Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Co ze mną nie tak?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
13 odpowiedzi w tym temacie

#1 Keiti

Keiti

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 6 postów

Napisano 16 marzec 2016 - 21:47


Cześć, trochę się zastanawiałam zanim tu napisałam, bo nie wiem czy rzeczywiscie coś się ze mną dzieje czy może sobie tylko wmawiam (mam skłonności do hipochondrii, których jestem świadoma, aczkolwiek niekoniecznie umiem nad nimi zapanować). Ale ostatecznie stwierdziłam, że może mi pomożecie chociaż to rozstrzygnąć.
Nie wiem od czego zacząć... Mam 23 lata, jestem osobą samotną, niby z wyboru, ale ostatecznie wcale nie jest mi z tym dobrze. Nie dopuszczam do siebie zbyt wielu osób, ogólnie nienawidzę poznawać nowych ludzi. W ogóle nie przepadam za ludźmi. Do tego od jakiegoś czasu tak bardzo działają mi na nerwy, że jak wychodzę z domu to czuję ciągłą irytację. Ale ostatnio mało wychodzę...
Od jakiegos miesiąca czuję się okrutnie przygnębiona, ale chyba zaczynało się to delikatnie już znacznie wcześniej, w tej chwili już nie mogę wytrzymać z tego smutku. Jestem osłabiona, nie chce mi się ćwiczyć, chociaż to moja pasja i zawsze sprawiało mi to przyjemność, teraz się do tego zmuszam raz na jakiś czas. Generalnie nie jest to pierwszy taki depresyjny okres w moim życiu ale zawsze przebieg tego był jakiś mniej nasilony, krótszy i na smutku się kończyło. A teraz mam też okropne problemy z koncentracją, co nigdy wcześniej mi się nie zdarzało. Nawet teraz jak to piszę to muszę się niesamowicie wysilać, a normalnie pisanie to dla mnie chleb powszedni i nie sprawiało mi to nigdy problemów. Teraz nawet z czytaniem mam jakieś dziwne kłopoty - już pomijając fakt, że nie mogę się skupić na tym co czytam, to czasem widzę inne słowa, zamiast tych które widnieją w tekście i muszę czytać zdania po raz kolejny, żeby się dowiedzieć co tam naprawdę jest napisane. Poza tym jestem niesamowicie rozkojarzona - np. wczoraj pomyślałam, że może napiłabym się herbaty, a następne co pamiętam, to że siedzę przed pustym kubkiem i ni cholery nie mogłam sobie przypomnieć kiedy ja tę herbatę zrobiłam i jeszcze wypiłam... Takie sytuacje zdarzają mi się ostatnio codziennie, a nigdy w życiu wcześniej tak nie miałam, jestem raczej ogarniętą osobą. Czuję się też mega odrealniona - to mi się już kiedyś zdarzało, ale raczej tylko jak byłam zmęczona albo było bardzo niskie ciśnienie (jestem niskociśnieniowcem i czasem na zmiany pogody tak reaguję), ale no nigdy tak że to trwało dniami... Wieczorem czasem jest jakby lepiej, ale nie zawsze. Kiedy wychodzę do sklepu i idę wśród ludzi to czasem się czuję jakbym była wręcz niewidzialna, jakbym była jakoś od nich odgrodzona. Czuję się tak jakby nikt na całym świecie nie mogl mnie zrozumieć.
Kolejną sprawą jest mój dramatyczny spadek libido... Kiedyś wszelkie stresy odreagowywałam przypadkowym seksem, uprawiałam taki dość regularnie, aktualnie od ponad roku nie miałam żadnych kontaktów z mężczyzną, a od dwóch czy trzech miesięcy sama myśl o tym budzi we mnie nieprzyjemne uczucia i nie jestem w ogóle podniecona, nie mam na to najmniejszej ochoty. Właściwie w ogóle nie lubię facetów, wszyscy wydają mi się dupkami, myślącymi tylko o jednym, ale to może wynikać z tego, że wlaściwie tylko na takich trafialam, a moje nieliczne związki konczyły się zawsze bardzo źle. Często przeraża mnie myśl, że zostanę sama do konca życia, a z drugiej strony nawet sobie nie wyobrażam być z kimkolwiek, nie odnalazłabym się chyba w tej sytuacji.
Nie wiem co robić, nic mi się nie chce, na nic nie mam siły, mam wrażenie że życie przelatuje mi między palcami, każdy mój dzień wygląda tak samo i jest wypełniony tym smutkiem i beznadzieją. Czuję się jak pusta skorupa, jakby nic mnie nie wypełniało. Jest mi niby smutno, ale nie chce mi się płakać, bardziej odczuwam taką obojętność, jakbym nie wiem, pogodziła się z tym stanem rzeczy. Brałam kilka razy z desperacji relanium na poprawę nastroju i po to, żeby móc rozmawiać z ludźmi i nie czuc irytacji, bo po nim mnie tak nie wkurzali - mam takie leki w domu, bo mam koszmarną fobię i dostaję je na lot samolotem zawsze, a że na to za bardzo nie działały i ostatnio musiałam już pójść do psychiatry po coś silniejszego, to tak sobie łykałam rekreacyjnie to co mi zostało - ale ostatecznie niewiele to zmieniało i przestałam. 
Ale jak już przy tym psychiatrze jestem, to właśnie zastanawiałam się ostatnio czy nie wybrać się tam znowu i nie poruszyć tego tematu, ale sama nie wiem czy mi rzeczywiście coś jest... Poza tym nie chciałabym chyba dostać antydepresantów, bo przy nich jest ryzyko przytycia, a kolejną istotną sprawą jest moja - tu już zupełnie realna - obsesja dotycząca mojego wyglądu, którą to mam od baaaardzo wielu lat (kiedyś sie głodziłam, a nawet jakiś czas temu miałam robioną liposukcję) i gdybym miała jeszcze przytyć to wpadłabym już w z pewnością prawdziwą depresję. Natomiast w skuteczność takich "lekarzy" jak psycholog nie wierzę ani trochę, miałam parę podejść do takiej terapii, ale ostatecznie zawsze mnie szlag trafiał, bo nigdy nic nowego się tam nie dowiedziałam ani nic mi to w żadnych problemach nie pomagało, więc psychoterapia też raczej w grę nie wchodzi. No chyba że psychiatra tez prowadzi takie leczenie i to wygląda jakoś inaczej...
Co robić?


#2 niebieskapoziomka

niebieskapoziomka

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 17 postów

Napisano 17 marzec 2016 - 13:44

kiedy czytałam to co pisałaś o ludziach, o tym, że Ciebie irytują, o tym, że każdy dzień jest jaki sam, a życie ucieka przez palce nie wierzyłam, że to ja nie jestem autorem tych słów. cały czas myślałam, że coś jest nie tak właśnie ze mną. wszyscy dookoła wydają się być szczęśliwy. internet zasypuje blogerkami, które wstawiają codziennie zdjęcia nowych butów, czy świeżego szczypiorku i wydają się być takie szczęśliwe. zastanawiam się, czy ich życie jest naprawdę takie wspaniałe? czy to wszystko jest robione w dużej mierze na pokaz. wybacz, że podaję taki przykład, ale zaczynam otwierać lodówkę i na soku widzę jakąś "znaną" twarz co skłoniło mnie do takich przemyśleń. 

może powinnyśmy też zadowalać się zwykłymi rzeczami? może próbować rozwijać swoje pasje nie patrząc na innych, może jeśli uda nam się coś osiągnąć to będziemy na wszystko inaczej patrzeć. 

czytam jeszcze raz co napisałaś i chyba cierpimy na podobne przypadłości bo mnie koncentracja też opuściła. kiedyś potrafiłam zrobić dużo rzeczy, energia mnie rozpierała, a dzisiaj nawet energetyk podany dożylnie nie byłby w stanie mnie podnieść z łóżka. wstaję bo muszę. bo nie chcę słuchać narzekania domowników na to, że oni coś robią, a ja tylko leżę. 

 

marzy mi się dom albo mieszkanie. niekoniecznie na pustkowiu, nawet lepiej gdyby było w centrum gdzie mogłabym siedzieć i nikogo nie słuchać i na nikogo nie patrzeć. czasami boję się ludzi. mam wrażenie, że mnie osaczają, a każdy się na mnie patrzy bez powodu. 

 

jeśli chodzi o psychologa to byłam kilka razy. nie pomógł. to były zmarnowane godziny. ja opowiadałam o sobie, ale nie powiedziałam wszystkiego bo czułam, że to i tak nic nie zmieni, a on przytakiwał i rozmyślał. dla mnie jedynym psychologiem jest kubek melisy, jakieś krople albo tabletki uspokajające, noc, cisza i muzyka. najlepiej z czasów, kiedy wszystko było takie proste i piękne...



#3 molenka

molenka

    Molly

  • Moderator
  • 13813 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 17 marzec 2016 - 14:34

Dziewczyny! Jeśli myślicie, że pójście "kilka razy" do psychologa załatwi sprawę, to jesteście w błędzie. Psychoterapia czasami trwa latami. Czasami trzeba przejść ich kilka, w różnych nurtach, żeby można było mówić o sukcesie.

Ale przede wszystkim to nie terapeuta Was uzdrowi, tylko Wy same musicie znaleźć sposób na siebie, oczywiście przy pomocy terapeuty. Tak więc nie ma lekko, terapia to ciężka, mozolna praca, w której jest wiele momentów zwątpienia, trudnych emocji, ale też niebotycznej ulgi :) 

 

@Keiti, faktycznie po antydepresantach można przytyć, ale też i schudnąć. Każdy reaguje inaczej.

Zastanów się, czego chcesz, co jest dla Ciebie najważniejsze. Z jednej strony piszesz, że coś niedobrego się dzieje, a z drugiej, że leków brać nie chcesz, a pomoc psychologiczna nie wchodzi w grę. To jak chcesz sobie pomóc? :) 


giphy.gif


#4 Keiti

Keiti

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 6 postów

Napisano 17 marzec 2016 - 14:48

kiedy czytałam to co pisałaś o ludziach, o tym, że Ciebie irytują, o tym, że każdy dzień jest jaki sam, a życie ucieka przez palce nie wierzyłam, że to ja nie jestem autorem tych słów. cały czas myślałam, że coś jest nie tak właśnie ze mną. wszyscy dookoła wydają się być szczęśliwy. internet zasypuje blogerkami, które wstawiają codziennie zdjęcia nowych butów, czy świeżego szczypiorku i wydają się być takie szczęśliwe. zastanawiam się, czy ich życie jest naprawdę takie wspaniałe? czy to wszystko jest robione w dużej mierze na pokaz. wybacz, że podaję taki przykład, ale zaczynam otwierać lodówkę i na soku widzę jakąś "znaną" twarz co skłoniło mnie do takich przemyśleń. 

może powinnyśmy też zadowalać się zwykłymi rzeczami? może próbować rozwijać swoje pasje nie patrząc na innych, może jeśli uda nam się coś osiągnąć to będziemy na wszystko inaczej patrzeć. 

czytam jeszcze raz co napisałaś i chyba cierpimy na podobne przypadłości bo mnie koncentracja też opuściła. kiedyś potrafiłam zrobić dużo rzeczy, energia mnie rozpierała, a dzisiaj nawet energetyk podany dożylnie nie byłby w stanie mnie podnieść z łóżka. wstaję bo muszę. bo nie chcę słuchać narzekania domowników na to, że oni coś robią, a ja tylko leżę. 

 

marzy mi się dom albo mieszkanie. niekoniecznie na pustkowiu, nawet lepiej gdyby było w centrum gdzie mogłabym siedzieć i nikogo nie słuchać i na nikogo nie patrzeć. czasami boję się ludzi. mam wrażenie, że mnie osaczają, a każdy się na mnie patrzy bez powodu. 

 

jeśli chodzi o psychologa to byłam kilka razy. nie pomógł. to były zmarnowane godziny. ja opowiadałam o sobie, ale nie powiedziałam wszystkiego bo czułam, że to i tak nic nie zmieni, a on przytakiwał i rozmyślał. dla mnie jedynym psychologiem jest kubek melisy, jakieś krople albo tabletki uspokajające, noc, cisza i muzyka. najlepiej z czasów, kiedy wszystko było takie proste i piękne...

Nie wiem jak odnieść się do tej części Twojej wypowiedzi, w której mówisz o swoich problemach, bo jak widzisz sama nie wiem co pomaga, ale co do tej kwestii blogerek... Znam jedną dość "sławną" i uwierz mi, to jest najbardziej depresyjna i niezadowolona z życia osoba z jaką miałam kontakt. Jak spędziłam z nią kilka dni, to większość tego czasu przepłakała... Nie radzi sobie ze swoim życiem osobistym ani z najprotszymi sprawami, nie jest w stanie odezwać się do obcej osoby na ulicy i nie ma ANI JEDNEJ przyjaciółki. Bardzo chciałam się z nią wtedy zaprzyjaźnić i jej pomóc, ale była tak wycofana, że mnie odtrącała i w końcu się poddałam, a teraz to już sama nawet nie mam ochoty do nikogo się odzywać, więc z pewnością nie bedę znowu próbować. Natomiast jej zycie na instagramie, na jej stronie internetowej i blogu wygląda na ciąg niekończącej się przyjemności i szczęścia... W rzeczywistości jest niezauważalna dla realnego świata - szara myszka siedząca przed ekranem iphone'a - robi wszystkiemu zdj, hasztaguje je i wstawiaja do sieci. Szkoda mi jej strasznie, ale też nie wiem jak jej pomóc



#5 Keiti

Keiti

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 6 postów

Napisano 17 marzec 2016 - 14:51

Dziewczyny! Jeśli myślicie, że pójście "kilka razy" do psychologa załatwi sprawę, to jesteście w błędzie. Psychoterapia czasami trwa latami. Czasami trzeba przejść ich kilka, w różnych nurtach, żeby można było mówić o sukcesie.

Ale przede wszystkim to nie terapeuta Was uzdrowi, tylko Wy same musicie znaleźć sposób na siebie, oczywiście przy pomocy terapeuty. Tak więc nie ma lekko, terapia to ciężka, mozolna praca, w której jest wiele momentów zwątpienia, trudnych emocji, ale też niebotycznej ulgi :)

 

@Keiti, faktycznie po antydepresantach można przytyć, ale też i schudnąć. Każdy reaguje inaczej.

Zastanów się, czego chcesz, co jest dla Ciebie najważniejsze. Z jednej strony piszesz, że coś niedobrego się dzieje, a z drugiej, że leków brać nie chcesz, a pomoc psychologiczna nie wchodzi w grę. To jak chcesz sobie pomóc? :)

Nie wiem, może masz rację z tym psychologiem, ale po prostu jestem do nich tak źle nastawiona, że masakra... Do psychiatrów nie mam takiego stosunku, jakoś wydają mi się bardziej konkretni i kompetentni, ale nie wiem, może się mylę. A jak chcę sobie pomóc? Nie mam pojęcia. Szczerze to najbardziej chciałabym dostać leki. Ale znam siebie - jak przytyję to minie się to z celem, bo będę nieszczęśliwa, mimo leków na "nieszczęście". Ironia. Po antykoncepcyjnych kiedyś tyłam i odstawiłam i przysięgłam że nigdy więcej i był dramat, to samo jak kiedyś byłam chora i musiałam brać sterydy - never again, choćbym się miała leczyć dwa razy dłużej...



#6 molenka

molenka

    Molly

  • Moderator
  • 13813 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 17 marzec 2016 - 15:15

wiesz, między psychologiem, a terapeutą jest różnica

nie każdy psycholog nadaje się do prowadzenia terapii

 

po moim pierwszym kontakcie z psychologiem byłam w stanie kompletnego rozbicia - pamiętam, że usiadłam na jakiejś ławce, spaliłam kilka papierosów, jednego po drugim  i wyłam do księżyca z niemocy, żalu, bo facet przez całą sesję wygłaszał opinie na mój temat - wystawił mi bardzo kiepską ocenę

powinnam była wyjść stamtąd bez zapłaty i porządnie go opieprzyć, ale wtedy byłam zupełnie złamana

do dziś myślę o nim z wściekłością, ale też z pogardą dla jego żenującego podejścia

 

i co? trafiłam później na wspaniałego lekarza, później na terapeutę chyba prosto z nieba ;)

 

a'propos tycia - wybacz, że dosadnie spytam, ale ... czy gdyby okazało się, że masz raka (uchowaj Boże) i potrzebujesz leczenia, które wpłynie na Twój wygląd niekorzystnie, to też być się nie podjęła? 


giphy.gif


#7 Keiti

Keiti

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 6 postów

Napisano 17 marzec 2016 - 16:00

wiesz, między psychologiem, a terapeutą jest różnica

nie każdy psycholog nadaje się do prowadzenia terapii

 

po moim pierwszym kontakcie z psychologiem byłam w stanie kompletnego rozbicia - pamiętam, że usiadłam na jakiejś ławce, spaliłam kilka papierosów, jednego po drugim  i wyłam do księżyca z niemocy, żalu, bo facet przez całą sesję wygłaszał opinie na mój temat - wystawił mi bardzo kiepską ocenę

powinnam była wyjść stamtąd bez zapłaty i porządnie go opieprzyć, ale wtedy byłam zupełnie złamana

do dziś myślę o nim z wściekłością, ale też z pogardą dla jego żenującego podejścia

 

i co? trafiłam później na wspaniałego lekarza, później na terapeutę chyba prosto z nieba ;)

 

a'propos tycia - wybacz, że dosadnie spytam, ale ... czy gdyby okazało się, że masz raka (uchowaj Boże) i potrzebujesz leczenia, które wpłynie na Twój wygląd niekorzystnie, to też być się nie podjęła? 

A czy psychiatra też prowadzi terapię?

A co do tego raka, to jest inna sytuacja. Podjęłabym leczenie, ale bylabym nieszczęśliwa z powodu wyglądu. Ale kiedy mam podjąć leczenie tego nieszczęśliwego stanu, które może się skończyć moim nieszczęśliwym stanem to... rozumiesz o czym mówię?



#8 molenka

molenka

    Molly

  • Moderator
  • 13813 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 17 marzec 2016 - 16:43

A czy psychiatra też prowadzi terapię?

A co do tego raka, to jest inna sytuacja. Podjęłabym leczenie, ale bylabym nieszczęśliwa z powodu wyglądu. Ale kiedy mam podjąć leczenie tego nieszczęśliwego stanu, które może się skończyć moim nieszczęśliwym stanem to... rozumiesz o czym mówię?

jesli psychiatra jest również psychoterapeutą, to może prowadzić terapię

 

rozumiem, że przytycie jest dla Ciebie problemem, ale choroba to choroba, nie ma znaczenia jak się nazywa i czego dotyczy :)

zresztą o depresji mówi się, że jest rakiem duszy

 

są osoby, które poradziły sobie bez leków, intensywnie pracując nad sobą w terapii

są też przypadki, gdzie bez leków trudno przeżyć 

 

no ale kwestia leczenia to Twoja decyzja i ... Twoje konsekwencje :)


giphy.gif


#9 Keiti

Keiti

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 6 postów

Napisano 17 marzec 2016 - 21:33

jesli psychiatra jest również psychoterapeutą, to może prowadzić terapię

 

rozumiem, że przytycie jest dla Ciebie problemem, ale choroba to choroba, nie ma znaczenia jak się nazywa i czego dotyczy :)

zresztą o depresji mówi się, że jest rakiem duszy

 

są osoby, które poradziły sobie bez leków, intensywnie pracując nad sobą w terapii

są też przypadki, gdzie bez leków trudno przeżyć 

 

no ale kwestia leczenia to Twoja decyzja i ... Twoje konsekwencje :)

W tej sytuacji akurat ma znaczenie jaka to choroba - to tak jakby leczyć raka lekiem który wywoła raka.  To nie jest tak, że powiem sobie "wygląd nie jest ważny" i wygląd przestanie być dla mnie ważny. Od lat zmagam się z tym problemem i to się nie zmieni bo sobie wytłumaczę, że to dla mojego dobra. Codziennie staję przed lustrem i ogladam każdy centymetr mojego ciała wymieniając w myślach jakie operacje powinnam wykonać i co bym zmieniła. A najśmieszniejsze jest to że i tak nie ma mnie kto oglądać. ;/



#10 Gość_toy__*

Gość_toy__*
  • Gość

Napisano 17 marzec 2016 - 21:54

czyli depresja jest poniekad skutkiem dbałosci o wyglad

#11 Keiti

Keiti

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 6 postów

Napisano 17 marzec 2016 - 22:08

czyli depresja jest poniekad skutkiem dbałosci o wyglad

Możliwe, że częściowo tak, ale często mam też tak, że jak cokolwiek mi w życiu nie wychodzi to przekładam to na "cośtam się stało A POZA TYM mam wałki na brzuchu i już w ogóle dramat" i zaczynam skupiać się na tym wyglądzie i panikować z tego powodu, a pierwotny problem schodzi na drugi plan. Więc w sumie nie wiem co tu jest skutkiem czego



#12 niebieskapoziomka

niebieskapoziomka

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 17 postów

Napisano 18 marzec 2016 - 17:49

wiesz, między psychologiem, a terapeutą jest różnica

nie każdy psycholog nadaje się do prowadzenia terapii

 

po moim pierwszym kontakcie z psychologiem byłam w stanie kompletnego rozbicia - pamiętam, że usiadłam na jakiejś ławce, spaliłam kilka papierosów, jednego po drugim  i wyłam do księżyca z niemocy, żalu, bo facet przez całą sesję wygłaszał opinie na mój temat - wystawił mi bardzo kiepską ocenę

powinnam była wyjść stamtąd bez zapłaty i porządnie go opieprzyć, ale wtedy byłam zupełnie złamana

do dziś myślę o nim z wściekłością, ale też z pogardą dla jego żenującego podejścia

 

i co? trafiłam później na wspaniałego lekarza, później na terapeutę chyba prosto z nieba ;)

 

a'propos tycia - wybacz, że dosadnie spytam, ale ... czy gdyby okazało się, że masz raka (uchowaj Boże) i potrzebujesz leczenia, które wpłynie na Twój wygląd niekorzystnie, to też być się nie podjęła? 

 

wydaje mi się, że u mnie uprzedzenie do psychologa wynika właśnie z tego co napisałaś. chodzi mi o wyjście bez zapłaty. nie chciałabym pójść do kogoś kto weźmie kasę, a po godzinie powie "czas minął, ale jak pani zapłaci to porozmawiamy dalej". ja za swoje wizyty nie płaciłam bo to nie były wizyty prywatne, ale i tak mi nie pomógł. długo myślałam zanim wstąpiłam na to forum i myślę, że to jest dla mnie najlepsza terapia. nie widzimy się, piszemy o tym, z czym mamy problemy, nikt nas nie ocenia, każdy pisze o myśli, ale w taki sposób, że można poczuć się lepiej. nie są to fale krytyki jakie często zdarzało mi się usłyszeć od najbliższego otoczenia "przestać narzekać, zabierz się do roboty, zrób coś ze sobą, przestań w kółko marzyć"... i uwaga mój hit- "zejdź na ziemię, na jakim ty świecie żyjesz. tu jest polska, niczego nie osiągniesz". 

 

wiecie co wam powiem? dobrze, że istnieje coś takiego jak sen i marzenia i tego nikt mi nie odbierze i nie skrytykuje. cieszę się, że mam swój alternatywny świat. szkoda tylko, że każdego ranka muszę go opuszczać...


  • molenka lubi to

#13 niebieskapoziomka

niebieskapoziomka

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 17 postów

Napisano 18 marzec 2016 - 17:52

@Keiti a myślałam, że takie historie, jak ta, którą opisałaś, zdarzają się w filmach- że w realnym świecie jest strasznie, a w wirtualnym wszystko wygląda idealnie. czasami zastanawiam się, czy warto płacić taką cenę za "bycie sławnym". z drugiej strony, nie rozumiem takich osób. niektórzy czasami wywodzą się z uboższego środowiska, udaje im się coś osiągnąć i później spływają po równi pochyłej. czy z twoją znajomą też tak było?



#14 incantation

incantation

    Zadomowiony

  • Bywalec
  • 16559 postów

Napisano 18 marzec 2016 - 18:11

Niebiaskapoziomko myslę że jednak forum nie zastąpi profesjonalnego leczenia.Terapia w naszych zaburzeniach moze trwac nawet kilka lat ,żeby przyniosła porządane skutki.Większość chorych zniechęca sie bardzo szybko.i rezygnuje z leczenia,również nastawienie do leczenia jest u większości negatywne..Moim zdaniem trzeba próbowac wszystkiego ,ale najwięcej wymagać od siebie-.zmiany w sposobie myślenia. 

Bardzo dobrze ze masz marzenia i swój alternatywny świat,Jednak musisz go opuszczać i żyć w szarej rzeczywistości,która nie powinna byc przytłaczajaca.







Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych