Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Odczuwanie radości z życia.


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
10 odpowiedzi w tym temacie

#1 ffaxw

ffaxw

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 5 postów

Napisano 15 kwiecień 2018 - 11:51


Witam serdecznie.

Korzystając z tego forum, chciałbym prosić was o wyrozumiałość oraz pomoc.

W przeszłości nie sądziłem ze kiedykolwiek dostąpię takich uczuć (a raczej ich brak).

Otóż.

W dzieciństwie jak większość obecnych dorosłych ludzi miałem problemy z rodzicami. Matka całe życie zagubiona, ojciec alkoholik. Przemoc w rodzinie, zaszczucie. Brak uczucia więzi z rodzicami, postrzeganie domu jako miejsca gdzie nie jest bezpiecznie. Nie chcę pisać szczegółów ponieważ sądzę iż większość obecnych na tym forum osób miało bardzo podobne doświadczenia.

W dzieciństwie zawsze brakowało mi rodziny, poczucia bezpieczeństwa, samodzielności oraz poczucia własnej wartości.

W związku z różnymi problemami rodzinnymi w wieku 17 lat nie byłem wstanie ukończyć 3 klasy technikum i musiałem iść do pracy. Mimo wszystko miałem zawsze ogromne ambicje, co chyba było związane z koniecznością przeciwdziałania z niskim poczuciem własnej wartości. Zacząłem uprawiać sporty walki i zakończyłem szkołę średnią. Następnie zmieniałem pracę, która praktycznie zawsze wiązała się albo z umową śmieciową albo z niskim wymiarem etatowym (gdyż wtedy były czasy kryzysu i wszyscy wiemy jak wyglądał rynek pracy). Postanowiłem udać się na studia techniczne co związane było z uzyskaniem dwóch fakultetów. Po ukończeniu studiów nie podjąłem jednak pracy w wyuczonych zawodach gdyż zawsze uważałem że nic nie umiem.

Po wielu różnych zmaganiach i ogromnym wysiłku jaki włożyłem w samodoskonalenie ( głównie związane z rozwojem psychicznym i staraniem się czerpać z radości wszystko co najlepsze ) obecnie mam kochającą żonę, pracę którą lubię ( związana z jednym z ukończonych kierunków ) oraz możliwości, które by mi się nigdy nie śniły.

Przetrwałem wiele, spłacałem długi po ojcu przez co zaczynałem od ogromnego minusa (ponad 100 000 zł).

Byłem w wojsku - na własne życzenie.

Mam pokończone różne kursy.

Pomimo wielu problemów w przeciwieństwie do innych osób, nigdy nie miałem skłonności ani myśli samobójczych a bywało ciężko. Do wszystkiego starałem się podejść na przekór ze stwierdzeniem w duszy (KURWA - JA NIE DAM RADY?).

Teraz widzę jak wiele osób znających moją historie mnie podziwia i wiem ze osiągnąłem wiele ale jest także wiele rzeczy, które mnie dobija np:
- pomimo starań i wielu lat nauki, nie jestem wstanie nauczyć się języka angielskiego,
- stale patrząc na osoby w moim otoczeniu uważam że jestem nikim, co mnie przygnębia i przez co nie mogę się skupić na codziennych obowiązkach i czynnościach,
- obecnie przed sobą mam bardzo ważne egzaminy zawodowe a nie jestem wstanie w ogóle skupić się na nauce,
- nic mi do głowy nie wchodzi,
- stale wybiegam w przyszłość o 10 - 20 lat nie mogąc skupić się na codzienności,
- popełniam ogromne błędy w relacjach między ludzkich, zrażając ludzi do siebie,
- nie potrafię w towarzystwie czuć się swobodnie zwłaszcza jeśli występują między nami zależności zawodowe,
- mam problemy z otyłością i kłopoty z niekontrolowanym jedzeniem,
- nie potrafię się cieszyć z własnych osiągnięć i porównując się do innych, stale pogarszając swoje samopoczucie i chodząc przygnębiony co także działa na moją kochaną żonę.

Wiem że dla wielu moje problemy będą niczym gdyż sam pamiętam w jakiej byłem kiedyś sytuacji (brak jedzenia, brak domu, brak kogokolwiek bliskiego). Ja z tego wyszedłem.
Pamiętam jak chodziłem kiedyś na spotkania indywidualne i grupowe z osobami z DDA i pamiętam jak lekceważyłem rozmowy z psychologami i psychiatrami, gdyż opowiadali mi bajki, podczas gdy oni po powrocie do domu mogli się spokojnie wyspać a ja podczas rozmowy zastanawiałem się gdzie będę dziś spać i co będę jeść. Problemy wyczytali z książek i podawali rady tak samo jak gdybym ja nigdy nie paląc uczył ludzi jak rzucić palenie. Pamiętam jak na jednym ze spotkać jak miałem ok. 15 lat, chłopak mający własną firmę dom i rodzinę płakał bo go denerwowało to że ojciec go za często tulił. Ja nigdy nie miałem takiego uczucia i nie znam co to jest za pojęcie "Ojciec". Mimo to postanowiłem nie dać się i założyłem swoją rodzinę i chcę aby się ona powiększała. Jednak problemem w tym jest też to że uważam że w dalszym ciągu nie mam aż takiego zabezpieczenia finansowego aby móc spokojnie wychowywać dziecko. Jednak zdecydowałem się na to bo widzę jak zależy na tym mojej żonie. Sam osobiście chciałbym mieć dziecko ale boję się że jeszcze nie jesteśmy na tyle zabezpieczeni aby móc podołać takiej odpowiedzialności. Zobaczymy co los przyniesie.

Mimo osiągnięć nie jestem wstanie się cieszyć życiem - stale jestem przygnębiony. Bardzo proszę o pomoc.



#2 Matoaka

Matoaka

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 65 postów
  • Imię:Matoaka
  • Płeć:Kobieta

Napisano 15 kwiecień 2018 - 12:14

 

Pamiętam jak chodziłem kiedyś na spotkania indywidualne i grupowe z osobami z DDA i pamiętam jak lekceważyłem rozmowy z psychologami i psychiatrami, gdyż opowiadali mi bajki, podczas gdy oni po powrocie do domu mogli się spokojnie wyspać a ja podczas rozmowy zastanawiałem się gdzie będę dziś spać i co będę jeść. Problemy wyczytali z książek i podawali rady tak samo jak gdybym ja nigdy nie paląc uczył ludzi jak rzucić palenie.
 

Zmień lekarza, zmieniaj dopóki nie poczujesz ,że ktoś Cię rozumie. DDA to trudny temat, sama chciałabym umieć "być kochaną", to trudniejsze niż nauka angielskiego, ale chyba bardziej przydatne. Powodzenia : ) 

 

PS; Zapytaj na forum polecani lekarze, terapie etc. o DDA, może ktoś poleci kogoś sprawdzonego?


Użytkownik Matoaka edytował ten post 15 kwiecień 2018 - 12:16

  • ffaxw lubi to
--<---<--<--

 


#3 Paweł 1983

Paweł 1983

    Zadomowiony

  • Bywalec
  • 5527 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 15 kwiecień 2018 - 13:40

W dużym stopniu Cię rozumiem, mój ojciec również pił i nie pamiętam żeby mnie przytulił.

Osiągnąłeś naprawdę dużo, nie ma co dyskutować jednak jak widać zawsze można patrzeć na siebie w sposób jaki nauczyli rodzice czyli nic nie umiesz, niczego nie osiągniesz, jesteś taki a taki.

Byłem na terapi DDA tutaj w Warszawie, ze 2 miesiące, może 3 indywidualna, później grupa, w moim przypadku nic z tego nie wyniosłem, dla mnie mega problemem było wypowiadanie się w grupie, bałem się tego, jak się jest zestresowanym trudno cokolwiek w sobie odkryć, do czegoś dotrzeć.

Jednak inni potrafili więc może warto wrócić na terapię DDA. To że byłeś jakiś czas temu nie znaczy że teraz nie zyskasz więcej.

Może inny terapeuta, nie każdy każdemu podpasuje, u nas była kobitka która kiedyś cierpiała na depresję, ona prowadziła grupę, nie każdy terapeuta jest wykształconym chłopcem/dziewczynką z dobrego domu i życiem słodkim jak kisiel, cześć jest ale nie wszyscy.

 

Po skończeniu szkoły średniej z kolegami z klasy 2 tygodnie po maturze rozpoczeliśmy pracę, były plany, marzenia jednak coś nie wyszło. Kilka miesięcy później byłem w tak złym stanie psychicznym że ponad 4 lata spędziłem w domu rodzinnym nie robiąc nic poza długimi spacerami z psem i pomocy w domu. Okres kiedy godzinami leżałem gdzieś na łące w trawie, nawet moja rodzina stwierdziła że niewiele już ze mnie będzie, o sąsiadach nie wspomnę.

 

Jednak w którymś momęcie spakowałem dużą walizkę i wyjechałem, rozpocząłem pracę, bywało różnie, stan psychiczny się poprawił w jakimś stopniu.

Po około 3 latach założyłem własną działalność, zacząłem pracować na własny rachunek, w styczniu minęło 5 lat. Nie jest idealnie ale tych decyzji nie żałuję, od czasu początku depresji mam problemy z poprawnym budowaniem relacji z ludzmi, własna działalność pozwoliła mi decydować wwielu dziedzinach bez pytania o pozwolenie, tego potrzebowałem, nie zarabiam milionów ale jestem w stanie się utrzymać i starcza na moje przyjemności jednak mam poczucie podobne do Twojego, żyję bo żyje ale żeby być z czegoś dumny to nie.


  • ffaxw lubi to
Wszystko co doskonałe, dojrzewa powoli.


..widzę że się Pan ładnie przedstawił, przed nam, tutaj, w tej chwili słuchaczom, przed milionami słuchaczy....

#4 ffaxw

ffaxw

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 5 postów

Napisano 15 kwiecień 2018 - 14:49

Terapeutów sobie odpuszczę.

Miałem do czynienia z "mądrymi" gdy widziałem jak podchodzą do rodzin zmarłych i innych potrzebujących pomocy. Ja po okresie młodości zbyt wiele z takimi osobami nie chcę mieć wspólnego. Problem polega też na tym że z tego co zauważyłem to zajmując się zawodowo tego typu sytuacjami, chorobami, takie "mądre" osoby zaczynają podchodzić do problematyki metodycznie tj. lekarz do pacjenta, policjant do ofiary, sprzedawca do klienta. Zmienia się ich nastawienie jak problem ma ktoś bliski, jednak do obcych mają podejście - delikatnie mówiąc przedmiotowe. Obecnie zważając na swoje doświadczenie jestem wstanie zrozumieć że taki stan rzeczy jest naturalny, jednakże nie jest wskazany przy tego typu zawodach. Zbyt szybko nadchodzi wypalenie zawodowe co skutkuje obojętnym podejściem, które można wyczuć na mile. Ofiara mówi o swoich problemach a taka gwiazda myśli jaką sobie pralkę jutro kupi. Nie chcę nikogo obrażać a jedynie wyrażam swoje spostrzeżenia, które po przemyśleniu dla nie jednej osoby mogą być zgodne z prawdą.

 

Jeśli chodzi o DDA to tu się pojawia kilka problemów:

 

1. Czas na regularne spotkania - ciężko się zmotywować jechać przez całe miasto po długim dniu wykonywania obowiązków. Z pracy do miejsca docelowego jechać 30 min tramwajem, godzina spotkania, potem do domu 1-2 godzin jazdy = w najlepszym przypadku 2.30 g. - wolę ten czas z żoną spędzić - iść z nią do kina, na zakupy lub porobić coś innego bo co by nie mówić słuchanie problemów innych osób oraz sam charakter spotkań jest dość depresyjny. Godziny i dni są narzucone i nie ma wymówek że dziś akurat nie mam ochoty lub nastroju. Bo umówmy się na czytanie lub słuchanie o tego typu doświadczeniach trzeba mieć nastrój i sobie to poukładać w głowie a narzucane godziny i terminy (bo potrzebujących jest dużo i specjalista musi sobie to poukładać w terminarzu) uniemożliwiają właściwe podejście do problematyki. Jest to po prostu wszystko na siłę a przez to mija się z celem. W takich przypadku automatycznie jesteśmy na NIE.

 

2. Miejsc gdzie są organizowane tego typu spotkania są dość ograniczone w moim miejscu zamieszkania.

 

3. Aby umówić się na spotkanie trzeba chwilę czekać gdyż zainteresowanych jest zbyt wiele a same terminy między spotkaniami są zbyt odległe ( bo specjalistów jest zbyt mało ).

 

4. Z tego co pamiętam na samych spotkaniach także bywały problemy, ponieważ ciężko się otworzyć przed tłumem ( w internecie jest inaczej i jest poczucie anonimowości mimo iż sama anonimowość w sieci wbrew pozorom nie istnieje - nikt mnie nie widzi więc jest luźniej )

 

5. Na spotkaniach są dziwne zabawy, gierki i inne zabiegi mające na celu nauczyć nas: otwartości, wiary. Mające nam pokazać na czym polega zaufanie i bezpieczeństwo. Przedstawiając podstawowe techniki psychomanipulacyjne, które tak naprawdę każdy zna ale każdy pokazuje że jest zaskoczony oszukując tym samym siebie i prowadzącego. 

 

6. Słuchając czyjejś wypowiedzi, która w twoim przekonaniu jest delikatnie mówiąc niedorzeczna (tak jak miałem z tym kolegą, którego ojciec zbyt często przytulał) masz ochotę go opieprzyć i powiedzieć aby się wziął w garść - tak naprawdę męczysz się bo musisz wysłuchać go do końca i przede wszystkim nie chcesz go zranić wybuchając po prostu śmiechem w twarz lub na niego krzycząc.

 

Ja jestem na tym etapie życiowym że ja osobiście nie potrzebuje już teraz czegoś takiego jak przytulanie ze strony ojca (nawiązując tu do wypowiedzi Pawła 1983) - boli mnie gdy widzę coś takiego w telewizji lub w innych miejscach. Zdaje sobie sprawę z tego że może podświadomie chciałbym to i nawet może tego ( podświadomie ) potrzebuje jednak gdybym teraz miał taką możliwość to na pewno bym do tego nie dopuścił. Swojego syna lub córkę będę ściskał codziennie tak jak to robię z chrześniakami. Jednak jak by mój ojciec miał do mnie podejść i coś takiego miał zrobić na pewno bym go odepchnął. Nie znam takiego pojęcia jak "Ojciec" - tę definicję dopiero będę musiał sobie ułożyć w głowie ze słów takich jak:

- wsparcie

- bezpieczeństwo

- miłość

- nauka

- zrozumienie

- porada

- poszanowanie

- radość

- zdrowie i sport

 

Wszystko to jest sumą rozmyślań na temat tego co ja oczekuje od siebie jako przyszłego ojca. Liczę tylko na to ze tego już się w większej lub mniejszej części nauczyłem "na mojej żonie". Wszystko jest to nauka z życia: obserwując innych, czytając książki, oglądając filmy. Człowiek musi sobie uświadomić co by chciał, co mu brakuje i czego by chciał nauczyć lub co by chciał przekazać dziecku. Nie łatwo jest to określić jak się nie zna znaczenia niektórych słów ale można wtedy stworzyć własną definicję tak jak i ja to zrobiłem. Mam teraz lekko ponad 30 lat i już bardzo dużo przepracowałem ze sobą, jednak pomimo drogi jaką człowiek pokonał brakuje jednego słowa: SZCZĘŚCIE. Dlatego tu piszę z myślą konstruktywnego dialogu. 

 

Bardzo dziękuję za rozmowę. 



#5 Paweł 1983

Paweł 1983

    Zadomowiony

  • Bywalec
  • 5527 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 15 kwiecień 2018 - 15:12

Miałem 3 terapeutów i w sumie żaden mi nie pomógł i 2 psychiatrów. Psychiatra jest od wypisywania recepty w moim przypadku i pogadamy sobie przy okazji o różnych tematach bo znamy się nie tylko z gabinetu.

Jednak pomimo tego że terapeuta mi nie pomógł nie wrzucam ich do jednego worka, wiem że są różni i nie każdy każdemu na określonym etapie "rozwoju, świadomości" podpasuje.

Mam wrażenie że Ty sobie już wyrobiłeś zdanie na temat wszystkich i uważasz że to nie dla Ciebie.

To warto w takiej sytuacji zadać sobie pytanie jak nie terapeuta to kto?

Mozesz radzić sobie sam, DDA są w tym nieźli, wiem ze swojego doświadczenia jednak pytanie ile to będzie trwało?

Pewnie jestem nieznacznie starszy od Ciebie i zaczynam się zastanawiać coraz mocniej nad sobą bo czas ucieka z racji sytuacji na zastanawianie się mam czas :)

 

Mówisz że wolisz ten ew. czas jaki trzeba poświęcić na terapie spędzić z żoną, ok uznałeś że to bardziej opłacalne. Moim zdaniem powinieneś jeszcze poszukać rozwiązań na własną rękę, jak uznasz że nie idzie albo robisz w tym ślimacze kroki pamiętaj że są jeszcze terapeuci do których można pójść pogadać i kierując się własnym wrażeniem zdecydować czy kontynuować czy nie.

 

Z moich dświadczeń wynika że radość z życia bierze się z tych drobnych aktywności.

Mam stary samochód i lubię przejażdzki, potrafię wsiąść i pojechać 30 km w jedną stronę po to żeby zjeść dobrego "chińczyka"

Lubię wieczorem wypić piwko i obejrzeć film.

Lubię ugotować dobrą zupę.

Lubię pojechać do klienta i pogadać dłużej niż to konieczne, postać i opowiadać o pierdołach.

Lubię pojechać do znajomego, zobaczyć co u niego, postać, porozmawiać.

Lubię wyjście do kina na dobry film.

Przyjemność sprawia mi wizyta u siostry w niedzielę....

 

Takich drobnych rzeczy jest dużo, warto o nie dbać i nie odkładać dlatego jestem zły na siebie kiedy z powodu pracy nie mam czasu lub siły na to.


Wszystko co doskonałe, dojrzewa powoli.


..widzę że się Pan ładnie przedstawił, przed nam, tutaj, w tej chwili słuchaczom, przed milionami słuchaczy....

#6 ffaxw

ffaxw

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 5 postów

Napisano 15 kwiecień 2018 - 15:49

Miałem 3 terapeutów i w sumie żaden mi nie pomógł i 2 psychiatrów. Psychiatra jest od wypisywania recepty w moim przypadku i pogadamy sobie przy okazji o różnych tematach bo znamy się nie tylko z gabinetu.

Jednak pomimo tego że terapeuta mi nie pomógł nie wrzucam ich do jednego worka, wiem że są różni i nie każdy każdemu na określonym etapie "rozwoju, świadomości" podpasuje.

Mam wrażenie że Ty sobie już wyrobiłeś zdanie na temat wszystkich i uważasz że to nie dla Ciebie.

To warto w takiej sytuacji zadać sobie pytanie jak nie terapeuta to kto?

Mozesz radzić sobie sam, DDA są w tym nieźli, wiem ze swojego doświadczenia jednak pytanie ile to będzie trwało?

Pewnie jestem nieznacznie starszy od Ciebie i zaczynam się zastanawiać coraz mocniej nad sobą bo czas ucieka z racji sytuacji na zastanawianie się mam czas :)

 

Mówisz że wolisz ten ew. czas jaki trzeba poświęcić na terapie spędzić z żoną, ok uznałeś że to bardziej opłacalne. Moim zdaniem powinieneś jeszcze poszukać rozwiązań na własną rękę, jak uznasz że nie idzie albo robisz w tym ślimacze kroki pamiętaj że są jeszcze terapeuci do których można pójść pogadać i kierując się własnym wrażeniem zdecydować czy kontynuować czy nie.

 

Z moich dświadczeń wynika że radość z życia bierze się z tych drobnych aktywności.

Mam stary samochód i lubię przejażdzki, potrafię wsiąść i pojechać 30 km w jedną stronę po to żeby zjeść dobrego "chińczyka"

Lubię wieczorem wypić piwko i obejrzeć film.

Lubię ugotować dobrą zupę.

Lubię pojechać do klienta i pogadać dłużej niż to konieczne, postać i opowiadać o pierdołach.

Lubię pojechać do znajomego, zobaczyć co u niego, postać, porozmawiać.

Lubię wyjście do kina na dobry film.

Przyjemność sprawia mi wizyta u siostry w niedzielę....

 

Takich drobnych rzeczy jest dużo, warto o nie dbać i nie odkładać dlatego jestem zły na siebie kiedy z powodu pracy nie mam czasu lub siły na to.

O właśnie - w pędzie nie dostrzegam drobnych przyjemności które są jak widać składową szczęścia.

Jakie to proste a zarazem trudne.

i teraz pytanie: Co wam daje przyjemność?

- Ja uwielbiam słuchać spokojnej muzyki

- Siedzieć zamknięty w domu z żoną i czuć jej bliskość

- Rozmawiać na forum z ludźmi mającymi podobne doświadczenia ale inne spostrzeżenia przedstawiające różne zagadnienia w inny sposób (podobnie działa terapia grupowa)

- Lubie jeździć i robić zdjęcia

- Lubie rozmawiać ze znajomymi na whatsapp

 

Podzielcie się waszymi drobnymi przyjemnościami - może coś dodatkowo włączę w swój repertuar ;)



#7 cień wiatru

cień wiatru

    Zadomowiony

  • Bywalec
  • 3279 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 15 kwiecień 2018 - 16:08

Jako miłośnik miedzygwiezdnych wojaży w wyobraźni lubię gapic się w niebo jak jest ciepły, letni wieczór.
I wiosna mnie raduje jak wszystko budzi się do życia, kwitnie i pachnie :)
  • ffaxw lubi to

Zgubić się to nic strasznego.

Nie szukać drogi - to jest porażka...


#8 Matoaka

Matoaka

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 65 postów
  • Imię:Matoaka
  • Płeć:Kobieta

Napisano 15 kwiecień 2018 - 20:20

oach przyjemności to

 

świeża truskawka

bób

zostać obdarzonym zaufaniem przez obcego psa/kota

gdy książka okazuje się świetna

dobrze przespana noc

wrócić na piechotę do domu

nie zepsuć niczego

 

W ogóle odrzuciłam ideę szczęścia jako jakiegoś stałego stanu, który osiąga się raz na zawsze. Raczej szczęście to te małe przebłyski w ciemności.Mogę się mylić.


  • cień wiatru lubi to
--<---<--<--

 


#9 cień wiatru

cień wiatru

    Zadomowiony

  • Bywalec
  • 3279 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 16 kwiecień 2018 - 04:54

Nie mylisz się.
Jednak problem w tym, że często nie da się w pełni dostrzec tego blasku, bo na dnie umyslu zawsze drzemie świadomość, że zewsząd czai się mrok.

Zgubić się to nic strasznego.

Nie szukać drogi - to jest porażka...


#10 beatkaok

beatkaok

    Zadomowiony

  • Bywalec
  • 5375 postów
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 16 kwiecień 2018 - 10:54

Mrok...
Po nocy zawsze nastaje dzień.

#11 cień wiatru

cień wiatru

    Zadomowiony

  • Bywalec
  • 3279 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 16 kwiecień 2018 - 10:58

Ogólnie tak, żal tylko, że nie zawsze słoneczny.
No ale nie można mieć wszystkiego, a przynajmniej nie od razu.

Zgubić się to nic strasznego.

Nie szukać drogi - to jest porażka...






Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych