Skocz do zawartości



- - - - -

Co chciałbym w sobie zmienić...


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
134 odpowiedzi w tym temacie

#121 Willow47

Willow47
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano 17 wrzesień 2020 - 14:16


Odnośnie wyglądu to przykre dla mnie jest to, że jak patrzę na swoje zdjecia z lat wczesnonastoletnich to widzę całkiem ładną laskę teraz (kompletnie nie umiejąca się ubrać czy w jakikolwiek sposób podkreślić/podrasować tej urody ale mimo to ładną) ............................ Gdybym mogła cofnąc się w czasie i wlać sobie trochę oleju do łba.... ech...

 

 

Oj tak....patrzę na swoje zdjęcia z młodości, nawet tej późniejszej i widzę zakutaną w szaro bure wory dziewczynę. A przecież jestem wysoka, prawie zawsze byłam szczupła albo bardzo szczupła, mialam całkiem długie i zgrabne nogi, ładne włosy. I nigdy nic mi się w sobie nie podobało. Nigdy. Na każdy komplement reagowałam jakimiś głupimi odpowiedziami. Za wysoka, za gruba, za chuda, oczy nie takie, piersi za duże, tyłek za płaski....same wady. 


Dołączona grafika
 
Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

#122 amino

amino

Napisano 17 wrzesień 2020 - 15:23

 

 

oczy nie takie, piersi za duże, tyłek za płaski....same wady. 

 Kurczę to tak jak ja  :P  Przez pół życia uważałam, że mam płaski tyłek, nie wiem skąd ja to wzięłam, pewnie z jakiegoś niefortunnego porównania z jakąś jedną jedyną znaną mi laską, która miała lepszy, bo akurat tej częsci swojego ciała mam najmniej do zarzucenia jakkolwiek gupio by to nie brzmiało i za cholerę nie mogę teraz zrozumieć z której strony on niby był kiedykowliek płaski wg. mnie. Za to cycki zawsze uważałam że mam za duże (nie ważne czy akurat miałam rozmiar B czy większy, a teraz za takie B ile ja bym dała...) i z tego kompleksu nigdy się nie wyleczę szczególnie, że kilka gupich komentarzy na ten temat w życiu usłyszałam i oczywiście akurat w te uwierzyłam, bo w te pozytywne to już niekoniecznie. A oczy to już wogóle moja zmora nigdy mi sie w nich nic nie podobało ani kształt, ani wielkosć, ani kolor ani oprawa. Dobrze, że juz jako tako umiem sie umalować bo bez makijażu moje oczy wydaja mi sie tragiczne.


  • Willow47 lubi to

#123 ohnowow

ohnowow
  • Imię:W
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Pomorskie

Napisano wczoraj, 11:10

A u mnie właśnie odwrotnie z tymi kobiecymi wzorcami w domu ;). Moja mama zawsze starała się i nadal stara się wyglądać świetnie wychodząc do ludzi (wygląda jak milion dolarów nawet idąc na 5' do warzywniaka po ziemniaki). Do tego świetna figura typu Pamela Anderson (duży cyc, smukłe ciało), no i po prostu z natury ładna. Poza wzrostem kieszonkowym nie odziedziczyłam po niej niestety nic ;). No i dalsza rodzina (panie) z jednej i drugiej strony też zadbane, piękne, itd. No i pośród nich wszystkich ja. Nie będę sobie dodawać epitetu :P.

 

Mam duuużo kuzynostwa, ale w dzieciństwie (z uwagi na zbliżony wiek) najwięcej czasu spędzałam z dwiema kuzynkami, nazwę je A i P. Przez ileś tam lat, co wakacje, jeździłam na wieś do ciotki (matki A i P) i babci (mieszkały obok siebie). A i P były ślicznymi dziewczynkami, zawsze chwalonymi i w centrum zainteresowania innych ciotek. Również w centrum zainteresowania babci. Pamiętam (co prawda jak przez mgłę), że mając około 4-5lat na jednych z tych wakacji, jedna z ciotek patrząc na naszą trójkę powiedziała coś w stylu "A i P to takie śliczne dziewczynki. A ty W mogłabyś trochę schudnąć". Innym razem babcia robiła naszej trójce fryzury. Jako szara myszka chciałam po prostu kucyka. Babcia się na mnie zdenerwowała i niemal krzyczała, że to takie "niedziewczęce" czy coś w tym stylu i szarpała mi włosy tak mocno, że się popłakałam. A i P chodziły z ciotkami i babcią na łąkę zbierać kwiatki. Mnie babcia zabierała na zarzynanie kurczaków (tru story, łaziłam z nią za jakąś stodołę gdzie był pieniek, na którym zabijała siekierą kury). Żeby jeszcze takie coś wynikało z tego, że byłam krnąbrnym dzieciakiem, ale gdzie tam - była potulna jak baranek. W każdym razie od dzieciaka najzwyczajniej w świecie zazdrościłam A i P, a także każdej innej kuzynce, bo widziałam, że one są ładniutkie, a ja za gruba, za blada, ze zbyt małymi oczami, ze zbyt wysokim czołem itd. Zazdrość to paskudne uczucie, ale cóż, byłam tylko dzieckiem, któremu od zawsze dawano do zrozumienia, że nie jestem tyle warta co inne kuzynki, które wygrały loterię genetyczną ;).

 

Pamiętam też zasłyszane gdzieś w dzieciństwie wielokrotnie urywki rozmów mojej mamy z różnymi ciotkami, takie jak "nie przejmuj się, to tylko dziecięcy tłuszczyk, minie jej" albo "spokojnie, zacznie dojrzewać to schudnie", albo "a pamiętasz, że ja też byłam przezywana pulpet? a teraz jestem szczupła". W moją głowę raz po raz były wszczepiane tezy, że coś jest ze mną nie tak, w sensie fizycznym. Do tego stopnia, że bawiłam się z innymi dzieciakami na podwórku, ale podświadomie wybierałam takie zabawy, w których nie zostanie wykryta moja "fizyczna ułomność", np. nie będę biegła po boisku z trzęsącym się brzuszkiem.

 

Mając około 7-8 lat byłam na zakupach z mamą i córką jej kumpeli (moją ówczesną podwórkową oraz szkolną koleżanką). Poszłyśmy szukać jakiś lumpów dla mnie, a ja byłam tego dnia trochę marudna, bo koszulka, którą miałam na sobie była z bardzo nieprzyjemnego, gryzącego materiału i była najzwyczajniej na świecie na mnie przyciasna. Powiedziałam mamie, że koszulka podwija mi się do góry i mam za duży brzuch na nią. Pamiętam jakby to było wczoraj, jak mama powiedziała "To bardzo dobrze, że to w końcu zauważasz". Moja mama ucieszyła się, że jestem świadoma tego, że jestem za gruba. Byłam. Kurcze. Dzieckiem, do jasnej ciasnej.

 

Dosyć szybko zaczęłam dojrzewać (niestety) i rzeczywiście, jak to przewidziała jedna z ciotek lata wcześniej - zaczęłam też chudnąć, nawet specjalnie się o to nie starając. Była jakaś impreza rodzinna, gdzie wszystkie ciotki i kuzynki zauważyły, że jest jest mnie kilka kg mniej i pierwszy raz w życiu poczułam, że te miernoty mnie w jakiś sposób akceptują. Czy mi się to podobało czy nie, potrzebowałam tej akceptacji, bo to naturalne dla człowieka, że ma potrzebę przynależności do stada, zwłaszcza gdy dzielisz z tym stadem geny. Bardzo mocno skorelowałam szczupłą sylwetkę z akceptacją i mam to do dzisiaj. 

 

Bojąc się, że ponownie przytyję, zaczęłam coraz częściej obmyślać "za i przeciw" anoreksji. Doszłam do wniosku, że zapożyczę pewne zachowania osób chorych na anoreksję, ale będę się pilnować, by nie zaszło to za daleko, bo nie chciałam być tak skrajnie chuda, ani tym bardziej trafić do szpitala. I faktycznie miałam takie okresy we wczesno-nastoletnim życiu, że jadłam, np. 1 miseczkę jagód tygodniowo. Było to baaardzo niezdrowe, ale cóż. Przynajmniej ktoś mnie zauważał i nie byłam już nazywana przez ciotki "grubaską".

 

Potem jakoś już przestałam zazdrościć swoim pięknym kuzynkom i ta zazdrość zamieniła się w bunt przeciwko byciu ładną. Chyba po prostu miałam już dosyć tego, że z uwagi na to, że jestem dziewczyną, to rodzina oczekuje ode mnie, żebym była ładna. Miałam zwyczajnie dosyć tego, że mama mówi mi, że może bym się wymalowała trochę do szkoły (byłam, cholercia, w gimnazjum), żebym wyglądała lepiej. Żebym ubrała się tak i tak, bo to teraz modne (jakby moda była najważniejszą rzeczą na świecie, a to, że jestem rodzinnym mózgiem nie miało żadnego znaczenia). Żebym zafarbowała włosy albo ścięła je tak i tak, bo będę wyglądać lepiej. Te wszystkie komunikaty dawały mi dobitnie do zrozumienia, że mam mega pryszcze, mam nieładny koloryt skóry, włosy nie takie i tak dalej, i tak dalej. Chociaż wiem, że mama chciała dla mnie dobrze, tylko po prostu nie miała świadomości, że może zrobić mi krzywdę forsując szarej myszce bycie kimś kim nie jest.

 

No i teraz mam taki dysonans, że z jednej strony nie czuję parcia na bycie piękną, bo mam pewnego rodzaju lekką skazę w psychice z tym związaną, ale z drugiej strony żyłam w rodzinie, gdzie dobry wygląd był bardzo ważny i zostało mi to tak jakby wpojone. Te dwa podejścia kłócą się we mnie co chwilę.



#124 Willow47

Willow47
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano wczoraj, 12:17

Całe życie udowadniałam rodzinie ( zwłaszcza tej ze strony taty ), że jednak nie jestem taka zła, brzydka, nieudana, niepotrzebna....Byłam więc dzieckiem spełniającym potrzeby innych. Babcia zawsze miała ze mnie wyręke. Tato dostawał piękne laurki na wszystkie okazje, chociaż się mną nie interesował a po rozwodzie to już zupełnie zapominał. Do dziś pamiętam porównywanie świadectw i "wróżenie z fusów", kto kim będzie i kto jak daleko zajdzie i czyja mama dostała więcej nagród i pochwał za to jakie ma dziecko. Nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się wyrwać z tego zaklętego kręgu.

Mieszkaliśmy wtedy w jednym domu, mieszkanie obok mieszkania. Moja kuzynka w tym samym wieku co ja. Jej kolorowe sukienki i moje fartuszki na tym samym sznurku od prania. 

A teraz patrzę na nią, grubą, bez zębów i często pijaną i myślę czy w końcu udało mi się uwierzyć w siebie? Nie. Wciąż mam przed oczami jej piękniejsze laurki, jej ładniejsze sukienki i komentarze jej matki, żebyśmy za wysoko nie mierzyli, bo spadanie z wysokości bardzo boli. 

Na szczęście wierzyła we mnie mama i nawet kiedy miałam porażki zachęcała do ponownej próby. To dzięki niej skończyłam różne szkoły odważyłam się na marzenia.

Moje dzieci znają swoją wartość i wiedzą, że bez względu na wszystko są kochane. Nie potrzebują zasługiwać. 


  • ohnowow i Moon73 lubią to
Dołączona grafika
 
Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

#125 amino

amino

Napisano wczoraj, 12:50

Nasze historie to kolejny przykłąd na to, że przegięcie w żadna stronę nie jest zdrowe i o dziwo może przynoić dokładnie taki sam skutek kompletny brak zainteresowania ze strony rodziców jak jego nadmiar wyrażony w niewłaściwy sposób. Czy będziesz ciagle pouczana, że wygladasz/robisz coś źle i zmuszana do poprawy czy kompletnie ignorowana efekt będzie ten sam: brak poczucia własnej wartości :(

 

@Willow47 U mnie z tym udowadnianiem rodzinie (w moim przypadku matce), że jestem w czymkolwiek dobra akurat zupełnie odwrotnie wyszło. Po kilku nieudanych próbach pokazania mamie na co mnie stać i braku jakiekogolwiek pozytywnego feedbecku z jej strony (bo moja mama jest z tych co jak coś zrobiłam źle albo nie zrobiłam a powinnam to zawsze mi wytknęła ale jak coś zrobiłam dobrze albo coś mi sie udało to sie słowem nie zająknęła, nie pochwaliła, conajwyżej mogłam usłyszeć: "No i tak powinno być zawsze") ja sie zbuntowałam i przestałam cokolwiek komukolwiek udowadniać, przestało mi do pewnego stopnia również zależeć na opinii innych w tym mojej rodzicielki. I tak mi zostało do dzisiaj, że jedyną osobą, której czasem mam potrzebę coś udowodnić jestem ja sama a tak poza tym to generalnie mam w nosie co inni o mnie myślą i o ile sama jestem do czegoś przekonana to nie ma takiej opinii, która mogłaby mnie odwieść od zrobienia tego, a opinia mojej mamy znaczy dla mnie chyba obecnie najmniej. Z biegiem czasu rozciągnęło się to u mnie samoistnie na cała rodzinę i mocno wpłynęło również na mój stosunek do rodziny, który jest kompletnie praktycznie pozbawiony emocji, taką trochę socjopatkę w tej kwestii sobie mamusia ze mnie wychodowała  :lol: Do rodziny mam stosunek ambiwalentny i szczerze mówiąc dobrze mi z tym, szczególnie jak patrzę na tych wszystkich ludzi wokół jak się szarpią sami ze sobą i ze swoimi bliskimi tylko dlatego, ze tak im strasznie zależy. Ja tego problemu nie mam, zawsze to o jedno zmartwienie albo nawet całe ich stadko mniej  :D


Użytkownik amino edytował ten post wczoraj, 12:54

  • ohnowow i Willow47 lubią to

#126 Willow47

Willow47
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano wczoraj, 13:08

@amino a ja na wieść o wizycie TEJ ciotki, pierwszy i jedyny raz w życiu mnie odwiedziła, wpadłam w obłęd sprzątania i szorowania kątów, układania wszystkiego.....moje biedne dzieci nie wiedziały co się dzieje....

 

Niektóre sprawy zostają w nas na zawsze...


Dołączona grafika
 
Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

#127 amino

amino

Napisano wczoraj, 13:16

@Willow47 no i tu mnie masz  ;) bo ja niby mam wylane na to co sobie kto o mnie mysli ale jednak tak nie do konca bo też sprzątam jak opętana przed przyjściem gości (dla jednych mniej dla innych bardziej wychodze z siebie) i w sumie to jest takie podejście w stylu: "niech sobie myśla o mnie co chcą ale ja im pretekstu do kręcenia nosem nie dam", więc robię to bardziej zeby mieć czyste sumienie, że z mojej strony wszystko jest jak należy, więc jak komuś coś nadal nie pasuje to już nie jest mój problem". Pokrętne trochę ale tak to działa.


  • Willow47 i Moon73 lubią to

#128 ohnowow

ohnowow
  • Imię:W
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Pomorskie

Napisano wczoraj, 13:17

@Willow47 no i tu mnie masz  ;) bo ja niby mam wylane na to co sobie kto o mnie mysli ale jednak tak nie do konca bo też sprzątam jak opętana przed przyjściem gości (dla jednych mniej dla innych bardziej wychodze z siebie) i w sumie to jest takie podejście w stylu: "niech sobie myśla o mnie co chcą ale ja im pretekstu do kręcenia nosem nie dam", więc robię to bardziej zeby mieć czyste sumienie, że z mojej strony wszystko jest jak należy, więc jak komuś coś nadal nie pasuje to już nie jest mój problem". Pokrętne trochę ale tak to działa.


Amen

#129 Willow47

Willow47
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano wczoraj, 13:21

Dokładnie.


Dołączona grafika
 
Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

#130 Zołza

Zołza
  • Imię:D
  • Płeć:Kobieta

Napisano wczoraj, 13:27

Jak już tak weszłyśmy na takie rodzinne tematy, to podzielę się moją małą historią.

Zawsze dużo rysowałam i malowałam. I owszem rodzina mnie chwaliła i chwaliła się moimi rysunkami, ale kiedy chciałam się rozwijać w tym kierunku nie było nas za bardzo stać na jakieś specjalne materiały itd. Byłam może w 7 klasie podstawówki, jakoś na ulicy spotkałam z mama moją ciotkę, była dyrektorką szkoły, spytała, co dalej zamierzam. Więc powiedziałam, że chciałabym pójść do szkoły plastycznej. A ona wtedy mi powiedziała, że to nie ma sensu, że tylko stracę czas, że nic po tym nie będę miała. I wtedy był mój wybuch. Nie pamiętam, co jej wykrzyczałam, ale byłam wkurzona, było ostro. Nie odezwałam się do niej przez chyba 15 lat, jak nie dłużej, a mieszka przy tej samej ulicy, co ja. Zaczęłam jej znowu mówić zdawkowe "dzień dobry" tylko ze względu na to, że w tym czasie jakoś zbliżyliśmy się z kuzynem.

Nie poszłam do plastyka, poszłam do ogólniaka, potem na zaoczne studia, których nigdy nie skonczyłam. Dziś ubolewam nad tym, że nie rozwijałam się plastycznie. Ta historia wciąż tkwi mi w pamieci.


  • Moon73 lubi to

#131 Willow47

Willow47
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano wczoraj, 14:07

@{Zołza} a może jakiś kurs znajdziesz w domu kultury? teraz jest coraz więcej zajęć dla dorosłych......warto poszukać


Dołączona grafika
 
Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

#132 Zołza

Zołza
  • Imię:D
  • Płeć:Kobieta

Napisano wczoraj, 14:12

@Willow47 O, co to to nie, ja jestem z końca świata, tu, na prowincji domy kultury oferują zajęcia dla dzieci albo klub seniora. Przy róznych okazjach są kreatywne zajęcia dla wszystkich np decoupage, ozdabianie bombek, jajek, robienie stroików, ale mnie nie kręci robienie kurzołapów.


  • Willow47 lubi to

#133 amino

amino

Napisano wczoraj, 14:13

@{Zołza} też chciałam iśc do plastyka, nawet zdałam egzaminy, nawet mnie przyjęli (warunkowo ale przyjęli) i... zrezygnowałam. Zdałam egzaminy jeszcze raz (bo te do plastyką odbywają sie wcześniej) i poszłam do normalnego liceum. Też raczej mi wszyscy tego plastyka odradzali (moja mama, moja nauczycielka od plastyki) i mieli w tym sporo racji bo w tamtym czasie nie zapowiadało się zeby po takim liceum były jakieś perspektywy. To była inna rzeczywistość niż teraz i takie wykształcenie rzeczywiscie wtedy wydawało się, że kompletni nic mi nie da za to naharowałabym sie w tej szkole 2-3 razy bardziej. Moja mama skonczyła szkołe plastyczną, więc co nieco mi opowiedziała jak to wygląda, poza cięzką pracą z jej perspektywy ta szkoła nic jej nie dała dlatego mi tez odradzała. Moja nauczycielka natomiast martwiła się, że zmarnuje tam swój talent do przedmitotów ścisłych bo matma, fizyka, chemia nie stały tam na zbyt wysokim poziomie a ja miałam ewidentnie smykałkę do tych przedmiotów. A ponieważ inwestycja w przedmioty ścisłe od zawsze była opłacalna w sensie zawodowym to doradzała mi wybranie jakiegoś dobrego liceum gdzie mają wysoki poziom na tych kierunkach bo perspektyw potem więcej, a żeby malować, rzeźbić ect. jak mam talent nie musze kończyć szkoły jak mówiła. No i nie poszłam. W sumie najbardziej z tego wszystkiego przestraszyłam się że będzie ciężej niż w normalnym liceum. I tu akurat miałam rację i do dzisiaj nie wiem czy bym sobie w tym plastyku poradziła. Codziennie po 8h lekcji (w normalnym liceum średnio 4-5h) + masa prac domowych z przedmiotów artystycznych, w sumie siedzenie do nocy codziennie żeby sie obrobić. Po roku od skończenia podstawówki jak juz byłam w liceum spotkałam koleżankę, która jednak do plastyka poszła i doznałam szoku. To był cień człowieka, którego znałam. Schudła jakby była chora, niewyspana z podkrążonymi oczami, nieuczesana, nieumalowana no wizualnie masakra poprostu. Narzekała na zapierdziel i brak czasu dla siebie ale mimo to była zadowolona ale ja patrząc na nią nie żałowałam i nie miałam ochoty się z nią zamienić wtedy. Teraz wiem, że szkoła plastyczna mogła mi dać sporo. W międzyczasie wiele sie zmieniło i otworzyły sie ciekawe perspektywy dla artystycznych zawodów, których wtedy kiedy podejmowałam ta decyzję zwyczajnie nie było i nikt o nich nawet nie śnił. Szczególnie żałuję, że nie poszłam na grafikę komputerową, którą akurat wtedy otworzyli w plastyku kiedy ja zdawałam. Nic wtedy jeszcze nie wiedziałam o komputerach, nie miałam nawet pojecia co znaczy grafika komputerowa i do czego to słuzy. A teraz ? Kurcze jak sobie pomyślę ze mogłam być jednym z pierwszych grafików komputerowych w tym zakątku Polski to troszeczkę mi jednak żal :(


Użytkownik amino edytował ten post wczoraj, 14:15


#134 SmacznyKeksik

SmacznyKeksik
  • Imię:Magda
  • Płeć:Kobieta

Napisano wczoraj, 18:00

Mi by wystarczyło mieć intelekt przeciętny tak, by radzić sobie z życiem jak inni ludzie. Intelekt to wyznacznik człowieczeństwa, a kiedy jest się takim, ekhm, głuptaskiem, jak ja... to naprawdę ciężko żyć. Co gorsza niedostatki intelektualne nie są widoczne na pierwszy rzut oka, więc człowiek w ten sposób skarany przez los nie może liczyć na łaskawe oko społeczeństwa, w przeciwieństwie np. do osób niepełnosprawnych fizycznie.


Oczywiście osoby niepełnosprawne fizycznie też cierpią na szereg wykluczeń i utrudnień infrastrukturalnych i społecznych, nie mam zamiaru negować tego. Tylko zwrócić uwagę na fakt, że osoby z kiepskim intelektem też sobie nie radzą, a jest to mniej widoczne, mniej nagłaśniane i jeszcze mniej rozumiane społecznie.


Użytkownik SmacznyKeksik edytował ten post wczoraj, 18:03


#135 amino

amino

Napisano wczoraj, 22:11

@SmacznyKeksik co masz na myśli dokładniej z tym kiepskim intelektem ? Mozesz podac jakieś przykłady ? Bo wiele rzeczy da sie wypracować, wyćwiczyć. Jedni sie rodzą z pewnymi umiejętnościami typu szybklie kojarzenie faktów, podzielnośc uwagi, dobra koncentracja, dobra pamięć i to sprawia, że sa z automatu sprawniejsi intelektualnie, inni mają w tych obszarach pewne braki czy zakłócenia i to sie przekłada na zdolności intelektualne potem. To niekoniecznie jest tak, że ktoś jest guptaskiem czy jest upośledzony intelektualnie, czasem problem leży gdzie indziej ale przez ten problem np. z koncentracją człowiek wolniej lub słabiej przyswaja wiedzę, wolniej kojarzy, ma problemy z zapamiętywaniem i analizowaniem faktów czy syntetyzowaniem zdobytej wiedzy i to wszystko razem wzięte sprawia wrażenie jakby był mniej rozgranięty. Ale koncentrację i wiele innych rzeczy można ćwiczyć, wtedy wiele się poprawi.

 

Na pierwszy rzut oka u ciebie nie widzę jakichś zauważalnych intelektualnych braków. Potrafisz pisać składnie, zrozumiale, budujesz poprawnie zdania złożone, używasz ze zrozumieniem mniej powszechnych słów czy wyrażeń, nie robisz nawet błędów ani ortograficznych ani stylistycznych ani gramatycznych - to wszystko nie bardzo mi pasuje do tego co o sobie piszesz  :huh:


Użytkownik amino edytował ten post wczoraj, 22:12

  • Willow47 i Nann lubią to





Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych