Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Jak pomóc osobie z CHADem?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
31 odpowiedzi w tym temacie

#1 Niara

Niara

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 57 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 17 luty 2019 - 22:31


Nie wiem już kompletnie co robić. Pisałam na forum o moich różnych problemach, bo sama mam depresję. Mój mąż ma CHAD, jesteśmy ze sobą 11 lat. Na początku nic nie wskazywało na chorobę, ale potem pod wpływem stresu objawy stały się groźne i dla mnie i dla niego. Rzucał ostrymi przedmiotami (nie we mnie, ale rzucał) Przebił pięścią dwie szyby w oknie balkonowym na raz (okno stare w kamienicy), co skończyło się ranami na ręce i lejącą się krwią. 

 

W końcu zabrałam go do psychiatry - natychmiastowa diagnoza - CHAD. Oczywiście było więcej rzeczy, które złożyły się na tą diagnozę, ale mniejsza. Mąż bierze leki, raz jest lepiej, raz gorzej, ale 3 miesięcy jest fatalnie. Pewnie było fatalnie już wcześniej, ale od 3 miesięcy wiem, że jest źle.

 

Nie mam już siły... Nie wiem co robić, ani co mówić. 

 

On nie rozmawia prawie z nikim na co dzień. Po prostu siedzi w swoim świecie, a ja nie wiem jak tam dotrzeć. W grudniu, jak miał myśli samobójcze napisał do przyjaciół, ale twierdzi, że nikt mu nie chciał pomóc. Nie wiem ile w tym prawdy. Znam tych do których napisał osobiście i uważam, że są też moimi przyjaciółmi. Fakt, jedna z tych osób zazwyczaj umie powiedzieć tylko "przykro mi", druga jest typem yolo, a trzecia jest bardzo wrażliwa. Ale myślę, że żadna z tych osób nie chciała dla niego źle. On nie ma pojęcia czego od nich oczekiwał - powiedział mi - a jednocześnie uznał, że wszyscy mają go w dupie, bo nie odzywali się do niego każdego dnia, z pytaniem jak się czuje. Myślę sobie... przecież to hipokryzja, bo bez względu na to jak się czują inni on również się od nich nie odzywa, powtarza nawet, że ma w dupie wszystkich ludzi i ich olewa. Powtarza też ciągle, że czuję się samotny, że nikt go nawet nie próbuje zrozumieć, że wszyscy mają go gdzieś. A to była jedna rozmowa, jedna. 

 

Powiedział mi, że ludzie go zniszczyli... Że jego życie nie ma sensu, że chce się zabić, że nie ma w życiu celu. Że ma w dupie wszystkie kredyty, ma w dupie nasze koty. Że jemu nie chce się żyć. Że spłacanie zobowiązać i praca niczego w jego życiu nie zmienia. Ja naprawdę nie wiem co mówić, co robić... Cokolwiek mówię on i tak powtarza mi, że jest nieszczęśliwy. Gotuję mu, staram się ogarniać dom, zakupy, koty, wychodzić z nim do kina, opiekować się, bardzo, bardzo się starał, ale... Mam już dość... 

 

Nasze życie wygląda tak:

Ja: Kochanie, zapłać rachunek za telefon.

On: to daj mi telefon (telefon leży metr od niego)

 

Ja: Proszę, uczesz się, bo jesteś rozczochrany.

On: To daj mi szczotkę (siedzi rozparty w fotelu)

 

Ja: Mój brat przyjdzie, ubierz się. Jesteś nago, załóż bokserki.

On: To mi znajdź (nawet nie wstanie i nie zajrzy do szafy)

 

Ja: Proszę, umyj się, nie myłeś się od kilku dni.

On: Po co mam się myć?

 

I tak dalej. 

 

Nie myje się, chyba, że go zmuszę. Nie dba o brodę i wąsa. Tak naprawdę ma je z lenistwa. Jak już mu się zdarzy umyć to nie rozczesuje włosów, a ma kręcone i długie. Kończy się to tak, że włosy są sfilcowane, pełne kołtunów, które trzeba wycinać nożyczkami. Całymi dniami biega w samych gaciach. Na zakupy, do lekarza, do kina, jeśli go nie zmuszę i nie dam do ręki idzie w bosych stopach, bez skarpet w klapkach letnich - w śniegu, w deszczu, w mróz, nie ważne. Jak proszę go o cokolwiek, to nawet jeśli powie, że zrobi, to i tak tego nie robi. 

 

Dzisiaj rano, przed wyjściem na zajęcia zbiłam szklankę. W szklance była mąka i woda, szklankę miał umyć dwa dni wcześniej, jak obiecał. Szklanka się zbiła, szkło pokryło kuchnie razem z wodą. Nie mogłam się spóźnić, więc tylko zamiotłam to do kąta. Myślałam, że jak wrócę z zajęć popołudniu to to będzie sprzątnięte. Nie było. Zapytałam go dlaczego, to odpowiedział mi, że on spał cały dzień i tego nie zrobi, jak mam to zrobić. Chociaż dopiero co wróciłam do domu. 

 

Zamiast zrobić pranie oświadcza mi, że ja mam mu kupić nowe gacie. Dzisiaj o 7 rano, zaraz po przebudzeniu powiedział mi, że wszystko jest bez sensu. 

 

Tak to wygląda. Czuję, że moje życie nic dla niego nie znaczy, ale mimo to chcę mu pomóc, tylko nie wiem jak.

 

Próbowałam z nim rozmawiać na różne sposoby. Na spokojnie, po cichu, z emocjami, bez emocji. Dzisiaj zaczęłam krzyczeć, bo już nie mogłam. Mam jeden wniosek - moje słowa nic nie znaczą. Niczego nie zmieniają. 

 

Co mam robić? Jak się zachowywać? Co mówić? Jak mówić? Ja już nie wiem. Mi też się odechciewa żyć, jestem bezradna i zmęczona. 

 

:(  :(  :(


  • molenka i cień wiatru lubią to

#2 titanic

titanic

    Zadomowiony

  • Bywalec
  • 4590 postów
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 17 luty 2019 - 22:56

Bardziej się zastanawiam jak Tobie można pomóc. Masz dorosłe dziecko w domu i  to z tych bardziej uciążliwych.


  • molenka, Complicated_85 i cień wiatru lubią to
CHAD- ...i wszystko jasne...

#3 molenka

molenka

    Molly

  • Moderator
  • 13546 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 17 luty 2019 - 22:59

@Niara` pierwsze, co mi przyszło do głowy, to wizyta u psychoterapeuty. Twoja wizyta. Z moich doświadczeń wiem, że życie z CHADersem jest delikatnie mówiąc bardzo trudne i ze wsparciem terapeuty być może będzie Ci łatwiej. 

Bardzo współczuję :(


  • cień wiatru lubi to

kotek.gif

giphy.gif


#4 cień wiatru

cień wiatru

    cieniu

  • Moderator
  • 9246 postów
  • Imię:Michał
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Orla Perć

Napisano 18 luty 2019 - 14:27

@Niara współczuję, takiego faceta mieć w domu to męczarnia. Zgadzam się z molenką, powinnaś z pomocą psychologa nauczyć się radzić sobie psychicznie z takimi sytuacjami choć zdaję sobie sprawę, że ogólne funkcjonowanie rodziny z kimś z chad będzie mocno zaburzone bez względu na wszystko. Czasem tylko pozostaje cierpliwie to znosić bo używanie tłumaczenia i logicznych argumentów jest niecelowe.

Zgubić się to nic strasznego.
Nie szukać drogi - to jest porażka...

 

 


#5 Niara

Niara

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 57 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 18 luty 2019 - 23:21

Wczorajszy dzień to był jakiś koszmar. Tak jak pisałam o 7 rano poczęstował mnie słowami, że wszystko jest bez sensu. Wieczorem napisałam posta i dopiero potem się zaczął horror. Już nawet nie wiem o co poszło, zapewne o całokształt. Płakałam pół nocy, a on zamknął się w łazience. Bałam się, że coś sobie zrobi, ale słyszałam, że się kąpię, więc nie przyszłam (Wiem jak otworzyć zamek od zewnątrz do łazienki w razie w) myślałam, że po prostu chce pobyć sam, że chce odpocząć, pomyśleć. Nie raz już tak było, że po jakiś akcjach po prostu leżał w wannie i czytał książkę 3h. Ale tym razem zawaliłam. Trzeba było tam wejść, bo moje początkowe przeczucie było dobre. Pociął sobie nogę. Nie wiedziałabym o tym, ale potem wyszedł z łazienki i zamknął się w sypialni. Miał ze sobą komputer, ale telefon zostawił w salonie. Wzięłam go, bo chciałam iść już spać i wyłączyć na noc dźwięki, żeby mnie nie obudziły rano (zamierzałam po prostu spać na kanapie). Ale w telefonie miał włączony komunikator, po odblokowaniu wyświetliła się wiadomość jaką pisał do kolegi... No i... Właśnie. Chciałam z nim pogadać, ale to się skończyło tylko jeszcze większym płaczem, moim rzecz jasna, bo już mnie nie było stać na nic więcej niż rozpacz. Koniec końców siedziałam w salonie, sama i żarłam cukierki. Nie wiem o której usnęłam, ale jak się obudziłam to siedział w fotelu z laptopem, a mi się chciało wymiotować od przejedzenia cukrem. Przyniósł mi wody i odprowadził do sypialni. 

 

A dzisiaj wszystko było jakby nigdy nic. Zawiózł mnie na badania, na obiad i na zakupy (wiecie, normalne, spożywcze, ale są dni, że nawet to jest powodem do tego, by wszystko było bez sensu). To nie tak, że chce mi coś wynagrodzić, on po prostu... Taki jest, że naprawdę zachowuje się jakby nic się nie stało. A ja jestem wewnętrznie rozwalona. Zachowuje się normalnie, ale w środku jestem zmęczona, wykończona. Chce mi się płakać, bo przeżywam, bo nie umiem tak po prostu przejść do porządku dziennego nad tym co słyszę. Czuję się oszołomiona, bo nie wiem do końca co robić... Staram się no być normalna, miła, pomocna. Ale naprawdę nie wiem co przyniesie jutro i się boję, bo ostatnie 3 miesiące to ciągłe czuwanie. 

 

Z jednej strony chętnie poszłabym do mojej psycholog, z drugiej... Czuję się tak, że nie chce mi się rozmawiać. Zwykle gadam wszystko przyjaciółce, jednej, czy drugiej. Zwierzam się. Ale teraz... Nie chce mi się mówić, nie chce mi się przerabiać tego wszystkiego. Ale nie pójdę do terapeutki, bo jedyna, której ufam jest prywatna, pracuje teraz w nowym wypasionym miejscu i cena za wizytę to 150 zł, a w tej chwili nie mam na to. Muszę zadbać o męża, muszę mu kupić okulary. Wygoniłam go do okulisty, bo widział gorzej.  Musi mieć nowe szkła, a niestety z jego wadą -8 szła są strasznie drogie. Musi mieć też nowe oprawki, bo stare się rozlatują. Ja muszę sobie poradzić sama. No i cóż... wyszło na to, że zwierzam się z moich problemów tutaj... 



#6 cień wiatru

cień wiatru

    cieniu

  • Moderator
  • 9246 postów
  • Imię:Michał
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Orla Perć

Napisano 19 luty 2019 - 05:46

@Niara dziewczyno, zwierzaj się, opisuj co czujesz i wyrzucaj wszystko co boli. Jeśli Ci to choć trochę przynosi ulgę i dodaje sił to rób to, czytamy, myślimy, jesteśmy z Tobą!

Zgubić się to nic strasznego.
Nie szukać drogi - to jest porażka...

 

 


#7 Niara

Niara

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 57 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 19 luty 2019 - 14:06

Dzisiejszy dzień to chyba przedłużenie poprzednich. Odebrałam część badań i cóż... Co z tego, żę wszelkie objawy ustąpiły, jak wyniki morfologi są tak samo złe (tragiczne?) jak były. To się oczywiście wiąże z kolejnymi badaniami, z kolejnymi wizytami, których mam już dość. Przez ostatnie dwa miesiące byłam u lekarzy i na badaniach więcej razy niż niektórzy przez całe życie. To nie dotyczy CHADu męża, po prostu, chciałam napisać, że czuję się co raz bardziej załamana.... 



#8 cień wiatru

cień wiatru

    cieniu

  • Moderator
  • 9246 postów
  • Imię:Michał
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Orla Perć

Napisano 19 luty 2019 - 14:08

@Niara co jest z badaniami nie tak bo nie jestem w temacie? Zazwyczaj jest tak, że jak się wali to wszystko na raz i trzeba jakoś się z tym zmierzyć.

Zgubić się to nic strasznego.
Nie szukać drogi - to jest porażka...

 

 


#9 Niara

Niara

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 57 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 19 luty 2019 - 15:00

Od półtorej roku mam wyniki morfologii takie jakby w organizmie toczył się jakiś silny stan zapalny. Największy problem to wysoka leukocytoza, nie nie jest ona może tragiczna bo 20 tysięcy, gdzie norma to do 10 tysięcy, ale ten wynik utrzymuje się miesiącami, co stanowi poważne powody podejrzewać, że coś jest mocno nie tak. Byłam u tylu lekarzy, że aż sama nie zliczę. Ginekolog - znalazł infekcję intymną, dwa razy - ok, dostawałam leki, wyleczyłam. Badania moczu wskazywały na jakiś stan zapalny, choć nie miałam żadnych objawów, dostałam leki - wyleczyłam. Zęby - wyleczone. Rentgen klatki, czy aby na pewno tam nic nie ma - jest ok. Bolała pięta - lekarz - rentgeny inne cuda - to żaden stan zapalny, tylko początki płaskostopia, nosić wkładki. Wyniki cukru podwyższone o kilka punktów - X wizyt u diabetologa - ostateczna diagnoza, unikać cukru, ale to cukrzyca nie jest. Hematolog. USG brzucha kilka razy. Niezliczona ilość badań krwi i moczu, rozmazy automatyczne, rozmazy ręczne, badania na toczeń, na choroby reumatoidalne, na tarczycę, hormonalne - nie wymienię wszystkiego, bo zwyczajnie nie jestem w stanie, nie pamiętam, bo było tego tyle. Praktycznie wszystko jest w normie oprócz morfologii - leukocytoza, neutrofile i x innych parametrów. Dwa razy już podejrzewali białaczkę. Nadal jej nie wykluczyli, a ja jestem co raz bardziej zmęczona stresem i strachem. Od połowy grudnia do początku lutego schudłam 15 kilo, bo praktycznie nic nie jadłam, nie piłam, podłączyli mi kroplówkę i dawali zastrzyki. Wymioty, nudności, biegunka, praktycznie nie wychodziłam z łóżka. Podejrzenia - wrzody, nadżerki, przełyk barretta - męczyłam się praktycznie bez diagnozy  bez leków, mimo chodzenia do pierdyliarda lekarzy prawie miesiąc, w końcu jeden się zlitował dał w ciemno dwa antybiotyki o szerokim spektrum - po ich wzięciu wszystko jak ręką odjął. Po prostu z dnia na dzień wszystko wróciło do normy. Żadnych dolegliwości ze strony układu pokarmowego - tylko, że ta morfologia znów jest zła. I tak się męczę i męczę i boję, że to jakiś nowotwór krwi, albo inne cholerstwo. 



#10 cień wiatru

cień wiatru

    cieniu

  • Moderator
  • 9246 postów
  • Imię:Michał
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Orla Perć

Napisano 19 luty 2019 - 15:07

No to grubo faktycznie.
A czujesz w tej chwili jakieś postępujące dolegliwości fizyczne?
Może leukocytoza jest wynikiem reakcji alergicznych, chorób pasożytniczych lub grzybicy? Może to być też wada układu krwiotwórczego. No ale diagnostyka wiąże się z badaniami niestety.

Zgubić się to nic strasznego.
Nie szukać drogi - to jest porażka...

 

 


#11 Niara

Niara

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 57 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 19 luty 2019 - 15:37

Nic mi nie jest. Nie mam żadnych objawów fizycznych. Wcześniej miałam ciągłe stany podgorączkowe, ale teraz czuje się dobrze. To znaczy mam problemy ze snem - ale to jest raczej wyniki stresu, odstawienia zolaxy, zmiany dawki velaxinu i ogólnie objawów psychiatrycznych. A poza tym wszystko jest okej. Jedyną pierdołą jest opryszczka na ustach, ale to mnie mogło zawiać, mogło być wynikiem tego właśnie, że się nie wysypiam, z resztą ja często łapię opryszczkę, także no. Ale zwracam uwagę po prostu na każda pierdołę, żebym w razie czego mogła powiedzieć lekarzowi. 



#12 Speedy95

Speedy95

    Forumowy Reprezentant Social Menda Crew

  • Bywalec
  • 4043 postów
  • Gadu-Gadu:48162724
  • Imię:Michał
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:okolice Gryfina

Napisano 19 luty 2019 - 16:02

nie chce się bawić w lekarza ale po mojemu to właśnie przez kiepski sen.


Nie po to jesteśmy mózgiem obdarzeni by godność swą na drobne zamienić 
Ty mi pomożesz i ja ci pomogę raźniej będzie walczyło się z wrogiem 
Bo czasy srogie ja dam lek na zmęczoną duszę Ewenement Selecta
Vienio i Pele - To dla moich ludzi feat Gutek, Luis.

#13 Niara

Niara

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 57 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 19 luty 2019 - 17:14

Tylko, że problem ze snem mam od 2-3 tygodni, a wynik morfologi z takimi parametrami utrzymuje się od półtorej roku, 



#14 Speedy95

Speedy95

    Forumowy Reprezentant Social Menda Crew

  • Bywalec
  • 4043 postów
  • Gadu-Gadu:48162724
  • Imię:Michał
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:okolice Gryfina

Napisano 19 luty 2019 - 18:06

no to raczej nie to ale piszesz o sytuacjach stresowych weź to pod uwagę bo też sytuacje stresowe mogły to spowodować...


Nie po to jesteśmy mózgiem obdarzeni by godność swą na drobne zamienić 
Ty mi pomożesz i ja ci pomogę raźniej będzie walczyło się z wrogiem 
Bo czasy srogie ja dam lek na zmęczoną duszę Ewenement Selecta
Vienio i Pele - To dla moich ludzi feat Gutek, Luis.

#15 Niara

Niara

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 57 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 19 luty 2019 - 23:15

Badania miałam robione w najróżniejszych terminach i praktycznie za każdym razem leukocytoza to 20 tysięcy, wiadomo życie to stres, raz większy, raz mniejszy, ale myślę, że to nie może być to. Chyba, że sama depresja może powodować takie wyniki, ale każdemu lekarzowi mówiłam, że się leczę. 



#16 Niara

Niara

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 57 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 21 luty 2019 - 15:52

Jestem co raz bardziej zmęczona i naprawdę nie mam już nikogo z kim mogłabym porozmawiać. Myślałam, że mam przyjaciół, ale chyba się myliłam... Staram się to tłumaczyć, że każdy ma przecież swoje problemy. Ale, czuję się sama. Zostawiona zupełnie sama sobie. Mój mąż... Nie pomaga. A ja czuję, że trzymam się życia już tylko jedną ręką, a u nóg wisi mi ciężar mojego męża i wszystkich problemów. Staram się cieszyć każdym dniem, każdym drobiazgiem. Ogarniam całe nasze życie, od papieru toaletowego i chleba, po czynsz, prąd, telefon, internet. Nie mówiąc już o tym, że mamy 4 koty, które w głównej mierze ja też ogarniam - przycinanie pazurów, czesanie, kuwety. Ok mamy umowę, że ja kuwety, on żarcie, wiadomo, ogarnięcie żarcia jest dużo przyjemniejsze, ale... no cóż... Tak jest i już. 

 

Dzisiaj znów jest dzień, że mąż wisi mi u nóg jak kowadło. Mamy problemy finansowe, naprawdę duże problemy, ale mamy je oboje, tylko, że z naszej dwójki ja staram się cieszyć z wszystkiego co dobre, mimo tych problemów. Pisałam już Wam o tych okularach dla męża. Bardzo wiele czasu zajęło mi namówienie go do tego by poszedł do okulisty. Przy wadzie -8 nie ma co żartować. Po namowach poszedł, miał 3 wizyty, dostał receptę. W tamtym momencie nie mogłam mu kupić okularów, ale moja mama mnie wspomogła i to na tyle bym mogła mu je kupić dokładając tylko na oprawki, które znalazłam w bardzo przystępnej cenie (niecałe 100zł) - udało mi się namówić męża żeby pojechał ze mną do optyka obejrzał je i je przymierzył, jeszcze przed ostatnią wizyta u okulisty. A teraz, od tygodnia próbuję go wyciągnąć do optyka. Odłożyłam pieniądze od mamy żeby były na szkła - które są owszem dość drogie - ale nie mogę patrzeć już na okulary na jego nosie, które się rozpadają. Oprawki są stare, a szkła tak porysowane, że cud, że on w nich jeszcze coś widzi. Jestem zmęczona prośbami i namowami, jestem zmęczona jego ciągłym powtarzaniem jak bardzo jest źle i odmowami na wszystko co chce dla niego zrobić. Nie czuję się autonomiczną jednostką, czuję się dwiema osobami na raz i jest mi zbyt ciężko.

 

Najmilsza rzecz jaka mnie ostatnio spotkała nie miała nic wspólnego ani z nim, ani z moimi przyjaciółmi. Dziewczyna z kursu na który chodzę, z którą widuje się raz na 2 tygodnie, której nie widziałam od grudnia i której tak naprawdę nie znam, przyniosła mi na zajęcia pakiety naklejek z jednorożcami, syrenkami, kotami. W prezencie, bez okazji, tak po prostu. Tylko dlatego, że jestem. Myślę, że ona nie ma pojęcia ile to dla mnie znaczy. Mam wrażenie, że ona lubi mnie bardziej i zna bardziej (wie, że kocham fantastykę, różowy i jednorożce, koty i inne takie :D ) niż ci, którzy mnie otaczają. Nie oznacza to, że obkleiłam mieszkanie jednorożcami, ale przykleiłam sobie kilka naklejek na laptopa i teraz siedząc przy nim myślę o tym, że to była najmilsza rzecz jaka mi się przydarzyła od bardzo dawna. Kot by pomyślał... Dorosła baba cieszy się z naklejek dla dzieci, a jednak... Nie chcę żyć i widzieć każdego dnia na czarno. Wolę żyć i mi mieć wokół siebie jednorożce dla małych dziewczynek (moja psycholog powiedziała mi kiedyś, że rekompensuje sobie dzieciństwo w ten sposób, myślę, że jest w tym wiele prawdy, ale nie o tym mowa) Tylko, że jest mi co raz ciężej. Jakbym trzymała ciężką, czarną zasłonę, a ona codziennie stawała się cięższa i cięższa, a nie ma przy mnie nikogo kto by pomógł mi ją dźwigać. I boję się, że któregoś dnia ona po prostu spadnie mi na głowę i zasłoni cały świat. 


  • molenka i Willow47 lubią to

#17 anche

anche

    anche

  • Moderator
  • 5188 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 22 luty 2019 - 00:30

Niara, alkoholik jest chorą osobą, a jednak nie usprawiedliwia to jego zachowań, choć pozwala je bardziej zrozumieć.
To, że Twój partner jest chory nie tłumaczy wysysania z Ciebie całej energii i zostawiania Ciebie ze wszystkim co nie sprawia jemu przyjemności czy ulgi.
Potrzebujesz sama pomocy.
Być może uda się pomóc Twojemu mężowi i będziecie jeszcze fajnym i zdrowym związkiem, ale pomoc drugiej osobie to danie jej wędki, czasem wykopanie nad rzekę, a nie podanie na tacy upieczonej ryby z frytkami. Zamieniasz się w matkę opiekunkę, a Twój partner w chore dziecko. To nie jest zdrowe dla żadnego z Was. Zrób to dla Was i zadbaj o siebie, o swoją moc i siłę.
 
Możesz być naprawdę dumna z siebie i z tego jak sobie radzisz, sama, w tych ciężkich chwilach. Kobiety to są jednak mistrzynie świata :)
Trzymaj się ciepło i zadbaj o siebie, pozdrawiam

  • molenka i nicram1985 lubią to
szczęście nie jest dziełem przypadku ani darem bogów.
szczęście to coś, co każdy z nas musi wypracować dla samego siebie.
~ e. fromm

#18 Niara

Niara

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 57 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 23 luty 2019 - 01:05

anche - masz rację z tym alkoholikiem... niestety...

 

Wczorajszy dzień, a raczej wieczór upłynął pod znakiem kolejnej kłótni, zaczęło się od rozmowy skończyło jak zwykle, ale... Nie wytrzymałam nawrzeszczałam na męża tak, jak jeszcze nigdy, wydarłam się do granic możliwości, mówiąc, że mnie już nie obchodzi czego on chce, a czego nie, idzie do psychiatry, trudno, nie zjem obiadu przez tydzień, a zapłacę mu za wizytę (oczywiście to było przekoloryzowane, ale wiecie o co chodzi). Że wsiada w samochód w poniedziałek i jedzie razem ze mną po nowe okulary i zaczyna ogarniać swoje życie. I żre codziennie leki, rano i wieczorem, a nie w kratkę. Koniec kropka. Po prostu puściły mi już nerwy. Takie sytuacje są jak rosyjska ruletka, nigdy nie wiesz gdzie jest kula. Nie wiem co podziałało, nie wiem czy wcześniejsza rozmowa, czy to, że już mi wszystko puściło i na niego nakrzyczałam, ale nagle jakby otrzeźwiał? na jak długo nie wiem, ale zamiast chcieć się zabić powiedział, że mam rację, że przeprasza, że dziękuję, że przy nim jestem i go nie zostawiłam. Ogarnął się na tyle, że się wykąpał i doprowadził do ładu chociaż swoje ciało. Potem gadaliśmy do 4 nad ranem, nie tylko o problemach, raczej o wszystkim i to bez kłótni. Dzisiaj też było w miarę w porządku, zabrał się za pracę nad grą, którą programuje, zawiózł mnie do szkoły, w której chodzę na kurs, zrobił zakupy. Nie mówię, że teraz rzucił się w wir pracy, ogarnął dom i zaczął skakać z radości, ale przynajmniej nie leży i nie użala się nad sobą. Nie wiem jak długo tak będzie, ale nawet jeden dzień bez tego wszystkiego to już sukces. Cieszę się, choć jestem zmęczona całym tym tygodniem. Jutro mam wolne, ale w niedzielę idę na zajęcia. Tak naprawdę to miałabym ochotę przespać następny tydzień, ale jak przychodzi co to czego to spać nie mogę... 

 

Dzięki, że jesteście i mogę się komuś wygadać... 


  • titanic, Speedy95 i cień wiatru lubią to

#19 Speedy95

Speedy95

    Forumowy Reprezentant Social Menda Crew

  • Bywalec
  • 4043 postów
  • Gadu-Gadu:48162724
  • Imię:Michał
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:okolice Gryfina

Napisano 23 luty 2019 - 02:17

Współczuję tobie.
  • zielona-dama lubi to
Nie po to jesteśmy mózgiem obdarzeni by godność swą na drobne zamienić 
Ty mi pomożesz i ja ci pomogę raźniej będzie walczyło się z wrogiem 
Bo czasy srogie ja dam lek na zmęczoną duszę Ewenement Selecta
Vienio i Pele - To dla moich ludzi feat Gutek, Luis.

#20 Nezuuu

Nezuuu

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 118 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 23 luty 2019 - 07:27

@Niara Boże, to jest jakiś koszmar. On w ogóle chce sobie samemu pomoc?





Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych