Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Studentka pielęgniarstwa, pogubiona w swoim życiu

studia depresja kompleksy izolacja wrażliwość beznadzieja załamanie pomoc wskazówki braksiły

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
5 odpowiedzi w tym temacie

#1 ka_ma

ka_ma

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 2 postów
  • Imię:Karolina

Napisano 05 kwiecień 2017 - 19:58


Bardzo długo zbierałam się do napisania tej wiadomości. Wydaje mi się, że jednak teraz jest właśnie ten moment, w którym życie całkowicie wymyka mi się spod kontroli.

Jestem 22 letnią dziewczyną, studentką pielęgniarstwa na uczelni medycznej. Moje główne problemy w swerze psychicznej zaczęły się właśnie z momentem rozpoczęcia studiów. Teraz jest to moje drugie podejście na tym kierunku, pierwsze , po 1 semestrze studiów okazało się porażką. Przez cały okres swojej edukacji byłam prymuską, zdolną jedynaczką, która wydaje mi się, że w dużej mierze była poddana presji rodziców, jeśli chodzi o wykształcenie i uzyskanie zawodu, sukcesów w przyszłości. W sumie nikt nie pytał czy cieszę się z kolejnych zajęć dodatkowych, wygranej olimpiady z danego przedmiotu czy oceny, po prostu miałam piąć się dalej, na wyższy szczebel, być najlepsza. Chodziłam do dobrego liceum, po dobrze zdanej maturze wybrałam pielęgniarstwo (to akurat mój wybór). Dostałam się na dobrą uczelnię medyczną, o wysokim poziomie. (jej wybór należał bardziej do rodziców niż do mnie). Niestety sposób nauki tam, ciągły wyścig szczurów, natłok obowiązków, i ambicji coraz bardziej mnie osłabiały. Nie dawałam sobie radyfizycznie i psychicznie, bardzo źle czułam się w tym miejscu, chociaż byłam bardzo przekonana co do kierunku. Zaczęły się moje problemy zdrowotne, mdlałam coraz częściej, kilkukrotnie, w różnych miejscach straciłam przytomność, po drodze były jakieś wizyty w szpitalu, konsultacje medyczne itp. Mój stan psychiczny bardzo się pogorszył, zaczęłam ponosić porażki na uczelni,nie zaliczać egzaminów, zdrowie nie pozwalało mi poświęcać już tyle czasu na naukę, nie potrafiłam się koncentrować, ciągle byłam osłabiona, źle się czułam, miałam ciągłe bóle głowy, które nie pozwalały mi normalnie funkcjonować, coraz więcej się stresowałam, nie miałam czasu na odpoczynek. Ostatecznie nie zaliczyłam jednego, kluczowego przedmiotu na pierwszym roku, nie zdałam semetru, uczelnia nie dawała mozliwości poprawy, przejścia warunkowego na drugi semestr itp. To był dla mnie drastyczny moment. Strach co będzie dalej, wstyd, bo przecież jak to ja nie zaliczyłam przedmiotu, niezrozumienie ze strony innych, nie było wtedy ze mną nikogo kto do końca rozumiałby moją sytuację, czułam się winna, wmawiałam sobie, że zbyt mało z siebie dałam, do niczego się nie nadaje, powinnam była walczyć, więcej i efektywniej się uczyć itd. Po jakichś 2miesiącach przerwy rozpoczęłam pracę, aby zająć swój czas, nie być na utrzymaniu rodziców, skoro i tak nie studiuję, mam pół roku przerwy (czułam się wtedy jak niepotrzebny pasożyt, którego nikt nie szanuje). Trafiłam do hotelu 3*, miałam być kelnerką, w trakcie wyszło, że zajmowałam tam po kolei wszystkie stanowiska, zależnie od potrzeby. Pracowałam dużo, bardzo dużo 6-7dni w tyg, zazwyczaj po 12 lub więcej godzin. Po jakimś czasie jednak osłabłam z sił, ponownie zaczęły pojawiać się u mnie omdlenia, straciłam przytomność w pociągu, trafiłam do szpitala. Praktycznie od razu po wyjściu chciałam wrócić do pracy, aby nie siedzieć w domu, nie mieć zbyt dużó czasu na zbędne myślenie, zamartwianie się. Niestety podczas wizyty w miejscu pracy usłyszałam od pracodawcy słowa, które bardzo mnie dotknęły. Szefowa była homeopatką, buddystką, zajmowała się ziołolecznictwem, miała bardzo osobisty pogląd na świat. Widząc mnie stwierdziła, że „biję ode mnie zła energia, nie chce ze mną współpracować, ponieważ opuścił mnie anioł stróż, a w mojej duszy obecnie grasuje diabeł”. Takie słowa, akurat w tym czasie były dla mnie mega bolesne, długo rozmyślałam nad naszą rozmową, tym co mi mówiła. Miałam około 2 miesięcy do rozpoczęcia studiów, postanowiłam jak najszybciej wyprowadzić się z domu (dostałam się już wtedy ponownie na studia, już do innego miasta, na inną uczelnię medyczną, ponownie na pielęgniarstwo). Błyskawicznie znalazłam inna pracę w tym mieście, mieszkanie. Zamieszkałam wraz ze swoim chłopakiem, czułam się lepiej. Po naszym wspólnym zamieszkaniu zaczęły się jednak problemy z jego kaceptacją przez moich rodziców, rodzinę. Chłopak jest ateistą, do dziś nie jest to zaakceptowane przez moich bliskich, regularnie muszę słuchać o tym, jakie jest ich zdanie na ich temat i jak bardzo im się to nie podoba. Rozpoczęłam studia. Ogromnie się stresowałam, wiedziałam , że teraz nie moge już zaawalić, ciągle słyszałam od rodziców, że teraz już musi mi się udać, że muszę skończyć te studia, muszę mieć zawód itd. Mówią to ciągle, nigdy nie zapytają jednak jak mi tam jest, ciągle tylko naciskają na to , żę MUSZĘ! Pierwszy rok był dla mnie bardzo cięzki, było dużo zajec , egzaminów. Ja podchodziłam do nich z podwójnym zdenerwowaniem i stresem, żyłam w ciagłym zamartwieniu się czy tym razem się uda, dawałam z siebie wszystko, nie miałam siły na nim, często nie potrafiłam się koncentrować nad nauką , myślałam tylko, że MUSZĘ DAC RADĘ! Stres potęgował moje omdlenia, bóle głowy. Zdiagnozowano migrenę, zespół wazowagalny. Migreny potrafiłam mieć tak cięzkie, że nie mogłam wychodzić z ciemnego pokoju, lub łazienki, w której przez cały dzień wymiotowałam, miałam nadwrażliwość na wszystko, najdrobniejszy dźwięk doprowadzał mnie do szału. Tak jest niestety nadal, jestem w trakcie leczenia migren po ostatniej wizycie w SORze po całodniowym wymiotowaniu, leżeniu w łazience, omdleniach itd. Tak dobrnęłam z opowieścią do dnia dzisiejszego. Jestem na 2 roku studiów, gdzie nauki tepretycznej jest już może mniej, za to mamy bardzo dużó zajęć praktycznych w szpitalu. 2 miesiące temu rozpoczęłam dodatkowo pracę, częściowo aby ponownie zająć swoje mysli, częściowo aby mieć swoje pieniądze na wydatki, na które wcześniej mi nie starczało. Nie mam czasu wolnego, prauję w weekendy, w tygodniu studiuje.

Jak się teraz czuję? Jestem masakrycznie osłabiona, nie mam energii na nic, ewentualny czas wolny, godziny po szkole czy pracy spędzam na spaniu, nie mam ochoty wychodzić z domu, nie lubię ludzi, denerwują mnie, straciłam przyjaciół, pozostał jedynie mój chłopak, bardzo szybko wpadam w histerię, panikuję, mam zaburzenia snu, mówie przez sen, lunatykuję (chodze po mieszkaniu, wyrzucam kołdrę na balkon, kłade się na podłoge itd.), mam częste drżenia rąk (najczęciej podczas snu, ostatnio jednak nawet przy zwykłych czynnosciach, w trakcie spoczynku), migrena nasila się z każdym stresem, który towarzyszy mi ciagle, nawet drobna krytyka, rozmowa wprowada mnie w tragiczny nastrój, zaczynam płakać natychmiastowo w róznych sytuacjach, wystarczy, że coś usłysze lub o czymś pomyslę, nie kontroluję siebie. Przez sen opowiadam o samobójstwie, w realu nie jestem tak odważna. Nie potrafię z nikim rozmawiac na temat soich problemów, nie potrafię przyjąc niczyjej pomocy, nie spotykam się z ludzmi (jedyny kontakt w pracy czy na uczelni, tam mam inny świat, robię swoje, może nawet chwilami nie myslę o tym, co mnie gnębi). mam też ogromne kompleksy, kompletnie nie akceptuję swojego ciała. 

Potrzebuję pomocy, wiem, że sama sobie nie poradzę ze stanem w jakim się teraz znajduję.  

Karolina 


  • emcza lubi to

#2 zielona-dama

zielona-dama

    Bywalec

  • Bywalec
  • 932 postów
  • Imię:Joanna
  • Płeć:Kobieta

Napisano 05 kwiecień 2017 - 20:23

Witaj na forum

Rozumiem Cię doskonale. Wiem co to wywierana presja, że koniecznie musisz być najlepszym we wszystkim. Niestety nie czyni to człowieka szczęśliwym. Życzę Ci z całego serca dużo zdrowia i wytrwałości w dążeniu taką drogą jaką TY sobie wymarzyłaś.:)



#3 Gość_Lady Cassandra_*

Gość_Lady Cassandra_*
  • Gość

Napisano 05 kwiecień 2017 - 20:49

Musisz teraz oderwać się od rodziców, bo są oni powodem Twojego stanu. Ich wymagania i presja doprowadziły Cie do silnego osłabienia, nerwicy i niskiej samooceny. To nie jest Twoja wina, że nie dałaś rady, nie każdy zawsze daje, nawet najlepszy w jakiejś dziedzinie się pomyli. Bo nikt nie jest robotem, jesteśmy tylko ludźmi i po prostu nie można być we wszystkim perfekcyjnym, to nie jest zdrowe, w czym żyłaś, dlatego się nie dziwię, że jesteś w takim stanie. Musisz teraz dużo odpoczywać, relaksować się, iść na terapię do dobrego lekarza i psychologa. Znaleźć sobie jakieś nowe hobby, które będzie dla Ciebie odskocznią od tego, co złe.Musisz sobie dać więcej luzu, wyrozumiałości, zrozumienia, dać sobie odpocząć, odetchnąć. Mam nadzieję, że wszystko będzie lepiej :) buziak.giff0502nu9.gifprzyjaciel.gif



#4 Willow47

Willow47

    Zadomowiony

  • Moderator
  • 7330 postów
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano 06 kwiecień 2017 - 07:14

Kochana bardzo dobrze rozumiem co piszesz, też przez całe życie słyszę, że MUSZĘ i to też u mnie było jedną z przyczyn wpadnięcia w depresję.

Pamiętaj, że jesteś tylko człowiekiem nie maszyną, masz prawo do gorszego dnia, samopoczucia, lenistwa, nie ogarnięcia czegoś, olania tematu itd. Oczywiście nie musi to być dobre ale tacy już jesteśmy. Przede wszystkim porozmawiaj z rodzicami o tym co Cię gnębi i jak się czujesz. Powiedz chłopakowi, może masz przyjaciólke, z którą da się o wszystkim pogadać?? Pisz tu na forum, czasami łatwiej otworzyć się przed obcymi ludźmi. 

Migreny są mi też dobrze znane i zawsze wynikały z nadmiaru stresów. Znajdź psychologa albo psychiatrę i pogadaj z nim/nią. To fachowcy, są po to aby pomagać :)

 

Pozdrawiam Cię cieplutko i cieszę się, że tu napisałaś


Dołączona grafika
 
Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

#5 ka_ma

ka_ma

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 2 postów
  • Imię:Karolina

Napisano 10 kwiecień 2017 - 13:59

Dziękuję wszystkim za tak duży odzew! Wszystkie zdania/ komentarze co do mojej wypowiedzi w 100% zgadzają się z moją obecną sytuacją. Jestem osobą bardzo wrażliwą, która ciągle martwi sie o innych, lub o to co oni powiedzą, nie patrząc jak to odbije się na mnie samej. Często robię coś , zgadzam się z czymś/kims po to, żeby kogoś zadowolić , nie sprawić mu złego słowa, przykrości. Żyję dla innych, nie potrafię żyć dla siebie. Często źle czynię wobec własnej woli, nie potrafię sibie uszczęsliwić. Poddaje się innym, moja walka z tym jest nieefektywna, mimo wielu prób.
Co do psychoterapii.. Od dłuższego czasu namawia mnie na nią mój Chłopak. Znalazł mi odpowiednie osoby, z którymi powinnam się spotkać, porozmawiać. Ciągle jednak odmawiam, nie jestem na to gotowa. Odważyłam się po długim czasie rozmyśleń napisać coś tutaj, na forum. To dla mnie dużo prostsze. W realu nie powiedziałabym pewnie ani słowa. Nie wiem jak przekonać się/ zmusić do terapii. Nie lubię rozmawiać o sobie, dobrze udaję, że nic się ze mną nie dzieje, na zewnątrz jestem normalnym, zdrowo myślącym człowiekiem. W środku sobie nie radzę, w domu odreagowuję emocję, zdejmuję maskę..
Karolina



#6 Gość_rainy_day_*

Gość_rainy_day_*
  • Gość

Napisano 10 kwiecień 2017 - 14:28

Wewnętrzny świat wrażliwych ludzi jest raczej niedostępny dla zdecydowanej większości. Taki los.
Trzymam kciuki, dasz radę.





Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Również z jednym lub większą ilością słów kluczowych: studia, depresja, kompleksy, izolacja, wrażliwość, beznadzieja, załamanie, pomoc, wskazówki, braksiły

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych