Nie wiem już co robić. Nie mam pracy nie mam celu, nie potrafię miec ochoty na to co kiedys. Każdego dnia mi szkoda, boję sie jutra, doslownie chodze w miejscu i nic z tego nie wynika.W dodatku mam objawy endometriozy ochydne babskie choróbsko, które w tym roku zaczeło dawac sie we znaki jak nigdy, czlowiek kilka dni się do niczego nie nadaje i jak tu pracować.Chyba pozbedę sie kiedys "tego" narządu. Dzieci i tak nie będę miec chocbym chciała bo musiałabym je chyba karmic samym chlebem i wodą.
Mam chłopaka chodzimy razem 7 lat.On mieszka u mamy ja też. On zarabia za mało żeby sie przeprowadzic na swoje (1300 zł netto) a ma umowe o prace i nigdzie indziej sie nie chce ruszyc. A ja jak juz łaskawie mam jakies prace dorywcze najdłużej pracowałam rok z czego wyciągłam za 250 godzin pracy 1000 zł. Ostatnio próbowałam sie dostac do zakladu gdzie już myslalam ze akurat..A gdzie?! Nagle zaczeli zwalniac ludzi. Pech, zlosliwośc losu?Miałam kiedys swoja ukochaną pracę ale weszła inna firma a nas pozwalniali. Drugiej takiej w promieniu 300-400 km nie znalazłam, a i tak jak juz dostałam propozycje(daleko) to nie miałam siły pojechac bo nie potrafiłam zostawić tego co jest i chłopaka z resztą trzeba zajechac i zobaczyc bo co innego przez telefon moga gadac(wiem z doswiadczenia) a co innego na miejscu a 400 zł tzreba wytrzasc zeby miec chocby na dojazd tak więc znów na bank moga być potrzebne pieniądze wywalone w błoto. I znów problem, bo tego już znów nie chcę powtarzac.
Gdzie sie nie ruszę ta mur. Wysyłam podania dziennie jesli jest akurat gdzie) ale oczywiście guzik.
Nie mam już wiary w żadne cuda, wlasciwie to tak przypuszczałam ze są ludzie przeznaczeni na "śmierć" ze tak to nazwę. Szkoda mi ze to ja, bo jestem pewna, ze gdyby ktos dał mi szansę pracować w tym co akurat lubie bylo by dla wszystkich dobrze, bo jak ja mam jak to zawsze pomagam, jak nie mam to przeciez nie naleję z niczego.
Jeszcze wszystcy wokół daja mi do zrozumienia że to od mojej pracy zależy wszystko, bo to własnie przez to nic sie nie zmienia.Inni mają robotę, emerytury i inne dziadostwa a ja nie więc z czego się dołoże?Z guzika.
Mam taka pasje ze jak mam pare groszy pomagam bezdomnym zwierzętom i fundacjom. Teraz kaleka nawet tego nie moge.30 na karku a ja jestem nigdzie.Mam zawód po średnim a na co to komu.Nie wiem juz jak szukac.Próbowałam wykonywac prace do których mam dwie lewe ręce i nastawienie nerwowe, nie dawało rady. A w moich "fachach" albo czegos wiecznie brak, albo za daleko, albo za mało płaca albo musialabym mieć grupe inwalidzką!Chyba najprędzej na glowę!
Po co tu zyc.
Macie jakiś pomysł?Bo ja juz nie...
chyba sie utopić.
Użytkownik weronkaxy edytował ten post 31 styczeń 2012 - 22:55

Pomoc






