Skocz do zawartości



Zdjęcie
* * * * * 1 głosy

Siemka


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
9 odpowiedzi w tym temacie

#1 disconnected

disconnected

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 19 postów

Napisano 10 lipiec 2018 - 13:29


Czesc wszystkim, 

Jestem nowa, konto zalozylam 10minut temu siedzac w pracy  :) Widze tutaj duzo pozytywnych i przyjaznych postów, licze na to ze  moze dowiem sie troche wiecej o mojej depresji ( i prawdopodobnie tez nerwicy).

Depresje mam juz od paru lat, ostatni rok byl bardzo ciezki i wtedy zdecydowalam sie pojsc po pomoc. Mieszkam w UK, poszlam do lekarza pierwszego kontaktu zeby skierowal mnie do psychiatry. Lekarz olal mnie cieplym moczem, nie chcial sluchac i w ciemno wypisal mi antydepresanty. Nie bylam zadowolona z leku, poszlam do niego znowu, chcialam opowiedziec troche wiecej o sobie ale lekarz wypisal kolejna recepte i mnie pozegnal. Nie stac mnie  na prywatne leczenie.

Kolejny lek, kolejna porazka. Obecnie jestem w najgorszym stanie w jakim bylam kiedykolwiek. W czwartek wizyta u lekarza, bede  go blagac zeby mnie wysluchal, nie radze sobie ze soba kompletnie. Postanowilam  dolaczyc do forum bo moze dobrze  mi zrobi jak poznam kogos wyrozumialego. 

 


#2 molenka

molenka

    Molly

  • Moderator
  • 13038 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 10 lipiec 2018 - 14:14

Witaj na forum :)

no cóż, o brytyjskiej służbie zdrowia można powiedzieć wiele, ale raczej nie to, że jest skierowana na pacjenta

wg moich znajomych mieszkający w UK w Polsce jest wspaniały system zdrowotny  :blink:

 

próbuj, nie poddawaj się, może w końcu Cię wysłucha

nie wiem, czy słyszałaś, ale podobno są konsultacje terapeutyczne online

może z racji braku innych możliwości spróbujesz tej opcji?

leki lekami, ale to przede wszystkim terapia pomaga zdrowieć

 

a równocześnie może i my Cię będziemy umieli wesprzeć :)

 

może napiszesz trochę więcej o sobie? np. z czym jest Ci najtrudniej, a co jako tako jesteś w stanie opanować?


kotek.gif


#3 disconnected

disconnected

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 19 postów

Napisano 10 lipiec 2018 - 16:26

Molly,  pieknie dziekuje za mile powitanie na forum. Wyglada na to ze nie musze nikogo wtajemniczac w angielska sluzbe zdrowia ;) 
Bede probowac poniewaz  musze sobie pomoc,  dluzej nie wytrzymam takiego zycia.
Jesli chodzi o leki idace w parze w terapia to zgadzam sie w 100%. Sa sprawy i etapy w  moim zyciu ktore musze koniecznie przerobic bo inaczej nie rusze do przodu jesli sie z tym nie  skonfrontuje. Moj najlepszy przyjaciel z Polski namawia  mnie na terapie na ktorej sam byl, to terapia grupowa odbywajaca sie w Warszawie. Rozwazam taka opcje ale oczywiscie wiaze sie to z kosztami, przyjazdem do PL na dluzej itp.

W wielkim skrocie o mnie:

Mieszkam sama, mam tu jedna przyjaciolke a od 1,5 roku jestem w zwiazku. Niestety jest to zwiazek na odleglosc, widujemy sie tylko w weekendy, a w ostatnich miesiacach tylko jeden dzien  w tygodniu. Przez wiekszosc dnia jestem w pracy, po 12 godzinnej zmianie wracam do pustego domu i walcze ze soba zeby sobie nic nie zrobic. Czesto uciekam do alkoholu. Nie upijam sie, po prostu ''nagradzam sie'' po ciezkim dniu. 

Szczerze  powiem ze moj facet nie  wspiera  mnie w  moim stanie. Uwaza, ze jestem po prostu placzliwa i emocjonalna, ze przesadzam. Oprocz tego nie bardzo chce rozmawiac o wspolnym mieszkaniu, mowilam mu wiele razy ze czuje sie bardzo samotna. Ja mam 26 lat, on  32. Kocham go ale nie jestem szczesliwa w takim ukladzie, nie wymagam od niego zeby sie z dnia na dzien wprowadzil, ale chcialabym moc z nim rozmawiac o planach na przyszlosc.

Kiedys wyczekiwalam  weekendu, w piatek w pracy szykowalam sie na jego przyjazd i ekscytowalam, teraz jedyne o czym mysle to to, ze to tylko weekend, a w poniedzialek znowu zostane ze wszystkim sama. 

Oprocz frustrujacego zycia w zwiazku na odleglosc moim najwiekszym problemem jest praca. Czuje ze nie nadaje sie do pracy z klientem. Moze to wina tego srodowiska w ktorym pracuje a moze to ja jestem taka beznadziejna. Pracuje na recepcji w biurowcu, praca jest ok, ale klienci ktorzy wynajmuja tu biura mnie wykanczaja. Codziennie spotykam sie z chamstwem i brakiem szacunku ktore nie miesci mi sie w glowie. Nie umiem ignorowac atakow na mnie, jestem pamietliwa, nie radze sobie ze stresem. Dla przykladu sytuacja z zeszlego tygodnia - pani utknela w jednej z naszych wind. Przyszedl do mojej recepcji jej szef krzyczac na mnie przy wszystkich ludziach ktorzy byli w hallu ze kobieta jest klaustrofobiczka, astmatyczka, ze nie moze oddychac, ze panikuje  bo zaciela sie w naszej beznadziejnej windzie, ze jezeli cos jej sie stanie to on sie upewni ze strace prace i nie bede spala po nocach. W zeszlym miesiacu jeden typek zwyzywal mnie od szmat i dziwek bo nie dalam mu darmowego miejsca parkingowego. Takich sytuacji jest mnostwo a moje  szefostwo nic z tym  nie robi. Pewnie wiekszosc  mi powie ze taka sobie wybralam prace i marudze, ale biore takie sytuacje bardzo do siebie i czuje sie jeszcze gorzej. 
 

Po takim dniu wracam do pustego domu. Rycze, mysle, gapie sie w sciane, gadam do siebie, szarpie sie ze soba, krzycze w poduszke, wracaja do mnie najgorsze wspomnienia z ciezkiego dziecinstwa i dysfunkcyjnej rodziny. Coraz czesciej mysle o samobojstwie, ale te mysli sa inne niz kiedys. Teraz to wydaje sie bardziej realne, cos jak rozwazanie jakies slusznej decyzji. Po prostu nie widze sensu zycia, nienawidze siebie, jestem  samotna wiec to nie tak ze ktos na tym bardzo ucierpi, a moj facet zasluguje na kogos duzo bardziej atrakcyjnego. Nic nie sprawia mi radosci, w nic nie wierze, czuje sie inna niz wszyscy. Widze ludzi w miescie jak siedza w pubach i restauracjach, ciesza sie pogoda, swoim towarzystwem, smieja sie, gadaja. Dla mnie radosc z takich rzeczy jest niemozliwa. 
Czuje sie od wszystkich glupsza, grubsza, brzydsza o czym moja matka regularnie mi przypominala (i przypomina po dzis dzien). Izoluje sie od ludzi i nie mam ochoty poznawac nowych. Boje sie ich osadu i wstydze sie siebie. Nie mam zadnej pewnosci siebie, o swojej samoocenie nie bede sie nawet rozpisywac.


To tyle jesli chodzi o mnie. Dziekuje za mozliwosc przynudzania, poczulam nawet malutka ulge.


  • molenka i chwast lubią to

#4 sola

sola

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 23 postów
  • Imię:Aleksandra
  • Płeć:Kobieta

Napisano 10 lipiec 2018 - 19:38

Dlaczego nie zmienisz pracy? Ja nie uważam, że marudzisz, ale zgadzam się z tym, że na dużo rzeczy mamy wpływ i jeśli praca z klientem Ciebie stresuje to uciekaj stamtąd jak najszybciej.

 

Pomijając kwestie, że szef tej pani z windy dręczył Ciebie psychicznie i nie należy na takie coś przyzwalać. Jeśli Twoje kierownictwo nic sobie z tego nie robi to zrób coś dla siebie i zmień pracę. Mało kto jest w stanie wytrzymać na dłuższą metę takie jawne ubliżanie, wyzywanie i nękanie. A ten kto pozornie to wytrzymuje na pewno w jakiś sposób później musi to odreagować, czy to zatapiając w alkoholu czy przenosząc całą frustrację do domu. Tak się nie da. Zadbaj o siebie, proszę. To Ciebie zniszczy, a nie zasługujesz na to. 

 

Czy jest coś co sprawia Ci przyjemność? Masz jakieś hobby? Coś co po prostu lubisz robić? Może tym należałoby wypełnić poczucie pustki kiedy nie ma przy Tobie Twojego mężczyzny?

 

Druga sprawa to kwestia szczerej rozmowy z wybrankiem. Nie da się zbudować trwałej relacji na uciekaniu od problemów i bagatelizowaniu pewnych spraw, a już tym bardziej na lekceważeniu uczuć drugiej osoby. Twój partner przede wszystkim powinien Ciebie wspierać. Jakie uczucia do Ciebie darzy skoro zbywa Cię tekstem o Twojej emocjonalności? Problem tkwi głębiej i jeśli jemu naprawdę na Tobie zależy to powinien CHCIEĆ go rozwiązać, dowiedzieć się czemu tak się czujesz, próbować znaleźć rozwiązanie. Pomóc Tobie, bo - znowu przypomnę - zasługujesz na to.

 

Żeby być kochaną, wspieraną. Żeby ktoś o Ciebie dbał i kiedy jesteś roześmianą 26 latką i kiedy jesteś "płaczliwą" dziewczynką i po prostu potrzebujesz, żeby ktoś był przy Tobie, żeby Ciebie przytulił.

 

Wymagaj tego, zadbaj o siebie. Nie jesteś tu sama.


  • molenka lubi to

#5 kolev

kolev

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 15 postów

Napisano 10 lipiec 2018 - 19:44

Dokładnie nie jesteś sama. Nie poddawaj się. Jeżeli chcesz jakieś rady to napisz.



#6 disconnected

disconnected

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 19 postów

Napisano 11 lipiec 2018 - 07:52

Niestety sytuacja z winda miala swoj ciag dalszy i nastepnego dnia Pani ''klaustrofobiczka'' przyszla do mojego biurka poprosic, zeby ktos pojechal z nia na góre windą bo ona sie boi (mamy schody ale pani ewidentnie szuka zaczepki). Wytlumaczylam ze sprobuje zlapac szefa bo sama nie moge opuscic biurka, po czym wykrecilam numer do jego biura. Nie moglam sie dodzwonic wiec zaproponowalam, zeby uzyla schodow i sie zaczelo. Powiedziala, ze jestem niegrzeczna, ze zlozy na mnie skarge (i zlozyla), szybko zorientowalam sie raczej sama ma problemy psychiczne bo wygadywala takie bzdury ze az mnie krew zalała  :P Zglosilam to do szefostwa ale znowu uslyszalam, ze panikuje itd.

Rozgladam sie caly czas za praca ale boje sie zmian. Spisuje sie z góry na straty, nie czuje ze podołam. Tworze w głowie czarne scenariusze, ze pewnie trafie jeszcze gorzej i dopiero będzie. Oprócz tego musze byc bardzo ostrozna przy wyborze bo niestety te dlugie zmiany pozwalaja mi oplacic czynsz i wszystkie rachunki, a ja ciagle czuje sie ze wszystkim sama i zdana tylko na  siebie.

Jesli chodzi o wybranka to zgadzam sie, bez szczerej rozmowy to sie mozna tak kudłaczyć bez końca. Troche tez w tym mojej winy bo go odpowiednio nie przycisnęłam, rozmawialismy o tym przez telefon i wielokrotnie wylewalam łzy ze nie jestem szczesliwa w czyms takim i jakos to sie rozchodzi po kosciach. Widocznie  trzeba go ''posadzic'' i kazac wysluchac. Kolejna sprawa,  ja jestem taka miekka faja,  nienawidze siebie za  to. Nie mam w sobie ani troche tego zdrowego egoizmu, czuje ze nie zasluguje  na milosc a jak sie zakocham to poswiecam sie i jestem gotowa oddac wszystko co mam. Chcialabym wierzyc ze terapia bede kiedys w stanie to pokonac.

Co do zajec po pracy to jeszcze nie tak dawno temu latalam na silownie po pracy, mialam swojego trenera, diete, 5 treningow w tygodniu, caly program odchudzajacy, bla bla bla. Robilam to z własnej woli i dla siebie i narzucilam sobie okropna presje. Chudlam, zmieniałam sie, wszyscy to widzieli poza mna. Bylam jak w akwarium,  nie chcialam sluchac komplementów, nie widzialam zadnych zmian. Wydawalo mi sie, ze to wszystko na nic. Potem byl tzw ''przestój'' kiedy przez ok. 2 miesiace waga ani drgnęła, ludzie nadal mnie chwalili ale przeciez ja wiedziałam lepiej. Pozniej przestalam głownie  ze  wzgledu na koszty tych treningow. Oczywiscie  moglabym teraz chodzic sama, ale nie mam absolutnie zadnej motywacji. 
W ogóle brakuje mi mojej  kobiecosci. Nie mam ochoty sie stroic, kupowac nowych ubran, kiedys to uwielbiałam  :( 
To makijaz i charakteryzacja zawsze byly moimi zainteresowaniami, jako gówniara probowalam swoich sił gdzieś tam.  Kilka lat temu miałam bloga ze zdjeciami moich makijaży ale dlugo to nie potrwalo, wszystko pokasowalam bo nie wierzylam ze cokolwiek moze sie udac. Łaziłam z tym ''portfolio'' po sklepach z kosmetykami, ale mówiono mi że to nie talent sie liczy tylko umiejętnośc sprzedazy i wciskania ludziom na sile tych produktów.

 

Jutro wizyta u lekarza. Watpie ze lekarz bedzie chcial ze mna rozmawiac, ale mam nadzieje ze chociaz przepisze mi jakies inne leki które beda dzialac, marze o jakiejkolwiek checi do zycia. Trzymajcie za mnie kciuki!

 


Użytkownik disconnected edytował ten post 11 lipiec 2018 - 07:54


#7 victoria

victoria

    ...se ne vrati...

  • Bywalec
  • 7962 postów
  • Imię:EgzotycznE
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Mazowsze

Napisano 11 lipiec 2018 - 17:51

Witaj na forum!

A czy nie mozesz zmienic lekarza pierwszego kontaktu skoro ten cie olewa i nie pomaga?

Walka z depresja jest latwiejsza jesli ma sie stycznosc z kompetentnymi specjalistami.

Tego ci zycze z calego serca, zebys kogos takiego znalazla i zeby walka z demonami przyniosla pozytywne skutki :)

Pozdrawiam


nie mam nic do powiedzenia

#8 sola

sola

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 23 postów
  • Imię:Aleksandra
  • Płeć:Kobieta

Napisano 11 lipiec 2018 - 18:19

Wiem doskonale o czym mówisz.

 

Ja sama trwałam 5 lat w związku, byliśmy nawet zaręczeni i to tylko dlatego, że nie umiałam odmówić. Nie chciałam, żeby jego rodzina miała o mnie złe zdanie, nie chciałam jego skrzywdzić. W tamtym czasie też prowadziłam bardzo aktywny tryb życia. Rano bieganie z psem, później praca, wieczorem ogarnianie domu i faceta. Ale nie czułam się tam dobrze, wiedziałam że przy nim nie będę szczęśliwa i sama przez to strasznie się męczyłam. Terapeutka powiedziała mi, że wypełniałam rolę, którą wyniosłam z domu i przez to kiedy w końcu rozstałam się z moim facetem (po wielu kłótniach po prostu się wyprowadziłam) nagle okazało się, że nie wiem kim jestem. Zaczęłam szukać pociechy w alkoholu, innych używkach i jedzeniu. Przytyłam z 10 kg i mimo, że nie mam nadwagi to bardzo źle się ze sobą czuję. Samoocena na poziomie -800 i właśnie zupełny brak motywacji.

 

Ale wierzę, że będzie lepiej i że małymi kroczkami w końcu przywrócę równowagę i odnajdę coś co sprawia mi radość.

 

Co do Twojej pracy... Szukaj. Nigdzie nie masz gwarancji, że będzie lepiej - oczywiście, ale musisz walczyć o to. Musisz próbować. Pieniądze to faktycznie znacząca kwestia i na pewno nie jest Ci łatwo, ale nie poddawaj się. 

 

Czy jest szansa aby udać się do psychologa, skoro ten lekarz jest taki beznadziejny? 


Użytkownik sola edytował ten post 11 lipiec 2018 - 18:20


#9 disconnected

disconnected

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 19 postów

Napisano 11 lipiec 2018 - 19:47

To jakbym o sobie czytała. Ja tez mam skłonności do „nagradzania się” jedzeniem, alkoholem, używkami. I niestety jest to obecny stan dlatego tak bardzo potrzebuje jakiejkolwiek motywacji.
Pamietam, za czasów aktywnego trybu życia z czasem zaczelam trzymać się diety i treningów dla czystego sumienia. Nie przykładanie się i oszustwa w diecie dawały mi takie poczucie winy ze po prostu chciałam uniknąć kolejnego biczowania się. Teraz tęsknie za tamtym zaparciem jakie miałam, dopiero teraz widzę ze mialam powody do dumy i nie doceniałam swojej ciężkiej pracy.

Teraz jestem wrakiem, co schudłam to przytyłam spowrotem, pewnie się nie trudno domyślić.
Wydaje mi się ze nieważne ile ważymy, czy mamy nadwagę czy nie, chodzi o to ze przestałyśmy walczyć o siebie.

Problem z tym całym leczeniem jest taki, ze lekarz pierwszego kontaktu musi Cie skierować do psychologa/psychiatry a on mnie zbywa receptami. Na prywatnego mnie nie stac. Jutro wizyta u nowego lekarza, poprosiłam o zmianę. Będę prosić o jakies skierowanie, może się w końcu uda.
Nie wiem czy to będzie możliwe, ale chce tez poprosić o jakies leki uspokajające. Sytuacja w pracy mnie wykańcza.

#10 sola

sola

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 23 postów
  • Imię:Aleksandra
  • Płeć:Kobieta

Napisano 11 lipiec 2018 - 20:58

Wiesz co... jak ja poszłam do lekarza po skierowanie to byłam dosyć negatywnie nastawiona. Wydawało mi się, że prawo do terapii mają tylko osoby, które faktycznie targnęły się na swoje życie a ja przecież "normalnie" funkcjonuję. Takie myślenie oczywiście wyniosłam z domu, gdzie gorsze dni były uznawane za lenistwo, a jedyna rada jaką słyszałam to "weź się w garść". Ale byłam zdeterminowana i aby nie usłyszeć od lekarza, że może przesadzam to jak tylko usiadłam na fotel od razu zaczęłam od najcięższego kalibru. Powiedziałam, że potrzebuję pomocy bo mam początki bulimii oraz że nadużywam substancji psychoaktywnych. Nie rozdrabniałam się opowiadając o gorszych dniach aby lekarz nie mógł mnie zbyć odpowiedzią, że każdemu się zdarzają.

 

Trzymam kciuki, żeby tym razem i Tobie się udało otrzymać należytą pomoc.







Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych