Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

przemijająca kreatywność i pomysłowość a po niej... pustka


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
5 odpowiedzi w tym temacie

#1 moniek22

moniek22

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 27 postów
  • Imię:Adam
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Wrocław

Napisano 08 styczeń 2019 - 09:46


Witajcie :)

 

Niby żyję bardzo długo mając osobowość borderline, to jednak nie mogę się pogodzić  z tym, że moje kreatywne myślenie jak i rodzące się pomysły, aby swoje życie pozytywnie ubarwić są bardzo przelotne. Coś do głowy wpadnie a za chwilę odczuwam pustkę i bezsens.

Kiedy miałem wielką pasję pisania bajek czy wierszy itp. to czułem się dowartościowany, bo wiedziałem, że jak ktoś przeczyta utwór dla dzieci, to dam tym komuś radość. Jednak w chwili obecnej jest tak, że rodzi się chęć napisania jakieś bajki czy wiersza a brakuje jakby myśli, weny do tego. Zaczynam popadać w stany zawieszenia i kompletnej beznadziejności. Nie tak dawno jeszcze udało mi się napisać parę opowiadań i wierszy ale szybko się zniechęcam, bo wydaje mi się, że piszę ciągle o jednym i tym samym. Mam ogromny problem z nabraniem jakiejkolwiek inspiracji od innych artystów, którzy piszą wiersze i inne dzieła,bo mam problem z zapamiętywaniem, tego co przeczytam...Szybko ucieka mi treść z głowy, jestem strasznie rozkojarzony a jak już się skupię to  moja pamięć i tak szybko przemija co do tekstu, nawet jak mnie coś zainteresuje.Z drugiej strony chciałbym mieć taki pomysł i kreatywność na swoje życie aby móc normalnie egzystować w przyszłości co nie jest dla mnie proste, bo jakiekolwiek inne zainteresowanie czymś konkretnym, pożytecznym kończy się 

ogólnym zniechęceniem, brakiem motywacji i przechodzeniem w jeden tylko schemat myślenia. Robić coś aby zająć swój umysł i nie myśleć o problemach z emocjami...

Nie ma co się z jednej strony dziwić, bo każdy kto byłby latami zamknięty w domu, bez możliwości wyjścia na zewnątrz pod zakazem odgórnym rodziny, którzy myślą że ja jestem tak bardzo chory, że się o mnie boją to wszystko zamyka bramę przed samorealizacją...

Pisałem już o tym wcześniej ale to jest naprawdę przytłaczające, bo nie można być kreatywnym w znacznym stopniu jak rodzina płytko myśli o tym jak można żyć... Kiedy mówiłem o tym, że chciałbym być wolontariuszem to rodzina mówiła mi że nie dam sobie rady, albo też mieli wymówkę typu :" masz być w domu i zająć się dzieckiem i mną a nie gdzieś się szwędać po dworze. Przeszło wszystko cały mój upór. Przestałęm myśleć o jakimkolwiek wychodzeniu z domu i popadłem w izolację...Wiem że tak nie można i mam tego świadomość i dlatego też zacząłem myśleć negatywnie o swoim całym życiu.... Za tym poszła myśl ucieczki z domu, ale nie na wydrę tylko konkretne myśli związane z chorobami somatycznymi, sercowo-naczyniowymi, układu oddechowego, nerwowego etc.

Nawet utrwaliłem sobie myślenie o tym, żeby mieć amputację kończyn, żeby znieść ból fizyczny i pójść do domu opieki żeby nie żyć tylko w jednym i tym samym chorym schemacie, gdzie tylko stres rządzi ze wszech stron, co dotyczy problemów związanych z chorobą dziecka, pędem mamy idącej codziennie do pracy, no i ojczym jest poważnie chory po dwu udarach i z chorym sercem, leżacy całymi dniami, gdzie trzeba nad nim czuwać. Wyciągnąłem taki wniosek ze swojego życia, że żyję bo odycham jeszcze. Dlatego też będę działał, pomagał rodzinie do czasu aż ja sam podupadnę, bo i tak mam stale silne nastroje podchodzące już pod taki afekt, że nie mogę go niejednokrotnie znieść. Tłumaczę to sobie po cichu, że muszę to przełamać mając wgląd w siebie ale jak przychodzi taki moment że mam autoagresję( hipowentylację), to to robię, stwarzając jeden wielki pozór, że jest wszystko ok... W okresie silnej euforii i słowotoku skierowanego do najbliższych jakoś jest inaczej bo mam zgranie i motywację do wielu rzeczy.... Jak z tego wyjść  to nie wiem.. Chyba trzeba całe swoje życie odgrywać swoją rolę a potem po prostu...umrzeć, albo  " być jak taka roślinka"...

 



#2 Willow47

Willow47

    Zadomowiony

  • Moderator
  • 8228 postów
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano 08 styczeń 2019 - 22:46

Witaj Adamie. Nie bardzo rozumiem dlaczego rodzina usilnie zamyka Cię w czterech ścianach? Czy oprócz borderline masz jakieś inne współistniejące choroby, które uniemożliwiają Ci funkcjonowanie w społeczeństwie? 

Ludzie to zwierzęta stadne. Potrzebują innych jak kania dżdżu. Nawet samotnicy i introwertycy egzystują w społeczeństwie.

 

Nie myśl negatywnie o sobie. Zacznij wychodzić do ludzi. Może do biblioteki? Może jakieś pasje w sobie odkryjesz i zaczniesz się realizować?


  • nihilea lubi to
Dołączona grafika
 
Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

#3 nihilea

nihilea

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 16 postów
  • Imię:Nihilea
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Gdynia

Napisano 08 styczeń 2019 - 23:59

Adamie. 

Czytając Twój post między wierszami wyczytuję, że rodzina może na Tobie stosować chwyt "my tacy biedni, zajmuj się nami", co przyczynia się do poczucia winy, a dalej do problemu "zerwania pępowiny" i psychicznego uniezależnienia się. Oczywiście nie sugeruję, by opuścić dom, chorego ojca, a stać się niezależną psychicznie jednostką, która najpierw rozwiązuje swoje problemy, a potem ew. innych.

 

Tak jak wyżej napisała Willow, znajdź czas na wyjście do ludzi. Biblioteka to dobry początek; sama często do niej zaglądam, kiedy nie czuję się na siłach, by wykrzesać z siebie coś kreatywnego ani mieć intensywnego kontaktu z ludźmi; jednocześnie ktoś jest w pobliżu i to podnosi na duchu. 

 

Kreatywność. Z jej brakiem radzę sobie czasami siłą, siadam, kartka, przybory. Rysuję, do za przeproszeniem, porzygu. Po paru takich sesyjkach ochota na szkicowanie przychodzi sama. Trzeba się rozruszać, a jednocześnie nie wymagać od siebie Bóg wie czego. 


  • Willow47 lubi to

"Nobody exists on purpose. Nobody belongs anywhere. We're all going to die. Come watch TV."


#4 moniek22

moniek22

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 27 postów
  • Imię:Adam
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Wrocław

Napisano 09 styczeń 2019 - 08:36

Poza stwierdzonym Borderline psychiatrycznie mam jeszcze problem z dysfunkcją jąder podstawnych i płatów czołowych, skroniowych, robaka móżdżku. Układ pozapiramidowy odpowiedzialny za ruchy i ich koordynację został zaburzony i nie mogę samodzielnie chodzić Przez to cała moja rodzina boi się że gdzieś się przewrócę na ulicy, tak bardzo są przelęknieni. Ja uważam że nie jest to problemem, bo jakoś próbuję utrzymać równowagę i mi się udaje ale mięśnie odmawiają posłuszeństwa, chód  jest niepewny bez jednej kuli o której się poruszam. Wszystko najprawdopodobniej rozwinęło się dodatkowo za sprawą leków które brałem neuroleptyków, na psychozę która towarzyszyła mi przez dwa lata w borderline...Byłem całkowicie wyłączony ze świata zewnętrznego, pogrążony w dziwactwach, urojeniach i lękach psychotycznych związanych ze swoją śmiercią... Przez to rodzina jest taka przeczulona i do tego dłogotrwała autoagresja, z którą walczę ale nie do końca..bo jest ta cholerna hipowentylacja...gdzie nie mogę się jej oprzeć...Ojczym boi się i mama również że wyjdę i nie wróćę bo zdarzało się też i tak że uciekałem gdzieś i szukała mnie potem policja przez dwa dni...bo uciekłem do lasu...chodząc po nim...i myśląc o tym żeby się zabić...

Tak to mniej więcej wygląda. Dziękuję za odpowiedź...



#5 anche

anche

    anche

  • Moderator
  • 5242 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 11 styczeń 2019 - 00:21

Próbowałeś może terapii?

Nie pytam żeby coś zmieniać w Tobie, bardziej myślę, że przydałaby Ci się osoba która mogłaby podbudować Twoją wiarę w siebie, aby móc postawić na swoim, co w sytuacji, gdy masz kilka osób nastawionych na "nie" jest po prostu trudne i z którą mógłbyś na spokojnie przygotować się na ta konfrontację.
Rodzina chce dla Ciebie dobrze z tego co czytam, martwią się o Ciebie i zależy im na Tobie, jest w tym mimo wszystko i coś pięknego i wzruszającego, nie chciałabym też tak tego negować.

Myślę, że to ważne żebyś spróbował spotkać się nawet raz na konsultację z psychologiem, bo niestety, ale rodzina chcąc dla nas dobrze wpycha nas czasem w sytuacje których nie chcemy i w bycie osobami którymi nie chcemy być. Przeciwstawienie się im wymaga wewnętrznej siły której jak rozumiem trochę Ci jeszcze brak w związku z poprzednimi doświadczeniami. Myślę, że możesz mieć z nimi naprawdę piękny i bogaty wkład w życie innych, byłoby ogromnie szkoda, gdyby zamknięto go w czterech ścianach w których, jak rozumiem, przygasa.


  • Willow47 i moniek22 lubią to
szczęście nie jest dziełem przypadku ani darem bogów.
szczęście to coś, co każdy z nas musi wypracować dla samego siebie.
~ e. fromm

#6 moniek22

moniek22

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 27 postów
  • Imię:Adam
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Wrocław

Napisano 11 styczeń 2019 - 15:10

Dzięki anche. Bardzo mnie podbudowałaś tymi słowami. Bardzo rzadko miałem do czynienia z takim zrozumieniem ze strony innych ludzi. Mimo wszystko radzę sobie jakoś z tym wszystkim, szukam stale celu i nie poddaję się co jest chyba najważniejsze... Ale jak piszesz to zamknięcie w czterech ścianach jest frustrujące. Z jednej strony przyzwyczaiłem się do takiego schematu życia( bo było też i tak,że reagowałem silną agresją, ambiwalencją uczuciową wprost), to jednak tego nie robię bo panicznie boję się tego poczucia odrzucenia i wewnętrznego napięcia, braku możliwości współgrania z otoczeniem rodziny. Mówię mało w ciągu dnia, mało rozmawiam, to jednak to zaakceptowałem i...cieszę się z tego, bo nie znosiłem tego wewnętrznego napięcia  związanego ze swoim milczeniem i milczeniem rodziny...Jednak moje myślenie jest dwojakie, z jednej strony myślę pozytywnie a z drugiej negatywnie o sobie i to powoduje dużą zmienność co do podejmowanych działań i nastroju w ciągu dnia( od silnej euforii, słowotoku skierowanego do siebie, rodziny, po apatię..)

Ale co najważniejsze to nie mam dysforii, która jest dla mnie straszna, bo za bardzo użalam się wtedy nad sobą a tego już szczerze mówiąc nie chcę i...żyję obecnie w starym schemacie, jakim jest nakręcanie się na wszystko co jest do zrobienia w domu, bo to jest jedyne wyjście, a wolnej chwili internet, gdzie szukam w nim zajęcia dla siebie....

Pozdrawiam serdecznie  ;)


A co do terapii, to próbowałem jej na oddziale dziennym z marnym skutkiem bo utrzymywała się silna apatia i totalna blokada emocjonalna przed jakimkolwiek myśleniem i...słowem. Kontakt ograniczał się do minimum. Dopiero po innych lekach p-depresyjnych zacząłęm normalnie w miarę żyć i radzić sobie bo mam stany euforii i dzięki temu odblokowałem się trochę choćby na rodzinę...


  • Daniela2018 lubi to





Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych