Depresja.ws - Forum: Studia a depresja - Depresja.ws - Forum

Skocz do zawartości

Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Studia a depresja Oceń temat: -----

#1 Użytkownik nie jest zalogowany   rabbithearted 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 3
  • Rejestracja: 15-sierpień 10

Napisano 24 styczeń 2012 - 18:40

Witam wszystkich :)
Jeśli ten post bardziej pasuje do pokoików prywatnych, to proszę o przeniesienie.
Już kiedyś tu pisałam, potem zniknęłam, ułożyłam swoje sprawy w miarę... i znowu jest tak źle, że nie wyobrażam sobie dalszego życia. Bardzo, bardzo bym prosiła o przeczytanie tego tekstu mimo jego długości i chaotyczności, każda opinia, rada, co robić w tej sytuacji będzie dla mnie cenna, bo ja już naprawdę nie wiem...

Dostałam się na studia wymarzone od lat, oblegane studia - japonistykę w Krakowie. Cieszyłam się, że wyrwę się z domu (gdzie byłam w nieustannym konflikcie z mężem mojej mamy) i będę się zajmować tym, co mnie najbardziej interesuje. Po raz pierwszy w życiu byłam z siebie dumna, nie uważałam się za beznadziejną. Przeprowadziłam się i... zaczęło się. Bardzo rozczarowałam się poziomem nauczania - na porządku dziennym są zajęcia nic nie wnoszące, prowadzone bez pomysłu albo przedyktowywane z wikipedii. Cały czas prześladuje mnie wrażenie, że więcej nauczyłabym siadając w domu z książką i chodząc na kurs. Od początku nie mogłam znaleźć języka z ludźmi. Jest nas tylko 20 na roku, i do większości nie mogę po prostu się przekonać, już stworzyli zamkniętą grupkę. Do tego na porządku dziennym są kpiny i obgadywanie osób, które się mylą, radzą sobie z nauką gorzej, a mnie nie idzie teraz szczególnie dobrze. Po prostu boję się tam przychodzić i nie wyobrażam sobie spędzenia tych 3 lat tam. Kiedy wspinam się na 4. piętro obdrapanej kamienicy, każdy schodek wydaje mi się nie do pokonania... Miałam na roku jedną dziewczynę, wydawała mi się bratnia duszą pośród tych wszystkich ludzi, ale niestety, w jej życiu zebrało się mnóstwo smutnych okoliczności, wpadła w depresję i zrezygnowała ze studiów. Przez parę miesięcy była na zwolnieniu lekarskim z powodu choroby, żyłam nadzieją, że wróci i będziemy się trzymać razem, ale niestety.

Przez to wszystko od samego przyjazdu mam problemy ze snem. Najpierw budziłam się co godzinę, potem o 3-4 i nie mogłam już zasnąć, aż wreszcie w ogóle przestałam spać. Parę dni byłam na zajęciach od rana do wieczora bez godziny snu, na kawie, energetykach. Próbowałam różnych ziółek, łagodnych preparatów, nic nie dawały. Kiedyś byłam w stanie normalnie sypiać, jak wracałam do domu, teraz tam też usnęłam dopiero, gdy przytuliłam się do mamy. Nadal mam problemy ze snem. Byłam u psychiatry i powiedział, że jestem zbyt rozstrojona na terapię póki co. Znowu biorę leki, które brałam przez parę ostatnich lat, i dostałam jeszcze jedne, również antydepresyjne i wspomagające sen. Moment pójścia spać budzi ataki paniki, że historia się powtórzy, znowu będę zmuszona do wysiłku ponad siły. Przez to, że byłam wiecznie niewyspana i nie ogarniałam rzeczywistości, ludzie na uczelni śmiali się ze mnie, czuję, że już sobie wyrobiłam etykietkę.
Czuję się tak zmęczona, najchętniej położyłabym się do łóżka i spała, spała, spała.

Nie umiem się zająć niczym innym, niż nauką i rozważaniem swojej sytuacji. Próbowałam wielu rzeczy, tak wiele mogłabym zrobić przecież - poczytać książkę, pooglądać serial, spróbować coś ugotować... Tyle że nawet podczas tych czynności myślę tylko o jednym. Od 3,5 miesiąca nic nie jest w stanie mnie wyrwać z tej beznadziei chociaż na chwilę. Ja naprawdę nie chcę się w tym zamykać, chcę się czymś innym zająć, ale te myśli są silniejsze. Do tego wszystkiego dochodzi straszliwa nerwica natręctw, z którą zmagam się od lat. Mam okropny strach przed niewyrobieniem się - ciągle planuję, zapisuję listy, kiedy sprzątać, kiedy zrobić pranie, kiedy się spakować. W domu byłam rozpieszczana i wiele rzeczy było robione za mnie, a teraz trudno mi się przestawić i zacząć wszystko organizować samej.

Czuję się tak strasznie samotna, że widok wszystkich roześmianych, idących parami/grupkami na ulicach wywołuje łzy w moich oczach. Przez stan, w którym teraz jestem, boję się odzywać do kogokolwiek, bo nie mam innego tematu, niż swój dół, a wiem, że ludzie mają ograniczoną cierpliwość i mogę ich tym zrazić. Nigdy nie brylowałam w towarzystwie, miałam jednak najlepszą przyjaciółkę, paru znajomych ze szkoły, paru znajomych spoza i wystarczyło mi to. Jestem w związku na odległość - mój chłopak mieszka we Wrocławiu. Kocham go i jestem w stanie stwierdzić, że to osoba, z którą chcę spędzić życie. Jest cierpliwy, wyrozumiały dla mnie, nawet teraz. Tylko kiedy jestem z nim czuję się szczęśliwa i spokojna. Wiem, że nie jest żadnym rozwiązaniem uzależniać się od faceta, ale czuję, że gdyby był obok wszystko byłoby inaczej. Gdybym mogła wstać rano z przeświadczeniem, że zobaczymy sie na godzinkę między zajęciami, zjemy razem obiad... Tęsknię za najlepszą przyjaciółką, którą dotąd miałam obok siebie na codzień, za rodzicami. Boję się, że jeśli ten stan będzie trwać, to stracę wszystkie dotychczasowe znajomości, ludzie zniechęcą się do mnie i znowu będę sama.
Nie mogę przyzwyczaić się do swojego pokoju tutaj, wciąż wracam myślami do mojego pokoju w domu. I do mojego życia w liceum, które było naprawdę fajne, i które nigdy nie wróci. Mam napady paniki w miejscach publicznych.
Znowu zaczęłam myśleć o samobójstwie, kiedy byłam u chłopaka w jakimś szale wyjęłam garść tabletek.

Niby uczę się do sesji, ale czuję, że straciłam całą radość wynikającą z nauki japońskiego. Panicznie boję się rozczarować rodziców, lekarzy, którzy mieli naprawdę ciężkie studia, a dali sobie radę.

Najgorsze, że całe życie dotychczasowe miałam na oczach klapki 'japonistyka', nie zajmowałam się hobbistycznie właściwie niczym innym, nie rozważałam innego kierunku swojej kariery. Nie wyobrażam sobie tych studiów kontynuować, przynajmniej nie w tej chwili, nie w takim stanie. Nie dam rady tak wytrzymać 3 lat, czuję, że te studia zabijają we mnie pasję. Jednocześnie nie mam żadnego innego pomysłu na przyszłość, czytam tylko, że po kierunkach humanistycznych bezrobocie, a ścisłowca na siłę z siebie nie zrobię.

Chaotyczne to, ale mam nadzieję, że ujęłam wszystko. Bardzo proszę o rady.

Użytkownik rabbithearted edytował ten post 24 styczeń 2012 - 19:03

0

#2 Użytkownik nie jest zalogowany   Vot 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 27
  • Rejestracja: 19-styczeń 12
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Polska

Napisano 24 styczeń 2012 - 21:33

Witaj :)
Przeczytałem wszystko i to nie było chaotyczne ;) ale mogę stwierdzić, że podobnie mam jak Ty. Sprawdź mój monolog to zobaczysz podobieństwo, tylko że ja piszę o pracy a Ty o studiach.
Lęki przed zaśnięciem, brak snu - drugi ja.
Masz chłopaka, którego kochasz. On na pewno Ciebie też, chcesz być z Nim do końca życia, masz rodziców, których kochasz i którzy Ciebie kochają, więc masz po co i dlaczego żyć. Nie próbuj robić nic głupiego, bo to nie ma sensu. Brakuje Ci chłopaka na co dzień, więc dzwoń do Niego jak tylko poczujesz, że coś jest nie tak. Jak pisałaś jest wyrozumiały i cierpliwy. Na pewno nie obrazi się, że ciągle do Niego dzwonisz. Kontaktuj się ze znajomymi albo poznaj kogoś nowego, nie koniecznie z tego "gangu" studenckiego :D
Japonistyka na pewno fajna sprawa a to, że wydaje Ci się iż wiedza przekazywana jakby z wikipedii no to może to na początku tak jest. Przed Tobą 3 lata studiów, kierunku którego uwielbiasz, interesujesz się nim od zawsze tak? Zawsze możesz oprócz wiedzy z zajęć poczytać sobie w necie dodatkowo informacje by być na bieżąco. Tak jak pisałaś na początku, dostałaś się na studia oblegane, czyli łatwo nie było się dostać, a Ty to zrobiłaś, czyli coś w tym jest, prawda ?

Ale się rozpisałem, przepraszam :D
0

#3 Użytkownik nie jest zalogowany   rabbithearted 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 3
  • Rejestracja: 15-sierpień 10

Napisano 26 styczeń 2012 - 20:06

Dziękuję za odzew. Staram się jak najczęściej kontaktować z chłopakiem, a wkrótce, jak zbiorę siły, zabiorę się za poszukiwanie nowych znajomości.

Staram się bardzo zaliczyć chociaż ten semestr i zobaczyć, co będzie dalej. Udało mi się wyczołgać z łóżka na kolejne zaliczenia, to już sukces.

I byłam u psychologa, ostrzegała mnie, że terapia będzie długa, wymaga regularnej pracy i może być bolesna, ale chyba ją podejmę.
0

#4 Użytkownik nie jest zalogowany   Luckrowany 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 18
  • Rejestracja: 27-styczeń 12
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 27 styczeń 2012 - 14:27

Wyświetl postUżytkownik rabbithearted dnia 26 styczeń 2012 - 20:06 napisał

Dziękuję za odzew. Staram się jak najczęściej kontaktować z chłopakiem, a wkrótce, jak zbiorę siły, zabiorę się za poszukiwanie nowych znajomości.

Staram się bardzo zaliczyć chociaż ten semestr i zobaczyć, co będzie dalej. Udało mi się wyczołgać z łóżka na kolejne zaliczenia, to już sukces.

I byłam u psychologa, ostrzegała mnie, że terapia będzie długa, wymaga regularnej pracy i może być bolesna, ale chyba ją podejmę.


Kiepsko się czuję w roli doradcy... Ale skoro jestem, skoro przeczytałem i zdaje mi się, że Cię rozumiem, to pozwolę sobie napisać krótko do Ciebie. :)

Bardzo podoba mi się to, co napisał Vot o kontakcie z chłopakiem. Myślę, że takie telefony mogą Ci bardzo pomóc. I jemu też. Bo Twój chłopak pewnie też tęskni i też chce być blisko Ciebie i Twoich problemów.

A do Twojego problemu podszedłbym w tej kolejności, jak go zaczęłaś opisywać: czyli przede wszystkim zadbać o dobry, zdrowy sen. Sen reguluje wiele procesów, uspokaja, regeneruje - wszystko wiadomo. Zdrowy sen to podstawa, nie da się zdrowieć, walczyć o radość, o studia, o szczęście, kiedy człowiek chodzi wiecznie niewyspany.
Może masz jakieś swoje metody na bezsenność, na przebudzenia, problemy ze snem, które wykorzystywałaś wcześniej, które kiedyś były skuteczne?

Mnie na przykład pomaga odmawianie różańca, zaraz po wskoczeniu pod kołdrę... ale rozumiem, że nie wszyscy się modlą, a niektórych modlitwa różańcowa wręcz drażni zamiast uspokajać... A tu na siłę się nie da.

Użytkownik Luckrowany edytował ten post 27 styczeń 2012 - 14:28

0

Udostępnij ten temat:


Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych