Zajrzałem na forum gdy wróciłem dzisiaj z izby przyjęć w szpitalu psychiatrycznym z kolejnym lekiem.
Chciałbym wygadać się szczerze komuś kto mnie rozumie. Ludzie szarzy nie potrafią zrozumieć problemu jakim jest choroba psychiczna. Jak u Was to wyglądało? U mnie to dłuższa historia więc jeśli znajdzie się ktoś kto chce mnie wysłuchać, z chęcią się zwierzę.
Sam początek miałem już przy porodzie. Byłem niechcianym dzieckiem. W połowie niechcianym. Mój ojciec bił moją mamę żeby usunęła ciażę. Ja sam urodziłem się jako wcześniak który otrzymał ze wszystkiego po 1 punkcie tylko z pracy serca 2. Teraz nie wyglądam na wczesniaka. Mam prawie 2 metry wzrostu i ważę 110 kilo. Miałem trudne dzieciństwo. Ojciec bił mnie i mamę. Nie nadużywał alkoholu. Wszyscy szydzili ze mnie że jestem z biednej rodziny. Do czasu gdy się wyprowadził miałem złamany nos 7 razy. Mama nigdy nie wniosła z jego powodu żadnej sprawy do sądu. Ojciec zrobił mi straszną rzecz zanim wyjechałem do babci gdzie się powiesiłem. Molestował mnie. W wieku 10 lat miała miejsce u mnie próba samobójcza. Ojciec zrobił mi straszną rzecz zanim wyjechałem do babci gdzie się powiesiłem. Molestował mnie. Wtedy to przeżyłem śmierć kliniczną. Jakoś w wieku 12 lat lekarze stwierdzili że jestem zbyt "żywy" i nadaje się na leczenie psychologoiczne. Psycholog stwierdził ADHD. W wieku 15 lat zacząłem terroryzować dom za co siebie nienawidzę. Wszczynałem awantury, wymuszałem to czego chcę. Jednak wszystko się jeszcze bardziej pogorszyło gdy trafiłem na oddział dzienny w szpitalu psychiatryczny w celu ukończenia tam gimnazjum i terapi. Do lekoterapi dołączono mi tegretol. Zareagowałem na niego bardzo źle. Z dnia na dzień robiłem się coraz bardziej agresywny aż wpadłem w szał i rzuciłem się na własną matkę. Pierwszy raz trafiłem do szpitala psychiatrycznego na oddział zamknięty. Przeżyłem tam horror. 5 dni przypięty do pasów srając i szczając pod siebie. Gdy opadałem z ciężaru leków wpadałem w szały. Mama wypisała mnie na własne żądanie gdy rozciąłem sobie rękę pokrywką od puszki do tego stopnia że założyli mi 4 szwy. Wypisała mnie gdyż była świadkiem tego jak policja przyjechała mnie "uspokoić" gdy w ogóle nie byłem pobudzony. Skończyłem gimnazjum i zmieniłem lekarza. Miałem 16 lat. Stwierdził schizofrenie. Najgorsza diagnoza jaka mogła mnie spotkać. Przez 3 lata szprycowali mnie różnymi lekami, a ilość ich dochodziła do 9 tabltek na jedną wieczorną dawkę. W między czasie trafiłem do innego szpitala psychiatrycznego. Lekarz dał mi taką dawkę haloperidolu i asentry że wykręciło mi lewą dłoń do tego stanu że nie mogłem nią operować. Gdy miałem 18 lat sam odstawiłem leki. Wytrzymałem tak niecały rok. W wakacje 2 lata temu zapaliłem dopalacze. Jedyny raz w życiu. Dostałem ataku serca, ciśnienie 260/210 i trafiłem na OIOM. Po tym incydencie znowu zmieniłem lekarza. Stwierdził że mam depresję psychotyczną. Terapia depakina + rexetin. Wszystko było dobrze aż do grudnia. Zaczęły się u mnie pojawać objawy opętania. Do teraz nie wiem czy to było opętanie czy nie gdyż nie jestem osobą zbyt wierzącą. W czasie opętania lekarz który mnie prowadził wysłał mnie do siebie w styczniu poprzedniego roku na oddział do szpitala na oddział dzienny. Ten sam szpital w którym leżałem w pasach 5 dni. Na szczescie tam było lepiej. Jednak wypisałem się na własne żądanie. Nie mogłem znieśc niewoli. Wstępną diagnozą było opętanie + depresja psychotyczna + osobowość psychopatyczna. I znowu odstawiłem leki. Znalazłem dziewczynę która skończyła psychologię. Zrobiła mi MMPI w którym wyszło że mam borderline. Nie układało mi się z nią i zerwaliśmy. W zeszłym roku w październiku znowu trafiłem do tego samego szpitala tym razem na jeszcze inny oddział. Zgłaszałem myśli samobójcze. Tam diagnozą była osobowość chwiejna emocjonalnie typ impulsywny. Leczenie jakie mi zastowali to tisercin + depakine. Trochę przed szpitalem poznałem dziewczynę. Jestem z nią do teraz. Bardzo przejmuję się naszym związkiem. Chcę jej udowodnić że nie jestem jak faceci których do teraz miała i nie oszukam jej i nie zdradzę. Jednak dzisiaj okłamałem ją w głupiej sprawie. Tak głupiej że jakbym powiedział jej prawdę to wyszłoby na to samo jak bym powiedział jej prawdę. Odpowiedź była bez znaczenia liczy się sam fakt kłamstwa. Dzisiaj w izbie przyjęć w szpitalu psychiatrycznym stwierdzili że nie mają po co mnie zatrzymywać, ale do tisercinu i depakiny dorzucili mi Faxolet. Pierwszy raz wezmę go dzisiaj o 8 rano. Lekarz powiedział też że mój typ depresji jeśli naprawdę ja mam dąży do autodestrukcyjnych działań dlatego okłamałem moją dziewczynę. Ech rozpisałem się, ale to było mi potrzebne... Czekam na komentarze mam nadzieję że komuś się wygadam
Pozdrawiam Ludwik
Użytkownik GorefestF6030 edytował ten post 17 styczeń 2012 - 10:47

Pomoc









