Witajcie, takie tam o mnie
#1
Napisano 22 styczeń 2012 - 22:30
Podobno można tutaj popisać sobie o życiu.
Nie mam z kim podzielić się swoimi problemami więc uznałem, że tutaj będzie najlepiej, a nóż ktoś to przeczyta i odpisze.
Mam ponad 25 lat, za sobą studia, przede mną praca, przez którą czuję się dziś tak a nie inaczej.
„Na zewnątrz” jestem spokojnym, cichym i mało się odzywającym synem, kolegą – „w środku” totalną ruiną.
W domu nie podejrzewają, nie widzą tego co czuję, co przechodzę, co mnie trapi.
Uśmiecham się sztucznie, udaję że wszystko w porządku, nie potrafię jednak spojrzeć im prosto w oczy bo boję się, że przeczytają w nich to co się ze mną dzieje.
Tak, tyle lat przeżyłem a nadal mieszkam z rodzicami. Kolejny powód do dumy – nie?
Czas napisać coś o pracy. Pracuję w dużym urzędzie, gdzie każdego powinienem znać i każdy powinien zachowywać się normalnie.
Jednak tak nie jest. Chcę być uprzejmy, witam się z uśmiechem na twarzy.
Oczywiście większość patrzy na mnie jak na jakiegoś dziwaka, kosmitę i przechodzą koło mnie jakbym tam mnie w ogóle nie było.
Jestem na stanowisku, które wymaga ode mnie cholernie dużo umiejętności i doświadczenia, jednakże jako, że jestem nowy wymaga się ode mnie zbyt dużo.
Wydaje się im, że jestem einsteinem w tej dziedzinie i wszystko wiem i nie potrzebuję żadnej pomocy, jednak jest odwrotnie.
Nie wiele wiem, a jak chcę się dowiedzieć czegoś od osób przebywających ze mną – milczą i albo czekają aż mi się powinie noga by mnie skomentować w charakterystyczny sposób,
wyzywać albo niszczą od środka głupimi komentarzami od razu. Nikt mi nie chce pomóc, bo po co.
Każdego wieczora i ranka jest tak samo, zaczynam się denerwować, mam problemy ze snem albo cały się trzęsę a to wszystko przez tych ludzi w pracy.
Mam problemy ze zdrowiem, chce mi się wymiotować jak tylko pomyślę o tym miejscu.
Myśli w mojej głowie są te same od jakiegoś czasu. By „przypadkiem” sobie coś zrobić aby tylko nie pójść do pracy.
„Przypadkiem” potknąć się schodząc po schodach, „przypadkiem” wejść na ulicę na czerwonym świetle”.
„Przypadkiem” dla wszystkich może być to zwykłe słowo – dla mnie może to być małe kłamstewko.
Nie chcę się zabić – bo wiem, że rodzice by nie mogli poradzić sobie sami beze mnie, więc to mnie trzyma przy życiu i nigdy tego nie zrobię.
Czasami mam też myśli by tak wyjść z domu, pójść niby do pracy ale do niej nie zajść tylko pojechać na dworzec, wsiąść do pociągu obojętnie jakiego i wyjechać.
Można by rzec - rzuć pracę tylko jest jedno ale co dalej? siedzieć w domu cały dzień i patrzeć jak rodzice próbują łączyć koniec z końcem by jakoś przetrwać?
Bo pracy niby nie ma a ja wolałbym robić wszystko tylko nie to co teraz.
Choć łzy mi się nabierają już do kącików oczu napiszę dalej.
Dziewczyny nie mam bo brzydal ze mnie i nie potrafię znaleźć tej jedynej albo inaczej napiszę tej, która wytrzyma ze mną albo będzie chciała być ze mną.
Problem ze znalezieniem dziewczyny mój jest taki, że chyba coś robię nie tak. Szukam tej, która ma fajny charakter, ciepłą duszę itd.
Ale na to potrzeba czasu by wiedzieć, że to "ta" a może być już za późno.
Znajomi moi jakoś na to nie patrzyli i sobie poznajdywali dziewczyny, żony. Miałem raz jedną ale związek trwał krótko i nic z tego nie wyszło.
Czyli reasumując w ciągu 25 lat do teraz miałem jedną dziewczynę. Kolejny powód do dumy – nie?
Dziś jest niedziela, wieczór, czyli znów się zaczyna, jutro rano to samo.
Najlepsze są piątki po południu, bo wtedy jest spokój na chwilę, czasami uciekam w alkohol by spróbować zapomnieć o tym wszystkim ale nie zawsze się udaje.
Patrząc na ten tekst i go czytając można by stwierdzić, że na pewno coś jest ze mną nie tak – depresja? szaleniec? idiota? frajer?
Raz nawet napisałem mejla do organizacji „telefon zaufania” bo zadzwonić się nie odważyłem ale to za bardzo nie pomogło, wręcz pogłębiło rany i stan w jakim teraz się znajduję.
To by było na tyle na dzisiaj, jak jutro przeżyję to zajdę tutaj i coś jeszcze popiszę.
Dziękuję z góry za przeczytanie tego monologu? bloga? …
#2
Napisano 22 styczeń 2012 - 22:44
Napisz w jakim urzędzie pracujesz a dojdziemy o co chodzi
Znajoma pracuje w urzędzie skarbowym i ledwie wytrzymuje z niektórymi paniami
Ja mieszkam z Tatą i Mężem i przez deprechę wogóle nie pracuję... a bardzo bym chciała
ale zawaliłam przez nia studia, a o pracę z wykształceniem ciężko znaleźć a co dopiero bez niego
nie mam prawka, auta, umiejętności
zazdroszczę ci studiów i pracy
A z ludzmi... czasami jest ciężko
Napisz czy próbowałeś iść do lekarza? I jak długo tak się czujesz?
Jak długo tam pracujesz? Czasami potrzeba czasu na zaaklimatyzowanie, a czasami jest to niemożliwe
Może trafiłeś na tzw toksyczną pracę i toksycznych ludzi, a tacy wierz mi istnieją? Może spróbuj dowiedzieć się o inne miejsca pracy?
No bo ile mozna tak dusić wszystko w sobie? Jak długo będziesz tak się zmuszał by znowu wstać rano i iść do tej ... pracy?
To raczej nie działa dobrze na psychikę
#3
Napisano 22 styczeń 2012 - 23:03
Poprzerywana linia na dłoniach.
#4
Napisano 23 styczeń 2012 - 22:51
Dzień w pracy jakoś przeżyłem choć było ciężko.
Do pracy chodzę już prawie rok, więc już dawno powinienem się zaaklimatyzować ale tak to się nie stało.
Do lekarza nie zaszedłem jeszcze z tym problemem ze względu na to właśnie, że jak to zrobię to i wszyscy się dowiedzą i będą pewnie uważać, że sobie jaja robię.
Może trafiłeś na tzw toksyczną pracę i toksycznych ludzi, a tacy wierz mi istnieją?
Raczej tak, bo co do instytucji samej w sobie nic nie mam ale właśnie to Ci ludzie najbardziej mnie denerwują i ranią moją duszę.
Z tą zmianą pracy jest właśnie też problem. Niby chcę jak najszybciej odejść a jednak nie mam żadnej alternatywy bo nie mam żadnych znajomości a bez tego trudno o normalną pracę albo o samą pracę.
Marta, piszesz, że mi zazdrościsz studiów, tylko że ja jakoś nie czuję się lepiej po tych studiach.
Jak głupi myślałem, że studia będę miał zaliczone to i pracę znajdę super i wgl bajka.
Studia skończyłem, gdy przyszło co do czego to ledwo co pamiętam z tych studiów, wiedzy prawie żadnej a i praca masakra.
Jakbym mógł cofnąć czas (fajnie to brzmi) to bym nie poszedł na te studia tylko zrobił konkretny zawód i robił co innego.
Choć z drugiej strony znając moje szczęście to nie idąc na te studia, teraz bym siedział na tym forum i pisał, że szkoda że na nie, nie poszedłem. Tak czy siak bym narzekał.
Wywaliłeś trochę,to dobrze,mam nadzieję,że zaśniesz lżej.
Rzeczywiście trochę mi ulżyło, choć z zaśnięciem dalej problemy. Śpię dwie lub trzy godziny nocą ale to nie ważne.
Co do straconego tekstu nie ma co się wkurzać, to tylko tekst, ważne co jest w głowie
#5
Napisano 23 styczeń 2012 - 22:54
może poszukaj troche innej? nie w tym kierunku w którym jesteś wykształcony
A co do lekarza... dlaczego mają się wszyscy dowiedzieć? pracujesz w NFZ?
#6
Napisano 23 styczeń 2012 - 22:58
po prostu jak pójdę do lekarza to się o tym dowiedzą rodzice, jak się o tym dowiedzą rodzice to się dowie i rodzina cała. Jak się dowie rodzina cała to i dowiedzą się znajomi, osoby pracujące ze mną itd. W zależności od szybkości przekazywania informacji.
#7
Napisano 23 styczeń 2012 - 23:44
Jak im nie powiesz to skąd się dowiedzą?
A jak mieszkasz w małym mieście to idz do lekarza do innego miasta, większego
#8
Napisano 24 styczeń 2012 - 08:14
Też popieram pomysł z pójściem do lekarza, potrzebujesz zastrzyku siły jakiegoś pozytywnego "kopa" i chyba tylko lekarz jest w stanie Ci pomóc. Wiadomo, że w sytuacji gdy codziennie musisz iść do miejsca, które jest źródłem problemu to i tak nie ma co liczyć na cud, ale może otworzą Ci się oczy na nowe możliwosći. Depresja strasznie ogranicza, widzimy się jakby w słoiku zamknięci , bez perspektyw, inni coś tam wokół robią a my nie możemy.. Leki i terapia mogą Ci wskazać jakieś inne drogi
#9
Napisano 24 styczeń 2012 - 14:03
#10
Napisano 24 styczeń 2012 - 21:12
Kłębią mi się myśli w głowie. Dziś zadałem sobie pytanie, gdzie siebie widzę za 5 lat?
Nie potrafiłem odpowiedzieć. Nic mi nie przychodzi do głowy jak będzie wyglądało moje życie za 5 lat. Ba! Nawet za rok. Nie wiem co będę robił, gdzie będę.
Chociaż nie, domyślam się gdzie będę.
Kiedyś nie myślałem, że mnie to spotka. Myślałem, że jestem twardy. Jak ktoś ze znajomych miał jakiegoś tam doła to próbowałem rozmawiać, pomagać ale jak mnie to spotkało to nie potrafię im tego powiedzieć. Lęk przed żartami, głupimi komentarzami jest zbyt duży.
Do lekarza tak, muszę się wybrać, tylko jednak tak jak piszesz, Marta, będę musiał pomyśleć o lekarzu w innym mieście no i oczywiście o jakimś tanim z dobrymi opiniami bo pieniędzy też za dużo nie mam.
Witaj Chusteczko
Witaj Andzia
#11
Napisano 24 styczeń 2012 - 22:51
Zaczyna się ten lęk przed jutrem.
Byłem w łazience, spojrzałem w lustro, widząc siebie samego zastanawiam się jak ludzie mogą tego nie zauważyć co się ze mną dzieje, że też tego nie widzą? Nic nie podejrzewają?
Dziwne to. Po chwili chciałem zrobić zamach i uderzyć głową z całej siły w lustro.
Znów wrócił brak apetytu, nie mogę patrzeć na jedzenie choć jem bo muszę.
Znów będę leżał w łóżku i patrzył się w sufit, zastanawiając się jak przeżyć kolejny dzień - i tak całą noc bez snu.
#12
Napisano 26 styczeń 2012 - 13:13
również zastanawiam się nad wizytą u lekarza, ale mam teraz tyle wydatków, że nie mam skąd wziąść kasy
a dojazd kosztuje 30 zł, a o lekach nawet nie wspomnę...
Użytkownik marta1111 edytował ten post 26 styczeń 2012 - 13:14
#13
Napisano 26 styczeń 2012 - 22:25
W ogóle sobie bloga założę, a co!
#14
Napisano 26 styczeń 2012 - 22:35
Bardzo fajnie, ludzie wpadają piszą coś miłego, wklejają muzykę zdjęcia...
spróbuj

Pomoc







