Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

jak to jest z tą miłością w depresji - raz jeszcze


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
2 odpowiedzi w tym temacie

#1 nagamalpa

nagamalpa

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 1 postów

Napisano 01 grudzień 2016 - 20:09


Witam wszystkich, trochę chciałabym się wygadać, trochę może usłyszeć słowo wsparcia wreszcie od kogoś, kto na własnej skórze przeżył to co przechodzę ja.

Farmakologicznie leczę się trochę ponad dwa lata, ale epizody mam od 14 roku życia. Zdiagnozowana depresja - nikt nie wie do końca - endo- czy egzogenna, bo mi życie w leczeniu nie pomaga (jestem też DDA)... Generalnie na lekach funkcjonuję nieźle, ale franca nasila się bardzo minimum raz, czasem dwa razy do roku.
Nie miałam nigdy lęków. Apatia, skrajna bezsilność i otępienie emocjonalne. Tylko taki tępy smutek czuję cały czas.

Eksperymentów z lekami było dużo, obecnie escitalopram (Elicea) + bupropion (Welbutrin), niestety dopiero co do tego zestawu wróciłam po próbie z duloksetyną, która okazała się przepotworną porażką. Staram się teraz stanąć na nogi po dzikim zespole odstawiennym (5 dni czyszczenia przed wprowadzeniem duloksetyny) i trzech tygodniach czekania na jakąkolwiek poprawę, która nie nadeszła...
Jestem też od roku w terapii: z niewątpliwymi bardzo pozytywnymi efektami.

Chciałabym zadać Wam pytanie. Mimo, że z depresją zmagam się od lat, nie umiem sobie na nie sama odpowiedzieć, bo taka sytuacja zdarza mi się po raz pierwszy.

Poznałam w czerwcu faceta. Byłam wcześniej długo samotna, generalnie związki mi nie wychodziły, przeżyłam jedną wielką (WIELKĄ) miłość, która od początku nie była możliwa... To po jej rozpadzie zaczęłam się leczyć. Ale do rzeczy. Poznałam zatem faceta, szybko nam zakliknęło, zaczęliśmy się spotykać. Wydawałam się sobie na najlepszej drodze do zakochania. Po 5 tygodniach świetnego nastroju wpadłam na doskonały pomysł odstawienia wellbutrinu, który brałam w tandemie z eliceą, zapomniawszy o tym, że sam escitalopram nie sprawdził się u mnie wcześniej. Zaczęła się jesień, zaczęły się studia (mam 23 lata), nastrój pomalutku mi się pogarszał, robiłam się coraz bardziej senna, coraz mniej chciałam wychodzić z domu. Zaczęły się kłopoty z seksem; niestety przez fakt, że jako nastolatka zostałam zgwałcona (trauma straszna) i nigdy wcześniej nie miałam satysfakcjonującego współżycia, zinterpretowałam pogorszenie libido i osłabione odczuwanie przyjemności jako naturalne dla mnie po pierwszej fazie adrenaliny z nowym partnerem. Kochać zaczęliśmy się coraz rzadziej - on z kolei, jak wyszło potem z rozmowy, wykastrowany strasznie przez mój wieczny brak orgazmu i generalne widoczne nieusatysfakcjonowanie w łóżku.
I tak z tygodnia na tydzień gasłam. Ostatni miesiąc był horrorem (jak pisałam, zmiana leków, zespół odstawienny, duloksetyna miała pomóc, potem fatalne samopoczucie itd). Wszystko oczywiście z chłopakiem na bieżąco było poddawane dłuuugim rozmowom, ale wiadomo jak to jest.

Dziś mija 5 miesiąc odkąd się spotykamy a ja nie wiem, czy jestem w nim zakochana. Ja nie wiem. Z poziomu rozumu - to on jest idealny. Ma dokładnie wszystkie cechy, których szukałam. Jest cudowny, troskliwy, odpowiedzialny, czuły, mądry i dobry; bardzo się stara mnie wspierać, rozumieć moją przypadłość; ma cudną rodzinę, fajnych przyjaciół, bez zarzutu. Ma swoje małe wady, oczywiście, ale jak patrzę na to obiektywnie to to jest dokładnie ktoś dla mnie.
A ja nic nie czuję. Mimo, że jego zachowanie w tej trudnej sytuacji jest po prostu książkowe, on drażni mnie i wkurza. Potrzebuję bardzo jego ciepła, przytulenia np, ale irytuje mnie jak muszę z nim rozmawiać. Trochę tak jest ze wszystkimi teraz, ale z nim szczególnie...

I ja po prostu nie wiem. Nie wiem, bo nie miałam czasu przekonać się o swoich "prawdziwych" uczuciach do niego zanim zaczęło się ze mną pogarszać. Czuję się źle, bo widzę, że on angażuje się coraz bardziej a ja nie. Nie wiem co robić. Nie chcę go ranić i spotykać się z nim bez uczuć. Z drugiej strony nie jestem w stanie powiedzieć, czy to wyłączenie emocjonalne nie jest związane z tym, co teraz dzieje się ze mną...

To wszystko tak się zapętliło. Moje złe samopoczucie, ciągłe rozgrzebywanie tego rozmową, brak seksu...

Proszę, napiszcie coś. Poradźcie. Jestem tak strasznie zagubiona.

Użytkownik nagamalpa edytował ten post 01 grudzień 2016 - 20:11


#2 Gość_Damians_*

Gość_Damians_*
  • Gość

Napisano 02 grudzień 2016 - 00:11

Chciałem Ci coś napisać, bo jesteś zagubiona, ale na takich sytuacjach się nie znam. 

 

Co do irytacji, to mnie tak irytowały rozmowa i w ogóle tembr głosu moich rodziców, że wyprowadziłem się wcześniej z domu niż planowałem; radził mi to lekarz rodzinny. Nie pamiętam, kiedy mnie przytulali. Ja bym na Twoim miejscu z takiego człowieka nie rezygnował, wszystko będziesz robić zgodnie z zaleceniami lekarza, może dzięki niemu trafisz na odpowiednią pomoc.

 

Może powiedz mu, że chcesz się z nim spotkać, żeby się tylko przytulać, a nie rozmawiać; i że w czasie przytulania wydzieli Ci się w organiźmie oksytocyna, i może zaczniesz czuć.

 

Ostatnio byłem na takim spotkaniu, dużo gości ze studiów psychologicznych, i coś jakiś czas przytulałem się z takim chłopakiem, żeby wydzielać oksytocynę. Jestem heteroseksualistą, ale takie przytulanie to fajna sprawa :)


Użytkownik Damians edytował ten post 02 grudzień 2016 - 00:13


#3 Heheszki

Heheszki

    Bywalec

  • Bywalec
  • 676 postów
  • Imię:G
  • Płeć:Kobieta

Napisano 02 grudzień 2016 - 10:22

Cześć

 

Gdy jestem w podobnej sytuacji, kiedy mam problem z określeniem jakichś uczuć i podjęciem decyzji, staram się dać sobie czas. Może spróbuj skupić się na poprawie swojego samopoczucia, na tym, aby poczuć się dobrze sama z sobą. Mi w stanach obniżonego nastroju (najogólniej rzecz ujmując) zdarzało się podejmować działania, które nie prowadziły mnie do żadnego sensownego rozwiązania. Na siłę chciałam sobie uporządkować relację z różnymi osobami, aby sama ze sobą poczuć się pewnie, wiedzieć na czym stoję, wydawało mi się, że w ten sposób odzyskam równowagę. Szukałam też przyczyny swojego niepokoju właśnie w tym drugim człowieku (relacja z facetem czy przyjacielem), co powodowało, że stawałam się drażliwa, wyczulona na każde słowo, nieodpowiedni gest. Tak naprawdę źle się czułam i w poszukiwaniu rozwiązania swojego złego samopoczucia po drodze tratowałam wartościowe relacje jakie mam z innymi ludźmi.

 

Może spróbuj sobie odpowiedzieć na pytania, co lubisz w swoim chłopaku, dlaczego dobrze się z nim czujesz i po prostu zacznij robić to, na co masz ochotę, co Ci sprawia przyjemność, a nie w poczuciu zobowiązania, bo on jest taki dobry, idealny i tak bardzo Ci pomaga. To nic złego jeśli nie angażujecie się w równym tempie,  a z tego co piszesz odnoszę wrażenie, że czujesz na sobie presję rozwijania tego związku w 'jedynym słusznym kierunku'.

 

Daj sobie więcej wolności i czasu na pobycie z samą sobą. 

 

Warto jednocześnie być uważnym na uczucia tej drugiej osoby, jeśli naprawdę czujesz, że jest dla Ciebie ważna. 


Ignore them tonight and you'll be alright 
We'll cast some light and you'll be alright

 






Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych