Skocz do zawartości



Zdjęcie
* * * - - 1 głosy

Wygrana z ogonem


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
4 odpowiedzi w tym temacie

#1 Torano

Torano
  • Imię:Kamyl

Napisano 03 grudzień 2016 - 22:46


Czesc wam. Nie bedzie to motywujacy post, choc zalezy jak na to spojrzec. Przepraszam za brak polskich znakow, ale pisze z telefonu.
Na depresje zapadlem niestety w 3 klasie liceum. Niestety, bo kiedy moje zycie sie zaczelo rozpedzac, ja w pewnym momencie zaczalem sie staczac. Przygotowania do matury to bylo istne wyzwanie. To co inni przyswajali szybko, ja musialem powtarzac wielokrotnie, mysli byli wolne, zmacone i nieskupione, zreszta sami wiecie.
O tym jak bardzo cierpialem i walczylem z tym co mnie zaatakowalo opowiem innym razem.
Teraz moge powiedziec, ze wyszedlem z choroby, albo przynajmniej jestem na koncowym etapie, choc smrod, ktory sie za mna ciagnie bedzie rzutowal na moje zycie do konca.
Moja choroba objawiala sie tak intensywnie, ze na przestrzenii pol roku wycofalem sie, calkowicie z zycia towarzyskiego. Wczesniej bylo to trudne ze wzgledu na szkole, choc i tak prawie w ogole do niej nie chodzilem, dotrwalem do matury, ktora o dziwo zdalem wysmienicie choc w koncu glupi nigdy nie bylem. Ale co z tego skoro mimo ze dostalbym sie na KAZDA uczelnie i kierunek w kraju nie wyobrazalem sobie by swiadomie narazic sie na obecnosc tysiecy studentow wokol mnie kazdego dnia w duzym miescie, skoro wyjscie do spozywczaka bylo wyzwaniem.Wiedzialem, ze do ludzi nie pojde, co dyskwalifikowalo znakomita wiekszosc zawodow, wiec desperacko szukalem sposobu by zarabiac nie wychodzsc do ludzi. Znalazlem go. Zaczalem grac w pokera i gram do dzis, chociaz mam juz wiele innych zrodel dochodu. Juz po pol roku wyciagalem z niego ok. 3 tys zl miesiecznie, ale co z tego, bylem zalosny, bylem sam, a przede wszystkim bylem nieszczesliwy.
Minely 4 lata, moja choroba choc tak usilnie z nia walczylem nie znikala, ja bylem tak strasznie bezsilny, malo wychodzilem, malo sie ruszalem, chcialem tylko spac albo zabijac smutki w alkoholu i uzywkach. Oczywiscie bylem u psychiatry mialem leki Deprexolet czy jakos tak, potem inne, jednak nawet po 3 miesiacach nie poczulem zadnej poprawy, wiec je porzucilem. Dzis mimo, ze jestem otwarty na ludzi jak nigdy w zyciu nie pojde do typowej pracy bo moj kregoslup tak mnie boli i tak jest pokrzywiony przez ciagle siedzenie i brak ruchu, ze nie ustalbym nawet dnia za kasa i przez wiekszosc dnia dokucza mi tak bardzo, ze zamiast jak kiedys o depresji dzis caly dzien mysle prawie tylko o nim. Co za ironia. Nawet kiedy juz chce, kiedy pragne kontaktu z ludzmi, pokazac, ze nie jestem leniem, po prostu nie moge tego zrobic. Po tak dlugim czasie siedzenia moj kregoslup jest tak pokrzywiony, ze przez wiekszosc dnia mysle tylko o nim. Co mialem powiedziec ludziom? Maciek mialem depresje, chcialem cwiczyc, ruszac sie a przede wszystkim cieszyc zyciem ale juz po 2 minutach wysilku bylem wykonczony? No to przeciez tego samego dnia znalazlbym sie na demotach. Rzeczy, o ktorych nie moglem mowic zaczelo byc tak wiele, ze prosciej bylo sie z nikim nie spotykac.


Wyszedlem z choroby, kazdego dnia staje sie tak bardzo weselszy i radosny koncu poza doslowna garstka ludzi i moja rodzina zostala mi tylko moja dziewczyna, ktora byla obiektywna pieknoscia. To ile wysilku wkladalem by dotrzymywac kroku innym typowym facetom w relacji z kobieta nie sposob opisac. Udawalo mi sie maskowac to co sie ze mna dzialo, choc to byla kobieta, na pewno widziala, ze cos jest nie tak. W koncu po poltora roku zwiazku pojechalismy za granice, tam tlumy ludzi tak mnie przytloczyly, ze w pewnym momencie placzac przyznal sie co mi dolega. Zrozumiala to. Niestety po powrocie, minal moze tydzien dowiedzialem sie, ze mnie zdradzala. To byl potezny cios, o tak. Moje zycie mimo, ze polamane, pokruszylo sie doszczetnie. Zniknela ostatnia osoba, z ktora moglem porozmawiac, a z ktora nie laczyly mnie wiezy krwi. Z rodzina bylo jeszcze gorzej. Moja matka- pielegniarka, po zwyklym dotknieciu sie za glowe potrafila zdiagnozowac dziesiatki roznych chorob, depresji jednak nigdy nie dostrzegla i zbagatelizowala ja kiedy o niej w koncu opowiedzialem. Ojciec? Dla niego depresja to byla slabosc, cos nieistniejacego, stereotypowe myslenie z tekstem "wez sie w garsc". Powiedzialem mu o tym raz i nigdy wiecej. Zostalem z tym wszystkim absolutnie sam.
Pisze o tym dzisiaj, bo moja matka przed chwila zjebala mnie od najgorszych, od ludzi ktorym nie zalezy na zyciu, sa leniami i nie maja celu. Podnosze sie powoli, coraz szybciej ale wciaz za wolno, a po takich slowach caly postep staje pod znakiem zapytania.
Jesli mam postawic jakis wniosek to przede wszystkim wiedz, ze z tego wyjdziesz. To bedzie krotszy, lub dluzszy okres czasu ale slonce na pewno dla ciebie w koncu wzejdzie. Wazne, zebys w tym czasie nie zaniedbal swojego ciala ani zycia. Mysl perspektywa. Masz 15, 20 albo 30 lat, ale bedziesz zyl 60 lub 70. Teraz jest ci cholernie ciezko, ale jesli sie poddasz, mimo ze wyjdziesz z choroby bedziesz walczyl z jej spadkiem. Lekarz, leki, terapia to wlasciwe decyzje, ja z nich zrezygnowalem bo czulem, ze nie dzialaly, ale dla znakomitej wiekszosci ludzi to droga do celu. Oczywiscie jestes pograzony w depresji i myslisz, ze akurat wlasnie na ciebie rowniez to nie zadziala. Sorobuj a potem ocen.
Zycze Ci bys z tego wyszedl, ale niestety w naszych zyciach smrod zostanie na zawsze.

#2 Gracja

Gracja
  • Płeć:Kobieta

Napisano 04 grudzień 2016 - 08:22

ostatnie zdanie w ogole nie motywujace :<
  • odczepSię lubi to

#3 Gość_wakabayashi_*

Gość_wakabayashi_*
  • Gość

Napisano 04 grudzień 2016 - 12:19

Cześć. Przykre co Cię spotkało.

Ja w gimnazjum zacząłem się leczyć na nerwicę natręctw, a w pierwszej klasie liceum dopadło mnie coś podobnego co Ciebie. Depresja, fobia społeczna, nie wiem bo nikt tego nie zdiagnozował. Psychiatra nie wnikał jak wygląda moje życie co się w nim zmienia, raczej oczekiwał gotowych sprawozdań. Nie skończyłem szkoły. Miałem takie okresy, że bałem się wejść do sklepu, a do szkoły bym nie poszedł nawet jakbym miał pistolet przy skroni. Do tego kiedy próbowałem się przełamać i zdarzało się, że coś zrobiłem co było ponad moje siły, albo po prostu ktoś mnie zmusił lub przekonał to spotykały mnie tylko z tego względu same upokorzenia.

 

Masz racje, warto się nie poddawać i mieć świadomość, że po ciężkim epizodzie, może być trudno się pozbierać, bo oprócz psychiki, cierpi nasz organizm i wiele innych kluczowych aspektów życia, które potem ciężko odbudować, co również bardzo podcina skrzydła i z powrotem wciąga w dół. I faktycznie może się to ciągnąć długo.

Jeśli chodzi o kręgosłup to jeszcze jest nadzieja. Fizjoterapia potrafi wiele zdziałać, jest jeszcze kwestia finansowa, ale jak ma się środki i trafi się na dobrego fachowca to można stanąć na nogi:)

 

Życzę Ci tak jak i innym, żeby skutki tego co Cię spotkało były coraz mniej odczuwalne.



#4 odczepSię

odczepSię
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Opole

Napisano 04 grudzień 2016 - 18:18

Nie wiem po co napisałeś tego posta - niby piszesz, że wyzdrowiałeś, a niby, że nie do konca. W sumie to wyjdziesz z choroby, ale życie i tak jest do dupy.

 

Brakuje mi w tym tekście sposobu na rozwiązanie tych okropności, które ci się przydarzały. Co sprawiło, że przestałeś być samotny? Rzeczywiście widujesz kogoś poza swoją rodziną? Robisz coś poza pokerem?


Nie masz z kim rozmawiać? Sprawdź to

Nie ma niczego cenniejszego niż ludzkie życie.


#5 Torano

Torano
  • Imię:Kamyl

Napisano 04 grudzień 2016 - 21:56

Nie wiem po co napisałeś tego posta - niby piszesz, że wyzdrowiałeś, a niby, że nie do konca. W sumie to wyjdziesz z choroby, ale życie i tak jest do dupy.

 

Brakuje mi w tym tekście sposobu na rozwiązanie tych okropności, które ci się przydarzały. Co sprawiło, że przestałeś być samotny? Rzeczywiście widujesz kogoś poza swoją rodziną? Robisz coś poza pokerem?

 

Napisałem tego posta w chwili słabości. Potrzebowałem się znaleźć wśród takich jak ja. Tak więc wpisałem w google forum depresja, niechcący zauważyłem dział "wyzdrowiałem" i post sam się wklepał. Czy zrobiłem coś nie tak?

To był impuls odczepSię, i tak naprawdę pierwszy raz powiedziałem/napisałem prawdę prosto od serca właśnie tutaj, bo nie miałem komu. Probowałem, czasem po alkoholu czasem na trzeźwo z osobami, które wydawały się godne zaufania. Jednak z każdym kolejnym zdaniem widziałem jak im się zmieniają oczy, jak na twarz wykwita kpina i brak zrozumienia. Nie chciałem więcej nikomu się zwierzać.

 

Ale jakiego rozwiązania brakuje w tekście? Gdybym znał rozwiązanie wyszedłbym z tego dużo wcześniej a ja nie wiem nawet, dlaczego mnie to dopadło i co zaczęło się zmieniać, że zacząłem z tego wychodzić sam bez leków, bez pomocy. 

Pytasz czy robię coś poza pokerem. W celach zarobkowych prowadzę już sklep internetowy, obracam towarami na giełdzie głównie metalami z dobrym bilansem rocznym, w pokerze na przestrzeni 4 albo już 5 lat zarobiłem blisko 60k tyś złotych (ciężko oszacować dokładnie). Jak widzisz wszystko obraca się wokół komputera i własnego stanowiska pracy.

Na co dzień mało wychodzę z domu, oczywiście czasem wypad na piwo się zdarzy, przejażdżka samochodem ze znajomymi bez celu itp itd. Mieszkam w małej miejscowości i to oczywiście może być moje złudne wrażenie ale moi byli i dotychczasowi znajomi to debile, którzy odstają ode mnie intelektualnie i z tego też powodu męczę się w ich towarzystwie. Wolę już samotność. Nauczyłem się z nią żyć. O dziwo dużo bardziej cieszy mnie spontaniczne zagadywanie do ludzi na ulicy, prawie zawsze kończy się to parominutową pogawędką z całkowicie obcą mi osobą parę razy w takich sytuacjach dziewczyny zaprosiły mnie do domu/na imprezę. O dziwo przed chorobą nie wyobrażałbym sobie odezwać się do przypadkowej osoby. Jednakże wciąż nie mam osoby, której mógłbym się zwierzyć, wciąż wszystko muszę dusić w sobie, zresztą zawsze byłem niesamowicie zamknięty i mało mówiłem o sobie, dlatego nie wiem czy potrafiłbym się przełamać nawet w chwili gdyby ktoś taki się odnalazł.

Ogólnie jednak rzecz biorąc moje życie zwolniło, jestem ostrożny i na pewno nieufny.

 

 

 

 

Życzę Ci tak jak i innym, żeby skutki tego co Cię spotkało były coraz mniej odczuwalne.

 

Dziękuję Ci wakabayashi. Człowiek od razu lepiej się czuje kiedy może się choć trochę z kimś utożsamić i mentalnie przenieść na niego część swoich doświadczeń.

 

 

 

 

 

Do tego kiedy próbowałem się przełamać i zdarzało się, że coś zrobiłem co było ponad moje siły, albo po prostu ktoś mnie zmusił lub przekonał to spotykały mnie tylko z tego względu same upokorzenia.

 

Upokorzenie, taaak....w tym stanie to coś podwójnie, potrójnie dotkliwego. Dialog wewnętrzny w mojej głowie nie był tak uciążliwy jak reakcja mojego organizmu kiedy wychodziłem do ludzi. Kiedy tylko wiedziałem, że ktoś na mnie patrzy choćby jedna osoba moje ciało tak bardzo się spinało, że miałem wrażenie, że moje ruchy są jak u robota. Kiedy chciałem wyprostować rękę czułem jak odbywa się to etapami jakby przeskakiwała na zębatkach. Ciężko to opisać, do dziś nie mam pojęcia co to za diabelstwo było, ale to właśnie moje ciało załatwiło mnie najbardziej. To co siedzi w głowie można ukryć, co najwyżej oczy zdradzą strach i niepewność ale w worku chodzić na co dzień nie mogłem.

Kiedy po maturze nie poszedłem na studia rodzice stwierdzili, że muszę coś robić, wysłali mnie do ojca za granicę. W samym środku Wiednia przez pół roku zamiatałem zatłoczone ulice. Możecie sobie tylko sprobować wyobrazić jak oszalały i otępiały byłem kiedy jedna osoba potrafiła mnie wytrącić z równowagi,a tu nagle byłem wystawiony na setki oczu wykonując mówiąc wprost poniżający zawód. Kiedy tylko znazłem się w jakieś bramie, opierałem się o ściane i dyszałem jak po maratonie. Stwierdziłem, że potrzebuję pieniędzy i muszę uciec. I uciekłem. Przez 3 miesiące siedziałem w hotelu szukając sposobu jak mogę zarabiać. Dużo zaryzykowałem ale każdy dzień ze świadomością, że nikt nie wywlecze mnie z mojej nory był ukojeniem w czystej postaci.


Użytkownik Torano edytował ten post 04 grudzień 2016 - 22:29

  • titanic i beatkaok lubią to




Użytkownicy przeglądający ten temat: 2

0 użytkowników, 2 gości, 0 anonimowych