Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Gdzie jest granica miłości?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
11 odpowiedzi w tym temacie

#1 WhiteDahlia

WhiteDahlia

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 4 postów
  • Imię:Dalia

Napisano 14 wrzesień 2017 - 17:36


Jestem tutaj nowa i chociaż mam dwadzieścia jeden lat i jestem młodą osobą jestem teraz w stanie w którym nie wiem czy mam ochotę żyć jeszcze dłużej. 

To będzie dość długie, ale piszę to tutaj bo chciałam otrzymać jakąś radę od osób które może przeżyły to samo co ja. 

Zawsze miałam wiele kompleksów, chociaż wiem, że nie jestem brzydką dziewczyną, ani głupią... to jednak czułam, że nie będę wystarczająca - ciągle widziałam te wszystkie cechy których mi brakuje i owszem... widzę je nadal. 

Wiele się poprawiło w momencie w którym poznałam... osobę która pomogła mi jakoś. Zaczęłam patrzeć na siebie w lustrze z uśmiechem. Byłam zadowolona z moich naturalnych loków, dużych oczu, cery z piegami a przecież kiedyś tak strasznie tego nienawidziłam. Zastanawiałam się czemu nie mogę być jak inne dziewczyny - mieć długie włosy, czystą cere, ciemne oczy. Wiem, każdy może pomyśleć, że to myślenie głupiej nastolatki i może wtedy tak było. Zawsze najbardziej nienawidziłam się za charakter. Jestem cicha, uważam, że nudna... jednak gdy poznałam tą osobę okazało się, że potrafię się dobrze bawić, żartować, nawet jestem świetna gdy tańczę w klubach a przecież nigdy się tam nie widziałam. 

W końcu zaczęliśmy być razem. Zaczęło mi naprawdę zależeć i byłam szczęśliwa jak nigdy. Jednak z czasem coś zaczęło się psuć. Po naszym pierwszym razie. Moje myśli znowu wróciły, ale nie jestem osobą która szybko się poddaje. Obiecałam sobie, że będę dla mojej ukochanej osoby największym szczęściem. Wiele się stało. Nie byłam wcale taka idealna jak myślałam. Byłam wyjątkowo zazdrosną osobą, od kiedy widziałam, że w grę wchodzi była dziewczyna. Okazało się, że moja intuicja była dobra. Rozstaliśmy się, ale nie na długo, bo okazało się, że jestem tak ważna, że nie można beze mnie żyć. Spróbowaliśmy przyjaźni, ale to okazało się bardzo trudne. Ja chciałam czegoś więcej i jemu również zdarzało się tego próbować. Nie zawsze byliśmy jak typowi przyjaciele. W końcu z jego strony padło pytanie o ponowne bycie razem, aby spróbować jeszcze raz i wtedy... coś zaczęło się we mnie psuć. Oczywiście się zgodziłam, ale dopadały mnie myśli. Sądziłam, że on robi to dla mnie, że wcale nie chce związku - chcę dodać, że uważał od zawsze, że nie kocha mnie jak swoją dziewczynę i że nigdy nie kochał tak nikogo, nie chce miłości ani związku. Zaczynałam bez powodu być smutna, gdy tylko patrzyłam na pary, gdy przypominałam sobie coś z naszej przeszłości, gdy powiedział coś co zabolało. To trwało pół roku. 

Teraz jestem w strasznym stanie. Wyjechałam daleko od rodziny już niecałe dwa lata temu, dla niego do innego kraju. Najgorsze jest to... że nie potrafię go opuścić i on też nie chce mnie stracić ale jednak mnie nie kocha. Nie ma pomiędzy nami niczego co można by nazwać bliskością. Czasem zdarzy się coś drobnego... gdy on jest w bardziej "imprezowym stanie" potrafi powiedzieć, że mnie kocha i że ciężko mu to powiedzieć normalnie. Zaproponował terapie dla par parę dni temu, ale już wczoraj powiedział, że nie idzie tam, żeby zacząć próbować coś do mnie poczuć tylko żeby mi pomóc. To nie tak, że chce go zmusić. Chciałabym ruszyć z miejsca. Wiedzieć czy warto zostać, czy naprawdę miłość w ogóle istnieje. Sama uważam, że kocham i to naprawdę mocno. To uczucie jest straszne bo nie umiem nad sobą panować. Kiedy jest mi źle chcę, żeby tylko mnie przytulił, ale on tego nie potrafi. Bardzo chciałam mu pomóc... sprawić, żeby się zakochał bo nadal uważa, że jestem do tego najbardziej odpowiednią osobą, ale to mnie już wciąga. To tak jakbym próbowała uratować tonącego nie potrafiąc pływać. 

Pewnie każdy myśli... masz dwadzieścia jeden lat i nie raz się zakochasz, ale czy to nie jest głupie? Czy ludzie naprawdę są zbudowani tak żałośnie, że wszyscy po tak głębokim uczuciu znajdują sobie kogoś nowego? Poza tym znam siebie, wiem, że już sobie na to nie pozwolę i można mówić, że nie wiem co się stanie, że jeszcze się zakocham - ale przyjmijmy że jestem w tym małym gronie osób które kochają tylko raz. Już nigdy nie będę szczęśliwa? Kiedy myślę o odejściu i powrocie do domu dopadają mnie lęki i poczucie mocnej straty. Ostatnio bardzo mało śpię bo ciągle się budzę. Jem na siłę, bo bardzo chcę wyjść z tego stanu. Płaczę w miejscach publicznych co jest bardzo poniżające, nie spotykam się z przyjaciółmi. 

Trochę mi głupio robić taki wielki temat z takiego problemu. Na pewno wiele z was ma większe powody by tak się czuć, ale dla mnie ten stał się tak straszny, że wpływa na wszystko. 

Ponownie czuje się nic nie warta. Nie potrafię zaufać osobie którą kocham, a ona nie potrafi mnie pokochać. Nie potrafię odejść, a ona nie potrafi mi na to pozwolić. 

Wkrótce mam rozpocząć terapie, ale boję się o każdy dzień i każdą godzinę do tego czasu. 



#2 XAW

XAW

    Zadomowiony

  • Administrator
  • 5909 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 14 wrzesień 2017 - 19:03

Witaj na forum.

 

Nieszczęśliwa miłość to akurat jedna z częstszych przyczyn problemów z depresją. Zresztą skoro tak się czujesz z tego powodu, to jest to ważne i niech Ci nie będzie głupio, że o tym piszesz.

 

Ogólnie masz bardzo skomplikowaną tą relację. Jednak wydaje mi się, że dopóki nie uda Ci się z nim pogadać tak w pełni szczerze, to trudno będzie coś sensownego zrobić. Wydaje mi się, że stwierdzenia "nie kocham cię" i równocześnie "jesteś najbardziej odpowiednią osobą, w której mógłbym się zakochać" się trochę wykluczają. Albo brzmi jak próba odłożenia powiedzenia jakiejś prawdy w czasie. Albo też sam może nie wiedzieć co tak naprawdę czuje do Ciebie, bo może ma problem ze zrozumieniem siebie i swoich uczuć.

 

Moim zdaniem tylko jego zrozumienie swoich uczuć w połączeniu ze szczerą rozmową, w której powie Ci co naprawdę czuje do Ciebie może dać Ci jednoznaczny sygnał, po którym będziesz wiedziała co zrobić - czy warto inwestować w ten "związek" i próbować unormować (ale starania muszą być obustronne), czy jednak nie ma to już kompletnie sensu i tylko się wykończysz.

I ta szczerość jest tutaj podstawą, jest najważniejsza.

 

Swoją drogą miałem kiedyś też takie przekonanie, że związek z moją byłą to absolutnie ostatni związek, bo kochałem ją bardzo mocno i nie wyobrażałem sobie życia bez niej. W pewnej chwili stwierdziła, że jednak nie pasujemy do siebie - było to po prawie 3 latach związku. Miała rację, jednak nie widziałem jakiejkolwiek możliwości życia bez niej w tamtej chwili. Coś podobnego do tego, o o czym piszesz. Jak już skończył się nasz związek, robiłem wszystko, by podtrzymać kontakt, ale ostatecznie się nie udało. Bardzo skutecznie broniłem się przed innymi dziewczynami - nawet jeśli któraś mi się bardzo podobała i rozmawiało mi się z nią dobrze, to robiłem wszystko by ograniczać kontakt, żeby uniknąć ryzyka nadmiernego rozwinięcia relacji.

Ostatecznie jednak wszedłem w nowy związek i nie żałuję.

Zmierzam do tego, że byłbym zdziwiony, gdybyś w takim stanie wierzyła choć trochę w możliwość skierowania miłości do innej osoby kiedykolwiek. Jedyne co mogę jakkolwiek doradzić, to żebyś próbowała nie martwić się tym, że jesteś w stanie kochać tylko tego jedynego. A bardziej skupiła się na sobie i swoim leczeniu. Choć wiem, że to trudne.

 

Jak sama się przekonałaś w niektórych okresach swojego życia - masz w sobie dużą wartość i dużo umiesz. Próbuj się skoncentrować na tym, co umiesz, a nie na tym czego nie umiesz. Co nie wyklucza oczywiście samorozwoju i nabywania nowych umiejętności ale to nie definiuje Twojej wartości jako człowieka - już jesteś wartościowa.

 

Kiedy zaczynasz terapię?



#3 WhiteDahlia

WhiteDahlia

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 4 postów
  • Imię:Dalia

Napisano 14 wrzesień 2017 - 19:18

Witaj na forum.

 

Nieszczęśliwa miłość to akurat jedna z częstszych przyczyn problemów z depresją. Zresztą skoro tak się czujesz z tego powodu, to jest to ważne i niech Ci nie będzie głupio, że o tym piszesz.

 

Ogólnie masz bardzo skomplikowaną tą relację. Jednak wydaje mi się, że dopóki nie uda Ci się z nim pogadać tak w pełni szczerze, to trudno będzie coś sensownego zrobić. Wydaje mi się, że stwierdzenia "nie kocham cię" i równocześnie "jesteś najbardziej odpowiednią osobą, w której mógłbym się zakochać" się trochę wykluczają. Albo brzmi jak próba odłożenia powiedzenia jakiejś prawdy w czasie. Albo też sam może nie wiedzieć co tak naprawdę czuje do Ciebie, bo może ma problem ze zrozumieniem siebie i swoich uczuć.

 

Moim zdaniem tylko jego zrozumienie swoich uczuć w połączeniu ze szczerą rozmową, w której powie Ci co naprawdę czuje do Ciebie może dać Ci jednoznaczny sygnał, po którym będziesz wiedziała co zrobić - czy warto inwestować w ten "związek" i próbować unormować (ale starania muszą być obustronne), czy jednak nie ma to już kompletnie sensu i tylko się wykończysz.

I ta szczerość jest tutaj podstawą, jest najważniejsza.

 

Swoją drogą miałem kiedyś też takie przekonanie, że związek z moją byłą to absolutnie ostatni związek, bo kochałem ją bardzo mocno i nie wyobrażałem sobie życia bez niej. W pewnej chwili stwierdziła, że jednak nie pasujemy do siebie - było to po prawie 3 latach związku. Miała rację, jednak nie widziałem jakiejkolwiek możliwości życia bez niej w tamtej chwili. Coś podobnego do tego, o o czym piszesz. Jak już skończył się nasz związek, robiłem wszystko, by podtrzymać kontakt, ale ostatecznie się nie udało. Bardzo skutecznie broniłem się przed innymi dziewczynami - nawet jeśli któraś mi się bardzo podobała i rozmawiało mi się z nią dobrze, to robiłem wszystko by ograniczać kontakt, żeby uniknąć ryzyka nadmiernego rozwinięcia relacji.

Ostatecznie jednak wszedłem w nowy związek i nie żałuję.

Zmierzam do tego, że byłbym zdziwiony, gdybyś w takim stanie wierzyła choć trochę w możliwość skierowania miłości do innej osoby kiedykolwiek. Jedyne co mogę jakkolwiek doradzić, to żebyś próbowała nie martwić się tym, że jesteś w stanie kochać tylko tego jedynego. A bardziej skupiła się na sobie i swoim leczeniu. Choć wiem, że to trudne.

 

Jak sama się przekonałaś w niektórych okresach swojego życia - masz w sobie dużą wartość i dużo umiesz. Próbuj się skoncentrować na tym, co umiesz, a nie na tym czego nie umiesz. Co nie wyklucza oczywiście samorozwoju i nabywania nowych umiejętności ale to nie definiuje Twojej wartości jako człowieka - już jesteś wartościowa.

 

Kiedy zaczynasz terapię?

 

Miło mi, że moją wiadomość spotkał jakiś odzew. Bardzo dobrze było przeczytać też coś innego niż: "Zostaw go, to nie ma sensu", "Weź się w garść." 

Co do tego to on również kiedyś podejmował próby leczenia się z tego "braku uczuć wyższych", ale szczególnie ponoć nic to nie dało. 

Terapie zaczynam od następnego tygodnia. Już dawno powinnam się leczyć, ale ciężko o dobrego psychiatrę za granicą, dodatkowo mówiącego po polsku. 

Chciałam jakoś do tego czasu sama sobie pomóc, jeśli jeszcze jakoś mogę, ale ciężko skupić mi się na czymkolwiek i czymkolwiek zająć. Nie umiem znaleźć jakiekolwiek energii, już nie rozmawiam na ten temat z nikim bliskim i widzę, że się martwią i dla nich się staram pozbierać. 



#4 XAW

XAW

    Zadomowiony

  • Administrator
  • 5909 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 14 wrzesień 2017 - 19:42

"Weź się w garść" - legendarny tekst...numer 1 na liście moich najbardziej znienawidzonych tekstów.

A zostawianie kogoś od razu bez wypróbowania wszystkich możliwości (w ramach granic swojej wytrzymałości) też jest bez sensu. W końcu warto próbować zrealizować swoje marzenia o miłości. No i też po to, żeby kiedyś sobie nie wyrzucać, że mogło się jednak spróbować.

 

Ale wracając stricte do tematu - może spróbuj z nim jeszcze pogadać o tym leczeniu się? Jeśli kiedyś mu się nie udało, to może warto, by jednak spróbował jeszcze raz - jeśli mu na Tobie zależy, to na pewno jest to wystarczająca przyczyna, żeby spróbował. Nie jest to na pewno proste dla niego, ale Ty też walczysz dużo i inwestujesz samej siebie w to wszystko.

 

Lepiej późno niż wcale - gratuluję organizacji i zebrania się do tej terapii. Szczególnie w tych trudniejszych warunkach za granicą. I trzymam kciuki za Ciebie!

Ja też zacząłem leczenie o wiele za późno, i to będąc w Polsce, i mając możliwości wcześniejszej terapii...Dużo straciłem przez to, ale ostatecznie dałem radę poprawić znacząco swoje życie i psychikę, m.in. dzięki leczeniu. Dlatego właśnie uważam, że lepiej późno niż wcale.

 

Ogólnie mam wrażenie, że masz takie cechy, które bardzo Ci pomogą w leczeniu - masz w sobie dużo determinacji do walki mimo braku sił. To jest naprawdę super.

 

Niestety trudno mi doradzić co konkretnie możesz robić, żeby się zająć czymś innym niż myślami o tym psychicznym bólu. Każdemu pomaga coś innego. Mi pomagały najbardziej gry komputerowe - chyba tylko one potrafiły mnie wciągnąć - nie zawsze ale zazwyczaj tak. Wtedy mogłem zapomnieć choć na chwilę o tym, co czułem. A dzięki temu organizm odpoczywał i trochę łatwiej było przetrwać ciężkie chwile. Warto choć czasem dać sobie taką chwilę oddechu.

Możesz próbować, np. książki, muzykę (słuchanie lub granie jej - jeśli masz jakiś instrument), pisanie czegoś (wiersze/pamiętnik/cokolwiek), gry, sprzątanie, sport, filmy itp. Nie wiem co próbowałaś, ale może któraś z tych rzeczy będzie w stanie odciągnąć Twoje myśli. Jeśli nie, to możesz próbować szukać w internecie innych sposobów na rozrywkę. Oczywiście nie da się ciągle uciekać, ale czasem sobie taką ucieczkę warto zafundować, by odetchnąć.



#5 Willow47

Willow47

    Zadomowiony

  • Moderator
  • 8207 postów
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano 14 wrzesień 2017 - 21:55

trochę mieć ciastko i zjeść ciastko, nie da się tak na dłuższą metę, Wasza relacja jest na tyle zagmatwana, że terapia dla par to chyba najlepsze rozwiązanie, chociaż tu do tanga trzeba dwojga a On zmienia zdanie jak mu wiatr zawieje....być może trochę dystansu sprawi, ze spojrzysz na Was z nowej perspektywy, i albo się upewnisz, ze dasz rade tak do końca życia albo nabierzesz sil aby ten związek skończyć...


Dołączona grafika
 
Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

#6 matrix

matrix

    Zadomowiony

  • Grupa z ograniczeniami
  • 11770 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 15 wrzesień 2017 - 07:52

Dlaczego tyle placzu o cos co sie nie udalo ..o cos co do nas nie pasowalo . albo my do tego ...a powinien byc usmiech na twarzy wrecz wdziecznosc  ..nie obudzilam sie z trojka potworow u jego boku cholernie nieszczesliwa ..ze znikoma perspektywa odejscia bo dokad ...

Jestes jeszcze tak mloda ,ze za kilka lat bedziesz sie smiala ..z tego incydentu ..

Niestety ten wiek nie daje gwarancji na wybor partnera na cale zycie ,zbyt duzo jeszcze w tym czasie nie poznanych rzeczy  co dla nas dobre a co niestety zle co powinno nas u faceta odstraszyc a co przyciagnac ....daj sobie czas i szanse ..na dojrzaly ,w pelni swiadomy wybor ojca twoich dzieci ..i czlowieka ktory bedzie przy tobie na reszte zycia ..

 

bedzie wsparciem ,przyjacielem ,powiernikem ,bedzie dbal o egzystencje ,kochal ladna jak i brzydka ,bedzie patrzal w jedna strone tak jak ty ,a przede wszystkim bedzie w twojej druzynie ..nie w przeciwnej ..czyli zgodnosc zdania .. :lol:

 

sama chyba w to nie wierze ... ;)


  • molenka i Zaklęta w marmur lubią to
Dołączona grafika

#7 WhiteDahlia

WhiteDahlia

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 4 postów
  • Imię:Dalia

Napisano 15 wrzesień 2017 - 16:11

Dlaczego tyle placzu o cos co sie nie udalo ..o cos co do nas nie pasowalo . albo my do tego ...a powinien byc usmiech na twarzy wrecz wdziecznosc  ..nie obudzilam sie z trojka potworow u jego boku cholernie nieszczesliwa ..ze znikoma perspektywa odejscia bo dokad ...

Jestes jeszcze tak mloda ,ze za kilka lat bedziesz sie smiala ..z tego incydentu ..

Niestety ten wiek nie daje gwarancji na wybor partnera na cale zycie ,zbyt duzo jeszcze w tym czasie nie poznanych rzeczy  co dla nas dobre a co niestety zle co powinno nas u faceta odstraszyc a co przyciagnac ....daj sobie czas i szanse ..na dojrzaly ,w pelni swiadomy wybor ojca twoich dzieci ..i czlowieka ktory bedzie przy tobie na reszte zycia ..

 

bedzie wsparciem ,przyjacielem ,powiernikem ,bedzie dbal o egzystencje ,kochal ladna jak i brzydka ,bedzie patrzal w jedna strone tak jak ty ,a przede wszystkim bedzie w twojej druzynie ..nie w przeciwnej ..czyli zgodnosc zdania .. :lol:

 

sama chyba w to nie wierze ... ;)

Przez to, że mam dwadzieścia jeden lat, ciągle słyszę, że nie wiem zbyt wiele o życiu i że jeszcze dużo mnie w nim spotka. Jednak prognozy na moją przyszłość nie są takie jakich by chciała. Może rzeczywiście nadal jestem dzieckiem, które myśli, że wielka determinacja i ciężka praca sprawi, że wszystko się ułoży, ale myśl, że to nie prawda mnie dobija. Od razu nasuwa mi się pytanie - czy warto jest w ogóle żyć w takim świecie w którym osiągniesz to czego chcesz jeśli tylko los ci na to pozwoli? Czy nic nie jest zależne od nas? Więc po co tułać się po świecie i czekać aż życie będzie spychać nas na jeden lub na drugi tor, jakby wszystko z góry było ustalone? 
"Jeśli się kogoś mocno kocha, wszelkie problemy znikają." - nie powiedział nikt nigdy, ale jednak pokrętnymi słowami ludzie dają takie rady. "Poznasz kogoś innego i jeszcze będziesz szczęśliwa." - mówią tak jakby ludzie bez wad istnieli i pojawi się obok mnie cybork spełniający każdą moją prośbę i dbający o mnie jak o największy skarb. Przecież nie tego wszyscy chcą. Kłótnie są jak burze, nawet przy najpiękniejszej pogodzie się zdarzają. Smutek jest jak deszcz, bez niego wszystko by uschnęło, ale jednak... zawsze jak pojawiają się problemy i stale pada ludzie zawsze powiedzą ci "zostaw to i idź dalej". Mam tak żyć całe życie? Czy za każdym razem jak tylko coś nie wyjdzie mam to rzucić i wmawiać sobie, że to "nie było to"? Coś jest mi przypisane z góry i tylko to ma mi się udać? 
Pisząc to jestem jak hipokrytka, bo przecież nie pojawiłam się tutaj znikąd. Może smutek był już dla mnie za ciężki i nie potrafię już z nim wytrzymać, może też rzeczywiście to nie jest to. Najgorszy jest fakt, że gdybym miała wybierać pomiędzy zatraceniem siebie całkiem, a skończeniem próbować, chyba wolałabym siebie stracić. Przynajmniej wtedy miałabym wiarę do końca w to, że warto próbować i że naprawdę użyłam wszystkich swoich sił. Niektórzy mnie podziwiają za taką siłę, inni mają za kompletną idiotkę i dziecko, ale nawet jeśli próbowałabym kierować się rozumem to już nie potrafię. Bardzo chce się przebić przez ten mur i zmienić słowa "zasługujesz na moją miłość" w "kocham cię", ale nie chce nikogo zmuszać do miłości - ja ją widzę tylko tak jakby coś ją w nim tłumiło i kryło się pod dziwną twardą maską. Nic nie zmieni jednak tego, że za każdym razem gdy słyszę "nie kocham cię" to jednak bardzo boli. Gdy zostaję sama na całe noce, również czuje się źle. On mówi, że nie chce mnie widzieć w takim stanie bo reaguje nerwowo i że to wszystko przez niego. Nawet padły słowa, że chciałby mieć samych przyjaciół i mnie jako przyjaciółkę. Jednocześnie potrafi powiedzieć, że chciałby kochać i że jestem tego warta. Czy naprawdę coś do mnie czuje, czy jednak ci co mówią, że jestem głupia mają racje i nie widzę najprostszej manipulacji? 


#8 WhiteDahlia

WhiteDahlia

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 4 postów
  • Imię:Dalia

Napisano 15 wrzesień 2017 - 16:22

"Weź się w garść" - legendarny tekst...numer 1 na liście moich najbardziej znienawidzonych tekstów.

A zostawianie kogoś od razu bez wypróbowania wszystkich możliwości (w ramach granic swojej wytrzymałości) też jest bez sensu. W końcu warto próbować zrealizować swoje marzenia o miłości. No i też po to, żeby kiedyś sobie nie wyrzucać, że mogło się jednak spróbować.

 

Ale wracając stricte do tematu - może spróbuj z nim jeszcze pogadać o tym leczeniu się? Jeśli kiedyś mu się nie udało, to może warto, by jednak spróbował jeszcze raz - jeśli mu na Tobie zależy, to na pewno jest to wystarczająca przyczyna, żeby spróbował. Nie jest to na pewno proste dla niego, ale Ty też walczysz dużo i inwestujesz samej siebie w to wszystko.

 

Lepiej późno niż wcale - gratuluję organizacji i zebrania się do tej terapii. Szczególnie w tych trudniejszych warunkach za granicą. I trzymam kciuki za Ciebie!

Ja też zacząłem leczenie o wiele za późno, i to będąc w Polsce, i mając możliwości wcześniejszej terapii...Dużo straciłem przez to, ale ostatecznie dałem radę poprawić znacząco swoje życie i psychikę, m.in. dzięki leczeniu. Dlatego właśnie uważam, że lepiej późno niż wcale.

 

Ogólnie mam wrażenie, że masz takie cechy, które bardzo Ci pomogą w leczeniu - masz w sobie dużo determinacji do walki mimo braku sił. To jest naprawdę super.

 

Niestety trudno mi doradzić co konkretnie możesz robić, żeby się zająć czymś innym niż myślami o tym psychicznym bólu. Każdemu pomaga coś innego. Mi pomagały najbardziej gry komputerowe - chyba tylko one potrafiły mnie wciągnąć - nie zawsze ale zazwyczaj tak. Wtedy mogłem zapomnieć choć na chwilę o tym, co czułem. A dzięki temu organizm odpoczywał i trochę łatwiej było przetrwać ciężkie chwile. Warto choć czasem dać sobie taką chwilę oddechu.

Możesz próbować, np. książki, muzykę (słuchanie lub granie jej - jeśli masz jakiś instrument), pisanie czegoś (wiersze/pamiętnik/cokolwiek), gry, sprzątanie, sport, filmy itp. Nie wiem co próbowałaś, ale może któraś z tych rzeczy będzie w stanie odciągnąć Twoje myśli. Jeśli nie, to możesz próbować szukać w internecie innych sposobów na rozrywkę. Oczywiście nie da się ciągle uciekać, ale czasem sobie taką ucieczkę warto zafundować, by odetchnąć.

 

Ogólnie uważam, że skoro staram się sobie pomóc to może nie jest jeszcze tak źle. Nie martwiłby mnie mój stan tak bardzo gdyby nie ciągnął się już tak długo. Naprawdę sporo czasu dręczę się własnymi myślami i wyobrażeniami przyszłości. Myśli są najgorsze. Gdy tylko mam czas pomyśleć o sobie, o nim, o czasie jaki tu spędziłam i o czasie jaki może nas czekać, o tych lepszych i złych rzeczach po prostu czuje się aż od nich ciężka. Moja praca sprawia, że ciągle mam czas myśleć, niechęć do wychodzenia tym bardziej. Poza tym rozmowy ze znajomymi nie dają już ulgi bo podświadomie chce mówić o tym jak się czuje, ale nie chcę już powtarzać tego samego, żeby to samo usłyszeć, więc przeważnie milczę. Mam nadzieję, że masz rację i dziękuje za wszelkie odpowiedzi. 

Mam pewien problem, bo nie wiem czy mam jednocześnie zapisać się z nim na terapie dla par i na osobną terapię dla siebie, czy lepiej wybrać jedną z dwóch opcji na sam początek? 

 

Co do zajęcia, to bardzo lubię pisać. Robię to od bardzo dawna, ale w takich stanach to jedna z najgorszych rzeczy. Tak czy siak moje myśli są zbyt chaotyczne i zbyt dramatyczne na napisanie czegokolwiek co ma ręce i nogi. Od dziś zabrałam się za ćwiczenia i bieganie, w następnym miesiącu zacznę chodzić na siłownie. Czytałam, że to jedna z najszybszych dróg aby wyleczyć się z takich stanów. Nie wiem czy to prawda, ale warto spróbować, chociaż naprawdę muszę się do tego zmuszać, jak do wszystkiego ostatnimi czasy. Jeszcze jedną rzeczą która jakoś mi pomaga są papierosy. Nie paliłam zbyt wiele, kiedyś wcale, ale w tym roku, albo nawet i w ostatnich miesiącach to stało się dla mnie przyjemne. Gdy palę nie myślę za bardzo - wiem jednak że to nie jest zdrowe i szukam jakiś alternatyw, ale w momentach największego stresu nic nie działa tak szybko i nie można tego wziąć tak "od ręki". 



#9 Gość_Lonan_*

Gość_Lonan_*
  • Gość

Napisano 15 wrzesień 2017 - 17:05

Facet jest z Tobą szczery, nie kocha Cie. Nie zmusisz go do miłości.



#10 Kiki90

Kiki90

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 51 postów
  • Imię:Kiki

Napisano 19 wrzesień 2017 - 22:08

Przeczytałam dokladnie Twoja historie, mam 27 lat, mieszkam UK. Kilka dni temu trafilam na forum z podobną historią... straciłam mezczyzne ktorego kocham.... kiedy czytałam co opisujesz miałam wrażenie że czytam o sobie. Mimo mojego wieku ciagle slysze banały "jestes jeszcze mloda, przed 30". I wiem ze ludzie generalnie chcą dobrze mowiac zebym spieła tyłek i przestała ryczeć jak to czynie od miesiaca. Nie da sie. Moj uklad jest/był chory. Ja zawinilam bo bałam sie kochac. Teraz moge tylko odpalić znicz ku pamięci... cos ciagle każe mi wierzyc ze to nie jest koniec... ale to tylko babska naiwnosc... wpadlam w potworna depresje z ktorej sama nie wyjde. Jeszcze przed calymi wydarzeniami zapisalam sie na silownie, wtedy jesCze dla niego... teraz chodze zeby sie zmeczyc. Moja praca rowniez pozwala mi rozmyslac co jest dobijajace... Tez czekam na terapie... w listopadzie zaczynam od wizyty u psychologa w pl. Gdybys chciala porozmawiac prosze odezwij sie na priv. Forum jest niezwykle pomocne ale moze mieszkamy gdzies niedaleko...

#11 XAW

XAW

    Zadomowiony

  • Administrator
  • 5909 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 28 wrzesień 2017 - 20:26

WhiteDahlia - no to działaj, próbuj te rozwiązania :) Wiesz, dopóki nie zadbasz o siebie i nie skupisz się na tym, żeby siebie doprowadzić do porządku, to ciężko może Ci być stworzyć jakikolwiek związek i z kimkolwiek.

Także tym bardziej zachęcam, byś próbowała - ogólnie wysiłek fizyczny pomaga wielu osobom w walce z depresją, chociaż na pewno ciężko się do tego wysiłku zmusić przy takich stanach.

 

Nie zgadzam się też z podejściem do związków typu "są poważniejsze problemy, to rzuć to i próbuj z kimś innym" - jak naprawdę nie ma to sensu, to się zgadzam, że nic na siłę. Tak jest jeśli widać np. ewidentnie różne podejście do życia, duże i ważne różnice pod względem moralności/światopoglądów czy bardziej ogólnie - sposobu na życie. Albo jak się po prostu próbowało, ale mimo to się nie układa. Nic na siłę. Ale też nie zgadzam się z tym, że jeśli jest potencjał by było fajnie, ale się nie układa, to od razu się rezygnuje.

W tej sytuacji facet mówi, że nie kocha ale z zachowania robi coś innego - dlatego pisałem, żeby dał coś od siebie i pokazał, że też chce próbować doprowadzić do prawdziwego związku, bo być może nie pozwalają mu na to problemy emocjonalne, a nie brak chęci. Natomiast jeśli nie wykaże chęci, by próbować do tego związku doprowadzić, to wtedy zgadzam się, że nie ma sensu dalej tego ciągnąć, bo tylko stracisz siły.

 

Ja straciłem mnóstwo sił na ratowanie nieudanych relacji (nie tylko stricte związków ale też przyjaźni), które ostatecznie się rozpadły. Ale też sporo takiego włożyłem w relacje, które przetrwały i bardzo bym żałował, gdybym nie powalczył o nie.

Niektórym łatwiej się żyje rezygnując ze związków przy pierwszych poważniejszych problemach, a inwestycje w ich ratowanie mogą ich tylko bardziej zniszczyć. Innych jednak bardziej niszczy brak takich prób, a jeśli nawet się nie udadzą, to przynajmniej czują się spełnienie w sensie "próbowałem wszystko, co tylko mogłem". Każdą postawę trzeba szanować, bo każdy ma swój punkt widzenia.



#12 DuraDo

DuraDo

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 133 postów
  • Gadu-Gadu:63887097
  • Imię:Marcin
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Rhein-Main Gebiet

Napisano 06 październik 2017 - 07:01

Witam jestem tutaj nowy. Ale chciałbym coś dodać... długo myślałem co tobie doradzić, i powiem ci ze to iż walczysz, to bardzo dobrze. Tylko gdzieś musisz sobie wyznaczyć granice, przy której powiesz dość. Byłem w podobnej sytuacji... doszło do tego ze w tygodniu u niej sypialem a na weekend musiałem zrobić miejsce dla kogoś innego. Wcale niebylem zły...byłem wdzieczny za to co mam. Ale tym samym pogrążyłem się tylko głębiej w chorobie. I chciałbym cie przestrzec abyś i ty do takiej sytuacji niedoszła -Walcz o swoje, niepoddawaj się zbyt szybko, ale nie utrac przy tym siebie. I pewnie wielu już to napisało, moje piec groszy tez wetknę... życzę ci powodzenia, siły i szczęścia
  • XAW lubi to





Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych