Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Jak wybaczyć sobie? I jak uporać się ze samotnością. Prosze pomóżcie...

Załamanie Miłość Strach

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
6 odpowiedzi w tym temacie

#1 Kiki90

Kiki90

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 51 postów
  • Imię:Kiki

Napisano 21 wrzesień 2017 - 12:59


Kilka dni temu opisałam swoją nieszcześliwą historie, złamane serce, stan depresyjny po stracie ukochanej osoby... (Depresja po stracie M.)
Staram się myśleć racjonalnie, przeżyć żałobę godnie. Nie pisze do niego, nie przypominam o moim istnieniu. W jego oczach jestem zimnym potworem który zabił uczucie jakim darzył mnie mężczyzna.

Nie umiem poradzić sobie z poczuciem winy, nie umiem wybaczyć sobie, zwłaszcze ze mam swiadomosc jak bardzo zjebałam. Cierpie w samotności ale juz nie daje rady. Doskwierają mi moje myśli, to uczucie które do niego żywie, tęsknota, i brak osoby ktora zapyta "jak tam". Moje zycie zmieniło sie w koszmar. Umiem żyć w samotnosci bywało że nie mialam kontaktu z mezczyznami i żyłam sama. Ale ten przypadek jest beznadziejny. Czuje sie tak jakby ktoś wyrwał mi serce z piersi. Jakbym sama sobie je wyrwała. Czy jest tu ktoś kto ma poczucie że jest sam, a wchodząc w relacje albo po niej ma permanentne poczucie zjebania wszystkiego... nie mogę sobie poradzić. Przygniotło mnie to tak bardzo że nie mam siły żyć. czy jest tu ktoś kto kochał tak niedoskonale i jednoczesnie tak mocno ze nie da sie żyć bez tej miłości? Nie umiem przez to przebrnąć... czuje że oszaleje...

#2 Gość_PurePoison_*

Gość_PurePoison_*
  • Gość

Napisano 21 wrzesień 2017 - 17:02

 

 

Czy jest tu ktoś kto ma poczucie że jest sam, a wchodząc w relacje albo po niej ma permanentne poczucie zjebania wszystkiego... nie mogę sobie poradzić. Przygniotło mnie to tak bardzo że nie mam siły żyć. czy jest tu ktoś kto kochał tak niedoskonale i jednoczesnie tak mocno ze nie da sie żyć bez tej miłości?

 

na 100% jest tu więcej niż jedna taka osoba. Tak to już jest, że skłonności do depresji i innych tego typu chorób często idą w parze ze zbyt mocno rozwiniętą sferą uczuciową, często popadamy w toksyczne relacje albo sami sobie fundujemy toksyczną miłość, z której nie umiemy się wykaraskać i pozbierać. Za duzo czujemy, za dużo myślimy, wszytskiego tego jest w nas za duzo. Albo dla odmiany za mało. Zalezy co komu akurat dolega albo na jakim jest etapie. Jakoś nigdy nic nie może być stabilnie, w normie, wypośrodkowane. Zawsze ze skrajności w skrajność. Póki co sprawa jest świeża i czujesz nieopisany ból ale na pewno wiesz gdzieś w głebi serca, że tak nie będzie wiecznie, że ten ból z czasem zmaleje chociaż tak trudno w to teraz uwierzyć. Trzymaj się tej mysli, że umiesz żyć sama, więc dasz radę bo już dawałaś sobie radę sama. I znajdź sposób żeby wybaczyć samej sobie bo to bardzo destrukcyjne uczucie. Po pierwsze każdy z nas popełnia błędy i tego nie da sie uniknąć, czasem nie da sie przewidzieć konsekwencji, czasem zwyczajnie nie da się postąpić inaczej choćby sie chciało. Postąpiłaś tak jak w tamtej chwili czułaś i tyle. Nad niektórymi rzeczami nie mamy takiej kontroli jakbyśmy chcieli, a już nad uczuciami i własnymi lękami czy słabościami szczególnie. Nie jesteś robotem żeby móc sie zaprogramować i postępować zgodnie z instrukcją tylko człowiekiem, którego czasem ponoszą różne emocje. Wybacz sobie to co i jak zrobiłaś a będzie ci napewno trochę lżej. Poza tym na bank nie jest tak, że to Ty sama jedna wszystkiemu jesteś winna i wszystko zjebałaś bo tak nigdy (no prawie nigdy) nie jest. Jesli już musisz nad tym rozmyślać to spróbuj to zrobić na chłodno i obiektywnie ocenić ile w tej sytuacji jest Twojej winy tak naprawdę a co posżło nie tak z przyczyn od ciebie niezależnych wcale. Chociaż lepiej by było jakbyś wogóle tego nie rozstrząsała i zamknęła ten rozdział ale tak sie chyba łatwo nie da. I odpowiadając na Twoje ostatnie pytanie: tak kochałam tak, że WYDAWAŁO MI się, że nie da sie zyć bez tej miłości, ale jednak się dało. Zawsze się da. Na świecie są miliony rzeczy wartych przeżycia, miłość nie jest jedyną wartością w życiu (chociaż jest bardzo ważna) a kochać można więcej niż raz, więc warto czekać na to co może przynieść kolejny dzień mimo wszystko. Znalazłaś się na zakręcie i nie wiesz co czai sie za rogiem bo jeszcze tego nie widzisz. Ale poczekaj trochę choćby z czystej ciekawości żeby zobaczyć co tam na Ciebie czeka.



#3 Kiki90

Kiki90

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 51 postów
  • Imię:Kiki

Napisano 21 wrzesień 2017 - 17:15

Dziekuje za odpowiedz. Jest mi o tyle trudno że mam poczucie ze przegapiłam cos istotnego dla mnie... grzebie w tym troche bo nie było to dla mnie przypadkowe i przelotne. Nigdy tak nie szalałam, nie wariowałam, nie walczyłam.... nie deklarowałam swoich uczuc na forum rodzinnym. Usiadlam i powiedzialam "kocham M." I tyle. Byli w szoku bo nigdy w zyciu nie rozmawiałam o uczuciach.... teraz nie wytrzymałam. Wiem ze skoro to sie skonczylo to pewnie nie bylo wazne czy prawdziwe. Problem jednak w tym że nie umialam inaczej... chciałam byc odpowiedzialna i podjełam najglupsza decyzje w zyciu. Rodzina mowila mi "tylko go nie zrań" bo to dobry wrazliwy chlopak... chociaz dzisiaj w stosunku do mnie nie zostało z tego nic.... panicznie sie bałam... i zraniłam... czuje sie jak zamknieta w wiezieniu. Mialam nadzieje ze na obczyznie, 2000 km od niego bedzie mi lżej. Ze on bedzie na tyle daleko ze nie bede myslec. Ze mam tu swoje zycie swoje sprawy. Ale nie da sie. Boje sie ze zostane z tym uczuciem na cale zycie. Ze ono nie minie. Staram sie jak moge widziec to inaczej. Na chlodno ale sie nie da. Kocham całą sobą i nie moge inaczej. Jedyne co moge teraz zrobic robiac sobie krzywde ale musze chyba poniesc kare... to sama siebie karcić w srodku za to... samotnosc mnie wyniszcza. I szczerze boje sie kolejnej relacji nawet nie jestem ciekawa... juz ta relacja mnie przerażała...

#4 Gość_PurePoison_*

Gość_PurePoison_*
  • Gość

Napisano 21 wrzesień 2017 - 17:29

 

 

Jedyne co moge teraz zrobic robiac sobie krzywde ale musze chyba poniesc kare... to sama siebie karcić w srodku za to... 

 

ale za co chcesz się tak karać ? zraniłaś kogoś naumyślnie, na zimno, z premedytacją? chyba nie? zrobiłaś z tego co rozumiem to co czułaś, tak jak czułaś. Nie chciałaś żeby tak wyszło jak wyszło, więc za co ma być ta kara? i co ważniejsze czemu ma to służyć ? co dobrego miałoby z tego samobiczowania się wyniknąć ? 



#5 Kiki90

Kiki90

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 51 postów
  • Imię:Kiki

Napisano 21 wrzesień 2017 - 17:38

Stchórzyłam i tego nie moge sobie wybaczyć. Bywa ze samą siebie krzywdze i zadaje sobie cierpienie zwlaszcza psychiczne żeby odpokutować, zeby nie czuc tego co naprawde czuje, zeby cierpiec tak jak ktos kogo zranilam, kiedys mialam zapędy do samookaleczania ale to bylo lata temu. Teraz robie sobie to w głowie... samookaleczanie tez niczemu nie służy... a jednak ja mam potrzebe czuc to co on mogl przejsc ze mna... moze wynika to z mojej zle pojętej wiary? Ze samobiczowanie sprawi ze udowodnie komus ze nie chcialam, ze przepraszam, ze żałuje... ostatni raz przechodzilam tak fatalny stan w gimnazjum... a przeciez przechodzilam nieodwzajemnione uczucie... tym razem wszystko jest inne. I wręcz straszne.... boje sie samej siebie... nie wiem gdzie podzialam sie ja... ta w ktorej on widzial "urok" , niestety ten "urok" wynikał tego jak czułam sie przy nim...

#6 Gość_PurePoison_*

Gość_PurePoison_*
  • Gość

Napisano 21 wrzesień 2017 - 20:32

niestety rozumiem te schematy bo sama mam tendencję do takich zachowań ale nauczyłam sie przynajmniej sobie wybaczać i to dużo pomaga. W pewnym sensie i do pewnego stopnia nauczylam się akceptować te swoje zachowania jako część swojej osobowości a jednocześnie staram się walczyć z tymi, które wpływają destrukcyjnie chociażby na moje relacje z innymi. Niektóre udaje się częściowo opanowac ale sa i takie, których chyba nigdy z siebie nie wykorzenię i musze się  tym pogodzić i zaakceptować. Jedyne co mogę zrobic to uprzedzać ludzi, na których mi zależy o tym i wyjaśniać mechanizmy działania zachowań, których zmienić nie umiem. Dzieki temu czuję się mniej winna i duzo rzadziej o tej swojej (prawdziwej czy urojonej?) winie myślę i mniej to rozdrapuję. Daj sobie czas na przeżycie tej jak to nazwałaś żałoby i staraj się zminimalizować to poczucie winy bo na to akurat masz wpływ, uczucia potrzebują czasu żeby wygasnąć i tego nie przeskoczysz, więc zajmij się tym na co masz wpływ.



#7 Kiki90

Kiki90

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 51 postów
  • Imię:Kiki

Napisano 21 wrzesień 2017 - 20:44

Tylko problem w tym że cos każe mi dalej kochać... jestem zawzięta, i uparta. Staram sie walczyć o każdy dzien i o to zeby nie robić sobie krzywdy. Mam za sobą zwiazki na ktore machnełam reka. Nie wyszło, pobolało, i ok. Ale tu jest skrajnie inaczej.... pewnie powinnam mu wyjasnic jak ciezki mam charakter. Znam siebie i pewne rzeczy nachodza mnie okresowo... ale na tej relacji zalezało mi bardziej... wszystko potoczyło sie spontanicznie a jednoczesnie na emocjonalnym hamulcu ktory sama zaciągnelam. Wykoleiłam sie uczuciowo... ciągle czekam i wierze ze to nie koniec... cos kaze mi wierzyc, poniesc kare, cierpiec z nadzieją ze zasluze na jego milosc...

Mam problem z okazywaniem i mowieniem o uczuciach do momentu kiedy nie jestem na krawedzi... boje sie mezczyzn i wynika to pewnie z tego ze relacje z ojcem nigdy nie byly dobre. Teraz nawet nie kontaktuje aby je naprawic... ciagnie sie to za mna... i w momencie kiedy spotkałam kogos takiego jak ja wszystko sie posypalo...

Ja ucze sie siebie na nowo. Takiej siebie chyba nie znałam. Zaskakujace do czego doprowadzaja nas ludzie i uczucia. Kiedy emocje opadna moze zaczne myslec racjonalniej....





Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Również z jednym lub większą ilością słów kluczowych: Załamanie, Miłość, Strach

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych