Depresja.ws - Forum: Witam, można? - Depresja.ws - Forum

Skocz do zawartości

Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Witam, można? Oceń temat: -----

#1 Użytkownik nie jest zalogowany   Rgz 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 4
  • Rejestracja: 17-listopad 11

Napisano 13 styczeń 2012 - 22:46

Witam i z góry przepraszam, jeśli coś tu zakładam nie tak, ale nie ogarniam, jestem trochę chaotycznym człowiekiem i tak trochę po prostu mam. Mam na imię ... hehehe nie zdradzę i mam depresję... Wiem, to bardzo oryginalne na tym forum pewnie. ;) Dzisiaj doszłam do wniosku, że tak, że to już, że to już nie jest "po prostu mam gorszy dzień", "po prostu jakoś pecha mam ostatnio", "po prostu jakoś tak nie mogę skupić się na nauce", tylko po prostu mam chyba depresję i chyba w końcu to przed sobą przyznałam. A może ja wymyślam? Może nie prawda? Może ja się usprawiedliwiam, albo szukam litości? Ale nie wydaje mi się. Należę do ludzi, którzy wiecznie wymagają od siebie więcej, nigdy się nie usprawiedliwiają przed sobą niczym i do ostatniej chwili nie przyznają, że mają problem.

Nie wiem jak to się stało. Dostałam się na wymarzoną uczelnię, na wymarzony kierunek, nie bez problemów i nie tak od razu oczywiście, bo jakoś z górki w życiu nigdy nie miałam, zawsze o wszystko musiałam walczyć bardzo, ale jednak. Nawet na dwa kierunki. Jakoś tak wyszło. Po jakimś czasie rzuciłam ten drugi kierunek, bo zauważyłam, że nie mam z niego satysfakcji zbyt dużej, a do tego koło na kole powoduje obciążenie dość znaczne psychiczne i fizyczne. Po prostu stwierdziłam, że nie warto się tak zajeżdżać. I nie wiem kiedy, nie wiem jak to się stało, mam wrażenie, że spałam przez ten cały semestr, a teraz się obudziłam, patrzę, i widzę, że wszystko schrzaniłam. Że jadę po bandzie, że zaliczam ledwo na te słynne 3, że może nawet nie zaliczę tych najważniejszych wcale, co nie znaczy, że teraz nie mam w tle wykładu otwartego i że się poddaję.

Mój przyjaciel, z którym mam największy kontakt w mieście, w którym się uczę, jest chyba coraz bliżej samobójstwa. Dzisiaj dał mi zaszyfrowany algorytmem list "w razie gdyby miał wypadek". Boję się. Że tego już bym nie wytrzymała. Że 3 miesiące temu moja 19-letnia koleżanka zmarła, to była pierwsza śmierć jaką kiedykolwiek przeżyłam, a zarazem najgorsze chwile w moim życiu, kiedy się dowiedziałam i kiedy byłam na pogrzebie. W czwartek byłam u psychologa w końcu. Moment, w którym spytała o tą śmierć, którą w ogólnikach wymieniłam na samym początku była najgorszym ze wszystkiego, co musiałam z siebie wyrzucić. A właściwie nic nie potrafiłam powiedzieć. Nic. A ten przyjaciel tutaj moderatorem jest. I wcześniej byłam spokojniejsza jak czasem przeczytałam co pisze w pokoju prywatnym, a teraz skasował, bo ktoś zaczął czytać, bo coś tam coś tam. I teraz nie wiem co z nim, w tej chwili na przykład. Nie wiem czy nie przyjdę jutro na uczelnię, a jego już nie będzie.

I to wszystko nie byłoby takie straszne, gdybym nie miała takiego przerażającego wrażenia, że jakoś mało osób mam wokół. Że moi przyjaciele są daleko, w Toruniu, w Łodzi. A we Wrocławiu nie wiem ile, wczoraj próbowałam to sprawdzić, ocenić jakoś. Napisałam sms do 10 osób, które uważałam za najbliższe, najbardziej zaufane. 1 osoba z nich faktycznie wyjdzie jutro (mam nadzieję) ze mną pogadać. Pozostałe 9 uczy się, nie ma czasu, nie ma kasy. Z drugiej strony 2 osoby od razu po napisaniu smsa wyskoczyły z tramwaju i przyszły do kawiarni, a parę osób pominęłam z jakichś tam przyczyn, ale i tak mam jakieś takie poczucie, że jestem sama. I to właśnie usłyszałam od psycholog. "Ty się czujesz opuszczona, samotna." Ameryki pani nie odkryła, ale bardziej dotarło do mnie. I wtedy wymyśliłam, że te 10 smsów wyślę, żeby sprawdzić, czy to ja się nie staram wyjść, bo się zamknęłam w sobie, czy jednak jakoś nie mam z kim. Nie wiem. Dalej nie wiem. Przecież te 2 osoby wyszły. I przecież w środę, jak już nie wytrzymałam do czwartku do wizyty i poszłam prosto przed siebie, do kolegi, to on wyszedł na dwór. I siedział ze mną bite 2 godziny. I jeszcze się upewnił czy na pewno wsiadłam do dobrego autobusu, bo poprzednim razem mu nie wyszło. I czekał aż się uspokoję. I słuchał. A jednocześnie w nikim nie mogę znaleźć takiego oparcia jakie bym chciała. Żeby przyjść, przytulić się i czekać aż przejdzie. Bo każdy już kogoś ma. Bo każdy ma już swój świat.

Jak ja mam się z tego wygrzebać? Widzę, że idę tą samą drogą co mój przyjaciel, widzę, że robię dokładnie to samo, co on jeszcze parę miesięcy temu kiedy nie było tak źle, a ja mu wypominałam, że nie może tak robić. A teraz sama nie śpię po nocach. Sama nie mogę się skupić na niczym. Sama zaczynam się obwiniać, czuć beznadziejna itd. Chcę walczyć. Walczę. Próbuję wychodzić znowu do ludzi. Próbuję zaliczać te egzaminy, uczyć się, szukać pozytywów. Ale nie widzę, nie idzie mi, jest ciężko. Wiem, nikt nie mówił, że życie będzie łatwe, ale mam wrażenie, że niedługo zabraknie mi sił... Moja najbardziej pozytywna myśl jest chyba taka, że kiedyś, jak byłam w gimnazjum, jak był ten głupi okres i też miałam takie załamki, to chyba wytworzyłam dość silną barierę przed myślami samobójczymi i samym samobójstwem. I tylko to mnie pociesza, że prawdopodobnie nie muszę się bać, że to zrobię.

I chyba trochę przegięłam z rozpisywaniem się...
0

#2 Użytkownik nie jest zalogowany   iren 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 29
  • Rejestracja: 10-grudzień 11
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 14 styczeń 2012 - 09:33

Najpierw sprawdź się przez ten test.....
http://www.depresja....-jest-depresja/

według mnie jeżeli nie możesz się na niczym skupić to juz jest nie dobrze i do lekarza..... :unsure:
0

#3 Użytkownik nie jest zalogowany   Rgz 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 4
  • Rejestracja: 17-listopad 11

Napisano 14 styczeń 2012 - 11:52

Heh, zrobiłam, wyszło mi coś na poziomie 8/9. Wiem, że to już do lekarza się kwalifikuje, byłam w czwartek, ale po jednej godzinie się niczego nie dowiedziałam i nic to nie dało na razie. Idę za 2 tygodnie znów, ale zastanawiam się co robić przez te 2 tygodnie, bo się zaczęłam męczyć dzień w dzień. Cały czas muszę walczyć, żeby nie siedzieć tępo na zajęciach, żeby moje rozmowy nie wyglądały "aha, no, spoko, yhm". No i żeby jednak jakoś się uczyć, bo powinnam cały czas siedzieć i to robić, a dla mnie 15 min to jest teraz wyczyn...
0

#4 Użytkownik nie jest zalogowany   iren 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 29
  • Rejestracja: 10-grudzień 11
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 14 styczeń 2012 - 13:48

Czy dostałaś jakieś leki..... wyjście z depresji nie jest takie łatwe.....a niekiedy jest .....wieczne....ale głowa do góry jesteś młoda .....i na pewno wszystko będzie ok.... :D
0

#5 Użytkownik nie jest zalogowany   Rgz 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 4
  • Rejestracja: 17-listopad 11

Napisano 14 styczeń 2012 - 17:09

Agrrr... wcięło mi wszystko co napisałam, bo internetu nie włączyłam... Nie, nie dostałam żadnych leków, bo byłam tylko raz i tylko przez 45 min. kazała mi gadać pani i tak sobie patrzyła, i ew. dobijała pytaniami, żebym jeszcze bardziej musiała przeżywać to co mówię... Wiem, musi tak pewnie, ale to boli. Leki sama brałam takie dostępne ziołowe od paru dni i przyjaciel wtedy w środę zanim się tak załamałam to poszedł do apteki mi kupić coś na uspokojenie, bo widział, że się trzęsę itd., ale te leki to otępiają tylko, sprawiają, że znikają negatywne myśli trochę, tyle, że na ich miejsce wcale nie wskakują pozytywne tylko zostaje taka pustka. W każdym razie nie jestem jakimś chyba strasznym przypadkiem. Tzn. jest źle jak jeszcze nigdy nie było, ale przecież ludzie inni tu mają gorzej jak czytam, gorsze sytuacje, gorsze doświadczenia i ja mam świadomość, że nie ma tragedii, że mam co jeść, gdzie spać itd. i tym bardziej jestem zła na siebie, że nie potrafię się z niczego cieszyć. Że tylko przez te minuty kiedy jestem z kimś na kawie, albo gram z siostrą w coś czy z rodzicami, to jest mi dobrze. Ale jak wstaję rano to jest na nowo to samo.

Co z tym można zrobić? Tak samemu? Próbuję wychodzić do ludzi, oni nie mają czasu, nie chcą, ale wyciągam kogo się da, żeby nie siedzieć samemu w domu. Staram się zajmować czymkolwiek, nauką, a jak nie mogę się skupić to znów rozmową z ludźmi, przez tel., gg, co się da. Dzisiaj bardzo dużo grałam na skrzypcach, bo ksiądz ma przyjść na kolędę i mam zagrać, coś go nie ma, ale mnie granie na maksa uspokaja i wtedy nie myślę o niczym, tylko się tak cudnie emocjonalnie wyflaczam na dźwiękach. Tylko z kolei bardzo muszę się zmusić, żeby wziąć te skrzypce do ręki, też nie kumam dlaczego. Wiem, że mam trochę złe spojrzenie na sprawę, ale chciałabym, żeby to było na zasadzie "Zrób 100 pompek, przebiegnij 10 km, zagraj 10 godzin na skrzypcach i wyjdź na kawę z 3 osobami, to przejdzie", a tak chyba nie jest... Ale coś przecież na pewno można robić oprócz czekania na wizytę u lekarza?
0

#6 Użytkownik nie jest zalogowany   emcza 

  • Średniozaawansowany
  • PipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Wyświetl galerię
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 209
  • Rejestracja: 14-sierpień 10
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 14 styczeń 2012 - 22:25

Wyświetl postUżytkownik Rgz dnia 14 styczeń 2012 - 17:09 napisał

ale chciałabym, żeby to było na zasadzie "Zrób 100 pompek, przebiegnij 10 km, zagraj 10 godzin na skrzypcach i wyjdź na kawę z 3 osobami, to przejdzie", a tak chyba nie jest... Ale coś przecież na pewno można robić oprócz czekania na wizytę u lekarza?


Ależ właśnie o to chodzi. Aby zająć się czymś podczas robienia którego właśnie, przechodzi. Nie oczekuj cudownych recept na swoje przygnębienie, nie spodziewaj się że jakiś lekarz zna cudowny środek na to. Nie ma leku abyś czuła się od ręki bardzo dobrze, albo wręcz niebiańsko. Nawet leki na choroby ciała, nie duszy, nie robią nic innego tylko pomagają organizmowi samemu uporać się z chorobą. Psychiatra może Ci przepisać lek, który Ci właśnie, pomoże. Ale nie da Ci leku na to, żebyś: wyszła z domu, spotkała się z przyjaciółmi, stała się aktywna i wesoła. To musisz wywalczyć sobie sama.
GG: 43238245
0

Udostępnij ten temat:


Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych