strasznie denerwują ludzie nieodpowiedzialni…i tak, tak, za wszystko (nawet to, co nie moje) biorę odpowiedzialność, co nie zawsze się dla mnie dobrze kończy.
 
Jean Monbourquette podaje kilka strategii poznawania swojego Cienia, a jedna z nich to seria pytań do samej siebie. 
Kilka przykładów: 
1. Jakich tematów zwykle unikam w rozmowach z innymi ludźmi: seksu, wiary, niekompetencji, agresywności, ambicji? – Cokolwiek by to nie było, nie chcesz o tym rozmawiać, bo lękasz się odkryć coś, czego się wstydzisz. 
2. W jakich sytuacjach staję się nerwowy, przeczulony, wycofuję się? Jakiego rodzaju uwag się obawiam? – Dyskomfort i gwałtowna reakcja, to dowód na to, że wrażliwa część twojego Cienia została zraniona. 
3. W jakich sytuacjach czuję się zakłopotany? 
4. Które aspekty mojego „ja” uważam za społecznie udane? Co chciałbym żeby widzieli inni? Jakie są przeciwstawne cechy, te które musiałem stłumić, by podkreślić moje pozytywne cechy? 
 
Jeszcze innym sposobem na odkrycie swojego Cienia, to obserwacja swoich fantazji i marzeń zarówno we śnie jak i na jawie. Mogą tam się przejawiać gwałtowne cechy, ale może się też ujawniać tzw. biały Cień – cechy pozytywne, twórcze inspiracje itp.
 
Kilka przykładów
 
Matka krzyczy na synka. Uważa, że źle się zachowuje, jest wyjątkowo agresywny. Jednakże tak naprawdę, to ona jest agresywna. Projekcja umożliwia matce uniknięcie frustracji (swe nieakceptowane cechy agresywne przypisała dziecku). Z kolei synek, nie wie, za co jest karcony i dlaczego (zniekształcenie rzeczywistości).
 
Magda nie cierpi swojej sąsiadki, aż ją trzęsie ze złości na jej widok, chociaż ta w zasadzie niczym konkretnym jej się nie przysłużyła. W sumie zawsze jest dla niej miła, zagaduje. Któregoś dnia, Magda mówi do męża: „Maryśka to mnie dopiero nie lubi, mówię ci. Mijałam ją dzisiaj po drodze, to tak się na mnie patrzyła, że mało, co mi oczu nie wydrapała..”
 
Ego nie chce przyjąć do wiadomości, że jest agresywne, bo to oznaczałoby, że jest złe. W związku z tym, rzutuje swoją agresję na zewnątrz – łatwiej jest sobie poradzić z zagrożeniem z zewnątrz niż z wewnątrz.
 
Wyobraźmy sobie coś trochę bardziej złożonego. Przykład z zaobserwowanej przeze mnie rzeczywistości. Mamy dwie przyjaciółki, dajmy na to Zofię i Jagodę. Zofia ma poważne problemy życiowo-psychologiczne, ale nie chce iść do żadnego specjalisty, choć Jagoda próbuje ją do tego namówić. Jagodę cała sytuacja coraz bardziej irytuje. Spytana co konkretnie ją denerwuje w Zofii odpowiada, że bierność. No dobrze, czy to koniecznie znaczy, że Jagoda jest bierna, a sama tego nie widzi? Niekoniecznie. Bo Jagoda uważa jeszcze, że ta bierność to jest też takie rozczulanie się nad sobą. To wszystko są pejoratywne określenia, ale co może się za tym kryć pozytywnego? To, co mi pierwsze przyszło do głowy, to po prostu dbanie o siebie, wyrozumiałość dla siebie i pozwalanie sobie na bycie „miękkim”. W skrajnej formie, może to przybrać formę rozczulania się, jasne, ale chodzi mi o to, co jest najważniejsze gdy się odkryje istotę tego, na co tak mocno reagujemy. To jest sygnał, że to gdzieś w nas jest i domaga się uwagi. Czy Jagodzie przyda się trochę porozczulać nad sobą? A może przyda się jej więcej wyrozumiałości dla własnych słabości? Tu już ona sama musi sobie odpowiedzieć, ale przypuszczam, że tak.
 
Podobnie jest z projektowaniem agresji, czyli na przykład z poczuciem, że wszyscy wokół są niebezpieczni, albo jakaś konkretna osoba przeraża albo irytuje swą jawną agresją. Czym innym może być agresja, poza swą oczywistą powłoką? Wyznaczaniem swoich granic? Stawianiem na swoim? Stawaniem we własnej obronie? Owszem, projektować agresję może ktoś kto sam jest ewidentnie agresywny. 
 
Ale może się też zdarzyć tak, że będzie robić to ktoś, kto chciałby być agresywny, ale boi się tego wewnętrznego impulsu. Nie jest w stanie wyobrazić sobie siebie agresywnym. Trudno mu uwolnić w sobie ten impuls, bo „agresja jest zła”, dlatego sam ją tak intensywnie piętnuje i dostrzega wszędzie, nawet tam, gdzie jej nie ma. A może się okazać, że gdy w końcu skontaktuje się z tą agresywną częścią siebie, za agresją będzie stała chęć stanowczego wyrażenia siebie, bez względu na to, co myślą i chcą inni.
 
Dlaczego warto obserwować siebie i swoje projekcje? 
 
Ponieważ niosą one ważne dla nas informacje o tym, czego nam brakuje, o tym, co tkwi niewykorzystane w naszej nieświadomości. Jednocześnie, zaobserwowanie projekcji pomaga uzdrowić trudne relacje i zmniejszyć częstotliwość konfliktów. Pojawia się też zrozumienie i akceptacja własnych, często gwałtownych, reakcji na innych ludzi. To pomaga bardziej cieszyć się życiem.
 
Jak to robić? 
Niestety nie jest to proste, czasem może być wręcz niemożliwe bez pomocy kogoś z zewnątrz. W relacji z drugim człowiekiem dochodzi jeszcze jeden czynnik – najczęściej obie osoby projektują na siebie nawzajem i tworzy się plątanina świadomych i nieświadomych motywów, własnych i cudzych. Ciężko jest się czasem w tym połapać. A jednak, da się. Im większa samoświadomość, tym łatwiej jest przyłapać siebie samego na projektowaniu. Otwartość pomaga nam przyjąć czyjeś uwagi i spojrzeć na nie z dystansem. Im mniej ego w naszych zachowaniach i relacjach, tym łatwiej jest się uwolnić od nieświadomego projektowania i przejść do świadomego integrowania trudnych informacji. Nie da się tego zrobić od razu, nie da się też podejść do tego zadaniowo. To raczej proces rozwojowy, przez który przechodzimy w ciągu życia. Możemy go oczywiście świadomie wesprzeć sami, lub z pomocą terapeuty.
 

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#14 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 09 czerwiec 2019 - 15:23

Filozoficzny 4

 

O światopoglądzie
 
Hegel powiedział kiedyś, że sowa Minerwy podnosi skrzydła do lotu, dopiero wtedy, gdy zapada mrok. To powiedzenie jest w dwojakim sensie prawdziwe. Po pierwsze dlatego, że śledząc historię widzimy, że filozofia rozwija się nie w okresach szczytowych danej cywilizacji, ale później. Tak było np. w starożytnej Grecji, nie za Peryklesa, ale o wiek później, podobnie w Średniowieczu, nie w wieku XII ale w XIII. Po drugie, ludzie zaczynają się interesować filozofią dopiero, gdy zapada mrok, gdy jest kryzys. Taki czas przeżywamy dzisiaj. Ludzie o światopoglądzie dość dużo dyskutują i przychodzą często do filozofów, prosząc, abyśmy im pomogli robić światopogląd. 
 
Może Państwo wiedzą, że są dwa rodzaje filozofii. Większość filozofów do początku obecnego wieku uważało za swój obowiązek, fabrykować światopoglądy. To co oni nazywali filozofią, to były namiastki albo apologie światopoglądu (w szczególności religii). Filozofowie ci myśleli, że są prorokami. Inny gatunek filozofów nowożytnych, do których ja się zaliczam, to ci, którzy myślą, że filozofia jest nauką i że żadnego światopoglądu fabrykować nie może. 
 
Jeżeli Państwo sądzą, że ja tutaj podam jakiś gotowy, przysmażony światopogląd, to Państwo się mylą. Ja nie umiem fabrykować światopoglądu, to jest zadanie dla proroków, a nie dla filozofów. Filozof nie moralizuje a analizuje. My nazywamy się filozofami analitycznymi. Wszystko, co jest dziś żywe w filozofii, jest analityczne. Chcę tutaj zastanawiać się nad światopoglądem. Natomiast jaki Państwo wybiorą światopogląd, to jest Ich rzecz. 
 
Wykład ten będzie składał się z trzech części: 1. Wprowadzenie, 2. Określenie, 3. Uzasadnienie. 
 
Wprowadzenie
 
W analizie, zanim spróbuje się odpowiedzieć na pytanie, podstawową rzeczą jest zadanie sobie pytania, co to jest za pytanie, o co właściwie tu chodzi. Jeśli np. ktoś pyta, co to jest światopogląd, to zastanawiamy się, czego on chce. Gdy ktoś pyta mnie, co to jest krowa, to może on po polsku nie rozumie i wówczas muszę mu powiedzieć, to jest "Kuh". Jest to czysto językowe zagadnienie. A może ów pytający jest biologiem i chce wiedzieć, co w tej krowie jest, ile ma ona żołądków itd. Jest to zupełnie inny rodzaj pytania - nie językowego, ale realnego. 
 
Jeśli zapytamy tutaj, co to jest światopogląd, to trzeba stwierdzić, że zagadnienie jest przede wszystkim językowe. Chodzi o to, w jakim sensie używa się słowa "światopogląd". Zatem trzeba najpierw zorientować się, co ludzie chcą powiedzieć, gdy używają tego wyrażenia. Nie jest to jednak zagadnienie tylko językowe, gdyż istnieją w świecie pewne rzeczywistości (pewne rzeczy), które odpowiadają słowu "światopogląd". Weźmy np. partię hitlerowską, która przyznawała się do pewnej ideologii. A ideologia jest pewnego typu światopoglądem. Nie jesteśmy zatem zupełnie wolni, aby używać tego wyrażenia, jak się nam podoba. Dlatego zagadnienie to ma charakter pośredni, w dużym stopniu jest czysto językowe, lecz jednocześnie odgrywa tu pewną rolę strona empiryczna. Stąd należy postawić pytanie, jak te rzeczy w świecie funkcjonują. To byłaby pierwsza uwaga. 
 
Druga dotyczy spostrzeżenia, że dzisiaj mamy do czynienia z ogromnym pomieszaniem pojęć. Wielu ludzi mówi o światopoglądzie lecz nie używają oni ściśle sprecyzowanych słów i powstaje nieprawdopodobny mętlik. Dzieje się tak nie tylko u naszych kochanych dziennikarzy, którzy zawodowo rozkoszują się w mętliku, ale nawet u wybitnych myślicieli. Na przykład B. Russell, jeden z najbardziej wpływowych myślicieli XX wieku, chciał swego czasu nawrócić się na komunizm. Pojechał do Rosji, gdzie przebywał sześć tygodni, dyskutując z Leninem, Gorkim, Trockim i innymi. Po powrocie napisał jedną z najlepszych książek, jaką kiedykolwiek napisano o tym towarzystwie. Na wskroś ich przejrzał. Nosi ona tytuł The Practice and Theory of Bolshevism. Ze swoich rozważań wyciągnął wniosek, że komunizm jest rodzajem islamu. Salva reverentia dla mistrza (kiedyś w telewizji powiedziałem, że moje pokolenie wyrosło w cieniu Russella), jego twierdzenie jest zupełnym pomieszaniem pojęć. Islam bowiem jest religią, jest zatem ześrodkowany wokół czegoś sakralnego, świętego. Z innej strony islam nie jest ideologią, nie posiada wiec żadnego programu naprawienia świata. Nazywając zatem komunizm "islamem" robi się wielką krzywdę islamowi. Jest to przykład nieporozumienia, i to u tak wielkiego myśliciela, a co dopiero u innych, pomniejszych. 
 
Jeszcze parę słów o historii nazwy "światopogląd". Jest to wyrażenie wynalezione przez Niemców. Do tego stopnia jest niemieckie, że w wielu językach nie ma odpowiednika, np. w języku angielskim używa się niemieckiego słowa "Weltanschauung". Polskie wyrażenie "światopogląd" jest dziwolągiem, niezgodnym z duchem języka polskiego. Powinno się mówić "pogląd na świat". 
 
O ile wiem, wyrażenie to pojawia się po raz pierwszy w roku 1813 w książce niejakiego Schleiermachera, dworskiego, protestanckiego kaznodziei i sentymentalnego filozofa. Następnie zostało to rozpracowane przez innego irracjonalistycznego filozofa Dilthey'a, który pisał o psychologii światopoglądu. Jest to zatem niemiecka rzecz, która ma w sobie cechy niemieckiego myślenia, o którym będziemy jeszcze mówili. 
 
Dlaczego Schleiermacher i jego następcy wprowadzili to słowo do swoich rozważań? O ile się orientuję dlatego, że potrzebowali pojęcia, które byłoby ogólniejsze od pojęcia "religii". Ludzie niewierzący mieli jakieś poglądy, których nie można było nazwać "religią", więc nazwano to "Weltanschauung". Światopogląd jest uogólnieniem pojęcia religii, które stosuje się też do ateistów. 
 
Określenie
 
Najpierw powiem czym światopogląd, moim zdaniem, jest, następnie czym on nie jest, by w ten sposób dać wyczerpujący opis. 
 
Światopogląd to Welt-anschauung. Niemieckie słowo "Schau" oznacza z jednej strony "wizję", a z drugiej oznacza coś emocjonalnego, uczuciowego. Stąd "światopogląd" ma dwie strony: ma stronę umysłową, jest pewnym poglądem, zespołem zdań i ma stronę emocjonalną, uczuciową, jest pewnym afektywnym ustosunkowaniem się do jakiejś rzeczywistości. Wobec tego, że Niemcy mają dziwne skłonności do irracjonalizmu, do sentymentalizmu, do uczuciowego podejścia, położono przesadny nacisk na stronę uczuciową. Do tego stopnia, że wielu autorów definiuje światopogląd, jako emocjonalne odnoszenie się do świata. Oczywiście wolno taką definicję przyjąć, tak jak "krowę" można nazwać "logarytmem". Pojawią się wówczas pewne nieporozumienia, gdy następnie stwierdzę, że logarytm ma rogi i daje mleko. Ludzie będą bardzo zdziwieni. 
 
Jak już powiedziałem nie jest to sprawa czysto językowa, bo istnieją pewne rzeczywistości, które nazywamy "światopoglądami". Istnieją np. światopogląd nazistowski, światopogląd marksistowsko-leninowski, światopogląd chrześcijański. W każdym z tych światopoglądów mamy te dwie strony, o których wspomniałem. Są tam nie tylko postawy uczuciowe, ale są równocześnie poglądy tzn. zespoły zdań. Co więcej na pierwszym miejscu znajduje się owa strona zdaniowa, czyli twierdzenia, że świat jest taki a taki, a wtórnie mamy do czynienia ze stroną uczuciową. Dlatego proponowałbym następującą, wstępną definicję światopoglądu: 
 
"Światopogląd jest zespołem poglądów na podstawowe zagadnienia świata i życia ludzkiego wraz z uczuciową postawą zajętą w stosunku do nich przez człowieka." 
 
Tak pojęty światopogląd ma cały szereg cech, spośród których wymienię trzy, które odnoszą się do treści światopoglądu. Po pierwsze, każdy światopogląd jest zespołem zasad porządkujących całość myśli człowieka. Porządkuje to, co człowiek wie, co przeżył, w co wierzy. To jest nawiasem mówiąc główny powód, dlaczego filozofia nie może być światopoglądem. Dlatego, że filozofia nie jest syntezą, lecz analizą. Po drugie, każdy światopogląd zawiera normy moralne, przykazania, nakazy w formie: będziesz to czynił, a nie będziesz czynił czegoś innego; np. jeżeli ktoś jest chrześcijaninem, to ma kochać bliźniego, natomiast, gdy ktoś jest komunistą, to ma walczyć o zwycięstwo Związku Radzieckiego. Po trzecie, każdy światopogląd zawiera odpowiedzi na tzw. zagadnienia egzystencjalne. Są to zagadnienia graniczne w systemie Jaspersa, czyli zagadnienia związane z sensem życia, ze śmiercią, cierpieniem, miłością. 
 
Pod względem formy jedna rzecz jest oczywista - każdy światopogląd jest sprawą wiary, nie nauki, bowiem jest niedowodliwy. Znaczy to, że człowiek w pewnym momencie decyduje się na przyjęcie takiego czy innego światopoglądu. Do tych zagadnień powrócę jeszcze w trzeciej części tego wykładu. Druga cecha formalna to pewność: wątpiącego światopoglądu nigdy nie było. Jeśli ktoś mówi, że jego światopogląd jest sceptyczny, to znaczy, że on nie ma światopoglądu. Światopogląd jest bowiem zawsze bezwzględny. Ten charakter związany jest z pewną cechą logiczną. Światopogląd jest mianowicie stanowiskiem, z którego wszystkie inne sprawy się ocenia, a człowiek nie może wyskoczyć poza swoje założenia. 
 
(...) Światopogląd to tyle co zespół zdań wyjaśniających całość doświadczenia danego człowieka, i to nie tylko doświadczenia faktów, ale także wartości. Światopogląd zawiera równocześnie odpowiedź na podstawowe pytania, jakie człowiek może sobie zadać: egzystencjalne, moralne i dotyczące świata jako całości. W tym znaczeniu mówimy np. o światopoglądzie chrześcijańskim, światopoglądzie Azteków, hitlerowskim itp. 
 
Zarówno religia jak ideologia zawierają światopogląd, ale obok niego także inne składniki. 
 
Podstawową cechą każdego światopoglądu jest jego podmiotowość, subiektywizm. Żaden światopogląd nie może być udowodniony, ale jest zawsze przyjęty aktem wiary.
 
Teraz wypada powiedzieć, czym światopogląd nie jest. Najpierw ogólna metodologiczna zasada. Gdy chce się wiedzieć, czym różni się zwierzę od rośliny, nie trzeba rozpatrywać bakterii. Należy wziąć lwa i sosnę. W naszym przypadku trzeba wziąć światopogląd, względnie czysty, nie zaś jakieś pośrednie przypadki. 
 
Istnieją poglądy, które są specyfikacjami światopoglądu. 
 
Dodają coś własnego, co nie przysługuje wszystkim światopoglądom. Są co najmniej dwa typy takich poglądów: religia i ideologia. Proszę zauważyć, że każda religia jest światopoglądem i każda ideologia jest światopoglądem. Nie każdy jednak światopogląd jest religią i nie każdy światopogląd jest ideologią. Pojęcie światopoglądu jest szersze. Dlaczego tak jest? Ponieważ każda religia zawiera coś zupełnie specyficznego, mianowicie, odnoszenie się do świętości, czyli ma charakter sakralny. Ten element nie należy do światopoglądu, jako takiego. Można mieć pogląd na świat, a nie być człowiekiem wierzącym, religijnym. Jeden z największych filozofów polskich powiedział mi kiedyś, że nigdy nie mógł zrozumieć czym jest świętość i konsekwentnie nie wie, co to jest religia. 
 
(...) Religia jest pod kilkoma względami nadzwyczaj złożonym zespołem zjawisk. I tak w każdej religii występują najpierw pewne sposoby zachowania (np. obrzędy), po drugie pewna mowa (mowa religijna, sakralna), po trzecie pewne typowe postawy uczuciowe ("uczucia religijne"), wreszcie zespół pewnych poglądów (credo). Ten ostatni stanowi, jak się zdaje, ośrodek i podstawę całości zjawiska. 
 
Skądinąd można i należy odróżnić w religii 1. pewną postawę wobec świętości (Boga itp.), tj. wobec wartości zwanych numenalnymi; 2. pewną odpowiedź na zagadnienia egzystencjalne (o sens ludzkiego życia, śmierci i cierpienia itd.); 3. pewien kodeks przepisów (przykazań) moralnych; 4. pewien pogląd na świat, tj. zbiór twierdzeń wyjaśniających np. pochodzenie świata itp.
 
Z religią sprawa ma się, jak z jarzyną. Każdy wie co to jest, nie sposób jednak podać jej definicji. Podobnie też sprawa ma się z ideologią, która zawiera zawsze pewien światopogląd, ale poza tym pewne wytłumaczenie historii, np. u komunistów, jak się ludzkość rozwijała, jak doszło do obecnego stanu itd. Ponadto każda ideologia zawiera plan, jak poprawić świat, co jest obce światopoglądowi, jako takiemu. Religia nie zawiera tych dwu cech ideologii. 
 
Dzisiaj istnieje wielka groźba dla religii. Próbuje się zrobić z religii ideologię. Otóż religia bardzo często bywała ideologią, ale to nie jest dla niej komplement. Galileusz, bardzo wierzący człowiek, powiedział kiedyś, że Pismo Święte uczy nas, jak dostać się do nieba, a nie jak niebo się obraca. Dobrze byłoby, aby to niektórzy księża zrozumieli, że Pismo Święte daje człowiekowi odpowiedź na najważniejsze zagadnienia egzystencjalne, a nie, jak należy świat urządzić. Ideologia wie, jak należy świat uszczęśliwić i wiadomo, jak to ideologowie robią. My, Polacy najlepiej wiemy, jakie są zbawienne skutki tego naprawiania. 
 
(...) Ideologia jest szczególnym rodzajem światopoglądu, zawierającym, obok odpowiedzi na pytania metafizyczne, egzystencjalne i moralne, także dwa inne składniki, które znajdujemy tylko w ideologiach. 
 
Tymi składnikami są, po pierwsze, pewna teoria historiozoficzna, tłumacząca rolę danej grupy ludzkiej (narodu, klasy itd.) w dziejach ludzkości, a po drugie, recepta na zbawienie ludzkości.
 
Istnieją też pewne dziedziny, które nie są światopoglądami. Do nich należy nauka. W nauce przyjmuje się tylko twierdzenia sprawdzalne. Patronem naukowców jest św. Tomasz Apostoł, który powiedział, że jeśli nie zobaczy, to nie uwierzy. Twierdzenia sprawdzalne są to takie twierdzenia, które potrafi i ktoś inny zrozumieć. Są to tzw. twierdzenia intersubiektywne. Światopogląd jest niedowodliwy. Stąd naukowy światopogląd nie istnieje, to jest sprzeczność, jak "żelazne drzewo" lub "kwadratowe koło". 
 
Nauką nazywa się zespół zdań posiadających następujące cechy: 1. dotyczą wyłącznie faktów zachodzących w świecie, 2. mają charakter obiektywny, są sprawdzalne intersubiektywnie, tj. przez co najmniej dwie różne osoby, 3. zostały ustalone ze starannością, którą odznaczają się naukowcy, 4. zostały ogłoszone przez specjalistów pracujących w danej dziedzinie.
 
Inna dziedzina dużo trudniejsza to zabobon. Ideologie są dzisiaj mniej rozpowszechnione niż zabobony. Na trzech dorosłych Amerykanów, jeden płaci za horoskopy. Co to jest zabobon? Definicja jest niezmiernie trudna. Chyba, że ktoś uzna, że zabobonem jest to wszystko, co jest z jego światopoglądem sprzeczne. Taka odpowiedź nie zadawala jednak filozofa, który chce te zagadnienia rozważać z pewnego ogólnego stanowiska, nie wiążąc się z żadnym światopoglądem. 
 
Jaka jest jednak różnica miedzy światopoglądem a zabobonem? Ująłbym to w następujący sposób: światopogląd zawiera syntezę, wyjaśnia całość ludzkiego doświadczenia, a zabobon jest zawsze fragmentaryczny. 
 
Uzasadnienie
 
Wszyscy jesteśmy pod urokiem Oświecenia. Oświecenie to był okres, w którym ludzie doszli do przekonania, że nauka może rozwiązać wszystkie zagadnienia. Z ich punktu widzenia światopogląd Oświecenia jest światopoglądem naukowym, jest światopoglądem udowodnionym. Pogląd ten był poglądem pokolenia mego ojca. Ta wiara rozpowszechniona jeszcze w masach, także inteligenckich, jest zupełnie nieznana na poziomie uniwersyteckim. Nikt na wyższym poziomie uniwersyteckim w takie rzeczy nie wierzy. Wszyscy wiedzą, że światopogląd naukowy to żelazne drzewo. 
 
Światopoglądu udowodnić się nie da, dlatego, że norm moralnych nie można udowodnić. Nie można udowodnić, że mam kochać bliźniego. Można powiedzieć, że to służy społeczeństwu, ale ktoś może zapytać, dlaczego on ma służyć społeczeństwu? Nie można dowodliwie także odpowiedzieć na problemy egzystencjalne. Choćby z tych dwu względów, światopogląd naukowy nie jest możliwy. Wreszcie jest cały szereg rzeczy, które mogłyby być udowodnione, lecz które w rzeczy samej nie są. Takimi są np. syntezy ogólne. Trzeba być niepoczytalnym, by chcieć zrobić ogólną syntezę dzisiejszej wiedzy. W świecie istnieje dzisiaj ponad 100 tysięcy czasopism naukowych. Synteza naukowa nie jest dziś naukowo możliwa. Poglądów Oświecenia nie da się dzisiaj obronić. 
 
Niedługo będę miał odczyt na temat "Wpływu marksizmu-leninizmu w dzikich krajach". To co w nim pociąga ludzi na niższych poziomach cywilizacji to oświeceniowa, dzisiaj przestarzała, wizja świata. Są to prymitywy z XIX wieku. Dzisiaj wiemy, że światopogląd jest niedowodliwy. 
 
Muszą być jednak pewne racje, choćby w formie częściowego uzasadnienia przemawiającego za światopoglądem, który człowiek przyjmuje. Filozofa interesuje przede wszystkim, jakie jest to uzasadnienie. Doszedłem w tej sprawie do następujących wniosków. My zwykle wrastamy w jakiś światopogląd, ale w pewnym okresie życia, na pewnym etapie rozwoju zadajemy sobie pytanie, jakie jest uzasadnienie światopoglądu. 
 
Uważam, że możliwe są tylko dwa uzasadnienia. Jedno, to uzasadnienie z autorytetu. W środowiskach inteligenckich ten argument nieraz nie zdaje egzaminu. Drugim, możliwym argumentem jest argument z hipotezy światopoglądowej. Wyobrażam to sobie tak. Człowiek w chwili kryzysu mówi sobie: "Gdybym został buddystą (albo chrześcijaninem, czy kimś podobnym), wówczas moje życie nabrałoby sensu". Logicznie mówiąc, klasa zdań, które uznaję za prawdziwe, zostałaby w jakiś sposób uporządkowana. Człowiek tworzy sobie pewną hipotezę światopoglądową. Jest to racjonalne przygotowanie, u ludzi zdrowych psychicznie, do przyjęcia światopoglądu. Światopogląd sam jest sprawą woli, wiary, ale musi być przygotowany przez rozumowanie. 
 
Hipoteza światopoglądowa jest niesłychanie ogólna, co z kolei tłumaczy, dlaczego jest tak trudno z innym światopoglądem dyskutować. Metodologia uczy że, im hipoteza wyjaśniająca jest ogólniejsza, tym trudniej jest ją obalić. Ponadto pole doświadczenia każdego człowieka jest inne i stąd trudności, tak często występujące w porozumieniu się zwolenników dwóch światopoglądów. Hipoteza światopoglądowa jest jednak elementem racjonalnym, który sprawia, że przyjęcie światopoglądu nie jest sprawą zupełnie dowolną. 
 
Na zakończenie chciałbym dodać następującą rzecz. Światopogląd jest punktem wyjścia absolutnym. Nie ma stanowiska poza światopoglądem. Można światopogląd odrzucić, ale tylko w imię innego światopoglądu. Zatem człowiek, który przyjmując jakiś światopogląd zaczyna go krytykować, jest z logiką nie w porządku. Można światopogląd zmienić, ale nie można pozbyć się światopoglądu, bo człowiek musi mieć jakieś stanowisko, z którego będzie wszystko osądzał i oceniał. Tym stanowiskiem jest jego światopogląd. Naturalnie byłoby lepiej, gdybyśmy byli jak mieszkańcy wiosek tybetańskich, czy w Górnym Walisie, którzy są niesieni przez swoją grupę społeczną, którzy nie potrzebują myśleć. Światopogląd jest im dany. Niestety to nie jest nasz przypadek, szczególnie nie nasz emigrantów. My jesteśmy wyobcowani, wyrwani z naszych gromad. Żadna grupa ludzka nas nie niesie i za światopogląd jest każdy z nas osobiście odpowiedzialny. 
 
Bardzo ważną rzeczą w życiu jest mieć światopogląd i jak się raz go w życiu obrało trzeba przy nim stać. Można go zmienić, ale nie jest logicznie dopuszczalne mieć wątpliwości, gdy tkwi się wewnątrz światopoglądu. Jak pięknie mawiał o. J. Woroniecki, można mieć tysiąc trudności, ale tysiąc trudności nie stanowią jednej wątpliwości. Światopogląd jest stanowiskiem absolutnym.
 

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#15 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 11 czerwiec 2019 - 17:04

Paranormalny 4

 

Duchy - czym są?
 
Czy wierzysz w duchy? Wiele tysięcy relacji z całego świata pozostawia niewiele wątpliwości co do tego, że doświadczenia nękające ludzi są całkiem prawdziwe. Ale co je powoduje i dlaczego?
 
Widziałeś je w filmach, czytałeś relacje o ich wytrącających z równowagi działaniach a także oglądałeś telewizyjne show i dokumenty robiące z nich sensację. Prawdopodobnie widziałeś ich rzadkie zdjęcia, być może słyszałeś także z pierwszej ręki od przyjaciół i krewnych o upiornych spotkaniach. Otrzymuję od czytelników co miesiąc tuziny relacji. Może nawet sam widziałeś ducha.
 
Lecz czym są duchy? Odpowiem ci bez ogródek: Tego tak naprawdę nie wie nikt.
 
Istnieje jednakże tysiące teorii wyjaśniających tysiące udokumentowanych doświadczeń, których doznali ludzie na całym świecie od początku zapisanej historii. Duchy i zjawy wydają się być względnie wspólną częścią ludzkiego doświadczenia. Prawdopodobnie istnieje kilka typów duchów lub zjaw, i potrzeba więcej niż jednej teorii, aby je wszystkie wyjaśnić.
 
Zmarli ludzie
 
Tradycyjny pogląd na duchy mówi, że są one duchami osób zmarłych, którzy z jakichś powodów zostali "zablokowani" między płaszczyzną istnienia i następną, często w wyniku jakiejś tragedii lub urazu. Wielu łowców duchów i osób mających zdolności parapsychologiczne sądzi, że takie ziemskie duchy nie wiedzą, że nie żyją. Wytrawny łowca duchów, Hans Holzer, mówi: Duch jest ludzkim istnieniem, które opuściło ciało fizyczne, zazwyczaj w traumatycznym stanie i zazwyczaj nie jest świadome swojego rzeczywistego stanu. Wszyscy jesteśmy duchami zamkniętymi w ciele fizycznym. Podczas odejścia, nasze ciało spirytualne przechodzi do następnego wymiaru. Duch, z drugiej strony, po urazie, jest zablokowany w naszym fizycznym świecie i musi zostać wypuszczony, by iść dalej.
 
Duchy przebywają w pewnym rodzaju otchłani, w której odwiedzają miejsca własnej śmierci lub miejsca, w których doznawali przyjemności za życia. Bardzo często tego typu duchy mogą nawiązywać kontakty ze światem żywych. Są one na pewnym poziomie świadome życia i reagują, gdy zostaną zauważone przy okazjach, kiedy mogą się zmaterializować. Niektóre osoby mające zdolności parapsychologiczne twierdzą, że mogą się z nimi porozumiewać. A gdy to robią, często próbują pomóc tym duchom zrozumieć, że one nie żyją i przejśc do następnego etapu ich istnienia.
 
Pozostające w miejscu zjawy lub zapisy
 
Niektóre duchy okazują się być zwykłymi zapisami w środowisku, w którym niegdyś przebywały. Żołnierz z czasów wojny widywany jest wielokrotnie, gdy obróci się wzrok na okno domu, w którym kiedyś pełnił straż. Śmiech zmarłego dziecka jest słyszany w korytarzu, w którym ono kiedyś się bawiło. Istnieją nawet przypadki duchów samochodów i pociągów, które nadal mogą być słyszane i widziane, choć one same już dawno przeminęły. Tego typu duchy nie nawiązują kontaktu lub nie wydają się być świadome życia. Ich pojawianie się i czynnopści są zawsze takie same. One są jak duchopodobne zapisy - tkwiące w miejscu energie - odtwarzane w kółko.
 
Traumatyczny moment z czasem pozostawia nieścieralne odbicie na budynku lub obszarze, podaje Strange Nation w artykule "What is a ghost?", powtarzając się przez wieczność. Może to być jakaś "migawka z przeszłości" - rekreacja jakiegoś traumatycznego lub pełnego uczuć wydarzenia - do kroków w przedpokoju.
 
Co powoduje powstawanie tych zapisów i jak, oraz dlaczego one są odtwarzane, jest tajemnicą. Niezrozumiałe jest to, jak i dlaczego przeszłe wydarzenia są rejestrowane i odtwarzane bez przerwy, pisze Laure Forcella. Jakikolwiek jest rzeczywisty mechanizm, jest pozornie długowieczny, ponieważ ciągłe nawiedzenia mogą mieć miejsce na przestrzeni dekad lub dłużej. Zasadniczo nawiedzanie jest fragmentem lub częścią rzeczywistego wydarzenia.
 
Posłańcy
 
Ten typ duchów występuje najczęściej. Duchy te ukazują się zwykle wkrótce po śmierci, by być blisko ludzi. Są one świadome własnej śmierci i mogą nawiązywać kontakty ze światem żywych. Najczęściej informują swoich kochanych bliskich, że są zdrowe i szczęśliwe i żeby się z ich powodu nie smucić. Duchy te ukazują się krótko i zwykle tylko raz. To jest jak gdyby umyślny powrót z wiadomością mającą na celu pomoc w poradzeniu sobie z ich stratą.
 
Ta kategoria obejmuje zwykle krótkie wizyty u kogoś, z kim łączą je bliskie więzi emocjonalne, mówi Lauren Forcella w "Paranormalnych Śledztwach" (Paranormal Investigations), która nazywa te duchy "kryzysowymi zjawami". Choć zwykle takie spotkanie wydaje się być typem pożegnania, czasami "widzowi" przekazywana jest ważna i przydatna informacja. Chociaż umieranie jest najpowszechniejszym kryzysem, inne groźne sytuacje życiowe również mogą wywołać pojawienie się ducha.
 
Steve Wagner, www.paranormal.about.com
Tłumaczenie: Ivellios

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#16 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 12 czerwiec 2019 - 12:26

Pozostaly 4 (socjologiczny)

 

Jak wpływają na nas inni
 
Psychologia społeczna zajmuje się - wspomnianym już wcześniej - wpływem społecznym, czyli działaniem innych ludzi na jednostkę: na jej myśli, uczucia i zachowania, czyli wszystkie elementy postawy. Działanie innych może być przed jednostkę uświadomione lub też nie. Inni ludzie również mogą wywierać na nas wpływ świadomie - np. manipulacja lub też nieświadomie. Istnieje wiele przejawów działania wpływu społecznego. Jednym z nich jest naśladowanie innych, będące mechanizmem uczenia się. Z modelowaniem zachowań mamy między innymi do czynienia w parze rodzic-dziecko. Kolejny przejaw istnienia wpływu to posłuszeństwo wobec innych, zwłaszcza tych, którzy są dla nas autorytetami. W związku z tym, że posiadają oni nad nami władzę, wywierają na nas wpływ, np. w parze wykładowca-student, pracodawca-pracownik, itp. Kolejny przejaw to mechanizm konformizmu, czyli upodabniania swojego zachowania lub przejmowania zdania innych, konformizm może być świadomy lub nie. Psychologia społeczna dogłębnie bada też postawy, w tym wszystkie ich elementy (myśli, uczucia i zachowania) oraz mechanizmy z nimi związane. Ta gałąź psychologii interesuje się źródłami postaw, sposobami ich zmiany, w tym pojęciem dysonansu poznawczego. Obejmuje on uczucie nieprzyjemnego napięcia, które pojawia się podczas niezgodności dwóch elementów postawy społecznej, np. gdy zachowujemy się niezgodnie z naszymi przekonaniami. Kolejny obszar zainteresowania psychologii społecznej to grupa społeczna, co wyraźnie wskazuje za powiązania z socjologią. W tej sferze psychologię społeczną interesuje tzw. proces grupowy, czyli dynamika zmian, jakie zachodzą w grupie, w tym zmian w obrębie jej struktury, kształtowaniem się ról grupowych, wyłanianiem przywódcy. Istotnymi zagadnieniami są też komunikacja w grupie oraz konflikty grupowe.
 
Kolejnym, istotnym obszarem działania psychologii społecznej jest socjalizacja, czyli proces nabywania norm i wartości, jakie obowiązują w społeczeństwie. Oczywiście trwa ona przez całe życie ale wyjątkowo dynamicznie rozwija się w czasie, kiedy wchodzimy w nowe role i grupy społeczne. Istotne role w procesie socjalizacji pełna znaczące dla nas jednostki: rodzice, nauczyciele, później oczywiście rówieśnicy, partner życiowy. Ważną funkcje przypisuje się więc zarówno rodzinie, jak i szkole czy miejscu pracy oraz instytucjom, np. Kościołowi. Psychologia społeczna bada proces socjalizacji, jego uwarunkowania i przebieg. Zajmuje się także wszelkimi objawami niedostosowania, bada ich przyczyny i skutki, np. nieprawidłowe oddziaływania środowiska, zaniedbanie, itp
 

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#17 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 15 czerwiec 2019 - 22:51

Psychologiczny 5

 

Smutek a depresja
 
„Czuję się smutny, ale mam się dobrze”. Tak powiedziałby zdrowy człowiek. Chory na depresję powie, że „życie nie ma sensu”.
 
Małe i wielkie straty takie jak: utrata aspiracji, myślenia o sobie, utrata pracy, śmierć bliskiej osoby, porzucenie przez partnera, powodują smutek. A przeżycie smutku jest naszą naturalną, zdrową i pożyteczną reakcją. Podobnie jak z naszymi innymi uczuciami, które się pojawiają. Radość, zazdrość, wstyd, złość, jeśli pozwolimy im dojść do głosu, jeśli wybrzmią, nie przerodzą się w niszczące nas i innych reakcje.
 
Ze smutkiem jest podobnie jak z bólem fizycznym. Ból zawsze mówi o tym, że coś złego dzieje się z naszym organizmem. Dostajemy ostrzeżenie, że została zaburzona nasza homeostaza. Musimy wtedy zareagować, dokonać zmiany. Jeśli oparzymy rękę dotykając czegoś gorącego, natychmiast ją cofniemy. Dostaniemy informację o zagrożeniu i potrzebie zmiany. Rękę trzeba będzie obejrzeć i mniej lub bardziej opatrzyć.
 
Smutek zasygnalizuje nam potrzebę dokonania zmiany.
 
Wydaje się, że współczesny człowiek nie pyta, jak się smucić, tylko jak uniknąć smutku. A na to ostatnie pytanie odpowiedź brzmi fatalistycznie: „jest to niemożliwe”. Lepsze byłoby pytanie: jak znosić smutek bez wpadania w panikę? I tu dochodzimy do różnicy między smutkiem a depresją.
 
Różnicę wskaże nam odpowiedź na pytanie: „Czuję się żywy czy martwy”?
 
W trakcie przeżywania smutku bardzo intensywnie kontaktujemy się ze światem, swoim ciałem i uczuciami. Przeżywamy je bardzo głęboko. Pozwolenie sobie na przeżycie bólu, ratuje nas przed martwotą, jaką jest depresja. Przed stanem, w którym będziemy odcięci od siebie-swoich uczuć, pragnień i ciała, ale też od innych ludzi. Pozwalamy, by to doświadczenie zmieniało nas. Nie próbujemy cofnąć czasu, zmienić świata. Żałoba po tym, co utracone pozwala nam zostawić to i pójść dalej. Ale dopiero wtedy… Wydaje się, że postawa „nie rozumiem tego, ale przyjmuję” chroni przed depresją lub bywa krokiem ku zdrowieniu.
 
Jeśli smutek nie mija, a my czujemy się martwi, być może znaczy to, że jesteśmy chorzy na depresję. Być może walczymy dodatkowo z jakimiś dolegliwościami ze strony ciała, obawami o zdrowie, lękiem. Gdzieś w głębi duszy oczekujemy, że ktoś za nas coś zrobi, podejmie decyzję.
 
Tutaj pojawia się potrzeba terapeuty lub kogoś, kto skontaktuje nas z naszym smutkiem. Sami tego łatwo nie zrobimy, bo nauczyliśmy się przecież, jak tego smutku nie przeżywać.
 
Człowiek w depresji (tak jak w chorobach somatycznych) potrzebuje trzech rzeczy:
 
odpoczynku (czyli czasu bez obowiązków), rady i informacji innych (np. lekarza, przyjaciela, terapeuty) oraz wsparcia emocjonalnego. To pomoże mu poradzić sobie w nowych okolicznościach.
 
Depresja, nawet ta ciężka, wieloletnia, dobrze leczona mija i nie potrzebuje tylko jednego – samotności.
 

  • Milkyway lubi to

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#18 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 16 czerwiec 2019 - 13:13

Filozoficzny 5

 

Po co nam rozwój osobisty?
 
To tytułowe pytanie koresponduje z inną ważną refleksją - po co w ogóle żyjemy? Dokąd wiedzie ta droga? Jedni powiedzą - do szczęścia, inni do kariery, sukcesów, fortuny, poświęcenia dla innych. Wydaje się jednak, że wiele prawd zaczerpniętych z doświadczeń rozwoju ludzkiego gatunku, różnych religii i filozofii pokazuje, że na pewno procesy kierujące naszym życiem popychają nas do wkroczenia na jakiś inny - wyższy niż dotychczasowy poziom funkcjonowania, zbliżający nas do osiągnięcia pełni, wewnętrznej całości, a co za tym idzie, do doświadczenia poczucia spełnienia, satysfakcji, a często także swoistego szczęścia. 
 
Mogłoby się wydawać także, iż pytanie zawarte w tytule sugeruje jakąś możliwość dokonania wyboru - będę się rozwijać lub nie. Ale łatwo rozwiać to złudzenie, dostrzegając potęgę natury i procesu życia, nieubłagalnie biegnącego swoim rytmem i doświadczającego nas poprzez różne zdarzenia i sytuacje, zapraszającego jedynie do współdziałania z nim. A więc pod tym względem nie mamy wyboru - życie tym, czego ono nam dostarcza - samo z siebie będzie popychać nas w swoim kierunku, a my wybierając świadomie ścieżkę rozwoju możemy z nim współpracować, pomagając temu procesowi pełniej się wyrazić, lub przeciwstawiając jemu, doświadczać życia jako pełnego przeciwności, wymierzonego w nas, krzywdzącego i niesprawiedliwego. 
 
Jeśliby poczucie satysfakcji, spełnienia, odczucia, że życie nam sprzyja, uznać za wskaźniki znajdowania się na drodze świadomego rozwoju, to odczucia krzywdy, zmagań, rozczarowania, niesprawiedliwości byłyby wskaźnikami wyhamowywania tego procesu. Nie należy jednak ulec złudzeniu, że rozwojowe jest to, co uważamy za przyjemne i satysfakcjonujące, a wymierzone przeciwko niemu to, co trudne, nieprzyjemne, napawające lękiem. 
 
Osoby, które w świadomy sposób identyfikują się z filozofią życia rozumianego jako droga rozwoju, potwierdzają wspólnotę pewnego doświadczenia, znajdującego się poza wymiarem przyjemności, czy przykrości - doświadczenia przepływu mocy, jakiejś osobistej mocy, oraz odróżniania jej od tego, czym ona w rzeczywistości nie jest - podnietą, "hajem", przyjemnością. Można ją zidentyfikować pytając: Czym charakteryzuje się we mnie stan "szczytowo dobrej formy"? Czujemy wtedy przypływ energii, jesteśmy ożywieni, chce nam się żyć, działać, podoba nam się świat, jesteśmy przepełnieni optymizmem i wiarą w powodzenie różnych działań, myślimy sprawniej, nie przejmujemy się niepowodzeniami (jesteśmy na nie jakby odporniejsi), ufamy ludziom, losowi, Opatrzności, jesteśmy odważniejsi, pewniejsi siebie, bardziej pomysłowi, mamy ochotę coś zjeść, uprawiać seks, coś poznawać i czegoś nowego doświadczyć. 
 
Doświadczenia wielu osób pokazują także, iż poszukując sytuacji i doświadczeń zbliżających nas do źródeł owej mocy zdarza się, że przeżywamy to, gdy bezpośrednio napotkamy na coś, w czym bije sama moc życia. Taki stan na przykład, gdy zobaczymy coś naprawdę pięknego, gdy udało nam się zrealizować trudne zadanie, zakończyć jakąś ważną dla nas pracę, osiągnąć cel, gdy nas za coś chwalono, gdy zjedliśmy coś naprawdę dobrego, jeszcze lepiej - dobrego i wyszukanego, gdy udało nam się z kimś dobrze spotkać - porozumieć, porozmawiać, dotknąć czegoś prawdziwego i istotnego w kontakcie, gdy "nasi wygrali", gdy się w jakiejś słusznej sprawie zakończonej efektem zmęczyliśmy, gdy byliśmy na łonie natury wdychając jej zapach, obraz, najlepiej tak "pełną piersią", po uprawianiu ulubionego sportu, gdy udało nam się zrobić dobre wrażenie, gdy się ładnie ubraliśmy i zrobiliśmy świetne wrażenie, gdy nas pogłaskała kochana ręka, gdy dostaliśmy niespodziewany zastrzyk gotówki akurat w momencie, kiedy mogliśmy dzięki niej zaspokoić jakiś upragniony od dawna cel, gdy śpiewaliśmy głośno z innymi... 
 
Co jest w tych sytuacjach i uczuciach takiego specjalnego? Wszystkim tym stanom i sytuacjom towarzyszył przepływ przepełniającej, ożywczej energii, której nie powinno się pomylić (a można) z niepokojem i podnieceniem. Po drugie - stan spokoju, którego nie należy mylić z ulgą. Po trzecie - radość, której nie powinno się mylić z euforią. Niektóre z tych sytuacji polegały na tym, że udaje nam się dokładnie wyrazić siebie, dotknąć jakiej części siebie charakteryzującej specyficznie właśnie nas. Inna cecha tych sytuacji: doświadczyliśmy przepływu przez nas czegoś większego od nas, wypełnienia tym, budowania, rozwijania, pogłębiania, poczuliśmy, że to co się dzieje w tej sytuacji wzmacnia nas, buduje, rozwija. I w końcu - że wykonaniem pewnych działań w niektórych z tych sytuacji odciskamy nasz własny ważny ślad na rzeczywistości, tworzący jakąś wartość lub przyczyniający się do jej umocnienia. 
 
O naszym rozwoju nie decyduje rodzaj zdarzeń, które nas spotykają, tylko nasza postawa wobec nich, zwłaszcza taka, która nastawiona jest na współdziałanie z procesem życia, odczytywanie jego wskazań, wykorzystywanie doświadczeń do uczenia się, wzmacniania i budowania siebie. Rozwój zdaje się więc jest nieubłagalny, możemy jedynie spowalniać lub przyspieszać jego tempo. 
 
Pozostało by przyjrzeć się jeszcze określeniu "osobisty" przy słowie "rozwój". Wygląda, że chodzi o jakiś bardzo indywidualny przebieg tego procesu, specyficzny i swoisty dla każdego człowieka, jednakże swoisty nie kierunkiem ani celem, a jedynie drogą - sposobami i sytuacjami dochodzenia do tego celu. Te z kolei wywodzą się z naszej indywidualnej konstrukcji - naszych specyficznych cech i właściwości, talentów, uzdolnień, wyposażenia wewnętrznego i konstrukcji fizycznej. Na drodze do osiągania przez nas pełni te nasze specyficzne zasoby chcą się powiększyć, pomnożyć, przekształcić w ich wyższe, pełniejsze postacie. Odnajdujemy ślady tej potrzeby w poczuciu konieczności posiadania jakiegoś trwalszego, solidniejszego, bardziej znaczącego życiowego dorobku, odczuwanej najczęściej dopiero bliżej drugiej połowy życia. 
 
Pierwsze prawo naszego rozwoju osobistego brzmiałoby więc - "dobrze poznaj siebie". Dowiedz się jaki jesteś, po to by uświadomić sobie, co w Tobie pragnie się pełniej wyrazić, co dopełnić, co pomnożyć, co nabrać blasku, a co zostać przekazane innym jako Twój specyficzny wkład w proces życia. 
 
Kolejne prawo rozwoju to "bądź uważny na to, co Cię spotyka" po to, by odczytać, czego chce od Ciebie życie, jaką lekcję Ci przygotowało do nauczenia i co w Tobie pragnie wesprzeć i rozwinąć na wyższy poziom. Twoje życie prawdopodobnie oczekuje od Ciebie coraz to lepszej znajomości siebie, uważności na to, co się dzieje w Tobie i co Cię spotyka, współdziałania z prawami natury i rozwoju - zwiększania swoich zasobów po to, by móc ciągle przekraczając siebie i własne ograniczenia wspinać się na wyżyny coraz to bliższe pełni i doskonałości. Obietnica samorealizacji, spełnienia czy szczęścia wygląda, że ma być jedynie do tego zachętą, kuszącą na tyle, by sam proces wchodzenia na wyższe poziomy swego funkcjonowania wydawał się miły i atrakcyjny. 
 
W dbaniu o rozwój osobisty chodzić będzie w szczególności o różne umiejętności zarządzania sobą, kierowania rozwojem, pogłębianie samoświadomości, korzystanie z zasobów i wykorzystywanie życiowych lekcji do wzmacniania tego procesu. 
 
Działania zmierzające do rozwijania siebie w szczególności powinny polegać na:
 
poznawaniu siebie i świata; 
uczeniu się na podstawie własnych (cudzych także) doświadczeń; 
odkrywaniu wartości (także osobistych); 
rozszerzaniu i korzystanie z mocnych stron własnej osoby; 
tworzeniu zmian w świecie; 
działaniu i eksperymentowaniu ze sobą i własnym życiem.
 
Zasoby, o których zwiększanie dbać powinniśmy, jeśli chcemy wspomagać nasz rozwój, dotyczą przede wszystkim: analizowania potrzeb, wyznaczania celów, określania możliwości ich realizacji, tworzenia warunków, narzędzi i sposobów koniecznych do ich zwiększania i rozwijania. Punktem wyjścia na tej drodze jest analiza stanu naszego życia i odpowiedź na pytanie: kim jestem dziś, czego mi potrzeba, czego chcę - dla siebie, od życia, od innych i jaki jest mój dzisiejszy, życiowy dorobek. Poznać to wszystko można najpełniej po typowych dla mnie i specyficznych dla aktualnego momentu bilansowania śladach jakie zostawiam, tych materialnych, ale też - odciskających się w świadomości naszej i pamięci innych ludzi. Warunkiem koniecznym, by rzetelnie wypadł ten obrachunek, jest ciągłe pogłębianie świadomości w tych obszarach. Krok następny to ocena szans i możliwości osiągnięcia tego, czego dla siebie chcę oraz zaplanowanie działania. I krok zasadniczy - aktywność na rzecz samego siebie. 
 
Znany psycholog Abraham Maslow wyodrębnił cechy osób wyróżniających się w środowiskach, aktywnych, inwestujących w siebie. Przytoczony przez niego zestaw cech podpowiada niektóre kierunki zwiększania swoich możliwości rozwojowych. Są to więc:
 
dojrzałość - w sensie psychologicznym; 
pełnia zdrowia psychicznego; 
twórczość i produktywność własnego życia; 
poczucie wewnętrznej autonomii; 
mądrość; 
zdolność do radości.
 
Maslow określił szereg wartości, jakimi kierowały się takie, wyróżniające się w swoich środowiskach osoby:
 
prawda 
dobroć
piękno 
jedność i całościowość - współistnienie przeciwieństw 
proces życia (aktywność) 
niepowtarzalność (siebie i własnego życia) 
sprawiedliwość
prostota 
spełnienie i skończoność
bogactwo i pełnia znaczenia 
samowystarczalność
lekkość
pogoda i radość
uporządkowanie i harmonia
 
Inni psycholodzy uznali z kolei za zasadniczą właściwość sprzyjającą naszemu rozwojowi osobistemu wzrastającą samokontrolę, której efektem będzie: szczytowe wykonawstwo, doświadczenie satysfakcji i przepływu ponieważ samokontrola posiada moc przekształcającą, pomocną w osiąganiu celów życiowych rozciągających możliwości. Z samokontrolą możemy skoncentrować się na aktualnym zadaniu, maksymalizując przez to produktywność, jakość, satysfakcję. 
 
Osoba wdrożona do samodyscypliny nie prowadzi życia pełnego poświęceń, pozbawionego przyjemności, wypełnionego ciągłym karaniem samego siebie. Zamiast tego doznaje radości, wesołości i zadowolenia wynikających ze zrealizowania zaplanowanych celów podczas gdy osoba niezdyscyplinowana może uzyskać tylko trochę przelotnych przyjemności. 
 
Ludzi, którzy mają nad sobą kontrolę - zdyscyplinowanych, o silnej woli - podziwiamy. Wydaje się więc, że jest coś szczególnego w tej umiejętności, iż budzi takie odczucia. Wydaje się także, że i rozwój osobisty w głębi naszych dążeń jest znaczącą wartością, skoro podziwiamy i chcemy naśladować tych, którzy w kierowaniu sobą osiągnęli wysoką sprawność i przez to w większym stopniu wpływają na kształt swojego życia.
 

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#19 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 17 czerwiec 2019 - 17:51

Paranormalny 5

 

Czy dom, w którymś ktoś umarł jest nawiedzony?
 
Gdy ktoś targnie się na swoje życie lub umrze nagle, dom może podobno przyjąć energię dramatycznych wydarzeń. Konsekwencje tego zjawiska odczuwamy później na własnej skórze.
 
W takich domach czuć czyjąś obecność
 
Samobójstwo czy morderstwo, zdaniem mediów, pozostawia ślad w budynku.
W krajach azjatyckich unika się kupowania takich mieszkań.
Lokatorzy mogą wezwać na pomoc egzorcystę lub medium.
 
Informacja na temat tego, czy w danym domu doszło do morderstwa lub samobójstwa jest bardzo istotna dla osób, które mają zamiar kupić albo wynająć lokum. Jest to szczególnie ważne w krajach azjatyckich. Tam bowiem wiara w duchy, klątwy i tajemnicze energie jest bardzo powszechna. Dodatkowo do zakupu nieruchomości, w której ktoś poniósł śmierć w nietypowych lub krwawych okolicznościach, bądź też stracił życie w wyniku ciężkiej choroby, zwłaszcza psychicznej, zniechęcają Azjatów zasady feng shui. Ta starożytna sztuka aranżacji przestrzeni, która ma zagwarantować swobodny przepływ siły życiowej i to, że będziemy się w swoim domu czuć jak najlepiej, głosi, że w miejscu takim na zawsze zaburzona zostaje jego energia.
 
Do mieszkań, w których doszło do tragedii, negatywnie nastawieni są również Polacy.
 
- Po studiach postanowiłam zapuścić korzenie - mówi Ewelina, nauczycielka z Katowic. - Zaczęłam przeglądać ogłoszenia o sprzedaży mieszkań, chodziłam oglądać poszczególne oferty i w końcu natrafiłam na coś w sam raz dla mnie.
 
Było to ładne, słoneczne mieszkanie na obrzeżach miasta. Dwa niewielkie pokoje, kuchnia, łazienka. Cena była bardzo przystępna, więc nie zastanawiając się długo, Ewelina podpisała umowę.
 
- Byłam zachwycona i bardzo spieszyło mi się do finalizowania transakcji. Bank przyznał mi kredyt hipoteczny i już po kilku dniach byłam "na swoim". Do dziś pamiętam tę noc. Sama, w nowym miejscu, wszędzie kartony z moimi rzeczami. Cały dom pełen był złowrogich cieni. Długo nie mogłam zasnąć, a kiedy już mi się to udało, obudziło mnie pukanie do drzwi. Wstałam, wyszłam do przedpokoju i spojrzałam przez wizjer - nic. Wracając do łóżka zobaczyłam w lustrze jakiś cień, ale doszłam do wniosku, że to tylko wyobraźnia.
 
O dalszym śnie nie było jednak mowy. Gdy tylko Ewelina przycisnęła głowę do poduszki, pukanie do drzwi się powtórzyło. Już chciała spojrzeć przez wizjer, kiedy coś zaczęło wściekle szarpać za klamkę... ale od drzwi do łazienki. Zanim wstało słońce, kobieta doświadczyła jeszcze wielu dziwnych fenomenów:
 
- Skrzypienie podłogi, jakby ktoś po niej chodził, głośny, świszczący oddech, uczucie niesamowitego zimna... Myślałam, że zwariuję, zanim nastanie dzień!
 
Rano mieszkanie na powrót wyglądało normalnie. Wychodząc na klatkę Ewelina natknęła się na sąsiadkę, która spytała, jak minęła noc. Ewelina wyznała, że bardzo kiepsko, na co kobieta stwierdziła: "Bo ja to od dawna mówiłam, że tam trzeba księdza wołać. Jak się stary powiesił, to go tak łatwo do nieba nie wezmą".
 

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia


#20 Nelyssa

Nelyssa

    Karolcia :)

  • Bywalec
  • 1874 postów
  • Gadu-Gadu:57338688
  • Imię:Karola
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Za Tobą ;)

Napisano 19 czerwiec 2019 - 13:06

Pozostaly 5 (socjologiczny)

 

Teorie społecznego uczenia się
 
Zachowanie „niezaburzone /normalne ,przystosowawcze/ oraz „zaburzone”/ nie akceptowane społecznie, , jest nabywane zgodnie z regułami uczenia się, a więc sterowane przez otoczenie. Dlatego nieprawidłowości zachowań tkwią w otoczeniu, a nie w jednostce., przez preferowanie lub piętnowanie pewnego rodzaju zachowań.
 
Każdy z nas ma jedyną, niepowtarzalną historię życia, historię uczenia się zachowań. Jedynie podobieństwa biorą się z jednakowych oddziałowywań i zależności społeczno- kulturowych.
 
Stałość zachowania określana jest mianem generalizacji bodźca lub generalizacji reakcji.
 
Różnice pomiędzy poszczególnymi wariantami teorii społecznego uczenia się dotyczą preferowanego procesu uczenia się / uczenie klasyczne ,instrumentalne, naśladowcze/, oraz tego w jaki stopniu w danym wariancie uwzględnia się poznawcze regulatory zachowania.
 
Analiza warunkowania zaburzeń
 
Człowiek przychodzi na świat z pewnymi pierwotnymi potrzebami, które zaspakaja w sposób dla siebie specyficzny , określany jako ukształtowane indywidualnie wzory zachowań. W miarę dorastania jednostka przyswaja sobie inne potrzeby wynikające z otoczenia w jakim się znajduje.
 
Na pewne bodźce i sytuacje człowiek uczy się reagować lękiem, mogącym spełniać takie same funkcje jak potrzeba, tzn. motywować do zachowań przystosowawczych lub do nieprzystosowawczych, do ucieczki lub do zdobywania. Redukowanie lęku stanowi wzmocnienie dla zwykłego zachowania lub zachowania neurotycznego.
 
W kształtowaniu, tzn. uczeniu się nerwicy istotną rolę odgrywają „konflikty wewnętrzne /motywacyjne/”. Konflikt zachodzi wtedy, gdy jednocześnie występują co najmniej dwie sprzeczne wzajemnie tendencje do reagowania.
 
Źródłem neurotycznego nieprzystosowania jest nierozwiązany konflikt, wywołujący tym samym silny lęk. Elementy tego konfliktu są wyparte, nie dające się zwerbalizować zdarzenia z odległej przeszłości i nieświadome, neurotyk nie może stworzyć sobie racjonalnego planu działania, który pozwoli na pozbycie się tych trudności .
 
Konflikt występuje najczęściej pomiędzy potężnymi pierwotnymi popędami i równie potężnymi ograniczeniami czy też zahamowaniami, których anormalne symptomy powodują, iż konflikt ulega częściowemu zredukowaniu przez co słabnie także napięcie lękowe.
 
Taki symptom nie przynosi ulgi, utrzymując motywację do kontynuowania go wzbogacamy go innego rodzaju symptomami/ objawami/ i w ten sposób symptom rodzi symptom. Symptomy neurotyczne osiągają wielkie natężenie, przynosząc jedynie nieustające konflikty i cierpienie.
 
Jako reakcja bezwarunkowa podlegająca prawom uczenia się jest również gniew.
 
Bodźce i reakcje związane z gniewem i agresją podlegają modyfikacji w ten sposób:
 
1. jednostka uczy się, w jakich sytuacjach ma się złościć
 
2. jednostka uczy się, jakie reakcje agresywne może przejawiać w poszczególnych sytuacjach
 
3. modyfikacji ulega połączenie między przeżywaną złością czy gniewem, a zewnętrznymi reakcjami agresji- w wyniku uczenia się złość / gniew/ łączy się z tymi reakcjami, które są najbardziej nagradzane
 
Funkcjonalna analiza zachowania /Skinnera/ zawiera podstawowe reguły uczenia się /warunkowania / instrumentalnego. Jednostka otrzymuje wzmocnienie tylko wtedy, gdy wykona określoną czynność, a więc gdy jest aktywna.
 
Generalizacja bodźca jest to przenoszenie wyuczonego zachowania na sytuację mniej lub bardziej podobną do tej , która wytworzyła to wyuczone zachowanie./ posłuszeństwo wobec rodziców przenoszone jest do przełożonych w szkole, wojsku, pracy/.
 
Generalizacja reakcji ,polega na dodatnim wzmacnianiu określonych reakcji, zwiększa prawdopodobieństwo występowania analogicznych reakcji w odmiennych sytuacjach./punktualność w nauce szkolnej, może zwiększyć prawdopodobieństwo podobnego ustosunkowania się do obowiązków związanych z pracą zawodową/.
 
Pierwotne /wrodzone/ bodźce wzmacniające pozytywne to pożywienie, woda, kontakt seksualny , ale także uśmiechy, pieszczoty oraz inne formy kontaktu cielesnego.
 
Pierwotne bodźce wzmacniające negatywne/ awersyjne/ są nieprzyjemne dla organizmu, np. silne gorąco lub zimno, bardzo jasne światło, skurcze , bodźce bólowe.
 
Wtórne bodźce wzmacniające , to nabierają one swych właściwości wzmacniających w wyniku doświadczenia. Znaczna część wtórnych bodźców wzmacniających zachowanie – to wzmocnienia społeczne polegające na ocenie, np. bycie lubianym, chwalonym, akceptowanym/wzmocnienia pozytywne/, ale także np. bycie nie lubianym, krytykowanym, wyśmiewanym, odrzucanym, gorszym lub uważanym za wykolejeńca / wzmocnienia negatywne/.
 
Warunkowanie instrumentalne zachodzi wtedy, gdy po określonej reakcji pojawia się natychmiast pewna jej konsekwencja w postaci wzmocnienia pozytywnego lub negatywnego, np. nerwice stanowią rezultat długotrwałego procesu nabywania specyficznych nawyków ruchowych /kompulsje/, myślowych /obsesje/, emocjonalnych /fobie/, mających przymusowy charakter.
 
Zachowania neurotyczne są reakcjami jednostki na bodźce awersyjne budzące lęk, przy czym zachowania te są następnie wzmacniane przez pozytywne ich skutki, takie jak unikanie tych bodźców i redukcja lęków. Są to więc reakcje unikania lęku.
 
W dzieciństwie występuje często warunkowanie obronne / np. interakcje miedzy rodzicami a dziećmi dotyczące utrzymania czystości, gdzie czynności dziecka są często zachowaniami typu ucieczki i unikania/. Bodźcem awersyjnym do reakcji ucieczki jest werbalne zachowanie rodziców polegające na robieniu wymówek, a bodźcem awersyjnym do reakcji unikania jest krytykowanie, łajanie czy tez zmuszanie do ponownego umycia się.
 
Bodźcem awersyjnym do reakcji unikania mogą być wypowiadane przez dziecko słowa i zdania, a strach z nimi związany może się zgeneralizować na myśli i związać bezpośrednio z myślami.
 
Posługując się zasadami warunkowania instrumentalnego, można wyjaśnić powstawanie nałogu pijaństwa i narkomanii, jako wyuczonych zachowań służących redukcji napięcia emocjonalnego.
 
Częste i długotrwałe picie wzmacniane przez nagradzające bezpośrednio działanie alkoholu, przejawiające się w uczuciu ciepła i nieograniczonych możliwości oraz w chwilowym odprężeniu i uspokojeniu. Są to czynniki silniejsze niż oddalona w czasie kara lub nagroda.
 
Warunkowanie klasyczne przebiega na podstawie wrodzonych ,utrwalonych dziedzicznie odruchów bezwarunkowych, takich jak np. odruch ślinienia się wywołuje widok i zapach jedzenia, odruch mrugania wywołuje dmuchanie w powieki.
 
W przypadku bezwarunkowej reakcji strachu możemy wyróżnić trzy kategorie bodźców bezwarunkowych : bodźce bólowe i nagłe głośne dźwięki; niedobór związany z utratą równowagi, ciemnością i samotnością; wreszcie zaburzenia fizjologiczne.
 
Warunkowanie klasyczne przebiega na poziomie kojarzenia bodźców: dotychczasowy bodziec neutralny , dzięki wzmacnianiu go przez bodziec bezwarunkowy , staje się bodźcem warunkowym, wywołującym ślinienie się, strach, mruganie czy erekcję, które staja się wyuczonymi reakcjami warunkowymi.
 
Również lęk nerwicowy może być emocjonalną reakcją warunkową wytworzoną w drodze warunkowania klasycznego. Uznanie lęku za warunkową reakcję na przykre bodźce prowadzi do poszukiwania w historii życia danej jednostki traumatycznych zdarzeń, które mogą stanowić źródło lęku. Dlatego źródeł rozwoju lęku możemy szukać w historii życia danej jednostki. Ludzie natomiast różnią się pod względem łatwości/ szybkości / uczenia się reakcji warunkowych.
 
Wg Eysencka zachowania zaburzone są wyuczone, ale nie maja charakteru przystosowawczego, są więc niekorzystne dla jednostki lub (i) dla jej otoczenia.
 
Fizjologiczne podłoże stanowi labilność i pobudliwość autonomicznego układu nerwowego i nazwane jest „neurotyzmem” / neurotycznością/ która jest cechą wrodzoną.
 
Drugą właściwością osobniczą, odpowiedzialna za zaburzenia zachowania jest wymiar „ekstrawersja-introwersja”, wyznaczający łatwość warunkowania, w taki sposób, że u introwertyków warunkowanie przebiega łatwiej z powodu przewagi mózgowego pobudzenia nad hamowaniem, natomiast u ekstrawertyków w procesach mózgowych przeważa hamowanie, co powoduje ,że ich reakcje trudno jest warunkować, łatwo zaś wygasić.
 
Bardzo istotna rolę odgrywają pojęcia hamowania i pobudzenia, gdzie pobudzenie traktowane jest jako proces nerwowy powstający w wyniku oddziaływania różnych bodźców na narządy zmysłów, przejawiający się w różnych formach aktywności ustroju.
 
Procesem przeciwstawnym jest hamowanie.
 

Dbaj o to, aby w Twoich dniach było jak najwięcej życia






Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 2

0 użytkowników, 2 gości, 0 anonimowych