Depresja.ws - Forum: Witajcie - Depresja.ws - Forum

Skocz do zawartości

Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Witajcie Oceń temat: -----

#1 Użytkownik nie jest zalogowany   Noemi 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 12
  • Rejestracja: 18-styczeń 12

Napisano 18 styczeń 2012 - 23:24

Witajcie. To mój pierwszy post i pierwsze tego typu forum. Chciałabym napisać o sobie parę słów i podzielić się z wami moimi doświadczeniami w sprawię depresji.

Gdy miałam 12 lat moja matka nie wytrzymała i zaprowadziła mnie na siłę do prywatnego psychiatry. Miałam wtedy wiele problemów, w rodzinie, szkole. Chciałam umrzeć, życie wydawało mi się beznadziejne. Tak zaczynał się najgorszy okres mojej depresji. Później były już tylko ucieczki z domu, alkohol i pierwsze próby narkotyków. Brałam antydepresanty, które matka musiała przede mną chować, bo szukałam po szufladach i brałam większe dawki. Potrafiłam szantażować otoczenie by osiągnąć swoje cele. Szantażować, np. robiąc sobie głębokie blizny na całym ciele. Po zrobieniu EEG mózgu zdiagnozowano u mnie ADHD i zaczęłam terapię Biofeedback. Jakoś to było, w między czasie przyjmowałam lek Concerta na ADHD, który mi szkodził i musiałam odstawić po jakimś pół roku, z resztą cena na tamte czasy też była duża. Miałam straszne problemy, zero znajomych i wyglądałam jak idiotka z kolorowym irokezem i masą kolczyków. Zadawałam się z menelami chodząc po squatach i ćpając klej. Proponowano dla mnie terapie zamknięta, ale powiedziałam matce, że się zabiję jeżeli podpisze zgodę. Wszystko to w takim wieku, jak o tym teraz myślę jest mi wstyd. Od tamtego czasu często zmieniałam psychologów i psychiatrów, często mnie denerwowali swoim podejściem . Brałam leki, później odstawiałam, zmieniałam znów lekarza. W zasadzie sama wypracowałam najwięcej dla siebie. Zmieniłam się, ustatkowałam, jestem nawet w trakcie rzucania papierosów. Całe moje życie uległo zmianie, bunt się skończył. Zostały tylko stany depresyjne, ale w zasadzie nie było nigdy strasznie, raczej przygnębienie i zrezygnowanie. Teraz mam prawie 19 lat i jestem porządną kobietą, z porządną depresją. Nie potrafię wstać z łóżka. Śpię po 15 godzin dziennie, jestem w klasie maturalnej i nie potrafię wyjść do szkoły. Nie potrafię się nauczyć nawet kartki a4, chociaż jestem inteligentną osobą. Nie chce się z nikim widzieć i nic robić, jedyną moją nadzieją jest mój mężczyzna, który też cierpi na depresję i doskonale mnie rozumie i wspiera. Jestem strasznie nerwowa i wyżywam się na nim, chociaż wiem, że nie powinnam, na szczęście jest wyrozumiały.

Jestem teraz pod opieką psychiatry i biorę leki Citabax i Trittico CR i mam nadzieję, że jakoś będzie, chciałabym znów uwierzyć w siebie, mieć ambicje i je realizować.

Użytkownik Noemi edytował ten post 18 styczeń 2012 - 23:40

0

#2 Użytkownik nie jest zalogowany   Owieczka 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 7
  • Rejestracja: 16-styczeń 12

Napisano 19 styczeń 2012 - 00:00

Twoja historia jest mi dziwnie bliska :) przynajmniej po części:)
0

#3 Użytkownik nie jest zalogowany   Zaklęta w marmur 

  • Zadomowiony
  • PipPipPipPipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Moderator
  • Postów 1741
  • Rejestracja: 12-wrzesień 10
  • Płeć:Kobieta

Napisano 19 styczeń 2012 - 12:28

Witaj Noemi.Niewiele lat,wiele przeżyć.Daj czas czasowi,psychiatra i leki powinny w końcu powoli coś układać i zmieniać.Oczywiście przy Twoim zaangażowaniu,a z wieloma już sobie dałaś radę i jak piszesz-najwięcej zrobiłaś sama dla siebie.tak to właśnie powinno się odbywać.Jeśli zdarzy Ci się co któryś dzień taki do d..,wiesz-przespałaś,z nauki zero,do tego jeszcze parę niedobrodziejstw,to przetrzymaj go,przyjdzie kolejny i wiesz już,że nie musi być równie zdupiały jak ten miniony.Masz siłę-rób,nie masz-daj sobie luz.Byle ta druga opcja nie dominowała.Dobrze,że masz oparcie w chłopaku,tylko,żeby nie doszło do tego,że nawzajem tymi Waszymi depresjami będziecie się wykańczać,bo to wcale niełatwy związek wbrew pozorom.Do matury jeszcze troszkę czasu,miej nadzieję,że umysł w końcu zacznie chłonąć i nie odpuszczaj mu.Porządna kobieto ;) Walcz.
No a życie... jakie życie?
Poprzerywana linia na dłoniach.
0

#4 Użytkownik nie jest zalogowany   Kasiczkaaaa 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 58
  • Rejestracja: 26-kwiecień 11
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 19 styczeń 2012 - 18:32

Dobrze, że masz faceta, który Cię rozumie, na którym możesz się oprzeć. To ważne.
Lecz się, leki kiedyś w końcu pomogą.
Pozdrawiam :*
0

#5 Użytkownik nie jest zalogowany   Noemi 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 12
  • Rejestracja: 18-styczeń 12

Napisano 19 styczeń 2012 - 23:00

Leki pomogą albo zaszkodzą, już przez to przechodziłam i nie było wesoło.
Dzięki za odpowiedź dziewczyny . :)
0

#6 Użytkownik nie jest zalogowany   Sukces 

  • Średniozaawansowany
  • PipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 415
  • Rejestracja: 07-listopad 09
  • Płeć:Nie ustawione
  • Lokalizacja:W Tobie

Napisano 20 styczeń 2012 - 00:24

Witaj Noemi. Czy wyrozumiały facet ze skłonnościami do depresji swą wyrozumiałością pomaga czy utrwala Twój stan, oto jest pytanie... Czasem nieustępliwość i pewien rodzaj oporu z tej drugiej strony działa skuteczniej. Ale oczywiście to sprawa b.indywidualna i chyba najlepsza jest tu równowaga między oporem a zrozumieniem. Leki nie leczą depresji. Pozwalają stanąć na nogi po to, aby chciało się chcieć podjąć wyzwanie uczenia się nowych nawyków, schematów radzenia sobie z życiem po nowemu. Piszesz, że denerwowali Cię psychologowie i psychiatrzy. Czym konkretnie? Co takiego się działo? Skąd tak gwałtowny opór przed terapią zamkniętą? Jak jest teraz z psychiatrą? Jak wygląda jego opieka poza przepisywaniem leków, które jak widzę nie bardzo potrafią postawić Cię na nogi. Skuteczny lek powinien dać napęd, speed, poprawić humor na dobry początek pracy nad sobą. Życzę Ci abyś w końcu trafiła na skutecznego specjalistę, może niekoniecznie psychologa czy psychiatrę, który zamiast wykutych z książek naukowych diagnoz, które gotowe podsuwa mu np.neo-psychoanaliza i zamiast tzw."mądrych rad" potrafi konkretnie i skutecznie pomóc Ci odzyskać to co zabrano Ci w dzieciństwie, poczucie własnej wartości, wiara w siebie, sprawczość, poczucie mocy. To wszystko daje bezpieczeństwo a to zmniejsza lęk, który zawsze leży gdzieś bardzo głęboko u podstaw depresji. Trzymam kciuki. Sukces jest bliżej niż myślisz...Powodzenia Noemi
Dlaczego niszczysz swój Sukces?
www.celsukces.blogspot.com
0

#7 Użytkownik nie jest zalogowany   Noemi 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 12
  • Rejestracja: 18-styczeń 12

Napisano 20 styczeń 2012 - 01:32

Witaj Sukces,
Odpowiem na Twoje pytania:
Psychologowie i psychiatrzy denerwowali mnie swoim nie zawsze profesjonalnym podejściem, jedni próbowali wciskać mi leki (i to jakie!) na pierwszej wizycie, kiedy ja im nawet do końca nie powiedziałam jak ze mną jest, inni albo lekceważyli problem albo stosowali śmieszne terapie typu "jak czujesz, że się denerwujesz oddychaj i licz do 10". Albo jakieś czary-mary i biofeedback, który doprowadzał mnie do szału, albo znów robili tragedię z mojego stanu, choćbym miała się zabić za minutę. Mam straszne problemy z nerwami i unikam ludzi, więc nieodpowiedni terapeuta/lekarz był dla mnie zawsze problemem.

Kiedyś mój opór dotyczył wszystkiego, nie chciałam się leczyć, uważałam, że to ze mną wszystko w porządku a ludzie są nienormalni i chcą mnie zamknąć w jakimś "zakładzie z wariatami". Teraz wiem, że wcale to nie był taki zły pomysł. Mimo wszystko na ten czas też bym nie poszła, nie mogłabym się rozstać z Nim, bo tylko On daje mi siłę by żyć. Nie mam innych ludzi obok siebie. On ma depresję, leczy się już ok. 3 lata farmakologicznie i jest bardzo silnym człowiekiem. Wiadomo, że nasz związek nie jest najprostrzy, ale bardzo nas łączy sprawa choroby.

Z psychiatrą teraz jest w porządku, chodzę prywatnie do kobiety która jest ordynatorem szpitala psychiatrycznego, zna się na rzeczy, potrafi słuchać i przede wszystkim nie jest denerwująca (nienawidze jak mój lekarz ma np. denerwującą barwę głosu, nie potrafię wytrzymać w jednym miejscu z nim). Biorę leki, czekam na efekty, powiedziała, że za jakiś czas dobierze mi odpowiedniego psychoterapeutę i podpiszemy kontrakt.

Na razie nie jestem w stanie się ruszyć. 2 tydzień mija a jedynym miejscem do jakiego poszłam była poradnia.
0

Udostępnij ten temat:


Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych