Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Nawroty bezsensu


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
14 odpowiedzi w tym temacie

#1 orchideaaa

orchideaaa

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 6 postów
  • Imię:S
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 27 marzec 2019 - 19:38


Hej,

 

trochę nie mogę uwierzyć w to, że to robię, ale lepsze to niż nic, czy nie? Myślę, że wielu ludzi czasem uderza w punkt, w którym mają wrażenie, że krzyczą pod wodą, a na powierzchni zostają tylko ledwo widoczne bąbelki. Jestem więc tutaj żeby nie gryźć ścian. Jestem, bo czuję się źle i nie rozumiem jak znów się znalazłam w miejscu, w którym jestem. Pytam samą siebie czy to zawsze ma tak wyglądać, że to będzie wracać? Będę kopać się z życiem jak z koniem, kiedy byłam pewna, że oswoiłam tego rumaka?

 

Przez większość swojego życia zdawałam sobie sprawę, że będę musiała naprostować pewne problemy, które mojej psychice zostawiło porąbane dzieciństwo. Wzięta w krzyżowy ogień wiecznie niezadowolonych ze mnie rodziców, którzy używali mnie jako mediatora pomiędzy swoimi kłótniami albo worka do rozładowania fizycznie bądź psychicznie swoich frustracji, wyrosłam na strasznie wrażliwego łabędzia, który nie był w stanie patrzeć na samego siebie inaczej niż ze wstrętem. Mając jednak nareszcie środki, które mogłyby mi na to pozwolić, w 23 roku swojego życia podjęłam się psychoterapii. To było mozolne, trudne i pełne łez, ale tak cudownie było wyzbyć się poczucia winy, poczuć, że mogę robić rzeczy dla siebie, że wcale nie jestem tak beznadziejna jak zawsze mi wmawiano. Zrobiłam ze swoim życiem ciekawe rzeczy, wydostałam się z relacji, która mnie nie satysfakcjonowała, znalazłam mieszkanie, zorganizowałam przeprowadzkę, podjęłam nowe studia, cieszyłam się bliskością znajomych, a nawet naprawiłam relacje z rodziną, do takiego stopnia żebym czuła się z tym komfortowo. Patrzyłam na siebie z radością i podziwem. Wreszcie widziałam w lustrze tę dziewczynę, którą dotychczas tylko próbowałam sprzedawać innym - wysoką, silną, ładną i niezależną.

 

Minęło parę miesięcy. Zmieniłam pracę i pojawiły się nowe stresy z nią związane. Stresy, których nie mam w kim dzielić, bo wracam do pustego mieszkania i czekam, aż wskazówki zegara pozwolą mi na sen, który i tak nie przychodzi. Patrzę na innych ludzi z zazdrością, bo nie widzę w nich tego niepokoju, który mnie ogarnia, bo wyobrażam sobie, że oni nigdy tego nie czuli, że są silni i w nagrodę mają do kogo wracać. Patrzę na siebie i znów widzę tego słabeusza, który mógłby mieć tak wiele, ale z jakiegoś powodu wraca na utarte, depresyjne ścieżki i bzyczy mi nieustannie nad głową "no po co ci kva to wszystko?". Po co było w ogóle próbować się naprawić jeśli tak ma być? Mam straszną, straszną ochotę się poddać. Mam 25 lat i nie radzę sobie z tym życiem. Nie radzę sobie z utrzymaniem dobrej relacji ze sobą, ewidentnie. A może to długotrwała samotność tak na mnie wpływa, być może stresy w pracy. Efekt jest taki, że mam ochotę po prostu skończyć wszystko, bo tak wiele kosztowało mnie wejście nareszcie na dobre tory, że nie wiem zupełnie skąd mam mieć siłę żeby na nie wrócić. Mam dość robienia wszystkiego samej. Mam dość tego jak się czuję. O ile bardziej wolałabym być wstrętną, samolubną suką niż tym durnym, niepewnym i zakompleksionym durniątkiem, do którego zawsze jakoś mi po drodze, choćbym nie wiem jak się zapierała.

 

Czy tak już będzie zawsze? Czy ja po prostu mam taką już chemię w mózgu i całe lecznie, forsa na psychiatrę i leki, kiedy chciałam wyjść z depresji, wizyty u psychologa, wszystkie przepracowane problemy i drobne sukcesy zawsze w końcu będą dały się zdmuchać z powierzchni na rzecz tej wszechogarniającej rozpaczy, samotności i strachu? Bo jeśli tak, jak ja mam sobie kurczę przemówić, że warto trwać?

 

Rozpisałam się, bez sensu. Bez ładu i składu, bo bezsilnie dość, ale pewnie nie ja pierwsza. Bardzo żal mi tylko, że pewnie też nie ostatnia.

 

Trzymajcie się!

S.


  • molenka, beatkaok i Complicated_85 lubią to

#2 Premi94

Premi94

    Średniozaawansowany

  • Bywalec
  • 150 postów
  • Imię:Przemek
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 27 marzec 2019 - 20:13

Dość smutna historia. Wyjście z kłopotów, wyjście na prostą po długotrwałych staraniach a teraz znów psychiczny dół. Ciężko było mi czytać tę historię... Tyle wysiłków i znowu problemy

#3 orchideaaa

orchideaaa

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 6 postów
  • Imię:S
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 27 marzec 2019 - 20:35

No właśnie. To podcina nogi i rzuca na kolana... strasznie ciężko mi jest znaleźć siłę żeby wstać w tym całym wycofaniu, na które sobie pozwoliłam. Dlatego chciałam chociaż rzucić coś w eter żeby dostać choć namiastkę zrozumienia, mały plaster na samotność. Dziękuję, że się odezwałeś! A jak Ty się czujesz?



#4 Premi94

Premi94

    Średniozaawansowany

  • Bywalec
  • 150 postów
  • Imię:Przemek
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 27 marzec 2019 - 21:17

Jak coś jestem dostępny do prywatnej rozmowy. Zawsze to powtarzam więc i teraz to powiem. Jak coś to pisz 😊 obecnie czytając to co napisałaś jestem na etapie początku pozytywnej zmiany nastroju, życia. Ale to dopiero początek. Chodzę do psychologa od miesiąca. Dostałem konkretne zadania do realizacji. Mam wsparcie mentalne, którego potrzebowałem. Zobaczymy co dalej będzie

#5 titanic

titanic

    Zadomowiony

  • Bywalec
  • 4859 postów
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 27 marzec 2019 - 22:01

Załóżmy , że to ja napisałem tekst z pierwszego postu- tak bym to sobie tłumaczył ;);

 

Stres, zmiany, nawał emocji powoduje, że się rozpadam. Po prostu coś się we mnie rozstraja.  Przychodzi taki okres , że muszę sobie zwyczajnie pozdychać. Przejść w tryb standby. Niby jestem , ale muszę naładować akumulator. To są ewidentnie płytkie dołki. Wracają wtedy tumiwisizm ,rozkminy, porażki, stracone szanse itd.

Życie każdego człowieka to sinusoida. Tylko w piosence "nie ma faaaal" ;).

Był długi okres aktywności- musi być chwila oddechu. Im bardziej było do góry tym bardziej potem będzie do dołu.

Jeżeli mi nie przejdzie to może faktycznie trzeba by chemię w mózgu podreperować.

Pośród tego bałaganu jestem ja. Uśredniając powyższe i wiele innych czynników rozwijam się , zdobywam doświadczenia, coś niezależnego ode mnie się wydarza. Dlatego przyjmuję jakiś kierunek, ale czasem też się zatrzymuję lub nawet się cofam.

 

Też się trzymaj orchideaaa :)

ale wrażliwy łabędź też jest ładnie.


Użytkownik titanic edytował ten post 27 marzec 2019 - 22:04

  • molenka i GoodEnough lubią to
CHAD- ...i wszystko jasne...?
Jeżeli uważasz, że określają kogoś 3 lub 4 litery to znaczy, że ?
//////////////////////////////
Pożyję ile się da, a jak się nie da to też to  jakoś przeżyję.

#6 orchideaaa

orchideaaa

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 6 postów
  • Imię:S
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 27 marzec 2019 - 22:55

Dziękuję, to naprawdę fantastyczne móc przez chwilę nie udawać silnej i móc powiedzieć to, co naprawdę zalega na sercu nie bojąc się o brak zrozumienia. Strasznie silne jest dziś parcie na to żeby być silnym, wspaniałym i zawsze iść do przodu. Sama mu ulegam, a do tego wrodzona samokrytyka zawsze ma w tych momentach coś nienajmilszego do powiedzenia. Moja psycholog twierdzi, że ten cały wewnętrzny krytyk to mój przyjaciel. Taaa, jednak wolałabym mieć innych kiedy uprawiam takie free falle. A im bardziej upadam, tym żarliwiej staram się to zamaskować, bo ludzie nie lubią złej energii. Więc całą swoją energię tracę na to i znowu wpadam w wir myślenia o tym, co na pewno przecież muszą myśleć inni, nawet jeśli oni to wszystko mają gdzieś, bo, bardzo mądrze, myślą o sobie.

 

@Premi94, to dobrze, że to zrobiłeś dla siebie! Okropnie trudno jest patrzeć obiektywnie na swoje problemy, szczególnie jeśli, tu zakładam i popraw mnie jeśli się mylę, u Ciebie też każda czarna myśl ciąży, ściąga kolejne i wydaje się być nie do opanowania. Dobrze kiedy przychodzi ktoś, kto potrafi znaleźć jakiś porządek w tym beznadziejnym chaosie. Jeśli tylko masz ochotę, odezwij się.

 

@titanic, bardzo czuję to, co napisałeś. Podobnie staram to sobie racjonalizować, że przecież nie zawsze będę taranem, nie zawsze (o ile w ogóle) duszą towarzystwa, nie zawsze wszystko będzie mi wychodzić. Tylko tak strasznie łatwo jest wpadać w pułapki negatywnego myślenia... Nie umiem wtedy pozwolić sobie na ten moment oddechu, bo karcę się za niewykorzystany czas. Każdego poranka budzę się dużo przed budzikiem, ale to jedyny czas, którego lubię, bo mam trochę energii. Szczególnie jeśli towarzyszy temu słońce! Mówię sobie wtedy, że cudownie, pójdę dziś do muzeum po pracy. Albo kwiaty przesadzę. Albo porysuję, zrobię coś dla siebie no. A potem wracam znów do pustego domu i łzy napływają kiedy tylko przekręcam klucz. Boję się strasznie, że przez cały ten brak miłości kiedyś dziś nie mogę funkcjonować sama. Karcę siebie za poczucie samotności i chociaż już od dłuższego czasu przecież jakoś daję radę, to z braku ciepła drugiego człowieka czuję, że usycham. I mówię sobie, że to źle i normalna to ja nie jestem, że przecież trzeba lubić najpierw siebie żeby zadbać o drugiego człowieka, bla bla, a ja tu takie ekscesy sama sobie odwalam. A potem włączam "Przyjaciół" na pocieszenie i jest mi tylko gorzej, bo chcę jak oni, mieć takie wsparcie. Zawiść mnie bierze na myśl jak słodka musi być nieświadomość takich problemów u innych ludzi. Dałabym wszystko za normalność :P



#7 orchideaaa

orchideaaa

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 6 postów
  • Imię:S
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 27 marzec 2019 - 23:36

@BiałaHiena

 

No właśnie, ja podobnie z tą pracą... Poza tym, tam są ludzie więc mogę się karmić ich towarzystwem i w ogóle otwierać gębę... Kiedy miałam depresję działam tylko siedzieć na home officie. Potem odkryłam, że jeśli się zmuszę i pójdę to będzie mi lepiej, bo jestem stadna, czy tego chcę, czy nie. Potrzebujemy struktury, im bardziej chorzy jesteśmy tym mocniej doskwiera jej brak. Tylko właśnie, zgadzamy się w tym, że ludzie nie chcą widzieć depresyjnych myśli. No nie i koniec. Więc to błędne koło, bo nasycisz się kontaktem z ludźmi, ale wolno Ci to zrobić tylko w masce. Strasznie mi przykro, że Ty też odczułeś to na własnej skórze. Między innymi dlatego jestem tutaj. Nigdy nie pisałam na żadnym forum, ale dziś miałam wrażenie, że jeśli choć raz nie dam sobie prawa żeby przyznać komuś co czuję to zupełnie już zwariuję. Wyobrażam sobie jak za każdym z Twoich żartów stoi głęboki ból, bo ja robię to samo. I chociaż do życia niby trzeba podchodzić z humorem, to w tym przypadku to nie zawsze już pomaga, bo sami bagatelizujemy to problemy, które tak naprawdę nas wprost przygniatają.

 

Co do rysowania, bezwarunkowy odruch mówisz? Może więc spróbuj brać szkicownik do pracy? Dla mnie rysowanie jest okazją do pastwienia się nad sobą, za to, że nie jestem dość dobra i pewnie nigdy nie będę. Co z tego, że jak nie będę ćwiczyć to serio nie będę :P

I taaa, właśnie, nie ma jak oglądanie szczęścia u innych kiedy Ty padasz.



#8 titanic

titanic

    Zadomowiony

  • Bywalec
  • 4859 postów
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 27 marzec 2019 - 23:41

@orchideaaa

O ludziach niewiele wiemy. Większość  się w swojej mózgownicy zamyka i nic stamtąd nie uchodzi na temat wnętrza osobnika. Na pewno coś im pod czaszką buzuje. No taką mam nadzieję. Bo jak nie to kto jest normalny.

 

Z tego co piszesz to osiągnęłaś pewien poziom i czujesz potrzebę iść dalej. O jakiego człowieka chcesz dbać? Masz na  myśli macierzyństwo?


  • molenka lubi to
CHAD- ...i wszystko jasne...?
Jeżeli uważasz, że określają kogoś 3 lub 4 litery to znaczy, że ?
//////////////////////////////
Pożyję ile się da, a jak się nie da to też to  jakoś przeżyję.

#9 orchideaaa

orchideaaa

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 6 postów
  • Imię:S
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 28 marzec 2019 - 00:07

@titanic

 

Ja też mam nadzieję, że tak jest! Chociaż, trzeba przyznać, że coraz chętniej wychodzą żeby pooceniać i pohejtować. Albo to może ja tak trafiam...

 

Broń boszu macieżyństwo... Mam na myśli drugą osobę w związku. Ale jeśli chodzi o ten poziom akurat to czuję, że on jest po prostu niezależny ode mnie. Po pierwsze, w moim obecnym podejściu kursuję tylko na zasadzie praca-dom, więc trudno mi spotkać nowych znajomych czy, no, kogoś ciekawego, a po drugie, mam wrażenie, że mężczyźni się po prostu mnie boją, a ja boję się ich. Oni patrzą na mnie i mówią sobie "jej, jest ładna, wysoka, młoda, nie ma sensu nawet podchodzić" (nie pozwalałabym sobie sama na takie bałwochwalstwa, mówię to już, bo nie raz ktoś przyznał, że takie jest wobec mnie podejście), a ja myślę w tym czasie:  "ja pier*, on sobie myśli, że jestem pewnie normalna i w porządku, a jak tu się przyznać, że mam w sobie burzę, że nic mi się nie chce, że nic nie robię, bo nie mam siły?". Chowam się za murem przed wszystkimi żeby na końcu zostać sobie sama w tym małym bagienku. Bardzo bym chciała żeby inaczej to wyglądało, ale chyba do tego musiałabym być zdrowa. Poza tym, jezu, tak jak umieram z tęsknoty za bliższą relacją (i serio, niech to będzie nawet wcale nie facet, a dobra przyjaźń!), tak nie umiem w nią wejść ani jej utrzymać, mam zerową motywację do starań. A jeśli mam, to włącza mi się stres myślenia co myśli druga osoba i rozwalam wszystko jak leci. Uroczo bardzo. Śmieszy mnie bardzo jak ludziom się wydaje, że ludzie wykształceni, piękni i tacy, którzy do czegoś dochodzą, nie mają prawa do takich uczuć. Nie uważam się za taką, ale chciałabym móc tak na siebie patrzeć jak robią to inni. Najbardziej mnie to bawi jak leżę, gapię się w sufit i chciałabym być pomarszczoną, zgarbioną Panią z warzywniaka, co to do niej wnuczka przychodzi co dzień po szkole po odrobinę przytulasów.


Użytkownik orchideaaa edytował ten post 28 marzec 2019 - 00:40


#10 GoodEnough

GoodEnough

    Średniozaawansowany

  • Bywalec
  • 153 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Południe

Napisano 28 marzec 2019 - 11:54

@orchideaaa

Jakbym czytał o sobie. Mając też 23 lata rozpocząłem terapię i leczenie, by podnieść się po dzieciństwie i wczesnej dorosłości zrujnowanej przez rodziców. Teraz radzę sobie bardzo dobrze i potrafię zapanować nad lękami i własnymi słabościami. Dla mnie też co jakiś czas przychodzi okres, że mam ochotę poddać się i skończyć to wszystko, bo nie mam sił już cierpieć, walczyć... nie chcę więcej czuć smutku i SAMOTNOŚCI. Nie chcę czuć tej pustki, która została po życiu jako współuzależniony w patologicznej rodzinie. Pustki której nie potrafię wypełnić. Jakbym miał w głowie wielki, świecący, LEDowy baner z napisem *PO CHUJ TO WSZYSTKO!?!*. Także współczuję Ci bardzo, tym bardziej, że rozumiem Cię w stu procentach. Jakże to ironiczne, że wiem, iż nie powinienem myśleć i się zastanawiać, tylko przeć do przodu, a jednak robię to tak często, gdy tracę nadzieję :(

 

Wciąż mam nadzieję, że uda mi się odnaleźć wreszcie miłość, której nigdy nie miałem. Jeśli nie od innej osoby, to przynajmniej od siebie. Także kursuję między pracą a domem, a lata stagnacji i izolacji sprawiły, że mało mam znajomych, paru przyjaciół i niemal zero pasji czy typowych zainteresowań, czyli czegoś, czym mógłbym zainteresować potencjalnych nowych przyjaciół czy partnerkę. Już nie mówiąc o zaległościach w umiejętnościach społecznych...

 

Zawsze jednak po takim dole wstaję, bo nie pozwolę, by jedyna osoba, którą mam - ja - cierpiała po raz kolejny jak w dzieciństwie! Kocham ją i postaram się zrobić dla niej to, co najlepsze!

 

 

Był długi okres aktywności- musi być chwila oddechu. Im bardziej było do góry tym bardziej potem będzie do dołu.

Jeżeli mi nie przejdzie to może faktycznie trzeba by chemię w mózgu podreperować.

Pośród tego bałaganu jestem ja. Uśredniając powyższe i wiele innych czynników rozwijam się , zdobywam doświadczenia, coś niezależnego ode mnie się wydarza. Dlatego przyjmuję jakiś kierunek, ale czasem też się zatrzymuję lub nawet się cofam.

Dziękuję Ci za ten fragment! Endure, in enduring grow strong!


Codziennie publikowana jest nowa, poprawiona wersja GoodEnough, twórca prosi o wyrozumiałość wobec błędów w działaniu ;)

You never know if you don't go...


#11 molenka

molenka

    Molly

  • Moderator
  • 13851 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 28 marzec 2019 - 16:34

@orchideaaa 

A może czas pomyśleć o kolejnej terapii? Może te obawy przed oceną innych trzeba przepracować, by się uodpornić? :)

Nad tematem relacji i bliskości też warto posiedzieć. Co sądzisz?


giphy.gif


#12 orchideaaa

orchideaaa

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 6 postów
  • Imię:S
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 28 marzec 2019 - 20:59

@GoodEnough

Nie pociesza mnie to, że znajdujesz punkty wspólne w mojej historii, to raczej wywołuje we mnie tylko głębszy smutek. Nie czuj się za to winny, po prostu wyobrażając sobie, że ktoś też to czuje jest mi jeszcze bardziej żal,  bo myślę, że nikt na to tak naprawdę nie zasługuje. W dodatku wszyscy, chociaż czujemy to samo, jesteśmy w tym tak przeraźliwie samotni. Bo choćbym nie wiem jak chciała, nie jestem w stanie podzielić się poczuciem beznadziei jakie mnie ogarnia przy depresyjnych myślach i wiem, że inni mają podobnie. Jak opisać pustkę i bezsens, które w Twojej głowie są tak bezkresne? Powiesz, że czujesz się busty i bezsensowny. Czy to choć trochę wyrazi to co czujesz? Nie. Czy da Ci ulgę? Nie. Na dnie strasznie ciężko o ulgę i zrozumienie, szczególnie kiedy nie uważasz, że na nie zasługujesz, albo kiedy osób, które mogłyby Ci to dać po prostu nie ma.
Czy mogłabym wiedzieć co robisz w tych momentach kiedy upadasz tak, jak ja teraz? Dziś czuję się jeszcze gorzej niż wczoraj, wszystko jeszcze bardziej ciąży ku dołowi. Pomagam sobie alkoholem, ale nawet ten nie działa jak powinien i wszystko, co nie powinno, przebija się przez powierzchnię. I miga jak Tobie "no po chuj, po chuj?".

Co do miłości, nie wiem już dziś co mam mysleć. Jak przez mgłę pamiętam tę dobrą relację z samą sobą i brak obsesyjnej potrzeby drugiego człowieka w moim życiu. Może uda mi się trochę podnieść tym na duchu, ale z moich obserwacji wynika, że znajomych da się znaleźć nawet nie mając wielkiej pasji, czasem wystarczy jeden punkt wspólny, jak choćby aspołeczość ;). Ja tego co prawda nie widzę, bo od siebie oczekuję perfekcji. Ale obserwując od lat ludzkie relacje widzę dobrze, że czasem to małe słabości przywodzą ludzi do siebie więc warto być otwartym w tych kwestiach. Ale oczywiście, easier said than done... Dobrze, że starasz się dbać o siebie i utrzymywać ze sobą przyjazne stosunki. Zazdroszczę, że potrafisz to dziś dla siebie zrobić, w moich oczach jesteś po prostu bohaterem.

@Molly

Twoja żyrafa ma w sobie coś fajnego.

Co do terapii - tak, jestem pewna, że to byłby dobry pomysł. Jednak po wszystkich zmianach jakie zaprowadziłam w swoim życiu nie mam już na nią luźnych środków, jak kiedyś. Mogłabym oczywiście spróbować chociaż raz w miesiącu i to pewnie byłoby dobre. Ale dochodzę do punktu w którym nawet przed moją terapeutką wstyd mi przyznać, że znowu upadłam. Dlatego też tracę często kontakt ze znajomymi, bo jak tu po tym jak było tak okej przyznać się znowu, że rollercoaster? "Czuję się cudownie, no pięknie, pięknie, iiii JEB"? Sama nie mam już do siebie na to cierpliwości.

Jeśli chodzi o bliskość, wydawało mi się, że przepracowałam to wzdłuż i wszeż. Aż nie przyszło mi mieszkać kolejny zimny i ciemny miesiąc samej, nie mając z kim podzielić się ani radością ani smutkiem i to wszystko zaczęło się sypać tak, że nawet ja przestałam mieć siłę udawać, że daję radę.


  • molenka lubi to

#13 GoodEnough

GoodEnough

    Średniozaawansowany

  • Bywalec
  • 153 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Południe

Napisano 29 marzec 2019 - 09:48

@orchideaaa

Jak sobie radzę z dołem? Mam wrażenie, że nijak. To jakoś samo przychodzi, gdy brak sensu i pustka we mnie osiągają taki rozmiar, że robi mi się wszystko jedno czy nadal będę żył, cierpiał i ciągnął to wszystko dalej. Przestaję wtedy nawet już myśleć... i to pomaga. Po raz kolejny stawia na nogi. Ponoć każdy upadek i każde powstanie po nim czyni silniejszym, ale ja tego nie czuję. Czasem nawet mam wręcz obawy podczas dołu, że znów mi się poprawi i będę żył jakąś złudną nadzieją i głupim instynktem samozachowawczym. Żal mi samego siebie w tym błędnym kole i jeśli tylko mam siłę, to robię, co mogę, by jakoś "umilić" wegetację temu udręczonemu ciału.

 

Z natury, a może przez moje dzieciństwo lubię pomagać innym, czasem kosztem siebie. Jednak jeśli ciągle dajesz, nie otrzymując nic w zamian, to prędzej czy później upadniesz. Gdy jestem w parterze, to mam głęboko gdzieś innych i zaczynam dbać wyłącznie o swoje (oczywiście bez wchodzenia z butami w dobro innych). To też pewnie kolejny powód, dzięki któremu udaje mi się powstać. Jak mawia moja przyjaciółka: "skoro Ci wszystko jedno, to możesz zrobić wszystko". I ja właśnie zanurzam się w naturalny egoizm. Przestaję służyć innym i zaczynam sobie.

 

Czasem też szukam sensu w tym, że może po to los mnie tak doświadcza, bym pomagał innym, którzy cierpią podobnie. Biorąc jednak pod uwagę w/w sprawy, to moim sporym problemem jest opieranie swojej wartości na tym, jak bardzo mogę pomóc innym, jak bardzo mogę być potrzebny i użyteczny. A przecież podobno człowiek jest wartością sam w sobie? Nie umiem znaleźć równowagi między swoją naturą pomocnika a dbaniem o swoje.

 

Cenię w sobie zaletę, że *radzę* sobie z problemami, a przynajmniej staram się i z każdym upadkiem uczę tego coraz bardziej, by stawiać temu czoło, zamiast uciekać w sen, uzależnienia czy autodestrukcję. Może czasem uciekam w pracę. Jakiś czas temu zauważyłem, że mój ojciec mimo ponad 50 lat na karku, wciąż nie radzi sobie psychicznie i emocjonalnie nawet z drobnymi problemami, bo nauczył się uciekać przed nimi w alkohol czy zrzucanie odpowiedzialności na innych. Zatrzymał się w tej umiejętności na poziomie nastolatka i zwykła awaria samochodu czy dodatkowy rachunek do zapłacenia to dla niego katastrofa emocjonalna. Przy czym *radzić* sobie z problemami nie oznacza zawsze rozwiązywania ich. To oznacza dla mnie żyć nadal, bez uszczerbku mimo istnienia problemu. Może o to właśnie chodzi w tych upadkach i każdym kolejnym razem będzie coraz mniej rzeczy, które mogą je spowodować?

 

Troszkę rozpisałem się poza temat. Życzę byś wyciągnęła z tego coś, co pomoże Ci szybciej wstać :)

 

Ah, teraz sobie przypomniałem, że na terapii grupowej poznałem jedną piękną kobietę, która ma (miała?) podobnie jak Ty. Jest bardzo atrakcyjna, ale też czuje swoją "wewnętrzną inność" przez to zgodnie z zasadą samospełniającego się proroctwa odstrasza potencjalnych partnerów. Nawet na mnie początkowo zrobiła bardzo negatywne wrażenie. Jednak z czasem, im bardziej ją poznawałem i im bardziej się otwierała, to okazała się wspaniałą, dobrą i ciepłą osobą. Teraz jesteśmy przyjaciółmi i utrzymujemy dobry kontakt, a przy poznaniu jej nawet mi to do głowy nie przyszło, już nawet pomijając moje kompleksy... Także rada na Twój problem samotności jest jedna: dać się lepiej poznać. Tylko do tego potrzeba okazji. Tak, by móc się poznawać naturalnie, bez presji, powoli. No ale wiem jak to cholernie trudne i czuję się jak hipokryta pisząc to, bo sam nie potrafię tego przeskoczyć.

 

Ps. Jeszcze słowo na temat perfekcjonizmu. Ja niedawno zauważyłem, że wymagam od siebie zbyt wiele. Za dużo chcę na raz zmienić i poprawić w sobie, a przecież to właśnie wymagania niemożliwe do spełnienia wgrane przez rodziców doprowadziły do moich problemów. Teraz daję sobie spokój. Kiedy poczuję się gotów, to będę działał. Ktoś zapyta: a co jeśli nigdy nie będziesz gotowy do zmian? No cóż... wtedy przynajmniej życie mi minie na spokojnej egzystencji, bez smutku, dryfując między pracą a domem. To lepsze niż dołowanie się, że nie mam czegoś, czego nie mogę mieć.

 


Codziennie publikowana jest nowa, poprawiona wersja GoodEnough, twórca prosi o wyrozumiałość wobec błędów w działaniu ;)

You never know if you don't go...


#14 molenka

molenka

    Molly

  • Moderator
  • 13851 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 31 marzec 2019 - 00:24

@orchideaaa moja żyrafa ma szurnięte poczucie humoru :D 

Poszukaj terapii na NFZ. Jestem żywym przykładem skuteczności takowej, aczkolwiek wiem, że trudniej się na refundowaną dostać.

To, co się z Tobą teraz dzieje to nie bzdet i jeśli masz możliwość rozmowy z dawną terapeutką to powiedz jej o tym. Wstyd jest tu Twoim wrogiem.


giphy.gif


#15 owsianka

owsianka

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 120 postów
  • Imię:Asia

Napisano 31 marzec 2019 - 15:05

Ja też odnajduję wiele wspólnych elementów w Twoim opisie z tym, że mi terapia ani trochę nie pomogła. Nie mam siły na kolejną próbę, nie mam siły na pracę, nie mam siły na nic.







Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych