Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Depresja, a praca


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
73 odpowiedzi w tym temacie

#41 Agata60

Agata60

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 42 postów
  • Imię:Agata

Napisano 16 grudzień 2018 - 02:04


Tak pomyślałam jeszcze, skoro szukasz pracy to może rozejrzyj się za współpracą z jaką grupą taneczną? Oni często potrzebują fantazyjnych stylizacji.


  • molenka i Willow47 lubią to

#42 miriam*

miriam*

    Zadomowiony

  • Bywalec
  • 2968 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 16 grudzień 2018 - 19:32

Moja praca była spoko, tylko mój szef niestety nie był... Psychiatra stwierdził ciężką reakcję na stres. Teraz czekam na decyzję o niepełnosprawności.
  • molenka lubi to

#43 Niara

Niara

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 68 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 10 styczeń 2019 - 15:09

Szukanie mojej pracy utknęło w miejscu. 3 tygodnie temu zachorowałam, myślałam, że to zwykły wirus, jelitówka. Byłam u wielu lekarzy, ale wymioty i biegunka od 3 tygodni niezmiennie, niewiele jem, niewiele piję, dostałam kroplówkę i zrobili mi mnóstwo badań. Tyłek boli mnie od zastrzyków. Lekarze analizując moje badania, które robiłam często w 2018 roku, plus te które są teraz, krew, mocz, usg... Ech... usłyszałam coś, czego nikt nie chciałaby usłyszeć... Wstępna i przypuszczalna diagnoza... białaczka. Ja... jestem w rozsypce. W totalnej rozsypce. Nie mogę spać, bo śnią mi się koszmary. Czekam na wyniki kolejnych badań i wizytę u hematologa, który ma to potwierdzić lub zaprzeczyć. Boję się, cholernie się boję. Nie mogę przestać o tym myśleć i nie wiem już z kim rozmawiać. Powiedziałam mojej najlepszej przyjaciółce, ale spamowanie jej na komunikatorze ciągle o moim strachu jest... sama nie wiem jakie. Pociesza mnie i jest ze mną, ale ja nadal jestem przerażona. Mąż wie, wiedział jako pierwszy i boi się równie mocno, jeśli nie bardziej niż ja. Od czasu do czasu łzy napływają mi do oczu, ale nie płaczę jako tako. Jednak włada mną strach. Powiedziałam też mamie, która jest sceptyczna, ale wiem, że się boi. Jestem zmęczona i prawdę mówiąc nie mam pojęcia jak przetrwać te dni oczekiwania. Nie wiem już czy żołądek skręca mi się od choroby, czy ze strachu. 



#44 miriam*

miriam*

    Zadomowiony

  • Bywalec
  • 2968 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 10 styczeń 2019 - 16:09

Kasiu współczuję bardzo... Najważniejsze jest życie i zdrowie, a każde podejrzenie choroby nowotworowej może wywołać poważne lęki. Mimo wszystko nie poddawaj się złym myślom. Jeszcze nie masz ostatecznej diagnozy, a nawet jeśli będzie to jednak medycyna posuwa się na przód, ciągle są nowsze metody leczenia. Przytulam mocno.

#45 Niara

Niara

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 68 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 10 styczeń 2019 - 16:18

Tak na marginesie nie Kasia, tylko Aneta, ewentualnie Niara/Niarka i tak dalej ;) Ale spoko, nic się nie stało. 

 

Wiem, że medycyna posuwa się na przód, ale to oczekiwanie na diagnozę jest frustrujące, kompletnie nie wiem co ze sobą zrobić, czym się zająć. Ze względu na to, że ledwo żyję głównie leżę w łóżku i oglądam tv, bo nie bardzo jestem w stanie cokolwiek robić, a takie leżenie no cóż... nie zabija myśli i przypuszczeń. 



#46 miriam*

miriam*

    Zadomowiony

  • Bywalec
  • 2968 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 10 styczeń 2019 - 16:32

Przepraszam Anetko :)
Kilka lat temu czułam się bardzo osłabiona. Poszłam do lekarza i dostałam zlecenie na badania. Kiedy odbierałam RTG klatki powiedzieli mi, że coś jest nie tak i muszą mi jeszcze zrobić zdjęcie boczne z kontrastem. Zanim wylądowałam u prywatnego kardiologa przez 2 tygodnie zrywałam się w nocy, bo wydawało mi się że przestaję oddychać i umieram. Po echokardiografii kardiolog z uśmiechem powiedział mi że, z taką wadą serca to mogę spokojnie żyć.
  • cień wiatru lubi to

#47 Willow47

Willow47

    Zadomowiony

  • Moderator
  • 8268 postów
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano 10 styczeń 2019 - 18:05

Niaro bardzo mocno przytulam. Mam nadzieję, że to jednak tylko wirus, którego w końcu pokonasz. 

Z doświadczenia wiem, że najgorsze jest czekanie na diagnozę. Bo potem, nawet z niepomyślną diagnozą człowiek przełącza się w tryb zadaniowy i działa.

Jeśli masz siłę to spróbuj wstać z łóżka i może zajmij się kolejnym strojem? Masz takie kreatywne pomysły i tak wspaniale szyjesz :)

Nie czytaj w internecie, bo wiesz, że ludzie bzdurzą i przekłamują słowa lekarzy, na zasadzie zobacz jaka jestem biedna/jestem chorszy niż ty.....

A jeśli nie masz siły wstać to czytaj, oglądaj tv, bądź z nami na forum...

 

Jeszcze raz przytulam z całych sił :)


  • molenka i cień wiatru lubią to
Dołączona grafika
 
Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

#48 cień wiatru

cień wiatru

    Zadomowiony

  • Moderator
  • 13365 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 10 styczeń 2019 - 18:12

@Niara a ja jestem dobrej myśli i ty też bądź :).
Wstępne diagnozy często są chybione, proszę nie denerwuj się. A nawet jeśli to się potwierdzi to trzeba działać! Białaczkę można leczyć i leczy się ją z powodzeniem.
Głowa do góry, patrz do przodu i melduj nam tu o wszystkim co potrzebujesz :)

#49 Niara

Niara

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 68 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 10 styczeń 2019 - 21:35

Niestety to prawda... czekanie na diagnozę mnie dobija. Ciągle sprawdzam na portalu pacjenta (bo mam pakiet w luxmedzie, który sama sobie opłacam), czy już są wyniki. Powiedziano mi, że czeka się od 4 do 10 dni, ale i tak sprawdzam i sprawdzam, mając nadzieję, że coś zobaczę. Martwię się, bo nie dość, że wyniki badań krwi są masakryczne, to jeszcze mam powiększoną wątrobę. 

 

Szczerze mówiąc zupełnie nie mam na nic siły. Muszę się przyznać, że przez to, że niewiele jem, wymiotuję, mam biegunkę i generalnie piję też niewiele, to brakuje mi sił. Ciągle chce mi się spać i ledwo docieram do toalety. Gdyby nie mój mąż to byłabym zupełnie zapuszczona, bo ostatnio nie byłam nawet w stanie sama wziąć prysznica. Na szczęście mam jego i pomaga mi na każdym kroku. Nawet jeśli musi mnie umyć i przebrać. Głównie leżę, w dzień na kanapie przykryta po uszy, a mąż donosi mi rumianek. Na noc wracam do sypialni. Mam koszmary, budzę się, ale koniec końców i tak spędzam w sypialni mnóstwo czasu. Kiedyś jak chorowałam to lubiłam haftować, albo pisać opowiadania, ale teraz mam z mózgu kisiel. Także telewizja, dvd i tyle. 

 

Dziękuję Wam wszystkim za ciepłe słowa, to bardzo mi pomaga <przytulam>



#50 Willow47

Willow47

    Zadomowiony

  • Moderator
  • 8268 postów
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano 10 styczeń 2019 - 23:10

Kochana Niaro, ta informacja jest bardziej dla Twojego męża niż dla Ciebie. Pij wodę z miodem, cytryną i solą. To naturalny izotonik. Piją go wszyscy sportowcy. Bez chemii i żadnego dziadostwa. Ile możesz tyle pij. Zabierz sobie dostęp do portalu pacjenta. Też mam luxmed. Wiem jak działa. Powiedz mężowi niech zmieni hasło i da Ci zajrzeć dopiero jak bedą wyniki. Ja bym tak zrobiła. Inaczej zwariujesz a dodatkowych emocji teraz nie potrzebujesz.

 

Cieszę się, że masz w nim oparcie. 

 

Ściskam Cię mocno i pamiętam w modlitwie.


  • molenka lubi to
Dołączona grafika
 
Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

#51 Killing me softly

Killing me softly

    Średniozaawansowany

  • Bywalec
  • 419 postów
  • Gadu-Gadu:10445693
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Catskill

Napisano 13 styczeń 2019 - 15:23

Niara bardzo współczuje, dobrze, ze chociaż masz kogoś, to BARDZO DUZO daje, niektórzy w samotności muszą cierpieć i znosić takie stany.. a wtedy jest juz prosta droga do samobója


Coś prowadzi mnie za rękę, może Pan, może szatan, sam już nie wiem co to jest


#52 Niara

Niara

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 68 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 03 luty 2019 - 22:36

Dawno mnie nie było, niestety mój koszmar chorobowy trwa nadal. To znaczy mam już wszystkie badania, to nie toczeń, ani choroby reumatoidalne, hematolog powiedział, że on uważa, że to raczej nie białaczka, ale gwarancji nie daje. Dostałam mega silne antybiotyki, niedługo kończę je brać. Mam odczekać 2 tygodnie i znów na badania. Jeśli wyjdą źle, no to mam skierowania na kolejne i kolejne. Do tego jeśli nie przejdą mdłości to gastroskopia. Do tego... ech... dołożyłam sobie, bo postanowiłam rzucić palenie. Paliłam 1,5 roku. Ale nie mogę palić, po fajkach jest mi jeszcze bardziej niedobrze, piecze mnie język i ogólnie fuuj. Tylko, że odwyk nikotynowy też się wiąże z mdłościami i innymi problemami. Chciałam stosować plastry, ale nie mogę, bo biorę hormony, przynajmniej tak mnie poinformowała farmaceutka. Poleciła mi branie magnezu. Jestem rozdrażniona, ale i tak myślę, że to dobry wybór. Może moment niezbyt, ale jeśli mam mieć mdłości to wolę je mieć nie paląc, niż paląc. Jeszcze w domu nie jest źle, bo rzucam razem z mężem, równo zaczęliśmy palić i razem rzucamy, gdyby on palił, a ja miała przestać to chyba bym zwariowała. Najgorsze jest palące towarzystwo, a muszę odwiedzić moich rodziców (długa historia, trzeba ich odebrać z jednego miejsca i odwieźć do domu, czyli na wieś), a moja mama pali 40ści lat, kopci jak komin, więc będę musiała siedzieć w dymie papierosowym. Czuję, że to będzie wyboista droga. 



#53 Willow47

Willow47

    Zadomowiony

  • Moderator
  • 8268 postów
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano 03 luty 2019 - 22:48

Dasz radę. No i dobre wiadomości zdrowotne. Najgorsze wykluczono. Czyli z resztą sobie poradzisz :) 


Dołączona grafika
 
Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

#54 Niara

Niara

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 68 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 01 kwiecień 2019 - 21:53

Odświeżam temat. Wszystko mi się w życiu popierdzieliło do kwadratu. Wczoraj próbowałam się zabić, nażarłam się tabletek. Mąż się zorientował i... koniec końców wszystko wyrzygałam. W piątek okazało się, że muszę zamknąć forum które prowadziłam przez 10 lat. Powiedziałam to przyjaciółką, wprost, bez owijania w bawełnę. One były też adminkami tam. Myślałam, że... Że dostanę wsparcie, a dostałam kopniaka w brzuch i z pięści w twarz. W sobotę powiedziałam im, że może uda mi się namówić męża by chociaż na ten miesiąc forum przeniósł na inny serwer, bo za tamten nie miałam już jak zapłacić. Nie odezwały się do mnie. Cisza. Milczenie. Wczoraj w nocy dostałam od jednej z nich wiadomość, kosmicznie długą wiadomość. Powiedziała mi, że potraktowałam ją jak gówno, jak ścierwo, jak szmatę. Że ona włożyła w forum 5 lat życia, a ja dla kaprysu chce je zamknąć. Ja je tworzyłam 10 lat, napisałam tysiące stronę tekstu (forum z opowiadaniami fantasy, sama je pisałam, tworzyłam świat od zera przez 10 lat), to nie mój kaprys, a komornik na koncie, niezapłacony ZUS, nie możność opłacenia serwera i wizja zamieszkania pod mostem. Długa historia. Ale to ja ją potraktowałam jak szmatę. I nawet jeśli forum jakimś cudem zostanie, to ona się wypisuje z interesu. Druga... druga przyjaciółka może nie powiedziała, że traktuję ją jak szmatę, ale w sumie też wypisuje się z interesu. Więc zostanę sama. Koniec końców koło godziny 3 w nocy nażarłam się tabletek i rycząc w poduszkę chciałam umrzeć. A właściwie zasnąć i się nie budzić. Bo i po co? Po co? Ludzie mnie zostawiają, traktuje ich jak szmaty, mam komornika na koncie, prawdopodobnie z długów nie wyjdę do końca życia (długi się zrobiły, bo okradziono naszą firmę na tyle tysięcy, że szkoda gadać, a po roku sąd uznał, że umarza dochodzenie ze względu na niską szkodliwość społeczną... Apelacje i odwołania skończyły się niczym, ale to historia na inny wątek). Więc co mi zostaje? Po co mam żyć? Skoro jestem gównem i cokolwiek robię jest źle. No więc się nażarłam, pinexetu, egzysty, amitryptyliny, nasenu, tritico, taki mix w dużych dawkach. Chyba płacząc powiedziałam coś mężowi, potem pamiętam tylko, że kazał mi rzygać. Usnęłam jak na zewnątrz było już jasno. Obudziłam się o 16 i magicznie przypomniało mi się, że moja koleżanka z zajęć (chodzę na Kwalifikacyjny Kurs Zawodowy: Krawiec) dała ogłoszenie, że jej mama poszukuje pracownika w salonie wnętrzarskim, gadałam z nią i dała mi numer do mamy i miałam dzisiaj dzwonić. Zadzwoniłam, ale pani nie miała czasu, miała oddzwonić. Potem usiadłam i włączyłam komputer. Bałam się czytać tego co napisały mi "przyjaciółki", ale  przeczytałam wiadomość od jednej z nich i... koszmar zaczął się na nowo. Nie do końca pamiętam co się działo, płakałam, krzyczałam z wewnętrznego bólu, zamknęłam się w łazience i chciałam się pociąć, ale mój mąż otworzył drzwi od zewnątrz. A ja chciałam po prostu umrzeć. Powtarzałam, że jestem wariatką i nie chce już żyć. Ja wiem... Mam męża, ale to wszystko to dla mnie za dużo, za dużo. Prawie nic dziś nie zjadłam i prawdę mówiąc nadal chcę zasnąć i się jutro nie obudzić, ale się obudzę, ogarnę, zrobię co mam zrobić, bo w środę idę na dzień próbny do pracy (mama koleżanki jednak oddzwoniła przed chwilą i zaproponowała mi przyjście w środę na parę godzin na próbę). Ale wiecie co? Ja nie chcę. Nie chcę. Już nic nie chcę. Niech mnie zamkną w ośrodku, niech mnie otumanią lekami, bo ja już nie mogę. Nie chcę jutro wstawać, nie chcę się budzić, już nigdy. Chcę się położyć i już nigdy nie wstać. Nie chcę już słyszeć od nikogo, że traktuję ludzi jak ścierwo, nie chcę się już zawodzić, nie chcę żeby bolało. To się zdarza kolejny raz, to kolejne osoby mają mnie w dupie. Obiecywałam sobie, że już nigdy nie zaufam i zaufałam i żałuję. Ja już po prostu nie chcę żyć. Nie chcę. 



#55 anche

anche

    anche

  • Moderator
  • 5248 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 10 kwiecień 2019 - 00:19

Niara, a jak Twoje leczenie? Dużo się u Ciebie słyszę dzieje, ale choroba odbiera Ci możliwości zrobienia z tym czegoś konstruktywnie. Wiesz przyajciele tez nie wyparowują, czasem trzeba coś przemyśleć, czasem trzeba sobie "dać po mordach", ale zawsze mamy szanse naprawić relacje.

Forum zawsze może zrobić zrzutkę na serwer, przynajmniej na jakiś czas, przynajmniej spróbować.

Nie możesz zdrowo działać, gdy Twój organizm jest chory.

 

Co z Twoją chorobą, jak się leczysz teraz Niara?

Bardzo CI kibicuję i to ważne żebyś nie odpuszczała depresji, a z tego co słyszę ostatnio przejęła stery


  • molenka lubi to
szczęście nie jest dziełem przypadku ani darem bogów.
szczęście to coś, co każdy z nas musi wypracować dla samego siebie.
~ e. fromm

#56 Willow47

Willow47

    Zadomowiony

  • Moderator
  • 8268 postów
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano 10 kwiecień 2019 - 14:09

Niaro tak przykro to czytać.....dopiero kiedy wpadamy w dołek okazuje się na kogo możemy liczyć....Może na jakiś czas przestań czytać wiadomości od "przyjaciółek" z tamtego forum...zatroszcz się o siebie.....ustabilizuj samopoczucie i wróć na terapię....trzymam kciuki za pracę...


Dołączona grafika
 
Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

#57 Niara

Niara

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 68 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 10 kwiecień 2019 - 19:14

Z moim leczeniem... Mam skierowanie na badania, ale one są bardzo drogie i nie mam jak tego załatwić, na NFZ tego nie robią. Nawet w tej chwili nie pamiętam dokładnie co tam ma być zrobione. Mam na świstkach popisane. Ale fizycznie czuję się dobrze, nawet bardzo. Tylko psychika mi strasznie siada, a nie mogę sobie pozwolić na załamanie kolejne. Chciałabym powiedzieć, że dostałam pracę... Ale... Dostałam, tylko, że jest to praca na czarno. Sama w sobie jest fajna, mało stresująca, w moim zawodzie i podoba mi się. Szefowa jest bardzo sympatyczna, a tylko z nią pracuję. Atmosfera jest miła. Przerwę robię o tej godzinie, o której jestem głodna. Mogę sobie też zrobić dodatkową, żeby coś zjeść. Przez cały czas mogę się napić wody, wyjść do toalety, zrobić sobie herbatę, a nawet podgrzać jedzenie jeśli chcę. Jest bardzo, bardzo dużo plusów, tylko ta umowa... Nie zostanę tam na stałe, to bez sensu. Będę szukać nadal czegoś innego, a tam, no cóż, będę tyle czasu ile muszę, bo muszę zarabiać. Stawka nie jest zła. Nie są to kokosy, ale też nie jest to praca za głodową stawkę. Nie zgodziłam się na jedną rzecz, a mianowicie na wchodzenie na drabinę i powiedziałam, że wolę dostawać dniówki. Przynajmniej dostaję pieniądze za przepracowany czas. Nie chcę pracować cały miesiąc, a potem babka ma mi nie zapłacić. Można się na wiele zgadzać, ale też nie dajmy się zrobić w bambuko. Także cóż... Nie mam czasu na chorowanie, nie mam czasu na nic, od rana do 18stej jestem w pracy, a weekend mam zajęcia. Ogólnie mój mózg jest wypełniony sieczką i zmartwieniami. Nie mam kiedy odpocząć, wracam do domu, muszę ugotować obiad, czasem wcześniej zrobić zakupy i nim się obejrzę jest 21. A jeszcze jak robię sobie jakąś sałatkę do pracy to mija kolejne 30 minut. Ale... Jest jak jest i nie mogę się poddawać - wiem co pisałam w poprzednim poście. Że nie chcę żyć. Ale trochę się od tamtego czasu ogarnęłam. Nie czuję się fantastycznie, ale też nie mam ochoty strzelić sobie w oko. Powtarzam sobie, że muszę dać radę, że dam radę i ze szkołą i z pracą, ze wszystkim. Muszę. Po prostu muszę. I... Dzięki, że jesteście, bo to miejsce i Wy dobrze na mnie wpływa. 


  • molenka i Sebastian89 lubią to

#58 Willow47

Willow47

    Zadomowiony

  • Moderator
  • 8268 postów
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano 10 kwiecień 2019 - 19:25

Kochana....nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło....z "przyjaciółkami" się wyjaśniło....to pierwszy plus, bo nie musisz już sobie nimi zawracać głowy. Masz pracę. Super. Trochę szkoda, że na czarno ale.....w sytuacji kiedy komornik ma zabrać wszystko może to i lepiej, że masz na życie. Fizycznie czujesz się dobrze, zajmij się psychiką. I powolutku, małymi kroczkami wyjdziesz z dołka :)


  • molenka lubi to
Dołączona grafika
 
Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

#59 Niara

Niara

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 68 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 10 kwiecień 2019 - 20:04

@Willow47 Widzę wiele plusów tej sytuacji. Jak choćby to, że z konta mi nic nie mogą pobrać, bo dostaję do ręki, więc jak to powiedział mój mąż "na żarełko jest" :D No i ktoś powiedział mi wczoraj: "A chciałam Ci jeszcze powiedzieć, że mega Cię podziwiam, za to, że masz jaja w tym wszystkim pracujesz i się uczysz kiedy sytuacja jest niefajna". - To mi naprawdę poprawiło dzień i humor. Poczułam, że warto i że muszę dać radę. 


  • molenka i Willow47 lubią to

#60 Niara

Niara

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 68 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 13 kwiecień 2019 - 10:27

Ostatnie dni miałam w pracy młyn. Idą święta, ludzie wariują. W środę przyszłam do pracy i okazało się, że mam kogoś do pomocy. Dziewczynę z kursu, bardzo miła i sympatyczną, ale poczułam oddech na plecach. Na szczęście okazało się, że ona pracuje zupełnie gdzie indziej i będzie przychodzić tylko raz, dwa razy w tygodniu jak jest dużo pracy. Ale atmosfera była cudowna. Niestety nie mogła przyjść pomóc w czwartek. Szefowa zadzwoniła w takim razie po (nazwijmy ją) Panią B, z którą pracowała wiele lat. Uprzedziła mnie, że Pani B jest bardzo bezpośrednia. Ale nie sądziłam, że spotka mnie coś takiego. Pani B przyszła do pracy na 14stą, choć miała być wcześniej. Miałyśmy deadline na 18.30 z oddaniem uszytych rolet rzymskich. Takie rolety trzeba wyciąć, uszyć, przyszyć ręcznie kółeczka do mechanizmu, wyprasować, założyć mechanizm, odwiesić, sprawdzić, spakować. Mniej więcej taka jest droga. Pani B miała tylko sobie siedzieć i przyszywać kółeczka. Niestety okazało się, że jest to osobą koło osiemdziesiątki, która powoli zaczyna niezbyt kojarzyć co się wokół dzieje. Historia jest taka, że musiałyśmy z szefową po niej poprawiać, ale nie to jest najgorsze. Pani B nie okazała się być bezpośrednia, a chamska... Cały dzień czepiała się mnie, nawet o to, że przeoczyłam szpilkę leżącą na podłodze, patrzyła mi na ręce, poprawiała rzeczy, które robiłam dobrze, czego nie robi nawet moja szefowa. To co robię to są rzeczy proste, a po kursie to już w ogóle. Przez cały dzień słyszałam testy i tu zacytuję: - Twój mąż też jest taki gruby jak Ty? - 29 lat? To stara jesteś. - Po co pracujesz, jak mąż ma firmę? - Kur... za szejka wyszłaś? - Ile płacisz za mieszkanie? O ku... tyle? - Czemu nie macie dzieci? A jedno moglibyście sobie zrobić. 

 

I tak cały dzień. Nie mówiąc już o takich sytuacjach gdzie ona robiła coś źle, a mnie się obrywało, bo jej nie powiedziałam, że ona robi to źle. Kiedy ja miałam swoją robotę. Oczywiście to nie wszystko co się działo, ale taki był mniej więcej obraz tej sytuacji. Nie mówiąc już o tym, że pani B pali jak smok, kaszle jak gruźlik i bez pytania zaczęła grzebać mojej szefowej w torebce, albo wychodziła na papierosa, choć mamy deadline i nawet szefowa uwija się jak w ukropie. To była wykańczający psychicznie dzień. Na szczęście na jego koniec szefowa wzięła mnie na bok i powiedziała, że pani B już więcej nie przyjdzie i mam być spokojna. Chyba bym zwariowała jakbym miała pracować z tą kobietą. 

 

Wczorajszy dzień natomiast bardzo mnie zaskoczył. Oczywiście pracy jest dużo, ale nie było gonitwy, choć praktycznie przez 8h nawet nie usiadłam i boli mnie wszystko, ale... Moja szefowa zrobiła coś co mnie wryło w ziemię. Skończyłam rolety, które trzeba było oddać, zostały spakowane i miały wyjechać. Moja szefowa oświadczyła mi, że ona teraz pojedzie je zawieźć i zamontować, a ja zostaję sama w sklepie. Dała mi klucze i kazała się zamknąć od środka (bo ja się zamówieniami i sprzedażą nie zajmuje). Byłam w szoku... Dała mi klucze od całego salonu, gdzie oprócz całego kramu jest też biżuteria i pieniądze, co prawda ja nawet nie wiem gdzie jest kasa fiskalna, czy jakieś inne miejsce gdzie trzymają forsę no ale... Miałam swoje rzeczy do roboty i zostałam całkowicie sama. Ja bym nie zaufała nowo poznanej osobie na tyle by zostawić ją samą z kluczami. No ale chyba powinnam być zadowolona, że aż tak mi ufa. 







Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych