Cześć... Mam 23 lata. 2 miesiące temu zmarł mój synek - urodził się przedwczesnie w 24 tygodniu ciąży, tydzień walczył o życie.Ja z resztą też. Mój chłopak uratował mi życie, gdyż zaczełąm rodzić w domu, zupełnie nie zdając sobie sprawy z sytuacji. Poród zagrażał memu życiu i był wywołany jakąś koszmarną infekcją, która zaraziłam się nie amm pojecia gdzie.Początkowo było tylko załamanie i tęsknota za dzieckiem ( nawet nas to w pewnym sensie zbliżyło z moim partnerem (28lat)).Codzienne odciąganie mleka z piersi i wylewanie go do kibla było koszmarem(wcześniej gdy Mały żył zanosiłam swoje mleko do szpitala i podawano mu przez sondę).Byłam osieroconą matką. niepotrzebną kobietą. Nie mogłam być matką, choć robiłam wszystko, by urodzić zdrowe i szczesliwe dziecko.Mieliśmy być rodziną. Mieliśmy plany. W ciąży doświadczyłam jak niesamowicie zmienia się mój mężczyzna pod wpływem tego, ze wkrótce zostanie ojcem. Niesamowite uczucie.Mój rosnący brzuch, ogromny...Kilka dni przed tym niespodziewanym porodem mój chłopak zrobił mi kilka zdjęc nago i sobie zdjęcia z moim brzuchem. Myśleliśmy, że zdarzymy ich zrobić jeszcze setki do porodu.A teraz nie ma nic. Nagle czuję się jakby ktoś wyrwał mnie z mojej rzecywistości-dziecko, nowy dom, świetny związek, plany na przyszłość-i zmusił do życia w rzeczywistości sprzed roku, tyle że ze swiadomością, że to sie wszystko wydarzyło a nagle znów nie ma nic. Nie umiem się w tym odnaleźć. Teraz zrodziła się we mnie agresja, której sama się boję.Czuję jakby to uczucia do dziecka,których nie mam na kogo przelać (kot przestał sie nadawać

)zamieniały się w złość i agresje. Nieświadomie niszczę ten związek, choć jest jedyną rzecza na jakiej mi zalezy i czuję, że tylko on mnie jeszcze w ogole trzyma przy zyciu. Gdy jestem w amoku mówię i robię straszne rzeczy.notorycznie tłukę naczynia i niszcze przedmioty w domu,a potem biegam jeszcze po tych szkłach i jestem już cała pokaleczona, krzyczę na partnera, a właściwie urządzam mu napady szału. Potem zazwyczaj większości z tych "akcji"nie pamiętam lub pamiętam jak przez mgłę. Doprowadziłam do tego, że mój partner który dotychczas opiekował się mną, wspierał i uspokajał teraz ma mnie dość i boję się że zaczyna mnie nienawidzić. Ostatnio byłam w takim szale, że musiał mnie uderzyć bym się uspokoiła, czego się potem wstydził, ale nie było już innych metod. codziennie robię awantury o nic, mimo że sama je prowokuję to później w amoku pakuję się i udaje że się wyprowadzam ( lub naprawdę chce to zrobic). niedawno przedawkowałam załatwione na lewo leki i popiłam alkoholem, po czym mój partner znalazł mnie po kilku godzinach w wannie półprzytomną i kompletnie naćpaną z pawiem na koszulce (widocznie zwymiotowałam te tabletki).Gdy je brałam i zapijałam winem byłam pewna że chcę się zabić. Wiele lat temu miałam juz depresję, nie leczyłam jej, ale samo się uspokoiło. Potem depresja powróciła jakieś półtora roku temu- chodziłam na terapie,ale jak to określił terapeuta - nie jest w stanie mi pomóc - tyle. Znów jakoś dałam sobie radę.Bardzo mi wtedy pomogło wsparcie mojego chłopaka i odzyskałam radość i normalność. Ale teraz jest zupełnie inaczej. Wtedy to był dół bez agresji i niekontrolowanych zachowań.Zupełnie inny rodzaj przygnębienia. Teraz czuję że oszalałam. tak, to jedyne słowo jakim potrafię określić to co robię. Mówie i robie rzeczy których potem się wstydzę,potem błagam i przepraszam.Każdy dzien tak sie konczy choćby nie wiem jaki był udany.Do tego objawy jak spowolnienie, niepokój, czasem lęk,zaburzaenia snu, kłopoty z przyjmowaniem pokarmów, zmeczenie, czsaem omamy. Mam koszmarne kłopoty z pamiecia. zapominam o waznych spotkaniach, lekarzu itp... Nie mogę się skupić. rozmawiam z kimś i za chwilę już nie mam pojęcia o czym do mnie mówił i co ja mówiłam. Nie mogę czytać choć to uwielbiam bo za chwilę nie pamiętam o czym czytałam. Przez to czuje sie głupia i jestem na to wyczulona. Zauważyłam że czesto nie potrafie sie wysłowic choc wiem co chce powiedzieć. Mam kompleksy z tego powodu. Czuję że stałam sie głupia i bezwartościowa.Przestałam studiować. Drażnią mnie najlepsi przyjaciele i osoby z którymi bardzo lubiłam przebywać. Rzuciłam butelką za moim najlepszym przyjacielem i moim chłopakiem, gdy mi powiedzieli że wychodzą bo widzą, że staram się sprowokować kłótnię. już nie wiem jak to naprawiać.Mój partner dziś powiedział, że nie jest w stanie już tego znosic. Miłość przeradzam w nienawiść. Za kilka dni idę do psychiatry.
Przepraszam, że tak chaotycznie napisałam, ale w końcu to chaos rządzi moim życiem...
Muszę jeszcze dodać,że odczuwam też czesto nadmierne pobudzenie seksualne.dostaje "szału" takiej seksualnej euforii i rzucam sie wrecz na mojego chłopaka. w ogole czesto się kochamy, zawsze czesto uprawialismy seks. mój partner zastanawia się czy czasem seks mi nie szkodzi.
Użytkownik Myślozbrodnia edytował ten post 18 styczeń 2012 - 22:59