Jesteśmy w tym samym wieku i chyba w dość podobnej sytuacji. Ja właśnie w tym roku zaczęłam studia, już nawet nie pamiętam który raz,ale dzięki leczeniu i takiej męczącej mysli w głowie , że jak nie teraz to już nigdy jakoś się trzymam. Nie są to szczyty, ale przynajmniej człapię się za resztą , gdzieś w oddali gdy oni zaliczają kolejne przedmioty na sesji
Życie to nie dar to choroba... j.w.
#21
Napisano 24 styczeń 2012 - 08:01
Hej:)
Jesteśmy w tym samym wieku i chyba w dość podobnej sytuacji. Ja właśnie w tym roku zaczęłam studia, już nawet nie pamiętam który raz,ale dzięki leczeniu i takiej męczącej mysli w głowie , że jak nie teraz to już nigdy jakoś się trzymam. Nie są to szczyty, ale przynajmniej człapię się za resztą , gdzieś w oddali gdy oni zaliczają kolejne przedmioty na sesji
Nie wiem czy taka już jestem inna i taka zostanę, prawdę mówiąc pewnie tak... Już się z tym pogodziłam, chciałabym tylko móc dojść do poziomu gdy moja organizacja życia jakoś zaistnieje, będę mogła w miare niezależnie żyć i nie musieć już się tłumaczyć z tego dlaczego czegoś nie zrobiłam lub nie przyszłam jak obiecałam. Chciałabym wstać i własnie podobnie jak Ty piszesz przestać robić problem z drobnych codziennych czynności, wstać, umyć się, ubrać i wyjść. Bez "zawieszeń" w międzyczasie i myśli " k**.. dzisiaj nie ma szans, żebym dała rade wyjść z domu"... Pamiętaj, że nie jesteś z tym sam. Każdy tu walczy ze sobą codziennie. Na pocieszenie może tyle, że w końcu trafiłam na dobrego lekarza i czuję się ostatnio jakby nieco lepiej:) Warto próbować. Pozdrawiam
Jesteśmy w tym samym wieku i chyba w dość podobnej sytuacji. Ja właśnie w tym roku zaczęłam studia, już nawet nie pamiętam który raz,ale dzięki leczeniu i takiej męczącej mysli w głowie , że jak nie teraz to już nigdy jakoś się trzymam. Nie są to szczyty, ale przynajmniej człapię się za resztą , gdzieś w oddali gdy oni zaliczają kolejne przedmioty na sesji

Pomoc





